Zaproszenie na konferencję.

Koleżanki i koledzy w imieniu Eweliny Polańskiej zapraszam  na Ogólnopolską Konferencję Naukową Homo viator. Podróże po „wiedzę bezcenną” w perspektywie historycznej i w ujęciu współczesnym, 6 – 8 kwietnia 2022 roku.  Szczegółowy program przesłałam we wcześniejszym emailu. 

Program na stronach Akademii. 

Z turystycznym pozdrowieniem Maria

Bazylianie w Radecznicy. Materiał szkoleniowy dla przewodników.

Dotychczas mało były rozpoznane dzieje kościoła i klasztoru w Radecznicy, zaistniałe po likwidacji Zakonu OO. Bernardynów przez zaborczy rząd rosyjski. Bezpośrednim pretekstem do usunięcia Bernardynów z Radecznicy była pomoc, jakiej zakonnicy udzielali powstańcom styczniowym 1863 r. Temat ten wcześniej zaledwie zasygnalizowali w swoich pracach: Stanisław Rapa i Witold Kołbuk. Dopiero opracowanie Stefana Dymitruka za lata 1869-1875 (1) szerzej nakreśla historię Świętej Górki po wypędzeniu Bernardynów z Radecznicy. Rok 1869 to data sprowadzenia do Radecznicy Bazylianów z Warszawy i utworzenia w dawnym klasztorze bernardyńskim, unickiego domu zakonnego. W roku 1872 zlikwidowano z kolei klasztor Bazylianów, a w jego miejsce powołano parafię unicką. Trzy lata później (1875 r.), parafię unicką zamieniono na parafię prawosławną. Przyczyną tego stanu rzeczy było, siłowe zjednoczenie unickiej diecezji chełmskiej z rosyjską cerkwią prawosławną.
W tym miejscu należy nadmienić, że Zakony Bazylianów, zlikwidowano wcześniej (10.XII 1864 r.) m.in. w Chełmie, Białej Podlaskiej, Lublinie i Zamościu, a zakonników przeniesiono do klasztoru warszawskiego. Zakon Bazylianów w Warszawie działał do 25 stycznia 1872 r., a po jego likwidacji zakonników przeniesiono z kolei do Radecznicy. Radecznica stała się zatem miejscem zsyłki  unickich zakonników (mnichów i duchownych). Taka działalność rządu carskiego wpisywała się w program represji popowstaniowych, ale służyła przede wszystkim procesowi oczyszczania obrządku unickiego z niepożądanych naleciałości łacińskich. Niektórzy kapłani uniccy, którzy nie poddali się represjom byli zsyłani w głąb Rosji. Przebudowywano unickie świątynie na modłę cerkwi rosyjskiej, a wszystkich opornych duchownych unickich zastępowano parochami podporządkowanymi Rosji.
Bernardyni w Radecznicy w dobie przed powstaniem styczniowym  (pocz. l. 60.XIX w.) stanowili dosyć liczną grupę  35-40 zakonników. Już na początku 1861 r. głosili kazania patriotyczne. Ojciec Hilary Kosiorowski zaangażował się w propolskie manifestacje. W czasie powstania styczniowego Bernardyni uczestniczyli w zrywie narodowościowym, a budynki klasztorne były bazą oddziału powstańczego Marcina „Lelewela” Borelowskiego. Po upadku powstania styczniowego, represje rządu zaborczego dosięgły wielu zakonników. W marcu 1866 r. w klasztorze mieszkało zaledwie dziesięciu bernardynów, a w 1868 r. już tylko pięciu. Zgodnie z ukazem carskim z 8 października 1864 r., klasztory z liczbą mniejszą niż ośmiu zakonników miały być zamknięte. Osadzeni od 1667 r. na Świętej Górce Bernardyni, po przeszło 200 latach bytności w Radecznicy, zostali usunięci na mocy ww. ukazu carskiego. Decyzję w tej sprawie podjęli  zarządzający Sprawami Duchownymi Obcych Wyznań w Królestwie Polskim 19 października 1868 r.
Już w tym samym roku 1868 i w początkach 1869 r., unicki biskup chełmski, Mikołaj Kuziemski złożył prośbę do gubernatora lubelskiego Michała Buckowskiego o przekazanie klasztoru w Radecznicy unitom. Ziemie rolne, należące do klasztoru Bernardynów władze carskie przekazały włościanom. Kościół pobernardyński, decyzją ministra oświecenia publicznego z dnia 25 kwietnia 1869 r. hr. Dymitra Tołstoja, nakazano oddać kościołowi grekokatolickiemu. Wyposażenie kościoła miało być rozdane do biedniejszych, okolicznych parafii rzymskokatolickich. Decyzja Tołstoja wywołała zamieszki okolicznej ludności w dniach 12-16 czerwca 1869 r., czyli w czasie corocznych obchodów ku czci św. Antoniego Padewskiego. Zamieszki wywołała informacja, że Rosjanie planują wywieźć słynący cudami obraz św. Antoniego Padewskiego z kościoła w Radecznicy. Zamieszki ucichły, kiedy władze rosyjskie złożyły u miejscowego wójta deklarację, że obraz nie zostanie wywieziony.
Formalne przekazanie dawnej posiadłości Bernardynów w Radecznicy wyznaczono na dzień 17 lipca 1869 roku. Na oznaczone terminem spotkanie przybył tylko ks. Aleksander Górski (dziekan zamojski), jako reprezentant kościoła greckokatolickiego. Nie stawili się natomiast przedstawiciele władz gubernialnych i kościoła rzymskokatolickiego. Ksiądz Górski nie zastał w Radecznicy zakonników, ani nie otrzymał kluczy od zabudowań klasztornych i kościoła. W swoim raporcie z dnia 17 lipca 1869 r., złożonym do bp M. Kuziemskiego wyjaśnił, że „(…) w kościele od obrazu św. Antoniego katolicy wzięli wszystkie złote i srebrne przywieszki, a także są wyłamane wszystkie zamki od drzwi”. Jak się jednak później okazało zakonnicy nie opuścili wówczas jeszcze klasztoru w Radecznicy. W międzyczasie wierni rzymskokatoliccy wysłali do Petersburga delegację z petycją o pozostawienie w ich rękach kościoła w Radecznicy, ale delegacja nie osiągnęła zamierzonego celu. Przyspieszyło to nawet eksmisję zakonników z klasztoru, który mieli opuścić do końca października 1869 r.
Ciekawym uzupełnieniem informacji zebranych przez S. Dymitruka, będzie relacja zamieszczona w „Kalendarzu Serafickim” (2), wydanym przez Bernardynów w Radecznicy. Po raz pierwszy kalendarz drukowano w nowo uruchomionej drukarni bernardyńskiej w Radecznicy. Był on poniekąd kontynuacją „Dzwonka III Zakonu” wydawanego od 12 lat we Lwowie, przybierając nr 13. Klasztor w Radecznicy zakupił nową maszynę drukarską, a działalność wydawnicza  i dobrowolne datki (dochody) płynące z kolportażu kalendarza, miały służyć utrzymaniu ubogich dzieci w Kolegium Serafickim działającym w Radecznicy, a także rozbudowie drukarni oraz na wspomożenie misji na dalekim Sachalinie Japońskim.
Zanim usunięto po powstaniu styczniowym Bernardynów z Radecznicy, na odpust przybyło jeszcze w 1868 r. kilkadziesiąt tysięcy pielgrzymów. W tym czasie gwardianem zakonu był o. Tytus, który objął klasztor po wcześniejszym, zaradnym ks. Pleśniarowiczu, i usilnie starał się o utrzymanie Bernardynów w Radecznicy.  Starał się uzyskać pomoc u władz zwierzchnich, ale po powrocie z jednego z wyjazdów do Lublina, przywiózł pismo  rządowe, informujące o likwidacji klasztoru. Dwóch ojców miało jeszcze przez jakiś czas pozostać w klasztorze, a reszta miała wyjechać do Wielkowoli w kieleckim (na tzw. wymarcie). Kiedy rozeszła się wieść o zamianie kościoła na cerkiew,  mieszkańcy Radecznicy, Zaporza, Podlesia, Latyczyna, Zaburza i Gorajca zaczęli radzić jak utrzymać klasztor. Ustalono skład delegacji, która miała pojechać do Petersburga uprosić zmianę decyzji rządu. Przed kościołem czuwała straż (warta) włościan.
Kiedy w lipcu 1869 r. przybył do Radecznicy ks. Szydoszyński, dziekan zamojski, aby dokonać spisu inwentarza kościoła i klasztoru, ludzie oblegli go z prośbami, aby im nie odbierano kościoła. Odmienne przywitano dziekana unickiego z Zamościa, ks. Górskiego z Rozłap, grożąc mu obiciem kijami, i tylko dzięki asystującej mu Straży Ziemskiej do tego nie doszło. Klucze od klasztoru i kościoła trzymali włościanie pełniący wartę po dwóch, trzech, w dzień i nocą przed budynkami. Ponowna wizyta ks. Szydoszyńskiego odbyła się za jakiś czas, tym razem w asyście ks. Kwiatkowskiego, proboszcza z Mokregolipia i księży unickich, którym ci pierwsi mieli przekazać kościół. Mieszkańcy odmówili oddania kluczy, a na pytanie, gdzie są klucze odpowiadali: „Nie wiewa”. Nie oddali tych kluczy nawet wówczas, gdy delegacja petersburska wróciła z „niczym”. Wysyłano delegację powtórnie do Lublina, potem do Warszawy do generał gubernatora hr. Berga. Pomoc delegacji okazał ks. Baranowski, bp lubelski, który wystosował list do administratora archidiecezji warszawskiej  ks. Prałata Zwolińskiego, prosząc go aby dopomógł delegacji w uzyskaniu audiencji u namiestnika Berga.
Niestety, delegacja mieszkańców niczego nie załatwiła, i pozostało im już tylko bronić kościoła, obrazu św. Antoniego Padewskiego oraz klasztoru jedynie chłopskim uporem. Przypuszczalnie doszłoby do rozlewu krwi, gdyby nie podstęp ks. Szydoszyńskiego, który nocą dostał się do kościoła, zdjął cudowny obraz i niezwłocznie wywiózł go do swojego kościoła w Łabuniach. Uwiezieniu obrazu towarzyszyła gwałtowana nawałnica, która zerwała się, jak tylko furmanka z cudownym obrazem św. Antoniego opuściła otoczenie kościoła. Burza powyrywała z korzeniami wiekowe buki i połamała topole stojące tuż obok schodów, prowadzących do kościoła i klasztoru. Tak relacjonował to wydarzenie ks. Szydoszyński w liście do biskupa. Ludność Radecznicy straciła po tych wydarzeniach zaufanie do ks. Szydoszyńskiego i nie przeszkadzała już w wywożeniu pozostałego wyposażenia kościoła i klasztoru w Radecznicy, do okolicznych parafii.
Z opisów S. Dymitruka wynika, że jesienią 1869 r. doszło w Radecznicy do kolejnych zamieszek wśród ludności. Zdemolowano i spustoszono opuszczony przez Bernardynów kościół. Powybijano okna, wykradziono drzwi i zamki, rozbito piece, zniszczono dachy, dzwony i inne religijne pamiątki. Działo się to mniej więcej w tym samym czasie, kiedy to nieznany sprawca włamał się do kościoła i wywiózł obraz św. Antoniego. Z późniejszych relacji OO. Bernardynów, co opisano powyżej, wiemy już kim był ów „sprawca”.  Ksiądz Antoni Szydoszyński otrzymał nakaz przekazania majątku radecznickiego na rzecz unickiej parafii chełmskiej, ale w obawie, że utensylia z Radecznicy przejmie rosyjska władza administracyjna, postanowił wywieźć majątek pobernardyński do okolicznych świątyń rzymskokatolickich. Przykładowo organy z Radecznicy znalazły sią w kościele w Krasnymstawie. Dzwony trafiły do Dubienki. Zbiory biblioteczne Bernardynów znajdują się obecnie na KUL w Lublinie. Biblioteka liczyła 800 woluminów i została przekazana przez ks. Szydoszyńskiego dla Katolickiego Seminarium Duchownego w Lublinie. Obrazy i niektóre figury trafiły do 39 lokalnych kościołów rzymskokatolickich. Opuszczając Radecznicę Bernardyni wywieźli ze sobą: kielichy, szaty, podświeczniki, chorągwie i inne przedmioty. Musieli jednak zwrócić kielich darowany przez Teodora i Rozalię Giecko z Łazowa.
Bazylianie sprowadzeni z Warszawy przejęli klasztor 31 października 1869 r. Ministerstwo ds. wyznań miało wobec Radecznicy wcześniej nieco inne plany, miał tam powstać dom emerytów i dom pokutny dla duchownych unickich. Przełożonym wspólnoty Bazylianów w Radecznicy został hieromnich* Antoni (Zagarowicz). Funkcje stróża cerkiewnego powierzono Stefanowi Wołjanowi. Hieromnichowi Antoniemu powierzono zadanie doprowadzenia do stanu użyteczności i zamieszkania zrujnowanego klasztoru (monasteru). Stan zniszczeń potwierdziła trzyosobowa komisja w dniu 3 stycznia 1870 r. Ustalono, że w czasie nieobecności przełożonego klasztoru, ks. Szydoszyński wraz z wójtem i pisarzem gminnym, wyłamali drzwi do zabudowań klasztornych i wywieźli zbiory z biblioteki bernardyńskiej. Komisja złożyła wniosek o przysłanie technika w celu uporządkowania budynku kościelnego. Oprócz tego wniosek zawierał projekt finansowania domu emerytów przy monasterze, plan finansowy remontu i wyposażenia kościoła.
W czasie kiedy hieromnich Antoni objął monaster w Radecznicy (17. XII. 1869 r.), posiadłość po Bernardynach wynosiła 35,14 ha powierzchni, w tym 1,12 ha łąk i 2,8 ha parku. Grunty porastał las bukowy, były dwie sadzawki, a teren otaczający kościół i klasztor był bardzo malowniczy. Za świątynią był cmentarz klasztorny. Unicka parafia przy monastyrze liczyła w 1869 r. 50 wiernych. Na terenie przyklasztornym znajdowało się sześć kaplic: NMP Pocieszenia, św. Franciszka, św. Marii Magdaleny, św. Tekli, św. Stanisława, św. Antoniego (Na wodzie). W marcu 1870 r. oprócz przełożonego monasteru bazyliańskiego hieromnicha Antoniego, przebywali w Radecznicy: ksiądz wikariusz (nieznany z nazwiska) – inspektor emerytów i trzej psalmiści. Monastyr służył miejscowym unitom posługą kapłańską, nabożeństwami, sprawując jednocześnie opiekę nad domem emerytów. Bazylianie uprawiali sad owocowy i hodowali zwierzęta. Ufundowali kaplicę na końcu wsi z ikoną św. Antoniego, posrebrzanym krzyżem na ołtarz, paterą, kielichem, dwoma drewnianymi stołami, naczyniami i szatami liturgicznymi na łączną sumę 100 rubli. W kaplicy odprawiano nabożeństwa.
Zgodnie z nakazem biskupa Kuziemskiego zabudowania pobernardyńskie miały zostać przebudowane w duchu cerkwi prawosławnej. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych decyzją z dnia 18 listopada 1870 r. uznało dom bazyliański i dom emerytów za twory niewygodne i nierentowne i nakazały zamkniecie monastyru. W tym czasie w Radecznicy przebywało 11 księży. Władze zaproponowały powstanie w Radecznicy parafii unickiej i domu pokutnego dla duchowieństwa. Nowa parafia miała zostać utworzona z dniem 1 stycznia 1872 r.  z trzema etatami: proboszcza, psalmisty i stróża. Hieromnicha Antoniego postanowiono zastąpić ks. Janem Gajdą  z parafii w Topólczy. Zmiana nastąpiła 2 marca 1872 r. Placówka pokutna służyła procesowi usuwania naleciałości łacińskich w obrządku unickim. Jako pierwszego skierowano „na pokutę” do Radecznicy ks. Aleksandra Szulakiewicza, za podburzanie parafian przeciwko władzy i nie dopełnianie obowiązków proboszcza (z donosu). Ksiądz Szulakiewicz zbiegł z domu pokutnego wraz z żoną w lipcu 1873 roku. Na „pokutę” w Radecznicy skazano także: ks. Emiliana Starkiewicza; ks. Antoniego Grabowicza; ks. Leona Szokalskiego; hieronimacha Pelagjusza Rzewuskiego. Do Radecznicy, po kasacie Bazylianów w Warszawie, skierowano hieromnicha Sebastiana (Wasilewskiego – 17.I.1873 r.). Hieromnich Antoni został skierowany jako wikariusz do parafii unickiej w Zamościu, gdzie funkcję tę piastował do 27.07.1872 r. Dom pokutny dla występnych kapłanów  rozwiązano 28 października 1875 r.
W okresie funkcjonowania parafii unickiej w Radecznicy w latach 1872-1875 funkcję proboszcza sprawował ks. Gajda. Pełnił również obowiązki przełożonego domu pokutnego. W tym czasie kościół pobernardyński był zrujnowany i wymagał remontu. W maju 1875 r. parafia unicka w Radecznicy przeszła na prawosławie. Otrzymała wezwanie ku czci św. Antoniego Peczerskiego. Proboszczem od 1 stycznia 1877 r. został ks. Antoni Draczyński. Historia Klasztoru w Radecznicy w okresie narzucania prawosławia wymaga odrębnego potraktowania i opracowania.
W 1919 r. Bernardyni objęli ponownie swój klasztor w Radecznicy. W chwili wybuchu Wielkiej Wojny w Radecznicy znajdował się monastyr prawosławny żeński, który utrzymywał zakład wychowawczy, w miejscu którego powstało później Kolegium Serafickie prowadzone przez Bernardynów. Z początkiem wojny zakonnice – mniszki uciekły w głąb Rosji. Kościół wyświęcono na nowo w 1916 r. Do czasu przybycia Ojców Bernardynów w kościele posługę duchowną sprawowali kapłani wojskowi armii austriackiej, później polskiej. Kolegium Serafickie powstało w 1922 r. Przyjęło imię św. Antoniego. W tym czasie gwardianem w Radecznicy był o. Metody Sikora. Dzięki działalności Kolegium stopniowo powiększało się grono zakonników w całej polskiej prowincji. W roku 1938/1939 Kolegium Serafickie liczyło 153 wychowanków. Przed II wojną światową Bernardyni skupiali wokół siebie liczną rzeszę Tercjarzy (60. 000) – Zakon III św. Franciszka. Pracę wydawniczą Bernardyni zainicjowali wraz z uruchomieniem nowej drukarni i wydaniem kalendarza Serafickiego w 1938 r. na rok następny. Przy Kolegium w Radecznicy stworzono także małe pismo „Głos Kolegialny”, przekształcone później na „Młodzież Seraficką”. Na rok 1939 planowano wznowienie „Świata Serafickiego”. Wybuch II wojny światowej pokrzyżował te plany, ale to już kolejna karta historii Bernardynów w Radecznicy.

