Rachunki dworu Zamoyskich

W Zbiorze Zygmunta Glogera znajdują się zapiski dotyczące utrzymania dworu Zamoyskich.[1] Brak daty sporządzenia dokumentu utrudnia rozpoznanie, którego z ordynatów dotyczą. Jedną z przesłanek, na podstawie której możemy domniemywać, że mogły pochodzić z czasów trzeciego ordynata, jest utrzymywanie wśród straży przybocznej dragonów. W Rzeczypospolitej Obojga Narodów dragoni byli żołnierzami autoramentu cudzoziemskiego. W wojskach koronnych pojawili się w latach 20. tych XVII w., podczas wojny ze Szwecją. Od połowy XVII w. dragonia stanowiła już około połowy całości sił zbrojnych Rzeczypospolitej.[2] Jan II Zamoyski zwany „Sobiepanem” był generałem wojsk cudzoziemskich i można przypuszczać z dużą dozą prawdopodobieństwa, że zapiski dotyczą utrzymania jego służby i oddziału wojskowego utrzymywanego jego kosztem na Zamku w Zamościu. Oprócz tego dysponował on znacznie większymi oddziałami wojskowymi, opłacanymi z zasobów ordynacji zamojskiej, w tym także m. in. arsenał broni.

Comput[3] Expens dorocznych na Dwór JeMści uczyniony
Na sług 7 po f. 600 jurgeltu[4] = f. 4.200
Górskiemu = 1.000
Starszemu pokojowemu = 400
Kapitanowi = 300 [kapitan = dowódca garnizonu]
Pisarzowi = 300
Kuchmistrzowi ze wszystkim 300
Podkoniuszemu[5] z barwą = 360
Łowczemu z barwą = 220 [łowczy – urzędnik zajmujący się organizacją łowów dworskich, 15 strzelców]
Cyrulik z barwą = 280
Porucznik z barwą pieszy = 220 [dowódca oddziału piechoty; rota (oddział) piechoty liczący 30 żołnierzy]
Pokojowych 14 po f. 15 such. = 840
Kozaków 30 koni po f. 30 = 3600 [oddział lekkiej kawalerii liczący 30 żołnierzy, nie mający nic wspólnego z Kozakami]
Czemerysów[6] 6 na rok po f. 52 = 312 [oddział lekkiej kawalerii liczący 6  Czemerysów]
Korporał dragoński[7] po f. 15 = 180
Gefreiterów[8] 2 po f. 11 = 264
Dragonów 27 po f. 10 = 3.240 [łącznie było 30 dragonów]
Piechoty 30 po f. 6 = 2.160
Trębacz z chłopcem f. 80 [trębacz z chłopcem (uczniem) – wygrywał sygnały dla żołnierzy]
Kredencerz f. 40 [kredencerz (srebrowy), rozkładał na stołach srebrną zastawę, w kredensie przechowywano zastawę]
Chłopiąt dwoje tegoż f. = 24
Kucharz Jakubek na rok f. = 60
Kucharz Jan z Zamościa f. = 60
Pasztetnik f. = 80
Kucharz Matiasz f. =40
Kucharz Jan f. =32
Latus f. 18. 592
Kucharz Marcin f.  = 32
Piekarz = 32
Chlopiąt 4 do kuchni  = 32
Piwniczny = 48
Klucznik = 24 [klucznik – bramny (brama w murze otaczającym zamek)]
Chłopiec spiżarni = 12
Kawalkator[9] ze wszystkim = 260
Konował[10] z barwą = 130
Szafarz[11] = 40
Bobrowski ptasznik ze wszystkim = 90 [zajmował się ptakami łownymi, służba pomocnicza ptasznicy]
Strzelcy z suchedni i barwą = 182
Ptaszników[12] ze wszystkim = 48
Myśliwców 4 f. 140 ze wszystkim = 560 [4 odpowiedzialnych za organizację polowań, ze służbą pomocniczą strzelcy (jegrzy)]
Chłopców 5 ze wszystkim = 340
Mastalerzów 9 z botami = 184 [9 stajennych wyposażonych w specyficzne buty do jazdy konnej]
Woźnic 20 z botami = 364 [20 woźniców z butami do powożenia]
Tatarów 3 f.12 = 36 [służba kurierska (rozwożenie poczty)]
Ochmistrz = 600
Bałegłowy [białogłowy] na rok = 1736
Pokojowych JM 2 = 160
Oddźwierny 2 po f. 5 = 120 [2 stróżów drzwi zamkowych]
Praczek 4 = 122.
Latus f. 5.152
Barwa i strawne pieniądze – na rok[13]
Na 14 pokojowych po f. 250 = 3.500
Na 2 pokojowych Jey Mści  = 500
Na 4 pachołków Jey Mści z obuwiem = 400 [4 pachołków z obuwiem, dla nich 4 katanki falendyszowe, kurtka reprezentacyjna wykonana z krajowego sukna]
Na 3 pachoł.[ków] Jey Mści f. 220 – = 660
Na 30 Kozaków po f. 47-15 f. = 1.425
Na 30 dragonów po f. 45 = 1.350
Na 30 piechoty po f. 25 = 750
Na 4 katanki falendyszowe f. = 80
Na 6 Czemerysów f. 25 = 150
Na 14 pachołów pok. po 25 = 350
Kredencerz, trębacz po 47 – 15  = 95
Szafarz piwniczny także  = 95
Jakub i Jan kuch. Po f. 45 = 90
Pasztetnik Matiasz po f. 45 = 90
Kucharzów 2 i piekarz po f. 25 = 75
Klucznik  = 25
Masztalerzów 9 po f. 25 = 225
Woźnic 4 falendysz. barwa  po f. 46 = 184 [wyposażonych w reprezentacyjny strój, katanki]
Woźnic 16 po f. 25 = 400
Tatarów 3 po f. 12 = 36
Chłop. Kredens. z kuch. 4 , klucz.  = 84
Oddźwienych 2 po f. 40 = 80
Suma f. 10.644
Suma tego generalna
Jurgelty = 23.744
Barwa = 10.644
Strawne = 12.927/15
Oboyga IchMści wydatki 10.000
Na 100 beczek wina 10.000
Na korzenie = 5.000
Na konie i wozy 3.000
Podstarości Urzen. Capit. = 1600
Suma 78. 915 / 15
Nadto sługom Auctia
Każdemu po fl. 200
Xięża Apteka sługa
Starszy, muzycy, odmiana srebra, różnych Retenta i długu pożyczanego dziesięć tysięcy pewnych
Expensa na dwór JGP Zamoyskiego.
Na sług 7 po f. 13 na tydzień 4.732
Na p. Górskiego po f. 6 = 312
Na pokojowego starszego po f. 8 = 416
Na kapitana po f 6 = 312
Na pisarza po f. 6 = 312
Na koniuszego po f. 2 = 104
Na łowczego po f. 3 = 156
Na kuchmistrza = 52
Na cyrulika po f. 4 = 208
Na porucznika  po f. 3 = 156
Na 14 pokoj. Jey Mści po f. 2 = 1456
Na 14 pachołk. tychże = 1456
Na 2 pokoj. Jey Mści f. = 208
Szafarzy, term baczy po f. 2 = 208
Haydu:[ków] 4 po f. 1 = 208 [czterej lokaje w stroju węgierskim]
Konowałowi po f. 2 – 15 = 130
Masztale. 9 po f. 1 = 468
Woźnic 18 po f. 1  = 936
Woźnic 2 f. 21 = 140
Tatarów 3 po 24 = 124
Strzelców po 1/ 15 156
Ochmistrzowi  = 676
Suma 12. 927/15
Opracowanie: Ewa Lisiecka
Konsultacje w zakresie wojskowości: Zbigniew Stankiewicz
[1] ANK ZGG sygn. ..skany 71, 72, 73.
[2] Wikipedia
[3] Comput expens doroczny – zestawienie całorocznych wydatków na dwór.
[4] Jurgelt (jurgielt), płaca, pensja roczna; f. – floren złota moneta o masie 3,5 g.- główna złota moneta w Europie.
[5] Podkoniuszy, dworzanin zarządzający stajnią
[6]  W wojsku polskim w kawalerii  służyli Czeremisi (Czermisa lub Czirmes) z nad Wołgi, Kamy, przypuszczalnie to ich dotyczy.
[7] Korporał dragoński, korporał  stopień wojskowy (kapral), dowodził odziałem dragonów. Korporał stopień podoficerski, dowódca najniższej jednostki organizacyjnej korporalstwo, odpowiednik kapralstwa.
[8] Gefreiter, stopień wojskowy XVI w, niemieckiej piechoty, żołnierze godni zaufania, doświadczeni, zazwyczaj zwalniani ze służby wartowniczej. Wikipedia. Gefrajter, weteren wojenny zajmował się szkleniem dragonów.
[9] Kawalkator, trener, ujeżdżacz koni.
[10] Konował, starop. weterynarz
[11]Szafarz, w dawnej Polsce na dworze magnackim i folwarku szlacheckim: osoba nadzorująca gospodarstwo domowe i zarządzająca spiżarnią. Słownik języka Polskiego PWN.
[12] Ptasznik, szaternik, wabił ptaki, także na nie polował.
[13] ANK ZZG sygn. skan 72
s. 55-62. https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publication/78613/edition/93031/content

 

Polecamy także artykuły:

https://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/23002

Zamojskie rachunki epoki siedemnastowiecznej |

Pamiętniki Konrada Janusza Lipczyńskiego

Krzysztof Radziejewski
 
Wspomnienia Konrada Janusza Lipczyńskiego z kampanii wrześniowej 1939. Sowieci w Zamościu i Bortatyczach
 
