„Ocalenie nie zawsze jest łaską”

W roku 2017 przypada 30 rocznica śmierci legendarnego „Wira” – Konrada Czesława Bartoszewskiego. Tytułowe słowa artykułu pochodzą z wojennych zapisków w dzienniku „Wira”, zamieszczonych pod datą 25.06.1944 r. godz. 18: „Znowu przybywa kilku żołnierzy. Jest wśród nich taki, który przebijał się z „Woyną”. Twierdzi, że prawie wszyscy zginęli. Inny od „Corda twierdzi, że na naszym prawym skrzydle także straty bardzo duże. Pomyślałem sobie, że ocalenie nie zawsze jest łaską”. Pomimo beznadziejnej sytuacji w jakiej znaleźli się partyzanci, „Wir” wyprowadził żołnierzy z okrążenia przez szczelny kordon wojsk niemieckich okalający ich w Puszczy Solskiej. O Konradzie Bartoszewskim napisano już tak wiele książek, wspomnień, artykułów, że trudno się spodziewać jakiś nowych informacji. Niemniej w 2016 r. powstała, dzięki inicjatywie Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Hieronima Łopacińskiego w Lublinie, przepiękna wystawa,  ukazująca mniej znane epizody z życia „Wira”. Idąc za tym przykładem postanowiliśmy także bliżej przyjrzeć się zamojskim wątkom w życiu Konrada „Wira” Bartoszewskiego. Być może uda się ustalić nawet coś więcej, ponad to, co zebralismy z różnych źródeł? Zapraszamy naszych Czytelników do współpracy.

W Zamościu rodzina Bartoszewskich mieszkała w jednopiętrowej kamienicy, mieszczącej się przy obecnej ulicy Orlicz-Dreszera 2. (1) W tamtym okresie była to ulica Nowa. Powstała w latach 20-tych XX w. Zabudowana była tylko jednostronnie willami i dworkami, domkami podmiejskimi oraz kamienicami dochodowymi. Drugą stronę początkowej zabudowy ul. Nowej stanowiła Szkoła tzw. Mickiewiczówka (ul. Partyzantów 14), a na dalszym jej odcinku biegła kolej, równolegle do prawostronnej zabudowy ulicy. Z równoległą ulicą Sienkiewicza łączył ulicę Nową krótki odcinek, wytyczony także w latach 20-tych XX w. (obecna ul. Kasprowicza). Zmiana nazwy ulicy Nowej, na ulicę Orlicz-Dreszera, nastąpiła 22 lutego 1937 r . Na przestrzeni lat ulica nosiła jeszcze inne nazwy: Dzierżyńskiego i Czerwonego Krzyża. (2)

Kamienica (po lewej) – ul. Nowa 2 – zdjęcie z 1935 r.  – udostępnione dzięki uprzejmości p. Jakuba Żygawskiego – dyrektora Archiwum Państwowego w Zamościu

Zachowały się przedwojenne zdjęcia, na których widać wspomnianą kamienicę z okresu, kiedy mieszkali w niej Państwo Bartoszewscy. Obecnie w tym miejscu znajduje się Schronisko św. Brata Alberta w Zamościu, które powstało w 1991 r. przy mieszczącym się tam wcześniej Ośrodku Opiekuńczym. W czasie wojny kamienicę Nr 2, jak wiele innych przy Orlicz-Dreszera, zajęli Niemcy. Mieścił się w niej niemiecki kapitanat. Na innym z archiwalnych zdjęć, nieopodal domu Bartoszewskich widać także jednopiętrową kamienicę, przy ulicy Kasprowicza, w której mieszkał Michał Wazowski, ostatni przedwojenny burmistrz Zamościa.(3) Informacja ta jest o tyle istotna w tym miejscu,  ponieważ M. Wazowski na przełomie 1939/40 tworzył siatkę Komendy Obrony Polski. Nie jest wykluczone, że z racji zamieszkania w tym samym obszarze miasta co Konrad Bartoszewski i zapewne ich znajomości, mogli współpracować w konspiracji po powrocie „Wira” z kampanii wrześniowej. Burmistrz Wazowski został aresztowany i wraz z dwoma synami rozstrzelany 15.VIII. 1941 r. na Rotundzie w Zamościu. Na ulicy Orlicz-Dreszera mieszkał także Ignacy Stefanek (mierniczy przysięgły), który działał w konspiracji od pierwszych miesięcy wojny. Był kwatermistrzem obwodu zamojskiego AK. Aresztowany zginął także w roku 1941.

Zdjęcie obrazujące zabudowę ulicy Nowej z 1927 r. – http://zamosc.fotopolska.eu/219844,foto.html?o=b32524

Ojciec Konrada Bartoszewskiego, Wacław Bartoszewski (1883-1942) był lekarzem weterynarii i w latach 1927-1930 kierował oddziałem weterynarii Sejmiku Powiatowego w Zamościu. To z jego inicjatywy utworzono w Zamościu Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. Publikował artykuły o tematyce zawodowej, w 1928 r. wydał w Zamościu „Doraźną pomoc weterynaryjną”. (4). Lecznica dla zwierząt w Zamościu mieściła się (po wojnie przejęta przez państwo) za Bramą Szczebrzeszyńską.  Nową lecznicę, przy ulicy Sienkiewicza otwarto w 1962 r.

Konrad Czesław Bartoszewski uczęszczał do zamojskiego Państwowego Gimnazjum Męskiego im. Jana Zamoyskiego w Zamościu. Maturę zdał w 1933 r. Wymieniany jest, pośród 29 maturzystów z tego rocznika, w opracowaniach poświęconych historii tej szkoły. Pani Bogumiła Sawa wymienia go w swojej książce pośród wybitniejszych wychowanków Gimnazjum Męskiego. Jego nazwisko i młodzieńcza fotografia (obok – udostępniona dzięki uprzejmości p. B. Sawa) zajmują także pierwsze miejsce wśród 11 fotografii z Listy Bohaterów Gimnazjum i Liceum im. Jana Zamoyskiego w Zamościu 1939-1944. (5) Nazwisko Bartoszewskiego wymienia także inna publikacja na „Liście absolwentów 1922-2016”, poświęcona obchodom Jubileuszu 100- lecia I Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Zamojskiego w Zamościu, przypadającym w 2016 r. (6). Tuż przed maturą Konrada Bartoszewskiego nastąpiła reforma w szkolnictwie. W 1932 r. ośmioletnie gimnazja przekształcono w czteroletnie. Konrad Bartoszewski ukończył gimnazjum w starym trybie, tj. uczęszczał do tej szkoły przez przynajmniej siedem lat (1933; 1932; 1931; 1930; 1929; 1928; 1927), licząc za rok przybycia do Zamościa 1927 r. Przed przyjazdem do Zamościa Państwo Bartoszewscy mieszkali w Kowlu przy ulicy Łuckiej 201 i przypuszczalnie w tamtejszym Gimnazjum im. Juliusza Słowackiego młody Konrad rozpoczął naukę.

Okres w jakim Konrad Bartoszewski uczęszczał do zamojskiego gimnazjum był dla tej szkoły jednym z ważniejszych etapów jej funkcjonowania. W tym okresie szkoła współuczestniczyła w Obchodach Szymonowiczowskich, poświęconych 300 rocznicy śmierci Szymona Szymonowica (1929). Młodzież z Państwowego Gimnazjum Męskiego im. Jana Zamoyskiego w Zamościu, szczególnie ze Szkolnego Koła Bibliofilów, czynnie włączyła się w obchody: inscenizacją „Sielanek” w Teatrze Sejmikowym oraz przygotowaniem specjalnego wydania periodyku szkolnego „Nasza Myśl” (7). Uroczyście obchodzono także – 6 czerwca 1931 r. – pierwszy raz w historii Gimnazjum – rocznicę śmierci Hetmana Jana Zamoyskiego, patrona szkoły (od 1919 r.). W szkole wykładali znani i lubiani przez młodzież wykładowcy m.in.: profesor Michał Pieszko, Stefan Miler. Nieliczne wspomnienia z tego okresu, przekazywane swojemu synowi Piotrowi Bartoszewskiemu, należą do chętniej (niż te wojenne) opowiadanych epizodów z życia przez Konrada Bartoszewskiego. Pan Piotr wspomina jak ojciec opowiadał o dwóch rodzajach negatywnych ocen w szkole jakie wystawiał profesor Miler. Była wśród nich taka prawdziwa „dwója” i taka dwója, którą można było poprawić przyniesieniem suchego chleba, orzechów, żołędzi itp. wiktuałów dla zwierząt z przyszkolnego ZOO. Stefan Miler uczył w gimnazjum przyrody od 1916 r. aż do wybuchu II wojny światowej.

W Gimnazjum Męskim w Zamościu prężnie działało harcerstwo, spółdzielnie uczniowskie, koła szkolne. Szkoła plasowała się w czołówce gimnazjów województwa lubelskiego pod względem poziomu kształcenia i uaktywniania młodzieży. W 1927 r. prezydent Ignacy Mościcki odwiedził,  powstały przy zamojskim gimnazjum, pierwszy w Polsce Szkolny Ogród Przyrodniczy ZOO. W okresie międzywojennym szkoła była kilkakrotnie remontowana, przykładowo w latach 1927-28, a w roku 1930 reperowano dach uczelni. Konrada Bartoszewskiego zapewne nie ominęła również podniosła chwila w życiu szkoły – poświecenia w 1929 r. sztandaru szkoły „Matki Synom”. Natomiast czy Konrad Bartoszewski uczestniczył w 1938 r. I Zjeździe wychowanków szkoły ? – tego nie wiemy, chociaż z innych źródeł pochodzi informacja, że był wówczas w Zamościu. Niezaprzeczalnie szkoła ta, obok patriotycznego wychowania w rodzinie, wywarła na młodym Konradzie wpływ niezwykłe pozytywny, ukształtowała jego późniejszą postawę obywatelską i zahartowała na trudną, tak nieodległą rzeczywistość wojenną. Pośród gimnazjalnych kolegów Konrada Bartoszewskiego (z maturalnego rocznika 1933), Encyklopedia Miasta Zamościa wydana przez Andrzeja Kędziorę, wymienia trzech słynnych zamościan: Tadeusza Gniota – znanego polskiego szachistę; Ryszarda Łysakowskiego – znakomitego piłkarza, który jeszcze w szkole strzelał celne gole z połowy boiska i należał do najwszechstronniejszych sportowców gimnazjum (późniejszy piłkarz Lublinianki, Legii, Polonii, Górnika) oraz Mariana Pelca – lekarza chirurga, żołnierza AK i powstańca warszawskiego.

Konrad Bartoszewski – piąty od prawej (trochę z tyłu drugiego rzędu) – zdjęcie z kolekcji Piotra Bartoszewskiego

W latach 1937-1938 Konrad Bartoszewski odbył czynną służbę wojskową na dywizyjnym Kursie Podchorążych Rezerwy przy 9 pułku piechoty Legionów w Zamościu. W rodzinnych archiwaliach zachował się dokument potwierdzający, że w okresie od 21.09.1937 r. do 24.09.1938 r. był uczestnikiem Kursu Podchorążych Rezerwy przy 3 Dywizji Piechoty Legionów w Zamościu Do rezerwy został przeniesiony ze stopniem kaprala podchorążego. Jako plutonowy podchorąży piechoty otrzymał przydział do chełmskiego 7 pułku piechoty Legionów.  W zbiorach rodzinnych zachowały się nie tylko dokumenty ale i i fotografie z tamtego okresu, które były udostępnione przez Rodzinę Bartoszewskich na wystawę przygotowaną przez p. Urszulę Kozak z MBP im. Hieronima Łopacińskiego w Lublinie. (8) Na zdjęciu Konrad Bartoszewski to kadet czwarty od prawej. (9)

Konrad Bartoszewski – czwarty od prawej- zdjęcie z kolekcji Piotra Bartoszewskiego

Po ukończeniu szkolenia Konrad Bartoszewski wyjechał do Warszawy (2.02.1939 r.), gdzie podjął pracę i zajął się pisaniem pracy magisterskiej. Studia ukończył jeszcze w 1937 r. na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Józefa Piłsudskiego w Warszawie. Pracę magisterską „Powieść z życia szkolnego jako dokument epoki” pisał pod kierunkiem promotora prof. Juliana Krzyżanowskiego. Obronił ją przed Komisją 7 marca 1939 r. Tytuł pracy jest o tyle ciekawy, że mógł stanowić opis okresu nauki w Gimnazjum Zamojskim. Wśród rodzinnych pamiątek zachował się dyplom, nadający Konradowi Bartoszewskiemu tytuł magistra filozofii. Doktorat otrzyma trzydzieści lat później we Wrocławiu za pracę poświęconą poecie i powstańcowi styczniowemu, Mieczysławowi Romanowskiemu.

Z informacji pozyskanych od Piotra Bartoszewskiego wynika, że mieszkanie w Zamościu przy ulicy Orlicz – Dreszera 2 było w dyspozycji ojca przypuszczalnie do: co najmniej 1938 r., jak nie do 1939 r. Pomimo, że Wacław Bartoszewski wyjechał do pracy w Radzyniu, Konrad Bartoszewski był tam nadal zameldowany. Na początku sierpnia 1939 r. Konrad Bartoszewski został powołany do odbycia ćwiczeń wojskowych dla rezerwistów w 7 pp Leg. W wojnie obronnej 1939 r. uczestniczył w szeregach tego właśnie pułku. Mobilizacja Konrada Bartoszewskiego do wojska tzw. cicha, to 4 sierpnia 1939 r. Miejscem stacjonowania pułku, do którego go przydzielono był Chełm i tam udał się Konrad Bartoszewski, by po zakończeniu kampanii wrześniowej pod Uściługiem, powrócić do domu rodzinnego, ale już w Józefowie (w środę 4 października 1939 roku). Ojciec Konrada otrzymał pracę w Józefowie w charakterze lekarza weterynarii nadzorującego pracę miejscowej rzeźni i rodzice przeprowadzili się tam z Zamościa (1935).

W tym miejscu należałoby dopowiedzieć najbardziej znane w życiorysie Konrada Bartoszewskiego dzieje związane z jego walką w konspiracji i oddziałach partyzanckich w czasie II wojny światowej. Tym zagadnieniom poświecono już tak wiele opracowań, że nie będziemy ich tutaj powielać. Zamysłem bowiem tego artykułu było zapoznanie czytelników z mniej znanymi faktami z życia Konrada Baroszewskiego, a bezpośrednio związanymi z naszym miastem. Zdajemy sobie sprawę z tego, że temat nie został wyczerpany i być może w przyszłości wiedza w temacie zostanie uzupełniona.