 

  • hieromnich – mnich posiadający świecenia kapłańskie (prezbiteriatu)
    opracowanie: Ewa Lisiecka
źródła:
  1. Stefan Dymitruk. Dom bazylianów i parafia unicka w Radecznicy (1869-1875). Res Historica 39. 2015.
  2. Kalednarz Seraficki. 1938. Relacja O. Jana Duklana Michnara. Relacja O. dr Juliana Kędziora. Cyfrowa Biblioteka Zamosc.pl.
  3. Rycina ze strony internetowej myvimu.com.

Jan Tutak, naczelnik poczty w Tomaszowie Lubelskim.

Jan Tutak naczelnik poczty w Tomaszowie Lubelskim w latach 1938 – 1940 rozstrzelany w  Rotundzie Zamojskiej
Wśród osób upamiętnionych na Rotundzie, w Celi Pocztowców znajduje się nazwisko Jana Tutaka, naczelnika poczty w Tomaszowie Lubelskim. Informację o Janie Tutaku przekazała mi córka Danusia i wnuczka Małgorzata, które jesienią 2021 roku przyjechały z Warszawy celem odwiedzenia miejsc związanych z życiem, pracą oraz tragiczną śmiercią ojca i dziadka. One też przesłały kopie zdjęć i niezwykle cenny dokument w postaci kart pocztowych, wysyłanych z więzienia zamojskiego do żony Stanisławy.
Poczta Polska Telegraf i Telefon odgrywała strategiczną rolę w obronności kraju. Wraz z ogłoszeniem mobilizacji w sierpniu 1939 roku uruchomiono jednostki poczt polowych i służby teletechnicznej. Wojskowe linie podłączono do centrali PPTiT i linii stałych, zabezpieczonych przed podsłuchem nieprzyjaciela. Z chwilą wybuchu wojny łączność cywilną przyporządkowano do systemu obronnego kraju. We wrześniu służbę teletechniczną pełniły: 43 rejonowe urzędy telefoniczno–telegraficzne, 6 urzędów radiokomunikacyjnych, około 240 nadzorów teletechnicznych przy urzędach obwodowych oraz Główny Urząd Telekomunikacyjny w Warszawie. Do historii przeszły zwłaszcza: obrona Poczty Gdańskiej i ich walki w obronie Warszawy oraz twierdzy Modlin.  
W październiku 1939 r. generalny gubernator powołał Niemiecką Pocztę Wschód (Deutsche Post Osten), która przejęła cały majątek i wszelkie prawa przedwojennego przedsiębiorstwa państwowego Polska Poczta Telegraf i Telefon. W grudniu 1939 r. na terenie Generalnego Gubernatorstwa funkcjonowało 1961 placówek Deutsche Post Osten, w których było zatrudnionych 3400 Niemców, 14000 Polaków i 300 Volksdeutschów. Władze niemieckie wydały rozporządzenie wzywające pracowników Poczty Polskiej do natychmiastowego podjęcia pracy w placówkach Niemieckiej Poczty Wschód. Za niewykonanie tego zarządzenia groziło im aresztowanie i deportacja na przymusowe roboty do Rzeszy. Wykorzystano polskie znaczki pocztowe. Na karcie pocztowej wysłanej z więzienia w Zamościu przez Jana Tutaka  widnieje znaczek z wizerunkiem prezydenta Ignacego Mościckiego, na którym wykonano: nadruk z godłem niemieckim, napis „General – Gouvernement” oraz wartość. Znaczki polskie wycofano z obiegu z końcem listopada 1941 roku.

 

Jan Tutak urodził się 22 marca 1902 r. w Turbii w woj. podkarpackim. Ukończył Wyższą Szkołę Handlową w Gdańsku. Przyszłą żonę, Stanisławę z domu Hliniak, poznał w Szczawnicy i była to „miłość od pierwszego wejrzenia”. Ślub odbył się w Borysławiu (obecnie miasto na Ukrainie w rej. Drohobycz) 15 czerwca 1929 roku, w miejscu zamieszkania żony. Po ślubie zamieszkali w Lublinie, gdzie urodziły się dzieci: Ryszard 16. 03. 1930 r. i Danuta 03. 02. 1934 roku. Jan Tutak pracował na poczcie. W 1938 roku przeprowadzili się z rodziną do Tomaszowa Lubelskiego, gdzie został naczelnikiem poczty. Zamieszkali w domu z kolumnami przy ul Kościuszki 31. Córka Danuta wspomina:
„Wokoło domu był duży ogród, Rodzicom dobrze się powodziło. W domu pomagały służące. Rodzina była bardzo religijna. Rysio był ministrantem. Dużą wagę przykładano do dobrego wychowania i wykształcenia dzieci.. Rodzice dużo czytali, jeździli do teatru. W domu była duża biblioteka. Dzieciom niczego nie brakowało, miały piękne zabawki: rowery, hulajnogi, dużo lalek. Na wakacje jeździły do Turbii, do rodziców Ojca. Ojciec był bardzo elegancki. Z Bielska Białej były przesyłane próbki materiałów, z których były szyte garnitury na miarę. Ojciec rozpieszczał swoją córeczkę, Danusię. Ciągle ją brał na kolana, bawił się z nią, kupił jej rasowego pieska jamnika. Wszystko się zmieniło jak wybuchła wojna. Po drugiej stronie ul. Kościuszki Gestapo zajęło dom. Pewnego dnia Gestapowiec zabrał Danusi ukochanego jamnika”.

