Bernardo Morando

Za zgodą dr Jacka Feduszki publikujemy obszerne fragmenty wykładów na temat zamojskiego architekta, Bernarda Morando i jego kamienic budowanych w Rynku Wielkim w Zamościu. Wykłady pt.: „Bernardo Morando – architekt, budowniczy i burmistrz miasta Zamościa” i „Dzieje Kamienicy Morandowskiej” odbyły się 24 kwietnia 2016 r.  i 12 maja 2016 r. w ramach cyklu „Spotkanie z historią w Morandówce”. Wykładom towarzyszyły prezentacje multimedialne przygotowane przez dr Jacka Feduszkę. Oba spotkania, odbywające się w nowo otwartych pomieszczeniach kamienicy, cieszyły się dużą frekwencją mieszkańców miasta. W trakcie drugiego spotkania można było dodatkowo obejrzeć znakomite  prace artystów: Henryka Szkutnika; Marka Rzeźniaka i Dariusza Piekuta.

Morandówka 2Morandówka 11Morandówka 13


Dr Jacek Feduszka

Zamość

BERNARDO MORANDO

(ok. 1540 – 1600/1601) i jego kamienice.

  1. Pochodzenie i rodzina Moranda.

Bernardo Morando, nieprzeciętny inżynier, pochodzący z Wenecji lub Padwy, przybył do Polski już jako wykształcony architekt. Według historyków Bernardo Morando urodzony ok. 1540 roku mógł wywodzić się rodu Morando-Serena, którego przedstawiciele pochodzący z Werony byli znanymi fundatorami i konstruktorami sprzętu artyleryjskiego dla Republiki Weneckiej. Z żoną Katarzyną, poślubioną zapewne już w Polsce, miał sześcioro dzieci: synów Mikołaja, Andrzeja, Rafała, Gabriela i córki Kamillę i Lidię. Według pierwszych wzmianek źródłowych od ok. 1569 roku pracował przy rozbudowie zamku królewskiego w Warszawie. Od 1573 roku jako następca architekta Jana Baptysty Quadro prowadził prace przy przebudowie gotyckiego dworu na mieszkanie w zamku królewskim. Pracując przy innych królewskich budowlach, również przy warszawskiej kolegiacie św. Jana., był jednocześnie dzierżawcą cegielni w Warszawie. W 1573 lub 1574 roku wyjechał na krótko do Francji. Po powrocie na krótko do Warszawy przeniósł się następnie w 1575 roku do Lwowa. Tam 1 VII 1578 roku Jan Zamoyski zawarł z nim umowę na budowę rezydencji w swoich dobrach rodowych. B. Morando związał się odtąd z jedną, ale za to unikalną inwestycją, jaką była budowa nie tylko rezydencji J. Zamoyskiego, ale także całego miasta nazwanego „Nowym Zamościem[i].

Przez następne 22 lata B. Morando realizował to skomplikowane i składające się z wielu elementów, zamówienie. Będąc jednocześnie projektantem i wykonawcą, a zarazem przedsiębiorcą budowlanym zatrudniającym kamieniarzy, murarzy i innych specjalistów, Bernardo Morando miał wyjątkową możliwość zaprojektowania i budowy całego miasta, od kompozycji przestrzennej poprzez realizację budowli wewnątrz miasta, a skończywszy na fortyfikacjach Zamościa w tym, bramach wjazdowych. Z Zamościem związał się Bernardo Morando na stałe, tutaj założył rodzinę, nabył nieruchomości był rajcą i burmistrzem w latach 1591-1593 r[ii]. Już na przełomie 1578-1579 roku opracował plan miasta Zamościa, oficjalnie lokowanego w 1580 roku. Pierwszymi realizowanymi przez niego obiektami były: pałac wielki przedni (1578-1586), i dwa tylne – kanclerzyny i jej fraucymeru (1581-1588 r.). Kolejnymi obiektami były: Arsenał zamojski (15821583 r.) oraz Brama Lubelska (przed 1588 r.). W 1587 roku rozpoczął realizację największego dzieła swojego, kolegiaty zamojskiej, zasadniczo ukończonej w 1598 roku. Od 1594 roku budowano (czy też przebudowywano) według projektu Moranda budynki Akademii Zamojskiej oraz bursy, oraz kamienice będące własnością architekta w Rynku Wielkim: dwie własne (obecnie ul. Staszica 25 i Rynek Wielki 7) i kilka innych m.in. dla rodziny Tellanich (obecnie ulica Staszica 23).

  1. Dzieje kamienic morandowskich w Zamościu od XVI do 2. połowy XX wieku.

Bernardo Morando, twórca wzorcowego domu wykonanego na zlecenie kanclerza Jana Zamoyskiego, zaczął wznosić, jak wiemy ze źródeł, kilka z nich już w latach 1581-1582. Jednym z nich był zrealizowany przez Moranda, jego własny dom narożny, usytuowany na działce w zachodniej pierzei Rynku Wielkiego, na rogu ulicy Grodzkiej (w 2 połowie XVIII w., Zamkowej), wiodącej do pałacu Zamoyskich (obecnie: Rynek Wielki 7). Zamieszkiwał w nim wraz z rodziną przez 19 lat od 1581 roku. Dom ten wymieniono w lustracji z 1591 r.. Jego właścicielem, jak odnotowano, był nadal: „Bernart budowniczy[iii].

Dom ten sprzedał Morando w 1598 roku Antoniemu Kieczowi. W zamian za to Bernardo Morando otrzymał pozwolenie na budowę drugiej własnej kamienicy w Rynku (obecnie ul. Staszica 25), usytuowanej naprzeciwko domu wzorcowego, zaprojektowanego przez Moranda i wzniesionego w latach 1591-1599 dla włoskiego kupca Francisca Tellaniego (obecnie ul. Staszica 23). W owym czasie obie te parcele znajdowały się przy ulicy Wodnej (od roku 1594 do początku XVII wieku. Obecnie: ul. Staszica / Rynek Wielki / Bernarda Moranda).

Kamienicę, zwaną obecnie „morandowską” (właściwie powinno się ją nazywać „morandowską II”), zaprojektował dla siebie Bernardo Morando, ale ukończył ją dopiero po 1603 roku, zięć architekta, złotnik ormiański Stanisław Abrahamowicz (żonaty z Lidią Morando). Stanisław Abrahamowicz, mieszczanin zamojski, złotnik wykonujący m.in. prace dla dworu Zamoyskich, należał do najbogatszych mieszczan ormiańskich w Zamościu. Według rejestrów z początku XVII wieku mieszkanie Abtrahamowicza było bogato dekorowane m.in.: „u kupca Abrahamowicza (…) na stole leżał kobierzec turecki (…), a w pomieszczeniach mnogość była kilimów zażywanych tureckich dziesięć (…) ponadto były tam kobierce dywarskie, atoli turkmeńskie i tureckie (…)”. Po śmierci Abrahamowicza rodzina zdążyła zabrać rzeczy najcenniejsze[iv]. Prace przy kamienicy prowadził m.in. budowniczy zamojski Jan Wolff w drugiej ćwierci XVII wieku. Jan Wolff (zm.1653 r.), murator i dekorator zamojski, był najbardziej wziętym budowniczym w mieście, tytułowanym „archimistrzem rzemiosła murarskiego”. Wiązany on jest z budową, bądź rozbudową, co najmniej pięciu kamienic rynkowych (obecnie: Rynek Wielki 4, ul. Staszica 15, 19, 21, 25). Talent rozwijał pod wpływem realizacji Bernarda Morando. Z upodobaniem stosował dekoracje pakietowe, kartusze, znaki herbowe oraz geometryczne ornamenty listwowe na sklepieniach. Motywy czerpał głównie z wystroju Kolegiaty zamojskiej. Widoczne są też wpływy kościoła jezuickiego w Lublinie oraz manierystyczne dekoracje typu włoskiego (renesansowego), w tym formy groteskowe (roślinno-fantastyczne) szczególnie we wnętrzach, a także elementy typu niderlandzkiego w innych miejscach np. w dekoracji fryzu od frontu kamienicy morandowskiej[v].

Przez cały XVII wiek kamienica własnościowo związana była z potomkami Moranda, a także z rodzinami Radułów i najsłynniejszą z nich, Fołtynowiczami (stąd m.in. także nazwa kamienicy „Fołtynowiczowska”). Wśród znanych właścicieli tej kamienicy byli profesorowie i rektorzy Akademii Zamojskiej: od 1657 roku Marcin Fołtynowicz i później w latach 1690-1700 Stanisław Niewieski. Od ok. 1705 do 1709 roku właścicielami kamienicy byli spadkobiercy Stanisława Niewieskiego, a przed 1795 rokiem Paweł i Katarzyna Bidermanowie. Po 1805 roku nieruchomość przeszła w ręce Józefa Kobielskiego. Na przełomie XVIII i XIX wieku wynajmował tutaj mieszkanie architekt Henryk Ittar jak zapisano: „zajmując całe piętro górne, to jest 5 pokojów z kuchnią i spiżarnią (…) strychem całym, tudzież na dole po prawej stronie pokojami 3, komórkami na drwa 2 i piwnicami 2[vi].

Jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku kamienica należała do rodziny Wojciechowskich, a w 1862 roku od rodzeństwa Leopolda i Emilii Wojciechowskich kupił ją Jerzy Frołow, major Zamojskiego Batalionu Straży Wewnętrznej za sumę 4000 rubli srebrem. W 1864 roku odkupiła kamienicę, jego żona, Anna Frołow z domu Czyrymow, która w dwa lata później ( w 1866 roku) odstąpiła nieruchomość za kwotę 3250 rubli srebrem, Dymitrowi Doroszewskiemu, urzędnikowi Wydziału Celnego w Zamościu. Jak można domniemywać w rękach Doroszewskich kamienica pozostawała do początków XX wieku, kiedy nabyła ją rodzina Wojnarowskich, Józefa i Zygmunt Wojnarowski (1865-1937). Byli to m.in. znani zamojscy restauratorzy związani z pierwszą w Zamościu restauracją z prawdziwego zdarzenia w zamojskim hotelu „Victoria”, prowadzoną przez Zygmunta Wojnarowskiego do lat 20. XX wieku oraz restauracją „Centralna” (zwaną potocznie „Centralką”), powstałą w 1912 roku w tzw. Domu Centralnym. Józefa Wojnarowska (zm. 1953 r.), wymieniana we wspomnieniach m.in. przez dr Zygmunta Klukowskiego z racji barwnych wspomnień o słynnej zamojskiej restauracji „Centralka”, do swej śmierci mieszkała w kamienicy morandowskiej[vii]. W okresie międzywojennym w kamienicy zlokalizowano na pierwszym piętrze m.in.: Pracownię Ubiorów Damskich Stanisława Służewskiego (1868-1945), (od lat 20. do początku lat 30. XX w.) i renomowany zakład i sklep obuwniczy (koniec lat 30. XX w.). Na parterze, mieściła się m.in.: znakomita pracownia cholewkarska Władysława Słupeckiego (1891-1966). W okresie II wojny światowej historia kamienicy związana była przejściowo z losami mniejszości ukraińskiej w Zamościu. W 1941 roku w Zamościu niemieckie władze okupacyjne przekazały Ukraińcom dawną cerkiew św. Mikołaja (przed wojną kościół szkolny p.w. św. Stanisława). W latach 1942-1943 społeczność ukraińska w mieście liczyła ok. 500-520 osób. Obok rodzin policjantów ukraińskich, byli to pracownicy urzędów niemieckich, spółdzielni ukraińskich, nauczyciele szkoły ukraińskiej. W Zamościu funkcjonowały sklepy ukraińskie, księgarnia i ośrodek kultury, które mieściły się w latach 1942-1943 właśnie w kamienicy morandowskiej. Od 1941 roku ulica odchodząca od Rynku Wielkiego do Rynku Wodnego otrzymała nazwę: „Morandostrasse” (ulica Moranda). W kamienicy morandowskiej, zagospodarowanej przez społeczność ukraińską funkcjonował oddział zamojski Ukraińskiego Centralnego Komitetu (UCK), współpracującego z Niemcami. W pomieszczeniach kamienicy ulokowane było także biuro notarialne dla społeczności ukraińskiej. Pracował wówczas tutaj najbardziej znany dziełacz wśród społeczności ukraińskiej Zamościa, Roman Perfeckyj (1880-1944), ukraiński polityk, działacz społeczny, poseł do Sejmu Krajowego Galicji X kadencji w 1913 r. (z okręgu Bełz – Sokal – Uchnów). Podczas I wojny światowej działacz Związku Wyzwolenia Ukrainy w obozie jenieckim Wenzlar. W latach 1918-1919 był członkiem Ukraińskiej Rady Narodowej oraz zastępcą państwowego sekretarza spraw wewnętrznych Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej (ZURL). W 1920 roku był delegatem Ukraińskiej Rady Narodowej, a później członkiem emigracyjnego rządu ZURL w Wiedniu i przewodniczącym Zachodnioukraińskiego Towarzystwa Ligi Narodów. W latach 1935-1938 był posłem do polskiego Sejmu IV kadencji z ramienia Ukraińskiego Zjednoczenia Narodowo Demokratycznego (UNDO). W latach 1938-1939 pracował jako adwokat i notariusz na Chełmszczyźnie. W czasie wojny zamieszkał w Zamościu i latach 1940-1944, działał w oddziale zamojskim Ukraińskiego Centralnego Komitetu (UCK) oraz pracował również jako notariusz. Roman Perfecki zmarł w Zamościu w 1944 roku[viii]. Po 1945 roku właścicielką pozostawała Józefa Wojnarowska (zm. 1953 r.). Po jej śmierci w XII 1953 r. bezpośrednimi spadkobiercami pozostawały między innymi rodziny: Słupeckich, Łapińskich, Adamczuków i Kozyrów. W latach 1954-1956, przejściowo pierwsze piętro kamienicy zajmował Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. Od ok. 1960-1961 roku na pierwszym piętrze funkcjonował: Oddział Banku Spółdzielczego w Zamościu, na parterze mieściły się m.in. sklep odzieżowy, sklep spożywczy MHD (Miejskiego Handlu Detalicznego) oraz sklep warzywniczy. Do 1974 roku kamienica pozostawała własnością prywatną[ix].

III. Projekty i prace Bernarda Morando i jego potomków.

Włoch Bernardo Morando (ok. 1540-1600/1601) w decydujący sposób wpłynął na kształt i plan nowego miasta stał się jego głównym architektem. Realizując nie tylko zamysł i plan Jana Zamoyskiego w odniesieniu do budowy miasta, ale również skutecznie zarządzając całym powstającym organizmem miejskim, Morando cieszył się dużym uznaniem mieszczan zamojskich. Wyrazem tego było pełnienie przez niego funkcji rajcy miejskiego i burmistrza w latach 1591-1593. Jako wyraz zaufania, doceniając fachowość i skuteczność w realizacji planów właściciela miasta, Jan Zamoyski wyznaczył mu najwyższą w swoim otoczeniu pensję w wysokości 500 złotych rocznie (dla porównania wół rzeźny kosztował w owym czasie 6-7 zł, a koń rycerski 20-22 zł). Morando czerpał też zyski jako przedsiębiorca budowlany, m.in. za wzniesienie Bramy Lubelskiej otrzymał ok. 3000 złotych. Był właścicielem kilku nieruchomości w mieście: dwóch kamienic w Rynku Wielkim i domu zajezdnego dla kupców, zwanego „Stantią” lub „Giełdą” (w pobliżu Bramy Lwowskiej), wzniesionego przez Bernarda Morando w przed 1598 roku[x]. Budynek ten był własnością rodziny B. Morando do 1603 roku. Składał się z dużego domu zajezdnego, stajni i zabudowań gospodarczych. W jego miejscu obecnie wznosi się kościół oo. franciszkanów. Budynek „Giełdy” sprzedał syn Bernarda Morando, Mikołaj Morando w 1604 roku niejakiemu Lambertowi Fambemelowi, mieszczaninowi zamojskiemu, za sumę „pułósma sta monety i liczby polskiej, każdy złoty licząc po groszy 30”, czyli za 750 złotych. Uczynił tak, ponieważ nie przynosił on spodziewanych przez rodzinę Moranda, zysków[xi].