Jak dotąd, istnieje jedyny, udokumentowany epizod powojenny wiążący osobę Konrada Bartoszewskiego z Zamościem. Wspomina o nim Andrzej Kędziora w Encyklopedii Miasta Zamościa. Dzięki informacjom pozyskanym od dr Jacka Feduszki z Muzeum Zamojskiego dowiadujemy się bardziej szczegółowych informacji na ten temat. Konrad Bartoszewski został zaproszony do Zamościa na Sesję poświęconą 120 rocznicy Powstania Styczniowego, podczas której wygłosił referat. Do Zamościa przyjechał 7 maja 1983 r. na zaproszenie Muzeum Zamojskiego i działaczy Oddziału PTTK w Zamościu. Dwudniowa Sesja była powiązana z otwarciem wystawy poświęconej Powstaniu Styczniowemu, przygotowanej przez Muzeum Zamojskie, a prezentowanej w Regionalnej Pracowni Krajoznawczej PTTK, mieszczącej się przy ulicy Staszica w Zamościu. Współorganizatorem i koordynatorem wystawy oraz spotkania był śp. Kol. Marian Siegieńczuk z Muzeum Zamojskiego. Zachowało się zdjęcie grupy krajoznawców PTTK ze spotkania z Konradem Bartoszewskim przy pomniku powstańców, wykonane przez M. Siegieńczuka. Fotografia ta zamieszczona jest w książce Władysława Ćwika „Dzieje Józefowa”.

Prawie do końca swojego życia Konrad Bartoszewski był inwigilowany przez Służbę Bezpieczeństwa. Ostatnie zapisy w aktach SB pochodzą z maja 1984 r. Konrad Bartoszewski zmarł po kilkutygodniowym pobycie w szpitalu 21 kwietnia 1987 r. w Lublinie. Pogrzeb Konrada Bartoszewskiego na cmentarzu przy ul. Lipowej, który zgromadził kilkuset jego byłych żołnierzy, kolegów z konspiracji, współpracowników i przyjaciół, stał się swoistym hołdem dla legendarnego dowódcy i człowieka wielkiego formatu (10). W Zamościu brak upamiętnienia tej znakomitej postaci. W Górecku Starym Jego imię nosi Szkoła Podstawowa (od IX 1995). Józefów i Biłgoraj od lat dziewięćdziesiątych XX w. mają ulice imienia Konrada Bartoszewskiego. Obecnie Jego pamięć kultywuje także Grupa Rekonstrukcji Historycznej nosząc imię por. Konrada „Wir”  Bartoszewskiego.

Opracowanie: Ewa Lisiecka

  1. Andrzej Kędziora. Encyklopedia Miasta Zamościa. Zamość 2012. s. 42.
  2. Andrzej Kędziora. Dawna architektura i budownictwo Zamościa. Zamość. 1990.  s. 100.
  3. Andrzej Kędziora. Encyklopedia Ludzi Zamościa. Zamość 2007. s. 319.
  4. Andrzej Kędziora. Encyklopedia Ludzi Zamościa. Zamość 2007. s. 21.
  5. Bogumiła Sawa. Akademia Zamojska 1594-1994. Nauczyciele i wychowankowie Liceum Ogólnokształcącego i. Jana Zamoyskiego w Zamościu 1916-1998. s. 175; także ss. 194 i 343.
  6. I znów zakwitną kasztany. I Liceum Ogólnokształcące im. Jana Zamoyskiego w Zamościu. s. 124.
  7. Bogdan Szyszka. Między Lublinem a Lwowem. Z przeszłości kulturalnej Zamościa. Zamość 2009. s. 59.
  8. Fotografie dokumentów pozyskano dzięki uprzejmości p.  Elżbiety Jamroż – dyrektor MBP w Józefowie, pochodzących z wystawy w 2016 r. o Konradzie Bartoszewskim „Wirze” autorstwa p. Urszuli Kozak z MBP im. Hieronima Łopacińskiego w Lublinie.
  9. Informacji i zdjęć użyczył syn Konrada Bartoszewskiego – p. Piotr Bartoszewski
  10. Ireneusz Caban. Konrad Bartoszewski „Wir”. Relacje, wspomnienia, opracowania. s. 15.

Ocalić od zapomnienia

Z inicjatywy Stowarzyszenia Rozwoju Wsi Długi Kąt „Zakątek Roztocze” w dniu 26 sierpnia 2017 r.  odbyła się w Józefowie impreza turystyczna pod hasłem „Ocalić od zapomnienia”. Wzięli w niej udział turyści i regionaliści, przewodnicy i sympatycy Koła Przewodników Terenowych im. Róży i Jana Zamoyskich w Zamościu. Organizatorzy zapewnili uczestnikom rajdu dużą dawkę turystycznych wrażeń, ale najważniejsze etapy obejmowały odwiedzenie nowego pomnika upamiętniającego ofiary mordu ludności żydowskiej Józefowa przez Niemców w 1942 r. oraz nowe upamiętnienia miejsc związanych z działalnością na tych terenach partyzantów  w okresie II wojny światowej.
Wśród społeczności Józefowa kultywowana jest w szczególny sposób pamięć osoby Konrada Bartoszewskiego ps. „Wir”. Na rynku w Józefowie znajduje się pamiątkowa tablica, poświęcona wymordowanej przez Niemców Rodzinie Bartoszewskiego, w odwecie za uwolnienie go przez partyzantów z aresztu. Uczestnicy spotkania zapalili w tym miejscu  znicz i uczcili pamięć zmarłych chwilą ciszy. W józefowskiej Bibliotece, mieszczącej się w dawnej synagodze, specjalnie na ten dzień, udostępniono ponownie zeszłoroczną wystawę poświęconą Konradowi Bartoszewskiemu.
Opowieść o partyzantach działających w tym obszarze Puszczy Solskiej organizatorzy kontynuowali przy Nadleśnictwie Józefów, w trakcie zwiedzania Ścieżki Przyrodniczo-Dydaktycznej, gdzie zasadzono poświęcone partyzantom Dęby Pamięci i umieszczono tablice z ich życiorysami. Będąc w tym miejscu warto także obejrzeć eksponaty zgromadzone w Izbie Regionalnej, zaadaptowanej dla zbiorów z poddasza budynku Posterunku Straży Leśnej oryginalny, józefowski pręgierz na tyłach posesji oraz lamus poordynacki.
Kulminacją rajdu była piesza wędrówka przez las, w kierunku zrekonstruowanej ziemianki „Wira” i dalej w kierunku zrekonstruowanej makiety szpitala polowego partyzantów nad zabagnionymi rozlewiskami rzeczki  Okno (początku Czarnej Łady). Stare, dawne pomniki znajdujące się w tych trudno dostępnych miejscach Puszczy Solskiej, ponownie przyciągają ku sobie rzesze ludzi, którzy chcą poznać nowe upamiętnienia tamtych wojennych wydarzeń i ich bohaterów.
Końcowym etapem było odwiedzenie józefowskiego kirkutu, gdzie po raz kolejny wspominano społeczność żydowską z Józefowa, której nie podważalnym śladem bytności na tej ziemi są rzędy zachowanych macew. Ulewny deszcz nie pozwolił już na odwiedzenie źródeł Nepryszki i kamieniołomów.  Spotkanie dobiegło końca przy ciepłym posiłku w „Knieji” przy józefowskim ryneczku.
Zamojscy Przewodnicy dziękują Kolegom z Józefowa za organizację rajdu, udostępnienie miejsc do zwiedzania, za oprowadzenie po szlakach i dużą dawkę wiadomości na temat historii miejscowości i regionu. W szczególności podziękowania należą się:
Marii Puźniak – ze Stowarzyszenia Rozwoju Wsi Długi Kąt „Zakątek Roztocze”
Annie Kuli – Prezesowi ww. Stowarzyszenia i Sołtysowi Wsi Długi Kąt
Beacie Wójcik – ze Stowarzyszenia Rozwoju Wsi Długi Kąt „Zakatek Roztocze”
Elżbiecie Jamroz – dyrektorowi Miejskiej Biblioteki Publicznej w Józefowie
Robertowi Rabiedze – Sekretarzowi Urzędu Miasta i Gminy Józefów
Adamowi Momotowi – v-ce prezesowi Centrum Turystyki „Roztocze”
Krzysztofowi Malcowi – przewodnikowi, leśnikowi i pracownikowi Nadleśnictwa Józefów
Elżbiecie Kuc – z Koła  Przewodników Terenowych PTTK Zamość
Zofii Monastyrskiej – z Koła Przewodników Terenowych PTTK Zamość
Z inicjatywy Kol. Marii Puźniak z Koła Przewodników Terenowych PTTK im. Róży i Jana Zamojskich w Zamościu rajd „Ocalić od zapomnienia” połączono z coroczną, integracyjną imprezą przewodnicką – Rajd Koleżeński-Kapeluszowy. W tym roku najpiękniejszym kapeluszem okrzyknięto nakrycie głowy najmłodszego uczestnika rajdu – Ani Feduszka. Inne kapelusze tylko w niewielkim stopniu mu ustępowały.
Przydatne linki
Linki do Partyzanckiej Mapy Puszczy Solskiej cz. I – Wydawnictwa Paweł Wład i Pikul Media 2016:
Link do fragmentów książki  Daniela Jonaha Goldhagena, „Gorliwi kaci Hitlera. Zwyczajni Niemcy i Holocaust”, Warszawa 1999, http://jozefrudy.blog.onet.pl/2017/02/05/oprawcy-z-hamburga/
Linki do informacji o pochówku Tory na józefowskim kirkucie: http://www.kirkuty.xip.pl/jozefowroz.htm
 oraz artykułu Andrzeja Trzcińskiego w: Studia Żydowskie Almanach s. 11-16, „To czego pragnąłem, spłonęło w ogniu. Hebrajski epigraf z Józefowa”.
Polecamy także film: „Przebudzona pamięć” opowiadający w I cz. o rekonstrukcji ziemianki „Wira” przez Grupę Rekonstrukcji Historycznej „WIR” https://vod.tvp.pl/video/bylo-nie-minelo,przebudzona-pamiec,27107782
Link do rozmowy radiowej z Januszem Skowrońskim – historykiem, autorem książki „Szpital Leśny AK „665”
Opracowanie Ewa Lisiecka
Zdjęcia: Ewa Lisiecka, Magda Misztal,

Zamojskie Drużyny Harcerskie – Rajd Odkrywców/2017

Za nami Rajd Odkrywców 2017, podczas którego   rozwiązywaliśmy historyczne zagadki na terenie ziemi kłodzkiej, Gór Wałbrzyskich i Przedgórza Sudeckiego. Rajd podzielono na 8 Ekspedycji (tras), z których każda miała inne zadanie do wykonania. Nasza Ekspedycja rajd spędziła we Wrocławiu, analizując sprawę kradzieży ośmiu obrazów z Auli Leopoldina Uniwersytetu Wrocławskiego w roku 1997. Kradzież bardzo głośna przed dwudziestu laty, a zarazem bardzo amatorska i nielogiczna, gdyż skradzione obrazy poza Aulą Leopoldina nie posiadają żadnej wartości. Stanowią bowiem integralną całość z wystrojem barokowej auli, przedstawiają portrety osobistości związanych z historią uczelni, pojedynczo zaś ich wartość artystyczna jest znikoma. Podczas kradzieży, płótna zostały niestarannie wycięte z ram. Kradzież określono jako akt wandalizmu. Na skutek działań policji udało się odzyskać dwa, z ośmiu skradzionych portretów. Nie udało się udowodnić kradzieży dwóm podejrzanym mężczyznom. Informatorzy oraz sprawcy byli powiązani z mafią szmuglującą przez niemiecką granicę alkohol i papierosy. Sprawa utknęła w martwym punkcie.

Nasza wyprawa poszukiwawcza staranie przebadała wszelkie oficjalne tropy. Pomagali nam wrocławscy przewodnicy, dziennikarze zajmujący się tą sprawą przed laty, policja, naukowcy z Uniwersytetu Wrocławskiego, handlarze dziełami sztuki, rzeczoznawcy. Przeprowadziliśmy szereg wywiadów, poznaliśmy skrytki wrocławskiego podziemia. Wprawdzie zagadki zaginionych dzieł nie udało się oczywiście rozwiązać, ale poznaliśmy mechanizmy pracy śledczych, mamy wiele wskazówek dotyczących poszukiwania historycznych skarbów. A jest to dla nas szczególnie ważne, gdyż w nadchodzącym roku szkolnym, w ramach Programowego Ruchu Odkrywców, naszym zadaniem jest stworzenie własnej ekspedycji poszukiwawczej. Właśnie jesteśmy na etapie konsultacji i poszukiwania tematu zagadki. Czeka nas sporo ciekawej pracy! Nasze działania z roku 2016/2017, o których pisaliśmy na stronie Przewodników, zostały bardzo wysoko ocenione. 6 DSH im. J. Harczuk – Muszyńskiej zajęła siódme miejsce w ogólnopolskim rankingu drużyn wykonujących zadania PRO.

https://www.facebook.com/slawabilska?fref=hovercard&hc_location=chat

Roztoczańskie Centrum Naukowo-Edukacyjne Roztoczańskiego Parku Narodowego

Roztoczańskie Centrum Naukowo-Edukacyjne Roztoczańskiego Parku Narodowego
– historia powstania i kierunki działalności

Program działalności Roztoczańskiego Centrum Naukowo-Edukacyjnego został określony przez sygnatariuszy listu intencyjnego z dnia 17 października 2008 roku dotyczącego utworzenia i prowadzenia RCNE. Sygnatariuszami tego listu byli:

  • 1) Główny Inspektor Ochrony Środowiska w Warszawie,
  • 2) Marszałek Województwa Lubelskiego,
  • 3) Prezes Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Lublinie,
  • 4) Rektorzy Lubelskich Uczelni:
    1. a) Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego,
    2. b) Politechniki Lubelskiej,
    3. c) Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej,
    4. d) Uniwersytetu Przyrodniczego,
    5. e) Uniwersytetu Medycznego,
  • 5) Rektor Uniwersytetu Rzeszowskiego.

Dokument ten powstał z inicjatywy dyrekcji RPN i umożliwił podjęcie szeroko zakrojonych działań na rzecz powstania Roztoczańskiego Centrum Naukowo-Edukacyjnego.