    W rodzinie Lipczyńskich – ziemian spod Zamościa było trzech pamiętnikarzy: Grzegorz Lipczyński (1859 – 1942) Echa powstania styczniowego we wspomnieniach Grzegorza Lipczyńskiego |, Konrad Lipczyński (1874 – 1949) i Konrad Janusz Lipczyński (1919 – 2002). Pamiętniki Konrada Lipczyńskiego dzierżawcy majątku Ordynacji Zamojskiej w Bortatyczach z moim skromnym udziałem zostały wydane nakładem Archiwum Państwowego w Zamościu, w roku 2020. Były napisane przed II wojną światową i dotyczyły okresu od 1886 -1914 ze szczególnym uwzględnieniem pierwszego okresu Wielkiej Wojny, której walec przetoczył się również przez  Zamojszczyznę, w tym także przez Zamość i Bortatycze. Pamiętniki jego syna, również Konrada obejmują okres 1918 – 1945 i są kontynuacją dzieła Ojca. Pisane w szerszym kontekście, oprócz życia rodzinnego, obejmują okres nauki w Szkole Lubelskiej, na studiach w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, działalności w korporacji akademickiej Jagiellonia, naukę w Szkole Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu, udział w kampanii wrześniowej, działalności konspiracyjnej w Armii Krajowej na terenie Inspektoratu Chełm i zderzenie się z wojenną rzeczywistością Polski Lubelskiej, a także tą wydziedziczoną powojenną, na której kończył się świat ziemiaństwa, a zaczynał się okres wędrówki ludów za domem i chlebem na Ziemie Odzyskane.
    Cytowany in extenso fragment dotyczy jego osobistego udziału w kampanii wrześniowej, jako oficera 19 Pułku Ułanów, od mobilizacji II rzutu, walki na froncie za Bugiem i Styrem, wyrwaniem się z sowieckiego kotła pod Turką przy granicy z Węgrami, dostaniem się do sowieckiej niewoli w Komarowie, brawurowej ucieczce 40 spieszonych ułanów z konwoju jeńców na Starym Mieście w Zamościu (sic!) i pobycie w Bortatyczach na warunkach pierwszej sowieckiej okupacji, podsycanej kolaboracją zamojskich komunistów oraz Żydów.
    Pamiętniki Konrada Janusza Lipczyńskiego (juniora) znajdują się w końcowym etapie opracowania.
***** 
    Chociaż zanosiło się na wojnę, ale ciągle nikt nie dowierzał, że do niej dojdzie. A już przecież, od mowy Becka w sejmie, co było w marcu, czuło się powietrzu dosłownie, że to nastąpi. Taki dobry kawał przypomniał mi się w związku z tą mową. Otóż nasz karbowy z Bortatycz, Maluga, wysłuchał tej mowy w przerwie obiadowej w swoim aparacie radiowym i wieczorem będąc w kancelarii u Ojca na odprawie, powiedział z wielką troską, że nasze generały tak się wykrwawiły, że już się nie będą bić. Dopiero Ojciec mój musiał mu wytłumaczyć, że to jest przez niego źle zrozumiane. Bo Beck powiedział to tymi słowami: nasza generalicja, skrwawiona w tylu wojnach, nie ma już tego pędu i dynamiki. Jak widać zostało to przez ludzi opacznie zrozumiane, naturalnie pewną kategorię ludzi.
    Pomimo niepewnej przyszłości, wakacje spędziliśmy, jak w normalnych czasach. Szykowaliśmy się do balu w Mościskach, na którym miały być dwa powiaty: zamojski i krasnostawski. Dosłownie w przededniu zdarzył się wypadek, mianowicie, Tomka Suchodolskiego – syna[1], kopnął koń, jak wchodził do boksu. Przewieźli go do szpitala, gdzie go uratowano, ale już szramę na głowie miał do końca życia. Naturalnie odwołano gońcami całą zabawę. Natomiast już na bal pp. Łączyńskich[2] w Zaborzu, koło Rawy Ruskiej, pojechaliśmy z Włodkiem i Mietkiem. Było to 15 sierpnia, na Marii, imieniny panny domu. Było masę osób z Galicji i trochę królewiaków, a nawet warszawiaków – koleżanki i koledzy młodych Łączyńskich. Bal był do białego rana, doskonałe jedzenie i miła atmosfera. Zostaliśmy zaproszeni do pp. Żurowskich do Leszczkowa[3], też na bal, ale o 10 dni później. Rano, 16 sierpnia wyjechaliśmy samochodem Włodka do Bortatycz, a tam już zastaliśmy nasze powołania do pułków. Ja do swojego 19 Pułku Ułanów, Włodek do armii gen. Kleeberga, a Mietek do szwadronu jazdy dywizyjnej, zamojskiej, tj. trzeciej. I tak rozjechaliśmy się w różnych kierunkach, umawiając się, że będziemy na terenie Niemiec zostawiali o sobie wiadomości w najlepszych hotelach i restauracjach, naturalnie dużych miast.
    Ja dojechałem do Ostroga, jak już pułku nie było. Trwało formowanie drugiego rzutu rezerwistów. Zastałem na miejscu tylko rtm. Makowskiego[4], oficera mobilizacyjnego, kilku podoficerów, Janka Lipczyńskiego, który jako podchorąży najstarszego rocznika zawodówki miał już skierowanie do naszego pułku. Żołnierze, poza 1 szwadronem służby czynnej (z samych Ślązaków), to była rezerwa, tak jak oficerowie, podchorążowie. Za parę dni przyjechał Jędrek Kiełczewski[5], por. rez. Gołębiowski – redaktor Głosu Lubelskiego, Ligęziewicz [6]z Wołynia, Januszek Popławski, Włodek Bernard[7]. Mjr Wiśniowski[8] dojechał z Włodzimierza, gdzie był szwadron zapasowy, jak również rtm. Wichert[9], d-ca szwadronu karabinów maszynowych, który był chyba na jakimś kursie i nie wyszedł z pierwszym rzutem pułku.
    Po umundurowaniu rezerwistów i paru ćwiczeniach otrzymaliśmy rozkaz załadowania pułku do wagonów i drogą kolejową pojechaliśmy do Hrubieszowa, gdzie cała brygada miała się zebrać. Po drodze, jak staliśmy w Kowlu na bocznicy, spotkaliśmy Mietka Krychowskiego[10], który wraz z eskortą odwoził, zgodnie z rozkazem, sztandar pułkowy do Ostroga. To samo robił Dobraczyński[11], który odwoził sztandar 2 Pułku Strzelców Konnych do Hrubieszowa. Żaden z nich już nie brał potem udziału [w walkach] swoich pułków.
    Po wyładowaniu w Hrubieszowie spotkałem naszego kuzyna Żelka Zawadzkiego[12], rtm. 2 PSK, który od razu zawiózł mnie do rodziców, Bronisławy i Zygmunta Zawadzkiego[13], rejenta, gdzie zamieszkałem w ich domu, willi w pięknym otoczeniu. To był właściwie mój cioteczny brat, ale różnica wieku była tak wielka, że zawsze mówiłem mu wuju. Matka jego Maria Zawadzka, to było najstarsze dziecko mojego dziadka, Zygmunt był jej najstarszym dzieckiem, natomiast Ojciec był najmłodszym dzieckiem dziadka, dlatego był prawie rówieśnikiem Zygmunta, minimalnie starszym.
    Prawie na drugi dzień po przybyciu do Hrubieszowa, dostałem rozkaz i wraz z moim plutonem karabinów maszynowych objąłem obronę mostu kolejowego na Bugu. Karabiny ustawiłem na stojakach w czterech punktach i cały czas obsługa siedziała na stanowiskach, jak również był specjalny punkt obserwacyjny, położony w dogodnym miejscu, z którego można było wydawać komendy. Zakwaterowani byliśmy w pobliskiej wiosce, a furaż dostawaliśmy z batalionu Obrony Narodowej, rozmieszczonego wzdłuż Bugu na wioskach. Służbę zaczęliśmy w końcu sierpnia. Przez parę ładnych dni obserwowaliśmy ogromne transporty idące za granicę, podobno na Rumunię, z naszymi działkami ppanc. i plot., które według otrzymanych informacji były już sprzedane na Zachód. Dopiero potem, jak wybuchła wojna, zorientowaliśmy się, jak bardzo było ich brak dla uzupełnienia zniszczonych, ale kto to mógł przewidzieć.
    Nad Bugiem więc zastała mnie wojna. Dopiero jednak 8 września był bombardowany Hrubieszów i po raz pierwszy strzelaliśmy z naszych kaemów, lecz samoloty były na tak wysokim pułapie, że nie mogliśmy im nic zrobić. I zaraz wieczorem zostałem zawiadomiony gońcem, że mam zlikwidować nasze stanowiska i wracać do koszar, bo brygada jutro wyrusza.
     Późną nocą zjechaliśmy do koszar, a tu spotkała mnie niespodzianka, bo wezwano mnie do sztabu i major, już dziś nie pamiętam jego nazwiska, wiem, że z 2 PSK, rozkazał mi na powrót udać się nad Bug, żeby przekazać rozkaz sztabu dowódcy Obrony Narodowej, że przejmuje obronę mostu. Nie chciał w ogóle słuchać, że dopiero wróciłem z plutonem i mam masę spraw do załatwienia. Zacisnąłem zęby i po nocy poszedłem 8 km piechotą, bo nie było żadnego środka lokomocji, przekazałem zaspanemu majorowi ON rozkaz i ruszyłem z powrotem, tak że dostałem się do wujostwa o godz. 5. rano. Na łapu capu przepakowałem rzeczy potrzebne i już po śniadaniu o godz. 9. wyruszyłem z brygadą z rejonu Hrubieszowa. Jeszcze muszę tu dodać, że w międzyczasie porozumiałem się z Ojcem moim i stelmach z Bortatycz zrobił mi skrzynię, pasującą do wozu taborowego i końmi przywieźli mi ją do wujostwa. A siostra moja, która zjechała w tym czasie z Zamościa do Ojca, bo raz, że była przed urodzeniem Marysi, a drugie, żeby Ojciec nie był sam. I ona właśnie zapakowała do tej skrzyni taborowej całą wyprawę, a więc herbatę, kawę, cukier, suchary, czekolady, papierosy, dodatkowo dwie pary butów długich, bryczesów, a nawet szasery i sztylpy – tak jakbym miał występować na balach.
    Wyruszyliśmy. Brygada w 80 procentach konna, ale część była też na wozach, bo nie było jeszcze pełnego stanu koni, które dopiero w drodze uzupełnialiśmy. Zrazu wyruszyliśmy na kierunek zachodni, ale po dwóch dniach dostaliśmy rozkaz szybkiego marszu na wschód, żeby tam tworzyć drugą linię frontu. Mieliśmy już dwie bitwy, w których brał udział tylko 2 PSK i trochę 21 P.Uł.
    Gdy wyruszyliśmy nad Styr, dosłownie na drugi dzień wkroczyła armia sowiecka, co było dla nas potwornym zaskoczeniem – po prostu nie chciało się wierzyć. Z punktu rozkaz: maszerować na granicę z Rumunią i Węgrami, aby tylko przez nią przejść. Jeszcze pamiętam taki wesoły epizod z naszej marszruty, to chyba było pod Włodzimierzem, jak dowiedzieliśmy się, że jadą nasi ministrowie, a wśród nich Poniatowski[14], to Grzegorz Kowerski[15], sąsiad nasz, który był doskonałym kwatermistrzem naszego dywizjonu złapał Visa[16] i zaraz poleciał, śmiejąc się, że zaraz go ustrzeli. Był bardzo nielubiany przez ziemiaństwo z racji swoich przekonań, parcelacji majątków. Już w tej drugiej marszrucie, na wschód, mieliśmy co chwilę potyczki, poza tym stale mieliśmy do czynienia z bandami tej części Ukraińców, którzy byli wrogo nastawieni do nas. Musieliśmy z tej racji wysyłać wzmocnione patrole, bo mniejsze mogli znieść. W rejonie Kamionki Strumiłowej i Buska toczyliśmy dosłownie, bitwę z tymi bandami.
    Ale największe przeżycie spotkało mnie pod Rawą Ruską, kiedy w czasie bitwy nocnej leżeliśmy pod ostrzałem artylerii niemieckiej przy alei lipowej i wtedy zorientowałem się, że przecież tą drogą, 15 sierpnia, jechaliśmy na bal do Zaborza. Za nami była duża polana, na której była stacja kolejowa Zielonka i jak się zapaliły budynki od artylerii i kolejarze zaczęli koło nas uciekać, to spytałem, czy daleko stąd do Zaborza, to okazało się, że niecały kilometr. Powiedziałem wtedy do Jędrka Kiełczewskiego, który leżał przy mnie, że niezbadane są wyroki boskie. Dosłownie miesiąc wcześniej jechaliśmy tą drogą na bal, w wolnej Polsce, a tu raptem w każdej chwili [byliśmy] narażeni na śmierć.
    Rano po tej strzelaninie artyleryjskiej poszła cała nasza piechota do szturmu na linie niemieckie. Nie wytrzymali zmasowanego ognia i wtedy płk Halicki[17] wysłał naszą spieszoną kawalerię, a karabiny maszynowe po bokach. To zadecydowało i zdobyliśmy linie niemieckie. Jędrek miał w swoim szwadronie samych Ślązaków, tych ze służby stałej, którzy pozostali w Pułku i oni fantastycznie się bili. Pamiętam, jak taki niski wzrostem, ale krępy i dobrze zbudowany ułan, mówił: Panie Poruczniku, jak mu wbiłem ten bagnet, to aż na drugą stronę przelazł …  Drugi znowu chwalił się Parabellum[18] zdobytym na niemieckim oficerze. Codziennie musieliśmy zmieniać kierunek marszu, bo było tam wtedy masę innych oddziałów, nie było dobrej łączności, ani dobrego rozpoznania, mieliśmy tylko jeden samolot zwiadowczy, do którego zdobywano w cudowny sposób benzynę, żeby mógł kontynuować loty. W tym czasie straciliśmy gros naszych taborów, a i tak Grzegorz Kowerski w cudowny sposób zdobywał dla nas prowiant. Zawsze coś nam dawano w najbardziej różnorodny sposób. Nieraz były gęsi, nieraz jakieś mięso wieprzowe czy baranina, kiedyś był tylko świeży chleb i śmietana. Pamiętam, jak dwa dni staliśmy w Busku, majątku Badenich[19], gdzie Wacek Kiełczewski[20] gospodarował do wojny. Staliśmy w salonie i spali na pięknych kanapach, posadzki były zupełnie zadeptane.
    Szliśmy już wtedy na Lwów, który bronił się i nie dopuścił Niemców, a z drugiej strony napierały wojska sowieckie. Prawie doszliśmy pod Turkę na granicy z Węgrami i tam kilkanaście najrozmaitszych naszych jednostek biło się przez trzy dni z masami sowieckimi. Jednak całkowity brak amunicji i żywności zmusił naszych dowódców do kapitulacji. Pamiętam, jak wieczorem przyszedł rozkaz, że rano zdajemy broń i idziemy do niewoli.
    Zaczęliśmy się naradzać z Jędrkiem, co robić. Ja tylko powiedziałem, że po przeczytaniu książki Zofii Lutosławskiej napisanej po 1920 r., Bolszewicy w polskim dworze[21], nie chcę do nich iść. Moi ułani, a miałem samych poznaniaków, też spontanicznie postanowili nie iść do niewoli. Jędrek błysnął swoim talentem i tak jak Kmicic czy Wołodyjowski wyprowadził nas nocą z tego kotła sowieckiego. Konno w czterdziestu paru przemknęliśmy się wraz z moim wozem taborowym i w ciągu kilku dni dojechaliśmy do Wożuczyna, majątku cukrowni. Tam nocowaliśmy u p. Kierskiego, administratora.
    Na drugi dzień rano wyjechaliśmy, a ja głupi zamiast zostawić moją skrzynię u niego, zabrałem ją dalej. Jak już dojeżdżaliśmy do Cześnik, cały czas jadąc polnymi drogami, wpadliśmy na pomysł, żeby zajechać do Krynic, do Stryja Grzegorza i dowiedzieć się, jak przetrwali. Wtedy skręciliśmy na Komarów, słynny z bitwy w 1920 r., i tam wpakowaliśmy się w morze sowieckie, [które tysiącami] leżało na rynku, polach, na snopkach zabranych ze stert zboża. Jak nas ta tłuszcza dopadła, to pozabierali nam konie, same piękne remonty, siodła, pasy, torby polowe i naturalnie dobrali się do mojego wozu taborowego, do którego moje chłopaki z obsługi ckm – ów pochowali swoje Visy, bo żal im było tej pięknej broni zostawić w lesie. My już nie mieliśmy żadnych odznak oficerskich, ani podoficerskich, odstawialiśmy prostych ułanów. Na rzeczy, powiedzieli ułani, że to jakiegoś oficera, a o pistoletach nawet nie wiedzieli. Powiedzieli, że ten wóz znaleźli w lesie. Co to znaczyło wtedy, takie nierozsądne postanowienie jechania do Krynic! Przecież bocznymi drogami dojechalibyśmy do samego domu. Nikt nie przypuszczał, że te dranie tak nas ogołocą. Od Komarowa szliśmy piechotą na Zamość, a pogoda już się wtedy popsuła. Było zimno i siąpił cały czas deszczyk. Wtedy poczuliśmy o ile jest zimniej, jak się nie ma pasa.