Najokazalszym budynkiem w obrębie Rynku Wielkiego budowanym przez Moranda w Zamościu jest niewątpliwie Ratusz. Przewidziany on był od początku w koncepcji urbanistycznej Zamościa, realizowanej od 1580 roku. Budowę Ratusza rozpoczęto w 1591 roku. Wzniesiony został w pierzei północnej (ormiańskiej) na zrębie dwóch budynków zlokalizowanych na działkach będących własnością Bernarda Morando, głównego architekta i projektanta miasta. Fundamenty budynków tam istniejących pochodziły z końca lat 80. XVI wieku. Ratusz powstał w jednej linii z kamienicami sąsiednimi, a nie centralnie na Rynku, jak to czyniono zazwyczaj. Do pozostałych kamienic upodabniał się podcieniami, a wyróżniał się spośród nich okazałą wieżą. Wieża ok. roku 1605, wobec groźby zawalenia, wzmocniona została potężnymi skarpami wykonanymi przez muratora Michała Belthera (zm. 1609 r.), pochodzącego z Turyngii w Zamościu właściciela cegielni i taksatora nieruchomości.

Kolejny z potomków Bernarda Morando, Gabriel Morando (Morenda) (1581-1644), dr prawa, absolwent Akademii Zamojskiej i Uniwersytetu w Padwie gdzie w 1615 uzyskał tytuł dr prawa. Częściowo idąc w ślady ojca, pełnił funkcję wójta zamojskiego, ale zasłynął przede wszystkim jako sędzia w sprawach obcych i profesor matematyki Akademii Zamojskiej, a później jako doradca hierarchów kościelnych w Krakowie. W 1618 roku przyjął święcenia kapłańskie i pełnił funkcję audytora biskupiego. W kościele oo. dominikanów w Krakowie znajduje się epitafium Gabriela Morando z herbem rodowym Mora, przedstawiającym „głowę murzyna”[xii].

Nie znamy nazwisk bezpośrednich kontynuatorów dzieła Bernarda Morando na stanowisku burmistrza miasta. Funkcje burmistrza z zasady powierzano zamożniejszym mieszkańcom miasta. Tak było w przypadku kolejnych burmistrzów Zamościa w XVII stuleciu.

Obok wielu wybitnych realizacji architektonicznych dokonanych w Zamościu, realizacja przez B. Morando zamojskich fortyfikacji wysuwa go na czoło ówczesnych architektów wojskowych. Pracując w Zamościu B. Morando ok. 1589 roku kierował także modernizacją fortyfikacji Lwowa. W 1589 roku władze Lwowa zwróciły się do Jana Zamoyskiego z prośbą o przysłanie swego architekta dla przygotowania „delineacyi szańców”, które miały być sypane pod Wysokim Zamkiem. Wznoszenie szańców rozpoczęto na początku września, a zakończono po dwóch miesiącach. Dziełem Moranda były nie tylko szańce, ale także „delineacya”, czyli graficzny projekt obrony całego miasta. Po kilku tygodniach pobytu we Lwowie wraz z żoną Katarzyną udał się Morando do Płoskirowa, gdzie przebywał Jan Zamoyski. Wzniesiony, zapewne według projektów Moranda zamek płoskirowski dla starosty halickiego i kołomyjskiego Stanisława Włodka, syna Elżbiety z domu Zamoyskiej (siostry kanclerza Jana Zamoyskiego), nie zachował się. Zamek został zniszczony podczas wojen kozackich w XVII wieku. Z łoskirowa udał się Morando do Kamieńca Podolskiego. Jego pobyt w twierdzy kamienieckiej miał zapewne także związek z pracami fortyfikacyjnymi[xiii].

Nie ulega wątpliwości, że w Zamościu twórcą całego założenia fortyfikacyjnego był włoski architekt Bernardo Morando. Wznoszenie miasta-twierdzy wymagało w czasach budowy Zamościa szczególnych umiejętności i najwyższej sprawności działania. Musiało ono być znakomicie zaplanowane i przygotowane, a potem szybko i bezbłędnie przeprowadzone. Jeżeli twierdza stawała na terenach zagrożonych atakiem wroga, dopiero moment zakończenia podstawowych prac fortyfikacyjnych nadawał jej przydatność obronną. Dopóki trwały roboty, a obwód wałów nie był zamknięty, wznoszona forteca prowokowała nieprzyjaciół do ataku i zniszczenia niedopełnionego dzieła, zanim osiągnie ono stan gotowości do obrony. Zdawano sobie z tego sprawę i starano się skrócić do niezbędnego minimum czas budowy. Dziełem Moranda jest większość narysu fortyfikacyjnego, stare bramy: Lubelska i Lwowska i prawdopodobnie także Szczebrzeska, mur obwodowy pałacu zamojskiego wraz z tryumfalną bramą wjazdową oraz pierwszy arsenał zamojski.

Ani autor założenia urbanistycznego, ani twórca twierdzy nie mógł w tych czasach zaprojektować do końca swego dzieła „na papierze”, przed rozpoczęciem prac budowlanych. W tej fazie powstawała jedynie ogólna koncepcja i wstępne założenia rozwiązania przestrzennego; tak mógł powstać, ale nie zawsze, projekt architektoniczny ograniczony do niewielkiej działki budowlanej, ale nie projekt skomplikowanego założenia przestrzennego, dostosowanego do fizjografii rozległego terenu. Nie było, bowiem możliwości uzyskania precyzyjnego jego pomiaru, zwłaszcza wysokościowego, a ponadto przed rozpoczęciem robót ziemnych nie można było rozpoznać właściwości gruntu. Zmuszało to do stałej pracy nad rozwijaniem i korygowaniem projektu, a dokonywał tego najczęściej jego autor, który najlepiej znał założenia swego dzieła i wiedział, jakim zabiegom adaptacyjnym może ono zostać poddane. Pierwszą, więc z trosk organizacyjnych potencjalnego fundatora miasta-twierdzy musiało być znalezienie architekta, który zapewniłby tej kreacji nie tylko wysoki poziom wstępnego projektu, ale który by przez całe lata mógł go rozwijać – aż do nadania miastu podstawowych kształtów. Takim projektantem, a zarazem inwestorem – przedsiębiorcą był w Zamościu Bernardo Morando. Jego wielokrotne działania projektowe zdradza m.in. kilkakrotne zatrudnianie Franciszka Porowskiego do prac mierniczych. Istotnym elementem w konstrukcji miasta-twierdzy w przypadku Zamościa było także odchodzenie od form „idealnych”, stanowiących punkt wyjścia projektu wstępnego, wymagało to dodania elementów nowych, na miejsce zdezaktualizowanych. Zmiany linii kurtyn twierdzy wymuszone jakością gruntu, pociągały za sobą konieczność nadania nowej formy bastionom (stąd m.in. „podwójny” charakter bastionu 3, składającego się z dwóch mniejszych obiektów obronnych). Każdy obiekt w takim działaniu wymagał indywidualnego projektowania, mimo tego, że szkic wyjściowy mógł zawierać projekt doskonały i w pewnym sensie abstrakcyjny (teoretyczny). Konieczność uzupełniania i modyfikowania projektu wyjściowego dotyczyła także zagospodarowania wnętrza miasta-twierdzy[xiv].

Bernardo Morando zmarły w Zamościu ok. 1600/1601 roku w Zamościu, pochowany został prawdopodobnie w podziemiach Kolegiaty zamojskiej, po przeciwległej stronie od krypt Ordynatów zamojskich.

[i] G. Doti, Morando Bernardo, [in:] Dizzionario Biografio degli Italiami, vol. 76, 2012, p. 481; J. Kowalczyk, Morando Bernardo, w: Polski Słownik Biograficzny t. 21, 1976, s. 693;

[ii] W. Tygielski, Włosi w Polsce XVI-XVII wieku. Utracona szansa na modernizację, Warszawa 2005 s. 225; Zob. M. Lewicka, Bernardo Morando, Warszawa 1952;

[iii] B. Horodyski, Najstarsza lustracja Zamościa (1591 r.),[ w:] Teka Zamojska I (V) z. 4, 1938 s. 210 i n.

[iv] M. Zakrzewska-Dubasowa, Ormianie w dawnej Polsce, Lublin 1982 s. 193, 197;

[v] A. Kędziora, Encyklopedia miasta Zamościa, Zamość 2012, s. 762; Autor składa w tym miejscu serdeczne podziękowania dr Piotrowi Kondraciukowi za przekazanie cennych uwag i informacji.

[vi] A. Kędziora, Encyklopedia miasta Zamościa, Zamość 2012, s. 250; Dokumentacja historyczno-konserwatorska bloków mieszkalnych południowej pierzei Rynku Wielkiego w Zamościu, oprac. Z. Baranowska, H. Sygietyńska-Kwoczyńska, Warszawa 1965, mps. OBDZ w Zamościu Nr 2165;

[vii] A. Kędziora, Staromiejskie mieszkanie A.D. 1954, w: Archiwariusz Zamojski, 2003, Zamość 2003, s. 51-58

[viii] R. Potocki, Idea restytucji Ukraińskiej Republiki Ludowej (1920-1939), Lublin 1999; J.J. Burski, Petlurowcy. Centrum Państwowe Ukraińskiej Republiki Ludowej na wychodźstwie (1919-1924), Kraków 2004; I. Чорновол, 199 депутатів Галицкого сейму, Лвів 2010; A. Kędziora, Encyklopedia miasta Zamościa, Zamość, 2012;

[ix] Opis na postawie informacji udzielonych przez dr Jerzego Słupeckiego z Zamościa.

[x] E. Lorenz, Kościół i klasztor ojców Franciszkanów w Zamościu, Niepokalanów 1995 s. 6; J. L. Adamczyk, Morando Bernard, [w:] Słownik Biograficzny Techników Polskich, Warszawa 2007 t. 18, s.13;

[xi] E. Lorenz, op. cit. s. 6

[xii] A. Kędziora, Encyklopedia miasta Zamościa, Zamość 2012 s. 414; J. L. Adamczyk, Morando Bernard, [w:] Słownik Biograficzny Techników Polskich, Warszawa 2007 t. 18, s. 15;

[xiii] J. L. Adamczyk, Morando Bernard, op. cit. s. 14; Zob. A. Gruszecki, Rozważania na temat fortyfikacji Zamościa i ich nowoczesności, [w:] Konserwatorska Teka Zamojska. Problematyka konserwatorska fortyfikacji nowożytnych, cz. I, Warszawa-Zamość 1983 s. 29-34;

[xiv] T. Zarębska, Zamość miasto idealne i jego realizacja, w: Zamość miasto idealne, red. J. Kowalczyk, Lublin 1980 s. 9-11;


Morandówka 10 Morandówka 7 Morandówka 5

 Kamienica morandowska w 1961 roku, reprodukcja Muzeum Zamojskie Autograf Bernadra Morando reprodukcja Muzeum Zamojskie Morandówka 1

Jacek Morandówka 6 Morandówka 3

M2 M3 M 4

Henio Marek darek

zdjęcia: reprodukcje zasobów Muzeum Zamojskiego i Ewa Lisiecka

Spotkanie autorskie z Agnieszką Szykuła-Żygawską

Na przestrzeni dwóch ostatnich czwartków szkoleniowych, zamojscy przewodnicy mieli niebywałą przyjemność wysłuchać wykładów dr Agnieszki Szykuła-Żygawskiej. Pierwsze z tych spotkań odbyło się w auli PWSZ im. Szymona Szymonowica w Zamościu w dniu 31.03 2016 r. i było poświęcone Pani Roztocza – Matce Boskiej Krasnobrodzkiej.  Drugie natomiast związane było z promocją najnowszej książki dr Agnieszki Szykuła-Żygawskiej – „Wokół dworu i pałacu w Łabuńkach 1771-1944”.

ksiażka Agnieszka Szykuła-Żygawska ksiażka 2

————————————————————————————————————————–

Agnieszka Szykuła-Żygawska – urodziła się w Szczebrzeszynie, mieszka w Łabuńkach. absolwentka Liceum Plastycznego w Zamościu, edukacji artystycznej w zakresie sztuk plastycznych w Instytucie Sztuki UMCS oraz Historii Sztuki w KUL. W 2010 r. uzyskała tytuł doktora nauk humanistycznych w dziedzinie historii sztuki na podstawie rozprawy „Rzeźba sakralna w kręgu wpływów Ordynacji Zamojskiej 1589-1806″, napisanej w Katedrze Historii Sztuki Kościelnej Instytutu Historii Sztuki KUL. Laureatka konkursu im. prof. dra Szczęsnego Dettloffa, organizowanego przez Stowarzyszenie Historyków Sztuki na prace naukowe młodych członków stowarzyszenia. Stypendystka Prezydenta Miasta Zamość w 2012 roku. Redaktor „Zamojskiego Kwartalnika Kulturalnego”, autorka i współautorka 5 książek oraz artykułów dotyczących sztuki i kultury materialnej XVIII i XIX wieku (ze szczególnym uwzględnieniem Zamojszczyzny).

—————————————————————————————————————————

AgnieszkaPierwsza z przedstawionych książek „Matka Boska Krasnobrodzka. Szafarka Łask, Pocieszycielka Zamojszczyzny…” prezentuje historię wizerunków Matki Boskiej adorującej Dzieciątko, powstałych z inspiracji wydarzeniami w borze pod Krasnobrodem 1640 roku. Książka powstała w roku jubileuszu – 50 lat od koronacji cudownego obrazu Matki Boskiej Krasnobrodzkiej. Jest swoistym pokłonem przed Panią Roztocza w podzięce za prawie 400 letnią opiekę nad mieszkańcami Zamojszczyzny, Agnieszka 2dowodem nieustającego kultu i przyczynkiem do dalszych badań nad historią ikonografii cudownego wizerunku Matki Boskiej Krasnobrodzkiej.  Wykładowi dr Agnieszki Szykuły-Żygawskiej towarzyszyła przygotowana przez Nią prezentacja multimedialna obrazująca wyniki badań prowadzonych przed wydaniem książki.

prezentacja prezentacja 2 prezentacja 3

Kolejną książkę Pani Agnieszki – „Wokół dworu i pałacu  w Łabuńkach 1771-1944” słowem wstępnym opatrzył  ks. prof. nadzw. dr hab. Czesław Galek:...”Autorka we wstępie do książki manifestuje swoje przywiązanie do ziemi swojego urodzenia i zamieszkania:

ASŻ„Jako mieszkanka Łabuniek, zainteresowana przeszłością swej małej ojczyzny przedstawiam pokłosie moich kilkunastoletnich poszukiwań: dzieje Łabuniek od czasów kiedy powstał tu najpierw dwór, a następnie w jego miejscu wytworny w swej architekturze pałac”.  Prezentowana książka ukazuje dzieje miejscowości, w której jak w soczewce ogniskują się burzliwe dzieje tej części Zamojszczyzny, która znajdowała się na skrzyżowaniu kultur i religii. Tutaj przeplatały się wpływy religii prawosławnej, rzymskokatolickiej i greckokatolickiej. […] Historię tej ziemi tworzyli nie tylko duchowni różnych wyznań i właściciele Łabuniek, ale także rzemieślnicy i chłopi; nie tylko autochtoni, ale także przybysze z Niemiec i Moraw. AS 4

Książkę czyta się z wielkim zainteresowaniem, ponieważ pisze ją Osoba, która żyje tym, co pisze. A więc pisze ją nie tylko umysłem wspartym aparatem naukowym, ale przede wszystkim „sercem” kochającym swoją „ojcowiznę”. Książka oparta jest o bogatą bazę źródłową, której kwerenda odbyła się w rożnych zasobach archiwalnych oraz na opracowaniach historycznych oraz artykułach prasowych. Jej walory poznawcze wykraczają poza gminę Łabunie i Zamojszczyznę, ponieważ są ważnym przyczynkiem do zrozumienia uwarunkowań historycznych ziem leżących na skrzyżowaniu Wschodu i Zachodu Europy…”

AS 3Spotkaniu autorskiemu, które odbyło się w gościnnych progach Muzeum Zamojskiego, towarzyszyła również prezentacja multimedialna, która wzbogaciła wykład dr Agnieszki Szykuła-Żygawskiej. Oprócz historii dworu i pałacu w Łabuńkach dzięki tej książce poznamy także dzieje mniej znanych rodów, które zamieszkiwały na tym terenie. Dowiemy się gdzie leżało tzw. Szwedzkie Oko; jakie były losy cerkwi w Łabuńkach; co wspólnego ma z Łabuńkami historia Dywizjonu 303 oraz jaki skarb nadal skrywa ziemia w Łabuńkach. To książka wielowątkowa. Każdy znajdzie w niej dla siebie interesujące informacje. Dla regionalistów wręcz nieoceniona.