Nakreślony wówczas zakres działania Roztoczańskiego Centrum Naukowo-Edukacyjnego to:

  1. Baza edukacyjno – dydaktyczna,
  2. Stacja Bazowa Zintegrowanego Monitoringu Środowiska Przyrodniczego,
  3. Zespół potencjalnych odnawialnych źródeł energii,
  4. Punkt recepcyjny tworzonego Geoparku Kamienny Las na Roztoczu,
  5. Baza tworzonego Międzynarodowego Rezerwatu Biosfery Roztocze i Puszcza Solska,
  6. Stanowisko Systemu Informacji Przestrzennej dla obszarów NATURA 2000,
  7. Centrum turystyki rowerowej Roztocza.

Wmurowanie kamienia węgielnego

Nastąpiło w 2010 r., w obecności sygnatariuszy listu intencyjnego, m. in.: Głównego Inspektora Ochrony Środowiska w Warszawie dr inż. Andrzeja Jagusiewicza, Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska mgr inż. Leszka Żelaznego, władz wojewódzkich: Wojewody Lubelskiego Pani Genowefy Tokarskiej i Marszałka Województwa Lubelskiego Krzysztofa Grabczuka, Prezesa Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Lublinie, Rektorów wyżej wymienionych uczelni lubelskich, w obecności Prezesa Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie oraz zaproszonych gości – uroczyście wmurowano Akt Erekcyjny Roztoczańskiego Centrum Naukowo-Edukacyjnego.

Siedzibą Centrum stały się niszczejące wcześniej budynki dawnej bazy maszyn Ośrodka Transportu Leśnego, które Park otrzymał po upadku tego zakładu i które straszyły swoim stanem technicznym. Dzięki dofinansowaniu uzyskanemu z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w ramach realizacji 3 projektów, na łączną kwotę ponad 9 mln zł, udało się wykonać następujące przedsięwzięcia:

  1. Termomodernizację z zastosowaniem odnawialnych źródeł energii w Roztoczańskim Centrum Naukowo-Edukacyjnym Zwierzyniec – Biały Słup.
  2. Zakup wyposażenia dla stacji badawczej Zintegrowanego Monitoringu Środowiska Przyrodniczego w Roztoczańskim Parku Narodowym.
  3. Roztoczańskie Centrum Naukowo-Edukacyjne – doposażenie i wzbogacenie oferty edukacyjnej RPN.

W wyniku przeprowadzonych działań adaptacyjno-remontowych powstał obiekt o powierzchni użytkowej 1155 m2 i kubaturze około 6700 m3. Mieści on w sobie dużą (na około 300 osób) i małą salę konferencyjną, pomieszczenia pracy i sale laboratoryjne Stacji Bazowej Zintegrowanego Monitoringu Środowiska Przyrodniczego „Roztocze”, oraz pomieszczenia w których znajdują się urządzenia wykorzystujące odnawialne źródła energii zastosowane w tym obiekcie.

Stacja Bazowa Zintegrowanego Monitoringu Środowiska Przyrodniczego „Roztocze”

Została powołana na mocy Porozumienia pomiędzy GIOŚ i RPN, z dnia 8 września 2010 roku.

Kolejne porozumienie pomiędzy Wojewódzkim Inspektoratem Ochrony Środowiska i RPN, z dnia 3 stycznia 2011 roku, umożliwiło funkcjonowanie automatycznej stacji monitoringu powietrza działającej w ramach Stacji Bazowej ZMŚP.

Podstawowymi celami Zintegrowanego Monitoringu Środowiska Przyrodniczego są:

  • poznanie mechanizmów obiegu energii i materii w podstawowych typach geoekosystemów Polski,
  • zebranie podstawowych danych (jakościowych i ilościowych) o aktualnym stanie geoekosystemów,
  • określenie rodzaju i charakteru zagrożeń tych geoekosystemów (wyznaczenie wartości progowych) oraz wskazanie dróg ich zapobiegania,
  • wskazanie tendencji rozwoju geoekosystemów (prognozy krótko i długoterminowe) oraz sposobów ochrony i zachowania ich zasobów,
  • opracowanie scenariuszy rozwoju geoekosystemów w warunkach zmian klimatu i zwiększającej się ingerencji człowieka (modelowanie systemów przyrodniczych).

Cele te realizowane są poprzez prowadzenie systematycznych, szeroko zakrojonych badań, w ramach wyznaczonych programów badawczych wykonywanych w obrębie tzw. zlewni reprezentatywnej. W przypadku Stacji ZMŚP Roztocze jest to zlewnia rzeki Świerszcz, o powierzchni 4651 ha. Około 30% powierzchni zlewni leży w granicach Roztoczańskiego Parku Narodowego i jednocześnie w obszarze Natura 2000 PLH060017 „Roztocze Środkowe”. W ramach tej zlewni monitoringiem objęte są następujące typy geoekosystemów:

  • – lasy (62% zlewni)
  • – grunty użytkowane rolniczo: pola, ugory, pastwiska (36%),
  • – wody powierzchniowe (1%),
  • – tereny zabudowane (2%).

W Stacji Bazowej ZMŚP Roztocze realizowane są następujące programy pomiarowe:

A1 – meteorologia,

B1 – chemizm powietrza,

C1 – chemizm opadów atmosferycznych,

C2 – chemizm opadu podkoronowego,

C3 – chemizm spływu po pniach,

D1 – metale ciężkie i siarka w porostach,

F1 – chemizm roztworów glebowych,

F2 – wody podziemne – poziom kredowy,

F2 – wody podziemne – poziom czwartorzędowy (piach),

F2 – wody podziemne – poziom czwartorzędowy (torfowisko),

G2 – chemizm opadu organicznego,

H1 – wody powierzchniowe – rzeki (Malowany Most),

J2 – struktura i dynamika szaty roślinnej (powierzchnie stałe),

J3 – Gatunki inwazyjne obcego pochodzenia – rośliny,

K1 – uszkodzenia drzew i drzewostanów,

M1 – epifity nadrzewne – porosty.

Oprócz wyżej wymienionych, w stacji „Roztocze” realizowane są również pecjalistyczne programy analityczne takie jak:

– Zjawiska ekstremalne,

– Zmiany pokrycia terenu i użytkowanie ziemi,

– Świadczenia geoekosystemów,

– Modelowanie zmian bilansu wodnego i biogeochemicznego dla zlewni reprezentatywnych,

– Funkcjonowanie geoekosystemów zlewni badawczych zmśp z wykorzystaniem geo- i biowskaźników.

Realizacja każdego z programów polega na wykonaniu pomiarów szeregu parametrów.

Przykładowo w programie A1 „Meteorologia” pomiarom podlegają:

  1. temperatura powietrza na wysokości 2 m,
  2. temperatura minimalna i maksymalna powietrza na 2 m,
  3. temperatura minimalna powietrza przy powierzchni gruntu (5 cm nad gruntem),
  4. temperatura gruntu na głębokościach 5, 20 i 50 cm,
  5. wilgotność względna powietrza na wysokości 2 m,
  6. rodzaj i wysokość opadów,
  7. czas trwania opadów w ciągu doby,
  8. prędkość i kierunek wiatru na wysokości 10 m,
  9. grubość pokrywy śnieżnej,
  10. usłonecznienie,
  11. natężenie promieniowania całkowitego,
  12. promieniowanie całkowite.

Większość z tych pomiarów ma charakter ciągły.

Posterunek meteorologiczny, w którym prowadzi się obserwacje w ramach programu A1 położony jest w śródleśnej polanie enklawy osady Florianka, w południowej części zlewni Świerszcza oraz w enklawie Biały Słup. Pomiary klimatyczne wykonuje automatyczna stacja meteorologiczna Vaisala MAWS310, kolektor opadu mokrego Eigenbrodt, kolektor opadu całkowitego Hellmana, wiatromierz Wilde’a, Pyranometr. Niektóre mierzone tam parametry można śledzić na bieżąco – na stronie internetowej parku, w zakładce: pogoda RPN http://roztoczanskipn.pl/pl/monitoring-i-nauka/pogoda

Inny program pomiarowy C1 – chemizm powietrza, realizowany był na obszarze obecnej Stacji od 2005 roku przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Lublinie. W roku 2011 zainstalowano automatyczną stację monitoringu powietrza przy siedzibie Stacji Roztocze. Jest ona wyposażona w analizatory: SO2, NO, NO2, NOx i stężeń O3 (ozonu atmosferycznego) oraz panel meteorologiczny dokonujący pomiarów temperatury, prędkości i kierunku wiatru.

Stacja znajduje się w systemie monitoringu jakości powietrza województwa lubelskiego i prowadzi ciągłe pomiary, przekazując dane bezpośrednio do WIOŚ w Lublinie. Podobnie jak w przypadku danych meteorologicznych wyniki pomiarów są na bieżąco wizualizowane na stronie internetowej Parku – w zakładce „Stan powietrza” http://envir.wios.lublin.pl/?page=raport-godzinowy&data=09-05-2017&site_id=7&csq_id=1283&dane=w2.

Stacja Bazowa ZMŚP Roztocze realizuje głównie zadania z zakresu Państwowego Monitoringu Środowiska, w którego skład wchodzi:

  1. Zintegrowany Monitoring Środowiska Przyrodniczego.
  2. Monitoring Ptaków Polski (Monitoring Flagowych Gatunków Ptaków, Monitoring Lęgowych Sów Leśnych, Monitoring Rzadkich Dzięciołów, Monitoring Pospolitych Ptaków Lęgowych) – program specjalistyczny.
  3. Monitoring siedlisk i gatunków Natura 2000 (Monitoring populacji obuwika pospolitego, Monitoring populacji dzwonecznika wonnego, Monitoring populacji zagłębka bruzdkowanego – program specjalistyczny.

Stacja współuczestniczy również w realizacji monitoringów przyrodniczych wynikających z Planu Ochrony Roztoczańskiego Parku Narodowego, w którego skład wchodzi:

  1. Monitoring ekosystemów leśnych.
  2. Monitoring nieleśnych ekosystemów lądowych.
  3. Monitoring ekosystemów wodnych.
  4. Monitoring gatunków roślin, grzybów i ich siedlisk.
  5. Monitoring gatunków zwierząt i ich siedlisk.
  6. Monitoring przyrody nieożywionej.
  7. Monitoring siedlisk i gatunków obszarów Natura 2000 w granicach Parku (Roztocze Środkowe PLH060017 i Roztocze PLB060012).
  8. Monitoring walorów krajobrazowych.
  9. Monitoring wartości kulturowych.
  10. Monitoring udostępnienia w celach naukowych, edukacyjnych, turystycznych, rekreacyjnych i sportowych.

Roztoczańskie Centrum Naukowo-Edukacyjne Roztoczańskiego Parku Narodowego – jako ośrodek promujący źródła energii odnawialnej

W obiekcie Centrum zainstalowano nowoczesne technologie wykorzystujące alternatywne źródła energii takie jak:

  1. baterię 32 kolektorów słonecznych o powierzchni 74 m2,
  2. pompy ciepła solanka-woda wykorzystujące ciepło Ziemi, o łącznej mocy cieplnej 170 kW,
  3. baterię 92 ogniw fotowoltaicznych o powierzchni 150 m2 i mocy 0,021 MW,
  4. rezerwowe źródło ciepła – kocioł na biomasę o mocy 150 kW,
  5. zintegrowany system sterowania pracą urządzeń cieplnych – kontroluje działanie poszczególnych urządzeń w celu zapewnienia właściwych parametrów użytkowania obiektu w zakresie ciepłej wody użytkowej, centralnego ogrzewania oraz wentylacji mechanicznej według ustalonego algorytmu (np. temperatura otoczenia, optymalne wykorzystanie poszczególnych urządzeń),
  6. przekształtniki DC/AC (prąd stały/prąd przemienny) oraz układ pomiarowy – umożliwiające połączenie instalacji baterii ogniw fotowoltaicznych z siecią energetyki zawodowej a tym samym sprzedaż nadwyżki wyprodukowanej zielonej energii.

Szacunkowa roczna produkcja ciepła z kolektorów słonecznych wynosi 67 GJ – daje to ograniczenie emisji CO2 o około 10 t/rok.

Roczna produkcja energii elektrycznej z instalacji fotowoltaicznej wynosi około 18 000 kWh, z czego około 50 % wykorzystuje się na miejscu, reszta jest oddawana do sieci.

Ograniczenie emisji CO2 wynikające z produkcji energii w fotoogniwach wynosi również około 10 t/rok, co łącznie z ograniczeniem emisji z instalacji fotowoltaicznej daje roczne ograniczenie emisji CO2 na poziomie około 20 t/rok.

Na podstawie danych udostępnionych przez następujące osoby: Przemysław Stachyra, Bogusław Radliński, Anna Rawiak, Andrzej Sokołowski, Jarosław Zdzioch, Małgorzata Smoła,

opracował: Zbigniew Maciejewski

Koniuszyna Wielka Koronna

Nasze poszukiwania genealogicznych  związków pomiędzy znakomitymi rodami Zamoyskich i Dzieduszyckich rozpoczęliśmy w Zarzeczu k. Jarosławia. W dawnym pałacu Dzieduszyckich znajduje się obecnie Muzeum ich imienia. W trakcie zwiedzania natrafiliśmy na niezwykle ciekawe zdjęcie rodzinne ze ślubu Włodzimierza Dzieduszyckiego z Wandą Sapieżanką. Uroczystość odbyła się 20.08.1912 r. w Biłce Szlacheckiej*. Zdjęcie posiada oryginalną legendę, na której przedstawiono szkice osób ze zdjęcia, z oznaczeniem ich miejsca na fotografii i nazwiskami. Wnikliwa obserwacja legendy pozwoliła na wyszukanie wśród gości weselnych nazwiska Maurycego Zamoyskiego (Nr 61) i jego żony Marii z Sapiehów Zamoyskiej (Nr 7).  Wykonane przez nas zbliżenia tych osób pozwoliły na wychwycenie ich z tłumu weselników. Szczególnie ciekawa jest sylwetka Marii Zamoyskiej. Z późniejszych naszych ustaleń wynika, że dwa miesiące przed wspomnianym ślubem, małżeństwo Zamoyskich doczekało się swojego pierwszego męskiego potomka. Był nim Jan, późniejszy XVI ordynat, urodzony 12 czerwca 1912 r. w Klemensowie. Podczas ślubu Dzieduszyckich dziecko miało 10 tygodni i nie jest wykluczone, że uczestniczyło razem z rodzicami w tej uroczystości. Przypuszczamy, że uwidoczniona na zdjęciu ślubnym Maria Zamoyska tuli do siebie nowo narodzone maleństwo. To jeden ciekawy aspekt tego zdjęcia, drugim jest przyczyna, dla której państwo Zamoyscy uczestniczyli w tej uroczystości. W grę wchodzą tutaj koligacje rodzinne. Panowie Włodzimierz Dzieduszycki i Maurycy Zamoyski poprzez ww. ożenek zostali szwagrami.  Ich żony pochodziły z rodu Sapiehów i były rodzonymi siostrami.