 

 Jan Tutak został aresztowany w czerwcu 1940 roku, w czasie realizacji Nadzwyczajnej Akcji Pacyfikacyjnej, potocznie zwanej „A-B” (Außerordentliche Befriedungsaktion), wymierzonej przeciwko inteligencji polskiej. Dokonano masowych aresztowań prawników, nauczycieli, księży, urzędników, lekarzy, właścicieli ziemskich i działaczy społecznych. Wraz z Janem Tutakiem aresztowano Tadeusza Pławińskiego komendanta policji granatowej, Tadeusza Krotke ps. „Atleta”, Zbigniewa Jasnochę. Wszyscy należeli do konspiracyjnego Związku Walki Zbrojnej. Ponieśli męczeńską śmierć na Rotundzie Zamojskiej.
W Zamościu akcję rozpoczęto 19 czerwca 1940 r. Aresztowanych przywożono z powiatów: zamojskiego, biłgorajskiego, hrubieszowskiego i tomaszowskiego. Osadzano w więzieniu zamojskim. Masowe aresztowania spowodowały przepełnienie więzienia. Niemcy zwrócili uwagę na Rotundę i tam kierowano samochody z aresztowanymi. Osadzono wówczas na Rotundzie ponad 900 osób. Na bramie wejściowej widniał napis w języku polskim i niemieckim: „Tymczasowy obóz internowanych przez policję ze względu na bezpieczeństwo publiczne”.  Po kilku dniach pobytu część  więźniów wywożono do Lublina i osadzano w więzieniu na Zamku, następnie deportowano do obozów koncentracyjnych: Konzentrationslager Sachsenhausen, KL Gross-Rosen, KL Dachau, KL AuschwitzKL Buchenwald, kobiety do KL Ravensbrück. Dokonywano też masowych egzekucji. Pierwsza udokumentowana egzekucja miała miejsce na Rotundzie Zamojskiej 8 lipca 1940 roku. Rozstrzelano wówczas 40 osób przywiezionych z więzienia zamojskiego. Wśród osób rozstrzelanych był JanTutak.  

W archiwum rodzinnym zachował się niezwykle cenny dokument, dwie karty pocztowe wysłane z więzienia w Zamościu do żony Stanisławy.  Z przekazanych informacji, mimo cenzury dowiadujemy się, że więźniowie byli na wyłącznym utrzymaniu rodzin, na widzenie z rodziną, trzeba było otrzymać specjalną przepustkę, natomiast paczki żywnościowe i ubraniowe można było przesyłać niezależnie. 
Treść kartek wysłanych przez Jana Tutaka  z więzienia zamojskiego do żony Stanisławy.

______________________________________________________________________________________________________

Jan Tutak Zamość (więzienie)
Wielmożna Pani Stanisława Tutakowa, Tomaszów Lubelski, ul. Kościuszki 31
Zamość, dnia 1 VII 40 r.
Moja najdroższa Stasiu, Rysiu i Danusiu!
Pisałem już jedną pocztówkę, ale odpowiedzi jeszcze nie otrzymałem. Czy zdrowie Wam dobrze służy? Ja zdrów jestem. Ogród zapewne już ładny i dzieci w nim wesoło się bawią. Od soboty tj. od 29 VI obiadów ani innego jedzenia nie przynoszą mi. Dlaczego?
Bywajcie zdrowi. Całuję wszystkich mocno Janek
(z boku kartki) Proszę: cukier, mydło, ałun do golenia, igłę, nici, nocne pantofle, czarną pastę i szczotkę, smalec, chleb.
PS. Rysio i Danusia niech do mnie napiszą. Proszę o pocztówki. Całuję J

______________________________________________________________________________________________________

 Jan Tutak, Zamość
Wielmożna Pani Stanisława Tutakowa, Tomaszów Lub., Ul. Kościuszki 31, Zamość 3 VII 40 r.
Moi najdrożsi
Za otrzymaną dziś kartkę serdecznie dziękuję. Cieszy mnie bardzo, że jesteście zdrowi. Ja pozostaję przy normalnym zdrowiu. Rysieńkowi gratuluję przejścia do V oddziału – no a Daneczce do I oddz. Bardzo mi tęskno za dziećmi. Jak się czują obecnie? Jak radzisz z pieniędzmi?  Sprzedaj co możesz – garderobę itp. Aby wystarczyło na życie. Obiady, które otrzymuję są kiepskie i skromne. Kto to gotuje? Przez trzy dni wcale nie otrzymałem. Może zmienią i Milcia by się tym zajęła. Prócz obiadów proszę o stałe dostarczenie chleba, smalcu lub masła, cukru ewent. suchary itp. Brudną bieliznę oddaje tym co obiady noszą.
Paczek nie otrzymuję prócz tej, jak byłaś u mnie. Może w niedziele przyjedziesz do mnie. Bardzo proszę. Postaraj się o zezwolenie pisemne na widzenie się ze mną, przecież raz dostałaś przepustkę.
Całuje mocno wszystkich  Janek

______________________________________________________________________________________________________

Stanisławie Tutak raz udało się odwiedzić męża w więzieniu zamojskim, następnym razem starając się o widzenie z mężem, na posterunku Gestapo w Tomaszowie Lubelskim usłyszała, że „Mąż Pani działał na szkodę Państwa Niemieckiego. Wyrok został wydany i wykonany”.
Po wojnie wdowa Stanisława z dziećmi Danusią i Rysiem oraz z matką Romualdą zamieszkała w Lublinie. Później dzieci wyjechały na studia do Warszawy. Oboje skończyli Politechnikę Warszawską. Założyli rodziny. Stanisława również przeniosła się do Warszawy.  Pracowała w Głównym Urzędzie Telekomunikacji Miejskiej na ul. Św. Barbary, w dziale socjalnym. Organizowała między innymi kolonie dla dzieci. Zmarła w 1985 roku. Syn Ryszard zmarł w maju 2018 r. Córka Danusia wraz z wnuczką Małgorzatą, dnia 28 i 29 września 2021 roku odwiedziły Tomaszów Lubelski i Zamość, miejsca związane z życiem i pracą ojca i dziadka Jana Tutaka, a także miejsce męczeńskiej śmierci – Rotundę Zamojską. Danusia ma obecnie 89 lat. Ma dwie córki, pięcioro wnucząt i troje prawnuków.

 

 Tekst: Maria Rzeźniak
1. Dokumenty i zdjęcia pochodzą z archiwum rodzinnego Małgorzaty Farat 
2. Chronowski Tomasz: Historia Poczty Polskiej. Poczta Polska 2007 r.
3. Peter Janusz. Tomaszowskie za okupacji. Tomaszowskie Wydawnictwo Regionalne, 1991 r.

 

Czy w Zawalowie był zamek?

Analizując zapiski kartografów austriackich, którzy w latach 1779-1783 sporządzali mapę Galicji – Mapa von Miega (1), napotykamy na wzmiankę o „zamku” w Zawalowie: „Strumyk wypływający w miejscowości [Zawalów] ma grząskie dno; jest począwszy od źródła tak silny, że zaopatruje w dostateczną ilość wody młyn wybudowany we wsi (…) jego woda jest zdatna do użytku dla ludzi i bydła; staw koło zamku ma grząskie dno. (…) Zamek z okolicą dominuje, jest jednak z kolei nieco zdominowany przez wzniesienia leżące za nim.(…) Las dębowy rozpościerający się od strony zamku w Zawalowie  nie jest nazbyt gęsty i w razie potrzeby da się przejść przezeń pieszo w niektórych miejscach”. Notatki wojskowe sporządzane wraz z mapą wspominają o zamku w Zawalowie zarówno przy opisach Zawalowa jak i Miączyna.
Zawalów to niewielka wioska położona na terenie Kotliny Hrubieszowskiej nad rzeką Siniochą. Miejscowość zajmuje południowy skraj gminy Miączyn.  W XIV w. istniał w Zawalowie gródek stożkowaty. Bronił przeprawy przez rozległe bagna na szlaku Grabowiec-Tyszowce-Bełz. Badania archeologiczne grodu przeprowadzono w latach 1985-86. Ten niewielki gródek o średnicy około 55 m był otoczony fosą (12 m szer.) oraz półkolistym wałem, którego pierwotna wysokość wynosiła ok. 3 m. Od południa do gródka przylegał trójkątny nasyp, zastępujący wał ziemny. Obiekt ten istniał do czasów kozackich wojen Chmielnickiego w 1648 r., w czasie których został zniszczony. W trakcie badań archeologicznych odkryto w miejscu grodu m.in. talerz cynowy z inicjałami „FC” = Franciszka Czarnockiego (podstolego bełskiego w latach 1656-1668). Jednak na samej Mapie von Miega brak oznaczeń wskazujących na obecność „zamku” w Zawalowie. Owszem, austriaccy kartografowie oznaczyli skrótem E.h. (Edelhof) dwór szlachecki w Zawalowie w miejscu spiętrzenia wód strumienia i młyna, ale nie jest to z pewnością wzmiankowany przez nich „zamek”.
W miejscowości Koniuchy nieopodal Zawalowa, czerwonym prostokątem (przedzielonym) oznaczono spory obiekt, ale przy austriackich opisach wojskowych tej miejscowości, nie ma jednak żadnej wzmianki o zamku. Kartografowie wymieniają w Koniuchach: strumyk; dwa stawy, przy jednym z nich młyn; mały stawek przy dworze zasilany przez źródło; las od strony Horyszowa Ruskiego; drogę do Kotlic z lichą groblą itp. mniej znaczące szczegóły. W obu miejscowościach wymieniany jest natomiast dwór: „Dwór Zawalów” – Sekcja 228 s. 108; „mały stawek przy dawnym dworze” – Koniuchy – także Sekcja 228 s. 108. W XVII w. to w Koniuchach właśnie wzmiankowano „zameczek”, a ślad po nim w formie kopca zarejestrowała jeszcze mapa z 1838 r.(2) Plan dóbr Koniuchy z roku 1838 notował folwark Zahydzie oraz kopiec ziemny, w przybliżeniu czworokątny, zwany z a m e c z k i e m. Zachodzi pewna rozbieżność mapy z opisami wojskowymi. Zamek wymieniają opisy Zawalowa, jednak mapa tego nie odzwierciedla. Notatki wojskowe milczą o „zamku” w Koniuchach, ale przesłanki historyczne wskazują na to, że jakiś „zameczek” w miejscowości zaistniał.
Rozwikłania zagadki nie ułatwia fakt, że w Zawałowie, miejscowości położonej obecnie na Ukrainie*, notowany jest zamek. W Koniuchach, obecnie na Ukrainie (rejon kozowski; obwód tarnopolski)**,  odnotowano także XVII w. zameczek (modrzewiowy). Czy zbieżne nazwy miejscowości (dużo takich przypadków na pograniczu) mogły pomieszać szyki austriackim kartografom? Zdjęcia zamku w Zawałowie (poniżej z 1915r.) udostępnia BN w Warszawie.  Poniżej wycinki XVIII w. Mapy von Miega: z Zawałowem i Koniuchami (obecnie na Ukrainie).

  

  • *   w czasach II Rzeczypospolitej leżącej w powiecie podhajeckim województwa tarnopolskiego
  • ** w czasach II RP (powiat brzeżański; woj. tarnopolskie)
  • opracowanie: Ewa Lisiecka
źródła:
  1. Mapa von Miega: 
    https://maps.arcanum.com/en/map/europe-18century-firstsurvey/?bbox=2587842.474994393%2C6583268.048546047%2C2602346.401111505%2C6588781.069211115&layers=163%2C165
  2. J. Niedźwiedź. Leksykon historyczny miejscowości dawnego województwa zamojskiego. Zamość 2003. s. 228.
  3. Zasoby archiwalne Biblioteki Narodowej w Warszawie – „Polona”.

Dwór w Udryczach.