Prezentowana powyżej publikacja to zbiór artykułów, powstałych w oparciu o gromadzone przez Autorkę od ponad 15 lat materiały. Najważniejszym i wiodącym tematem tej cennej pozycji jest tytułowy pałac w Łabuńkach – w latach 1947-1996 siedziba szkoły podstawowej, której Pani Agnieszka jest wychowanką.

AS 2 A S AS 6

opracowanie i zdjęcia: evel

Polonica w Wiecznym Mieście

Grupa przewodników z Koła Przewodników Terenowych PTTK O/Zamość im. Róży i Jana Zamoyskich wybrała się do Rzymu, aby po raz kolejny odkrywać Polonica w Wiecznym Mieście. Całość wyprawy zorganizował kol. Paweł Rembisz właściciel biura podróży Magna Mundi. Pierwszego dnia zainteresowała nas historia Term Dioklecjana.

Termy Dioklecjana powstały w latach 298 – 306 naszej ery jako wielki kompleks rekreacyjny Starożytnego Rzymu. Na przestrzeni 13 hektarów urządzono łaźnie, baseny kąpielowe z gorącą wodą – caldarium, ciepła – tepidarium i zimną – frigidarium, można też było korzystać z kąpieli parowych i słonecznych. Znajdowały się tu sale gimnastyczne, biblioteki, ogrody, bary i sklepy oraz inne atrakcje rekreacyjne. Z term jednorazowo mogło korzystać 3 tysiące osób. Przy budowie term pracowało 40 tysięcy niewolników – chrześcijan. Materiałem budowlanym była cegła i cement, w konstrukcji stosowano na wielką skalę przecinające się półokrągłe sklepienia i kopuły. Podłogi wyłożone były różnorodnymi marmurami, sklepienia pokryto szkłem i złocisto niebieskimi stiukami.

Po upadku Imperium Rzymskiego termy popadły w zapomnienie, częściowo pełniły miejsce składu materiałów budowlanych. W XVI wieku papież Pius IV zaadoptował korpus główny term  na potrzeby kultu chrześcijańskiego, powstała bazylika Santa Maria degli Angeli e dei Martiri ( Bazylika Matki Bożej Anielskiej i Męczenników) przy Piazza della Repubblica. Projekt przebudowy przygotował Michał Anioł Buonarroti. Po śmierci Michała Anioła pracę kontynuował Giacomo Del Duca. Praca nie była łatwa, mocno zdegradowane termy przypominały ruiny przeznaczone do rozbiórki. Michał Anioł zachwycony tą budowlą opracował taki projekt przebudowy, aby w jak najmniejszym stopniu naruszyć starożytną budowlę. Wchodząc do bazyliki zachwyciła nas ogromna przestrzeń, która dzięki doskonałemu projektowi przebudowy, zachowała autentyczne założenia przestrzenne, oryginalne sklepienie z III wieku. Widok nawy głównej daje wyobrażenie wielkości term i ich staranne budowanie. Michał Anioł projektując bazylikę nie tylko nie naruszył wewnętrznej formy term ale również zachował zewnętrzną fasadę, pozostawiając postrzępiony czasem mur.

Dla turystów z Polski budowle z III wieku są czymś niezwykłym, wielkość i rozmach jest nieporównywalny. Jakże wielkie wrażenie robi współczesny akcent umieszczony w centralnym miejscu, a mianowicie drzwi, właściwie wrota ze złoconego brązu w elewacji głównej bazyliki. Projekt nowych „Wrót Anielskich” wykonał polski artysta rzeźbiarz Igor Mitoraj w 2006 roku. Na drzwiach umieszczono płaskorzeźby ze scenami z życia Marii i Chrystusa, z prawej Zwiastowania, z lewej strony Zmartwychwstania. Drzwi o wysokości ponad 6,5 metra ważą 3 tony. Płaskorzeźby nawiązują stylistyką do rzeźby antycznej. „Igor Mitoraj pracował nad dziełem dwa lata. Za główny motyw Wrót Anielskich wybrał dwa kluczowe – jego zdaniem – momenty dla chrześcijaństwa, wspomniane Zwiastowanie i Zmartwychwstanie. Tak w jednym, jak i drugim przypadku postawił na ascezę, niedopowiedzenie i niezbadaną do końca tajemnicę. Generalnie skrzydła Wrót Anielskich są niepokojąco puste. Ich płaszczyznę pokrywa w górnej i dolnej części drobna, nieregularna faktura, podczas gdy w partii środkowej powierzchnia obu skrzydeł drzwi jest gładka. Wyrastają z niej widoczne tylko częściowo (okaleczone), ukazane z profilu ciała: pochylonego anioła z jednym skrzydłem i pogrążonej w modlitwie Matki Boskiej, pozbawionej rąk i nóg, ubranej w opinającą jej delikatne ciało suknię w typie mokrych szat (z prawej strony), oraz naga, w ujęciu en face, sylwetka dobrze zbudowanego Chrystusa z odciśniętym głęboko w jego umięśnionym ciele negatywem krzyża (z lewej strony). Kompozycję dopełnia kilka małych, obandażowanych i pozbawionych ochronnej powłoki ludzkich (anielskich?) główek, rozmieszczonych asymetrycznie. Ważnym elementem Wrót Anielskich jest także ich kolorystyka, uzyskana przez zastosowanie specjalnej patyny z dominantą złamanej żółci i delikatnego brązu, co koresponduje ze strukturą ceglanego muru po bokach” (Lechosław Lameński, Akcent nr 4/2014)

Była to pierwsza sakralna realizacja polskiego artysty i od razu ogromne wyzwanie twórcze.
Po przekroczeniu „Wrót Anielskich” wchodzimy do wnętrza bazyliki, robi na nas ogromne wrażenie. Spoglądając w górę widzimy oryginalne rzymskie sklepione wnętrze liczące 1700 lat, gdy spojrzymy w dół widzimy na posadzce zegar słoneczny z 1702 roku – słynną meridianę papieską (z łac. meridiana – linia południkowa), zaprojektowany na zlecenie papieża Klemensa XI, był to kiedyś najdokładniejszy zegar w Rzymie. Zegar uroczyście odsłoniła w dziewiętnastą rocznicę bitwy pod Wiedniem, Maria Kazimiera Sobieska, żona króla Jana Sobieskiego. Wydarzenie to upamiętniono brązową tabliczką umieszczoną w posadzce kościoła, nieopodal tabliczki upamiętniającej wiktorię wiedeńską.
(Linia południkowa służyła nie tylko do wyznaczania momentu południa, ale do precyzyjnego ustawienia instrumentów (np. kwadrantu) podczas nocnych obserwacji nieba. Za pomocą tego prostego przyrządu można też zmierzyć długość dnia (wystarczy znaleźć czas pomiędzy południem podczas dwóch kolejnych dni) i obserwować jej zmiany w ciągu roku, wyznaczając momenty równonocy i przesileń. Zatem meridiany pełniły także rolę kalendarzy.
Na podstawie takich właśnie obserwacji dokonanych w Watykanie w 1582 roku za pomocą wybudowanej na polecenie papieża Grzegorza XIII linii południkowej, przeprowadził on słynną reformę kalendarza i wprowadził kalendarz zwany do dziś na jego cześć gregoriańskim, by skorygować błędy kalendarza juliańskiego. Watykańska linia południkowa znajduje się w zbudowanej w 1576 roku wysokiej na 73 metry Wieży Wiatrów, która zachowała się do dziś i nazywana jest Obserwatorium Gregoriańskim (www.matematyka.wroc.pl/doniesienia/wroclawska-meridiana).

We wnętrzu bazyliki Santa Maria degli Angeli e dei Martiri kolejne zaskoczenie, rzeźba autora „Wrót Anielskich” Igora Mitoraja tym razem „Głowa św. Jana Chrzciciela”, którą to rzeźbę artysta podarował w 2006 roku.
„Ulubionym i trzeba przyznać bardzo efektownym zabiegiem formalnym stosowanym przez Igora Mitoraja jest także „owijanie” fragmentów ciała ludzkiego – przede wszystkim głów – czymś przypominającym bandaż, śmiertelny całun, pod którego pojedynczymi lub gęstymi zwojami możemy się jedynie domyślać poszczególnych kształtów. Ten sposób wydobywania – zarówno z bloku marmuru, jak i z brązu – kolejnych detali anatomicznych, tworzących w przestrzeni bryłę głowy ludzkiej, świadczy nie tylko o mistrzostwie, wielkiej dojrzałości warsztatowej artysty, ale wskazuje również jednoznacznie na jego fascynacje pierwowzorem, jakim był tzw. styl mokrych szat w rzeźbie antycznej” (Lechosław Lameński, Akcent nr 4/2014).
Z Bazyliki Santa Maria degli Angeli e dei Martiri udajemy się na Piazza della Rebubblica …. już z daleka wita nas postać Jana Pawła II, wspaniała rzeźba ustawiona z okazji beatyfikacji w 2011 roku (cdn.).

Rzym 5 Rzym Rzym 6

Rzym 3 Rzym 2 Rzym 7

tekst: Maria Rzeźniak,

zdjęcia: Jadwiga Kozłowska, Marek Rzeźniak

Wioski tematyczne – „Jagodowa Wioska”

Od około dziesięciu lat powstają na terenach polskich wsi, tzw. wioski tematyczne. Pomysł na temat wiodący w danej społeczności wiejskiej, podejmują zazwyczaj miejscowi społecznicy, zaangażowani w rozwój swojej małej ojczyzny lokalnej. Takie wioski tematyczne o wiele szybciej przechodzą z formy stagnacji w aktywny i ukierunkowany rozwój. Oferta nowego produktu turystycznego poszczególnych wiosek tematycznych jest ściśle związana m.in. z posiadanymi zasobami naturalnymi, które są potencjalnymi źródłami zarobku dla aktywizującej się społeczności wiejskiej.

W ciągu minionych lat popularyzacji wiosek tematycznych w Polsce, na Lubelszczyźnie powstało ich już kilkanaście, gdzie prym wiedzie Gmina Hrubieszów (ok 10). Przykładowo „Wieś Gotów” w Masłomęczu. Do grona lubelskich liderów zaliczyć można także: „Wieś Garncarską” w Łążku Garncarskim; „Wieś Tatarską” w Studziance; „Krainę Rumianku” w Hołownie; „Wieś Kowalską” w Wojciechowie; „Wieś Dyniową” w Zaliszczu, czy też „Wieś Pszczelarską” w Pszczelej Woli.

questJedną z ostatnio uruchomionych, lubelskich wiosek tematycznych jest „Jagodowa Wioska” w Długim Kącie, która powstała z inicjatywy Stowarzyszenia Rozwoju Wsi „Zakątek Roztocze”. Twórcy postawili na bogactwo przyrodnicze tego jagodowego zagłębia Roztocza. Od lat mieszkańcy, w tym także i dzieci, zbierają w okolicznych lasach jagody, borówki, maliny, jeżyny, żurawiny i grzyby. W sezonie, lasy corocznie obdarowują obficie mieszkańców i wspomagają ich budżet domowy. W czym więc nowatorstwo obecnego pomysłu? W przedsiębiorczości! Nie bogaci się bowiem tylko ten, kto sprzedaje po niskiej cenie swoje zasoby naturalne, po to tylko, aby inni wytworzyli z niego produkt, który sprzedadzą z dużym zyskiem. Przejmując bowiem w swoje ręce proces przetworzenia „od zasobu do produktu” przejmujemy jednocześnie zyski, eliminując kolejnych pośredników. Wszystkich „jagodowych pomysłów” Jagodzianie nie ujawniają od razu, z uśmiechem kwitując, że konkurencja nie śpi. 

folderPierwszym, wymiernym przejawem działalności „Jagodowej Wioski” było opracowanie, wydanie i wdrożenie w życie Questu „Tajemnice Magicznego Lasu w Długim Kącie”. Przejście wyznaczonej, leśnej trasy spacerowej (poza oznaczonymi szlakami turystycznymi)  zajmuje około dwóch godzin na odcinku około pięciu kilometrów. Na taką wędrówkę skusi się każdy, kto kiedykolwiek zasmakował w harcerskich podchodach. Wartość poznawcza proponowanego questu to nie tylko bogactwo przyrodnicze tego roztoczańskiego zakątka, to także odkrywanie dziedzictwa kulturowego i historycznego długokąckiej ziemi.

W minioną, „walentynkową” niedzielę, 14 lutego 2016 r. organizatorzy „Jagodowej Wioski” testowali wraz z mieszkańcami i przyjezdnymi gośćmi trasę questu. Rozwiązywanie zagadek terenowych, włączone w przemarsz, umilało przejście szczególnie najmłodszym. Punktem kulminacyjnym trasy spacerowej był krzyż z okresu powstania styczniowego i przepiękna opowieść o „Figurze Lasowego” związana z jego fundacją. Uczestnicy questu mogli także poznać historię mieszkańców tych terenów m.in.  z okresu ostatniej wojny światowej. Zachwycało jednak przede wszystkim bogactwo przyrodnicze ustalonej trasy, które pomimo lutowej aury nie straciło zupełnie nic ze swojego uroku. Dzień był prawie wiosenny. Żywiczny zapach sosnowego lasu, urokliwe oczko wodne, bagienne stanowiska chronionej roślinności, nieoceniony balsam jodłowych zagajników, to tylko niektóre z tych drogocennych dla człowieka dobrodziejstw.  Zwielokrotnienie tych darów przynosi wiosna, lato i jesień.

krzyz na trasie ognisko

Po odnalezieniu „skarbu” uczestnicy questu ogrzali się przy ognisku, rozpalonym nieopodal gościnnej wiaty, usytuowanej na polanie zwanej przez miejscowych „Wygonem”. Potem mieli przyjemność w świetlicy zakosztować przysmaków „Jagodowej Wioski” wśród których prym wiodły: „sezonowa zupa”; jagodzianki i dobroczynny jagodowy napój.

dziewczyny jagodzianki posiłek

Zamojscy przewodnicy też tam byli i jagody w płynie pili! Polecamy wszystkim ten nowy, turystyczny produkt jagodowy. Więcej o „Jagodowej Wiosce” w Długim Kącie znajdziecie Państwo po linkiem: http://jagodowawioska.pl/wioska.html

tekst i zdjęcia: Ewa Lisiecka


Wieś Tatarska w Studziance

mizar rogal tatar

Kraina Rumianku w Hołownie

Hoł Hołowno Hołowno2

Wieś Garncarska w Łążku Garncarskim

łążek garnki garncarstwo

Amicus Museum 2015

amicus

„Amicus Museum” – to wyróżnienie jakim Muzeum Zamojskie honoruje osoby, które w największym stopniu przyczyniły się do promocji muzeum i jego rozpropagowania wśród turystów i zwiedzających. W roku ubiegłym dyplomem „Przyjaciel Muzeum 2014” uhonorowano przewodników, którzy najczęściej z grupami turystów odwiedzali wystawy muzealne: Janusz Malicki, Bożena Smutniak i Dominika Lipska.

troje trójka. trójka

Także w tym roku Dyrektor Muzeum Zamojskiego, Andrzej Urbański podziękował im upominkami za ubiegłoroczny wkład pracy na rzecz muzeum. Spotkanie przyjaciół muzeum odbyło się w miniony czwartek 4 lutego 2016 r., w sali koncertowej Muzeum Zamojskiego. Zaszczycili je swoją obecnością: Prezydent Miasta Zamościa Andrzej Wnuk, Przewodniczący Rady Miasta Wojciech Matwiejczuk, przedstawiciel Biura Turystyki i Promocji Jacek Bełz, radna Joanna Budzyńska.