Odnalezienie tego rodzaju koligacji rodzinnych przez osoby postronne jest wielce utrudnione, nawet przy wnikliwym śledzeniu drzewa genealogicznego.  W tym przypadku pomocna była oryginalna legenda i uważna obserwacja.  Po wizycie w Zarzeczu nurtowało nas przeczucie,  że koligacje rodzinne tych dwóch rodów mogły zaistnieć także wcześniej. Udało nam się potwierdzić tę hipotezę, jak na razie, w jednym przypadku. Zazwyczaj stopnie koligacji rodzinnych, w odniesieniu do najbardziej interesującego nas rodu Zamoyskich, rozważamy w trzech płaszczyznach. Po pierwsze, nasze zainteresowanie budzą żony ordynatów. W drugiej kolejności – zięciowie Zamoyskich, czyli do jakich rodzin wchodziły córki ordynatów. Trzeci poziom rozważań to synowie Zamoyskich, ci którzy nie byli ordynatami i ich ożenki.Na żadnym z tych poziomów nie możemy umieścić koligacji rodzinnej Dzieduszyckich z Zamoyskimi rozważanej powyżej na podstawie zdjęcia ślubnego.

  

Kolejny, odszukany przez nas przypadek koligacji rodzinnych Zamoyskich i Dzieduszyckich mieści się w grupie tzw. zięciów. Trzeba się cofnąć do czasów IV ordynata, Marcina Zamoyskiego, wojewody lubelskiego. Najmłodszym dzieckiem Marcina i Anny (z Gnińskich) Zamoyskich była Marianna Teresa Zamoyska urodzona w 1686 r. Ojciec zmarł w 1689 r. kiedy miała 3 lata, matka w 1704 r. czyli w roku ślubu*1.) Marianny Teresy Zamoyskiej i Jerzego Stanisława Dzieduszyckiego (1670-1730), koniuszego wielkiego koronnego. Rodzicami Jerzego byli Franciszek Jan Dzieduszycki, wojewoda podolski (zm. 1704 r.) i Zofia z Jabłonowskich Dzieduszycka (zm. 1697 r.). Jerzy Dzieduszycki był siostrzeńcem i chrześniakiem późniejszego hetmana, Stanisława Jabłonowskiego. Jerzy był jedynym synem Franciszka i Zofii, miał sześć sióstr. Marianna była jedyną córką Marcina i Anny, miała czterech braci. Marianna Teresa Dzieduszycka, z domu Zamoyska, jest mniej znaną i spopularyzowaną z Pań Zamoyskich. Co ważniejsze nie jest, jak dotąd, znany powszechnie jej wizerunek. Warto zatem przyjrzeć się bliżej temu małżeństwu Dzieduszyckich.

Poszukiwania skierowane bezpośrednio na Jerzego i Mariannę Dzieduszyckich,  zaowocowały ciekawymi informacjami, które zechcemy w wielkim skrócie przedstawić w tym artykule. Rozpoczniemy od wizerunków obojga małżonków. Pierwszym na jaki natrafiliśmy, były podobizny Dzieduszyckich naszkicowane przez A. Tomaszewskiego dla wydawnictwa „Lwowianin” Ludwika Zielińskiego (wyd. z 1836 r., Zeszyt 1, s. 41). Odręczny szkic nie jest wierny oryginałowi, którym było epitafium małżonków Dzieduszyckich, ale stanowi ciekawy wizerunek, różniący się od tego zachowanego na zdjęciu. Oryginał z którego kopiował Tomaszewski nie istnieje. Było nim epitafium Dzieduszyckich, znajdujące się w kościele Jezuitów we Lwowie, gdzie spoczęli  oboje po śmierci.  Stan tego nagrobka (przed rokiem 1939) zachował się wyłącznie na zdjęciach. Epitafium zostało wykonane już po śmierci Marianny Dzieduszyckiej.

Zawieszono je na filarze kościoła, naprzeciw ołtarza św. Ignacego Loyoli. Przypominało nastawę ołtarzową. Posiadało tablicę inskrypcyjną po łacinie: D(EO) O(PTIMO) M(AXIMO) GEORGUS (ET) MARIANNA DE ZAMOISCIIS DZIEDOSZYCII (…) oraz tarczę herbową sześciodzielną. Znajdowały się na niej herby: Leszczyc (babki Marianny, czyli matki Anny z Gnińskich Zamoyskiej – Doroty Jaskólskiej);  Nałęcz (babki macierzystej Jerzego, czyli matki Zofii Jabłonowskiej – Anny Ostroróg); Jelita (żony Dzieduszyckiego, czyli Marianny z domu Zamoyskiej); Sas (h. własny Dzieduszyckich); Trach (h. matki Marianny – Anny z Gnińskich Zamoyskiej); Prus III (h. matki Jerzego – Zofii z Jabłonowskich). Dodatkowo powyżej znajdował się znak herbu Zadora (matki ojca Marianny – Marcina Zamoyskiego, czyli Zofii Lanckorońskiej). Epitafium znajdowało się w arkadzie między nawą główną, a północną nawą boczną, prowadzącą do przęsła, w którym znajdowało się wejście do ufundowanej przez Mariannę Zamoyską w 1738 r., nie istniejącej już dzisiaj kaplicy św. Benedykta. Oryginalny portret małżonków także nie przetrwał do dnia dzisiejszego. Zachowała się jednak pastelowa  kopia, wykonana zapewne na początku wieku XX i przechowywana obecnie w zbiorach Lwowskiej Galerii Sztuki.

Bardzo dużo informacji dotyczących małżeństwa Dzieduszyckich dostarcza inwentarz pośmiertny Jerzego, którego szczegółowego opracowania dokonali dr hab. Andrzej Tadeusz Betlej (dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie) i dr Anna Markiewicz: „Pałac w Cucułowcach w świetle inwentarza pośmiertnego Jerzego Stanisława Dzieduszyckiego z 1731 roku.” Inwentarz zachowany jest w zbiorach Centralnego Państwowego Archiwum Historycznego Ukrainy we Lwowie. Pochodzi z ksiąg grodzkich żydaczowskich. W Kijowie natomiast znajduje się kopia tego dokumentu, w Państwowym Archiwum Historycznym. Inwentarz pozwala na bliższe poznanie siedziby Dzieduszyckich w Cucułowcach oraz świadczy o wszechstronnym wykształceniu i zamiłowaniach m.in.  bibliofilskich fundatora pałacu. Kolejnym źródłem wiedzy o Dzieduszyckich jest „Kronika domowa Dzieduszyckich odbita w 200 egz. dla własnego użytku”, wydana w 1865 r. przez Maurycego Dzieduszyckiego (1813-1877). Książka ta została zdigitalizowana przez Bibliotekę Narodową w Warszawie i jest dostępna na stronie Polona. Rozdział III poświęcony został Jerzemu Stanisławowi Dzieduszyckiemu (s. skanu 65- s. książki 118). Odsyłamy do tych opracowań co bardziej wnikliwych z naszych Czytelników (linki poniżej).

Małżeństwo Marianny i Jerzego Dzieduszyckich nie doczekało się potomstwa. Jerzy Dzieduszycki po wycofaniu się z działalności politycznej skoncentrował swoje wysiłki na rozbudowie swojego pałacu w Cucułowcach k. Żydaczowa.  Zajął się także pracą pisarską i kroniką rodu, hodowlą koni oraz upiększaniem swojej rezydencji. Niemały wpływ miała w tych przedsięwzięciach*2.) także Marianna, która wychowywana we wspaniałej rezydencji Zamoyskich  w Zamościu odebrała dobre wzorce, wykształcenie i wychowanie. Kiedy Jerzy Dzieduszycki posłował we wrześniu 1697 r. w Rzymie (jako poseł nadzwyczajny), w imieniu króla Augusta II, otrzymał od papieża Innocentego XII relikwie św. Benedykta. Złożył je w Cucułowcach w kaplicy „na bramie” przy swoim pałacu. Kapelanem dworskim Jerzego i Marianny Dzieduszyckich w Cucułowcach był Jan Ignacy Delamars (1656-1719) Jezuita, który wcześniej  był związany z dworem matki Marianny, podskarbiny Anny z Gnińskich Zamoyskiej. Z Jezuitami małżonkowie Dzieduszyccy byli oboje związani od młodości, Jerzy jeszcze w czasach pobierania nauki w Kolegium Jezuickim we Lwowie i później podczas studiów zagranicznych.

Trudno dzisiaj dociec dlaczego Jerzy Dzieduszycki nie wybudował swojej siedziby w rodzinnym Sokołowie, przekazywanym z pokolenia na pokolenie przez kolejne stulecia. Ulokował ją natomiast w Cucułowcach położonych  niedaleko Żydaczowa. Obszar ten stanowił w tym czasie zarządzaną przez niego królewszczyznę. Starostwo żydaczowskie otrzymał Jerzy Dzieduszycki po ojcu przez cesję. Wcześniej ojciec przekazał mu w 1698 r. część tzw. Zabłotowszczyzny (Zabłotów ze wsiami Tułuków, Kielichów i częścią wsi Dymicze). Po śmierci ojca odziedziczył po nim znaczne posiadłości i zaczął pisać się: na Sokołowie i Kosowie. Troskliwie zadbał o swoje włości, a 15 marca 1704 r. wydał uniwersał dla dziedzicznego gniazda Sokołowa. Król zaraz po śmierci ojca Jerzego chciał mu przydzielić status opróżnionego wojewody podolskiego, lecz Jerzy ze skromności nie przyjął stanowiska. W kwietniu 1704 r. zgodził się natomiast objąć urząd koniuszego koronnego. Odrzucał kolejne propozycje awansu na wyższe urzędy i pozostał do końca życia na tym stanowisku. Dożywotnio otrzymał od króla, w nagrodę za zasługi dla państwa, królewszczyznę Sanniki w ziemi przemyskiej, nieopodal Stojańców dziedziczonych po ojcu. Pałac w Cucułowcach  i otaczające go budynki wzniósł z drzewa sosnowego w latach 1706-1710. W marcu 1713 r. król August II pozwolił, aby prawo dożywocia na Cucułowcach i Turadach przeszło, w razie śmierci Jerzego, na jego małżonkę. Natomiast 3 maja tego samego roku zezwolił Jerzemu odstąpić (komukolwiek) całe starostwo żydaczowskie. Siedziba Dzieduszyckich w Cucułowcach miała charakter lokacji nietrwałej, która z założenia nie miała przetrwać swoich fundatorów. Nie oznaczało to jednak, że siedziba ta była skromna. Wręcz przeciwnie. Córka młodszej linii ordynatów Zamoyskich znalazła tam wspaniałe warunki życia i pracy.

„Ta zacna dama przez ciąg swego życia utrzymywała 24 panien szlacheckiego rodu i 42 panien z nieszlachty, które na dobre żony i uczciwe matki, dla obywateli i mieszczan uczyła – później wyposażyła.” 

Pałac w Cucułowcach powstał według projektu Filipa Pertiego. Jerzy Dzieduszycki sam natomiast kreślił plany ogrodu, łaźni, stajen już w latach 1706-1707.  Sam również angażował rzemieślników, malarzy, snycerzy i sztukatorów. Cucułowce były siedzibą prawdziwie pańską, gdzie oprócz pałacu wznosiły się liczne budynki nadające całości postać miasteczka. Dlatego zapewne odwiedzający to miejsce Józef Załuski określił je jako „oppidium”. Kosztowne cucułowskie ogrody, pałace, pawilony, fontanny i kanały przebiła kolejna inwestycja, kiedy Jerzy spodziewał się wizyty króla. Był nią wspaniały amfiteatr z „dowcipnymi na pochwałę króla napisami”. Ogrody w Cucułowcach zajmowały około 100 morgów i pracowało nad nimi kilka gmin sąsiednich. Rozległe aleje (drogi) obsadzone drzewostanem i dzielące ogrody na kwartały uwidocznił schematycznie rysownik austriacki na XVIII w. Mapie von Miega. „Kronika domowa….” przytacza, że późniejszym właścicielem Cucułowiec był Bogusław Tchorznicki, który kazał częściowo wyciąć szpalery starych drzew, które otaczały „wielkie ulice” ogrodowe. Warto nadmienić, że autor „Kroniki domowej ….” w sposób krytyczny podsumował zabiegi inwestycyjne Jerzego Dzieduszyckiego w Cucułowcach: „samo założenie tych kosztownych budynków i ogrodów w miejscu, które nie będąc jego własnością, musiało po jego i żony śmierci  jako królewszczyzna powrócić do rozrządzenia Korony, co też najlepiej tłumaczy, dlaczego wszystkie te gmachy i zakłady już w roku 1754, wkrótce po zgonie Maryanny, według świadectwa Chmielowskiego, szły w ruinę.” Maurycemu Dzieduszyckiemu nie podobało się również i to, że Jerzy wyprzedawał dobra dziedziczne, a pieniądze za nie przeznaczał na Cucułowce – „dobra w ogród poszły.”

