Z biegiem Poru.

Por i „Jelita”. Zestawienie, powiedzmy – zaskakująco – ciekawe.
Jeśli zaznaczymy, że źródłosłów pierwszej z wymienionych nazw wywodzi się od czystości, robi się… jeszcze bardziej zaskakująco. Ale jeśli do tego spojrzymy na w miarę dokładną mapę środkowo wschodniej Polski, zwłaszcza gdy przyjrzymy się sieci hydrograficznej – wszystko stanie się jasne – przynajmniej jeśli chodzi o Por. A „Jelita”? Trzy skrzyżowane herbowe włócznie nieodłącznie towarzyszyć będą wędrowcowi, który by chciał w dowolny sposób przemierzyć dolinę tej niewielkiej przecież rzeki, lewego dopływu Wieprza, wypływającej z lessowych wzgórz nieopodal Batorza. A znaleźli się tacy, co chcieli. Dziwnym trafem wszyscy poubierani w czerwone kubraczki, kamizelki, sweterki. Cały pięćdziesięcioosobowy autokar. Działo się to dnia szóstego kwietnia 2019 r., w 390 rocznicę śmierci jednego z najwybitniejszych mieszkańców doliny Poru.
Szymon Szymonowic, twórca „Sielanek” tudzież współtwórca słynnej Akademii Zamojskiej, zmarł 5 maja 1629 roku. Dla uczczenia rocznicy śmierci poety, Koło Przewodników Terenowych O/Zamość im. Róży i Jana Zamoyskich zorganizowało trwającą trzy dni sesję krajoznawczą, zatytułowaną „Szymon Szymonowic w Zamościu i Czernięcinie”. Wspomniane wyżej autokarowe przemierzanie było nieodłączną częścią sesji. W tym kontekście czerwone przewodnickie wdzianka nikogo już dziwić nie mogą. A Czernięcin – wieś, która z nadania dzierżawy przez Jana Zamoyskiego od 4 marca 1598 roku należała do Szymonowica, położony jest właśnie nad Porem. A zatem wszystko już jasne. Por, jako drogowskaz, rzeka wyznaczająca bieg kotliny oddzielającej wał Roztocza od północnych, w mniejszym stopniu zbudowanych z lessu fragmentów Wyżyny Lubelskiej. A zarazem rzeka w której wodach, naginając trochę topografię, niegdyś przeglądał się dziś nieistniejący dwór należący do poety.
Osoba poety i dolina jednej z ważniejszych roztoczańskich rzek. Dwa motywy splecione w całość. Plus trzeci – owe „Jelita”, czyli herb rodu Zamoyskich, wywodzący się z czasów Władysława Łokietka, którego genezę barwną staropolszczyzną opisał Bartosz Paprocki w utworze z 1578 roku.
Nazajutrz po boisku onym król jeżdżący
Ujźrzał rycerza swego głowę podnoszący.
Trzema drzewy przebity był, zarazem rzecze:
Równa męka nie może być takowej męce.
On rycerz odpowiedział: więtsza męka jeszcze,
Gdy zły sąsiad w jednej wsi, co się zgadzać ne chce.
Spytał król: możesz być żyw, ja przyrzekam tobie,
Odjeżdżając kazał go swym barwierzom leczyć
A one drzewa z niego tym prędzej wykręcić.
Ten mąż, który był dziedzic prawy herbu tego,
Floryjan Szary imię było własne jego,
Ma być herb w krwawym polu z żelaznymi groty,
Laski złote złożone na krzyż na znak cnoty (…)
(Bartosz Paprocki, Jelita. 1578)
Trzy „laski złote złożone na krzyż na znak cnoty” dały się dostrzec wszędzie – na portalach i w wystroju mijanych świątyń, czy jako ornament zabytkowych budowli, że wymienię jedynie starą plebanię w Turobinie. Dolina Poru i geograficzne przyległości należały wszak do utworzonej przez Jana Sariusza Zamoyskiego ordynacji.
Wycieczka wzdłuż Poru dawała oczywiście okazję by przyjrzeć się z bliska innym zagadnieniom z historii, kultury i geografii Roztocza Zachodniego i Kotliny Zamojskiej. W Batorzu przewodnicka ekipa odwiedziła nieodległą Sowią Górę – miejsce gdzie 6 września 1863 roku rozegrała się jedna z bitew Powstania Styczniowego. W bitwie tej poległ powstańczy dowódca – Marcin „Lelewel” Borelowski, pochowany wraz z towarzyszami broni na batorskim cmentarzu, którego to również nie sposób było ominąć. Sama Sowia Góra i inne okoliczne wzniesienia – to kwintesencja lessowego krajobrazu. Łagodne stoki, których znaczna część pokryta jest lasami o charakterze dąbrowy świetlistej, a miejscami grądu. U progu kwietnia w lasach tych wiosna dopiero rozpoczyna swoje rządy, dając temu wyraz nieśmiałymi jeszcze zakwitami zawilców, czy żółcącej się rozległymi kępami śledziennicy skrętolistnej.
Upraszczając nieco – Batorz to w zasadzie źródła Poru. Naturalna kolej rzeczy wiodła nas zatem z biegiem wód. Dolina rozszerza się tworząc rozległy Padół (Kotlinę) Zamojski. Mamy tu cały szereg interesujących miejscowości. Zatrzymaliśmy się w Targowisku – gdzie miała swoją siedzibę jedna z najstarszych parafii na Lubelszczyźnie, położona na najdalszych krańcach ówczesnej diecezji krakowskiej. Tutaj też odnajdziemy drewnianą świątynię pod wezwaniem św. Tomasza z Canterbury, wybudowaną w 1740 roku na miejscu dawniejszej, spalonej. W sąsiedztwie świątyni Por tworzy malownicze rozlewisko, tzw. jezioro (staw) Boćków, będące krajobrazowo – przyrodniczą perełką chronioną w randze „ptasiego” Obszaru Natura 2000.
Turobin – to z kolei spotkanie z „renesansem lubelskim” w kościele p.w. św. Dominika. A po chwili najważniejszy punkt trasy – wspomniany już „szymonowicowy” Czernięcin. A ponadto zabytek drewnianej architektury sakralnej – parafialny kościół św. Katarzyny.
Radecznicy – sanktuarium św. Antoniego – nie sposób było pominąć. Zanim jednak dotarliśmy do stóp barokowej świątyni i bernardyńskiego klasztoru – prowadzący (dodajmy że we wspaniały sposób!) trasę kol. Maria Puźniak i kol. Robert Kowalski zapoznali nas z arcyciekawym miejscem – gdzie zachowała się namacalna pamiątka po granicy, jaka po I rozbiorze Polski rozdarła teren Ordynacji Zamoyskiej. Bo oto śródpolna kapliczka, dostrzegalna jedynie w „bezlistnej” porze roku stoi na miejscu dawnego słupa granicznego. Historyczna pamiątka, o której (niemal) nikt nie wie.
A gdy już minęliśmy także i Radecznicę – ostatnie kilometry doliny Poru pokonaliśmy już autokarem. Na koniec niezwykle „mocny” krajobrazowo akcent – miejsce, gdzie Por łączy się z Wieprzem. Teren oblany wodami „nieliskiego morza”. Droga wspinająca się na wyniosłość – punkt widokowy położony pomiędzy głównym zbiornikiem a jego zatoką, stanowiącą tzw. zbiornik wstępny Kulików – od nazwy pobliskiej wsi. Takie położenie powoduje że widokowy punkt ma charakter wyspy – określanej zresztą jako „wyspa Kulików”.
Aby dostać się do Nielisza trzeba było okrążyć zalew. A warto było – gdyż w położonej na jego brzegu restauracji „Marina” na sytych wrażeń i niesytych posiłku turystów czekał już gorący obiad.
Kilka słów podsumowania: w taki oto sposób przewodnicką wycieczkę wspomina lubelski gość w Zamościu. Niejedyny zresztą. Zamojskie Koło Przewodników PTTK gościło w tych dniach Koleżanki i Kolegów z Lublina, Puław, Nałęczowa, Lubartowa. I za tę gościnę chciałoby się jeszcze raz serdecznie podziękować. Tęsknimy za Wami – Koleżanki i Koledzy spod patronatu Jana i Róży Zamoyskich.