prezydent 5 prazydent 4 dyrektor

Dyplom „Amicus Museum” corocznie zdobi inny motyw, wybrany spośród szczególnie cennych eksponatów muzealnych, pozyskanych aktualnie dla zbiorów Muzeum Zamojskiego. W roku ubiegłym dyplomy zdobiła srebrna taca, którą ofiarowano Józefowi Piłsudskiemu w Zamościu, podczas Mszy Świętej na Rynku Wielkim w 1922 r. Podobnie w 2015 r. Muzeum Zamojskie zakupiło szereg nowych nabytków, a wśród nich kilka eksponatów związanych z rodziną Namysłowskich. Jednym z nich jest orzeł ze zwieńczenia Gwiaździstego Sztandaru USA, którym obdarowano Stanisława Namysłowskiego, dyrektora i dyrygenta Orkiestry Włościańskiej Karola Namysłowskiego podczas tournee po USA w 1925 roku. Właśnie wizerunek tego orła zdobi „Amicus Museum 2015”. Dyrektor Andrzej Urbański wspomniał także o prowadzonej Kronice „Amicus Museum”, w której honoruje się najbardziej zasłużonych dla Muzeum przewodników, nauczycieli i inne osoby z zamojskiego środowiska.

m1 prezydent m6

Laureatami „Amicus Museum 2015” zostali: Maria Puźniak – przewodnik, animator turystyki; Andrzej Pogudz – nauczyciel historii (także przewodnik); Michał Pałczyński – nauczyciel. Wyróżnienie dla Marii Puźniak miało ten szczególny wymiar, że sumowało działalność przewodnicką na rzecz Muzeum Zamojskiego nie tyle za jeden rok, co za szereg lat współpracy. To przykład wiernej i wręcz przyjacielskiej postawy wobec instytucji pokrewnej zainteresowaniom tego historyka, nauczyciela, wychowawcy, przewodnika i animatora turystyki. Z branży nauczycielskiej uhonorowano nauczycieli I i II Liceum Ogólnokształcącego w Zamościu: Michała Pałczyńskiego i Andrzeja Pogudz. Z wypowiedzi Dyrektora Muzeum Zamojskiego wynikało, że Andrzej Pogudz to wyjątkowo życzliwy muzeum nauczyciel, który nie tylko sam stale w nim bywa i z nim współpracuje, ale także bardzo często przyprowadza tutaj młodzież z liceum w którym uczy. Podobnie Michała Pałczyńskiego, uczącego historii w I LO cechuje niebywały patriotyzm lokalny i umiłowanie historii naszego regionu, który wszczepia swoim uczniom nie tylko na lekcjach historii, ale także podczas tematycznych lekcji muzealnych, organizowanych w porozumieniu z Muzeum Zamojskim. Także jego uczniowie bardzo często odwiedzają wystawy i chętnie uczestniczą w każdym spotkaniu związanym z historią Zamojszczyzny. Przy okazji tych wyróżnień Andrzej Urbański złożył podziękowania dla wszystkich dyrektorów i nauczycieli zamojskich szkół, za dotychczasową współpracę z Muzeum Zamojskim. Pan Prezydent Andrzej Wnuk pogratulował laureatom „Amicus Museum 2015”, podkreślając że jest wręcz przekonany iż tytuł „Przyjaciela Muzeum” wręczono jak najbardziej zasłużenie właśnie tym Osobom. Wyraził także nadzieję, że za rok laureaci tego wyróżnienia zostaną nagrodzeni bardziej cennymi nagrodami, deklarując ze swej strony pewne środki finansowe na ten cel.

Amicus 3 amicu sala, amicus sala.....

Po wręczeniu dyplomów i nagród nominowanym, Andrzej Urbański dokonał podsumowania działalności muzeum na przestrzeni 2015 r. W multimedialnej prezentacji do ważniejszych wydarzeń zaliczył m.in.: jedną z pierwszych wystaw czasowych, jaką otwarto w zrewitalizowanych pomieszczeniach Arsenału Zamojskiego; konferencję na temat Synodu Zamojskiego; wystawę „Informacje 24. Zamość 01.09.1939r. – 08/09.05.1945r.”, Noc Muzeów, która zawsze gromadzi dużo zwiedzających; wystawę „Chleb z masłem i serem”; wizytę Ambasadora Armenii uczestniczącego w otwarciu i udostępnieniu pomieszczeń muzealnych w nowej, ormiańskiej aranżacji; wystawę „Nauki dawne i niedawne” wypożyczoną z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie; wystawę (w zrewitalizowanym Kojcu) na temat historii modeli miasta; serię spotkań z przewodnikami, uczniami na temat 200. rocznicy utworzenia Królestwa Polskiego oraz niepowtarzalną wystawę „Egzotyczna Europa”, prezentującą dorobek monachijczyków z Józefem Brandtem na czele, czy chociażby jedną z ostatnich wystaw poświęconych 410 rocznicy śmierci Jana Zamoyskiego. Nie sposób wymienić tu wszystkich dokonań Muzeum Zamojskiego z ubiegłego roku, ale za wszystkie Dyrektor Urbański serdecznie podziękował swoim współpracownikom. Słowa podziękowania skierował także do przewodników zamojskich. Działania te bowiem, nawet te najdrobniejsze, przełożyły się na wspólny sukces frekwencji. Liczba odwiedzin turystów i zwiedzających, szczególnie w zespole trzech obiektów muzealnych Muzeum Fortyfikacji i Broni, sięgała bowiem pod koniec ubiegłego roku prawie 50 tysięcy osób. To duży sukces zamojskiego środowiska muzealników i ich przyjaciół! Gratulacje.

Piotr Piotr. amkus

Czwartkowe spotkanie było także dobrą okazją do zaprezentowania nowych nabytków Muzeum Zamojskiego, o czym opowiedział zebranym dr Piotr Kondraciuk. Podkreślił jak ważną częścią działalności muzeum jest pozyskiwanie nowych zbiorów. Cóż by to było za muzeum, które nie wzbogacałoby swoich zasobów, nie dbało o rozwój i pozyskiwanie najciekawszych i najcenniejszych dla niego eksponatów? Perełki, o które obecnie wzbogaciło się Muzeum Zamojskie są związane z rodziną Namysłowskich, ze Stanisławem Namysłowskim, a wcześniej jeszcze z Karolem Namysłowskim. Część z nich pochodzi z wyposażenia dworu w Chomęciskach, tak jak chociażby prezentowany podczas spotkania, neobarokowy stół. Należy także do nich dosyć ciekawy portret Stanisława Namysłowskiego, syna Karola Namysłowskiego i kontynuatora jego działalności oraz kolejnego dyrektora Orkiestry Włościańskiej. Jest to piękny pastel namalowany przez Aleksandra Dobrowolskiego, który przebywał w Zamościu w latach 40. XX w. i pracował tutaj podczas okupacji. Malarz ten wykonał dosyć dużo portretów zamościan z tego czasu, jak podkreślał w swojej wypowiedzi dr Kondraciuk, m.in. także ten prezentowany portret Stanisława Namysłowskiego, zakupiony przez Muzeum Zamojskie.

W zbiorach Muzeum Zamojskiego znajdują się już portrety dzieci Stanisława Namysłowskiego malowane przez tego artystę. Zakupiony obecnie portret Stanisława Namysłowskiego wzbogaca kolekcję pamiątek po rodzinie Namysłowskich. Pozyskanie obrazu muzeum zawdzięcza szczęśliwemu trafowi, gdyż wcześniej prezentowany był na licytacji w jednym z domów aukcyjnych, w tzw. aukcji holenderskiej, czyli rozpoczynającej się od ceny wygórowanej. Kiedy cena spadła poniżej oczekiwań ofiarodawcy, obraz został wycofany z aukcji. Dzięki czujności naszych muzealników podjęto kontakt z domem aukcyjnym i portret został zakupiony, po odpowiednio niższej cenie, właśnie do zbiorów muzealnych w Zamościu. Podobnie cennym nabytkiem jest orzeł ze zwieńczenia sztandaru, prezentowany w trakcie spotkania, a uwieczniony na tegorocznym dyplomie „Amicus Museum”. To ukoronowanie naszych pozyskań dla Muzeum, podkreślał dr Piotr Kondraciuk. Przypomniał obecnym, że Gwiaździsty Sztandar, który otrzymał dyrektor Namysłowiaków w czasie tournee po USA, znajduje się od dawna w zasobach Muzeum. Kto wie, czy nie jest to jedyny egzemplarz sztandaru amerykańskiego, podarowany przed wojną Polakom. Obecnie, głowica sztandaru uzupełniona orłem czyni ten eksponat pełnym i kompletnym.

Jednym z kluczowych punktów spotkania był wykład Mirosława Bańkowskiego, współtwórcy wystawy „Jan Zamoyski. Konflikty zbrojne. Rzeczpospolita. Europa”. Wystawa została tak zorganizowana aby, obok ówczesnych konfliktów Rzeczpospolitej i działań wojennych prowadzonych przez Jana Zamoyskiego, ukazać istotne wydarzenia w Europie, zbieżne z tym okresem. Niektóre z nich często pokrywały się w czasie. Osoby zaangażowane w wydarzenia ukazane na wystawie, niby od siebie bardzo oddalone, były jednak w jakiś sposób ze sobą powiązane. Wystawie towarzyszy prezentacja na planszach, ale dotyczy tylko niektórych z tych wydarzeń. W celach szkoleniowych dla przewodników przytaczamy (za zgodą Mirosława Bańkowskiego) fragmenty tego wykładu.

Mirek Mirek 2 Mirek 3


Uniwersytet w Padwie powstały w 1222 r. to jedna z trzech najlepszych uczelni w ówczesnej Europie. Ukończył ją Jan Zamoyski, a wiek przed nim także Mikołaj Kopernik. Był uczelnią, która miała zagwarantowaną wolność słowa, czego strażniczką była Republika Wenecka, jedno z najpotężniejszych w tym czasie państw w Europie. Uniwersytet w Padwie, praktycznie przeniesiony wcześniej z Bolonii, był w tamtym okresie wspaniałą uczelnią, w której wykładali tak wybitni uczeni jak Carlo Sigonio, pod którego kierunkiem Jan Zamoyski pisał pracę o senacie rzymskim. Temu uczonemu papież Grzegorz XIII, ten który wprowadził kalendarz gregorianski w 1582 roku, zlecił napisanie historii chrześcijaństwa. Pracę nad nią przerwała śmierć uczonego . Na planszach wystawy można zobaczyć tablice i herby upamiętniające najsłynniejszych uczniów Uniwersytetu Padewskiego, w tym herb Jana Zamoyskiego. Padwa, miasto podcieni (drugie we Włoszech pod względem ich łącznej długości) urzekło i tak zafascynowało Jana Zamoyskiego, że powtórzył ten motyw w architekturze swojego miasta zaprojektowanego przez Moranda.

Po zakończeniu studiów, pierwszą poważną funkcją i pracą, jakiej się podjął Jan Zamoyski w Polsce, było stanowisko sekretarza na dworze Zygmunta Augusta, władcy o wybitnej inteligencji. Jan Zamoyski przyjechał z Padwy z listem polecającym władz Republiki Weneckiej. Wenecja była wtedy potęgą o niebywale dużym znaczeniu dla kultury, nauki i polityki ówczesnej Europy. Dostał tę pracę u swego pierwszego pracodawcy, ostatniego z Jagiellonów, w roku 1572. Dalsza faza kariery politycznej (aczkolwiek krótka) Jana Zamoyskiego wiąże się z kolejnym władcą, pierwszym królem elekcyjnym, Henrykiem Walezym. Wreszcie wielka kariera za panowania króla Stefana Batorego (trzeciego już za czasów dorosłego życia Zamoyskiego władcy polskiego), drugiego króla elekcyjnego. Kolejny etap to kilkunastoletni okres za panowania Zygmunta III Wazy. Oprócz pracy publicznej Jan Zamoyski daje się poznać jako inwestor. Nie jest przesadą, że Zamość był przez jakiś moment największą inwestycją budowlaną w Europie. Dla Polski był to tzw. „złoty wiek”. Jan Zamoyski poza tym, że był wybitnym humanistą, prawnikiem, był wybitnym wodzem. Pomimo braku wielkich talentów wojskowych, prowadził wiele kampanii, z których nigdy żadnej nie przegrał! Zdarzało się to wcześniej (przed i po nim) niewielu wybitniejszym od niego wodzom.

Na planszach wystawy ukazane są poszczególne kampanie Jana Zamoyskiego. Jego pierwsza wielka wojna, za czasów Stefana Batorego, to starcie z Rosją o Inflanty. Część z tych terenów, gdzie dzisiaj leży Łotwa i Estonia należała do Rzeczpospolitej, od czasów sekularyzacji państwa zakonnego w Inflantach za panowania Zygmunta Augusta. Zakusy na te ziemie miały także Szwecja i Rosja. Już po śmierci Zygmunta Augusta Inflanty opanowała Rosja Iwana IV Groźnego. Odzyskanie tych ziem dla Rzeczypospolitej było możliwe dzięki kilkuletniej, niebywale kosztownej wojnie i trzech wielkich kampaniach. Wszystkie wraz z opisem są prezentowane na wystawie (mapy pokazujące przebieg działań – przemarsze wojsk, miejsca bitew i oblężeń oraz ryciny). Pierwszą z udziałem Zamoyskiego była wyprawa na Połock (1579), potem Wielkie Łuki (druga kampania w tej wojnie) i wreszcie ostatnia kampania, najcięższa – Psków (1581/1582). Pod koniec tej ostatniej, zimą Stefan Batory opuścił miejsce kampanii. Zamoyski prowadził ją sam. Pskowa nie zdobył. Pod koniec oblężenia obrońcy mieli już przewagę liczebną nad oblegającymi. Wojska były nieopłacane, wygłodzone, groził bunt. Jednak autorytet wodza pozwolił utrzymać dyscyplinę, pozorować przewagę. Rozejm podpisany w 1582 r. w Jamie Zapolskim przyniósł Rzeczpospolitej sukces. Polska odzyskała Inflanty. Zdeterminowana postawa w kampanii Zamoyskiego, który potrafił przy nieopłacanym wojsku utrzymać dyscyplinę, wypłacając też z własnych środków zaliczki na rzecz zaległego żołdu, przyniosła zwycięstwo. W tym czasie zwyczaj nieregularnego opłacania wojsk był w Europie nagminny, Rzeczpospolita nie była wyjątkiem.

Na reprodukcjach pokazywanych na planszach wystawy, dotyczących wojny z Rosją zobaczymy Jana Zamoyskiego, Stefana Batorego, Iwana IV Groźnego i wiele innych znaczących postaci. Inne pokazują kolejnych pretendentów do tronu polskiego, Maksymiliana III Habsburga i Zygmunta III Wazę oraz związane z tym wydarzenia. Przepisy prawne z tego okresu były tak nieprecyzyjne, że umożliwiały podwójną elekcję. Część magnatów wspierała kandydaturę Maksymiliana, część Zygmunta. Zamoyski poparł wybór Zygmunta III Wazy. W czasie walk o tron (druga wielka kampania Zamoyskiego) bardzo ważną rolę odgrywał Kraków, tam bowiem były insygnia władzy, był też miejscem koronacji. Maksymilian Habsburg oblegał Kraków, tracąc jednak przy oblężeniu ok. 3 tys. ludzi. Czekając na posiłki wycofał się pod Wieluń, przekraczając później granicę z cesarstwem. Zatrzymał się pod Byczyną nadal oczekując na posiłki. Sejm pozwolił Zamoyskiemu przekroczyć granice cesarstwa. W styczniu 1588 r. odniósł on zwycięstwo nad Maksymilianem III Habsburgiem i wziął go do niewoli. Habsburgowie byli wówczas najpotężniejszą dynastią w Europie. Ojcem więźnia Zamoyskiego był cesarz Maksymilian II, bratem następny cesarz Rudolf II, wujem Filip II najpotężniejszy władca ówczesnego świata, władający Hiszpanią, Niderlandami, Portugalią, Neapolem, Sycylią, Sardynią i olbrzymim imperium kolonialnym (od Ameryki po Filipiny). W tym samym 1588 roku co zwycięstwo pod Byczyną, Filip organizuje wyprawę Wielkiej Armady przeciwko Anglii. Anglia była wówczas niewielkim państwem rządzonym przez Elżbietę I, dążącym do podporządkowania sobie Irlandii , Szkocji, przystępującym dopiero do rywalizacji na morzach, na drogę podbojów. Konflikt rozpoczął się w Niderlandach, którego efekty mamy do dzisiaj. Holandia odpadła wtedy jako państwo protestanckie, Belgia pozostała przy Hiszpanii (oba te kraje pozostawały wcześniej pod panowaniem hiszpańskim). Wyprawa zakończyła się porażką Hiszpanów, głównie z powodów kierunku wiatrów, sztormów. Wydarzenie stało się jednym z przełomowych w historii Europy. Wiąże niezależne od siebie fakty czas, pokrewieństwo związanych z nimi osób. Każdemu wydarzeniu towarzyszy szereg innych tworzących tło historyczne.