Główny pałac był parterowy z mezzaninem, czyli z  niską kondygnacją pomiędzy parterem a pierwszym piętrem (półpiętro; antresola). Miał fasadę ozdobioną dekoracjami snycerskimi i stiukowymi. Wnętrza pałacu były pokryte boazeriami. Wśród pomieszczeń wyróżniała się sala ozdobiona biustami antenatów i medalionami umieszczonymi na ścianach. Pałac oprócz wielu różnych kosztowności miał nad jednym z pokoi szklany sufit, na którym sztucznie podprowadzona woda tworzyła jakby sadzawkę pełną tzw. złotych rybek. Założenie pałacowe otaczały wspomniane ogrody. Ich wnętrza zdobiły fontanny. Jerzy Dzieduszycki zgromadził w swoim majątku bogatą stadninę koni, ponad 140 obrazów znanych mistrzów oraz wspaniały księgozbiór liczący 3565 tomów. Po jego śmierci większość zbiorów trafiła do Jezuitów, nie przetrwała jednak do naszych czasów, ponieważ spłonęła w pożarze w 1734 r. Część rękopisów zachowała się jednak w zbiorach Biblioteki Poturzyckiej założonej przez Dzieduszyckich. Szczegółowy spis majątku Jerzego i Marianny Dzieduszyckich, przedmiotów i wyposażenia pałacu, stadniny koni, itp. aktywów zawiera wspomniany inwentarz pośmiertny. Podpisała go Marianna z Zamoyskich Dzieduszycka Koniuszyna Wielka Koronna. Można z niego wnioskować o zasobności i bogactwie dworu w jakim przyszło żyć jednej z mniej znanych nam Pań Zamoyskich.

W drugiej połowie XVIII w. dobra w Cucułowcach objął Kajetan Szeptycki: (…) Za konsensem królewskim z 28 VII 1765 otrzymał z cesji kanclerza kor. Andrzeja Zamoyskiego dzierżawy Cucołowce (Cucułowce) i wieś Turady (pow. żydaczowski). Z tytułem star. cucołowskiego został 15 X 1773 kaszt. lubelskim (…). Genealogia Szeptyckich wymienia Ewę i Kajetana Szeptyckich w 1770 r. właścicielami Cucułowiec.

Wiele ciekawych informacji dostarczają także anonse z gazet, informujące o zgonie Jerzego i Marianny z Zamoyskich Dzieduszyckich. Wspomina o nich Marcin Dzieduszycki w kronice rodu. O śmierci Jerzego w dniu 6 września 1730 r. informował Kurier Polski Nr 39, w którym pod datą 15 września donoszą z Zamościa: „Śmierć Jego Mości Pana Koniuszego Wielkiego Koronnego codziennie tu po kościołach dzwony ogłaszają.” Małżonce pozostawił: dożywocie na Cucułowcach i Turadach (zezwolenie królewskie z r. 1713) oraz dożywotnie posiadanie miasta Sokołowa i wsi: Łany, Uhełna, Siechów i części w Wełdziżu, Negrynie, Łolinie, Pacykowie z przyległościami.  Koniuszyna Wielka Koronna w dniu 6 września 1731 r. kazała w rocznicę śmierci męża, w ojczystym Zamościu odprawić najuroczyściej egzekwie za jego duszę (Kurier Polski Nr 90 z r. 1731). O śmierci Marianny z Zamoyskich Dzieduszyckiej w dniu 18 lutego 1751 roku donosił Kurier Polski z dnia 26 lutego tegoż roku: ” dnia dzisiejszego z dyspozycji JW JMPana wojewody lubelskiego zaczęły w południe ogłaszać dzwony po wszystkich kościołach tutejszych fata (zgon) JMPani Dzieduszyckiej Koniuszyny Wielkiej Koronnej w Cucułowcach, rezydencji swojej przed ośmiu dniami zmarłej.” W kolejnym numerze Kuriera Polskiego (Nr 759 z 1751 r. z 17 marca – Lwów) podano ponadto następujące informacje:

„W przeszłą niedzielę sprowadzono prywatnie z Cucułowiec do kościoła xsięży Jezuitów ciało śp. JMPani Maryanny z Zamoyskich Dzieduszyckiej Koniuszyny Wielkiej Koronnej, która tamże z piękną dyspozycją i przytomnością zmysłów z tym się rozstała światem. Że zaś rzadko praktykowanym przykładem ściśle obowiązała  w testamencie, aby nietylko publicznej expertacji ani żadnej pogrzebowym aktom przyzwoitej niebyło apparencyi, lecz w trumnie czarną materyą i prostymi gwoździami obitej, deponowane było ciało; msze zaś wielkie i kondukt przez xsięży Jezuitów był odprawiony, więc niechcąc łamać świątobliwych dyspozycji, JMPP. Zamoyscy lubelski i rostocki starostowie, wykonawszy teraz ostatnią wolę ciotki swojej, solennemu ….pogrzebowi inny czas destynowali. Po odprawionych zaś przez trzy dni od wszystkich zakonów śpiewanych wigiliach, licznych mszach świętych i kondukcie złożono dnia dzisiejszego ciało w grobie kaplicy św. Benedykta męczennika, wspaniale od niej z wielkim kosztem wystawionej. Tam JMPani Koniuszyna Wielka Koronna in suffragium animae na różne konwenta w archidyecezyi lwowskiej legowała 40. 000 złpol. jeszcze za życia in Collegio Societalis Jesu lokowane.”  

Zarówno Jerzego jak i Mariannę Dzieduszyckich cechowała duża gorliwość religijna. Jerzy czynił znaczne fundacje m.in. dla Franciszkanów i na plebanię obrządku grecko-katolickiego w Kosowie. Ufundował także parafię łacińską w Kosowie, która już po jego śmierci, staraniem i dofinansowaniem wdowy, Marianny Dzieduszyckiej została zrealizowana w 1740 r. Robił także intencjonalne zapisy dla klasztoru Karmelitów we Lwowie i w Kosowie. Ufundowana  przez Mariannę z Zamoyskich Dzieduszycką Kaplica św. Benedykta nie miała szczęścia i nie przetrwała do naszych czasów.  Z woli Jerzego Dzieduszyckiego, wyrażonej przed śmiercią, relikwie św. Benedykta przeniesiono z Cucułowiec i wprowadzono uroczyście do świątyni Jezuitów we Lwowie 28 maja 1738 r. Kaplicę konsekrował abp lwowski Mikołaj Wyżycki 23 lipca 1741 r. Dziesięć lat później spoczęła w niej obok swojego męża Marianna Teresa z Zamoyskich Dzieduszycka. Zmarła w Cucułowcach 18 lutego 1751 r. W roku 1753 Towarzystwo Jezusowe, wdzięczne obu małżonkom za doznane od nich łaski, wystawiło w kościele Jezuitów nagrobek z czarnego marmuru. Pośrodku znajdowała się wyobrażona trumna, nad którą widniały za szkłem malowane wizerunki małżonków. Po bokach nagrobka znajdowały się dwie alegoryczne figury przedstawiające miłość i wdzięczność. W górnej części znajdowała się tarcza herbowa z rodzinnymi herbami. Na samym szczycie unosił się anioł (geniusz sławy). Warto zacytować za Maurycym Dzieduszyckim, autorem „Kroniki domowej Dzieduszyckich…”, wydanej w 1865 r. przekład łacińskiego epitafium na nagrobku:

„D.O.M. (Bogu Najwyższemu na chwałę) Jerzy i Maryanna z Zamoyskich Dzieduszyccy, koniuszostwo wielcy koronni, śmiercią rozdzieleni, tym grobem złączeni i po zgonie małżonkowie, ku Bogu i św. Benedyktowi męczennikowi i nabożeństwem celujący. On ciało św. Benedykta, posługując od Augusta II. do Innocentego XII. w nagrodę poselstwa swego z Rzymu wywiózł i ku domowej czci w Cucułowcach świetnie wystawiwszy, przeznaczył je na wspanialszą publiczną w tej świątyni, co wierna małżonka wykonała świątobliwe, gdy kaplicę z fundamentów wyprowadzoną i ozdobioną i Królowej Męczenników Bolesnej Matce, bractwu, zwłokom św. Benedykta męczennika i świętych szczątkom poświęciła, i aby pięcioma ofiarami jej i krewnych codziennie pamiątkę obchodzono, udarowała, wzbogaciła, uposażyła wraz z małżonkiem swym, świętego męczennika czcią, zmarłych modłami, Towarzystwo Jezusowe pobożnemi dobrodziejstwami racząc, które na wieczną pamiątkę nagrobek ten obojgu położyło roku 1753 pierwszego stycznia.”

Na jednej ze ścian kościoła Jezuitów we Lwowie znajdowała się jeszcze jedna pamiątka po Dzieduszyckich, owalna tablica z wyzłoconego drzewa, na której wyrzeźbiony został papież Innocenty XII w scenie przekazywania Jerzemu Dzieduszyckiemu, ubranemu z hiszpańska, relikwii św. Benedykta. Po kasacie Jezuitów w 1772 r. kaplica św. Benedykta została przejęta przez władze gubernialne. Przeznaczono ją na mieszkanie dla stróżów rządowych. Zamurowano jej wejście od kościoła i z kaplicy zrobiono dwa obszerne pokoje. Popioły Dzieduszyckich i Jabłonowskich wywieziono na cmentarz. Groby pod kościołem służyły za składy wina. Ołtarz Matki Boskiej Bolesnej wraz z relikwiami św. Benedykta w szklanej trumnie umieszczono w dawnych drzwiach do kaplicy. Jezuici w 1836 r. odnowili ołtarze i trumnę z relikwiami. Kaplica św. Benedykta została gruntownie przekształcona pod koniec XIX w. Zmieniono całkowicie wyposażenie wnętrza. Po roku 1945 oddzielono ją od kościoła i przebudowano.

Założenie dworskie w Cucułowcach obrazuje austriacka Mapa von Miega. Opisał go również Roman Aftanazy w „Dziejach rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej.” Warto wspomnieć jeszcze o jednym ciekawym opisie pałacu w Cucułowcach, nieco archaicznym w swoim wyrazie, sporządzonym przez ks. Benedykta Chmielowskiego w „Nowych Atenach”– pierwszej polskiej encyklopedii, wydanej dwukrotnie w latach 1745-1746 i po uzupełnieniach 1754-1764:

CUCOŁOWCE

Partykularz w Województwie Ruskim, w Powiecie Żydaczewskim, drugi Hesperyjski Ogród, Polski Wersal, Locus deliciarum. Zacnego i znacznego Inwentora J. W. Jmści Pana Jerzego DZIEDOSZYCKIEGO, Koniuszego Koronnego, Polskiego HIortensjusza Dzieło kosztowne, wielkich sum na się erygowanych scopus & scopulus; gdzie Pałac, Gabinety, Kaplice malowaniem, sztukaterią, przedniemi i drogiemi były adornowanc, kanałami wodnemi, co raz inaczej prowadzonemi, jak Insuły separowane. W ulicach, szpalerami ozdobionych, perspektywy, Fontanny, Eremitoria, drzew różnych to rekreujących oko, to gust ludzki, pełno kwiatów odór kontentujących nic mało. Widzieć było różne wieże, zegarnie, kolumny z Statuami, jako to Atlasa świat dźwigającego, a rzucającego światłość daleko z okręgu Świata pozłocistego, admirować było kaskady wód spadających, konsyderować Amphitheatrum różnie łamane, elogiami Najjaśniejszego Króla Augusta II i Senatu całego opisane, wyboryczncgo stylu. Było tam miejsce, alias na wodzie Pałacyk, ultima Thule w końcu Ogroda, gdzie najczęściej ten Pan mądry bawił się lukubracją. Były różne sztuki i połapki na mostach dla uciechy, inskrypcje po gmachach wyborne dla erudycji. Największy ornament miejscu temu dawał Ś. Benedykt Męczennik, wspaniałą mający na bramie kaplicę, a na dziedzińcu Statuę, Odpustem i wielkim ludu konkursem i zacnych gości corocznie in Junio uwenerowany, gdzie i la miałem honor na Fest Jego mieć Panegiryk Roku 1726. Teraz tenże Święty Męczennik i Żołnierz CHRYSTUSÓW Ignatianae, w Lwowskim Kościele ze wszystkiemi ornamentami tam transportowany, militat Cohorti, a Cucołowce in splendoribus suis idąc w ruinę, Fundatorowi swemu parentare zdają się. Jedyne tego Polskiego Wersalu było vitium in mente Fundatora praevisum, że z słabej wszystko było materyi, z jedliny nie z dębipy, z gipsu nie z marmuru.

Opracowanie i zdjęcia: Ewa Lisiecka i Krzysztof Zdeb

  • Biłka Szlachecka od II poł. XIX w. do 1939 r. była w posiadaniu Sapiehów (Grzegorz Rąkowski. Przewodnik po Ukrainie Zachodniej Część III. Ziemia Lwowska. s. 237). Majątek był zatem bliski zarówno Zamoyskim jak i Dzieduszyckim.

Źródła:

https://polona.pl/item/274273/1/

http://www.muzeum-jaroslaw.pl/histroduz.php

https://www.myheritage.pl/names/marianna_zamoyski

http://pl.rodovid.org/wk/Osoba:474227

http://genealogia.grocholski.pl/gd/osoba.php?id=030377

https://pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Stanis%C5%82aw_Dzieduszycki

https://www.academia.edu/25104907/Pa%C5%82ac_w_Cucu%C5%82owcach_w_%C5%9Bwietle_inwentarza_po%C5%9Bmiertnego_Jerzego_Stanis%C5%82awa_Dzieduszyckiego_z_1731_roku

https://books.google.com.ua/books?id=chpfAAAAcAAJ&pg=PA117&lpg=PA117&dq=Buczacki+Wiadomosci&source=bl&ots=aAMJ1yTpDL&sig=2YmFSFYIewwqU3jh7eJiZrFTdCQ&hl=uk&sa=X&ved=0CCkQ6AEwAmoVChMIjcmXhpCIyQIVp_xyCh3ApQ0F#v=onepage&q=Buczacki%20Wiadomosci&f=false

http://literat.ug.edu.pl/ateny/0032.htm

https://pl.wikipedia.org/wiki/Wilchiwci_(obw%C3%B3d_lwowski)

http://www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/kajetan-szeptycki-h-wlasnego

______________________________________________________________________________________

Po przeczytaniu artykułu ciekawe informacje nadesłała Ewa Dąbska:

  1. Znalazłam jeszcze jedną ciekawostkę z życia Pani Marianny Teresy Dzieduszyckiej z Zamoyskich. Jej ślub z Jerzym Stanisławem Dzieduszyckim odbył się dokładnie w nocy 22-23.07.1704 r. przy łożu konającej Anny z Gnińskich Zamoyskiej, matki panny młodej. Ślubu udzielił bp kamieniecki Jan Krzysztof Gniński.
  2. Krzysztof Czubara w swoim artykule „Tomasz Józef Zamoyski” zamieszczonym w ZKK Nr 9/1986 opisuje, że Marianna Teresa z Zamoyskich Dzieduszycka procesowała się z bratem (ordynatem) o należny posag, który kosztował Ordynację „kolejne sumy.” Dokładniej opisuje ten spór Marian Kozaczka w „Poczet ordynatów Zamoyskich” wyd. Lublin. 2009.