Zespół dworski w Udryczach stanowi obecnie własność prywatną. Jego historia sięga XVIII w., kiedy na miejscu dawnej siedziby* Udryckich powstał nowy dwór, wybudowany w stylu klasycystycznym. Kolejnej przebudowy, tym razem w stylu eklektycznym, dwór doczekał się w drugiej połowie XIX w. Obecnie, w skład zespołu dworskiego, oprócz pałacu, wchodzą: oficyna i kaplica zwana „ariańską” (wzniesione w stylu barokowym w XVII w.) oraz dom zarządcy z XIX w., pobudowany na wcześniejszych fundamentach. Zespół dworski otoczony jest parkiem założonym w XVIII w. i przekształconym w XIX w.
W opisach inżynierów austriackich, którzy w latach 1779-1783 wyznaczali józefińską mapę topograficzną na terenie Galicji, wzmiankowany jest w Udryczach „pałac szlachecki wraz z przynależącymi budynkami (…) całkiem solidnie wybudowane z kamienia; także ogród jest obwiedziony murem na 6 stóp”. Wzmianka o pałacu  służyła celom wojskowym: „Pałac wydaje się całkiem dobrze położony, gdyby chodziło jedynie o zamknięcie dojścia do wsi, jest jednak zdominowany przez góry wznoszące się naprzeciwko ponad wsią (…) i nie mógłby stawiać szczególnego oporu, gdyby został ostrzelany przez artylerię”. Istotna jest jeszcze informacja o kaplicy: „Wysoczyzna, na której znajduje się mała kaplica, góruje nad wzgórzami na południe od wsi, w kierunku Zamościa; sama może być ostrzelana z grzbietu górskiego wznoszącego się od strony Dębowca”. Równie istotną informacją jest wzmianka przy opisie miejscowości Łapiguz, z której wynika że „Folwark i Karczma Łapiguz należą do Udrycz, kilka domów do Sitańca”. 

Najlepiej rozpoznana jest XIX w. historia założenia pałacowego-parkowego w Udryczach. Pod koniec XVIII w. Udrycze przeszły na własność Onufrego Kickiego za sprawą mariażu z Józefą Szydłowską, która wniosła te dobra mężowi w wianie. Po jego śmierci w 1823 r. majątek udrycki odziedziczyły ich dzieci: Teresa, Józefa i Ludwik Kiccy. Z czasem jedyną właścicielką Udrycz została Teresa Kicka, która zarządzała dobrami do 1836 r.* W czasie zaborów majątek został jej odebrany, ponieważ Teresa Kicka zabroniła płacenia podatków od swoich włości na rzecz rosyjskiego zaborcy. Zadłużenie narosłe z tego tytułu było pretekstem do zajęcia i zlicytowania majątku.

Licytacje tego typu podawano do publicznej wiadomości poprzez ogłoszenie w Dzienniku Urzędowym, w tym przypadku Dzienniku Urzędowym Guberni Lubelskiej. Skrupulatność zapisów przeprowadzonych na okoliczność wspomnianej licytacji pod zajęcie dóbr w Udyczach, pozwala na bardziej szczegółowe rozpoznanie majątku Teresy Kickiej. Dz.Urz. Guberni Lubelskiej Nr 7 z 17 lutego 1838 r. zamieszcza „Obwieszczenie Aktu Zajęcia Dóbr Udrycz z przyległościami”*. Majątek znajdował się w tym czasie w Guberni Lubelskiej, Obwodzie i Powiecie Zamojskim, i należał do Teressy Hrabianki Kickiej Panny praw swych władnej, dłużniczki w tychże dobrach, mieszkającej w Warszawie przy ulicy Nowy Świat  1,263. Pierwsza publikacja warunków licytacji Dóbr Udrycz z przyległościami miała odbyć się w Trybunale Cywilnym Guberni Lubelskiej w dniu 18 (30) marca 1838 r. o godz. 9 – przed południem. 

Dobra udryckie składały się w pierwszej połowie XIX w. z folwarków: Udrycze, Dębowice i wsi zarobnej Wisłowice*. Po zajęciu, pozostawały pod zarządem Komisarza Kolędowskiego, który sprawował urząd zastępcy Wójta Gminy. W Folwarku Udrycze wśród budynków dworskich wymieniono: 1. Pałac murowany; 2. Kaplicę murowaną; 3. Kuchnię murowaną z mieszkaniem; 4. Oficynę murowaną; 5. Spichlerz gromadzki z drzewa na węgieł na słupach murowanych wybudowany, słomą pokryty; 6. Altanę murowaną; 7. Chałupę w słupy z drzewa słomą pokryty; 8. Tranzel na podmurowaniu; 9. Owczarnię drewnianą; 10. Chlewiki dwa chruściane; 11. Gumno w czworobok zabudowane, zawierające w sobie: – stodołę drewnianą w słupy murowane, z dachem słomianym – szopę z chrustu w słupy – stodołę nową drugą – szopy chruściane dwie – spichlerz o dwóch komorach drewnianych – oborę z chrustu – studnię cembrowaną – wołownię – stajnię – wozownię – chlewek (chruściane); 12. Folwark mieszkalny z drzewa; 13. Chałupę z drzewa; 14. Browar z drzewa w części, a w części ściany chruściane, w którym słodownia i suszarnia w słupy; 15. Karczmę z drzewa na podmurowaniu. W treści obwieszczenia zaznaczono, że wszystkie budynki w Folwarku Udrycze były w stanie dobrym.

Za pałacem znajdował się ogród włoski z drzewami w części owocowymi o powierzchni 19 morgów i 240 prętów. Ogród warzywny znajdował się przy chałupie propinatorskiej, o powierzchni półtorej morgi. Natomiast przy drodze do Zamościa  znajdował się inny ogród warzywny o wielkości jednej morgi. Był jeszcze ogród Stawisko, który miał powierzchnie 6 morgów i 25 prętów, przeznaczony także na warzywa.
W Folwarku Dębowice był dwór oraz zabudowania folwarczne z drzewa rzniętego; gumna w kwadrat zbudowane; karczma (w węgieł) przy drodze do Sitańca; chałupa w kołkach słomą i gliną pleciona; Młyn Narożki zwany z drzewa rzniętego o dwóch kamieniach. W Łanach Dworskich Dębowicach wymieniano: Łan zwany Zamojskim, przy gościńcu – gleby płowatki (45 morgów 106 prętów); Łan zwany Dąbrowa – o glebach płowatki i borowiny (107 morgów 134 prętów); Łan z gruntów włościańskich – gleby płowatki i borowiny (35 morgów 156 prętów); Łan zwany Zręby – gleby połowizny (163 morgi 56 pretów); pola puste (48 morgów 286 prętów). Przy dworze w Folwarku Dębowice był ogród owocowy i warzywny (8 morgów 260 prętów).

W skład majątku w Udryczach wchodziły także spore połacie lasów: 1. Las Brzezina – zawierający drzewo brzozowe i nieco dębowego, młodociany, do budowy niezdatny (25 morgów i 223 pręty); 2. Las Kamionka – z drzewostanem brzozowym, dębowym, grabowym, bukowym, olszowym, również młodociany – niezdatny do budowy ( 61 morgów 169 prętów); 3. Las czyli Zarośle – z leszczyną, dębiną, grabiną, olszyną i brzeziną, z drewnem zdatnym tylko na ogrodzenia (21 morgów i 267 prętów); 4. Las Stara Buczyna – drzewa bukowe, nieco grabiny – zdatne do budowy (748 morgów i 124 pręty); 5. Las Xsiężyzna – drzewo sosnowe, brzozowe, bukowe, olszowe, grabowe – zdatne do budowy (129 morgów i 154 pręty); 6. Las Kożuchowice – drzewo j.w. (133 morgi i 215 prętów); 7. Las Kozłów Dół – drzewo j.w. (100 morgów i 228 prętów); 8. Las Stara Dębina – sama dębina zdatna do budowy (46 morgów i 162 pręty); 9. Zarośla – przy granicy z Łaziskami – z leszczyny i grabiny na ogrodzenia (9 morgów i 13 prętów); 10. Las Kobylałoza – z leszczyną i grabiną na ogrodzenia (42 morgi i 260 prętów); 11. Las Duży Suchodębie – z grabiną, osiną, buczyną, nieco do zabudowy zdatne (216 morgów i 165 prętów); 12 Las Średni – grabina, osina, buczyna  „nieco” do budowy zdatny (12 morgów i 79 prętów).

Wspomniane „Obwieszczenie” wylicza w majątku Udrycze liczbę włościan: ciągłych 50 – pieszych 43, a pomiędzy zabudowaniami włościańskimi pola puste o powierzchni 114 morgów i 18 prętów, które obsiewał dwór. We wsi Dębiowice było włościan ciągłych 23, pieszych 39, a we wsi Wisłowice 38 pieszych i pustek 3. Wykazano także dobytek inwentarski: koni i klaczy 30; wołów roboczych 18; krów 6; owiec 1205. Sprzęt i narzędzia inwentarskie nie były wymieniane szczegółowo. Majątek przynosił roczne dochody z propinacji w wysokości 5.000 złp., natomiast czynsze i inne daniny rocznie przynosiły 1594 złp. 20 gr. Wymieniono ponadto rodzaje zasiewów w majątku: żyta ozimego 244 korców i 9 garncy; jęczmienia 92 k.; hreczki 48 k. i 16 g.; prosa 1 korzec i 3 g.; soczewicy białej 16 g.; rzepaku 16 g.; konopi 6 k.; pszenicy 122 k. i 2 g.; owsa 246 k. i 16 g.; grochu 7 k. i 16 g.; soczewicy 3,5 g.; koniczyny 3 g.; lnu 1 k. i 12 g.;  kartofli 18 k.

Wyliczono, że dobra w Udryczach opłacały rocznie podatków rocznych z dziesięciną 4 337 złp. i 21 gr. Do Towarzystwa Kredytowego opłacano raty od sumy 156.500 złp. Zadłużenie hr. Kickiej oceniono na dzień 4 (16) luty 1838 r. na sumy: 36.000 i 35.900 z procentami i na poczet ściągnięcia tych sum zajęto dobra majątku w Udryczach. Wyrokiem zapadłym przed Trybunałem Cywilnym Guberni Lubelskiej w dniu 28 maja (9 czerwca) 1838 r., przygotowano wywałszczenie za 2/3 szacunku, tj. za sumę 412 583 złp. 22 gr. Wyznaczono termin do stanowczego przysądzenia na dzień 12 (24) lipca 1838 r. na audiencji Trybunału, w miejscu zwykłych posiedzeń. Obwieszczenie podpisał pisarz Trybunału Skomorowski. Dobra od 1842 r. dzierżawił Ludwik Błaszczyński*, od którego później prawa te nabył Kajetan Mrozewicz.

________________________________________________________________________________________________

* Dokładniej dzieje miejscowości Udrycze opisał J. Niedźwiedź. W rękach Udryckich h. Nałęcz wieś była od w. XV do drugiej połowy XVIII w., kiedy to na Karolu Udryckim wygasła męska linia rodu. Dwór Udryckich w 1724 r. wzmiankowany był już jako „curia antiqua”, czyli stary dwór. Istniał co najmniej od XVII w., a notowany był jeszcze w 1753 r. Po Udryckich, na krótko majątek znalazł się w rękach Zamoyskich, a potem rodziny Deboli (przed 1761 r.).  Syn Antoniego Stanisława Deboli, Tomasz Deboli ożenił się z Antoniną Wisłocką (wieś Wisłowice wymienia spis Dóbr Udrycze, sporządzony tuż przed licytacją majątku hr. Kickiej). Od Deboli’ch Udrycze trafiły właśnie do rodziny Wisłockich (1780 r.).; w 1786 r.  wieś należała nadal do nich – „Udrycze wieś z pałacykiem niegdyś domu Debolich, teraz Wisłockich”. J. Niedźwiedź przypuszcza, że to właśnie w tym czasie w miejsce dworu Udryckich wzniesiono pałac, cyt: „Parterowy pałac zorientowany na kierunku wschód-zachód zbudowano z cegły. Posiadał elewacje krótsze 3-osiowe i dłuższe 11 osiowe.” W czasie, kiedy wyznaczano mapę józefińską (1779-1783) pałac szlachecki solidnie wybudowany z kamienia w Udryczach już istniał, bowiem jest jako taki wzmiankowany w opisach wojskowych inżynierów. Zarówno w posiadaniu Deboli, jak i Wisłockich pałac był przez dwie dekady, nie ma jednak pewności, który z rodów rozpoczął jego budowę.
* Akt zajęcia z dnia 29 maja (10 czerwca) 1836 r. sporządził Komornik Sądowy Paweł Lisowski; kopie otrzymali: 1. z-ca Wójta Gminy dóbr Udrycze – Jan Sawicki; 2. z-ca Pisarza Sądu Pokoju Powiatu Zamojskiego Ignacy Czarnołuski.
* Wisłowice – to obecnie Wisłowiec w gm. Stary Zamość pow. Zamość, wg J. Niedźwiedzia wieś powstała prawdopodobnie w 2 poł. XVIII w. i wzięła swą nazwę od właścicieli wsi – Wisłockich.
* do księgi w kancelarii Trybunału Cywilnego Guberni Lubelskiej akt wpisano 4 (16) lutego 1838 r.
* Ludwik Błaszczyński był w 1838 r. asesorem Dyrekcji Głównej Towarzystwa Ogniowego, zamieszkały w Warszawie; natomiast w Lublinie mieszkał u „Patrona w Trybunale Dominika Boczarskiego”.
* morga – około pół hektara
Opracowanie i zdjęcia (wg stanu w 2011 r.): Ewa Lisiecka
Źródła:
1. Józef Niedźwiedź. Leksykon historyczny miejscowości dawnego województwa zamojskiego. Zamość 2003. ss. 558-559 i 583.
2. Dziennik Urzędowy Guberni Lubelskiej Nr 7 z 17 lutego 1838 r. (Dodatek) – Biblioteka Narodowa w Warszawie – strona internetowa „Polona”.
3. Miejcowości: Udrycze i Dębowiec (Dembowice=Dębowice) na józefińskiej XVIII w. mapie topograficznej z lat 1779-1783 – Mapa Miega – https://maps.arcanum.com/en/map/europe-18century-firstsurvey/?bbox=2587842.474994393%2C6583268.048546047%2C2602346.401111505%2C6588781.069211115&layers=163%2C165
4. Andrzej Janeczek. Bogusław Dybaś. Łaukasz Walcz. Galicja na józefińskiej mapie topograficznej 1779-1783. T. VIII cz. 2. Warszawa 2015. ss. 52, 53

Zamojscy Przewodnicy zawitali do Wysokiego.