Rok 1595 przyniósł kolejną kampanię Zamoyskiego (tym razem na południu, w Mołdawii) dążącego do utrzymania zwierzchnictwa lennego Rzeczypospolitej nad Mołdawią i polskich wpływów na południu. Zygmunt III nie interesujący się problemami granicy południowo – wschodniej, nie mając talentów wojskowych, pozostawił wolną rękę Zamoyskiemu. Polacy dotarli aż pod Cecorę, gdzie Zamoyski zamknął się w warownym obozie, do którego dotarły wojska Gazi II Gireja chana krymskiego i posiłki tureckie. Oblegający po serii nieskutecznych szturmów w końcu zrezygnowali. Korzystny dla Rzeczpospolitej układ zagwarantował pięć lat względnego pokoju. Praktycznie, ziemie na południe od Rzeczpospolitej należały w większości do Turcji, albo były od niej zależne. Budapeszt (wtedy Buda i Peszt) z częścią Węgier w 1541 roku został wcielony do Turcji. Wąski pas ziem od Chorwacji po Słowację to Królestwo Węgier pod panowaniem Habsburgów. Siedmiogród (wschodnia część Węgier) był zależny od Turcji. Kilka lat później władca Wołoszczyzny Michał Waleczny, opanował Mołdawię i Siedmiogród. Dzisiaj dla Rumunów jest bohaterem narodowym, który po raz pierwszy w historii dokonał zjednoczenia ziem stanowiących mniej więcej obszar współczesnej Rumunii. Zamoyski interweniował w 1600 roku, maszerował na południe i pod Bukowem, nie mając przewagi liczebnej, rozbił jednak wojska Michała Walecznego. 95 sztandarów dostało się w ręce Polaków. Polacy wkroczyli do Bukaresztu. Kiedy Zamoyski wrócił do Polski, resztki wojsk Michała Walecznego pokonał jeden z jego dowódców, Jan Potocki.

Wystawa ukazuje rozpiętość obszaru na jakim Jan Zamoyski prowadził swoje kampanie wojenne, od Zatoki Fińskiej po ziemie nad Dunajem. Ilustracje na planszach pokazują podobizny bohaterów poszczególnych konfliktów m.in.: Michała Walecznego; Gazi II Gireja; Mehmeda III ówczesnego sułtana. Zamoyski w 1600 r. miał już 58 lat. W owym czasie był to już zaawansowany wiek. W czasie interwencji na południu Szwecja próbowała opanować polskie Inflanty. Wybór Zygmunta III Wazy na króla Rzeczpospolitej miał zapewnić pokój ze Szwecją, ale kiedy w 1599 Szwedzi pozbawili tronu Zygmunta III (zasiadał na nim od 1592 r.) i wybrali jego stryja Karola, Polska mogła się spodziewać konfliktu ze Szwecją. Szwedzi opanowali polskie Inflanty aż po Rygę i Dźwinę. W roku 1601, jeszcze przed nadejściem Zamoyskiego, który zbierał wojsko i posiłki, Krzysztof Radziwiłł „Piorun” wziął do niewoli naczelnego dowódcę wojsk szwedzkich Gyllenhielma (z nieprawego łoża syna króla Szwecji). Trzymano go w niewoli przez 12 lat. Dopiero kiedy na Inflanty ruszył Zamoyski, w 1601 r. rozpoczęły się systematyczne działania wojenne. Zdobył kilka zamków: Wolmar, Fellin, Biały Kamień, jego wojska dotarły do Estonii. Jeden z jego dowódców, Żółkiewski pod Tallinem (Rewel) pokonał Szwedów. Zamoyski chciał jeszcze zdobyć Narwę, ale nieopłacane wojsko (tym razem) odmówiło posłuszeństwa. Hetman kończył wtedy 60 lat. Zdał dowództwo na ręce Karola Chodkiewicza. Sam był już na tyle zmęczony walką i warunkami obozowymi, że opuścił miejsce tej ostatniej w jego życiu kampanii wojennej. Walczył od Bukaresztu po Tallin, od 1579 do 1602 roku i nie przegrał żadnej bitwy. Na rycinach postaci: Zygmunta III Wazy; Karola Sudermanskiego, Carla Gyllenhielma, Karola Chodkiewicza i Krzysztofa Radziwiłła „Pioruna”. Ten ostatni to rzadko wspominany, ale bardzo dobry dowódca. W 1581 r. podczas kampanii o Inflanty i walki o Psków, na czele swoich wojsk wykonał zagon kawaleryjski, który dotarł prawie pod Moskwę, czyniąc w kilka tysięcy jazdy zagrożenie na tyłach rosyjskich uniemożliwiające wysłanie pod Psków posiłków. Sam Jan Kochanowski zachwycał się tym czynem, a Sejm witał Krzysztofa Radziwiłła po rajdzie niezwykłymi owacjami.

Czasom kariery Jana Zamoyskiego towarzyszyły ważne wydarzenia na arenie europejskiej. Chociażby wielka bitwa pod Lepanto (1571), pozornie bez związku ze sprawami Rzeczpospolitej, to jednak wydarzenia z nią związane przesuną w czasie wojny Polski z państwem osmańskim. Turcja prowadzi wówczas bardzo agresywną politykę. Opanowała Węgry, docierała pod Wiedeń, zawładnęła Morzem Śródziemnym, odebrała Wenecji Cypr, wyrzynając doszczętnie mieszkańców jego stolicy. Przeciw Turcji zawiązała się Liga Święta i pod Lepanto (na północ od Peloponezu), przy wybrzeżach Grecji, stoczyła największą bitwę morską wszech czasów. Ani podczas I i II wojny światowej, ani wcześniej, nie było takiej bitwy. Czym się określa wielkość bitwy morskiej? Trudno to określać ilością jednostek wojennych. Liczy się liczebność załóg. W bitwie wzięło udział 140 tysięcy ludzi, z których zginęło 40 tysięcy. Była to makabryczna liczba zabitych, ale przyniosła zwycięstwo Ligi Świętej. To tylko na jakiś czas powstrzymało ekspansję turecką. Dowodzący pod Lepanto książę, Juan de Austria był nieślubnym synem cesarza Karola V Habsburga. Był także bratem Marii, matki Maksymiliana III Habsburga, czyli jego wujem. Kilkanaście lat później właśnie jego siostrzeńca weźmie Jan Zamoyski do niewoli. Klęska Wielkiej Armady, która uległa sztormom, prądom morskim i Anglikom zapoczątkowała budowę brytyjskiego imperium.

Kraśnik, kościół p.w. Wniebowzięcia N.M.P. fundowany przez Zamoyskich, na drugim planie Bitwa pod Lepanto, na pierwszym procesja dziękczynna za zwycięstwo, fot. Lubelski Konserwator Zabytków

Na wystawie jest reprodukcja listu królowej Anglii Elżbiety I do kanclerza Zamoyskiego (z 9 lutego 1593), w którym władczyni zapewniała, że zgodnie z jego prośbą, dyplomata angielski będzie popierał u sułtana tureckiego sprawę Zygmunta Batorego, księcia siedmiogrodzkiego, co świadczy o wielkim poważaniu Jana Zamojskiego, także na dworze angielskim. Nie był to jedyny list królowej Anglii adresowany do Jana Zamoyskiego. Na początku panowania Zygmunta III w Polsce i w Szwecji, wielki kanclerz koronny, Jan Zamoyski wyprawił do Londynu Pawła Działyńskiego. Chodziło o powstrzymanie Anglii przed szykanowaniem handlu gdańskiego. Poseł miał mieć posłuchanie w Izbie Lordów. Była to jedynie formalność, bowiem prawdziwe rokowania miały się toczyć w innym miejscu. Tymczasem Działyński uchybił dyplomacji i wystąpił z nieprzewidzianym protestem. Wprawił tym samym królową w zakłopotanie, usiłowała mu coś odpowiedzieć po łacinie, ale w końcu opuściła salę. Była to jej największa porażka dyplomatyczna i to w starciu z posłem Rzeczypospolitej. Działyński wręcz „postraszył” królową „mój król znajdzie inne środki żeby temu zaradzić”. Szwecja miała wtedy potężną flotę, która była jeszcze posłuszna Zygmuntowi III. Ministrowie królowej podpisali z posłem ugodę jakiej Zamoyski oczekiwał.


Po części oficjalnej Dyrektor Urbański zaprosił wszystkich przyjaciół Muzeum Zamojskiego na tradycyjny w Wielki Czwartek poczęstunek. Były pyszne pączki, kawa i nie tylko! Ciepłe rozmowy przeciągnęły się do wieczora.

pączki 2 pączki pączki 3

pączki bis pączki bis2 pączki bis 3

pączki bis 4 pączki bis 5 pączki bis 6


opracowanie: Ewa Lisiecka

zdjęcia Henryk Szkutnik i Ewa Lisiecka 

Nowości w regionie – 2016

  • Lubycza Królewska – miastem od 1 stycznia 2016 r.
  • http://www.lubycza.pl/asp/pl_start.asp?ref=1&typ=13&menu=4&schemat=0&dzialy=4&akcja=artykul&artykul=816
  • Rowerem po Roztoczu–  nowy przewodnik, wydany pod koniec 2015 r.
  • htp://ntasiadka.com/2016/01/nowy-przewodnik-po-roztoczu/
  • „Wokół dworu i pałacu w Łabuńkach 1771-1944” – nowa książka Agnieszki Szykuły Żygawskiej
  • do świetności wraca dawny dworek dóbr ordynackich w Kalinówce (obecnie w rękach prywatnych)
  • http://kronikatygodnia.pl/opowiesci-o-labunkach/
  • http://www.dwory.cal.pl/podstrony/kalinowka.php?wojew=lubelskie
  • nowa mapa turystyczno-przyrodnicza RPN – ROZTOCZE, Różnorodność przyrodnicza i dziedzictwo kulturowe.
  • http://roztoczanskipn.pl/pl/aktualnosci-eog/290-roztocze-roznorodnosc-przyrodnicza-i-dziedzictwo-kulturowe-mapa
  • przyznano dotacje na konserwację zabytków z powiatu lubaczowskiego w 2016 r. w kwocie zł 300 tys. zł na:
  • Basznia Dolna – d. rządcówka w zespole folwarcznym – przyznana kwota dotacji – 10 tys. zł
    Zespół Cerkiewny w Cieszanowie, remont i renowacja dzwonnicy – 20 tys. zł
    Horyniec-Zdrój, konserwacja dwóch bram wejściowych na cmentarzu komunalnym – 10 tys. zł
    Narol, kaplica cmentarna Puzynów, prace remontowo-konserwatorskie kaplicy – 20 tys. zł
    Cerkiew w Nowym Bruśnie, prace remontowo-konserwatorskie zakrystii, soboty, podłogi, stolarka okienna i drzwiowa – 50 tys. zł
    Cerkiew w Wielkich Oczach, prace remontowo-konserwatorskie kopuły – 50 tys. zł
    Cieszanów, synagoga – wnętrze, badania na obecność zabytkowego wystroju – 10 tys. zł
    Horyniec-Zdrój, kościół parafialny franciszkanów, polichromia nawy z łukiem tęczowym, pełna konserwacja – 30 tys. złHoryniec-Zdrój, cmentarz wojenny – Pomnik Wolności – pełna konserwacja kolumny i orła (z jego rekonstrukcją) – 25 tys. zł
    Kowalówka, cerkiew, ob. kaplica filialna, ołtarz boczny, zakończenie, ikona i ołtarzyk, pełna konserwacja – 20 tys. zł
    Lipsko, figura Matki Bożej w rynku, pełna konserwacja – 10 tys. zł
    Lipsko, krzyż przydrożny, pełna konserwacja – 5 tys. zł
    Lubaczów, cerkiew parafialna pw. św. Mikołaja w Lubaczowie, ołtarz boczny Ecce Homo, II etap prac – 10 tys. zł
    Stare Brusno, cmentarz greckokatolicki, 70 nagrobków, kontynuacja – III etap prac – oczyszczenie, stabilizacja, zabezpieczenie nagrobków – 30 tys. zł  http://www.elubaczow.com/2016/04/29/powiat-lubaczowski-podkarpackie-sa-pieniadze-na-ochrone-podkarpackich-zabytkow/

Egzotyczna Europa – w 100. rocznicę śmierci Józefa Brandta

Egzotyczna Europa. Kraj urodzenia na płótnach polskich monachijczyków”  to nazwa wystawy, która będzie gościć w zamojskim „Arsenale” w dniach od 10 listopada 2015 r.  do 31 marca 2016 roku. Ta niecodzienna wystawa, objęta honorowym patronatem Prezydenta Miasta Zamościa Andrzeja Wnuka, została otwarta 10 b.m. przez dyrektora Muzeum Zamojskiego, Andrzeja Urbańskiego. Z uwagi na wyjątkowość i doniosłość wystawy prezentujemy poniżej reportaż z jej otwarcia.

Tytułem wstępu warto nadmienić, że wystawa od kwietnia do października tego roku była prezentowana przez Muzeum Okręgowe w Suwałkach z okazji 100. lecia śmierci Alfreda Wierusza-Kowalskiego, urodzonego w Suwałkach. Zanim wystawa trafiła do Zamościa obejrzało ją 7 tysięcy osób.  Na wystawie w Suwałkach prezentowano 120 obrazów (wśród nich unikaty), 60 malarzy tzw.  „szkoły monachijskiej”.

EE

Andrzej Urbański: Sala odrestaurowanego „Arsenału” daje doskonałą możliwość prezentowania różnorodnych wystaw, w tym wystaw sztuki. W zamierzeniach przeznaczona była do prezentacji wystaw historycznych o charakterze militarnym, bo taki jest charakter tego budynku. Nawiązując jednak do wystaw, które były tu prezentowane przed rewitalizacją „Arsenału”, pokusiliśmy się o przygotowanie, wielkiej, wręcz monumentalnej wystawy „Egzotyczna Europa”, prezentującej prace uczniów tzw. szkoły monachijskiej.

Dlaczego ta wystawa zagościła w Zamościu? Józef Brandt, jeden z czołowych przedstawicieli malarzy monachijskich, urodził się w nieodległym od Zamościa Szczebrzeszynie. Przez wiele lat to właśnie on m.in. kształtował w Monachium tę szkołę, a uczęszczali do niej i doskonalili swój warsztat wielcy mistrzowie tamtego okresu. W salach Arsenału, jeszcze przed rewitalizacją, były również prezentowane wystawy poświęcone sztuce, m.in. 10 lat temu wystawa „Od Jana do Jana”, prezentująca zbiory Biblioteki Narodowej; wystawa dość specyficzna „Lata 20 – lata 30”; a przed samym rozpoczęciem rewitalizacji budynku, prezentowaliśmy wystawę przygotowaną wspólnie z Polskim Związkiem Łowieckim, z okazji 90 rocznicy powstania Związku.