Jan Zamoyski w Padwie

Na początku lutego 2017 r. wybrałam się w doborowym towarzystwie przewodników: Marii Rzeźniak, Jadwigi Kozłowskiej, Marii Wnuk, Adama Sawickiego i Pawła Rembisza do północnych Włoch. Mnie szczególnie interesowała Padwa, ponieważ tu Jan Zamoyski studiował na słynnym Uniwersytecie w latach 1561-1565, gdzie przez rok pełnił nawet funkcję rektora fakultetu prawniczego. Marta Wasil w opracowaniu o Janie Saryuszu Zamoyskim opublikowanym na stronie http://pspzoi.idsl.pl/doc/PSPz…..moyski.pdf opisuje szczegóły z jego życia w tym okresie: „Studiował na wydziałach: prawa i nauk wyzwolonych. Pierwszym faktem z jego pobytu w Padwie, który znamy, jest zakupienie 20 czerwca 1561 roku Pandektów, czyli zbioru fragmentów z pism jurystów rzymskich, wchodzących w skład Kodeksu Justyniana. Wśród społeczności uniwersyteckiej zyskał dużą popularność. 13 września 1561 roku Jan Zamoyski zostaje wybrany konsyliarzem nacji polskiej, to jest jej reprezentantem we władzach uczelni. Dwa miesiące później, w sprawie między dwoma profesorami filologiem Francesco Robortellim i prawnikiem Carlo Sygoniuszem, reprezentował tego ostatniego w Wenecji przed rektorem. W październiku 1562 roku, dwudziestoletni student przemawiał na pogrzebie wybitnego chirurga i anatoma profesora Gabriela Fallopiusa, swego, jak to sam określił, najbliższego przyjaciela. Znakomita, drukiem wydana mowa, tłumaczyła po części jakimi sposobami Zamoyski, w dobie wszechwładnego wpływu pięknej retoryki na serca i umysły, zdobywał popularność. Z każdym dniem studiów poszerzała się jego wiedza prawnicza. Nie ulega wątpliwości, że był to główny przedmiot jego studiów. Wśród jego mistrzów był Guido Panciroli, profesor prawa rzymskiego, ujmujący jego dzieje na podstawie wielkiej wiedzy historycznej i filologicznej oraz Tiberio Deciani, znakomity i niesłychanie popularny wśród młodzieży wykładowca prawa karnego. Największe jednak znaczenie miał wpływ Sygoniusza. Uczony ten skierował młodego Polaka ku badaniom nad dziedziną niewątpliwie przyszłemu mężowi stanu potrzebniejszą niż rozważania prawnicze – nad historią ustroju dawnego Rzymu i jego republikańskich instytucji. W roku 1563 ukazała się pierwsza praca literacka Jana Zamoyskiego, łacińskie dzieło „De Senatu Romano – Libri Duo” (O senacie rzymskim – ksiąg dwie). Dedykował ją Piotrowi Myszkowskiemu, sekretarzowi królewskiemu, który w tym czasie objął urząd podkanclerzego koronnego. Pierwsza z dwóch ksiąg dzieła Zamoyskiego traktuje o urzędzie senatora, jego powołaniu, stanowisku, prawach i obowiązkach. Druga mówi o posiedzeniach senatu, zakresie działalności i autorytecie. Jan Zamoyski miał także napisać wówczas i drugie dzieło, ukazujące sylwetkę doskonałego senatora, które niestety nie zachowało się. Interesował się także rzymskim sądownictwem i historią Kartaginy. 4 sierpnia 1563 roku doczekał się Zamoyski największego triumfu: wyboru na rektora uniwersytetu prawników. Z 25 uczestniczących w konsylium głosowało na niego l7, a 7 wstrzymało się od głosu. Przyszły mistrz parlamentarnych zmagań znakomicie rozegrał swą pierwszą kampanię. Droga do tego triumfu nie była łatwa. Sam zamysł kandydowania długo był trzymany w tajemnicy. Urząd ten wymagał, z jednej strony – wiedzy prawniczej, by podołać obowiązkom, z drugiej – znacznej fortuny, gdyż był oczywiście honorowy, a pociągał za sobą wydatki. Sytuacja majątkowa Zamoyskich poprawiła się znacznie, gdy w czerwcu 1563 roku ojciec otrzymał od króla bogate starostwo bełskie, przylegające do granic jego oddłużonych włości. Równocześnie zdołał już Jan zyskać sporą wiedzę prawniczą. Znakomicie sprawdził się jako rektor. W ciągu rocznego urzędowania przygotował przede wszystkim do druku nie publikowane dotąd ustawy akademickie, stanowiące prawną podstawę organizacji uczelni i studenckiego samorządu. Poprzedził je krótką przedmową, w której przeciwstawiając się narastającej studenckiej swawoli wezwał ostro i zdecydowanie do przestrzegania praw uczelni, wskazał, że jeśli sami studenci ich nie uszanują, nie będą mogli się spodziewać uszanowania swoich, znacznych przecież swobód. Agitacja wyborcza się skończyła – teraz trzeba było zyskać poparcie władz weneckich. Do obowiązków wybranego przez studentów rektora należała troska o poziom studiów, zarówno kontrola nauczających profesorów, jak pozyskiwanie nowych, tu zaś poparcie władz Rzeczypospolitej Św. Marka było niezbędne. Zamoyski potrafił sobie wyrobić dobre stosunki w Wenecji, zwłaszcza z późniejszym dożą Alvise Mocenigo oraz senatorem Morinem de Cavalli. Sprzyjał mu też miejscowy przedstawiciel władzy, Bernardo Venerio. Stąd rektor miał możność pomyślnego załatwienia wielu spraw, często drażliwych. Objął rządy w sytuacji napiętej, w trakcie rozdzielających uczelnię sporów wewnętrznych, kończących się nieraz krwawymi walkami na ulicach miasta. Piastując urząd rektora wykazał się dużą przedsiębiorczością, umiejętnościami zjednywania sobie młodzieży i profesorów. Dbał o wysoki poziom wykładów, uporządkował i poprawił statut uniwersytetu, troszczył się o warunki bytowe studentów. Toteż, gdy kadencja jego dobiegła kresu, nowe władze uniwersytetu prawników uchwaliły, by wmurować w krużganku uczelni, przy wejściu do auli wielkiej – tablicę upamiętniającą jego zasługi. Od 1 września l564 r. gmach Uniwersytetu Padewskiego zdobi tablica z herbem Zamoyskich i łacińskim napisem, który w tłumaczeniu na język polski brzmi: „Sariuszowi Zamoyskiemu synowi Stanisława, Starosty Bełskiego i Hetmana Nadwornego, obojga praw doktorowi, Polakowi, rektorowi dobrze zasłużonemu – Uniwersytet Prawników poświęcił 1. IX. l564 roku „. Po blisko 30 latach, gdy Zamoyski zasłynął jako wybitny mąż stanu na podstawie uchwały konwentu w 1591 roku (gdy zbliżała się 50 rocznica jego urodzin) wmurowano w gmach uczelni w Padwie drugą tablicę podkreślającą zasługi dawnego rektora. Gdy w 1565 roku opuszczał Padwę, wiózł dyplom doktora obojga praw, uzyskany obyczajem szlacheckim, czyli bez egzaminu i bez opłat oraz datowany na 7 kwietnia list senatu Rzeczypospolitej Św. Marka do króla Zygmunta Augusta, w którym władze weneckie „polecały łaskawości i opiece monarchy jego utalentowanego poddanego, co w przedziwny sposób pozyskał sobie życzliwość nie tylko całej młodzieży, która napłynęła do Padwy, lecz także wszystkich innych obywateli, a szczególnie naszych urzędników”. … Od 19 kwietnia 1937 roku popiersie Jana Zamoyskiego zdobi salę Uniwersytetu w Padwie. Inicjatywa ufundowania pomnika, jako daru Polski dla uniwersytetu, wyszła ze strony ambasadora Rzeczypospolitej przy Kwirynale, Alfreda Wysockiego, który nie dysponując dostatecznymi środkami, zwrócił się o współdziałanie do XV ordynata Maurycego Zamoyskiego, licząc na jego udział w pokryciu kosztów dzieła. Chodziło o pomnik taki jakie mają najwybitniejsi wychowankowie tego uniwersytetu. Jego wykonanie powierzono zamieszkałemu w Rzymie rzeźbiarzowi polskiemu Antoniemu Madeyskiemu, znanemu przede wszystkim z sarkofagów królowej Jadwigi i Władysława Warneńczyka w Katedrze na Wawelu, a także z rzeźby króla Jana III Sobieskiego w Kaplicy Polskiej Bazyliki św. Antoniego w Padwie. Wykonany w białym marmurze karraryjskim biust przedstawia już nie młodzieńca, lecz dostojnego męża w sile wieku, o szlacheckim , inteligentnym obliczu, w polskim stroju szlacheckim, z zawieszonym na szyi medalem przedstawiającym głowę króla Stefana Batorego. Artysta umieścił popiersie na okazałym cokole z czerwonego marmuru, pięknie harmonizującym z całością. Początkowo pomnik znajdował się w auli głównej. Obecnie wystawiony jest w sali, gdzie umieszczono szereg portretów innych zasłużonych wychowanków uniwersytetu. Na przeciwko pomnika Zamoyskiego stoi zbliżonej wielkości biust Galileusza. Źródło http://pspzoi.idsl.pl/doc/PSPz…..moyski.pdf

Popiersie Jana Zamoyskiego, wykonane przez Antoniego Madeyskiego, odnalazłam na zdjęciu w internecie https://mojewloskieimpresje.blogspot.com/2010/01/la-dotta-intelektualne-oblicze-padwy.html , ponieważ sale wykładowe były dla nas niedostępne, w Sali Czterdziestu [La Sala dei Quaranta], w której znajduje się namalowanych w 1942 r. 40 portretów słynnych studentów; oryginalna drewniana katedra, z której Galileusz wykładał w latach 1592-1610 oraz jego popiersie. Wśród 40 portretów jest wizerunek króla Polski Stefana Batorego, który 22.10.1549 r. w imieniu cesarza Ferdynanda I Habsburga wziął udział w Mantui w zaślubinach jego córki Katarzyny z Franciszkiem III Gonzagą. Prawdopodobnie właśnie wtedy nauczył się włoskiego i przez kilka miesięcy studiował na Uniwersytecie w Padwie. Zdjęcia z internetu i z Zamojskiego Muzeum:

 http://przewodnicyzamosc.pl/hosting/imgs/97160_0.popiersie Zamoyskiego wg Madeyskiego.JPG Image Enlarger

 http://przewodnicyzamosc.pl/hosting/imgs/37249_1.popiersie Jan Zamoyski Madeyskiego z Auli w Padwie.jpg Image Enlarger

Kierując się opisem z książki Pawła Popiela „ Jan Zamoyski w Padwie i Wenecyi, 1876 : http://bc.wbp.lublin.pl/dlibra/docmetadata?id=1726&from=pubindex&dirids=27&lp=1822 : „Kogo rozkoszne wędrówki po Włoszech zawiodły do Padwy, ten zapewne nie omieszkał, oddawszy poprzednio pokłon Ś. Antoniemu, udać się do starożytnego gmachu uniwersyteckiego. Gdy się wchodzi do obszernego dziedzińca, otoczonego do koła pięknemi o trzech piętrach wznoszącemi się arkadami, pierwsza rzecz, która zwiedzającego uderza, jest mnóstwo znaków herbowych, bądź rzeźbionych bądź malowanych, umieszczonych na wszystkie strony, gdziekolwiek się stosowne do tego znalazło miejsce. Na krużgankach, filarach, wnękach, to osobno, to rzędem, wszędzie świecą godła herbowe. U każdego z nich wyczytać można nad tarczą imie i nazwisko herbownego, a znajdziesz tam znakomite i szlachetne nazwiska ze wszystkich niemal krajów, pod tarczą zaś wypisane, z jakiego narodu herbowny pochodził. …Wprost naprzeciw wejścia głównego, na pierwszym piętrze krużganków, na prawo od wielkich podwojów, wiodących do auli uniwersyteckiej, spostrzegamy herb rzeźbiony, znacznie od innych większy. Tarcza herbowa pokazuje nam trzy, włócznie w polu czerwonym; nad tarczą nadpis: Joannes Sarius Zamoscius, a pod nią ex natonie Polona. Obok stoi napis: Saryuszowi Zamoyskiemu, Stanisława Starosty Bełskiego i Hetmana nadwornemu synowi, obojga praw Doktorowi, Polakowi, Rektorowi dobrze załużonemu, Szkoła jurystów poświęciła 1 Września 1564….W oryginale stoi: „Regii equitum ductoris.” Tłumaczenie podałem według Przeździeckiego: O Polakach w Bononii i Padwie – Warszawa 1853. – W książeczce tej, zawierającej wiele ciekawych historycznych i biograficznych szczegółów, zebrał autor większą część przytoczonych i tutaj nazwisk, z pominięciem wszakże dość ważnych. …Tomasini w kilku miejscach podaje napisy tyczące się Zamoyskiego, bo o ile z niego można wyrozumieć, było ich trzy na rozmaitych miejscach. str. 412, 477, 487. Przeździecki podaje ich dwa i dzisiaj przynajmniej więcej ich nie ma. W tekście przytoczony napis znajduje się tak samo w dziele: Inscriptiones Patavinae … a Jacobo Salomonio … editae, Patavii 1708. 4to.”
nam udało się obejrzeć, a wypatrzyła Jadwiga Kozłowska, wśród krużganków na pierwszym piętrze herb rzeźbiony zawierający wizerunek Jana Zamoyskiego, który dotychczas nie był publikowany w żadnym ze znanych mi źródeł. Na zdjęciu ze strony http://nowyzabytek.pl/top-10-najstarszych-uniwersytetow-europy/ zaznaczone białą strzałką jego usytuowanie na prawo od wejścia do Aula Magna oraz zdjęcia herbu autorstwa Jadwigi Kozłowskiej i Adama Sawickiego.

 http://przewodnicyzamosc.pl/hosting/imgs/94820_padwa-palazzo-del-bo.jpg Image Enlarger

 http://przewodnicyzamosc.pl/hosting/imgs/06324_5.jpg Image Enlarger

 http://przewodnicyzamosc.pl/hosting/imgs/23749_5.Jan Zamoyski.JPG Image Enlarger

Opublikowane ryciny wyżej opisanych tablic padewskich z 1564 r. i 1591 r. pomiędzy stronami 402 i 403 w I tomie „Archiwum Jana Zamoyskiego”, wydanym w Warszawie w 1904 r., których kopie prezentowane były w Zamojskim Muzeum, ukryły się przed nami pomimo wyszukanego w internecie planu sytuacyjnego – strony 145-146 http://www.webalice.it/franco.holzer/files/Cap-pag.-115-146.pdf . Na stronie 403 „Archiwum” zaznaczono uwagę, że pomnik ten wystawiono dopiero za rektoratu Lancellota a Lancellis r. 1591, jak świadczy napis na załączonej rycinie. Zdjęcia Henryka Szkutnika i z ww. strony internetowej.

 http://przewodnicyzamosc.pl/hosting/imgs/78950_1.1564..jpg Image Enlarger

 http://przewodnicyzamosc.pl/hosting/imgs/90386_2.1591..jpg Image Enlarger

 http://przewodnicyzamosc.pl/hosting/imgs/18794_4.1564 aula magna Jan Zamoyski.jpg Image Enlarger

Zdjęcia 6 – 8 dotyczą tablic, których ryciny znajdują się w I tomie „Archiwum Jana Zamoyskiego”. Przy poszukiwaniach natrafiłam na wniosek Pana prof. Jerzego Kowalczyka złożony, w roku świętującym 400-lecie Zamościa, na ręce prof. dr Czesława Madajczyka, dyrektora Instytutu Historii PAN, o kontynuację „Archiwum Jana Zamoyskiego” w zakresie źródeł z lat 1586-1605 pod auspicjami PAN. Niestety wniosek przepadł w czyimś biurku. Może warto podjąć w nowej rzeczywistości tę wspaniałą inicjatywę Pana Profesora.