Regionalna Izba Pamięci w Wysokim k. Zamościa powstała z inicjatywy miejscowego Koła Gospodyń Wiejskich. Pierwsza ekspozycja zbieranych do muzeum eksponatów mieściła się w budynku z l. 30-tych XX w. Od 2011 r. zbiory znalazły się w nowo wybudowanym, drewnianym „dworku”. Obecnie jest to jedyny obiekt gminny spełniający funkcję muzeum. Zgromadzono tam ponad 1230 szt. eksponatów, które tematycznie zgrupowano w ekspozycjach: komory, stodoły; stajni; poddachu; kuchni; holu, alkierza; klasy; sali zbiorów i kącików – wojskowego i łowieckiego. Muzeum można zwiedzać cały rok bezpłatnie, po uzgodnieniu z KGW. Oferowane są również usługi udostępnienia sal ekspozycyjnych w celach szkoleniowych dla szkół oraz przy organizacji spotkań, konferencji, czy warsztatów tematycznych. Patronat i opiekę nad Regionalną Izbą Pamięci w Wysokiem sprawują: Urząd Gminy Zamość; Stowarzyszenie „Wysokie nad Łabuńką”; KGW; OSP i Gminny Ośrodek Kultury Gminy Zamość.
W załączeniu relacja naszej Koleżanki, Magdy Misztal – przewodnika z Koła Przewodników w Zamościu:
W niedzielę 20 lutego 2022 r. bardzo liczna grupa członkiń i członków Koła Przewodników PTTK im. Róży i Jana Zamoyskich O/Zamość oraz Sympatyków odwiedziła Regionalną Izbę Pamięci Gminy Zamość w Wysokiem. Powodów spotkania było wiele: ciągła konieczność i chęć poszerzania swojej wiedzy, zainteresowania krajoznawcze oraz uczczenie Międzynarodowego Dnia Przewodnika przypadającego na 21 lutego. Wizyta była umówiona, a na Przewodników oczekiwały Panie z Koła Gospodyń Wiejskich w Wysokiem w osobach Wandy Szpugi i Henryki Sobczuk oraz Magdy Misztal (GOK Gminy Zamość). Spotkanie rozpoczęło się od rozmów, prowadzonych w sali konferencyjnej Izby, na temat miejscowości Wysokie, jej historii, osób o których nie można zapomnieć, miejsc wartych wspominania i pokazania, historii powstania Regionalnej Izby Pamięci i Centrum Kultury Dawnej w Wysokiem. W trakcie spotkania uczestników gorącą herbatą częstowały Panie Gospodynie, a ciasteczkami Przewodnik Pani Ewa Lisiecka. Były też upominki. Przewodnik Pan Zbigniew Pietrynko przekazał na ręce Pań Gospodyń prezent w postaci dawnych narzędzi kowalskich. Następnie Panie Wanda i Henryka oprowadziły tę bardzo wymagającą grupę po obiektach kuźni i stodoły, wchodzących w skład Centrum Kultury Dawnej, udostępnionych do zwiedzania dopiero od października 2021 r. Była to rzadka okazja, aby dowiedzieć się czegoś więcej o zgromadzonych narzędziach od osób, które uczestniczą w ich pozyskiwaniu, odnawianiu, znają darczyńców, pochodzenie i historie eksponatów. Cenną wiedzą dzieliła się również Pani Maria Rzeźniak (Prezes Koła Przewodników), będąca osobą, która zajmowała się aranżacją wystroju stodoły. Następnie oglądano bardzo bogate zbiory Regionalnej Izby Pamięci.
Pobyt Przewodników w Wysokiem został zwieńczony wizytą w Gminnym Ośrodku Kultury Gminy Zamość. Tam mogli obejrzeć, specjalnie udostępnioną dla nich w tym dniu wystawę podróżniczą Pana Jerzego Tkaczyka – fotografia, malarstwo, rysunek pod tytułem „NOTRE-DAME – czar gotyku katedr Francji”.
Goszczenie ambasadorów naszego regionu – Zamojskich Przewodników – było dla nas wielką przyjemnością. Życzymy Państwu wszystkiego najlepszego z okazji Międzynarodowego Dnia Przewodnika, satysfakcji z wykonywanego zawodu, rozwijania swoich pasji i zadowolonych turystów. Życzenia te kierujemy również do wszystkich osób wykonujących ten zawód, w szczególności odwiedzających Zamojszczyznę.
Koło Gospodyń Wiejskich w Wysokiem i Gminny Ośrodek Kultury Gminy Zamość z/s w Wysokiem serdecznie zapraszają do odwiedzania Wysokiego i innych pięknych terenów Gminy Zamość.
GOK: Magda Misztal

________________________________________________________________________________________________

Z cyklu „Poznajemy zbiory Regionalnej Izby Pamięci w Wysokiem”.
Sanie.
„Żałubiczkami” jeździło się do kościoła, a „sukami” po drzewo do lasu.
Chociaż już w lutym bywają dni z dodatnią temperaturą powietrza na zewnątrz, to przecież zima jeszcze nas nie opuściła. Kalendarzowa zima kończy się aż 21 marca. Natomiast według astronomów w 2022 r. odejdzie ona od nas 20 marca – będzie to data równonocy wiosennej. W sumie ta astronomiczna zima, która rozpoczęła się 21 grudnia 2021 r. będzie trwała prawie 89 dni. Ta piękna pora roku, oprócz śnieżnych widoków, przynosiła ludziom także wyzwania, jak chociażby konieczność poruszania się po śniegu oraz ochrony przed mrozem. Do tego niezbędne były sanie.
Pojazd ten swoją historią sięga epoki neolitu. Pierwowzorem sań spotykanych w Europie były sanie włóczne. Najpierw były proste włóki: dwa kije połączone materiałem lub skórą, ciągnione przez człowieka lub zwierzęta. Stopniowo ewoluowały do formy, którą znamy dzisiaj.
Sanie zbudowane są z dwóch części. Część górna to obudowa, miejsce dla woźnicy i pasażera, dolna to właściwe sanie, składające się z poziomych płóz i nasadu, tj. ramy umocowanej do pionowych listew (tzw. stram). Dolna część mogła być używana osobno do pracy przy transporcie.
Ozdobą stodoły w Centrum Kultury Dawnej w Wysokiem są sanie wyjazdowe. Pani Wanda Szpuga – opiekun tego miejsca opowiada: „To są sanie tak zwane „żałubiczki”. Najbardziej eleganckie sanie, które znałam w młodości. Służyły do szczególnych wyjazdów, jak do kościoła, do ślubu. Zaprzęgano do nich parę koni. Już z daleka było słychać, że jadą sanie – było słychać dzwonienie. Koniom zakładano janczary. Były to specjalne dzwonki umieszczane na nagrzbietniku, natylniku, czy po prostu zawieszane na szyi konia. Jeżeli koń miał zakładane chomąto, wówczas janczary były zakładane na dyszel. Sanie, które pokazujemy w stodole pochodzą sprzed II wojny światowej.
Przyglądając się dłużej tym saniom dostrzegamy ich urodę. Drewniana skrzynia spoczywa na nasadach wspartych na krótkich, prostych stramach. Po obu stronach zamontowano dodatkowe, drewniane, boczne płozy – są to tzw. odbojniki. Ich rolą było torowanie drogi, kiedy prowadziła ona przez głęboki śnieg lub leśne zarośla. Dolne płozy są okute metalem. Ich przednia część przechodzi w śnieżnik wygięty w kształt litery „s”. Dodatkowo wsparty jest on ozdobnie wygiętym prętem w kształcie litery „s”.
Tylna część skrzyni ma wyższe boki i oparcie. W jej wnętrzu znajduje się jedno podwójne siedzenie dla pasażerów. Przed nią wąska ławeczka dla osoby powożącej i ewentualnie dodatkowego pasażera. Ławeczka jest wyposażona po bokach w metalowe uchwyty o ozdobnych, owalnych kształtach. Dziś byłyby idealne na kulig.
W stodole znajdują się jeszcze proste sanie do codziennego użytku, kiedy na przykład jechano na jarmark. Obecnie nie mają siedzisk, ale te siedziska były – w postaci desek. Zwykle były dwa siedzenia – z przodu i z tyłu. Deski były przykrywane tzw. derką.
Bardzo ciekawa jest para małych sań, wyeksponowana na ścianie stodoły. To krótkie, pozbawione skrzyni sanie, połączone łańcuchem. Pani Wanda wspomina, że nazywano je „sukami”. Służyły do wyjazdów do lasu po drzewo.
Wyrobem sań zajmowali się sami ich użytkownicy. Bardziej skomplikowane i urozmaicone formy wykonywali sannicy.
Pani Opiekun Izby mówiąc o saniach, wspomina jak bardzo mroźne zimy były kiedyś, chociażby w latach 70. XX w. Wtedy kożuch na zimę był niezbędny, konieczny też na kulig. Regionalna Izba Pamięci może pochwalić się jednym z nich. Jest to męski, haftowany kożuch. Został uszyty w Kurowie, prawdopodobnie przed II wojną światową, w prywatnym zakładzie kuśnierskim. Posiada zapięcia z rzemyków, obtoczone skórą guziki. – „To taki prawdziwy dawny kożuch.” – opowiada Pani Wanda -„Będąc młodą dziewczyną jeździłam z mamą do Kurowa. Tam, w co drugim mieszkaniu odbywało się szycie tych kożuchów. Tam się mierzyło i kupowało. Hodowaliśmy barany, jak były skórki, to woziło się do Kurowa do wyprawienia. Jak była możliwość kupienia kożucha, to skórki się zostawiało, sprzedawało i gotowy kożuch się kupowało. Były drogie, nie wszystkich było stać. Ale to była ciepła rzecz”.
opracowanie i zdjęcia: Magda Misztal
Gminny Ośrodek Kultury Gminy Zamość z/s w Wysokiem
Bibliografia:
1. Worytkiewicz P., Model sań [online]. Polska. Muzeum Etnograficzne w Krakowie, [dostęp: 21.02.2022]. Dostępny w Internecie: https://etnomuzeum.eu/zbiory/model-san,
2. „Pędzi, pędzi kulig niczym błyskawica!” , czyli: skąd się wzięły konne sanie [online]. Polska. [dostęp: 21.02.2022]. Dostępny w Internecie: http://www.stajniatrot.pl/texts/mondre/sanie.html,
3. Matyschok-Nyckowska A., Zróżnicowanie pojazdów zaprzęgowych na podstawie sań z kolekcji Muzeum Powozów Galowice [online]. Polska. QUART Kwartalnik Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Wrocławskiego Nr 4(30)/2013, [dostęp: 21.02.2022]. Dostępny w Internecie: https://quart.uni.wroc.pl/pdf/30/quart30_Matyschok-1.pdf
4. Rozmowy z Panią Wandą Szpugą – opiekunem Regionalnej Izby Pamięci w Wysokiem

________________________________________________________________________________________________

Zdjęcia: Magda Misztal, Zbigniew Pietrynko, E.i W. Lisieccy.