Tak się szczęśliwie składa, że do organizacji tej wystawy, którą dzisiaj otwieramy, przyczyniło się bardzo wiele osób. Honorowy patronat nad przygotowaniem tej wystawy objął prezydent Zamościa, Pan Andrzej Wnuk, reprezentowany dzisiaj przez Panią Małgorzatę Bzówkę, dyrektora Wydziału Kultury i Sportu. Jest nam niezmiernie miło, że stawili się radni  naszego miasta, z przewodniczącym Rady Miasta, Panem Janem Wojciechem Matwiejczukiem. Reprezentowana jest także na spotkaniu Rada naszego Muzeum Zamojskiego z v-ce przewodniczącym Rady, Panem Bogdanem Szyszką. Nie byłoby możliwe przygotowanie i otwarcie tej wystawy, bez życzliwości bardzo wielu osób.  Tak się składa, że udało nam się przekonać  do wypożyczenia zbiorów do Zamościa, dyrektorów wielu polskich Muzeów Narodowych: w Warszawie; Krakowie; Poznaniu; Wrocławiu; Muzeum Okręgowego w Lesznie; Muzeum Śląskiego w Katowicach, czy Muzeów Okręgowych w Toruniu, Tarnowie oraz Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu. Wystawa prezentuje także zbiory bliskiego nam Muzeum Lubelskiego. W tym miejscu witamy Panią v-ce dyrektor Jolantę Żuk-Orysiak, która przybyła do Zamościa ze swoim Mężem.  Na wystawie prezentujemy także obraz Józefa Brandta z naszego, Muzeum Zamojskiego.

W znacznej mierze część ekspozycji poświęcona jest właśnie sylwetce Józefa Brandta. W tym roku przypada 100. rocznica jego śmierci, stąd znaczna część wystawy, bo aż 23 prace są właśnie jego autorstwa.  Te prace wypożyczyliśmy z Muzeum im. Jacka Malczewskiego. Przy okazji chciałem więc przekazać serdeczne ukłony, nieobecnemu dyrektorowi muzeum, Adamowi Zielezińskiemu. Na otwarcie wystawy przybyli natomiast inni dyrektorzy, Pani Anna Fic-Lazor i Małgorzata Mazurkiewicz, reprezentujące Muzeum w Kozłówce, serdecznie witamy. Słowa powitania kieruję także do dyrektora Muzeum Krajoznawczego w Łucku, Pana Anatola Syluka. Nie byłaby możliwa realizacja tej wystawy bez życzliwości dyrektora Muzeum  Okręgowego w Suwałkach, Pana Jerzego Brzozowskiego, który utorował nam drogę do tych muzeów, które wypożyczyły swoje zbiory. Dyrektor Brzozowski wspólnie z Panią Elizą Ptaszyńską przygotowali tę wystawę w Suwałkach. Nieobecnemu Jerzemu Brzozowskiemu, mojemu młodszemu koledze ze studiów, tak zaocznie aż do dalekich Suwałk składam serdeczne podziękowania.

Prezentowaną wystawę przygotowaliśmy w gronie osób pracujących w Muzeum Zamojskim. Nad stroną organizacyjną i logistyczną czuwała Pani Ania Cichosz. Nad stroną merytoryczną i aranżacją tej wystawy pracował Pan dr Piotr Kondraciuk. Podziękowania także dla Pana Henryka Szkutnika, który dokumentuje wystawę, a jego zmysł artystyczny, jako artysty-plastyka, był nam tutaj przy aranżacji tej wystawy bardzo przydatny. Więcej o wystawie opowie później Pan dr Piotr Kondraciuk.

Małgorzata Bzówka: na sali jest zapewne wiele osób, które są bardziej kompetentne, żeby oceniać „Egzotyczną Europę” pod względem sztuki, malarstwa i tego co tu Państwu prezentujemy. Bardzo się cieszę, że Państwo zaszczyciliście nas swoją obecnością. Witam wszystkich Gości, którzy przybyli do Zamościa aby obejrzeć wystawę. Mam nadzieję, że będzie dostarczała wiele radości i satysfakcji z tego co tu obejrzymy. Miałam swoje małe skojarzenie kiedy ją zobaczyłam. Polska, to właśnie Egzotyczna Europa. W momencie, kiedy w Europie zaczyna rozwijać się przemysł, kiedy powstają społeczności miejskie, kiedy gdzieś tam zaczynają się budować huty, zakłady przemysłowe, u nas dwie ścieżki: walka o niepodległość i taka lekka nuta tęsknoty, zadumania nad szlachtą, wojskiem, historią. Tym wszystkim, którzy będą wystawę oglądać życzę przyjemnych chwil obcowania z prawdziwą sztuką. Bardzo się cieszę, że taka wystawa zaistniała. Dziękuję dyrektorze.

Andrzej Urbański:  Szanowni Państwo nie mogę przy powitaniach pominąć naszych zamojskich przewodników, którzy, mam nadzieję, zachęcą wielką rzeszę zwiedzających do odwiedzenia tej wystawy. Wystawa czynna będzie do końca marca przyszłego roku i mam nadzieję, że obejrzy ją wiele osób. Dodam, że dotychczas nasze Muzeum Fortyfikacji i Broni, w tych trzech obiektach, odwiedziło (do dnia dzisiejszego) ponad 46 tysięcy zwiedzających.  To duża liczba i myślę, że świadczy o tym, że rewitalizacja „Arsenału”, budowa tego nowego Pawilonu wystawienniczego i rewitalizacja „Prochowni” była zadaniem trafionym i celowym i dzięki m.in. tej wystawie przekroczymy (miejmy nadzieję) w tym roku magiczną cyfrę 50 tysięcy zwiedzających. Myślę, że ta wystawa ze względu na swoją rangę, także się do tego przyczyni. Szanowni Państwo, poprosiliśmy także naszych artystów, Panów Piotra i Krzysztofa Stopów o ilustrację muzyczną wystawy i zapraszamy do wysłuchania kilku utworów w ich wykonaniu.

12 11

Chciałem także poinformować przy okazji otwarcia wystawy, a zatrzymałem sobie tę informację i podziękowania, jak również słowa powitania, dla szczególnego Gościa wieczoru w naszym zamojskim „Arsenale”, dla Pana dyrektora Oddziału IPN w Lublinie, Jacka Weltera.  Przybył do Zamościa z Panią Agnieszką Jaczyńską. Informacja, o której wspomniałem dotyczy tego, że  właśnie podpisaliśmy umowę o powołaniu przy Muzeum Fortyfikacji i Broni w „Arsenale” – „Przystanku Historia”. Będzie się on zajmował organizacją wystaw, działalnością edukacyjną, czyli tym, czym zajmowaliśmy się wspólnie z lubelskim IPN do tej pory, ale nieco w szerszym zakresie. Ta współpraca, dotychczas tak doskonale się układająca, mam nadzieję, będzie jeszcze lepsza w przyszłości dzięki podpisaniu w dniu dzisiejszym tejże umowy. Jeszcze raz dziękujemy dyrektorze. Liczymy na dalszą, owocną współpracę. Szanowni Państwo, zadbaliśmy o to, żeby było dla ducha, ale także i dla ciała. Dziękujemy Restauracji Muzealnej i Pani Magdzie Kubinie, która przygotowała nam tutaj skromny poczęstunek. Proszę doktora Piotra Kondraciuka, mojego zastępcę, który czuwał nad merytoryczną stroną tej wystawy, o kilka słów.

Piotr Kondraciuk:  Szanowni Państwo, zastanawiałem się jak opowiedzieć o tej wystawie, która jest wielka, wyjątkowa, która niesie tyle wartości. Muzyka, doskonale wprowadziła w klimat wystawy, pokazała nam nostalgię, tęsknotę za krajem dalekim, utraconym, tęsknotę za bezkresem, przestrzenią, za bezdrożami. Tu w Polsce, gdzie kończyła się Europa, nie było dróg, były bezdroża.  Obawiano się zapuszczać w te tereny. Tu zaczynały się ścieżki którymi obawiano się podróżować. Zaczynała się egzotyka, coś niebywałego. Termin „Egzotyczna Europa” znalazł się właśnie w tytule wystawy przygotowanej w Suwałkach, który przejęliśmy, wzbogacając wystawę o twórczość Józefa Brandta. Właśnie Brandt się nasuwa ze swoją twórczością, kiedy mówimy o bezdrożach i ścieżkach, dlatego, że Brandt miał zostać inżynierem budowy dróg i mostów. Tak sobie umyślił jego chrzestny ojciec, hrabia Andrzej Zamoyski, który w tym czasie zajmował się reformą majątku w Szczebrzeszynie i w Klemensowie i zamierzał sobie wykształcić tego przyszłego inżyniera. Brandtowi było jednak chyba nie po drodze z tą budową dróg i mostów. Wolał te bezdroża pozostawiać na swoich płótnach i tak te płótna kształtować. Był zauroczony Kresami, tą tematyką, odległą i pustą przestrzenią. To pozostało w jego sercu. Zanim jednak o Brandtcie, o tych wszystkich monachijczykach, kilka słów na temat Monachium.

Cóż to było – akademia monachijska – środowisko monachijskie – szkoła monachijska? Tak to się określa w literaturze, tak to przeszło do literatury, chociaż jest to w zasadzie dosyć niespójne środowisko, dosyć różnorodne, szerokie, wielowątkowe. Tak, jak ta wystawa, którą Państwo widzicie. Trudno powiedzieć dokładnie, czy też sklasyfikować, które to są prace monachijskie. Monachium kojarzy się z Brandtem, z końmi, ze stepami, z tą właśnie tematyką tego głównego nurtu. Tak się nam kojarzyć powinno, bo to był główny nurt Akademii Monachijskiej, oficjalny, który Ludwik Bawarski bardzo mocno promował i którym się opiekował. Monachium jednak to nie tylko ten nurt oficjalny, to także ta drobna twórczość na potrzeby mieszczaństwa, która się przy tej szkole monachijskiej też bardzo dobrze znalazła i która też tutaj na tej ekspozycji jest bardzo mocno widoczna i która w pewnym momencie stała się jakby takim nurtem bardziej wiodącym niż ten główny nurt Akademii Monachijskiej.

Czym było Monachium w tym czasie? Akademia Sztuk Pięknych w Monachium powstała w 1808, ale tak naprawdę zaczęła się rozwijać  dopiero w czasie, kiedy Ludwik Bawarski założył galerię, kiedy powstała gliptoteka, stara pinakoteka, nowa pinakoteka, Staatsgalerie, kiedy właściwie stworzono warsztat dla malarzy, gdzie oni mogli się odnaleźć, gdzie mogli podziwiać dzieła sztuki, te dzieła sztuki kopiować, gdzie mogli przede wszystkim obcować ze sztuką. To było bardzo istotne.  Monachium to także środowisko, to krąg mecenatu artystycznego, który jak nigdzie indziej właśnie pod rządami Wittelsbachów zaczął się rozwijać. Postawili oni na rozwój Bawarii poprzez sztukę. Chcieli stworzyć w Monachium centrum artystyczne Europy i to im się udało. Stworzyli zaplecze, warunki. Rynek sztuki w Europie wtedy jeszcze raczkował, a w Monachium w latach 60. XIX w. już istniał. Powstała w Monachium, jako pierwsza, galeria gromadząca dzieła sztuki współczesnej. Dzieła te były pozyskiwane jako eksponaty muzealne. jako obiekty muzealne można je było podziwiać. Monachium przyciągało nie tylko Polaków, ale także Niemców, Skandynawów i wszystkich mieszkańców olbrzymiego imperium austriackiego, potem austriacko-węgierskiego. Przyciągało też Francuzów i Rosjan, pomimo, że w Paryżu i Petersburgu były świetne uczelnie artystyczne, kształcące na bardzo wysokim poziomie.

Ten klimat Monachium: – tanio – dobrze – smacznie – działał jak magnez na artystów.  W Monachium można było także tanio się utrzymać, nawet taniej niż w Warszawie. To w swoich listach artyści polscy, którzy przyjeżdżali do Monachium, bardzo mocno podkreślali, że tu się żyje tanio, że można bardzo łatwo się utrzymać i łatwo sprzedać obrazy. Oprócz rynku antykwarycznego istniało w Monachium prawie 70 galerii zajmujących się (nazwijmy to antykwariatami) tylko dziełami sztuki. Oprócz tego księgarnie, które dodatkowo oprócz handlu książkami, zajmowały się także działami sztuki, tymi obrazkami, które tutaj państwo widzicie na wystawie. Obok głównego nurtu akademickiego Akademii Królewskiej istniało stowarzyszenie Kunstvercin, które gromadziło artystów, którzy nie dostawali się do akademii, którzy może nie dorastali poziomem, ale przy akademii wyrastali. Akademia ich nobilitowała. Sama nazwa „Monachium”, czy „szkoła monachijska”, czy pochodzenie z Monachium, już dawało pewną nobilitację w tym czasie. Przy okazji Akademii, tej twórczości wysokich lotów, istniała drobna twórczość, która przyczyniła się do tego, że szkołę monachijską w późniejszym wieku deprecjonowano, szczególnie w okresie międzywojennym i po wojnie, kiedy całe szkolnictwo artystyczne opanowali koloryści.

14

Monachium stanowiło w pewnym sensie taką rolę „zaścianka”, chociaż ono tym zaściankiem było także w XIX w. Tyle, że to oficjalne Monachium to są dwa jakby nurty, które posiłkowały się nawzajem i nie konkurowały ze sobą. Ta sztuka wysokich lotów, której reprezentantem jest Brandt, nie konkurowała z tymi drobnymi malarzami, którzy tworzyli na potrzeby mieszczaństwa małe obrazki, pejzaże, portrety. Pejzaż nie był obecny w akademii. Pejzażu nie uczono. Uczono kompozycji, malarstwa batalistycznego oraz historycznego. Pejzaż był zarezerwowany dla tych drobnych malarzy, którzy tworzyli na potrzeby mieszczaństwa, tego szerokiego grona odbiorców sztuki. To był kształtowany rynek, nie tylko sztuki. Rzadka rzecz i nie spotykana wówczas w Europie, gdzie zbyt na sztukę był tak wielki, że tylu artystów mogło w jednym miejscu tworzyć i z tego się utrzymać. Pisma artystyczne, które się pojawiały, czy gazety wydawane w Monachium, dawały także możliwość dodatkowego zarobku dla artystów, bo trzeba było wykonać rysunki, trzeba było konkretne rysunki powielać, projektować układy graficzne. Tworzył się cały przemysł  artystyczny, który napędzał gospodarkę bawarską i to się bardzo dobrze udało.  Akademia Monachijska funkcjonowała do l. 20-tych XX w. Przewinęło się przez nią tysiące absolwentów, ale nie tylko przez tę szkołę monachijską, bo powstawały też uczelnie prywatne. Każda nacja miała jakąś swoją szkołę prywatną w której kształcono.

Polska miała trzy szkoły: Józefa Brandta, Alfreda Wierusza-Kowalskiego i Stanisława Grocholskiego. Były to prywatne szkoły kształcące artystów. Nie każdy kto przyjechał do Monachium musiał się legitymować dyplomem Akademii Monachijskiej. Wielu się nie legitymowało, wielu z nich miało Monachium tylko w epizodzie. Kształcili się gdzie indziej. Do Monachium przyjeżdżali, odwiedzali tamtych malarzy, ale zawsze w swoim życiorysie potem wpisywali, że w Monachium byli i tam się kształcili. To też było dla nich ważne i świadczy o tym jak wyglądała ta pozycja Monachium – Akademii Monachijskiej oraz szkół prywatnych. Szkoły prywatne były też bardzo mocno obsadzone przez kobiety. Wystarczy przypomnieć naszą Olgę Boznańską, która się tam kształciła i też miała epizod monachijski, choć z Monachium nie do końca się kojarzy, bo poszła w całkiem innym kierunku. Poniżej przytoczę cytaty, które powiedzą jak ta szkoła monachijska wyglądała i co było istotne dla twórczości artystów monachijskich.

Jak wyglądała pozycja artysty? To też jest istotne, bowiem była inna niż w całej Europie. Dlaczego?