Ewa Dąbska

Wystawa z 1881 r.

Nie istniejące już obecnie Muzeum Przemysłu i Rolnictwa w Warszawie powstało w 1905 r. Działało do 1939 r., tj. do chwili jego zniszczenia wraz z 10 000 cennych eksponatów. Muzeum dokumentowało historię przemysłu, rolnictwa i rzemiosła. Organizowało wiele znakomitych wystaw czasowych. W 1881 r. odbyła się wystawa, której ślady odnajdziemy w wydanym z tej okazji „Albumie dzieł sztuki stosowanej do przemysłu.” Wśród różnorodnych przedmiotów zgromadzonych wówczas przez muzeum, znajdowały się także pamiątki udostępnione przez Rodzinę Zamoyskich. Niektóre z nich były wyjątkowe! Obecnie, dzięki udostępnieniu przez Bibliotekę Narodową w Warszawie zawartości albumu (wraz z opisami), możemy je poznać. Należą do nich w szczególności wyeksponowane na:

Tab. III pod nr 24talerz fajansowy z herbem Zamoyskich z fabryki Tomaszów, z początku bieżącego w., własność Ordynacji Zamojskiej

Tab. V pod nr 30 – filiżanka ze spodkiem, biała z wizerunkiem Jana Zamoyskiego (Korzec), z końca XVIII w.; własność hr. R. Zamoyskiej

pod nr 46 – filiżanka ze spodkiem z porcelany malowanej srebrem z portretem ks. Fr. Sapiehy (Tomaszów) wł. Ord. hr. Zamoyskich

pod nr 49talerz porcelanowy, niebiesko i złoto emaliowany (Tomaszów) wł. Ordynacji Zamoyskiej

pod nr 34 – filiżanka ze spodkiem i pokrywką (Korzec) z widokiem Korca; wł. hr M. Zamojskiej.

Wśród wyrobów z kryształu górskiego i szkieł z różnych fabryk i epok eksponowano m.in. kielichy z herbem Jelita nazywanym na wystawie herbem Sariusz i napisami, które stanowiły własność Ordynacji Zamojskiej.

Tab. XXIII – wyroby z kryształy górnego ozdobione kamieniami i emaliami z różnych epok będące własnością hr. Zamoyskich i innych.

Tab. LV – łyżki polskie srebrne z XVI i XVII w. własność hr. R. Zamoyskiej i innych.

Tab. LVI  nr 803szkatułka srebrna podbijana, wyrób gdański; stanowiąca kałamarz Kanclerza Wielkiego, Jana Zamoyskiego; wł. Ord. hr. Zamoyskich.

Tab. LVIII – widok sali z ekspozycją przedmiotów należących do hr. Zamoyskich.

Tab. LIX – 12 talerzy emaliowanych (Limoges) z końca XVI w. przedstawiających 12 miesięcy, wykonanych prawdopodobnie przez Jana Courtois; wł. Ord. hr. Zamoyskich

Tab. LXXIII – polskie pasy jedwabne, złotem i srebrem przetykane z fabryk: w Słucku; w Kobyłce (Paschalisa) we Lwowie; własność m. in.  Ord. hr. Zamoyskich i innych

Tab. LXXXIII – hełm z grzebieniem Jana Zamoyskiego, Wojewody Sandomierskiego i osłony łbów końskich, żelazne, nabijane złotem, grawerowane, wł. Ord. hr. Zamoyskich 

Tab. XC – oznaki godności Nr 2 i Nr 8 – berło Rektorów Akademii Zamojskiej, wł. hr. Zamoyskich

Tab. XCII nr 1459 – Szafeczka z szufladkami ze srebra lanego i cyzelowanego, ze złoceniami, wyrób niemiecki, z epoki odrodzenia; wł. Ord. hr. Zamoyskich.

opracowanie: evel

Karawaka w Józefowie k. Biłgoraja

Od kilku lat nie dawał mi spokoju tajemniczy napis umieszczony na kamiennym krzyżu w Józefowie k. Biłgoraja, przy ulicy Leśnej. Już sama figura należy do wyjątkowych, ponieważ jest to karawaka murowana, rzadko jako taka występująca na naszych terenach. W czasie kiedy krzyże chroniące przed zarazą były wszechobecne i wręcz niezbędne w środowisku, kulturze i religii mieszkańców wsi i miasteczek, znane były także specjalne modlitwy, których zbiory nazywano karawikami. Ułożono je w czasie Soboru w Trydencie, a w Polsce wydawane były jeszcze w drugiej połowie XIX w. Włościanie, nie umiejący pisać stawiali swoje karawaki bez napisów (skrótów) modlitwy. Zdarzało się jednak, że ryto na kamiennych karawakach „napisy modlitwy” tak jak to właśnie uczyniono na  karawace z Józefowa w 1848 r. Napis jest swoistym kluczem, zaszyfrowanym dla wtajemniczonych, prowadzącym do modlitwy po łacinie, ochraniającej nie tylko od zarazy, tak powszechnej w ubiegłych wiekach, ale i od innych nieszczęść.

Siedem krzyżyków, które umieszczano na karawakach, służyło do rozpoczęcia modlitw zaczynających się od słowa „krzyż”.  Natomiast osiemnaście łacińskich liter, rozmieszczonych na karawace i jej ramionach, to pierwsze litery kolejnych modlitw, rozpoczynających się od tych liter. Jakie powinny to być litery? W swoich poszukiwaniach szłam tym tropem. Początkowo do Krakowa, gdzie w Muzeum Etnograficznym opisano jeden z eksponatów, który naprowadził mnie na krzyż św. Benedykta i modlitwę św. Zachariasza. Żeby ustalić znaczenie skrótów modlitwy wykonałam kilka kolejnych poszukiwań w internecie, aż natrafiłam na prawie pełną informację. Zagadka nurtująca mnie od lat została w zasadzie rozwiązana. Odkryłam, że istnieją pewne odchylenia od wzorca modlitwy na józefowskim krzyżu. Przyczyny mogły być różne: przez lata zatarły się prawidłowe napisy, które być może zniekształcono przy kolejnych odnowieniach karawaki, względnie kamieniarz odkuł niewłaściwie  litery. Być może wzorzec (napis, medalik?) był mało czytelny. Medaliki takie, szczególnie te z XVIII w. krążą wśród kolekcjonerów, a te z awersem przedstawiającym krzyż św. Benedykta i rewersem ze słowami modlitwy św. Zachariasza (w skrótach łacińskich liter) należą do rzadkości. Natomiast inne medaliki, w kształcie karawaki z ww. modlitwą były noszone do końca XVII w.

Zajmijmy się teraz słowami modlitwy, przekazanej wiernym przez św. Zachariasza (papieża- benedyktyna 741-752), która miała ich chronić od wszelkiego zła. Modlitwa ta nazywana była także (mylnie) błogosławieństwem i wierzono powszechnie w moc słów tego przesłania. Był to bardzo bogaty program modlitewny, trudny do zapamiętania dla prostych włościan. Wspomagano się wydawanymi (jeszcze w XIX w.) w Polsce modlitewnikmi, nazywanymi karawikami.  Klucz prawidłowy modlitwy: +Z+DIA+BIZ  SAR  +Z+  + HGF+BF RS. Na józefowskim krzyżu klucz zapisano następująco: +Z+ DLA  +B+Z+ SA +Z+ HOFI  BERS. Ilość krzyżyków zgadza się ze wzorcem (siedem), natomiast jest niezgodność liter, jest o jedną za mało (17 zamiast 18). Różnice w literach modlitwy: zamiast DIA jest DLA; zamiast BIZ jest B+Z; zamiast SAR jest SA; zamiast HGF jest HOFI; zamiast BFRS jest BERS. Dokładny klucz prowadzący do modlitwy po łacinie i po polsku odnajdziemy na stronie internetowej TPZN poniżej.

Poza opisaną karawaką w Józefowie zachowało się kilka tego typu krzyży na naszych terenach. W Jacni są nawet dwie karawaki. Pierwsza z nich to drewniany krzyż stojący na rozstajach dróg z Zamościa do Krasnobrodu i do Józefowa, który jest wspominany przez najstarszych mieszkańców, jako stojący tu „od wieków”. Kilka lat temu wymieniono go na nowy. Drugi z krzyży znajduje się na skraju lasu między Bródkami a Jacnią. Drewniany, trójramienny i dosyć wysoki, postawiony w 1981 r. przez nie żyjącego już Władysława Kukułowicza. Poświęcił go ks. kanonik Kazimierz Wójtowicz. Kiedy stara, drewniana karawaka podgniwała w ziemi, skracano ją i wkopywano na nowo, aż zmalała do tego stopnia, że trzeba było ją wymienić na nowy krzyż. Jedna ze starszych mieszkanek w Jacni wydała taką oto opinię starej karawace: „Nasz krzyż czuwa nad całą wsią. Nie ma u nas pożarów i chorób zakaźnych”. Spotkamy karawakę także w Szewni Dolnej; Tereszpolu Zygmuntach; Szopowym; Tarnogrodzie i w Zamościu na ul. Młyńskiej. Muzeum Zamojskie może się natomiast pochwalić karawaką – medalikiem, który  odnaleziono w czasie prac archeologicznych w jednej z nisz Kościoła Reformatów w Zamościu (krypta ze zwłokami 60 letniego mężczyzny). Dokładnie opisał ją dr Piotr Kondraciuk w Zamojskim Kwartalniku Kulturalnym Nr 3-4/2000 w artykule pt. „Karawaka – zapomniany talizman”.

Opracowanie i zdjęcia: evel

Źródło:

1. Mieczysław Kościński. Przydrożne pomniki wiary. Krasnobród i okolice.

2. Muzeum Etnograficzne w Krakowie

http://etnomuzeum.eu/Obiekty,209_postrach_demonow.html

3. Ogólnopolski miesięcznik Odkrywca

http://odkrywca.pl/medalik-z-lainskimi-napisami,702216.html

4. Forum TPZN Towarzystwo Przeciwników Złomu Numizmatycznego

http://forum.tpzn.pl/index.php?topic=7127.0;wap2

Amicus Museum 2016

W Muzeum Zamojskim w Zamościu 26 lutego 2017 roku odbyła się uroczystość wręczenia dyplomu „Amicus Museum 2016”. Dyrektor Andrzej Urbański podziękował wszystkim, którzy w sposób szczególny przyczynili się do promocji i rozwoju Muzeum. Tym razem wyróżnił biura turystyczne, które w swoich programach edukacyjno – poznawczych konsekwentnie promują Muzeum Zamojskie, jako ważne i wyjątkowe miejsce w w procesie poznawczym: „Zamość jako miasto idealne, wpisane na listę UNESCO”.

Laureatami „Amicus Museum 2016” został Łukasz Miazek – Fabryka Turystyki, Lublin oraz Małgorzata i Krzysztof Styła – Biuro Turystyki Przyrodniczej „Perkoz”, Lublin. Na dyplomie tradycyjnie umieszczono wybrany eksponat pozyskany do zbiorów w 2016 roku. Tym razem jest to paszport dyplomatyczny mecenasa Henryka Rosińskiego z 1919 roku. Henryk Rosiński, współtwórca Muzeum, czynnie uczestniczył w życiu kulturalnym międzywojennego Zamościa a także w zamojskim Oddziale Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego.

Szczególne podziękowanie zostało złożone na ręce kol. Bożeny Smutniak, która w 2016 roku do Muzeum Zamojskiego i Muzeum Fortyfikacji i Broni Arsenał zawitała z 77 grupami turystycznymi, bijąc rekordy wśród przewodników. Serdecznie dziękuję wszystkim przewodnikom oprowadzającym po ekspozycjach muzealnych, a szczególnie koleżankom i kolegom z Koła Przewodników Terenowych PTTK/ O Zamość im. Róży i Jana Zamoyskich

Kilka danych statystycznych:

Muzeum Zamojskie

Bożena Smutniak – 53 grup

Janusz Malicki – 52 gr.

Jadwiga Kozłowska – 34 gr.

Zofia Kapecka – 13 gr.

Maria Puźniak – 13 gr.

Wiesia Poździk – Zborowska – 12 gr.

Muzeum Fortyfikacji i Broni Arsenał

Bożena Smutniak – 24 gr.

Maria Puźniak – 20 gr.

Grzegorz Łapiński – 12 gr.

Kazimierz Dziok – 12 gr.

Dominika Lipska – 11 gr.

Zofia Kapecka – 11 gr.

Zdjęcia: Henryk Szkutnik

Z turystycznym pozdrowieniem – Prezes Koła Przewodników – Maria Rzeźniak

Miłość trzeba udowodnić!