    Już za Łabuniami (majątek Kołaczkowskich[22]), na szosie stał tłum naszych żołnierzy, ustawionych w szeregach, z boku stały dwa czołgi sowieckie, a idącym kazano dołączać. Obok stały Żydówki z czerwonymi kokardami i wręczały nam bułki, które były w olbrzymich skrzyniach. Staliśmy tak ze cztery godziny, a za nami urósł też parotysięczny tłum. Wtedy padł rozkaz marszu na Zamość. Po bokach szli kacapy z karabinami, ale w stosunku do tego tłumu, który wynosił dobre kilka tysięcy żołnierzy, była to słaba eskorta. Ponieważ szliśmy całą naszą grupą, więc porozumieliśmy się, że to nie wygląda ciekawie i postanowiliśmy, że ja, który zna miasto najlepiej ich poprowadzę. Umówiliśmy, że jak wejdziemy w stare miasto, gdzie są wąskie uliczki, to na dany mój znak wszyscy polecą za mną, a ja  wyprowadzę ich taką kamienicą z przejściem na drugą stronę miasta. Tak zrobiliśmy, jak minęliśmy kino i weszli w wąską ulicę, jeszcze przed rynkiem, cała nasza czterdziestka popruła za mną, a następnie stłoczyła się tak, żeby nie było luki. W ten sposób idąc jeszcze przez kilka domów, wyszliśmy za cmentarzem opłotkami  z miasta. Potem bocznymi drogami przez Hyżę[23], wstąpiliśmy na chwilę do pp. Sajkiewiczów. Oboje leżeli w łóżkach, bo p. Adam orzekł, że najlepiej udawać, że są staryki i balnoje. I tak 6 października wylądowaliśmy w Bortatyczach.  Cały dom był pełen uciekinierów, a w pokojach trudno było znaleźć wolne miejsce.
    Hanka urodziła Marysię 18 września i jeszcze zdążyli przywieźć akuszerkę z Zamościa, która była umówiona, a wszystko odbyło się szczęśliwie i zdrowo.
    Mieliśmy jeszcze cztery dni sowietów, bo na podstawie nowego porozumienia z Niemcami, musieli cofnąć się za Bug. Słuchaliśmy radia i jak podano 8 października, że cofają się z naszych terenów, to zapanowała powszechna radość. Te parę dni, które jeszcze spędziliśmy pod ich okupacją były bardzo uciążliwe. Codziennie rano od godziny 6. co chwilę wpadali do domu i buszowali, a ponieważ dom był pełen uciekinierów, po rusku bieżeńców, nie bardzo mogli rabować, widocznie krępowali się trochę. I tak do samego wieczora były ich wizyty. Dom wyglądał, jak po przejściu Hunów, bo nanosili masę błota, gdyż pogoda była ciągle deszczowa.
    Pamiętam, chyba drugiego dnia mojego pobytu, jak zajechało dwóch oficerów, którzy wchodząc do holu, bardzo skrupulatnie wycierali buty w wycieraczkach. Ojciec powiedział im, że nie trzeba bo dom i tak jest cały zaśmiecony, to jeden z nich, podobno lekarz, tak mu odpowiedział: niet, ja muszę, bo ja żeniaty na Polku i jak mam brudne sapagi to ona w mordu bijut – taka kultura ! Jeden tylko raz taki oficer, Kowalew ze swoim deńszczykiem[24], nocował we dworze. Siedział z nami przy kolacji w stołowym pokoju i bawił nas rozmową. Okazało się, że był kapralem w armii carskiej, potem został awansowany na oficera. Był rozmowny, opowiadał o swoim życiu, namiętnie lubił gry hazardowe i chwalił się, że nigdy nie przegrywa. Jak Ojciec spytał czy zawsze mu karta idzie, że ma takie sukcesy, powiedział z całą szczerością, że wsiech abmanywajet, tzn., że wszystkich oszukuje. Jego deńszczyk nic nie jadł. Jak Ojciec go częstował to odpowiadał: spasiba, uże sało jadł, co znaczyło, że najadł się sadła. A wyglądał, jak dzikus. Mały, ogolony na zero, bo to pomagało na wszy, zgarbiony, nic nie mówił. Ojciec mój po cichu powiedział: patrzcie, on jeszcze wczoraj na drzewie siedział – zupełny małpolud. Podobno był z jakiegoś plemienia zza Kazania.
    Jednym tylko Kowalew nas uratował. Jak Ojciec powiedział, że codziennie zabijają piękne zarodowe krowy holenderskie, to poradził, żeby ich nie przyganiać z pastwiska, tylko zostawiać na nim, bo oni jeszcze będą trzy dni. I tak zrobiliśmy, co uratowało jeszcze 36 krów, ale za to zastrzelili buhaja z importu z Holandii, kupionego przez Ojca za 5.000 dolarów USA. Głowę jednak odcięli i zostawili, wobec czego kucharz Bazyli zrobił z ozora potrawkę, którą jedliśmy z szacunkiem, bo kosztowała 5.000 dolarów. Był to więc chyba najdroższy ozór, jaki kiedykolwiek podano do stołu.
    Najgorsze zniszczenie powodowali Żydzi, którzy przychodzili, jak po swoje. Tacy smarkacze z czerwonymi kokardami, z karabinami i oni strzelali i zabijali krowy mówiąc, że to dla Czerwonej Armii. Naturalnie handlowali tym mięsem, bo przyprowadzali ze sobą rzezaka i robili ubój koszerny.
    Najbardziej żal nam było, jak zabierali powóz i karetę, wiedeńskie, lekkie. Naładowali siano i tak wyjechali. Ponadto zabrali 26 koni fornalskich dla Rusinów ze wsi Siedliska, razem z wozami, bo oni wyjeżdżali za Bug bojąc się represji, gdyż przez te kilkanaście dni dali się we znaki miejscowej polskiej ludności, rabując na potęgę co tylko się dało. Bardzo dużo zniszczyli też lasów, wycinając drzewa bez opamiętania.
    Tak samo z miasta uciekło dużo Żydów i działaczy komunistycznych, bo też zachowywali się prowokująco i pomagali w tępieniu przyzwoitych ludzi. Niektórzy kupcy żydowscy, którzy zdecydowali się na wyjazd z armią sowiecką, załadowali cały towar do podstawionych wagonów i razem ruszyli. Okazało się potem, że nawet nie wiedzieli co się stało z ich towarami, bo wszystko przepadło. Niektórzy nawet wrócili, bez niczego, zupełnie zresztą niepotrzebnie, bo tam przynajmniej ocaliliby życie. Znajomi nasi z Zamościa, lekarze, adwokaci, kupcy opowiadali nam potem, że ostatniego dnia, jak sowieci opuszczali miasto to zrobili defiladę na ulicy Akademickiej. Grała orkiestra, za nią maszerowały oddziały i jak dochodzili do kolegiaty to boczną uliczką leciała cała orkiestra, jakby na jakiś wyścig i koło targu skręcała ponownie na Akademicką i znowu poprzedzała oddziały, co robiło wrażenie, że mają tyle orkiestr, a nasza ludność zarykiwała się ze śmiechu. Doskonały też był taki kacap, który widząc młodą Polkę jadącą wózeczkiem dziecinnym (przeważnie były firmy Konkon), podobnym do małego samochodzika, powiedział do koleżki: Smatri Iwan, kakoj eto awtomobilszczyk. No, a wszyscy zegarmistrze posprzedawali im najgorsze zegarki, nawet nie na chodzie, bo czasy to był szczyt marzeń. Tak samo nasze torby polowe, pasy wojskowe, pistolety i kabury, buty, bryczesy, cokolwiek z naszego rynsztunku i uzbrojenia, to było największe trofeum. U dawnego naszego rządcy, p. Gombczyńskiego, który miał nad Bugiem mały folwarczek, około 150 ha, jak weszli do jego małego gospodarczego budynku, gdzie stała centryfuga,[25] ręczna na korbę, to zaczęli kręcić tą korbą i pytali się: hadziaj, po czemu ona nie grajet ?
    Muszę przyznać, że wszyscy odetchnęliśmy z ulgą po wyjściu bolszewików i z pewnego rodzaju ulgą przyjęliśmy powrót Niemców. Jeszcze wtedy nie urzędowało Gestapo i nie wiedzieliśmy co nas od nich czeka.
Konrad Janusz Lipczyński
Zdjęcia:
Ostatnie Prezydium Jagiellonii przed wojną 1939 roku. Senior – Tadeusz Czaplicki, consenior – Tadeusz Reklewski (z lewej), scriptor – Konrad Janusz Lipczyński (po prawej)
Wrzesień 1939 – jeńcy wojenni, polscy żołnierze na Rynku Wielkim w Zamościu (Zamość drewniany i zamojskie archiwalia)
***
[1]Tomasz Suchodolski był synem Edwarda Suchodolskiego właściciela majątków w Mościskach (391 ha) i Romanówek (191 ha), Spis ziemian …, op.cit., s. 21
[2]Dworek Zygmunta i Amelii Łączyńskich w Zaborzu zniszczony w 1914, odbudowany od podstaw,  zniszczony w czasie walk polsko – ukraińskich w 1918 i ponownie odbudowany wraz całym gospodarstwem. Amelia Łączyńska z d. Paygert była znaną literatką i filantropką. Zygmunt, absolwent słynnej Szkoły Rolniczej w Dublanach, służył w wojsku, był adiutantem Pawła Sapiechy. Po powrocie z wojny w 1920 zajął się gospodarowaniem, wyhodował cenną odmianę pszenicy tzw. Zaborzankę. Oboje stworzyli dom otwarty dla młodych artystów. W r. 1939 przyszły kolejne nieszczęścia: wojna, niespodziewana śmierć Zygmunta, 5 września 1939, a kilkanaście dni później wypędzenie z dworu przez Sowietów. Amelia i jej cztery córki (Teresa (Rena), Maria, Emilia i Jagienka) zamieszkały we Lwowie, a następnie u przyjaciół w majątku Szychowice k. Hrubieszowa, za: Historia Regionu Tomaszów Lubelski, Bełz, Rawa Ruska
[3]Leszczków k. Sokala, była tam słynna wytwórnia samodziałów wełnianych, której właścicielem był krewny Amelii Łączyńskiej, Roman Żurowski. Op.cit.
[4]Władysław Makowski, rtm., dowódca 4 szwadronu, za: Obsada personalna na 1.IV.1929 r., 19pulkulanow.opole.pl
[5]Andrzej Kiełczewski, inż. rolnik, gospodarował w Kryszynie, pow. Tomaszów Lub.; dzieci: Andrzej, Grzegorz. Genealogia rodziny Kiełczewskich [npbl.]
[6]Jerzy Ligęziewicz, por. rez., lekarz weterynarii w pułku oraz d-ca I plutonu w 2 szwadronie 19 Pułku Ułanów Wołyńskich, zamordowany w Katyniu, za: Hanna Irena Różycka, 1. Katyń pamiętamy, 2. Oficerowie 19 Pułku Ułanów Wołyńskich im. gen. Edmunda Różyckiego z Ostroga nad Horyniem zamordowani w Katyniu, Ułan Wołyński marzec 2008  rok Nr 33, b.n.s.
[7]Włodzimierz Bernard, rtm.,  absolwent SGH w 1938 r., ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu, r. 1935/36, przydział do Ostroga na Wołyniu, prezes Stowarzyszenia Rodzina 19 P.U.Woł., właściciel prywatnego muzeum 19 P.U.Woł. w Radości, ul. Planetowa 16 w Warszawie, za: Ułan Wołyński nr 34/2008
[8]  Eugeniusz Wiszniowski (1896 – 1940), mjr. We wrześniu 1939 r. był dowódcą szwadronu zapasowego w 19 Pułku Ułanów, który stacjonował we Włodzimierzu Wołyńskim. Szwadron liczył 600 umundurowanych i uzbrojonych ułanów oraz 200 koni.  W pierwszych dniach wojny w ramach przegrupowania pułku mjr Wiszniowski przyprowadził  szwadron w rejon Hrubieszowa. Ułan Wołyński sierpień 2017 rok Nr 61, b.n.s.
[9]Władysław Wichert (1900 – 1940), oficer zawodowy kawalerii WP. Związany z 19 Pułkiem Ułanów w Ostrogu Wołyńskim, później instruktor CWK w Grudziądzu (rtm.). W 1939 służył w Ośrodku Zapasowym Wołyńskiej BK – d-ca 3 szwadronu ckm-ów. Jeniec w Starobielsku. Żr.: (ppstatic.pl;https//d-pt.ppstatic.p >… PDF)
[10]Mieczysław Krechowski, ppor. rez., d-ca pocztu sztandarowego 19 Pułku Ułanów Wołyńskich im. Generała Edmunda Różyckiego z Ostroga. 31 sierpnia na rozkaz d-cy Wołyńskiej B.K., płk dypl. Juliana Filipowicza ewakuował sztandar pułkowy spod Wielunia, przez Częstochowę, Kielce, Lublin, Rejowiec, Kowel do Ostroga. Relacja Konrada Lipczyńskiego z 25.04.1986 r., w: Kazimierz Satora, Opowieści wrześniowych sztandarów, Warszawa 1990, s. 233
[11]Jan Dobraczyński, ppor., d-ca pocztu sztandarowego 2 Pułku Strzelców Konnych ewakuował sztandar z miejsca postoju pułku na granicy niemieckiej, w Strzelcach Wielkich. W Częstochowie miało miejsce spotkanie z pocztem 19 P.Uł. Oba poczty podróżując razem pokonały tę samą trasę. Rozstanie nastąpiło w Rejowcu, skąd ppor. Dobraczyński dotarł do garnizonu w Hrubieszowie. Jan Dobraczyński, Tylko w jednym życiu. Warszawa 1970, s. 133 – 136
[12]Żelisław Zawadzki (1895 – ), był z-cą oficera mobilizacyjnego w randze rotmistrza administracji (kaw.). Obsada personalna i struktura organizacyjna w marcu 1939 r. 2 PSK, dyslokacja Hrubieszów. Zwerbowany do LWP w 1945 r. awansował do stopnia ppłka, a następnie płka, pełnił służbę w 1 Warszawskiej Brygadzie Kawalerii od 17.06.1946 – 1947, dyslokacja Garwolin, za: Wikipedia
[13]Zygmunt Zawadzki (1867 – ), s. Ignacego (1835 – 1910) i Marii z Lipczyńskich (1848 – 1926), właścicieli majątku Udrycze. Prawnik – rejent w Hrubieszowie, żona Eleonora Bronisława z d. Waśniewska, Genealogia rodziny Lipczyńskich [npbl.]
[14] Juliusz Poniatowski (1886 – 1975), minister rolnictwa i reform rolnych II RP
[15] Grzegorz Kowerski (1901 – ), ur. w Dubie, s. Stanisława Kowerskiego i Marianny Popiel, przyrodni brat Andrzeja Kowerskiego (1912 – 1988), słynnego agenta Wywiadu Brytyjskiego o ps. Andrew Kennedy. Przed wojną był właścicielem majątku Michałówka o pow. 229 ha w pow. tomaszowskim, Spis ziemian RP w roku 1930, op. cit., 10
[16] Sławny polski pistolet samopowtarzalny, wz. 35 Vis – opracowany w 1930 przez  konstruktorów broni Piotra Wilniewczyca i Jana Skrzypińskiego. W 1936 na uzbrojeniu Wojska Polskiego, jako etatowa broń boczna kadry zawodowej.  Piotr Wilniewczyc, Pamiętniki i medytacje z wojny 1939 – 1945. Redakcja Stanisław Gołub, Chełm 2023, s. 10, Paweł Janicki Jędrzej Korbal, Wielki Leksykon Uzbrojenia. Wrzesień 1939, t. 289. Broń krótka cz.2 – 3, Warszawa 2024, ss. 4 – 64
[17] Kazimierz Halicki (1894 – 1973), ppłk kawalerii WP, działacz niepodległościowy, kawaler orderu Virtuti Militari. W kampanii wrześniowej był dowódcą Ośrodka Zapasowego Wołyńskiej Brygady Kawalerii w Hrubieszowie oraz improwizowanego Zgrupowania Kawalerii ppłk. Halickiego w ramach Grupy Dubno gen. Stefana Strzemieńskiego. 25 września 1939 r. pod Rawą Ruską dostał się do niewoli niemieckiej. Był więziony w Oflagu VII A Murnau. Po wyzwoleniu przebywał na emigracji w Anglii. Zmarł w Londynie. Ludwik Głowacki, Działania wojenne na Lubelszczyźnie w roku 1939, WL 1976, ss. 177, 179 -182, 308, 354
[18] Pistolet Parabellum – niemiecki pistolet samopowtarzalny opracowany przez Georga Lugera na przełomie XIX/XX w. Nazwa pochodzi od łacińskiego przysłowia si vis pacem para bellum (jeśli chcesz pokoju, przygotuj się do wojny). Był produkowany dla armii niemieckiej (1900 – 1942) i szwajcarskiej (1906 – 1946).
[19] Obecnie Ukraina, obwód lwowski. Ostatnim właścicielem był małoletni Kazimierz Stanisław Badeni. W jego imieniu majątkiem wraz z klasycystycznym pałacem zarządzali matka Alicja Elżbieta Ankakrona wraz z drugim mężem – arcyksięciem Karolem Olbrachtem Habsburgiem. Mieszkali w Żywcu, a pałac do 1939 był ich letnią rezydencją, Wikipedia
[20] Wacław Jakub Kiełczewski (27.09.1905 – 12.06.1944), inż. rolnik, por. rez. 5 PSK, zginął, jako komandos pod Monte Cassino, żona Stefania Szadkowska, filolog, dzieci: Ewa, Halina. Genealogia rodziny Kiełczewskich,(npbl.). Melchior Wańkowicz, Monte Cassino. Wykaz żołnierzy polskich poległych pod Monte Cassino, IW Pax 1978, s. 644
[21] Książkę Bolszewicy w polskim dworze napisała Izabela Lutosławska (1889 – 1972), c. Zofii Lutosławskiej, hiszpańskiej poetki (Sofia Perez Casanova) i Wincentego Lutosławskiego, profesora filozofii. Data wydania: 1921. Kolejne wydania powojenne były sygnowane nazwiskiem Izabeli Wolikowskiej z Lutosławskich. Ostatnie z 2020, jako wydanie poprawione.
[22] Za Łabuniami w kierunku Zamościa był duży majątek Łabuńki należący do Jana Kołaczkowskiego liczący 949 ha. Spis ziemian … op.cit., s. 10
[23] Obecnie Chyża. Wieś położona na północny-zachód od miasta Zamościa. Od 1882 r. posiadaczem dworu i folwarku w tej miejscowości był Ludwik Sajkiewicz (1837 – 1912). Po jego śmierci majątek o pow. 290 ha przejął jego syn Adam Sajkiewicz (1874 – 1941). Ostatnim właścicielem Hyży, do parcelacji w 1944 r., był Ludwik Sajkiewicz (1908 – 1965). s. Adama i Ireny z Chrzanowskich (1882 – 1942). Spis ziemian., op. cit. s.19, Dzieje miejscowości Gminy Zamość, Hyża (Chyża), s. 45 – 47, Wielka Genealogia Minakowskiej, op.cit.
[24] Żołnierz przeznaczony do usług oficerom wojskowym, ordynans (ros.)
[25] Centryfuga, inaczej wirówka lub separator. Służyła do oddzielania śmietany od mleka, miodu od wosku itp.