Koleje Półwyspu Bałkańskiego.

Scenariusz wycieczki

Koleje Półwyspu Bałkańskiego”

Uczestnicy: pasjonaci kolei, studenci filologii południowosłowiańskich, słuchacze Centrum Kultury Słowiańskiej, diaspora bałkańska

  1. Cel zajęć:

– zapoznanie osób zainteresowanych Bałkanami z eksponatami Stacji Muzeum

– przedstawienie materiałów bibliotecznych o kolejach bałkańskich dostępnych w Bibliotece Stacji Muzeum (w języku polskim i serbskim/chorwackim)

– zwiększenie zainteresowania czytelnictwem

– przyciągniecie nowych czytelników do Biblioteki Stacji Muzeum

  1. Miejsce zajęć:

– sale wystawowe Stacji Muzeum oraz Skansen

– Czytelnia Biblioteki

– zapisy drogą telefoniczną lub internetową

– preferowana liczba osób do 25

  1. Termin spotkań: spotkanie planowane na czerwiec, przed jednym z najważniejszych serbskich świąt tj. Vidovdanem (Dzień Świętego Vita, 28 czerwiec)

  1. PLANOWANIE :

Główny CEL warsztatu:

– Integracja miłośników kolei bałkańskich, a także diaspory

– Zapoznanie uczestników z materiałami bibliotecznymi dot. bałkańskich kolei w zbiorach Stacji Muzeum (książki w języku serbskim i chorwackim)

Cele szczegółowe warsztatu:

– Wymiana poglądów dot. kolei Półwyspu Bałkańskiego

– Wzbogacenie wiedzy przewodnickiej (dyskusja z miłośnikami kolei, przewodnikami turystycznymi, fotografami, podróżnikami)

Działania przed spotkaniem:

– Umieszczenie informacji o spotkaniu na stronie internetowej Stacji Muzeum, mediach społecznościowych instytucji, minimum miesiąc przed planowaną imprezą (realizacja Dział Promocji)

– Zaproszenie do udziału instytucji promujących historię regionu (Centrum Kultury Słowiańskiej, itp.)

  1. Wstępny schemat zajęć:

  2. WSTĘP – (10 minut)

– przygotowanie bezpłatnych biletów dla uczestników spotkania, rozdawanych w kasie muzeum

– powitanie gości na salach wystawowych

  1. ROZWINIĘCIE – (90 minut)

METODY I MATERIAŁY:

– wycieczka integracyjna po Stacji Muzeum (sale wystawowe i skansen)

– materiały biblioteczne Stacji Muzeum dotyczące bałkańskich kolei

– dyskusja dot. prezentowanego tematu

PRZEBIEG:

– zabawa integracyjna „Pociąg przyjaźni” (uczestnicy piszą na przygotowanych kartkach kilka zdań na swój temat, po czym ustawiają się w rzędzie imitując pociąg, na przodzie stoi pracownik Muzeum, w kolejowej czapce. Przewodnik przedstawia się, pochodzi do drugiej osoby w rzędzie, która do czapki wrzuca kartkę z własnym opisem. Czapka jest przekazywana po kolei i każda osoba w rzędzie czyta krótką informację o poprzedniej)

– przewodnik oprowadza grupę po salach wystawowych i skansenie w języku serbskim, przy najważniejszych eksponatach nawiązując do ich bałkańskich odpowiedników (np. długość linii kolejowych w poszczególnych krajach, słynne pociągi kursujące między nimi, itp.)

– po oprowadzaniu krótka przerwa organizacyjna

– zaproszenie grupy do Biblioteki Stacji Muzeum

– możliwość pobrania papierowych wersji bezpłatnych kolejowych czasopism

– przedstawienie materiałów bibliotecznych Stacji Muzeum takich jak:

– Milan Radivojević, Tito i Żelezničari Jugoslavije (Tito i Kolejarze Jugosławii), Beograd 1987

– Żeleznički Muzej „Jugoslavija” (Kolejowe Muzeum „Jugosławia”), Beograd 1998

– 25 godina samoupravljanja na Jugoslovenskim Železničama (25 lat niezależności Jugosłowiańskich Kolei), Ljubljana 1979

– Połączenia kolejowe Polska Jugosławia 28.05.1978 – 26.05.1979 (Rozkład jazdy)

– Zvonko Ćurak, 150 godina żeljeznice u Osijeku i OBŻ 1870 – 2020 (150 lat kolei w Osijeku i Osjećko – Baronskoj Żupaniji), Osijek 2020

– Zvonko Ćurak, Katalog starih żeljezničkih predmeta: fotografija, dokumenata, alata, i dr (Katalog starych kolejowych przedmiotów, fotografii, dokumentów, narzędzi i innych), Osijek 2021

– dyskusja dot. bałkańskich kolei na podstawie doświadczeń uczestników spotkania (uczestnicy opowiadają o podróżach kolejami po Półwyspie Bałkańskim, wrażeniach, porównują polską kolej do kolei południowych, mówią o książkach i filmach dot. kolei południowosłowiańskich)

  1. ZAKOŃCZENIE – (10 minut)

METODY I MATERIAŁY: muzealna publikacja w języku polskim lub angielskim

PRZEBIEG:

– pytanie dot. bałkańskich kolei lub Stacji Muzeum (pytanie zadane przez pracownika Biblioteki Stacji Muzeum do grupy, wygrywa osoba, która najszybciej udzieli poprawnej odpowiedzi)

– nagroda: muzealna publikacja w języku polskim lub angielskim

– podsumowanie spotkania (propozycja wspólnej wycieczki do Muzeum Kolei Wąskotorowej w Sochaczewie)

– pożegnanie uczestników

STACJA MUZEUM

u l. Towarowa 3, 00-811 Warszawa

t el. +48 22 620 04 80

sekretariat@stacjamuzeum.pl

www.stacjamuzeum.pl

Autor: Łukasz Hasior, licencja CC BY SA

______________________________________________________________________________________________________

Zapisy na Pielgrzymkę do Częstochowy.

Na str.www.przewodnicyzamosc.pl został opublikowany program OGÓLNOPOLSKIEJ PIELGRZYMKI  PRZEWODNIKÓW na Jasną Górę w dniach 12 i 13.03.2022r.
Osoby zainteresowane pielgrzymką proszę zgłaszać swój udział  w terminie do dnia 15.02 br do koleżanki  Agnieszki Linek – tel. 510 582 242, (Agnieszka wspomaga Bożenkę Kamaszyn Gonciarz).  Po określeniu ilości osób zostanie podany koszt oraz dla zainteresowanych program szczegółowy. Wpłaty należy dokonać do dnia 25.02.br. Mam świadomość, że informacja jest dość późno podana, spowodowane jest to sytuacją covidową.
Z turystycznym pozdrowieniem Maria

Peregrynacje Dziadka Jakuba.

Niniejszy tekst jest kontynuacją informacji zbieranych na temat mojego matecznego dziadka, Jakuba Kapuścińskiego. Nie dotyczy go bezpośrednio, ale stanowi próbę ukazania warunków w jakich żył przez co najmniej dziesięć lat wśród Polonii, w miejscowości Harbin na Dalekim Wschodzie (Chiny-Mandżuria). Informacje zostały zebrane na podstawie miejscowej prasy, tj. „Przeglądu…” wydawanego w Harbinie w latach 1919-1921. Materiały są wybiórczo wyselekcjonowane pod kątem wydarzeń z tzw. „Kroniki miejscowej”. Ukazywały się one sukcesywnie na przestrzeni tych lat. Były to krótkie wzmianki na temat bieżących wydarzeń w Harbinie. Drogowskazem do tych poszukiwań były strzępy informacji o dziadku, przekazane przez krewnych. Materiał zebrałam przede wszystkim celem przekazania młodemu pokoleniu w rodzinie. Być może zainteresuje to również kogoś z poza tego kręgu.
  1. Budowa Kolei Transyberyjskiej.
  2. Miasto Harbin w Chinach.
  3. Wyjście z poddaństwa rosyjskiego i odzyskanie niepodległości przez Polskę.
  4. Życie Polonii, ze szczególnym uwzględnieniem losów kolejarzy polskich.
  5. Kształtowanie się stosunków polsko-chińskich w latach 1919-1921.
  6. Wydarzenia w kraju: wojna bolszewicka, reemigracja, budowanie państwowości.
Budowa Kolei Transyberyjskiej.
Kolej Transsyberyjska to najdłuższa kolej na świecie, łącząca Moskwę z Władywostokiem (9 288,8 km). Na tym odcinku przekracza 8 stref czasowych. Jeden z jej odcinków, Kolej Transmadżurska, nazywana dawniej Koleją Wschodnio-Chińską, prowadzi z Moskwy do Pekinu m.in. przez Harbin.  Budowa odnogi Wschodnio-Chińskiej na terenie dawnej Mongolii i Mandżurii, była jednym z etapów budowy Kolei Transsyberyjskiej. Pokrywa się z linią kolei transsyberyjskiej do miejscowości Tatarskaja, a potem odbija na Chitę-Harbin-Pekin. Przypuszczam, że nasz dziadek mógł uczestniczyć w obu tych etapach budowy od 1914 r. do lat 20-tych XX w. Z rodzinnych przekazów mamy jednak tylko pewność co do tego, że brał udział w budowie odcinka wschodnio-chińskiego, w Mandżurii w Chinach.
Miasto Harbin w Chinach.
  
Polonia w Harbinie była niezwykle zróżnicowana, począwszy od pracowników kolei, poprzez inteligencję, przedstawicieli arystokracji, uchodźców, zesłańców powstania styczniowego, innych zesłańców carskiej Rosji, osierocone dzieci z całej Syberii, żołnierzy, duchowieństwo, po przemysłowców, plantatorów itp. Ilość Polaków w Mandżurii znacznie wzrosła od kiedy rząd rosyjski utworzył, w pasie wywłaszczenia wzdłuż linii kolejowej Kolei Transsyberyjskiej, oddzielne wojsko zwane Korpusem Straży Przygranicznej (1901 r.). W tym czasie przybyła do Mandżurii duża liczba oficerów Polaków. Począwszy od upadku powstania styczniowego (1863) po I wojnę światową (1914) Polacy – rekruci dziesiątkami tysięcy byli wysyłani do najdalszych garnizonów azjatyckich posiadłości Rosji. W grupie tych ostatnich znajdował się także nasz dziadek, Jakub Kapuściński. W najbardziej oddalonych miejscowościach Turkiestanu, Syberii Zachodniej i Wschodniej aż po Mandżurię, całe pułki i oddziały wojskowe były przepełnione Polakami. Chociażby pułki tzw. „Strzelców Syberyjskich”, którymi chełpili się Rosjanie, miały w swoim składzie nierzadko 90 % Polaków. Korpus Straży Pogranicznej był stale uzupełniany przez rekrutację Polakami. Tak duża liczba Polaków, skierowanych przymusowo na Daleki Wschód, usiłowała podtrzymać swoją narodowość chociażby poprzez wiarę katolicką. Prośba skierowana do Zarządu Inżynierii  Wojskowej zaowocowała zezwoleniem na budowę kościoła w jednym z budynków wojskowych, przeznaczonych na ten cel. Wkrótce powstał w Harbinie drugi kościół, bowiem ten pierwszy był zbytnio oddalony od ludności cywilnej i pracowników biur kolejowych. W „Klubie Kolejowym” i „Klubie Komercyjnym” urządzano bale charytatywne aby zebrać fundusze na jego budowę. W międzyczasie wzniesiono gmach Stowarzyszenia  „Gospoda Polska” w którym skupiała się główna działalność polonijna.
 