Tak, jak to czynił Brat Albert. Nie po to, aby zasłużyć na świętość, ale po to, by innych nauczyć jak kochać bliźniego. Przewodnickie szkolenie 23.02.2017 r. poświęcone było wizerunkom świętych i błogosławionych na Roztoczu. Przygotował je i poprowadził Zbyszek Pietrynko. Szczególnie dużo uwagi zostało poświęcone św. Bratu Albertowi i bł. Siostrze Bernardynie, bowiem rok 2017 został ogłoszony Rokiem św. Brata Alberta. Polski święty związany z Roztoczem to wielka sprawa. Dzieło św. Brata Alberta i kult Jego osoby jest żywy w wielu miejscach Roztocza Południowego (Wschodniego). Ścieżki, którymi je przemierzał ujęto z czcią w „Szlak Brata Alberta” jeszcze wtedy, kiedy nie był ogłoszony świętym.  Prowadzi na długości 47 km z Horyńca Zdroju przez Werchratę do Narola. Tymi wzgórzami, Jego śladem wędrują dzisiaj pielgrzymi i turyści. Zaglądają do świątyń i kapliczek w których się modlił, do pustelni, gdzie mieszkał ze współbraćmi, oglądają te same pejzaże, które cieszyły także oczy świętego. To miejsca umodlone szeptami modlitwy. Choć ubogie i zatopione głęboko w wąwozy i lasy Roztocza, okryte łaską Boga, której doznaje każdy kto tutaj zawita, nawet ci mniej pobożni. Piękna postać św. Brata Alberta ujmuje wszystkich bez wyjątku, nadal tak samo, jak przed laty ujęła bł. Siostrę Bernardynę, by poszła za Nim i służyła najuboższym i najbiedniejszym.

W roku tak szczególnym zechcemy, przewodnickim zwyczajem, podzielić się z naszymi Czytelnikami wiedzą o tych miejscach, które związane są na Roztoczu z Osobami św. Brata Alberta i bł. Siostry Bernardyny. Jednym z nich jest położona tuż przy granicy z Ukrainą:

Pustelnia Sióstr Albertynek w Prusiu 

Pustelnia nie istnieje. Pozostała kapliczka, która upamiętnia pustelnię, a znajduje się na skraju wsi Prusie. Postawili ją mieszkańcy na pamiątkę istniejącej tu w latach 1897-1914 ostoi Sióstr Albertynek. Stoi na sześciokątnym postumencie, w który wmurowane są tabliczki z opisem historii pustelni.

Tabliczka pierwsza:

”W tym miejscu w latach 1897-1914 stała jedna z pierwszych pustelni Zgromadzenia Sióstr Albertynek, założonego przez bł. Brata Alberta, w celu niesienia pomocy ludziom ubogim, chorym i opuszczonym, nędzarzom w przytułkach. Pustelnia ta była miejscem wypoczynku dla sióstr podupadłych na zdrowiu i przemęczonych ciężką pracą w przytuliskach, które po wzmocnieniu sił fizycznych i duchowych szły do dalszej pracy.”

Tabliczka druga:

„Pustelnia sióstr była centrum miłosierdzia chrześcijańskiego dla ludności z całej okolicy. Siostry w duchu Brata Alberta wychodziły naprzeciw potrzebom ludzkim. Uczyły ludzi tkactwa, leczyły ziołami, a przez dobry przykład i naukę katechizmu zbliżały ludzi do Boga. Również ludność miejscowa ze swej strony darzyła siostry życzliwością i wspierała je pomocą materialną.”

Tabliczka trzecia:

„Pustelnię w Prusiu stanowiły dwa drewniane domy, budynek gospodarczy i ogród. Otaczały je dookoła łąki i lasy. Właścicielami posiadłości byli: najpierw p. hrabia Dębicki, następnie p. Homolacz, a w roku 1905 posiadłość przeszła w ręce Żyda NN, który pobierał od sióstr wysoki czynsz za dzierżawę.”

Tabliczka czwarta:

„W 1898 roku po raz pierwszy pojawiła się w tej pustelni Sługa Boża Bernardyna – Maria Jabłońska, ur. 5 sierpnia 1878 roku w Pizunach, parafia Lipsko. W 18 roku życia poszła za głosem powołania. 13 czerwca 1896 r. spotkała w Horyńcu Brata Alberta, który przyjął ją do grona sióstr. Sł. Boża Siostra Bernardyna w późniejszych latach, jako przełożona generalna sióstr, często odwiedzała pustelnię w Prusiu i razem z siostrami odprawiała tu rekolekcje.”

Tabliczka piąta:

„Domy pustelnicze należały do całości dzieł bł. Brata Alberta, który powiedział:
Jeśli domów pustelniczych zabraknie, to nie można będzie nawet przytulisk dla biednych urządzić, bo zabraknie wytrwałości, poświecenia i sił do obsługi”

Tabliczka szósta:

„W pustelni mieściła się nieduża kaplica publiczna, w której ojcowie franciszkanie raz w tygodniu odprawiali mszę św. i inne nabożeństwa. W niedziele i święta siostry razem z ludnością szły na mszę św. do Horyńca, Rawy Ruskiej, Lipska, czy Narola, nie zważając na niepogodę, deszcze, czy zaspy śnieżne.”

Pustelnia św. Brata Alberta w Werchracie

Nie istnieje. Pozostały tylko jej ślady w miejscu w którym kiedyś stała. Jest niewątpliwie najważniejszym miejscem związanym z Osobą św. Brata Alberta na Roztoczu. Ulokowana jest na wzgórzu w Werchracie – Monastyrzu. W 1891 roku zakonnicy z Bratem Albertem na czele przybyli do Werchraty, gdzie założyli swoją pierwszą pustelnię.  Znajdowała się poniżej dawnego klasztoru bazylianów. Były to opuszczone budynki gospodarskie w majątku hrabiego Dębickigo. Główny budynek mieszkalny przerobiony był ze stajni i służył zakonnikom za sypialnie. Obok stały szopki, które wykorzystywano na warsztaty oraz kilka celek dla braci chorych na gruźlicę. Albertyni żyli zgodnie z doktryną św. Franciszka, nie posiadali własności pomimo deklaracji hr. Dębickiego o przekazaniu ok. 30 ha ziemi zakonnikom. Pustelnia istniała do 1905 r., kiedy to zakonników usunął Emanuel Homoliacz, nowy właściciel tych terenów. Miejsce to nazywane jest także Monastyrz, Monaster lub Monasterz.

W miejscu dawnej pustelni stoi obecnie niewielki krzyż z szyny kolejowej, umocowany na trójnogu wykonanym z trzech różnych szyn kolejowych (m.in. carskich z 1910 r.).  Na jednym z drzew wisiał krzyż z namalowanym wizerunkiem św. Brata Alberta, który był wykonany w 1988 roku przez Janusza Burka (1942‒2009). Na krzyżu był napis: Bł. Brat Albert Adam Chmielowski apostołował tej ziemi, prowadząc swych braci ścieżkami modlitwy do Jezusa. Obecnie krzyż ten znajduje się w Muzeum Kresów w Lubaczowie.

Pizuny – roztoczańska ostoja Sióstr Albertynek

W Pizunach urodziła się 5.VIII.1878 roku Maria Jabłońska,  późniejsza przełożona zakonu albertynek. Błogosławiona Matka Bernardyna była w młodości osobą o żywym temperamencie, wysokiej inteligencji i miłującą piękno przyrody.  Po raz pierwszy spotkała się z Bratem Albertem 13.VI.1896 roku na odpuście w Horyńcu, w kościele franciszkanów. Zafascynowana Jego drogą życiową zapragnęła pójść w jego ślady. W 1897 roku przybrała szary habit albertyński i rozpoczęła pracę wśród najbiedniejszych. W 1902 roku św. Brat Albert mianował 24-letnią siostrę Bernardynę pierwszą przełożoną generalną tworzącego się Zgromadzenia Sióstr Albertynek. Swoje życie poświęciła pracy dla najuboższych i chorych. Zmarła 23.IX.1940 roku. Siostra Bernardyna została beatyfikowana przez papieża Jana Pawła II  6.VI.1997 roku w Zakopanem.
Do 1998 roku jedyną pamiątką po Siostrze Bernardynie był krzyż upamiętniający miejsce urodzenia. Na miejscu gdzie stał dom rodzinny Marii Jabłońskiej postawiono dużą kaplicę p.w. bł. Bernardyny i dom rekolekcyjno – wypoczynkowy. W dniu 14.IX.1998 roku został on poświęcony przez biskupa Jana Śrutwę. Zgodnie z informacją ustną przekazywaną przez Siostry Albertynki z Pizun fundamenty domu miały znajdować się w miejscu obecnego prezbiterium Kaplicy Bł. Bernardyny w Pizunach.W kaplicy przechowywane są relikwie św. Brata Alberta i bł. Bernardyny.

Pod budowę Kaplicy, grunt ok. 10 arów ziemi, podarował Siostrom Albertynkom Aleksander Franciszek Mamczur, właściciel wsi Pizuny. Kamień węgielny pod budowę kaplicy pobrany został z Pustelni św. Brata Alberta na Kalatówkach w Zakopanem i poświęcony przez ks. biskupa Jana Śrutwę 14.09.1998r.

Maria Jabłońska przyszła na świat w dzień Matki Bożej Śnieżnej i otrzymała imię Patronki dnia. Takie wezwanie nosi pobliski kościół w Łukawicy. Opuściła Pizuny 13.08.1896r. będąc już pełnoletnią i pieszo udała się do Brusna, gdzie znajdował się pierwszy dom pustelniczy posługujący ubogim na tym terenie. Tym samym wstąpiła na późniejszą drogę Współzałożycielki Zgromadzenia Sióstr Albertynek. Obok Kaplicy powstał Dom Zakonny Sióstr Albertynek, w którym obecnie przebywa i pracuje pięć sióstr.

Klasztorek w Bruśnie

Nie istnieje. Ze św. Bratem Albertem i błogosławioną Siostrą Bernardyną związane jest także Brusno na Roztoczu Wschodnim. Po opuszczeniu domu swoje pierwsze kroki  Marynia Jabłońska skierowała właśnie do Brusna, gdzie znajdował się pierwszy dom pustelniczy sióstr posługujących ubogim. Siostry z Brusna nauczały w tym czasie katechizmu dzieci z okolicznych wiosek, leczyły ludność, prowadziły swoje skromne gospodarstwo i oddawały się modlitwie. „Mateczką” była bliska współpracownica i pomocnica Brata Alberta, unitka, pierwsza albertynka. Nazywała się Anna Lubańska, a w zakonie nosiła imię Franciszka. Kiedy wraz z pierwszą „siódemką” sióstr otrzymała habit albertyński, liczyła sobie już 50 lat. W Bruśnie były jeszcze inne albertynki: Teresa (Jadwiga Orłoś); Albertyna (Kazimiera Orłoś) i siostra Feliksa (Maria Maksymiuk). Siostry przechodziły dziesięciomiesięczną próbę w Domu Kalek w Krakowie. Wróciły potem do Brusna na obłóczyny, które poprzedziły rekolekcje prowadzone przez Brata Alberta.  Po obłóczynach Brat Albert długo jeszcze rozmawiał z nowymi siostrami przy kamiennym stoliku pod bruśnieńską lipą. Roczny nowicjat Siostra Bernardyna odbyła wraz z innymi w Krakowie, a potem w 1898 r. Brat Albert przeniósł siostry do pustelniczego domku w Prusiu i tam dalej kształtował duchowo służebnice ubogich. Dom pustelniczy był urządzony w Prusiu już od roku. Brat Albert często tam bywał i wtajemniczał siostry w życie zakonne i pracę nad najbiedniejszymi.

Kościół i klasztor OO. Franciszkanów w Horyńcu

W pustelniczym życiu wspólnoty albertyńskiej horyniecka świątynia odegrała znaczącą rolę, podobnie jak pobliskie Werchracie kościoły w Narolu, czy Lipsku k. Narola, gdzie ochrzczona została Marynia Jabłońska. Podobnie kościół w Rawie Ruskiej, gdzie bracia i siostry często uczestniczyli we mszach świętych. W horynieckim kościele zachowały się tablice pamiątkowe nawiązujące do spotkania bł. Bernardyny i św. Brata Alberta. Święty Brat Albert czczony jest także w Zamościu, gdzie wybudowano kościół pod jego wezwaniem, podobnie jak w Przewodowie. Na ulicy Orlicz Dreszera w Zamościu funkcjonuje Schronisko dla Bezdomnych im. św. Brata Alberta. Odwiedzając Zamość i Roztocze w poszukiwaniu śladów św. Brata Alberta warto także zajrzeć do Kawęczynka i zobaczyć malowniczą kapliczkę św. Brata Alberta ulokowaną na jednym ze wzgórz Roztocza Zachodniego, po których także wędrował.

Na zdjęciach poniżej: relikwie św. Brata Alberta i bł. Siostry Bernardyny w Pizunach; symbol albertyński na kościele w Zamościu; chrzcielnica w Lipsku k. Narola, gdzie chrzczono Marię Jabłońską; Kaplica w Pizunach; rzeźba bł. Siostry Bernardyny z Pizun (obecnie w Krakowie); krzyż i tabliczka z Pustelni św. Brata Alberta; Monastyr; Kaplica w Nowinach Horynieckich – ołtarz – obraz; kościół św. Brata Alberta w Zamościu; Kaplica na Kawęczynku; ołtarz kościoła w Przewodowie; tablica w kościele w Horyńcu Zdroju; kościół w Przewodowie; krzyż w Pizunach; ołtarz boczny kościoła w Łukawicy; tablica w kościele w Siedliskach; relikwie bł. Siostry Bernardyny w  Łukawicy; tablica z kościoła w Werchracie; chrzcielnica z Monastyru w kościele wrechrackim; dzwon św. Brata Alberta w Werchracie; kościół w Łukawicy.

Bibliografia:

Assumpta Faron. Śladami Brata Alberta. Kraków 2003.

Julia Jordan. Święty Brat Albert. Miłość trzeba udowodnić. Kraków 2001.

Assumpta Faron. Pustelnia Świętego Brata Alberta na Kalatówkach. Kraków 2002.

Katalog GTR. http://www.roztocze.org.pl/

Powiatowe Centrum Kultury w Lubaczowie. Wędrujemy roztoczańskim szlakiem św. Brata Alberta – Przewodnik przyrodniczo – turystyczny – Lubaczów 2010

zdjęcia: Zbigniew Pietrynko i Ewa Lisiecka