„Dwór bawarski ma wielki zmysł dla sztuki, i wspiera ją wszędzie tam, gdzie jest to możliwe. Poza tym artysta jest w towarzystwie, które jest bardzo ekskluzywne. Artysta jest tam chętnie widziany. Artysta obcuje z dworem i traktowany jest na równi ze szlachtą i wyższymi urzędnikami” – wypowiedź Frantza von Stucka, który pochodził z rodu książęcego i nie wstydził się tego zawodu. Artysta jest nobilitowany przez dwór, uczestniczy w przyjęciach, chodzi do opery, zajmuje się muzyką, sztuką, literaturą. Jest oczytany, z szerokim wykształceniem. Nie tylko malarz wyrobnik, który siedzi w pracowni i tworzy obrazy, jest obyty towarzysko i bardzo dobrze tym artystom się wiedzie w tym środowisku. To też jest istotne. Wystawy, które są organizowane dają bardzo dobry zbyt. Ktoś, kto uzyskał złoty medal na wystawie w Monachium, był kupowany nie tylko w Europie, także w Ameryce. Ameryka także ma bardzo duży popyt na obrazy „monachijczyków”. Właśnie dlatego, że to są te obrazy, które bardzo dobrze trafiają w gust społeczeństwa amerykańskiego.  Jest to społeczeństwo wykształcone na tradycjach mieszczańskich i te obrazy tam się bardzo dobrze sprzedają.

Przytoczę także cytat z Gierymskiego, żeby mieć pojęcie jaki był poziom tej szkoły monachijskiej. W Monachium nie kształcili się artyści od początku do końca. Oni przyjeżdżali tam już ukształtowani. Oni już mieli za sobą pewne drogi artystyczne. W Polsce uczelni artystycznych nie było. Były tylko takie, które dzisiaj nazwalibyśmy uczelniami poziomu średniego – Warszawska Szkoła Sztuk Pięknych, potem klasa rysunkowa Gersona, czy też Szkoła Krakowska, która przekształciła się w wyższą uczelnię w latach 70-tych XIX w. To były uczelnie typu średniego, przy gimnazjach. To nie były uczelnie dające dobre wykształcenie artystyczne. Trzeba było jechać do Petersburga, do Paryża, do Monachium, po to żeby te studia ugruntować. Proszę sobie wyobrazić jaki musiał być poziom nauczania w Akademii, jeżeli artysta, który już jakieś tam pierwsze szlify zdobył, nie potrafił się odnaleźć.

Gierymski: „Pracuję w Akademii, gdzie zaraz po przyjeździe zostałem przyjęty do sali antyków pod kierunkiem profesora Strabubera zostającej. Tu dopiero poznałem jak wiele mi jeszcze brakowało. Ja, co byłem najlepszym rysownikiem warszawskiej szkoły rysunkowej, tu po rozpatrzeniu poznałem, że nic a nic nie umiem” 

Chełmoński: „Z początku zamęciły mi się w głowie różne tutejsze malowania, żem sam nic zrobić nie mógł takiego, z czego bym jako tako był zadowolony. Minęło to jednakże i rozumiem coraz więcej sam siebie względem drugich, choć nie zupełnie jeszcze. Nie mam bowiem jeszcze swojego na naturę poglądu”

To się kształtowało przez lata w tym środowisku monachijskim. Artysta przychodził z Akademii, z prywatnej pracowni. Nie była to uczelnia, która miała określone ramy czasowe, które  zakończyłyby się dyplomem. Po prostu kształcono się, można powiedzieć, ustawicznie, przechodząc z pracowni do pracowni, malując, sprzedając, od wystawy do wystawy, czy konkursu. W ten sposób kształtowano swoją osobowość artystyczną. „Monachium” jest bardzo różne i to widać na tej wystawie.  Są prace bardzo wysokich lotów, są też prace skromniejsze drugiego nurtu, ubocznego można powiedzieć, tworzonego na potrzeby mieszczańskie. Ale wszystko, całość, spina właśnie to ukształtowanie się w Monachium, to środowisko które dawało artystom oddech, dawało możliwość nauki i twórczej pracy. Tę wystawę można byłoby traktować na różny sposób. Tak, jak różna jest twórczość monachijczyków, tak różnie można było dobierać nazwiska, różnie można było kształtować tematykę wystawy. Ona jest przemyślana troszkę inaczej. „Egzotyczna Europa” – ten tytuł mówi wszystko. Jak pokazać tę egzotykę polską na tle Europy? Tę różnorodność, tę inność, to co było ciekawe dla Zachodu, a co było wyssane jakby z mlekiem matki przez artystów polskich, co powodowało tęsknotę za swoim krajem, którą każdy odczuwa, kiedy się znajdzie poza domem rodzinnym, do którego się tęskni i ciągle o nim pamięta. Malarstwo przenosiło ich jakby na łono ojczyzny, pomagało w różnych, trudnych sytuacjach.

To, co tutaj państwo zobaczycie, to jest Polska widziana oczami monachijczyków, malarzy którzy w Monachium pracowali, tutaj malowali, ale nie tylko w Monachium. Niektóre obrazy powstały po powrocie do kraju, w Polsce. Monachium było epizodem dla wielu z tych artystów, rzadkim epizodem, jak w przypadku Malczewskiego, który tylko zwiedzał Monachium. Zatrzymał się na krótko w pracowni Brandta , ale to wystarczyło żeby zobaczyć, pooddychać tym klimatem, zobaczyć jak maluje się tutaj, chociaż potem wielu artystów poszło inną drogą. Jeszcze tylko krótko muszę odnieść się do tego, dlaczego dopiero teraz odkrywa się „monachijczyków”? Czym ta sztuka jest? Dlaczego jest takie zainteresowanie? Dlaczego teraz tworzy się wystawy sztuki monachijskiej? Dlaczego teraz te prace szkoły monachijskiej zdobywają największe uznanie? To się wiążę oczywiście z pieniędzmi, z handlem dziełami sztuki. Dlatego, że dopiero teraz po sprywatyzowaniu rynku, ci artyści mogli się pojawić w obrocie antykwarycznym, zaczęli być promowani.  Wcześniej, tak jak wspominałem, koloryści opanowali całe środowisko akademickie i „Monachium” było postrzegane, jako taki zaścianek sztuki.  Ciemny koloryt, przyciemniony werniks, który zupełnie nie pasował do tego rozświetlonego pejzażu postimpresjonistów, na którym wyrośli właśnie koloryści. O monachijczykach mówiono pogardliwie, przywołując często określenie „sosy monachijskie”, pasujące do przyciemnionego kolorytu ich płócien.

To spowodowało, że nowe pokolenia artystów były uczone zupełnie czego innego. Kształcenie akademickie odbiegało od tych starych zasad, gdzie uczono aktu, gdzie kopiowano biusty antyczne, po to żeby nauczyć się biegle anatomii. To schodziło na margines. Ważna była kolorystyka, a to były kwestie drugorzędne. W tej chwili jeżeli patrzymy na obrazy monachijczyków, to jest to ta dobra szkoła warsztatowa, klasyczna akademia od której powinno się zaczynać.  Wielu artystów tak zaczynało i dopiero po opanowaniu tego warsztatu można było próbować własnej wrażliwości i patrzenia na sztukę troszkę inaczej.  „Egzotyczna Europa” podzielona jest na pewne wątki tematyczne, które państwo bardzo łatwo odnajdziecie. Zaczynamy od pejzażu, który wchodzi w sceny rodzajowe, które właściwie w twórczości monachijczyków były charakterystyczne. To były te sceny drobnomiasteczkowe i wiejskie. Zainteresowanie tą egzotyczną ludowością, która pod koniec XIX w. zaczynała wchodzić. Mamy tutaj powiązanie z literaturą, zainteresowanie w późniejszym okresie „Młodo-Polskim”. To też będzie bardzo mocno widoczne na ekspozycji. Tę tematykę rodzajową, ale ukierunkowaną na wielonarodowość.

– Możecie państwo tutaj zobaczyć Żydów, Cyganów, to co kształtowało polską kulturę, czy tę wielokulturowość społeczeństwa Rzeczypospolitej, by skończyć na religii, religijności i tej wielkiej, klasycznej, pełnej wizji mistycznych, ale też tej zabobonnej, ludowej, gdzie też możemy zobaczyć znachorów, wróżki, które też będą na tych obrazach prezentowane.

Na koniec wystawy macie państwo wyakcentowaną twórczość Józefa Brandta, jako tę enklawę artystyczną. Brandt w pewnym momencie stał się postacią wiodącą w szkole monachijskiej, zwłaszcza dla Polaków. Każdy Polak, który przyjechał do Monachium musiał się zetknąć z pracownią Brandta. Brandt był jednym z Monachijczyków, który z Monachium uczynił swoje miejsce pobytu stałego.  Tutaj miał pracownię, tutaj mieszkał na stałe, wakacje spędzając w późniejszym okresie w Orońsku.  Zabrakło czasu by szerzej mówić o twórczości Józefa Brandta, może nie tyle o twórczości co o biografii. Wspomniałem tylko krótko o epizodzie monachijskim. Studiował na politechnice paryskiej, gdzie miał się kształcić na inżyniera dla potrzeb Ordynacji Zamojskiej. Brandt odebrał klasyczne wykształcenie (stąd połączenie wystawy z koncertem), wykształcenie domowe, szlacheckie, gdzie każdy młody człowiek musiał umieć rysować i grać na instrumencie. Brandt bardzo dobrze grał na fortepianie, z fortepianem się nie rozstawał. Bardzo często, jako dusza towarzystwa, przygrywał. Bardzo lubił śpiewać. Lubił śpiew operowy. Bardzo często bywał w operze, z różnych względów, dla ucha i dla oka.  Miał epizod nieszczęśliwej miłości. Zakochał się w sopranistce.  Była to niespełniona miłość, gdyż ona wolała hrabiego, a Brandt był zwykłym szlachcicem i to dopiero w drugim pokoleniu, więc nie mógł się mierzyć z arystokratą. Zawód miłosny pozostawił w nim ślad takiej nostalgii, takiej tęsknoty, lecz nauczył go potem bardziej racjonalnego podejścia do spraw sercowych. Zapraszam do zwiedzania wystawy. Dziękuję za uwagę.



zdjęcia: Henryk Szkutnik


1 2 3

4 5

6 7 8

9 10 20

13 15

16 17

18 19

opracowanie:Ewa Lisiecka

 

Spotkanie z Józefem Brandtem w Orońsku

Józef

Pojechałam pewnej pięknej niedzieli do Orońska, 15 km na południe od Radomia. Właśnie tu, dla uczczenia 100 rocznicy śmierci artysty, w pawilonie wystawowym można było obejrzeć obrazy Józefa Brandta oraz pamiątki po malarzu.
Brandtowie na stałe mieszkali w Monachium, gdzie artysta realizował zamówienia i prowadził szkołę malarską. Malarz aby podkreślić swą polskość podpisywał się Józef Brandt z Warszawy. Lato spędzali w Orońsku, gdzie nasz bohater zamieniał się w przykładnego gospodarza i hodowcę koni. Rozbudował pałac, postawił kuźnię, zmodernizował stajnie, urządził dwie pracownie malarskie – jedną w oranżerii, a drugą zwaną ulem. Do Orońska zjeżdżali się przyjaciele i uczniowie, „Wolna Akademia Orońska”. Napomnienia żony mobilizowały malarza: „Maluj mężuniu, bo pieniędzy potrzeba”.

Orońsko u studni

Józef Brandt urodził się 11 lutego 1841 r. w Szczebrzeszynie, w bogatej rodzinie inteligenckiej z niemieckim rodowodem. Rodzina Brandtów za zasługi otrzymała tytuł szlachecki – herb Przysługa. Dziadek i ojciec byli lekarzami. Ojciec, Jan Alfons był medykiem naczelnym ordynacji zamojskiej, następnie ordynatorem szpitala Dzieciątka Jezus w Warszawie. Pięcioletni chłopiec traci ojca. Jego opiekunami są wujowie ze strony matki, Krystyny z Lesslów. Otrzymał staranne wykształcenie: prywatni guwernerzy, pensja Leszczyńskiego, Instytut szlachecki w Warszawie. Na studia wyjeżdża do Paryża aby kształcić się na inżyniera w Szkole Budowy Mostów i Dróg. Jednocześnie miał pobierać lekcje malarstwa, muzyki i śpiewu. Edukacją młodego Józefa zajmują się wujowie oraz ojciec chrzestny* hrabia Andrzej Zamoyski.

W Paryżu zawiera znajomość z nieco starszym Juliuszem Kossakiem, który wprowadził go w zagadnienia warsztatu malarskiego. Juliusz Kossak odkrywa jego talent, prowadzi na lekcje do innych twórców polskich i francuskich. Józef Brandt z Juliuszem Kossakiem udaje się w podróż na Ukrainę i Podole. Ta podróż zadecydowała o dalszych losach artysty. Malownicze ukraińskie stepy stają się tłem do jego obrazów. W roku 1861 w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie odbyła się pierwsza wystawa, która spotkała się z przychylnością widzów i recenzentów.

Orońsko pałac Brandt na koniu

       Pałac Brandtów w Orońsku.                               Józef Brandt na koniu

To skłoniło go do podjęcia regularnych studiów malarskich. Studiuje w Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych w Monachium. Zdobywa popularność- zakłada własną pracownię. Razem z Gierymskim stali się przywódcami w środowisku monachijskim – „generałowie”. Lata 60-te i 70-te XIX w. to najdojrzalszy okres twórczości. Płótna Józefa Brandta nagradzano medalami na wystawach w Monachium, Paryżu, Lwowie, Krakowie, Warszawie. Był też wspaniałym nauczycielem, wokół jego pracowni powstała polska kolonia artystyczna. W 1877 r. odbył się ślub wdowy Heleny z Woyciechowskich Pruszakowej, właścicielki Orońska, z malarzem. Józef Brandt zmarł w Radomiu w 1915 r.

Relacja: Maria Puźniak
Zdjęcia: Ewa Samiec

  • otrzymaliśmy informację od Pana Jana Makary, z której wynika, że rodzicami chrzestnymi Józefa Brandta byli: Józef Lessel i Marianna Brandt. Dzięki uprzejmości p. Makary publikujemy kopię aktu chrztu Józefa Brandta. Bardzo dziękujemy za sprostowanie.

Klemensów – Zespół parkowo-pałacowy Zamoyskich

„Civis semper fidelis”, najofiarniejszy z obywateli polskich, tak o Maurycym Zamoyskim, XV ordynacie mówił Ignacy Paderewski. Zbliża się kolejna, rocznica odzyskania niepodległości przez Polskę i kolejny szum informacyjny w mediach. Do naszej świadomości docierają jednak skąpe informacje o współtwórcach Niepodległej. Koło Przewodników Terenowych im. Róży i Jana Zamoyskich przy PTTK O/Zamość przed rocznicą 100. lecia odrodzenia się Państwa Polskiego przygotowało szereg spotkań, wykładów, konkursów, skierowanych dla mieszkańców Zamościa i Zamojszczyzny. Głównym bohaterem będzie Maurycy Zamoyski, który przez 50 lat zarządzał Ordynacją Zamojską i znacząco wpłynął na bieg wydarzeń zarówno lokalnych, krajowych jak i międzynarodowych. Rozpoczęliśmy od źródła, czyli od wyjazdu do Klemensowa.

https://www.youtube.com/watch?v=LDMAumbU11A&feature=youtu.be


Klemensów pałac Jacek

W wyjeździe szkoleniowym wzięli udział nie tylko przewodnicy, ale również mieszkańcy Zamościa, którzy skorzystali z zaproszenia zamieszczonego na portalu internetowym OnLine Zamość. Tematem głównym szkolenia była osoba Maurycego Zamoyskiego, o którym niezwykle interesująco opowiadał zebranym dr Jacek Feduszka z Muzeum Zamojskiego. W trakcie spaceru po parku otaczającym pałac Zamoyskich, przybliżał również historię pałacu i towarzyszących mu zabudowań mieszkalnych i gospodarczych.  Szkolenie w wiodącym temacie prowadziła także Maria Rzeźniak –  Prezes Kola Przewodników, główny inicjator i organizator cyklu spotkań poświęconych Maurycemy Zamoyskiemu.

 park 2 park 3 Ewa. D.