Konkurs Krasomówczy

Przekazuję informację dotyczącą organizowanego przez Oddział PTTK w Golubiu-Dobrzyniu konkursu krasomówczego. Gdyby ktoś był zainteresowany udziałem, proszę o informację zwrotną do Zarządu.

Monika Izarowska

***

Regulamin Konkursu Krasomówczego przyjęty przez Zarząd Oddziału PTTK im. Zygmunta Kwiatkowskiego w Golubiu-Dobrzyniu

 

W listopadzie 1971 r. na Zamku Golubskim odbył się I Krajowy Konkurs Krasomówczy Przewodników PTTK.

Celem Konkursu było zwrócenie uwagi społeczeństwa polskiego na potrzebę pielęgnacji kultury języka ojczystego, przeciwstawienie się wulgaryzacji języka oraz zachwaszczaniu języka polskiego przez obce naleciałości. Celem Konkursu było również rozbudzanie zamiłowania do pięknego i sugestywnego mówienia oraz zwrócenia uwagi na język, jako wyraz 1000-letniej tożsamości narodowej, której musimy strzec i pielęgnować. Ponadto Konkurs Krasomówczy miał być okazją do prezentacji piękna i dorobku naszego kraju, wzbogacenia wiedzy przewodnickiej i rozbudzenia zainteresowań krajoznawczych. Dla przewodników PTTK miał być dodatkowo warsztatem, do kształcenia własnych umiejętności i poszukiwania najlepszych wzorów przewodnickich.

Konkurs był tak fascynujący i ciekawy, że rozbudził wielkie pasje i namiętności wpływając na wzbogacenie wiedzy i zainteresowań krajoznawczych, jak również przyczynił się do podniesienia kultury wypowiedzi. W 1976 r. wspólnie z Ministrem Oświaty i Wychowania zorganizowano Konkurs Krasomówczy dla Młodzieży Szkół Średnich, jako drugą część Konkursu.

Od 1992 r. XXI Konkurs Krasomówczy odbył się już w obsadzie międzynarodowej, przeradzając się w MIĘDZYNARODOWY KONKURS KRASOMÓWCZY. Brali w nim udział przewodnicy zagraniczni oprowadzający wycieczki w języku polskim i młodzież ze środowisk polonijnych.

Konkursowi od samego początku przyświecają te same cele, które nie tylko nie straciły na swojej aktualności, ale wręcz przeciwnie, stały się jeszcze bardziej wyraziste i potrzebne, o czym świadczy m. in. uchwalenie ustawy o ochronie kultury języka polskiego.

Przedstawiając Regulamin Konkursu Krasomówczego serdecznie zapraszamy wszystkich zainteresowanych przewodników turystycznych PTTK z Polski, jak również tych, którzy oprowadzają wycieczki w języku polskim ze wszystkich krajów Europy i świata.

Niech Konkurs Krasomówczy będzie umocnieniem starań o czystość i kulturę języka polskiego, niech przyczyni się również do umocnienia więzi Rodaków z krajem ojczystym i tym celom niech służy przez dalsze długie lata.

Inicjatorem Konkursów Krasomówczych był mgr Zygmunt Kwiatkowski, długoletni prezes Oddziału PTTK w Golubiu-Dobrzyniu, który zmarł 29 sierpnia 2005 r.

 

REGULAMIN OGÓLNOPOLSKIEGO KONKURSU KRASOMÓWCZEGO PRZEWODNIKÓW

W GOLUBIU – DOBRZYNIU

 

PATRONAT

 

Konkursowi Krasomówczemu, zwanemu dalej Konkursem, patronuje wiele instytucji, którym zależy na pielęgnacji kultury języka polskiego, poprawności wysławiania się i sugestywnym mówieniu, jak również popularyzacji piękna Polski, jej historii, zabytków, zasłużonych ludzi i współczesnych przeobrażeń poszczególnych miejscowości, prezentowanych przez reprezentujących je uczestników.

W popularyzację Konkursu i jego organizację zaangażowanych jest również bardzo dużo osób prywatnych ze świata nauki i kultury, znani profesorowie filologii polskiej, wybitni pisarze i publicyści, działacze kultury, krajoznawcy i działacze PTTK oraz wiele poważnych Instytucji.

 

Ι.         ZAŁOŻENIE OGÓLNE KONKURSU

 

Celem Konkursów Krasomówczych jest przede wszystkim:

 

–  zwrócenie uwagi na potrzebę pielęgnacji języka ojczystego,

 

– rozbudzenie zamiłowania do pięknego i sugestywnego mówienia, kształtowanie umiejętności poprawnego, jasnego i logicznego formułowania myśli.

 

Celem Konkursu jest również rozbudzenie zamiłowań krajoznawczych, zachęcenie do poz- nania własnego kraju, regionu, jego historii i dorobku, do wyszukiwania ciekawych tematów, a następnie prezentowania ich w Konkursie.

 

 

ΙΙ.        SPRAWY ORGANIZACYJNE

 

  1. Inicjatorem i organizatorem Konkursu Krasomówczego jest Oddział PTTK Zygmunta Kwiatkowskiego w Golubiu-Dobrzyniu.

 

  1. Oddział PTTK przygotowuje Konkurs i odpowiada za jego prawidłowe rozliczenie, powołuje Jury, a także czuwa nad sprawnym i prawidłowym przebiegiem Konkursu.

 

  1. Finał Konkursu odbywa się w salach reprezentacyjnych Zamku Golubskiego w trzecim lub czwartym tygodniu listopada.

 

  1. W celu udziału w Konkursie najlepszych reprezentantów poszczególnych regionów kraju i środowisk polonijnych, Konkurs w Golubiu-Dobrzyniu powinny poprzedzać eliminacje oparte o ogólne zasady Konkursu, podane w niniejszym regulaminie i organizowane przez:

 

  1. Koła i Kluby Przewodników przy współudziale Zarządów Oddziałów PTTK jako eliminacje środowiskowe

 

  1. Wojewódzkie Samorządy Przewodnickie, jako eliminacje

 

  1. Konkurs odbywa się w języku polskim a uczestnicy zagraniczni delegowani są przez środowiska przewodnickie lub polonijne według własnego uznania, w ilości uzgodnionej z

 

  1. W Konkursie może wystąpić obcokrajowiec po akceptacji

 

  1. Każde Koło lub Województwo na eliminacje regionalne ma prawo zgłaszać dowolną ilość reprezentantów, bez względu na posiadaną ilość przewodników.

 

  1. Z eliminacji regionalnych można zgłosić na Konkurs w Golubiu-Dobrzyniu maksimum 6-ci najlepszych przewodników. W razie braku eliminacji regionalnych, prawo zgłaszania uczestników na Konkurs mają również Koła i Kluby Przewodnickie w uzgodnieniu z

 

  1. Zgłoszenia uczestników na Konkurs należy kierować pocztą tradycyjną na adres:

Zarząd Oddziału PTTK im. Zygmunta Kwiatkowskiego ul. PTTK 13

87-400 Golub-Dobrzyń

 

Zamek

lub e-mailem na adres: konkurs@zamekgolub.pl.