Przegrana wojna rosyjsko-japońska i wybuch rewolucji w Rosji odbiły się dodatnio na egzystencji Polaków skupionych w Harbinie. Polacy zaczęli sie oficjalnie posługiwać językiem polskim pisanym, chociażby w treści protokołów Komitetu Budowy Kościoła Katolickiego. Powstał również w tym czasie zamysł budowy szkoły polskiej, biblioteki. W tym czasie w Harbinie, nie licząc Chińczyków katolików, znajdowało się około 4 000 osób tego wyznania. W 1908 r. powstała w Harbinie pierwsza szkoła polska przy Stowarzyszeniu „Gospoda Polska”. Rok później przy parafii harbińskiej założono Towarzystwo św. Wincentego a”Paulo. W 1912 r. pod jego opieką otwarto szkołę początkową przy parafii. W 1913 r. otwarto przytułek dla bezdomnych i starców. W 1915 r. Harbin zalała fala uchodźców polskich. W tym samym roku otwarto ochronkę dla biednych dzieci (25-30 sierot). W latach 1915-1916 Utworzono Gimnazjum Polskie im. H. Sienkiewicza. Rok później szkoła początkowa i gimnazjum otrzymały nowy gmach.
 
Główny Zarząd Budowy Kolei Wschodnio Chińskiej mieścił się początkowo we Władywostoku. Na nowe miejsce wyznaczono Harbin. Ekspedycja Adama Szydłowskiego, (wzmiankowana w I części „peregrynacji dziadka” do Chin) zatrzymała się w dworze zajezdnym (nieopodal chińskiej gorzelni) „Tiandiaszagou”.  W latach 20-tych XX w. miejsce to nazywało się „Chanszynnyj Zawod” (za starym Harbinem).  Ten stary dom zajezdny istniał jeszcze w tym czasie. Szydłowski szukał pomieszczeń dla biur zarządu kolei. Jeden z Chińczyków doradził mu wybór „Chińskiej Gorzelni” zwanej „Sian Fan”, która w tym czasie była chwilowo nieczynna. Szydłowski kupił całą gorzelnię od właściciela z Aszyche. Odnowiono budynki i kiedy 13 maja 1898 r. przybyli inżynierowie, lokum na biura Zarządu Budowy Kolei były przygotowane. Na ten właśnie czas datuje się powstanie miasta Harbin.
  
czerwiec lipiec 1920.
Wyjście z poddaństwa rosyjskiego i odzyskanie niepodległości przez Polskę.
Dziadek, Jakub Kapuściński (1892-1944) pochodził z Królestwa Polskiego. Zamość, w tym i Płoskie, w czasie jego narodzin i powołania do wojska były pod zaborem rosyjskim (1813-1914). Zgodnie ze statutem cara z 26.02.1838 (?) Królestwo Polskie stanowiło część składową carskiej Rosji, jako terytorium zdobyte prawem wojny. Od tego czasu Polacy byli zmuszani do służby w wojsku rosyjskim. Natomiast podatki, jakie płacił pradziadek, Józef Kapuściński (ur. 11.03.1851 r.) – rolnik z Płoskiego (ojciec Jakuba) szły m.in. na utrzymanie tej armii.
Rosja uważała, że Polacy zamieszkujący tereny kolei Wschodnio-Chińskiej (Mongolia, Mandżuria) i Państwa Niebieskiego (Chiny właściwe) nigdy nie przestali być jej poddanymi. Nie mieli zatem potrzeby składania ministerstwu rosyjskiemu oświadczeń o wystąpieniu z poddaństwa. Rosja do ostatnich prawie czasów – pisze „Przegląd..” Nr 1 z 3 maja 1919 r. – zabraniała występowania z jej poddaństwa, upatrując w podobnym czynie zdradę karaną według art. 325 kodeksu karnego zesłaniem na Sybir, połączonym z pozbawieniem praw stanu. Dziadka to nie dotyczyło o tyle, że on w zasadzie na tym Sybirze już i tak był zesłanym wcześniej. Jako rosyjski żołnierz, ale zawsze to tylko Polak, był skierowany na najtrudniejszy odcinek służby, przy budowie Kolei Transsyberyjskiej. W 1919 r. Rosja była już jednak zmuszona przyznawać prawo do zmiany i odejścia z rosyjskiego poddaństwa. Brak jednak było wytycznych jak to zrobić. Polacy, szczególnie tam na dalekiej Syberii mocno odczuwali tę potrzebę, ale nie było to takie proste.
Polska w tym czasie nie miała na Dalekim Wschodzie jeszcze żadnego przedstawicielstwa. Ci, którzy wnieśli pisemne oświadczenia do ministra spraw wewnętrznych o wystąpieniu z poddaństwa rosyjskiego, przyjmowali na siebie wszelkie następstwa tego kroku, przewidziane przez prawo rosyjskie i międzynarodowe traktaty. Osoby zwolnione wówczas z poddaństwa rosyjskiego przyjmowały stan obcokrajowca. Stąd mogli oni korzystać tylko z praw jakie przysługują cudzoziemcom i przewidziane były w miejscowym prawodawstwie.  Przykładowo: tracili prawo urzędowania z ramienia rządu; prawo własności ziemskiej i nieruchomości w miejscowościach przez prawo wskazanych; na Syberii wzbronione było cudzoziemcom oddawanie dostaw i robót skarbowych; najem cudzoziemców na roboty na rzecz skarbu w obrębie Generał Gubernatorstwa Irkuckiego i Nadamurskiego oraz Zabajkalskiej prowincji. W obrębie ww. wzbronione było także oddawanie cudzoziemcom w dzierżawę ziem skarbowych, serwitutów, nabywanie ziemi na własność itp. Wszystko to wskazuje na ciężką i skomplikowaną sytuację naszych rodaków na Syberii, pozostających wówczas w służbie chociażby kolejowej. Bezwarunkowa utrata pracy z powodu przyjęcia statusu cudzoziemca, brak możliwości innego zarobkowania, przynajmniej do czasu zdobycia funduszy i możliwości powrotu do kraju. Procedura odejścia od poddaństwa składała się z dwóch aktów: rezygnacji z poddaństwa i aktu przyjęcia w poczet obywateli nowego państwa. Z pewnością dziadek Jakub takiego wyboru dokonał, ale w którym momencie to się stało, nie dotarłam do takich informacji. Zdrowy chłopski rozum na pewno podpowiedział mu rozsądne rozwiązanie. Długo tam na Syberii nie było wiadomo takim jak on, czy staje się ponownie Polakiem już z chwilą zwolnienia go z poddaństwa rosyjskiego, czy dopiero z chwilą sporządzenia stosownego aktu przyjęcia do poddaństwa (sic!) polskiego. Przy końcu marca 1919 r. podania o wyjściu z poddaństwa rosyjskiego przyjmować miał ponoć Polski Komitet Wojenny.
Życie Polonii, ze szczególnym uwzględnieniem losów kolejarzy polskich.
  
Po odzyskaniu niepodległości Polska potrzebowała polskich kolejarzy. Jak donosił „Przegląd” z 1 czerwca 1919 r. niezbędna była przynajmniej 800 osobowa obsada kolejarzy Polaków, dla zapewnienia ciągłości ruchu kolejowego w Polsce. Przed I wojną światową i w trakcie jej trwania, kolej była opanowana przez Niemców i Rosjan. Polaków nie zatrudniano na wyższych stanowiskach, chyba, że byli to specjaliści wysokiej klasy, względnie inżynierowie, którzy pracowali przy budowie chociażby kolei na Syberii. Rozpoznanie co do ilości Polaków zatrudnionych w 1919 r. na Kolei Syberyjskiej i odcinku Wschodnio-Chińskim zlecono Komitetowi Wojennemu w Harbinie. Koleje syberyjskie razem z Koleją Chińską według ówczesnych obliczeń posiadały około 1500 wykwalifikowanych kolejarzy Polaków. Szacowano, że jeżeli nawet część z nich pozostanie nadal na służbie na Dalekim Wschodzie, to i tak możliwe jest pozyskanie od 700 do 1000 pracowników i zatrudnienie ich w Polsce. Wśród tych ludzi znalazł się także nasz dziadek, Jakub Kapuściński. Sprowadzenie kolejarzy jak najszybciej do kraju stało się sprawą priorytetową. Rząd polski był w stanie ponieść związane z tym niemałe koszta, ponieważ ewentualne straty z powodu sabotażu kolei przez obcokrajowców, którzy na niej nadal pracowali, przekroczyłyby z pewnością koszty związane z przewozem kolejarzy z Azji do kraju. W grę wchodziła wówczas jedynie podróż morska, gdyż sytuacja w głębi Rosji nie sprzyjała transportowi lądowemu (koleją).  Początkowe transporty kolejarzy, opisywane na łamach prasy harbińskiej wiążą  się z ewakuacją żołnierzy polskich z Syberii. Koszta podróży morskiej były jednak niewspółmiernie wyższe od drogi lądowej (kolejowej). 15 kwietnia 1920 r. „Przegląd” informował o tym, że wielu kolejarzy, szczególnie tych zatrudnionych poza Harbinem, nadal nie jest zorientowana jakie kroki mają podjąć w celu powrotu do kraju.
 
Spotykamy na łamach prasy harbińskiej nazwiska Polaków, którzy uczestniczyli w budowie Transsyb nieomal od początku. Przykładowo: inż Ignacy Nowakowski, który pracował przy budowie kolei syberyjskiej od 1892 r. (30 lat), czy Zygmunt Zawadzki zatrudniony na kolei od 1903 r. Poza pewnymi wyjątkami Polacy byli kierowani do pracy na kolei na podrzędne stanowiska, nawet tragarzy kolejowych werbowano wyłącznie wśród Niemców i Rosjan.
 