  

 

  

tekst i zdjęcia: Marcin Turski

Uroczystości Szymonowiczowskie.

Program uroczystości jubileuszu 150. lecia Szkoły Podstawowej im. Szymona Szymonowicza w Czernięcinie 19 maja 2019 roku

14.00 Msza Święta

15.00 Odsłonięcie tablicy pamiątkowej

15.15 Uroczystości jubileuszowe

Powitanie gości

Przemówienia okolicznościowe

Program artystyczny:

– Sielanka „Żeńcy” Szymona Szymonowicza w wykonaniu uczniów szkoły

– „Krakowiak” w wykonaniu przedszkolaków

– Koncert pieśni patriotycznej w wykonaniu „Kapeli Turobińskiej”

16.30 Blok rekreacyjny:

– projekcja filmu o Szymonie Szymonowicu

– Zwiedzanie wystaw okolicznościowych

-Degustacja jadła regionalnego

-Gry i zabawy

– Wpisy do Księgi Pamiątkowej oraz Księgi Absolwentów

17.30 Wspólne zaśpiewanie pieśni o Czernięcinie z KGW

17.40 Zabawa taneczna z „Kapelą Turobińską”



Relacja Michała Pieszki sekretarza Zjazdu Naukowego imienia Szymona Szymonowicza w Zamościu 28 – 29 IX 2019 roku z wyjazdu 11 autami uczestników Zjazdu do Czernięcina.

„Obiad. Po południu autami przez Klemensów do wsi Częrnięcina, gdzie tak długo, pracowicie i zbożnie gospodarował Szymon Szymonowicz. W tej wycieczce idźmy za piękną relacją jej współuczestnika prof. Stanisława Łempickiego.  „… Jedziemy tak słonecznie i gorąco, że rozchylamy płaszcze i zdejmujemy kapelusze. Pola może już ostatni raz, pławią się w pysznym, bogatem jesiennem słońcu…. Czerwienią się grona jarzębin. Pędzimy tak, że aniśmy się spostrzegli, a już Klemensów. Wyjeżdżamy w kolosalny, zapuszczony starodrzew parku, okrążamy wielki kwietnik i stajemy u progu pałacu ordynackiego. Pałac piętrowy ogromny, jaśnieje cały w południowym słońcu i w przejrzystości jesiennego powietrza. Na tarasie schodowej oczekuje gości pani Zamoyska z córkami i rodziną. Urządzamy istny zajazd na piękną magnacką siedzibę. Uprzejma gospodyni, jej córki i kuzyni, pp. Potoccy, oprowadzają nas po pokojach pałacu, nie szczędząc doskonałych informacji. Klemensów – to istne muzeum polskiej kultury i wielkich tradycji domu Zamoyskiego. Wspaniała, kilkutysięczna biblioteka, umieszczona wzorowo w stylowych szafach, pełna „białych kruków”. Starożytne bezcenne meble. Gdańskie szafy, antyczne biurka, stoły, urządzania salonów i pracowni… Zwierciadła, obrazy starych mistrzów, obcych i polskich, a przede wszystkim przebogata galeria portretów i pamiątek rodowych Zamoyskich i pokrewnych im familij… . Trzeba to oglądać szczegółowo, całemi godzinami i przeprowadzać osobne studia… Z każdego kąta tych sal pałacowych wieje nie tylko szacowna tradycja rodzinna, nie tylko delikatny, pełen znawstwa i umiłowania kult przeszłości, ale i wysoka kultura duchowa i intelektualna, pielęgnowana umiejętnie, jak cudny kwiat, przez całe wieki. Kultura, której nie spotyka się bynajmniej we wszystkich domach arystokracji… „Panie” – powiada do mnie jeden z wybitnych obywateli Warszawy – „ci ludzie umieją pielęgnować polską kulturę. Niech mi pan pokaże taką atmosferę wnętrza w Nowym Yorku albo Chicago”…

Ale czas jechać dalej. Pani Ordynatowa zaprasza na kieliszek wina i wiązkę winogron własnej uprawy. Posilamy się, dziękujemy za gościnę i przewodnictwo i odjeżdżamy wśród najserdeczniejszych pożegnań, podziękowań, okrzyków. Teraz za to jest gorzej. Do Klemensowa – dobra pańska droga. Ale od Klemensowa do Czernięcina, godzina lub więcej jazdy, a trakt prawdziwie „polski”, jak niegdyś mówiono. Całe szczęście, że jest bajeczna pogoda, sucho i bezpiecznie. Bo powiadają, że gdy przyjdą roztopy  wiosenne lub jesienne, to się tutaj można utopić. Za czasów rosyjskich utopił się raz kozak, pędzący z rozkazem i tylko pika wyglądała z błota, jak nagrobny obelisk.

Jedziemy tedy sobie bez troski, a auta potrząsają nami po grudach, jak workiem z grochowym. Czasem wpadamy – mimo wszytko – w autentyczne błoto. Toteż taki Simonides, jak przyszła jesień, chyba nigdzie miesiącami z domu nie wyjeżdżał tylko popijając miodek przy kominie – wiersze pisał.

            Miało się już ku zachodowi i chłodek zalatywał od kartoflisk, gdyśmy dojeżdżali do Czernięcina. Jedziemy przez wieś ku dworowi i już z daleka uderza nas osobliwy widok. Dworek wiejski, cały w winogronach czerwonych, jakby go wymalowała Janowska. Dwór „z drzewa, lecz podmurowany, świeciły się z daleka pobielałe ściany”. Przed dworem w okrąg, w półkole, kolorowa ciżba,  pogrążona w milczeniu czekania… To cały lud czernięciński, jak jeden mąż, zgromadził się w odświętnych strojach lubelskich, na powitanie wycieczki z Zamościa. Starcy, dojrzali mężowie i kobiety, krasne dziewuchy, parobczaki dzielne, mała dziatwa… Będzie tu zapewne Szymonowiczowska Oluchna i Pietruchna i Miłko i Baty i inni…

Auta objeżdżają gazon kwiatowy, stają przed gankiem i wyrzucają raz po raz gości. Zgromadzona ludność wita nas okrzykami, a gospodarze dworu państwo Huskowscy, w otoczeniu wiejskich dzieci wychodzą na powitanie… Czem chata bogata, jak było za ich poprzednika, Szymona Szymonowicza…

Uroczystości czernięcińskie miały program obfity a przemiły. Najpierw poszliśmy do „dworku Szymonowicza”. Stareńki dworek w sadzie, obok dzisiejszego starego już także, dworu… na pół z sosny, na pół z modrzewia, częściowo zapadnięty z ziemię… Na „świętej belce” łaciński napis. Odcyfrował go kiedyś z trudem gospodarz. Kończył się tak: „…si migrabis hac domo, Deus sit tibi comes”. Kto to pisał i kiedy? Oglądamy izby, wchodzimy do komory z ciekawym starożytnym kominem… Czyżby w tym domku miały kiedyś, przed 300 laty, powstać „Sielanki”, czy tutaj tworzył swe arcydzieła jeden z największych pisarzy łacińskich Europy. Tak mówi miejscowe podanie. Wierzymy, bo nam z tem dobrze, bo wychodzimy wzruszeni. Teraz idziemy nad Pur, nad rzekę czernięcińską, z której z rusałką umiała rozmawiać czuła dusza Simona Simonidesa….

opracowanie: Maria Rzeźniak

Źródło: Pamiętnik Zjazdu Naukowego imienia Szymona Szymonowicza w Zamościu we Wrześniu 1929 roku. Koło Miłośników Książki, Zamość 1930.