 

Wraz ze zgłoszeniem należy dokonać odpowiedniej wpłaty z tytułu uczestnictwa w Konkursie na konto Zarządu Oddziału PTTK w Golubiu-Dobrzyniu. Koszty uczestnictwa w Konkursie i koszty dojazdu pokrywają jednostki delegujące lub sami uczestnicy.

 

ΙΙΙ.      TEMATYKA

 

  1. Tematyka konkursu jest dowolna, powinna jednak sięgać po treści

 

  1. Uczestnik ma prawo wybrać i prezentować taki temat, który najlepiej mu Organizatorom zależy na tym, by Konkurs oprócz popularyzacji piękna języka polskiego posiadał również jak największe wartości poznawcze i popularyzatorskie w zakresie krajoznawstwa, aby przyczynił się do jeszcze lepszego poznania Polski i innych krajów świata.

 

  1. Uczestnicy zagraniczni proszeni są o wybór tematów popularyzujących miejscową tematykę krajoznawczą, w szczególności dotyczącą poloników.

 

  1. Wybrane tematy dwóch wystąpień krasomówczych (eliminacje i finał) należy zgłosić nie później niż do godz. 18.00 w pierwszym dniu Konkursu.

 

 

ΙV.      WARUNKI I PRZEBIEG KONKURSU

 

  1. Konkurs w Golubiu-Dobrzyniu składa się z dwóch etapów:

 

  1. eliminacji,

 

  1. finału.

 

  1. Przed eliminacjami każdy z uczestników losuje kolejność wystąpienia.

 

  1. W trakcie eliminacji uczestnik w ciągu 10 minut prezentuje swój Uczestnicy zobowiązani są do pełnego wykorzystania limitu czasu, bez prawa jego przekroczenia, z tolerancją do ± 30 sekund.

 

  1. Niewykorzystanie limitu lub jego przekroczenie ujemnie wpłynie na ocenę wystąpienia krasomówczego.

 

  1. W eliminacjach utrzymuje się jawność ocen wystawianych przez poszczególnych członków

 

  1. Każdy z członków Jury dysponuje 10 – stopniową skalą ocen i w zależności od swego uznania na podstawie kryteriów ocen przyznaje poszczególnym uczestnikom Konkursu odpowiednią ilość punktów.

 

  1. Suma punktów przyznanych przez wszystkich członków Jury podzielona przez ich liczbę daje właściwą ocenę poszczególnych uczestników i decyduje o zajęciu odpowiedniego miejsca w eliminacjach.

 

  1. Ocena Jury jest ostateczna i nie przysługuje prawo odwołania od niej.

 

  1. Pięciu najlepszych uczestników Eliminacji zostaje zakwalifikowanych do finału.

 

  1. W finale uczestnicy powtórnie losują kolejność wystąpień i prezentują w ciągu 15 minut swój drugi temat. Zasada oceniania w finale jest identyczna jak w eliminacjach.

 

  1. Każdy z uczestników Finału po zakończeniu wypowiedzi zobowiązany jest wylosować dodatkowy temat i zaprezentować go w ciągu 3 minut. Wypowiedź na ten temat oceniana jest od 0  do 10 punktów.

 

Niewykorzystanie limitu lub jego przekroczenie ujemnie wpłynie na ocenę tej prezentacji.

 

  1. W finale suma dwóch wystąpień, podzielona przez liczbę członków Jury decyduje o kolejności miejsc zajętych w finale.

 

  1. Ilość zdobytych punktów w finale decyduje o zajęciu odpowiedniego miejsca w Konkursie.

 

  1. W Konkursie mogą brać udziału laureaci poprzednich edycji z zachowaniem 2 – letniego okresu karencji.

 

  1. Uczestnik, który bierze udział w Konkursie po raz kolejny, nie powinien prezentować tego samego tekstu. Powtórzenie tekstu może skutkować obniżeniem punktacji.

 

  1. Laureatowi poprzednich konkursów, który startuje po raz kolejny, nie wolno powtórzyć wystąpień, które były nagrodzone, będzie to skutkować dyskwalifikacją.

 

  1. Eliminacjom i finałom Konkursu powinny towarzyszyć imprezy kulturalne, krajoznawczo – turystyczne, wycieczki tematyczne, występy zespołów artystycznych, spotkania z pisarzami, twórcami ludowymi itp.

 

  1. KRYTERIA OCEN

 

Jury Konkursu oceniając wypowiedzi uczestników Konkursu bierze pod uwagę:

  1. kulturę i sugestywność wypowiedzi,

 

  1. logiczność i przejrzystość formułowania myśli,

 

  1. poprawność i płynność wyrażania się,

 

  1. bogactwo i barwność języka,

 

  1. dobór tematu i jego ważkość,

 

  1. właściwe wykorzystanie limitu

 

  1. NAGRODY

 

Dla finalistów i uczestników Konkursu przewidziane są liczne nagrody ufundowane przez organizatorów i sponsorów Konkursu.

 

 

Ponadto przyznaje się:

 

  1. Nagrodę Specjalną Prezesa ZG PTTK

 

  1. Nagrody Marszałków Województw za najlepsze prezentacje dotyczące danego regionu

 

  1. Nagrodę Kasztelana Zygmunta Kwiatkowskiego przyznawaną przez Jury.

 

  1. Nagrodę Publiczności dla przewodnika wybranego w drodze głosowania przez publiczność

 

 

VII Zasady pracy Jury

 

  1. Jury pracuje zgodnie z zasadami zawartymi w niniejszym regulaminie.

 

  1. Skład Jury powinien liczyć co najmniej pięć osób.

 

  1. W skład Jury Konkursu wchodzi: przewodniczący, sekretarz i członkowie.

 

4.Zwycięzca poprzedniej edycji Konkursu zostaje członkiem Jury.

 

5.Ustalone przez członków Jury oceny są jawne, ostateczne i nie podlegają weryfikacji.

 

  1. W wyjątkowych sytuacjach Jury ma prawo zwiększyć liczbę osób występujących w finale.

 

  1. Przed rozpoczęciem eliminacji Konkursu Jury w pełnym składzie wybiera spośród siebie przewodniczącego i sekretarza, uzgadnia zasady oceniania i prezentuje je uczestnikom.

 

  1. Jury przez cały czas trwania danego etapu Konkursu pracuje w pełnym składzie.

 

 

IX Postanowienia końcowe

 

  1. Koszty zakwaterowania i wyżywienia oraz inne koszty związane z organizacją
    i przeprowadzeniem Konkursu pokrywają organizatorzy oraz częściowo uczestnicy.
  2. Niniejszy regulamin został przyjęty i zatwierdzony przez Organizatora Konkursu:
    – Oddział PTTK im. Zygmunta Kwiatkowskiego w Golubiu-Dobrzyniu.

 

  1. Interpretacja niniejszego regulaminu należy do: Oddziału PTTK im. Zygmunta Kwiatkowskiego w Golubiu – Dobrzyniu,13. Regulamin obowiązuje od 2024 roku

 

……………………………..………….…………………………………
(imię i nazwisko uczestnika Konkursu)
Oświadczenie o wyrażeniu zgody
na przetwarzanie danych osobowych
W związku z obowiązywaniem przepisów ustawy o ochronie danych osobowych
z dnia 10 maja 2018 r. oraz Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z
dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem
danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia
dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), informujemy, że Państwa
dane osobowe przetwarzane będą w celu przeprowadzenia Ogólnopolskiego Konkursu
Krasomówczego Przewodników.
Udział w Konkursie oznacza zgodę na przetwarzanie danych osobowych dla potrzeb
Konkursu, w tym publikację imienia, nazwiska i miejscowości w protokołach, listach
uczestników, komunikatach końcowych, a także w informacjach prasowych.
Wyrażamy/ nie wyrażamy* zgody na przetwarzanie wizerunku (nagranie, zdjęcia)
rodzica/opiekuna, uczestnika Konkursu w powyższym celu.
…………….…..…………………………
(czytelny podpis uczestnika)
1. Administratorem danych osobowych jest Oddział PTTK im. Zygmunta Kwiatkowskiego z
siedzibą w Golubiu-Dobrzyniu przy ul. PTTK 13, tel. 609 388 510, e-mail:
rodo@zamekgolub.pl Z Administratorem można się kontaktować pisemnie, za pomocą
poczty tradycyjnej na adres 87-400 Golub-Dobrzyń, ul. PTTK 13 lub pocztą elektroniczną
na adres zamek@zamekgolub.pl
2. Dane będą przetwarzane w celu przeprowadzenia Ogólnopolskiego Konkursu
Krasomówczego Przewodników.
3. Dane będą przetwarzane nie dłużej niż jest to niezbędne do przeprowadzenia Konkursu.
4. W związku z przetwarzaniem danych w celach wskazanych powyżej Państwa dane
osobowe mogą być udostępniane innym odbiorcom lub kategoriom odbiorców danych
osobowych. Odbiorcami danych osobowych mogą być podmioty upoważnione
do odbioru Państwa danych osobowych na podstawie odpowiednich przepisów prawa.
5. Dane osobowe nie będą przekazywanie do państw trzecich (spoza obszaru UE).
6. Dane nie będą przetwarzane w sposób zautomatyzowany.
7. Dane są przetwarzane elektronicznie i ręcznie, zgodnie z metodami i procedurami
związanymi z celami przetwarzania.
8. Informujemy, że macie Państwo prawo:
1) dostępu, przysługujące osobie, której dane dotyczą (na podstawie art. 15 RODO),
2) do sprostowania danych (na podstawie art. 16 RODO),
3) do usunięcia danych („prawo do bycia zapomnianym”) (na podstawie art. 17
RODO),
4) do ograniczenia przetwarzania (na podstawie art. 18 RODO),
5) do przenoszenia danych (na podstawie art. 20 RODO),
6) do sprzeciwu (na podstawie art. 21 RODO),
9. W przypadku, w którym przetwarzanie Państwa danych odbywa się na podstawie zgody
(art. 6 ust. 1 lit. a RODO), przysługuje Państwu prawo cofnięcia wcześniej wyrażonej
zgody w dowolnym momencie.
10. Mają Państwo prawo wniesienia skargi do inspektora ochrony danych na adres
elektroniczny rodo@zamekgolub.pl oraz do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych,
gdy Państwo uznacie, że przetwarzanie danych osobowych narusza przepisy RODO.
…………….…..…………………………
(czytelny podpis uczestnika)
* – niepotrzebne skreślić