Kolejarze byli zrzeszeni w Harbinie w Związku Polskich Kolejarzy („Przegląd” Nr 24 z 15 kwietnia 1920 r.). Ta sama gazeta Nr 28 i 20 z czerwca/lipca 1920 informuje, że w tym czasie w Harbinie mieszkało około 5.000 Polaków. Kolejarze wspomagali się wzajemnie zrzeszając się w Stowarzyszeniu Wzajemnej Pomocy Kolejowców w Mandżurii. Wspomniany tygodnik był drukowany „Drukiem litografii kolejowej” (Nr 19/1920), a wcześniej redagowany przez …….. i pisany na maszynie do pisania.
15 maja 1920
maj 1920
1 Czerwiec 1920
Inteligencja polska zapełniała w Harbinie szeregi biurokracji rosyjskiej, powiększała szeregi urzędnicze.
Kształtowanie się stosunków polsko-chińskich w latach 1919-1921.
Przekazy rodzinne dotyczące paszportu Dziadka Jakuba sprawiły, że podczas przeglądania prasy wydawanej w latach 1919-1921 w Harbinie, szczególną uwagę zwracałam na ten właśnie szczegół. Sprawa otrzymania paszportów przez Polaków, zatrudnionych na Syberii, nie tylko na kolei, ale w całym środowisku Polonii  była niezwykle skomplikowana i wieloetapowa. Jeszcze w listopadzie 1919 r. Rosja zgłaszała veto wobec wystawiania przez różne propolskie organizacje paszportów dla Polaków. („Przegląd” Nr 13 z 1 listopada 1919 r.). Wątpliwe jest zatem, żeby Dziadek Jakub uzyskał go w 1919 r. i mógł wrócić do kraju. W tym czasie w Harbinie zaczęło się rozliczanie „z polskości”. Nastąpiły przepychanki polityczne o wpływy, w szczególności P.K.W. i P.K.N. (Polski Komitet Wojenny i Polski Komitet Narodowy). W prasie komentowano to jako zanik pożytecznej pracy na rzecz rozpolitykowania.
Brak polskiej placówki dyplomatycznej w Harbinie powodował dezorientację i niekiedy trwały stan beznadziei wśród Polonii. Najlepiej zobrazuje to opis kłopotów tzw. „powrotowców”: „ciężkie są losy pielgrzymstwa naszego. Ko jest tutaj może powiedzieć słowa pełne tragizmu i beznadziei (…) porzućcie wszelką nadzieję powrotu do kraju. Kto tutaj przybył ten stąd się nie wydostanie. Kiedyś, może za kilka lat, wydawać się będzie niepodobieństwem to zamknięcie ludu polskiego tutaj na skrawku lądu. By wrócić stąd obecnie morzem do Polski trzeba mieć pieniądze, cierpliwość i silne nerwy i szczęście. Pieniądz trzeba mieć duży (…) na okręt (…) trzeba oczekiwać we Władywostoku około miesiąca (…) trzeba być szczęśliwcem by otrzymać bilet na okręt. Do tych trudności doliczyć trzeba niemałe kłopoty z otrzymaniem paszportów i wiz. Pieniądz teraz nic nie jest wart” – czytamy dalej na łamach „Przeglądu” Nr 16 z 15.12.1919 r. Ta sama gazeta donosi, że Polska Misja Polityczna wyjechała z Warszawy na Syberię w dniu 1 listopada 1919 r.
„Przegląd” Nr 22 z 15 marca 1920 r. informował, że do Harbina przybyli:
Polskim Konsulem na Syberię w 1920 r. został Michał Morgulec.
„Przegląd” z 30 kwietnia 1920 r. informował Polaków kto i z jakiego tytułu ma prawo uzyskać pozwolenie na wyjazd z Harbina. Konsul Generalny mógł wziąć na siebie pokrycie w całości (lub częściowo) kosztów przejazdu do kraju. Miał przyznany przez Polskę fundusz na ten cel i dysponował nim według określonych zasad. Pomijając inne uprawnione grupy (vide niżej), dziadek Jakub kwalifikował się do Grupy VI – fachowców, których obecność w Polsce była szczególnie pożądana, z naciskiem na fachowców kolejarzy. Od 10 czerwca 1920 r. przeprowadzano w Harbinie imartykulację paszportów wydanych przez Komitet Narodowy Polski i Polski Komitet Wojenny (notatka prasowa z przełomu czerwca i lipca 1920 r – poniżej). Rejestracja odbywała się bezpłatnie.
Z chwilą podjęcia oficjalnego, polskiego przedstawicielstwa w Harbinie przez Konsula generalnego na Syberię, powróciła jak bumerang sprawa paszportów, uprawniających  do wyjazdu z kraju. Dokumenty wydawane wcześniej przez różne polskie organizacje musiały uzyskać akceptację konsula. Sytuacja i tak uległa znacznej poprawie, bowiem wcześniej, jak donosi gazeta z 1 czerwca 1920 r. polskie paszporty nie były nigdzie respektowane. W hotelach, gdzie Polacy zatrzymywali się w oczekiwaniu np. na statki zapisywano ich jako Rosjan. Dopiero na skutek ich interwencji dopisywano im „polish”. W biurach japońskich, gdzie załatwiali formalności i bilety na okręt posługiwano się prędzej niemieckim, niż angielskim.  Japończycy w tym czasie nie odróżniali polskiej narodowości, zaliczając Polaków do Rosjan lub „Austrian”. Obowiązkiem konsula było również zabezpieczenie interesów Polaków w sprawach spornych z państwem rosyjskim, w szczególności zobowiązań finansowych. Polacy mogli przekazywać w depozyt konsulowi ruble syberyjskie, ruble romanowskie (carskie), r. dumskie i tzw. amerykańskie, jak również inne zobowiązania płatnicze. Walory pieniężne miały być złożone w Banku Rosyjsko-Azjatyckim jako bezprocentowy depozyt konsulatu, możliwy do wycofania na żądanie właściciela.  Informacje o tym obwieścił Konsul – Komunikatem Nr 468 – opublikowanym 1 czerwca 1920 r. (poniżej). Przekazywanie gotówki do kraju było także możliwe przez specjalnego kuriera, z tym że nie gwarantowano odzyskania pieniędzy w razie napadu i ograbienia (informacja Konsula Geeneralnego z 26 czerwca 1920 r. – poniżej). Osobisty przewóz gotówki także nie gwarantował bezpieczeństwa, czego przykładem był nasz dziadek, ograbiony z oszczędności przez Sowietów.
  
„Przegląd” poinformował, że z dniem 26 września 1920 r. Rząd Chiński powiadomił miejscowe władze w Harbinie (rosyjskie i chińskie) o anulowaniu eksterytoriolności Rosjan w Chinach. Odtąd poddani rosyjscy mieli podlegać prawu i sądom chińskim. Dla Polaków, którzy  tym czasie nadal pozostawali w poddaństwie rosyjskim była to sprawa szczególnej wagi, bowiem jako „Rosjanie” podlegali odtąd zwierzchności Chin. Komunikat Konsula Generalnego Nr 442 informował Polaków („Przegląd” z 1.09.1920 r.) o zakazie przesyłania w przesyłkach pocztowych i przywozu do kraju znaków pieniężnych w walucie austriacko-węgierskiej; niemieckiej i rosyjskiej. Do kraju można było wwieźć sumę nie przekraczającą 500 koron, 400 marek i 800 rubli. Podwójna kwotę mogli wwieźć wychodźcy przekraczający granicę Polski po raz pierwszy (1000 koron, 800 marek, 400 rubli). Rekwirowano sumy ponad ustalone granice.
 
 Wydarzenia w kraju: wojna bolszewicka, reemigracja, budowanie państwowości.
Nie wiemy w rodzinie, kiedy dziadek dokładnie wrócił z Chin do Polski. Wiedza ta zanikła wraz ze śmiercią bliskich krewnych. Zachowała się natomiast informacja, że na jego powrót usilnie nalegała matka. Można zatem przypuszczać, że mieli ze sobą jakiś ograniczony kontakt, przypuszczalnie listowny. Prawdopodobne jest również, że do czasu odzyskania przez Polskę niepodległości, przekazywali sobie wieści przez osoby trzecie, podróżujące koleją. Dzisiaj wybieramy pożądany numer z komórki telefonicznej i łączymy się z całym światem. Wówczas niestety nie było to takie proste. Wydarzenia z kraju jeżeli już, docierały do Harbina ze znacznym opóźnieniem, z uwagi na dzielącą te miejsca odległość. „Przegląd” z 15 kwietnia 1920 r. informował Polaków na Dalekim Wschodzie, że od stycznia tego roku, wraz z zajęciem Gdańska przez Polskę, polskie urzędy pocztowe rozpoczęły przyjmowanie korespondencji do wszystkich części świata. Zatem od tego czasu dopiero możliwy był listowny kontakt naszego dziadka z rodziną w kraju. Zwróćmy uwagę, że informacja o tym została opublikowana w Harbinie z trzymiesięcznym poślizgiem (poniżej).
Do kraju zaczęli wracać specjaliści z dziedziny kolejnictwa. Jak informuje „Przegląd” z dnia 1 października 1920 r. do Polski wracał właśnie inż. Ignacy Nowakowski, który przez 30 lat pracował na kolei Transsyberyjskiej.
Kolejarze, tak bardzo pożądani w kraju, w początkowym okresie usiłowali się wydostać z Harbina jako jedni z pierwszych. Wyjazd przedkładali nawet ponad załatwienie osobistych spraw majątkowych i materialnych. Ten nagły zryw z czasem jednak osłabł. Kolejarze zaczęli rozsądniej podchodzić do sprawy wyjazdu do Polski. Transport lądowy był niemożliwy z uwagi na wojnę polsko-bolszewicką. Transport morski był bardzo kosztowny. Wielokrotnie przekraczał ich możliwości finansowe, szczególnie wówczas kiedy posiadali rodzinę. Wielu z nich liczyło na korzystną sprzedaż posiadanych nieruchomości, bowiem oszczędności tej grupy społecznej były raczej znikome. Niektórzy z kolejarzy liczyli na „odprawę” z kolei, szczególnie ci o dłuższym stażu pracy. Podsumowując wszystkie uzyskane w ten sposób dochody, do Polski wróciliby bez przysłowiowego grosza przy duszy. Niżsi stopniem kolejarze byli w sytuacji jeszcze gorszej. Wstrzymywali się więc z wyjazdem, przynajmniej do chwili zakończenia wojny. Liczyli bowiem na bezpłatny (jak dla nich) przejazd koleją. Uważam, że podobnie zapatrywał się na powrót nasz dziadek Jakub. Na kolei pracowali w Harbinie: technicy, inżynierowie, maszyniści, konduktorzy, rachmistrze, biuraliści, i wszyscy oni czuli się wyróżnieni zapotrzebowaniem jakie Polska stawiała kolejnictwu. Nie wszyscy jednak byli aż tak niezbędni i należało dobrze rozważyć powrót do kraju pod kątem znalezienia zatrudnienia w tym fachu. Trzeba mieć świadomość, że PKP – Polskie Koleje Państwowe powstały dopiero 29.09.1926 r., ale wtedy to dziadek był już przypuszczalnie w kraju.
 
opracowanie: Ewa Lisiecka
źródło:
  • zasoby archiwalne Biblioteki Narodowej w Warszawie – „Przegląd….” pracy z lat 1919-1922, ukazującej się w Harbinie – strona internetowa „Polona”.
Uwaga: powyższe materiały są w stałym uzupełnianiu o nowe pozyskane wiadomości.
Link do wspomnień o Dziadku: Z Płoskiego do Chin i z powrotem. – http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/date/2021/01

Podsumowanie strony internetowej.

W roku 2021 na stronie internetowej zamojskiego Koła Przewodników ukazały się 42 artykuły o różnej tematyce, dotyczące m.in. historii Zamościa i Regionu. Redaktorami artykułów byli: Maria Rzeźniak; Robert Kowalski; Jerzy Kuśnierz; dr Ruth Sargent Noyes; Anna Rudy; Maciej Łopaciński; dr. Ewelina Lilia Polańska; Danuta Pasieczna i Ewa Lisiecka. Dziękujemy serdecznie za współpracę, tym bardziej, że artykuły pisane są na użytek strony nieodpłatnie. Odnośniki do artykułów z ubiegłego roku zamieszczamy poniżej. Dodatkowo zamieszczamy pod linkiem w poz. 42. archiwum artykułów z lat 2014-2020. Z okazji Nowego Roku 2022 życzymy naszym Redaktorom, Przewodnikom, Sympatykom Koła i Czytelnikom przede wszystkim zdrowia i wszelkiej pomyślności.
1. Sprawozdanie z konferencji naukowej i obchodów 60-lecia Koła Przewodników.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/date/2021/12
2. Jacnia na Roztoczu.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/date/2021/11
3. Fortyfikacje Zamościa. Historia rewitalizacji i badań archeologicznych. – http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/12497
4. Arianie w Szczebrzeszynie.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/12365
5. Tajemniczy kamień z Łabuń.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/12399
6. Studenci Akademii Zamojskiej nacji ormiańskiej.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/12280
7. Kościół w Łabuniach. http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/12262
8. Album studentów Akademii Zamojskiej. – http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/12248
9. Memento Homo Mori – Podziemia Franciszkańskie.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/12223
10. Jubileusz 60. lecia Koła Przewodników. http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/12097
11. Znaczek okolicznościowy 60.lecia Koła Przewodników.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/12057
12. Zamojska fontanna Santi Gucciego. – http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/12015
13. Z Płoskiego do Chin i z powrotem.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/date/2021/01
14. Zamojski browar w bastionie.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/11021
15. Kamień z przeszłości.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/11079
16. Poczet Zamojskich Ormian.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10872
17. Cudowne Madonny z Roztocza.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10831
18. Obóz przesiedleńczy w Zamościu.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10860
19. Wzmianki o Ormianach w Zamościu.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10782
20. Kościół ormiański w Zamościu.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10807
21. Księżniczka Franciszka Woroniecka.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10697
22. Żołnierz pięciu chorągwi.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10639
23. Polski Biały Krzyż w Zamościu.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/1060412.
24. Ciekawostki Zamościa – Zegar słoneczny.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10577
25. Architektura bożnic na Zamojszczyźnie.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10429
26. Drewniany kościół w Tomaszowie Lubelskim przed stu laty.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10396
27. Roztoczańskie Muzeum PRL w Zamościu.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10364
28. Jan Zamoyski i jego najbliżsi.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10313
29. Infułatka w Zamościu.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10246
30. Jan Tomasz Zamoyski – Patron Koła Przewodników. http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10195
31. Koło Przewodników 2010-2020.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10095
32. Relikwie Corpisanti św. Feliksa w kościele Zwiastowania NMP w Tomaszowie Lubelskim.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10041
33. Pani Walewska. http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/9994
34. Po co wam ta studnia? http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/9937
35. Historia obrazu jasnogórskiego.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/9882
36. Skarbiec. Muzeum Sakralne Katedry.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/9805
37. Zamojski Związek Inwalidów Wojennych cz. II.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/9759
38. Zamojski Związek Inwalidów Wojennych cz. I   – http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/9730
39. Starodruk Akademii Zamojskiej.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/9716
40. Pieczęć zamojskich Franciszkanów.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/9657
41. Firmy organmistrzowskie reprezentowane w kościołach Lubelszczyzny. http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/955342.
42. Powstaniec styczniowy – http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/11635
43. Podsumowanie strony za lata 2019-2020  i wcześniejszehttp://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10959