Linki do artykułów o Szymonie Szymonowiczu:

1. Czernięcin i Szymon Szymonowicz. –  http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/8992

2. Rok Szymonowicza. http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/8663

Zaproszenie

Zapraszam na spacery:

13.04.19 sobota; spotkanie ok. g. 10.00 na parkingu „U Gargamela”, przejście szlakiem niebieskim p/Wzgórze Kościółek do wodospadów na Jeleniu i powrót na parking.

14.04.19, niedziela: spotkanie ok. g. 10.00 na parkingu przy synagodze w Jarosławiu i zwiedzanie tegoż grodu.

UWAGA! Dolna ścieżka na Czartowym Polu czasowo zamknięta.

Z turystycznym pozdrowieniem M. Puźniak.

Wyjazd szkoleniowy 23 marca 2019 roku.

Wyjazd szkoleniowy, prowadzony przez Marię Puźniak i Roberta Kowalskiego, obejmował tereny Ziemi Krasnostawskiej oraz miejsca związane z Mikołajem Rejem. W organizację zaangażowała się Krystyna Malec, a wspomagał archeolog, pracownik Muzeum Regionalnego w Krasnymstawie, Konrad Grochecki.
Pierwszym obiektem który zwiedzaliśmy był  kościół pod wezwaniem Przemienienia Pańskiego, położony w Borowicy gmina Łopiennik, fundowany przez  Kazimierza Krasińskiego, wzniesiony w latach 1797-1799 według projektu Jakuba Kubickiego, nadwornego architekta króla Stanisława August, który projektował  między innymi Belweder w Warszawie, Arkady Zamku Królewskiego oraz niezrealizowanie dzieło, Świątynię Opatrzności Bożej. Projektując drewnianą świątynię w Borowicy wprowadził formy architektury stosowane dotychczas w budownictwie murowanym, jest to obiekt klasycystyczny, konstrukcji zrębowej, typu centralnego, na planie ośmioboku. Wnętrze ma formę planu krzyża greckiego, w którym  znajdują się kolumny doryckie utrzymane w klasycystycznych proporcjach, wykonane z jednego pnia drzewa modrzewiowego.
Niezwykłości dodaje fakt, że jest to najmniejsza parafia w Polsce, licząca zaledwie 257 wiernych. Urzekła nas architektura i historia kościoła, a także  gościnność i serdeczne przyjęcie przez proboszcza ks. Grzegorza Kolasa oraz czystość i porządek całego otoczenia. Po Borowicy przyszła kolej na odwiedzenie śluzy kanału wodnego na rzece Wieprz – Krzna, kanału mającego długość 140 km, nieżeglownego, wybudowanego w latach 1954-1961. W swoich zadaniach miał on charakter melioracyjny. W tym miejscu nie zabrakło elementów humorystycznych, związanych z topieniem Marzanny. Zimę należy pożegnać, nasza Marzanna miała nieco inny wizerunek, utożsamiona ze współczesnym zjawiskiem kulturowym. Szlak szkoleniowy prowadził do Rejowca, miasta założonego przez Mikołaja Reja w 1547 roku na gruntach wsi Sawczyn. Miasto na podstawie przywileju Zygmunta I Starego otrzymała prawo do dwóch jarmarków. W rękach spadkobierców Reja,  Rejowiec przetrwał do końca XVI wieku, następnie był w posiadaniu różnych właścicieli między innymi należał do Rzewuskich, Woronieckich, Ossolińskich, Łubieńskich, w okresie przed 1944 r. do rodziny Budnnych, znanych z wielu inwestycji przemysłowych między innymi cukrowni. Wśród zabytkowych obiektów w Rejowcu znajduje się zespół pałacowo – parkowy, pałac klasycystyczny wybudowany w połowie XIX wieku. W bezpośrednim otoczeniu pałacu znajduje się XIX wieczny park angielski, znacznie zniszczony podczas II wojny światowej. Będąc w Rejowcu należało spotkać się z Mikołajem Rejem, uczyniliśmy to przechodząc przed Urząd Gminy Rejowiec, gdzie na cokole znajduje się popiersie założyciela, przedstawione w stroju szlacheckim, ufundowane przez mieszkańców w 500. lecie urodzin założyciela. Odwiedziliśmy również klasycystyczną dawną cerkiew unicką z końca XVIII, obecnie kościół po wezwaniem św. Michała Archanioła. Z Rejowca udaliśmy się do miejscowości Krynica, gdzie położone jest wzgórze zwane Górą Arianką, do którego prowadzi pieszy szlak turystyczny – szlak ariański znakowany kolorem żółtym. Szlak przebiega miejscowościami związanymi z życiem i działalnością Pawła Orzechowskiego, należącego do braci polskich zwanych potocznie arianami. Na szczycie wzgórza znajduje się mauzoleum wzniesione w I połowie XVII wieku prawdopodobnie przez Pawła Orzechowskiego. Jest to budowla na planie kwadratu zwieńczona piramidą, być może było to miejsce pochówku fundatora. O tej niezwyklej budowli i miejscu opowiadał przewodnik naszego szkolenia i wielki miłośnik Ziemi Krasnostawskiej, archeolog Konrad Grochecki.
Podróżując dalej szlakiem ariańskim dotarliśmy do Zamku w Krupem, wznoszonym od pocz. XVI do połowy XVII wieku, zwanym też fortecą. Pierwotnie, Jerzy Krupski wystawił tu niewielki zamek, w 1577 roku Krupe przeszło na własność Pawła Ossolińskiego, który rozbudowując zamek nadał mu kształt renesansowej rezydencji. Od połowy XVII wieku zamek często zmieniał właścicieli, nie ominęły go również klęski najazdów i pożarów. Przez pewien czas właścicielami zamku byli potomkowie Mikołaja Reja, oni też podjęli się trudu odbudowy.  Kolejny pożar, który wybuchł w 1794 roku sprawił, że zamek popadł w ruinę a w okresie II wojny światowej Niemcy rozebrali część północną murów. Ostatecznie w latach sześćdziesiątych XX wieku  mury zostały zakonserwowane, częściowo wzmocnione i odnowione, teren uporządkowany. Naszą wędrówkę szkoleniową zakończyliśmy w Krasnymstawie, dawnym Szczekarzewie, który prawa miejskie otrzymał od Władysława Jagiełły w 1394 roku. Dzięki położeniu na trakcie handlowym nastąpił szybki rozwój miasta. W latach 1490 – 1826 Krasnystaw był siedzibą biskupów chełmskich, pełnił również funkcję starostwa grodowego. Mieliśmy okazję wejść do dawnego refektarza w klasztorze augustiańskim. Zespół dawnego kościoła i klasztoru są najstarszymi obiektami zabytkowymi w Krasnymstawie. Powstały w latach 1394 – 1434, w bezpośrednim sąsiedztwie nieistniejącego dziś zamku, w  którym to w 1588 roku przebywał jako więzień, wzięty do niewoli przez Jana Zamoyskiego arcyksiążę Maksymilian Habsburg. Doskonałym podsumowaniem naszego szkoleniowego wyjazdu była wizyta w Muzeum Regionalnym w  Krasnymstawie , mieszczącym się w kolegium pojezuickim, które wzniesiono w latach 1695 – 1740 przy kościele św. Franciszka Ksawerego. Bogate zbiory, ciekawe ekspozycje, wspaniały przewodnik, architektura obiektu potwierdziły, że powiedzenie Stanisława Jachowicza „Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie” jest wciąż aktualne.
tekst: Maria Rzeźniak
zdjęcia: Krystyna Malec
  

 

Śladami Kossaków i Zamoyskich.