Kościół w Krynicach

Danuta Pasieczna
KOŚCIÓŁ P.W.  ŚW. STANISŁAWA BISKUPA W KRYNICACH
Historia – Architektura – Sztuka Sakralna
Krynice – wieś gminna położona na Roztoczu Lubelskim, o której pierwsze wzmianki w źródłach piśmienniczych znajdujemy już w XV wieku, kiedy to należała do Łabuńskich, zaś na początku XVI wieku dostali ją w spadku Oleśnicy. W kolejnych latach włość łabuńską miało wielu właścicieli – rzec można – „przechodziła z rąk do rąk”; na krótko jej właścicielem był też Jan Zamoyski – 1603 rok.
Burzliwe dzieje historyczne i własnościowe miały niewątpliwie wpływ na równie zmienne losy świątyni w Krynicach. Kościół i obecna parafia rzymskokatolicka jest – jak pisano: „świadectwem dawnych przemian religijnych i kulturowych, jakże typowych dla Polski Wschodniej”.
Krynice. Zdjęcie kościoła aktualne  – rok 2026
Oto zdjęcie drewnianego kościoła p.w. św. Stanisława Biskupa w Krynicach. Charakterystyczna unikalna konstrukcja wieńcowa przypomina chińską pagodę – co szczególnie wyróżnia ją w roztoczańskim pejzażu. Urokliwy styl małej, prawie stuletniej budowli przyciąga wzrok tym bardziej, że położona jest na wzgórzu ok. 50 m na wschód od trasy głównej z Zamościa do Tomaszowa Lubelskiego. Sąsiaduje z cmentarzem kościelnym i parkiem podworskim.
Obok kościoła wznosi się dzwonnica na wysokim murowanym podwyższeniu. Nieco dalej od strony północnej – stoi prosty budynek tzw. organistówka.
Krynice. Zdjęcie dzwonnicy.
   Dzwonnica stalowa, otwartego typu na murowanym podwyższeniu wzniesiona w 1958 roku, w tym też roku parafianie zakupili nowe dzwony.  Wyprodukowane przez firmę „Metalud” z Łodzi dzwony poświęcone zostały przez Bp. Henryka Strąkowskiego.
Historyczną ciekawostką jest fakt iż przed laty, a dokładnie w 1928 roku – jak podaje kronika parafialna – pierwsze dwa dzwony zawieszone były na sosnach /-/ „na górce, na drodze ku grzebalnemu cmentarzowi. Zakupione w Dubie za 700 złotych. Jeden – dzwon M. B. Częstochowskiej – o wadze 100 kg /-/ drugi 30 kg okazał się pęknięty – pierwszy z fabryki Felczyńskiego z Przemyśla”. Niestety nie przetrwały do dziś.
Krynice. Organistówka
Organistówka – budynek drewniany postawiony w latach 1928/90 mieszczący obszerną salę parafialną i typowe pomieszczenia mieszkalne. Wokół budynku stały zabudowania gospodarcze dla organisty i kościelnego. Odremontowany, oszalowany i pokryty nowym dachem; spełnia funkcje pokoi gościnnych.
Krynice, zdjęcia archiwalne plebanii
 Kolejny budynek należący do parafii krynickiej – to plebania. Dom mieszkalny z 1924 roku pozostał tylko na fotografii.
Organistówka – podobnie jak kościół kryje historię z lat przeszłych, a dokładnie z okresu II wojny światowej. Otóż wojna, a następnie okupacja przerwały dydaktyczną działalność szkoły tomaszowskiej i zajęcia przeprowadzano w tajnych kompletach m.in. w tymże domu – ze względu na mniejsze ryzyko i fakt iż Krynice dzieli tylko 16 km od Tomaszowa Lubelskiego. Były uczeń tomaszowskiego tajnego nauczania – Stanisław Kulczyński tak wspomina dzień 25 X 1942 roku, w którym zdawał egzamin wraz z innymi uczniami: „Egzamin odbył się w domu położonym w pobliżu kościoła – w drugim budynku za zakrętem drogi do Janówki /-/ Wyjazd odbył się wczesnym rankiem, drogą prowadzącą przez pola i lasy w celu ominięcia głównej trasy Tomaszów-Zamość, gdzie można było natknąć się na patrole i posterunki niemieckie /-/ po godzinnej przerwie przystępujemy do egzaminu. Droga powrotna późnym wieczorem z Krynic do Tomaszowa po odbytym egzaminie była początkowo radosna z wesołymi śpiewami ale tuż przed Tomaszowem, około godziny 22, po wyjechaniu z lasu Dąbrowa zostaliśmy ogarnięci przez patrol niemieckiej żandarmerii i granatowej policji”. Ot – to jeden z epizodów czasów wojny, który skończył się szczęśliwie.
HISTORIA KOSCIOŁA I PARAFII
Kościół powstał w latach 1919 – 1920 i nie został wybudowany od podstaw lecz przeniesiony elementami z innego terenu, a dokładnie – z niedokończonej świątyni z Horyszowa Polskiego (powiat zamojski, gmina Sitno). Zaprojektowany przez architekta Zbigniewa Brochowicza i inż. Jerzego Siennickiego. Budowlę zakupiono i przeniesiono elementami do Krynic, a złożona została przez cieślę z Zamościa – Jana Tora. Według opinii architektów – „druga  wersja” konstrukcji po przeniesieniu zawsze ulega zmianom w porównaniu do pierwowzoru; a więc wtórne użycie konstrukcji wiązało się z nie idealnym zestawieniem jego elementów, co miało miejsce w tym przypadku. Była to zatem „przeróbka”, wymuszona faktem iż część rozwiązań adaptacyjnych oryginału była kompromisem podyktowanym realiami budowy na nowym terenie.
Nowy obiekt sakralny stanął w miejsce nieistniejącej już cerkwi, o której pierwsza wzmianka pochodzi z około 1507 roku (inne źródła podają rok 1531). Źródła piśmiennicze podają, że pierwotnie była to cerkiew należąca do ówczesnych właścicieli Krynic, na potrzeby dworu. Z czasem otrzymała wyposażenie i utworzono parafię grekokatolicką. Już jako cerkiew filialna parafii Tarnawatka występuje w 1772 roku. Wówczas była budowlą drewnianą p.w. Demetriusza Męczennika. Na początku XIX w cerkiew i istniejący wokół niej cmentarz grobowy znajdowały się w sąsiedztwie zespołu dworskiego. Istniejąca obok kaplica neogotycka wybudowana została w 1925 roku. Cerkiew rozebrano prawdopodobnie przed rokiem 1839. Ostatnim właścicielem dóbr krynickich byli Lipczyńscy, którym to przypisuje się dużą zasługę i zaangażowanie w powstanie nowego kościoła.
W 1919 lub 1920 roku – jak podają inne źródła – mieszkańcy Krynic poczynili starania o wybudowanie własnego kościoła. Ich inicjatywę poparł wówczas dziedzic posiadłości – Grzegorz Lipczyński, który na ten cel przeznaczył część parku jako plac pod przyszłą budowę.
Wprawdzie skończono budowę świątyni już w 1920 roku, ale parafia została powołana dopiero pięć lat później, a dokładnie została erygowana 25 czerwca 1925 r. przez bp. Mariana Fulmana, wydzielając ją z parafii Łabunie.
Cmentarz przyparafialny powstał równolegle z rekonstruowaną świątynią w 1920 roku, a więc jeszcze przed formalnym utworzeniem parafii. W tym też roku poświecono świątynię, w której zaczęto odprawiać nabożeństwa. Wówczas ogrodzono cmentarz, zabudowania i ogród plebanijny żywopłotem oraz drutem kolczastym. W rok później na resztę zabudowań parafialnych Grzegorz Lipczyński dobrowolnie, na mocy umowy z proboszczem, wydzierżawił parafii na lat 40 część lasu i ogrodu koło plebanii, a w zamian zażądał usunięcia czworaków na koszt parafii.
Dla przypomnienia – czworaki dla chłopów krynickich  wybudowano około 1866 roku, kiedy właścicielami Głogowscy. Ich następca – Onufry  Głogowski sprzedał majątek Grzegorzowi Lipczyńskiemu w roku 1899. Czworaki ostatecznie rozebrano w 1927 roku.
Uzupełnieniem historii budowy świątyni i powołania parafii rzymskokatolickiej w Krynicach są zapisy kroniki parafialnej, spisane w latach 1925 – 1936 przez długoletniego proboszcza księdza Stanisława Stawiarskiego. Jego strofy kronikarskie urzekają barwnym, wręcz poetyckim opisem nie umniejszając ich wartości dokumentalnych: „siedzibą parafii jest wioska Krynice. Stara to wieś jak świadczą topole przydrożne (300 – 500 letnie) i karczma z XVII w wspomniana już w trylogii H. Sienkiewicza, nosi nazwę prawdopodobnie od licznych źródeł (krynic) nad brzegiem jeziora niegdyś będących. Położona wśród dawnych lasów (stąd sąsiednie Majdany, Huty, Budy) i malowniczych wzgórz na wys. 300 m n.p.m. na granicy powiatu tomaszowskiego, w połowie drogi od Lwowa do Lublina, przy szosie w prawie równej odległości od Tomaszowa i Zamościa. Było tu niegdyś jezioro 300 – 400 h mające dość głębokie, po przekopaniu kanału przez włość Kryniczek P. Kurmanowicza przed – 50 laty spłynęło do rzeki Wieprza; obecnie pozostały szczątki jeziora i łąki”. Dodać należy iż opis melioracji nie ma potwierdzenia rzeczowego.
Dalsze zapisy kroniki parafialnej wprowadzają nas w ówczesną sytuację polityczną i administracyjną Krynic, w której to „zrodził się” zamysł powołania parafii rzymskokatolickiej: /-/ Starożytność wioski, wygodne położenie, odrębny powiat, znaczna odległość od parafii, wspomnienie byłego kościółka – wszystko to nasuwało mieszkańcom Krynic i skupionych obok niej wiosek, myśl stworzenia odrębnej parafii. Starzy pamiętali nawet o 40 morgach, które niegdyś należały do kościoła, a przed laty popi zbierali z nich zboże. Przed wojną nie można było jednak o tem mówić, gdyż moskale ze względu na sąsiednie ruskie wioski nigdy nie zgodziliby się na  otwarcie rzymskokatolickiej parafii. To też gdy walki wojenne ustały, dążenia do oddzielenia się od Łabuń są coraz wyraźniejsze, a podsunięta myśl przez J. Widawskiego pobudziła do czynu. W roku 1919 tworzy się komitet spośród mieszkańców wsi Krynice, Polany, Polanówki i Majdanu w celu znalezienia gotowej cerkiewki pounickiej, kupienia jej i przewiezienia na grunt krynicki. Uzyskawszy pozwolenie, a mając nadto obiecany plac pod kościół za darmo od P. Lipczyńskiego, komitet tem gorliwiej zabrał się do pracy. Znaleziono wkrótce nowo zbudowany kościół katolicki w Horyszowie Polskim. Parafianie tamtejsi na czele z proboszczem Barszczewskim chętnie, za 58 000 koron odstąpili Kryniczanom zbyteczną już dla siebie, a niezupełnie wykończoną świątynię.
Krynice. Posiadłość parafialna, rysunek z kroniki skala 1:2500
Ujmując historycznie opisane w kronice wydarzenia nasuwa się refleksja: jak to na przestrzeni dekad kompleks sakralny w Krynicach przeszedł tyle zmian. Do czasów kasacji Unii Brzeskiej w XIX wieku w Krynicach istniała parafia greckokatolicka, a już w początkach XX wieku erygowana została parafia rzymskokatolicka. Dziś parafia obejmuje miejscowości: Krynice, Majdan Krynicki, Polanówka, Polany, Romanówka i Zadnoga.
ARCHITEKTURA
Krynice, stan kościoła w 2026r. 
Świątynia drewniana, z konstrukcją wieńcową, osadzona na podmurówce. Konstrukcja wieńcowa – czyli układana z bali drewnianych łączonych na zrąb – typowa dla tego typu kościołów i cerkwi południowo wschodniej Polski. Świątynia oszalowana na zewnątrz i wewnątrz.
Wnętrze jest trzynawowe, co jest rzadkością w tego typu budowlach drewnianych; zwykle są jednonawowe. Tutaj zastosowano parę słupów, które dzielą nawę główną od naw bocznych.
Kolejne – nietypowe rozwiązanie konstrukcji – to przedsionek i prezbiterium z przyporami drewnianymi. Wieża frontowa osadzona jest na czterech słupach, z galeryjką i dachem ostrosłupowym, nawiązująca do egzotycznej pagody, jakże charakterystyczna dla krynickiej świątyni.
Wieżyczka – sygnaturka, czyli mały dzwon kościelny, umieszczony zwykle na skrzyżowaniu naw, w tym wypadku nad nawą główną, pełni zarówno funkcję dźwiękową jak i symbolicznego „oka niebios” – czyli źródła światła.
Dachy nad nawą i przedsionkiem – dwuspadowe; nad prezbiterium – „wielopołaciowe”, kryte blachą. Ta różnorodność układu dachów wynika prawdopodobnie z dostosowania projektu z Horyszowa Polskiego do zastanych warunków terenu, czyli ustawienia budowli na wzgórzu. Z tego samego powodu zastosowano nietypową „orientację” kościoła tj. skierowanie prezbiterium na północ, a nie jak w większości świątyń – na wschód.
W latach 30 – tych wykonano remont dachu i oszalowanie wnętrza, co zapewniało ochronę przed wilgocią i poprawiało akustykę. W kolejnych latach – odnowiono wieżę, dobudowano przypory tzw. „skarpy” wzmacniające ściany zewnętrzne, odnowiono przedsionek i ściany wewnętrzne, w tym chór oraz pomalowano dach.
WNĘTRZE KOŚCIOŁA
Krynice. Wnętrze kościoła
 Gdy wchodzimy do świątyni – zaskakuje nas kontrast pomiędzy prostą konstrukcją, a bogactwem rokokowej snycerki. Stropy stylizowane są na sklepienia – w nawie głównej przypominają sklepienie trapezowe, w bocznych – ukośne, a w prezbiterium sklepienie kolebkowe. Te elementy konstrukcji wewnętrznej są jednocześnie ozdobą i czynią wnętrze w odczuciu wyższe – monumentalne.
Krynice. Trzy drewniane ołtarze
    Wnętrze świątyni zdobią trzy drewniane ołtarze, sprowadzone z cerkwi unickiej w Tyszowcach. Ołtarz główny – w powszechnej opinii „perła rokokowej snycerki” z XIX wieku wykonany prawdopodobnie przez lokalnych rzemieślników.
Centralnym punktem ołtarza głównego jest obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem z XVIII wieku, malowany na płótnie w stylu ikonograficznym – z typowym, powszechnie znanym i kojarzonym  przedstawieniem Matki Bożej. Jest to najstarszy i najcenniejszy zabytek sakralny kościoła, o czym świadczy zapis na rewersie obrazu – tłumaczenie z języka cerkiewnosłowiańskiego: U schyłku roku miesiąca grudnia (1798). Dzieło to jest upiększeniem ołtarza z wielkim szacunkiem dla czcigodnego księdza (prezbitera) sanockiego oraz z poważaniem dla fundatorów (ktitorów) świętej cerkwi Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy; fundator odnowienia ołtarza – biskup Grzegorz Sapryka przebywał w Boratynie. Po wsze czasy, w obecnym roku Ikonę Matki Bożej ozdobiono pozłacaną szatą lub okładem (ryzą). Fundator tego dzieła to Gabriel Bojko z żoną Anastazją i ze swoimi dziećmi domownikami – tłumaczenie dr Irena Kulik z Wileńszczyzny.
 