Dzięki uprzejmości dr Jacka Feduszki przekazujemy poniżej materiały szkoleniowe dla przewodników. Uczestnicy szkolenia wielokrotnie podkreślali fatalny stan pałacu i zaniedbanie parku w Klemensowie. Budynek nie remontowany od czasu, kiedy został odebrany prawowitym właścicielom, nadal niszczeje i popada w ruinę. Przewodnicy postanowili interweniować u władz lokalnych. Wystosowano petycję do Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Lublinie za pośrednictwem Delegatury Urzędu w Zamościu, z prośbą o podjęcie działań w celu zabezpieczenia pałacu w Klemensowie przed postępującą degradacją. Petycję podpisali wszyscy uczestnicy spotkania.

Maria Tomek tyły


Materiały szkoleniowe opracowane dla przewodników przez dr Jacka Feduszkę

Działalność polityczna Maurycego Zamoyskiego (1871-1939) w latach 1914-1924.

Przełom XIX i XX wieku – M. Zamoyski nawiązuje bliższą współpracę z Romanem Dmowskim i kręgami Narodowej Demokracji.
XI 1914 r. – M. Zamoyski wchodzi w skład pierwszego Komitetu Narodowego Polskiego (KNP I)
koniec 1915 r – M. Zamoyski rozpoczyna działalność w Centralnej Agencji Polskiej w Lozannie (Szwajcaria). Zadaniem Agencji jest opracowanie i gromadzenie materiałów politycznych dotyczących sprawy polskiej i przekazywanie ich do wiadomości polityków zachodnioeuropejskich.
X 1915 r.– M. Zamoyski we Francji w ramach Agencji koordynuje działania oddziaływujące na opinię publiczną (spotkania i odczyty, publikacje w prasie francuskiej). Spotyka się także z politykami francuskimi i przedstawicielami Ententy.
5 XI 1916 r. – manifest do narodu polskiego przedstawicieli Austrii i Niemiec (deklaracja dwóch cesarzy)
11 XI 1916 r. – Protest lozański – stwierdzający, że odezwa cesarzy Austrii i Niemiec była rozwiązaniem połowicznym, szkodzącym szansom prawdziwej niepodległości.
26 I – 2 II 1917 r. – Zjazd polskich polityków w Lozannie. Tam zrodziła się myśl powołania ogólnonarodowego komitetu jako oficjalnej organizacji państwa polskiego. Powołanie Komitetu Narodowego Polskiego (II). M. Zamoyski obejmuje stanowisko wiceprezesa KNP i także przewodniczy wydziałowi skarbowemu Komitetu (Naczelnik Wydziału Skarbowego).
1918 r. – KNP uzyskuje znaczący wpływ na formowanie polskiej armii we Francji w liczbie 10 tys. żołnierzy.
X-XI 1918 r. – M. Zamoyski wchodzi w skład delegacji polskiej na Konferencję pokojową w Wersalu.
przełom 1918 i 1919 r. – Ugoda między politykami KNP a Józefem Piłsudskim. Stopniowe podporządkowanie MSZ RP placówek zagranicznych KNP, stanowiących zalążki polskich służb dyplomatyczno-konsularnych.

Maurycy Zamoyski wspiera bieżącą działalność KNP subwencjami pieniężnymi (w tym pożyczką francuską pod zastaw kapitału w banku Kijowskim oraz niektórych dóbr Ordynacji Zamojskiej w wysokości 6,5 mln franków, oraz pod zastaw klejnotów rodzinnych – dla porównania na formowanie armii polskiej hr. Mikołaj Potocki dopiero po namowach wyłożył sumę 5 mln. franków), aktywnie działa w pracach Komitetu i staraniach o stworzenie armii polskiej we Francji. Liczba żołnierzy polskich osiąga 80 tys. ludzi.

V 1919 r. – Na prośbę premiera rządu RP Ignacego Paderewskiego, M. Zamoyski obejmuje stanowisko posła polskiego w Paryżu, pierwszego posła Odrodzonej Rzeczypospolitej we Francji.
1920 r. – Zabiegi M. Zamoyskiego o pomoc zbrojną od Francji i Wielkiej Brytanii dla walczącej Polski – Sprawa zawarcia ścisłego sojuszu wojskowego z Francją.
3-6 II 1921 r. – Wizyta oficjalna marszałka Józefa Piłsudskiego we Francji. M. Zamoyski wita go oficjalnie w jako poseł polski w Paryżu. 5 II 1921 r. zawarty zostaje oficjalny układ polsko-francuski o sojuszu i przymierzu.
1922 r. – M. Zamoyski pełniąc w dalszym ciągu funkcje poselskie we Francji zostaje kandydatem ND na Prezydenta RP. Przegrywa w ostatniej turze głosowania z Gabrielem Narutowiczem.
1922-1923 r. – W ramach obowiązków posła polskiego w Paryżu 15 III przyjmuje w imieniu RP uchwałę podjętą przez Konferencję Ambasadorów o uznaniu granic wschodnich RP.
19 I 1924 r. – M. Zamoyski obejmuje ministerstwo spraw zagranicznych w rządzie Władysława Grabskiego. Realizuje politykę współpracy z Francją, poprawnych stosunków z Wielką Brytanią. Poza polityką zbliżenia z Litwą program M. Zamoyskiego przewiduje starania o nawiązanie bliższych kontaktów z Rosją Sowiecką przede wszystkim na płaszczyźnie ekonomicznej.
27 VII 1924 r. – M. Zamoyski składa dymisję z stanowiska ministra spraw zagranicznych. Po jego odejściu tekę ministra przejmuje hrabia Aleksander Skrzyński.
Maurycy Zamoyski odsuwa się od życia politycznego.



Klemensów – (dawna wieś, od 1934 część wschodnia miasta Szczebrzeszyn, nad rzeką Wieprz). Barokowy pałac zbudowany w latach 1744-1747 z inicjatywy Teresy Zamoyskiej, z myślą o przyszłym potomku, którym okazał się Klemens Zamoyski i stąd też nazwa. Pałac położony jest około 2 km na północ od głównej drogi nr 74, pomiędzy wsiami Michalów i Bodaczów przy wschodniej granicy Szczebrzeszyna. Najstarszą część pałacu według projektu Jana Andrzeja Bema oraz Jerzego de Kawe, wzniósł Jan Columbani. Pałac był rozbudowywany przez Henryka Ittara w latach 1810-1813 i następnie przez Henryka Marconiego w latach 1826-1841. Początkowo był letnią rezydencją Zamoyskich, a od 1809 r. ich główną siedzibą aż do 1941 r. Przy pałacu istniała również kaplica oraz budynek oranżerii.

XVIII w. – Urządzenie rezydencji rozpoczęli Zamoyscy w 1744 roku od budowy pałacu na zamienionych z franciszkanami zamojskimi, gruntach. Autorem projektu budynku pałacowego był Jan Andrzej Bem, zatrudniony w służbie Zamoyskich około 1740 roku. Był on architektem wojskowym, projektantem wielu gmachów budowanych w Zamościu i Ordynacji (np. Kościół na wodzie w Zwierzyńcu). Budową kierował włoski mistrz Jan Columbani. Niemal równocześnie trwały prace przy zakładaniu ogrodu. Wiosną 1745 roku obsadzono alejami lipowymi prostokątną kwaterę tzw. ogród włoski, projektował go sam ordynat Tomasz Antoni Zamoyski. Budowę pałacu zakończono w 1747 roku. Do tego też czasu wykonano podstawowe prace przy ogrodzie wypoczynkowym oraz założony został użytkowy ogród „za murem”. Niemałą rolę przy budowie klemensowskiej rezydencji odegrała żona ordynata Teresa z Michowskich Zamoyska. Właśnie ona zawierała kontrakty z architektami i rzemieślnikami, znała się na procesie budowlanym, decydowała o doborze materiałów budowlanych i kierowała ich gromadzeniem. Prace wykończeniowe przy pałacu klemensowskim prowadzono prawdopodobnie do końca XVIII wieku.

XIX w. – Działalność inwestycyjna Zamoyskich w Klemensowie wznowiona została z chwilą objęcia Ordynacji przez Stanisława Kostkę Zamoyskiego w 1801 roku. Modernizacji poddano wówczas klemensowski pałac. Początkowo prace koncentrowały się na przebudowie wnętrz w duchu klasycystycznym, a kierował nimi polski architekt Henryk Ittar. Z myślą o wyposażeniu odnowionego pałacu Zamoyscy zakupili za granicą nowe sprzęty i meble. Sporządzony w 1806 roku plan okolic Klemensowa ukazuje rezydencję jako duże, około stuhektarowe założenie krajobrazowe. Wskutek wydarzeń politycznych tego roku Zamoyscy opuścili swoją rezydencję w Zamościu i przenieśli się do Puław i Podzamcza. Bywali jednak w Klemensowie skąd wyjeżdżali do Krakowa i Wiednia. W roku 1808 Henryk Ittar wykonał szereg projektów przebudowy klemensowskiej rezydencji. Powstały wówczas projekty nadbudowy drugiego piętra korpusu głównego rezydencji, przedłużenia bocznych pawilonów z frontu, budowy oranżerii oraz przebudowy wnętrz pałacowych. W latach 1810-1813 wybudowana została oranżeria, rozpoczęto prace przy przedłużeniu pawilonów bocznych, prowadzono modernizację wnętrz oraz prowadzono bieżące remonty. W 1828 roku kolejny architekt pracujący przy pałacu – Henryk Marconi – zrealizował przebudowę portalu dodając balkony od dziedzińca i ogrodu, zmienił dach oraz przekształcił łączniki na jednoosiowe. Projekty Marconiego realizowane były jeszcze w 1841 i 1842 roku. Wprowadzone zostały wówczas zmiany w układzie otworów okiennych i drzwiowych oraz podziale wnętrz pałacowych. Przeniesiono kaplicę do łącznika z prawego pawilonu, pomieszczenie po niej przedzielono stropem, umieszczając skarbiec i bibliotekę na piętrze. Do 1870 roku prowadzono jedynie niezbędne remonty. Rozbudowano obiekty na terenie parku (wg proj. Gisgesa – podwójny dom dla czeladzi, dom, w którym umieszczono maszynę do ciągnięcia wody ze studni pałacowej (1868 r.) i przebudowa bodaczowskiego domku bramnego (1867 r.). W 1870 roku zmieniono pokrycie dachu z ceramicznego na gontowy. Zmiany wnętrz dotyczyły miejsca po dawnej kaplicy. Powstały przejścia do głównej klatki schodowej. Biblioteka przeniesiona została do sali na piętrze specjalnie do tego przeznaczonej. Wykonano także nową stolarkę okienną i drzwiową, która istnieje do dzisiaj. Kolejna przebudowa miała miejsce już za rządów w ordynacji Maurycego Klemensa Zamoyskiego (1871-1939) w latach 1892-1894. Według projektu J.A. Szymańskiego przebudowano wówczas stajnię z wozownią i mieszkaniem murgrabiego, przekształcono taras ogrodowy. Miejsce półkolistych schodów zajął nowy taras, założony wzdłuż głównego korpusu pałacu, w części środkowej wysunięty do przodu, ze schodami odchodzącymi stąd na trzy strony. Odnowione zostały wówczas wnętrza pałacowe. Wokół pałacu powiększono teren parku przesuwając jego zachodnią granicę do nowego, przekopanego zapewne w XVIII wieku, koryta rzeki Wieprz.

XX w. – W latach 1915-1920 uległ przebudowie klemensowski zespół ogrodowy. Zlikwidowany został wówczas parter wodno kwiatowy na gazonie, zaś gazon sezonowo dekorowano ciepłolubnymi roślinami z klemensowskiej oranżerii. Aneksy w skrzydłach bocznych pałacu obsadzono żywopłotem. W czasie II wojny światowej budynek na kwatery zajęli Niemcy z pobliskiego lotniska, natomiast w 1944 r. urządzili tam szpital polowy. Od 1945 r. majątek upaństwowiono. We wnętrzach zachowały się zabytkowe kominki, główna klatka schodowa i zabytkowe wyposażenie biblioteki, z którego zachowały się regały na książki – były wbudowane na stałe w ściany i nie dało się ich wynieść. Większość książek z ogromnego księgozbioru (14 tysięcy pozycji w tym 5 tysięcy starodruków) trafiła do Biblioteki im. Łopacińskiego w Lublinie. Pałac posiadał również bogatą galerię malarstwa zrabowaną przez Niemców. Reszta wyposażenia została przeniesiona do muzeum w Kozłówce i Zamościu. Po wojnie w pałacu mieścił się dom pomocy społecznej, obecnie zlikwidowany, bowiem warunki nie odpowiadały normom UE. Ponieważ pomieszczenia mają układ amfiladowy, pałac nie bardzo się też nadaje na hotel. W tej chwili jego przyszłość jest niepewna. Wokół znajdują się zabudowania gospodarcze oraz obszerny park (ponad 130 ha) w stylu angielskim z licznym, wielogatunkowym starodrzewem. Wśród egzotycznych roślin występują: surmia zwyczajna, magnolie, orzech czarny, sosna wejmutka, budynek porasta milin).

Miejscowość Klemensów swój rozwój zawdzięcza postawionej tu w 1894 r. przez Ordynację Zamojską cukrowni „Klemensów”. Do budynków zarządców folwarku dołączyły budynki zarządu i głównych specjalistów cukrowni. W 1897 uruchomiono z niej linię kolei konnej, a w latach 1907-1912 Kolej Podjazdową Cukrowni „Klemensów”. W latach 1929-1970 cukrownia eksploatowała dwie linie wąskotorowe: Klemensów – Wysokie i Ruskie Piaski – Wierzbica. W 2002 r. cukrownia weszła w skład Krajowej Spółki Cukrowej S.A. W 2003 r. zlikwidowano w niej produkcję i zamknięto zakład. W 2011 r. rozpoczęto ostateczną rozbiórkę budynków cukrowni. W 1941 r. obok cukrowni, częściowo wykorzystywanej jako magazyn bomb, Niemcy zbudowali lotnisko polowe. Od 1916 r. znajduje się tu stacja kolejowa (na linii Bełżec-Zawada-Rejowiec).


opracowanie i zdjęcia: Ewa Lisiecka

Niecodzienna wystawa

mienie klasy

Jeszcze zaledwie kilka dni (do końca października 2015 r.) potrwa wystawa w zamojskim „Arsenale” obrazująca przekszatałcenia własnościowe w Polsce w latach powojennych 1944-1956 oraz zaistniałe wobec tych zmian skutki społeczne. W miniony czwartek, 22 października odbyło się spotkanie z autorem wystawy „Rewolucja społeczna”, czy „dzika przebudowa”? Wystawa została zorganizowana przez Instytut Pamięci Narodowej Odział w Lublinie oraz Polskie Towarzystwo Ziemiańskie Oddział Lubelski, a projekt wystawy przygotował dr Tomasz Osiński z lubelskiego Oddziału IPN. Pan dr Tomasz Osiński zajmuje się tematem przekształceń własnościowych i prowadzi badania nad losami ziemiaństwa po 1944 r.

Muzeum Zamojskie prezentuje wystawę już od września tego roku. Spotkała się ona z bardzo dobrym odbiorem mieszkańców Zamościa. Wystawie towarzyszy katalog w opracowaniu autora, do którego materiały zostały pozyskane z zasobów IPN, Biblioteki UMCS w Lublinie; Polskiej Agencji Prasowej; Ośrodka Karta; Polskiej Agencji Fotografów Forum, Muzeum w Kozłówce oraz ze zbiorów prywatnych Izabeli Broszkowskiej; Macieja Rydla; Stanisława Rostworowskiego; Elżbiety Zalewskiej, a także Rodziny Zamoyskich, której przedstawiciel, Pan Marcin Zamoyski wraz z Małżonką byli gośćmi czwartkowego spotkania. Obecnie prezentowana w Zamościu wystawa jest echem najważniejszego wydarzenia naukowego IPN, jakie miało miejsce pod koniec ubiegłego roku w Lublinie. Warto zatem wykorzystać te kilka dni jakie pozostały do czasu jej prezentacji w zamojskim „Arsenale”.

wystawa sala

Osiński  Zamoyski

rozmowa goście

opracowanie: evel