Zamojskim przewodnikom dobrze znany jest wątek związku malarstwa Wojciecha Kossaka z rodem Zamoyskich poprzez pryzmat plakatu reklamowego, promującego piwo zwierzynieckiego Browaru (link poniżej).  Przypomnijmy krótko jego historię:
„…Plakat, reklamujący zwierzynieckie piwo, namalowany przez Wojciecha Kossaka, jest jedynym z nielicznych dzieł malarza, poświęconym Zamojszczyźnie. Do powstania plakatu doszło w niecodziennych okolicznościach w 1929 r. Wojciech Kossak przebywał wówczas za granicą, a do Polski przyjechał tylko na krótko, prawdopodobnie w sierpniu. Odwiedzając Warszawę, zaprosił przyjaciół do znanej kawiarni „Ziemiańska”. Biesiada trwała długo, wypito wiele trunków i okazało się, że Kossakowi zabrakło pieniędzy na zapłacenie rachunku. Wtedy przyszedł mu z pomocą obecny na przyjęciu ordynat Maurycy Zamoyski. Zapłacił za malarza, a ten zaproponował mu w zamian wykonanie plakatu, reklamującego piwo z ordynackiego browaru w Zwierzyńcu (….) W tym czasie w okolicy Zwierzyńca odbywały się manewry 9 pp. Leg. z Zamościa. To zapewne dlatego na plakacie pojawił się żołnierz z karabinem i butelką piwa zwierzynieckiego w lewej ręce, a w tle obrazu znajdują się sylwetki żołnierzy i wojskowych koni. (….) Jest też prawdopodobne, że Kossak wykonał plakat dla browaru w Żywcu, z którego właścicielami, książętami Habsburgami, znał się dobrze. Wykonana przez mistrza kolorowana litografia, umieszczona w oszklonej ramce, wisiała w browarze do czasów wojny. Obecnie istnieje kilka kopii plakatu, m.in. w browarze w Zwierzyńcu i Muzeum Zamojskim (…)”. (1) Wypada podkreślić, że umiłowanym tematem artysty było malowanie wojska Polski Odrodzonej. Stworzył wręcz nieosiągalny do dzisiaj w malarstwie typ ówczesnego żołnierza polskiego.
Mniej natomiast wiemy o portretowaniu Rodziny Zamoyskich przez tego wybitnego malarza. Z obrazów namalowanych w kraju przez Wojciecha Kossaka, w okresie od 1928 do 1930 roku wymienia się mi.in.:  Portret Tomasza Zamoyskiego z koniem (1928); Portret Stefana Zamoyskiego z koniem (1929 r.) oraz Portret Róży z Zamoyskich Tarnowskiej przy koniu (1930). Nieustanna pogoń artysty za gotówką, w celu utrzymania domu i rodziny, zmuszała Wojciecha Kossaka do pospiesznej, wręcz „fabrycznej produkcji” obrazów i ich replik, które były niekiedy wykonywane przez uczniów malarza oraz jego syna. Kossak wykańczał je potem kilkoma pociągnięciami pędzla i sygnował podpisem. Niekiedy jeszcze mokre trafiały do nabywców. Obrazy te często stanowiły należność na pokrycie zadłużeń u krawca, lekarzy, adwokatów, czy sklepikarzy. Malarz był niezwykle wrażliwy na punkcie podrabiania jego obrazów. Żalił się w liście do żony ..„Coco niech nie puszcza p s e u d o moich obrazów […] jest tej cholery moc straszna po domach prywatnych”. (2)
Portret Tomasza Zamoyskiego z koniem i psem – Wojciecha Kossaka widnieje na wykazie dzieł utraconych pod Nr Karty 62907. (3) Namalowany został w 1928 r. na płótnie farbą olejną. Wojciech Kossak sygnował go swoim podpisem po prawej stronie. Jako ostatni właściciel wskazywany jest Józef Potocki. Natomiast w książce Kazimierza Olszańskiego „Wojciech Kossak”, pod poz. 227 wskazany jest Portret Zamoyskiego z koniem i psem z podpisem Wojciecha Kossaka po lewej stronie obrazu. Oba obrazy wykazują jeszcze inne różnice: odmienny modelunek twarzy i postaci Zamoyskiego, konia, psa i tła.  Biblioteka Narodowa w Warszawie udostępnia zdjęcia obu wersji tego obrazu. Bez odpowiedzi pozostają, póki co, nasuwające się  pytania. Chociażby to, czy obie wersje obrazu namalował Wojciech Kossak? Kto był zleceniodawcą? W jakich okolicznościach zaginął ten obraz, albo inaczej,  który z nich? Z drugiej strony wiemy, że Wojciech Kossak wiele obrazów malował w kilku wersjach np. obraz historyczny Wojewoda Mieleżyński na czele chorągwi pod Wiedniem (trzy wersje). Bywało i tak, że artysta będąc niezadowolonym z jakiegoś szczegółu lub ujęcia ponawiał próbę, albo dublował ulepszając własny obraz który mu się podobał. Malując replikę na ogół wprowadzał drobne zmiany bądź kładł podpis w innym miejscu. Często różnicował formaty takich obrazów, chociaż zdarzały się także identyczne. Bywało, że antydatował swoje obrazy, chcąc uzyskać lepszą cenę. Tu zdradzał go jednak podpis, który na przestrzeni lat jednak się zmieniał. Kossak bardzo często (wraz z synem Jerzym) jeździł po dworach malując dużo obrazów i portretów – cyt. z Olszańskiego …”Coco zarzeka się, że nie ma jak malować portrety i że tej się poświęci sztuce, bardzo bym się cieszył, bo te kopie i ta fabryka już mi kością w gardle stanęły”. Jego konne portrety cieszyły się w tym czasie niezwykłą popularnością.
Jest jeszcze ciekawostka, która wiąże się z ww. portretami Tomasza Zamoyskiego: pies. Kossak namalował w 1929 r. studium psa – „Srebrzystoszary cocer-spaniel”. Pies jest identyczny jak na portrecie Zamoyskiego. (4). Wojciech Kossak posiadał olbrzymią wiedzę odnośnie znajomości broni, mundurów oraz najdrobniejszych detali oporządzenia wojskowego i końskiego. Pozwalało mu to na demaskowanie podróbek własnych obrazów. Z tych w miarę udanych wycinał tylko swój podpis, ale na krzyż przecinał obrazy marne (tzw. knoty).

Stefana Zamoyskiego (właściciela Wysocka) portretował Kossak w 1929 r. W książce Olszańskiego obraz jest opisany pod poz. 201. jako: Portret ppor.Stefana Zamoyskiego z koniem (1929). Obraz możemy zobaczyć pod linkiem:  https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/historia/1659690,1,adam-zamoyski-o-tym-jak-sie-rozwijal-polski-patriotyzm.read W latach trzydziestych okresu międzywojennego Wojciech Kossak zwielokrotnił „twórczość portretową”, która okazała się bardzo opłacalna. Na wzór swoich autoportretów z koniem z 1918, 1924, 1928, 1931 roku i tego wykonanego przed 1939 r. portretował niezliczoną klientelę ówczesnej śmietanki towarzyskiej.