Krynice. Zdjęcie obrazu MB z napisem tłumaczonym powyżej
   Na zasuwie, czyli na przesuwanym panelu (dziś już niestosowanym we współczesnych kościołach) – są dwa obrazy: „Wskrzeszenie Piotrawina przez św. Stanisława” – rzadko przedstawiana scena z życia patrona kościoła i kolejny obraz „Najświętsze Serce Pana Jezusa”.
W ołtarzu bocznym po lewej stronie: obraz Św. Teresy od Dzieciątka Jezus – przedstawionej z krzyżem i różami, wg ikonografii karmelitańskiej. W ołtarzu po prawej stronie – obraz Matki Bożej – prawdopodobnie Maryja Niepokalana – klasyczny układ: dłonie złożone, błękitny płaszcz i księżyc pod stopami to typowa apokaliptyczna symbolika.
Wszystkie ołtarze w kościele były pierwotnie częścią wyposażenia cerkwi unickiej w Tyszowcach.
Inne elementy sztuki sakralnej będące w wyposażeniu świątyni to:
Obraz współczesny: feretron – Św. Floriana (kopia nieznanego malarza) autorstwa art. mal. Stanisława Pasiecznego, a ufundowany w 2004 roku przez strażaków OSP w Polanówce
dwa obrazy Pauliny Lemke – art. mal. pochodzącej z Polanówki.
  • Krucyfiks barokowy z XVIII wieku, z bogato rzeźbionym krzyżem i realistycznym przedstawieniem ciała Chrystusa. Wykonany w drewnie i uznawany za wysokiej klasy dzieło snycerskie.
  • Chrzcielnica wykonana z osikowego drewna (topolowego) z 1933 roku, której wykonawcą był Kazimierz Kluczyński.
  • Kociołek miedziany na wodę święconą – z XIX wieku, przykład dziś rzadko spotykanego rzemiosła liturgicznego.
  • Organy 14 – głosowe, około stuletnie, zakupione i sprowadzone w latach 60 tych XX wieku z Ulan (powiat radzyński). Dzięki staraniom parafii i stowarzyszeniu „Na Rzecz Rozwoju Gminy w Krynicach” przeszły renowację w latach 2016/2018, ale wymagają dalszych prac konserwatorskich i naprawczych. Służą podczas nabożeństw i nie tylko.
Na szczególną uwagę i szerszy opis zasługuje „Droga Krzyżowa” – zestaw 14 – tu, obrazów przedstawiający Mękę Pańską. Malowane i rzeźbione na deskach rozwieszonych na bocznych ścianach świątyni. Historia ich sięga czasów przedwojennych; namalowane w Bielsku w latach 1929 – 1930, dziś służą wiernym kryjąc w sobie zadziwiającą historię.
Krynice, fragment „Drogi Krzyżowej” (awers i rewers)
Na odwrocie ostatniego obrazu czytamy: Projekt i Rys. K. R. Zagórski Pułkownik D-ca 3.p.s.p. Malow. Prof. Lesiecki. Rzeźb. Fajglewicz star. strzelec 3.p.s.p. Bielsko 1929 – 1930.
Otóż: Karol Roman Zagórski był pułkownikiem piechoty WP strzelców podhalańskich, pełniąc funkcję dowódcy 3 pułku strzelców podhalańskich stacjonującego wówczas w Bielsku. Był znany jako miłośnik sztuki; zamordowany w Charkowie w 1940 roku. Rudolf Lesiecki to absolwent ASP w Krakowie. W 1919 roku na mocy dekretu Ministra Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego przyjął posadę nauczyciela rysunku w zamojskim Państwowym Męskim Seminarium Nauczycielskim. W Zamościu zapisał się jako twórca exlibrisów. W latach 30 – tych przeniósł się na Śląsk Cieszyński, gdzie pracował w bielskim Gimnazjum jako nauczyciel rysunku. Zmarł w 1938 roku. Pochowany w Bielsku. O rzeźbiarzu – Fajglewiczu niestety nie znalazłam żadnych informacji.
Po wojnie obrazy drogi krzyżowej trafiły do Lublina do zakonu Sióstr Urszulanek. Jedna z nich pochodziła z Huty Komorowskiej i w porozumieniu z ks. biskupem Bolesławem Pylakiem przewiozła drogę krzyżową na uroczystość 50 – lecia parafii krynickiej w 1975 roku. Pozostają niewyjaśnione okoliczności przewiezienia obrazów do Lublina, a później przekazania ich na stałe do Krynic.
Krynice, obraz w ołtarzu
Sztuka sakralna świątyni jest tak różnorodna stylowo i „czasowo”, że przychodzi mi na myśl jakiś historyczny kolaż; jak składanka z różnych epok. A składa się na nią – jak wspomniałam we wstępie połączenie orientalnej inspiracji tj. wieży, przeniesienia całej budowli oraz ołtarzy z kościoła unickiego. To jak symbolika przejścia od unii kościołów do świątyni rzymskokatolickiej.
   Na placu przykościelnym znajduje się przedwojenna figura Matki Bożej Niepokalanej oraz rzeźba Jana Pawła II wykonana przez miejscowego twórcę ludowego – Lucjana Głaza.
Aktualnie obecny ks. proboszcz Mariusz Łoza prowadzi na szeroką skalę prace remontowe w kościele i wokół kościoła. Środki na ich realizacje pochodzą z funduszy gminnych i w ramach Rządowego Programu Odbudowy Zabytków – „Polski Ład”.
Nie mam odpowiednich kompetencji żeby w sposób fachowy i wyczerpujący omówić etapy trwającego remontu świątyni; korzystam zatem z udzielonych informacji ks. Proboszcza.
Ponieważ przeniesiony kościół z innego terenu nie miał fundamentów, w ramach prac rewitalizacyjnych wykonano przede wszystkim fundamenty. Na nowych podwalinach ustawiono kościół, wymieniając te zbutwiałe. Wykonano nową podmurówkę z cegły wraz z izolacją przeciwwilgociową. Z tego powodu grunt wokół kościoła został obniżony o ok. 40 cm. To był I etap prac: usadowienie kościoła. Następny – to wymiana konstrukcji stropowej nawy głównej oraz sygnaturki wraz z wykonaniem nowego blaszanego pokrycia.
W II etapie – na obniżonym terenie wykarczowano część zieleni, wykonano drogę p. poż. i ocieplono budynek wełną mineralną. W niedalekiej przyszłości planuje się kolejny remont organów oraz zakończenie remontu dzwonnicy; „dając” jej nową elewację i projektując dach dostosowany do architektury kościoła. Praca ogromna z dumą podkreśla Gospodarz Parafii.
Informacje zebrane w niniejszym tekście pochodzą ze źródeł wskazanych w bibliografii ale również we współpracy z ks. Proboszczem Mariuszem Łozą – za co serdecznie dziękuję.
Bibliografia
  1. Kawałko Danuta, Cmentarze województwa zamojskiego, PSOZ Zamość1990, s. 111 – 112.
  2. Niedźwiedź Józef, Leksykon historyczny miejscowości woj. zamojskiego, Ośrodek Dokumentacji Zabytków w Lublinie, Wyd. Kresy Zamość, 2003. s. 247.
  3. ks. Zachajkiewicz Marek, oprac, Informator Historyczny i Administracyjny, wyd. Kuria Biskupia – Lublin 1985, s. 326.
  4. Kronika Parafialna z lat 1925 – 1936, Parafia Krynice, zapisy ks. Stanisława Stawiarskiego.
zdjęcia za uprzejmością Parafii Krynice, oraz Jacek Pasieczny

Mikołaj Mustafa Krzysztofowicz

Mikołaj Mustafa Krzysztofowicz, ławnik prawa ormiańskiego zamojskiego, złożony chorobą spisywał swój testament[1] 27 sierpnia 1668 r., za świadków mając ks. Jana Kistestorowicza, Krzysztofa Balejowicza i Auksentego Owanisowicza. Na domu swoim w Zamościu asekurował 1000 zł na rzecz kościoła ormiańskiego[2], ale upraszał aby mu z tego długu prowizorowie darowali sumę 500 zł, bacząc na jego osierociałe dzieci. Miał ich sporo jak się okazuje, bo małżonkę[3] z ośmiorgiem dzieci ustanawiał dożywotnią dziedziczką. Upraszał ją przy tym aby w dobrym ćwiczeniu zostawały, w błogosławieństwie Bożym i ojcowskim, aby matka najlepsze staranie miała około dzieci moich i swoich. Z powyższego zapisu wynika, że dzieci mogły pochodzić z poprzednich ich małżeństw. W innym miejscu testamentu Mustafa pisze także o wspólnym ich synu: małżonkę swoją i syna swego na miejscu moim zostawiam do tego handlu warszawskiego, gdyż i przywilej JKM taki jest, że mnie, małżonce mojej i synowi memu służy. O opiekę nad rodziną upraszał szwagra Grzegorza, nie wymienionego jednak z nazwiska. Nic nie wiemy również, póki co, o siostrze Mustafy.
Mustafa miał także dom w Kamieńcu Podolskim, niestety pogorzał. Pobudował go jego brat i mieszkał tam przez 20 lat do czasu pożaru. Mustafa miał zapis na ten dom. W Warszawie prowadził interesy, w towarach miał kapitał na sumę 931 zł, mało co z tego zarobku przebrał więc prosił o zabranie tego co należało do niego. Szwagra Grzegorza prosił aby dopilnował żeby kapitał został kapitałem a handel – handlem. U Jakuba Dłagowicza miał długu 95 zł za skryptem. Krzysztofowi Balejowiczowi był winny za towar 1260 i pół talarów lewkowych, towar odesłał do szwagra i na sejmie teraźniejszym według Mustafy szwagier zapłacił. Księdzu Janowi osobno od pogrzebu przeznaczał 10 zł. Prosił aby jego ciało było przystojnie pochowane.   
Mikołaj Mustafa Krzysztofowicz należał do licznej, zamojskiej rodziny ormiańskich Krzysztofowiczów.[4] Niestety, skąpe informacje jakie posiadamy nie pozwalają na przeprowadzenie ścisłych powiązań genealogicznych (vide: Poczet zamojskich Ormian). Wśród studentów Akademii Zamojskiej odnotowano Mustafowicza Krzysztofa syna Mikołaja, w latach 1665-1666 oraz Mustafowicza Warterysa syna Mikołaja, w latach 1667-68. Przypuszczalnie byli to synowie/synowcy Mikołaja Mustafy Krzysztofowicza. Mikołaj Mustafa Krzysztofowicz jako rajca miejski został wytypowany przez komisarzy ordynackich 23.08.1661 r. do czuwania w czasie jarmarku i nie dopuszczenia do pobierania wysokich cen z wynajęcia sklepów od ludzi chcących złożyć i sprzedawać towary (wytypowany razem z rajcą Janem Tilmeichrem).
Kilka faktów na temat rodziny Mustafy uzupełniają notatki Bazylego Rudomicza.[5] Przykładowo, 20 sierpnia 1660 r., sprawując w tym czasie urząd ławnika ormiańskiego, Mustafa brał udział w ugodzie pomiędzy Grabowiczami a ich ojczymem Janem Paprockim (spór o spadek). Pani Mustafowa otrzymała od Rudomicza 3 czerwca 1666 r. zwrot kosztów 100 zł, ponieważ tyle wydała w Warszawie w sprawie naszego przywileju, możliwe, że dla Akademii Zamojskiej. W liście, jaki do Rudomicza napisał z Warszawy 5 lipca 1666 r. Mikołaj Mustafa, przekazywał mu następującą informację: [Jerzy] Lubomirski ustępując swoich pretensji cale się daje na wolę JKMści [Jana Kazimierza], a to przez JMP. starostę radomskiego [Mikołaja Podlodowskiego], temu jednak nie wierząc wojsko JKMści ruszyło pod Rawę etc. Po powrocie z Warszawy 25 sierpnia 1666 r. Mustafa informował Rudomicza o najświeższych wieściach, m.in. dotyczących potyczki wojsk królewskich pod Inowrocławiem. Natomiast 20 kwietnia 1667 r. Rudomicz powierzył Mikołajowi Mustafie Krzysztofowiczowi załatwienie sprawy komisji, możliwe, że chodziło o sprawę Jagusi Mikiewiczówny i Dubskiego, o której wspomina nieco wcześniej w swoim dzienniku. Gdzie mieszkał Mustafa w Zamościu? Mamy tylko lakoniczne wzmianki wynikające z transakcji sprzedaży sąsiedniego domu:  „We wrześniu 1669 r. Jan Orzechowski i Jadwiga Magrowiczowna sprzedali dom versus vallum ad Orientem acialiter Seniores Synagogae Zamoscensi (w stronę wału na wschodzie, narożny, Starsi Synagogi Zamojskiej) za 300 złp. W sąsiedztwie tego domu mieszkał Musztapha Armenus. Krzysztofowicze w Zamościu przetrwali do czasów nam współczesnych. Przy ich rodzinnym grobie, na cmentarzu rzymskokatolickim stał tradycyjny ormiański nagrobek, czworoboczny chaczkar (obecnie nie istnieje). Grób jeszcze w XX wieku był odwiedzany i pielęgnowanych przez rodzinę.
Ewa Lisiecka
Źródła:
[1] APL Acta Arm. sygn. 1, k. 253, k. 254.
[2] Krzysztofowicz Mikołaj alias Mikołaj Mustafa – 16 lutego 1657 r.  zapisał kościołowi ormiańskiemu 1000 zł na swoich dobrach (tzw. grunt Mustafowski). „Dom gdzie winnica – ten grunt mustafowski ieszcze od ognia wielkiego stał pusty, ieden tylko górni sklep i piwnica zostawali, któren Plac wielkim sumptem y swoim kosztem a fundamentis y Piwnice wymurowawszy obudował y Dom wielki stawił in usum Ecclesia, który teraz iest in possessione kościoła”.
[3] W testamencie nie wymienia imienia żony, możliwe, że była to Mustafowa Elżbieta, Ormianka, mieszczka zamojska. Wzmiankowana w aktach wójtowskich ormiańskich za lata 1660-1668.
[4] Poczet zamojskich Ormian. | Zamościopedia – KRZYSZTOFOWICZ PAWEŁ (1886-1965) murarz
[5] Rudomicz Bazyli. Efemeros czyli diariusz prywatny pisany w Zamościu w latach 1656-1672. Lublin 2002.  cz. 1, s. 180, cz. 2, s. 97, 98, 102, 106, 136.