 

Twórczość Wojciecha Kossaka to dorobek 70 lat pracy artystycznej i około dwóch tysięcy obrazów. Spuścizna ta została sztucznie powiększona przez liczne kopie i falsyfikaty znajdujące się w rozproszeniu. Część z jego obrazów została zniszczona lub zaginęła podczas obu wojen światowych. Sporo „Wojciechów” pozostało za granicą jako tam namalowane, część wywieziono za granicę z kraju. Tylko niewielka ilość jest w zbiorach publicznych – muzea w Warszawie (64); Krakowie (14); Poznaniu (9); Łańcucie (7); Przemyślu (6); w innych po jednym do trzech obrazów. Panoramę Racławicką przechowuje się we Wrocławiu.  Łącznie w kraju znajduje się od 130 do 150 prac tego malarza.
Pierwsze próby rysunkowe i malarskie Wojciecha Kossaka były naśladownictwem i wzorowaniem się na twórczości ojca, Juliusza Kossaka, wybitnego malarza koni. W dorobku Juliusza Kossaka znajduje się bardzo ciekawa pamiątka po Zamoyskich. Był on mianowicie współtwórcą litografii przygotowanej dla Andrzeja Zamoyskiego (1800-1874) w dowód wdzięczności przez C.K. Galicyjskie Towarzystwo Gospodarcze. Współautorami byli: Carl Radnitzky i Eduard Sieger. Litografię wydano w Wiedniu ok 1851 r., a udostępnia ją Biblioteka Narodowa w Warszawie. Przy medalionie z popiersiem Andrzeja Zamoyskiego znajduje się w otoku napis i herb Jelita: Jędrzejowi Zamoyskiemu C.K. Galicyjskie Towarzystwo Gospodarcze. Medalion jest sygnowany podpisem: C. Radnitzky F. Wydawcą litografii jest: K.K. landesbef. Anstalt.v. Ed. Sieger in Wien. Drugi medalion wypełnia rysunek parostatku i mapka rejsu. W otoku znajduje się napis: „Za pierwsze wypłynięcie w górę Wisły, Dunajca i Sanu”. Pod spodem cyfry: MDCCCL. Przemyśl D. 23. Paźdż.”(5)

 

źródła:
  1. https://sklep.roztocze.com/pocztowki/734-pijcie-piwo-browaru-zwierzyniec.html
  2. Kazimierz Olszański. Wojciech Kossak. 1976. s. 44.
  3. http://www.dzielautracone.gov.pl/katalog-strat-wojennych/obiekt/?obid=62907&fbclid=IwAR0UmJ44DuiSUtTMk64Xf4XZ1F83jgv4IpaHX5YS-O7LCh3eRfAs_aBtwd4
  4. http://www.artinfo.pl/aukcje/wojciech-kossak/srebrzystoszary-cocker-spaniel-1929-r?fbclid=IwAR3OsEat8Mff18EzqW-mWeHya2wZ1DTmqH2W-q4hbuvPc1eMr2n3eQm7KDI
  5. Zbiory Biblioteki Narodowej w Warszawie udostępnione w domenie publicznej na stronie internetowej „Polona”.

 

Maurycy Zamoyski XV ordynat na Zamościu.

Maurycy Zamoyski 1871 – 1939 – mecenat
Szkolnictwo
Organizacja gimnazjum w majątku Stara Wieś koło Kołbieli pod kierunkiem ks. Gralewskiego – szkoła z internatem.
Wykupienie budynku przy ul. Smolnej w Warszawie i utworzenie szkoły im. Jana Zamoyskiego.
Wspierał materialnie Macierz Szkolną i wydawnictwa historyczne. Organizował kształcenie nauczycieli.
Zamość – założył szkołę rzemieślniczo przemysłową.
Aktywnie włączył się w możliwość utworzenia w Warszawie Akademii Sztuk Pięknych (petycja do władz). W gmachu Pałacu Błękitnego świętowano uroczystość jej otwarcia. Nauka
Sfinansował prace Akademii Umiejętności w Krakowie i wydania I i II tomu „Archiwum Jana Zamoyskiego”, tom III i IV sfinansował Związek Zamoyskich.
Wspierał czasopisma naukowe i artystyczne jak: „ Biblioteka Warszawska”, „Pamiętnik Fizjograficzny”.
Wspieranie wraz ze Związkiem Zamoyskich działalności Uniwersytetu A. Mickiewicza w Poznaniu i Akademii Umiejętności w Krakowie.
Rozbudował i zreorganizował bibliotekę Ordynacji Zamojskiej.
Sztuki Piękne
Budowa gmachu Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych przy Placu Małachowskiego.
Dzieło zrealizowane po 40 letnich staraniach, dopiero dzięki wsparciu finansowemu M. Zamoyskiego. Na otwarciu gmachu w 1898 roku płomienną mowę wygłosił H. Sienkiewicz. Studiując w Stuttgarcie zetknął się z silnym polskim środowiskiem artystycznym malarskim w Monachium. Przyjaźnił się z Wojciechem Kossakiem i Józefem Chełmońskim. Współpracował z Henrykiem Sienkiewiczem.
Członek komitetu Budowy Filharmonii Warszawskiej
Maurycy Zamoyski wraz z Emilem Młynarskim czynił starania u władz rosyjskich o zezwolenie na otwarcie Opery Warszawskiej, zabiegi te przyniosły rezultat, po blisko dziesięciu latach zamknięcia ponownie została otwarta w 1908 roku. Maurycy na potrzeby opery zakupił instrumenty za sumę ok. 80000 rubli.
Członek, wiceprezes (1902–1907), prezes (1907–1919) komitetu budowy pomnika Fryderyka Chopina w Warszawie i Adama Mickiewicza
Towarzystwa Sportowe
Towarzystwo Łyżwiarskie, Wyścigów Konnych i inne podobne, które pod pretekstem sportu prowadziły edukacje narodową.
Działania Gospodarcze
Zjazdy Klemensowskie.
Był współtwórcą i prezesem utworzonego w 1903 Centralnego Towarzystwa Rolniczego. Był prezesem Rady Naczelnej Organizacji Ziemiańskich (1925–37).
Pro Publico Bono
Finansował działalność Narodowego Komitetu Polskiego w Paryżu.
Wspierał finansowo Centralną Agencję Polską powstałą we wrześniu 1915 r. w Lozannie.
Prezes Fundacji Kórnickiej i Związku Ziemian.
Działania charytatywne.
Żona Maria z Sapiehów.
Stowarzyszenie św. Kazimierza we Francji i w licznych organizacjach w kraju
Towarzystwo Dobroczynności w Warszawie.
Towarzystwo Opieki nad Chorymi.
Zamość i okolice
Odnowienie kolegiaty.
Fundacja organów.
Fundacja nagrobka Tomasza w kolegiacie.
Przekazanie 30 tys. na budowę lotniska.
Podczas pamiętnej wizyty biskupa Jaczewskiego zaprosił na uroczystość artystów Filharmonii Warszawskiej.
Szkoły, dom kultury dla pracowników ordynacji, włącznie z salą teatralną, szpital, z którego mogli korzystać wszyscy.
Zdaniem Ignacego Paderewskiego XV ordynat, civis semper fidelis, był najofiarniejszym z obywateli polskich.
Można powiedzieć, że kontynuował dzieło ojca. Priorytetem było dalsze unowocześnianie majątku, zarówno pod względem infrastruktury, jak i zarządzania, a także dbałości o, jak byśmy to dziś powiedzieli, rozwój lokalnej społeczności. Lista jego dokonań, reform i inwestycji jest długa: cukrownia w Klemensowie, cegielnie i wapienniki, klinkiernia, ośrodki rozwojowe w postaci szkółek owocowych albo wytłuszczarni nasion w Zwierzyńcu, ochronka dla dzieci, dom kultury dla pracowników ordynacji, włącznie z salą teatralną, szpital, z którego mogli korzystać wszyscy mieszkańcy, rozwój sieci sprzedaży oraz wewnątrz ordynacyjna kolej wąskotorowa, łącząca Płoskie i Klemensów! Do tego dodać trzeba 156 folwarków, 36 młynów, 15 leśnictw, 14 cegielni, 3 browary oraz 2 tartaki i kamieniołomy. W efekcie na krótko przed wybuchem I wojny światowej majątek był potężny i miał mocne podstawy finansowe.
opracowanie: Maria Rzeźniak

  

 

 

  

Zapraszamy również do innego artykułu, w którym dr Jacek Feduszka opowiada o Maurycym Zamoyskim przy Pałacu Zamoyskich w Klemensowie: http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/2846
Ze zbiorów Biblioteki Narodowej w Warszawie prezentujemy „bilecik wejściowy”, którym Maurycy Zamoyski  zapraszał swoich gości na rozmowy polityczne w mieszkaniu przy ul. Senatorskiej w Warszawie.

Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” na Zamojszczyźnie.

Działające na terenie Zamojszczyzny gniazda sokole wchodziły początkowo w skład Okręgu Lubelskiego. Pochodzący z Zamościa nauczyciel, Tadeusz Gajewski reprezentował Zamojszczyznę w składzie Rady Okręgu Lubelskiego. Najwcześniej, ponieważ w 1923 r. zasiliło okręg w Lublinie, gniazdo utworzone w Zamościu. Było ono w przyszłości zalążkiem nowego okręgu sokolskiego, Okręgu Zamojskiego. Olbrzymią rolę w rozwoju sokolnictwa w Polsce i na terenie Lubelszczyzny odegrali Zamoyscy. Wystarczy wspomnieć, że Gniazdo „Sokoła” w Kozłówce było jednocześnie siedzibą rodzinną prezesa ZTG „Sokół” w Polsce, Adama hr. Zamoyskiego. Działali w Towarzystwie także jego synowie (Michał i Aleksander Zamoyscy) i przyszłe synowe (Maria i Jadwiga Brzozowska).
Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” w Zamościu założono prawdopodobnie już w 1922 r., ponieważ w lutym roku 1923 było ono organizatorem publicznego „wieczoru szkolnego”, który poświęcono 56 rocznicy powstania tej organizacji we Lwowie. Dedykowano je również swojemu patronowi, Tadeuszowie Kościuszce. Prezesem zamojskiego gniazda był inspektor szkolny, Tadeusz Gajewski, który na otwarciu uroczystości wygłosił słowo wstępne. Wieczór uatrakcyjnił występ chóru szkolnego pod kierunkiem dyrygenta C. Rybińskiego. Sokola drużyna gimnastyczna dała popis ćwiczeń pod kierunkiem nauczyciela zamojskiego gimnazjum i naczelnika gniazda, Józefa Magryty. Uroczysty wieczór zakończył zespół amatorski przedstawieniem (obrazem dramatycznym) „Powiew wolności”. Do założycieli i członków pierwszego zarządu zamojskiego „Sokoła” należeli: Kowalski – sekretarz (pracownik Sądu Okręgowego); Klaude – skarbnik (pracownik Sądu Okręgowego); Strzyżewski – gospodarz (naczelnik oddziału straży pożarnej) oraz pozostali członkowie zarządu: L. Ciesielski (komendant PP na pow. zamojski); Czołowski (urzędnik miejscowej poczty); Ludwik Garlicki (pracownik Sądu Okręgowego); Paczyński (prokurator); Tchórzewski (pracownik urzędu miasta). Zamojskie gniazdo „Sokoła” liczyło około 120 członków; dwie sekcje gimnastyki na przyrządach i chór.
W 1927 r. Okręg Lubelski TG „Sokół” skupiał już 22 gniazda (1700 członków) w tym 8 z Zamojszczyzny (712 członków): Biłgoraj (55); Hrubieszów (167); Komarów (20); Łaszczów (20); Szczebrzeszyn (76); Tomaszów Lubelski (90); Zamość (200); Zwierzyniec (84).  W 1928 r. powołano podokręg w Zamościu, który był strukturą raczej nieformalną. W jego skład wchodziły ww. gniazda  sokole. W tym czasie rozwijało się już kobiece sokolnictwo  i wśród 712 zamojskich „Sokołów” były 163 druhny i 140 sokoląt (tzw. dorostu). Osobny na Lubelszczyźnie, nowy Okręg Zamojski zatwierdzony został 14 kwietnia 1929 r., zgodnie z wnioskiem Rady Okręgu Lubelskiego. Skupiał wspomniane gniazda sokole. Termin zjazdu delegatów tych gniazd wyznaczono na 1 grudnia 1929 r. Pierwszy Zjazd nowego Okręgu Zamojskiego odbył się 15 grudnia 1929 r. w Zamościu. Celem zjazdu było wybranie władz Okręgu Zamojskiego.  Uczestniczyło w nim 28 delegatów z poszczególnych gniazd. W 1929 r. poszczególne gniazda liczyły następujące liczby członków: Szczebrzeszyn – 50 (10 druhen i 26 dorostu); Biłgoraj – 81 (35 druhen i 24 dorostu); Łaszczów 26; Tomaszów Lubelski 85 (38 druhen i 16 dorostu). Do gniazd przodujących z naszego terenu należały w tym czasie: Hrubieszów; Biłgoraj; Tomaszów Lub.; Zwierzyniec i Szczebrzeszyn.
Prezesem Okręgu Zamojskiego został Jan Pawłowicz z Hrubieszowa. Pierwszym wiceprezesem wybrano Faustyna Klaude z Zamościa. Drugim wiceprezesem został Adam Grabkowski ze Szczebrzeszyna. Sekretarzem obrano Tadeusza Gajewskiego z Zamościa. Na skarbnika wybrano St. Staraka z Zamościa, a na naczelnika Józefa Malesza z Tomaszowa. Zastępcą naczelnika został Józef Magryta z Zamościa. Przewodniczącą Okręgowego Wydziału Sokolic została Irena Lipnicka z Hrubieszowa, a jej zastępcą Ostrowska ze Szczebrzeszyna. Ponadto skład zarządu zasilili: Grabowska ze Szczebrzeszyna; Stefan Cybulski z Tomaszowa Lubelskiego; Hłasko z Łaszczowa; Leon Malinowski ze Zwierzyńca; Adam Sajkiewicz z Zamościa; Franciszek Wolski z Biłgoraja. Członkami Sądu Honorowego zostali: Bajkowski; Kiełczewski; Kowerski; Witold Kulikowski; Stroiński i Krystyna Malinowska. Do Komisji Rewizyjnej wybrano: ks. Remiszewskiego; Edwarda Pastuszyńskiego; Patkowskiego; Antoniego Ćwiżewicza i Wiśniewskiego. Na zjeździe podjęto uchwałę o wysokości rocznej składki członkowskiej na rzecz Okręgu w wysokości 1 zł od każdego członka.
W Polsce Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” działało sprawnie już w czasie zaborów; po odzyskaniu niepodległości; w okresie międzywojennym, ale zostało zdelegalizowane przez komunistów po II wojnie światowej. W okresie PRL było zakazane. Przez 50 lat (1939-1989) sokole gniazda, jeżeli w ogóle działały, to w konspiracji. Odrodzenie sokolnictwa nastąpiło dopiero w III Rzeczpospolitej Polskiej. W 1989 r. Jan Zamoyski (XVI ordynat) znalazł się w komitecie założycielskim, usiłującym reaktywować cele sokolnictwa. Gros komitetu założycielskiego stanowili przedwojenni Sokoli. Jan Zamoyski przed II wojną światową był w grupie członków „Sokoła” w Szczebrzeszynie. Biblioteka Narodowa w Warszawie przechowuje trzy plakaty dotyczące szczebrzeszyńskiego sokolnictwa. Udostępnia je na stronie internetowej „Polona”. Plakaty dotyczą organizowanych przez Towarzystwo Gimnastyczne  „Sokół” w Szczebrzeszynie festynów połączonych z popisami gimnastycznymi i licznymi atrakcjami towarzyszącymi. Afisze dotyczą imprez z lat: 1927 (11 września), 1928 (9 września), 1932 (2 września).  Patronem szczebrzeszyńskiego sokolnictwa był Hetman Jan Zamoyski. TG „Sokół” w Szczebrzeszynie posiadało własne boisko, na którym rozgrywało mecze. O jednym z nich wspomina „Jednodniówka” organizacji uczniów IV-go Państwowego Seminarium Nauczycielskiego Męskiego im. Zamoyskich w Szczebrzeszynie. Mecz rozegrano pomiędzy TG „Sokół” w Szczebrzeszynie, a SKS „Junak” w Szczebrzeszynie w dniu 2 lutego 1927 r. na stadionie sokolim. Temat zamojskiego sokolnictwa znalazł także odzwierciedlenie w opracowywanej przez Andrzeja Kędziorę Zamościopedii (link poniżej). Niniejszy artykuł stanowi zaledwie zalążek do opracowania historii sokolnictwa na Zamojszczyźnie.
.
opracowanie: Ewa Lisiecka
Źródło:
  1. Zdzisław Pawluczuk. Towarzystwa Gimnastyczne „Sokół” Okręgu Lubelskiego w latach 1905-1939. Prace naukowe Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie.
  2. Zbiory Biblioteki Narodowej w Warszawie udostępnione w domenie publicznej na stronie „Polona”.
  3.   Andrzej Kędziora. Zamościopedia. http://www.zamosciopedia.pl/index.php/so-ss/item/4381-sokol-towarzystwo-gimnastyczne
  4. Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” w Hrubieszowie w opracowaniu Marka Ambrożego Kitlińskiego: linki poniżej
  5. http://lubiehrubie.pl/wiadomosci/85-lat-tg-8222sokol-w-hrubieszowie
  6. http://lubiehrubie.pl/wiadomosci/hrubieszow-tradycyjnie-grobowiec-prezesa-towarzystwa-gimnastycznego-sokol-zostal-uporzadkowany
  7. Mirosław Józef Tereszczuk. Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” w Tomaszowie Lubelskim dawniej i dziś.

Szkolenie w Kazimierzu Dolnym.

Informujemy, że w dniach 14 i 16. 03. [czwartek i sobota] odbędzie sie szkolenie w Kazimierzu Dolnym – spacer szlakiem Jerzego Kuncewicza w 35 rocznicę śmierci.
Spotkanie godz. 11.00 pod GG Muzeum Nadwiślańskim przy Rynku. Udział darmowy.
Na spacer zaprasza szefowa Kuncewiczówki.

Herby w dom Zamoyskich. cz. I.

Herbowi stanowili w Polsce elitę państwa. Oprócz króla i kościoła tylko oni mogli posiadać ziemię. Stanowili zwartą i solidarną grupę społeczną. Byli świadomi swojej odrębności, wyższości i siły. Kumulowali wśród „swoich” urzędy, zaszczyty i przywileje. Herb przyznawany był w Polsce całemu rodowi raz na zawsze. Dziedziczenie pomnażało zatem liczbę szlachty. Odmiennie niż w krajach zachodu, gdzie herb nadawano konkretnej osobie i nie był on dziedziczony. W XVIII w. aż 10 % społeczeństwa w Polsce posiadało herb. Towarzyszyło temu silne rozwarstwienie ekonomiczne. Powodowało ubożenie niektórych warstw elitarnych.
Niemniej herb zapewniał ciągłość rodu. Pieczętował przynależność do stanu uprzywilejowanego. Nie inaczej było w przypadku rodu Zamoyskich herbu Jelita. Jan Zamoyski, nie negując polskiego systemu dziedziczenia szlachectwa, asekurował się jednocześnie przed rozdrobnieniem majątku. Gwarantował mu to statut Ordynacji Zamojskiej, którego postanowienia czyniły majątek niepodzielnym, zarządzanym przez najstarszego potomka linii męskiej. Pozwoliło to na utrzymanie Ordynacji niemal w całości do 1944 r.  Innym sposobem na utrzymanie stanu posiadania, a nawet jego pomnażanie, były właściwe ożenki. Z wniesieniem pokaźnego wiana, odpowiednio dobrana partia, wnosiła niejako w dom Zamoyskich herb znakomitego rodu, co gwarantowało koneksje z należnych przywilejów, układów politycznych i społecznych itp.
Analizę herbów wprowadzonych w „dom Zamoyskich” rozpocząć wypada od Jana Zamoyskiego*. Poprzez czterokrotny ożenek wszedł on bowiem w koligacje rodzinne z najpotężniejszymi rodami ówczesnej Rzeczpospolitej: Ossolińskimi, Radziwiłłami, Tarnowskimi, czy też królewską rodziną Batorych. Pierwsza żona Jana Zamoyskiego, Anna Ossolińska była córką chorążego lubelskiego, Jana Ossolińskiego herbu Topór  i Anny Orzechowskiej herbu Rogala. Ślub doszedł do skutku (przypuszczalnie) w 1571 r. Z Ossolińskimi Jan Zamoyski spokrewniony był już wcześniej, poprzez ponowny ożenek ojca, Stanisława Zamoyskiego z ww. Anną Orzechowską (macochą i teściową Jana), siostrą podkomorzego chełmskiego Pawła Orzechowskiego herbu Rogala http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/79 , właściciela zamku w Krupem (od 1577 r.). Ród Ossolińskich wyróżniał się w XVI w. wśród polskich rodów. Należeli co prawda, podobnie jak Zamoyscy, do średniozamożnej szlachty, ale wywyższało ich to, że ród Toporczyków był jednym z najstarszych rodów herbowych. Łączyło ich pokrewieństwo z zasłużonym dla Korony rodem Tęczyńskich. Ponadto Jan Zamoyski dzięki temu ożenkowi korzystał z protekcji i układów kasztelana sandomierskiego, Hieronima Ossolińskiego, prawnego opiekuna Anny po śmierci ojca.
Kolejnym ożenkiem wiąże się Jan Zamoyski z jednym z najpotężniejszych, polsko-litewskim  rodem magnackim, Radziwiłłami herbu własnego Trąby. Długo zabiegał o rękę Krystyny Radziwiłłówny, którą mu obiecano dopiero w 1577 r., po jego nominacji na podkanclerzego koronnego (1576 r.). Wcześniej jako starosta bełski i sekretarz królewski nie stanowił dla Radziwiłłów dobrej partii. Wykorzystywano chętnie jego zapobiegliwość i zaradność, korzystano z usług, ale odmawiano ręki Krystyny. Nawet po ślubie rodzina Radziwiłłów uważała to małżeństwo za mezalians. Niemniej w obliczu wysokiej nominacji Zamoyskiego, postawiono go w poczet cennych sojuszników politycznych w Koronie. Ślub ten był kolejnym, łączącym rody Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Radziwiłłowie trwale wiązali się poprzez ożenki sióstr z koronnymi rodami, zwiększając tym samym swoje wpływy na ziemiach polskich. Zamoyskiemu natomiast małżeństwo z Krystyną Radziwiłłówną zapewniło trwałą pozycję wśród warstwy magnatów. Niestety Zamoyski ponownie owdowiał i szykował się do kolejnego ożenku, sięgając jeszcze wyżej, po rękę bratanicy króla.

  • rody spokrewnione z Zamoyskimi na przykładzie herbu złożonego Jana Zamoyskiego:

Herb Jana Zamoyskiego

 W części drugiej kolejne herby rodów spokrewnionych z Janem Zamoyskim i Tomaszem Zamoyskim, który wprowadził w „dom Zamoyskich” herb znakomitego rodu Ostrorogów.
opracowanie: Ewa Lisiecka
Źródło:
  1. Starodruk z 1642 r. dot. Ossolińskich – herb Topór. Udostępnia Biblioteka Narodowa w Warszawie.
  2. Starodruk z 1564 r. z Biblioteki Radziwiłłów w Nieświeżu – herb Trąby. Podręcznik retoryki z 1645/55 z Archiwum Radziwiłłów – herb Trąby. Dokumenty udostępnia BN W-wa na stronie Polona.

 

Pomnik Unii Lubelskiej w Lublinie.

W 2019 roku upływa 450 lat od podpisania Unii Lubelskiej (1569-2019). Pierwszy, kamienny obelisk upamiętniający w Lublinie to wydarzenie, usunięto 200 lat temu, w 1819 r. Na ustawienie następnego pomnika, zgodę u cara Aleksandra I  uzyskał Stanisław Staszic w 1823 r. Pomnik odlano z żeliwa w hutach kieleckich. W późniejszym okresie licowano go granitowymi płytami. Obelisk o wysokości 13 m ustawiony został w 1826 r. na kwadratowym podeście, na specjalnie usypanym w tym celu kopcu. Płaskorzeźba przedstawia personifikację Polski i Litwy oraz tarcze herbowe: Orła Białego i Pogoni. Otaczający obelisk parkan pochodzi z pocz. XIX w. Te ogólne informacje na temat pomnika są w zasadzie znane i przytaczamy je tutaj z ogólnodostępnej Wikipedii:  https://pl.wikipedia.org/wiki/Pomnik_Unii_Lubelskiej_w_Lublinie
Mniej znane informacje. Pomnik Unii Lubelskiej został uwieczniony na „Planie miasta Lublina” Józefa Ryt Sławińskiego z 1829 r. tj. trzy lata po jego postawieniu. Na planie oznaczono go numerem 28,  obok Placu Musztry pomiędzy ulicami: Krakowskie Przedmieście i Zielona. Na załączonym wycinku mapy (planu) widnieją w pobliżu pomnika ponadto: Pałac Komisji Wojewódzkiey (nr 20); Kościół Kapucynów (nr 7); Koszary, Staynia i Reytschul Kawaleryi (nr 26); Komora Celna i Dom Obwodu Lubelskiego (nr 21); Kościół PP Poczętek (nr 8).
Na barwnej litografii przedstawił Pomnik Unii Lubelskiej około 1858 r. Adam Lerue szkicując „Kościół Kapucynów w Lublinie”, znajdujący się niemal na wprost obelisku. W zasobach Biblioteki Narodowej w Warszawie, udostępnionych na stronie internetowej „Polona” oprócz ww. dokumentów znajduje się także bardzo interesujące zdjęcie z 1874 r., wykonane przez Wandę Chicińską (ok. 1850-1938), zatytułowane „Plac przed Rządem Gubernialnym”. Pomnik ma już ogrodzenie i cztery ławeczki dookoła, uwidocznione na zdjęciu. Niezwykle interesujące są także budynki planu drugiego.
W roku 1876 krótką wzmiankę o pomniku Unii Lubelskiej zawarł Władysław K. Zieliński w swoim „Opisie Lublina jako przewodniku dla zwiedzających miasto i okolice”, wydanym w Lublinie. Cytat: „Tu wśród zieleni drzew i kwiatów na wyniosłym kopcu wznosi się Pomnik Unii, jest to kolumna żelazna, 46 stóp wysoka, na której od strony ulicy są postacie Jadwigi i Jagiełły z herbami łączących się narodów, po bokach zaś rok założenia 1569 i rok odnowienia 1825. Pomnik ten w miejsce dawnego kamiennego postawionego przez Zygmunta Augusta wznieść kazał Cesarz Aleksander I kosztem swoim. Na placu tym, w pobliżu pałacu Radziwiłów (dziś Pałac Gubernatorski) szlachta litewska przez cały ciąg sejmu r. 1568 i 1569 obozowała”.  Autor pomylił nieco fakty dotyczące pomnika, co w sposób rzetelny podsumowała w swojej książce-przewodniku przywoływana poniżej autorka.
Uzupełniając wiedzę o Pomniku Unii Lubelskiej warto również przytoczyć jego historyczny opis z „Ilustrowanego przewodnika po Lublinie” Marii Ronikierowej (wyd. 1901 r.). – cyt.: „Na pamiątkę dopełnionej w roku 1569 Unii król Zygmunt August wystawić kazał na placu Litewskim przed swym pałacem, który za żoną Barbarą Radziwiłłówną otrzymał w posagu, Pomnik w części murowany, w części kamienny, z postaciami Władysława Jagiełły i Jadwigi, który przetrwał aż do 1820 r. Gdy w latach 1819-1820 rozbierano mury bonifraterskie, przewrócono z polecenia Domańskiego, prezesa komisyi wojewódzkiej, kolumnę pomnika, i porozbijano na części razem z posągami Jagiełły i Jadwigi. Następnie za pozwoleniem cesarza Aleksandra I, który odwiedził Lublin, wzniesiono obelisk żelazny, mający 46 stóp wysokości, z żelaza cały, w rządowej giserni odlany, kosztował 30,000 złp. Do wzniesienia tego pomnika przyczynił się niemało Stanisław Staszic, o wiele większą zdobyłby wdzięczność potomnych, gdyby zamiast nowego, przyczynił się do zachowania poprzedniego pomnika. Na piedestale znajduje się w płaskorzeźbie dwie postacie niewieście, przedstawiające Koronę z Litwą i napisy „Połączenie Litwy z Koroną”; „Epoka pomnika MDLXIX”; „Odnowiony roku MDCCCXXV”.  Chociaż nosi datę 1825 r., pomnik postawiony był w lecie 1826 roku, dnia 26 sierpnia. 1857 r. był odnawiany; pomalowanie pomnika, pozłocenie liter kosztowało rubli 51 kop. 61 – uskuteczniona była ta restauracja pod kierownictwem inżyniera Bieczyńskiego, przez Roberta Bielińskiego, w listopadzie 1857 r. Obecnie znowu potrzebuje restauracji, gdyż na zewnątrz znajduje się w bardzo smutnym stanie opuszczenia – rdza przejada i szczerbi żelazo niezabezpieczone malowaniem od wpływów i zmian atmosfery.”  
Sylwetka pomnika znana jest również z pocztówek. Jedna z nich została wydana w Lublinie w 1906 r. Pocztówkę wykonano na podstawie litografii A. Rembowskiego. Warto zwrócić uwagę na drewniane wówczas ogrodzenie wokół obelisku. Dwie kolejne zostały wydane w Krakowie: w 1917 r. i  przed 1932 r.
 

opracowanie i zdjęcia: Ewa Lisiecka
źródło:
– zasoby Biblioteki Narodowej w Warszawie, udostępnione na stronie internetowej „Polona”.