Testament Krzysztofa Balejowicza

Kiedy Krzysztof Balejowicz, zamojski mieszczanin i kupiec pochodzenia ormiańskiego spisywał swoją ostatnią wolę,[1] opiekunami sukcesorów i dobytku czynił brata, pana Jakuba, Jana Kirkorowicza i zięcia pana Bogdana. Opieka miała trwać do pełnoletniości jego syna Warterysa. Na swojej kamienicy, w zależności od tego w czyich rękach będzie, zapisywał 150 zł na kościół ormiański w Zamościu, na msze za swoją duszę 30 zł, księdzu 10 zł, ks. arcybiskupowi 60 zł (nie więcej).
Małżonce mojej zł 4000, łańcuch grochowy, maneli dwie pary, po 20 czerwonych; konewka srebrna mniejsza, roztruchan jeden i łyżek puzdro srebrnych, dożywocie mieszkanie w kamienicy i wikt jej z dóbr moich – kontynuował Pan Krzysztof. Gdyby jednak żona poszła powtórnie za mąż, to oprócz ww. dóbr należało jej oddać całe należące do niej ochędóstwo. Swojej córce Basi zapisywał 1000 zł wiana, na wyprawę 500 zł, sześć srebrnych łyżek, łańcuch za 30 czerwonych złotych, parę maneli za 20 czerwonych zł, konewkę z ochędóstwa złocistą, trzy pierścienie i pas srebrny wraz z błogosławieństwem ojcowskim.
Jasiowi, wnukowi Balejowicz zapisywał 300 zł; Kasi wnuczce zł 200; panu Janowi jako opiekunowi 150 zł, panu zięciowi Bogdanowi z Zuzią zł 300, a cokolwiek zostanie – Panu Bogu i synowi Warterysowi, tak ruchome jak i stojące dobra, (nikomu innemu). Syn miał dostawać co rok 20 zł na msze za duszę ojca i dziadków. Resztę majątku przeznaczał na wychowanie syna, na wikt i na ochędóstwo. Upraszał aby jego ciało w prostej trumnie złożyć do grobu, bez wielkich ceremonii, prosił o 40 mszy za swoją duszę, na co legował 40 zł, i tyleż samo księdzu, 10 zł klerykowi, 6 zł dzwonnikowi, prosił o obiad dla uczestników pogrzebu i 10 zł na rozdanie i obiad dla biedoty.[2]  Balejowicz  spisał ten testament w leżach pod Jarosławiem A.D. 28 stycznia 1664.
Kontynuował pisanie testamentu siedząc na łożu u siebie w domu. Wtedy to zeznał taką dyspozycję swoich dóbr: wnuczce swojej Bogdanownie Nurinowiczownie Zosi zł 200; drugiej wnuczce z Jarosławia Kasi Garabiadzierownie także 200 zł. Do dyspozycji panów urzędowych wszystkich zapisał 1500 zł, którzy mają zadbać o zainwestowanie tej sumy w srebro i złoto, tak aby prowizja od tego szła na księży ormiańskich a to dla szczególności nacji naszej, że nie ma nawet i jeden ksiądz wyżywienia ażeby przez nich, to jest księży, Chwała Boża nie ustawała.
Dalej Balejowicz rozliczał się ze spadku, który otrzymał po śmierci Warterysa Kirkorowicza, ojca jego żony Katarzyny: bośmy wszyscy szwagrowie różnych towarów między siebie podzielili za złotych 120.000, ale ta suma wszystka, to jest zł 24.000 co jest przeze mnie wydana, jedno na różne expensa i legatie po Nieboszczyku Panu Warterysie według tegoż testamentu i nad testament, co wiadomo wszystkim jak wieleśmy niewinnie płacili i wydali różnie. Pozostałą sumę wydał na wesela córek, dał im ochędóstwo matki w złocie i srebrze, uzupełniając od siebie to, czego brakowało w macierzystej wyprawie. Katarzyna już w tym czasie nie żyła,* ponieważ Balejowicz w testamencie nazywa ją nieboszczką małżonką moją. Zatem komu zapisał ww. 4000 zł?
U zięcia Bogdana Nurinowicza musiał mieć Balejowicz jakieś zobowiązania, ponieważ odnotował w testamencie następujący zapis: coby się w regestrze moim nalazło, złoto jego, to mu wszystko daruję. Balejowicz zainwestował na sześć lat 36.000 zł na Ostróg, na co miał spisaną intercyzę. Prosił zięcia aby podtrzymywał tę lokatę, a cokolwiek będzie zarobku, to połowę ma przeznaczyć dla syna Wartersya a drugą dla siebie. Polecał jednak utrzymać kapitalną sumę 36.000 zł nienaruszoną, która miała być przekazana synowi w stosownym czasie.
Krzysztof Balejowicz wyliczał w testamencie długą listę swoich dłużników. Daje ona wgląd na zasięg i rodzaj interesów jakie prowadził:
– starosta Czerski  z żoną winni mu byli 1300 zł, na co była karta i osobno zł 60 w zastawie było złote pióro
– u starosty radomskiego Podlodowskiego na młynie wieprzeckim z karczmą i browarem 2000 zł
– u Aleksandra Mogielnickiego podstarościego horodelskiego na 1070 zł (karta)
– u starosty buskiego p. Głogowskiego na 8 spalerów zastaw zł 3000 i na perły zł 800, jak o tym szerzej w karcie i kwit osobny, co uczyni 3800 zł
– u Jana Sajewicza 110 czerwonych złotych (membrana)
– u Dominika Buniatowicza i Łukasza Kirkorowicza wg kontraktu i nad kontrakt com wydał  panu Michałkiemu 1000 lewkowych talarów uczyniło 3296 zł i pół, reszta długu zostaje p. Michałkiemu lewkowych tysiąc, to się maja zapłacić z wołowych pieniędzy da Pan Bóg
– u p. Bohosa Mardyrosowicza z Jazłowca wg kontraktu dałem sumę pewną, na którym odebrał ludzi różnych membrany jako jest karta moją ręką pisana, porachować się z nim, jeżeli co będzie pożytku kapitał dać ma i kapitał oddać
– u p. Symona Garabiedowicza, zięcia mego talarów 2000 wg kontraktu a na ten kontrakt odebrałem 300 czerwonych złotych
– u p. Jana Takiesowicza w Zamościu zł 600
– u p. Hadzimurata i Murata Patrarowicza wg membrany zł 1569 i gr. 15, na tę membranę wziąłem towaru wg regestrzyka mego zł 1075 i gr 9
– u p. Aleksandra Hoffmana zł 400, na to u mnie zastawa jest, łańcuch sto czerwonych złotych waży
– u p. Margosa Kasprowicza z Jazłowca lewkowych 60
– u p. Jana Augustynowicza ze Lwowa zł 100 (karta)
– u p. Talentego wg zapisu jego i regestrzyka mego w tymże zapisie zawinionego mnie zostaje zł 252 i gr. 15
– u p. Stadnickiego wg regestrzyka zł 800 o czym w kupie zawinione i listy JMści świadczą co pisał do mnie
– u p. Andrzeja Achterlaniego mieszczanina brzyskiego jako na to membrana zł 1370.
Balejowicz był winien natomiast kościołowi ormiańskiemu prowizję za rok 1663 w wysokości zł 80 od legowanej sumy 1000 zł. Według zaleceń nieboszczyka teścia Warterysa Kirkorowicza suma ta miała pozostawać przy synu Balejowicza. Zalecał także opiekunom i synowi, aby jego córce Basi był zapewniony wikt do czasu zamążpójścia. Widocznie Balejowicz wrócił do zdrowia, bowiem skasował w urzędzie ww. testament 7.09.1664 r.
Zapis ostatniej woli Balejowicza w aktach ormiańskich niesie nowe informacje dotyczące powiązań rodzinnych zamojskich Ormian, dotąd nam nieznanych. Brak ksiąg urodzeń, ślubów i zgonów niezmiernie utrudnia odtworzenie ich genealogii. W 1664 r. syn Balejowicza, Warterys był jeszcze nieletni, podobnie jak córka Barbara. Nie wiemy jednak jak nazywała się jego druga żona, gdyż w testamencie nie wymienia nawet jej imienia. Katarzyna Warterysówna (pierwsza żona) nie żyła już w tym czasie. Opiekunami dzieci zostali: brat Jakub Balejowicz, Jan Kirkorowicz i zięć Bogdan Nurionowicz, zamężny z córką Balejowicza Zuzanną[3]. Wnuki to Jan, Katarzyna Garabiadzierówna i Zofia Nurinowiczówna. Drugim zięciem Balejowicza był Szymon Garabiedowicz z Jarosławia[4]. Balejowicz miał dwie starsze córki zamężne (Zuzanna i NN) oraz jedną nieletnią Barbarę, być może z drugiego małżeństwa.
Życiorys Krzysztofa Balejowicza uzupełniają w pewnym stopniu notatki z dziennika Bazylego Rudomicza.[5] W społeczności miejskiej był poważany zarówno wśród nacji ormiańskiej, jak i pozostałych mieszkańców miasta. Był wieloletnim seniorem bractwa kościoła ormiańskiego i erespochanem. Tytułów tych zrzekł się dopiero 29 maja 1665 r., oddając ks. Janowi Kistestorowiczowi księgi przychodów i rozchodów. Rudomicz doradzał księdzu odnotowanie tego faktu w księgach miejskich. Balejowiczowi bardzo zależało na dobrobycie duchownych ormiańskich, którzy byli utrzymywani tylko i wyłącznie z darowizn Ormian. Ubolewał nad faktem, że zmniejszająca się populacja nacji ormiańskiej w Zamościu nie jest w stanie utrzymać nawet jednego duchownego ormiańskiego. U siebie w domu podejmował ks. bpa chełmskiego Krzysztofa Żegockiego, który 14 stycznia 1671 r. odwiedził m.in. kościół ormiański.
Kilkukrotnie powierzano Balejowiczowi urząd rajcy miejskiego, w styczniu 1659 r.; w lipcu 1659 r.(z rąk Jana Paprockiego); 31 grudnia 1660 r. a nawet z-cy burmistrza w grudniu 1667 r. Brał wiele razy udział w mediacjach i rozstrzygnięciach sporów mieszczan np.: 27 marca 1666 r. pomiędzy Sakcharem Warterysowiczem a Janem Takiesowiczem; w maju i październiku 1668 r. uczestniczył w ugodzie Auxentego Owanisowicza z Sajowiczem o dług 1070 fl. Korzystał także ze zdolności mediacyjnych Rudomicza, który w grudniu 1658 r. godził spadkobierców majątku Warterysa Kirkorowicza (Balejowicz, Tatułowicz i inni) lub kiedy trzeba było 11 czerwca 1670 r. zażegnać spór pomiędzy nim a Żydem Jakubem Isajowiczem, plenipotentem spadkobierców Szmojta zabitego w Ostrogu.
Jego żywiołem, jak każdego Ormianina był handel, który prowadził z licznymi kupcami m.in. ze Lwowa, Jazłowca itd., w tym handel wołami. Zaangażował znaczne środki w Ostrogu (36 tys. zł) na przeciąg sześciu lat. Trudnił się udzielaniem pożyczek pod zastaw cennych przedmiotów. Inwestował w młyny, browary, winnice. Starsze córki pożenił w 1658 i 1659 roku. Rudomicz pisał dla niego przemówienie w imieniu rodziców na przekazanie panny młodej nowożeńcowi.[6]

Ewa Lisiecka

 *„na dziatki moje spłodzone z nieboszczką małżonką moją Katarzyną Warterysown
[1] APL Acta Arm. sygn. 1, k. 143.b – 147.
[2] Matah, zwyczaj, obrzęd ormiański wydania obowiązkowego posiłku za duszę zmarłego, przygotowywany dla kapłanów i ubogich czemu towarzyszyły darowizny na rzecz jednych i drugich. Pierwsi wypraszali u Boga zbawienie duszy zmarłego, drudzy (potrzebujący) dawali okazję do zrobienia dobrego uczynku. Monika Agopspowicz. Ormianie. Kresowego Pokucia początek. Kraków 2022. s. 163.
[3] Rudomicz Bazyli, Efemeros czyli diariusz prywatny pisany w Zamościu w latach 1656-1672, cz. I, s. 106. – odbyło się wesele pana Bożydara [Theodati], który ożenił się z panną Zuzanną Balejowiczówną, 9.12.1658 r..
[4] Rudomicz Efemeros…., cz. I , s. 141 – Balejowiczówna została wydana za Szymona Garabiedowicza z Jazłowca.
[5] Rudomicz, Efemeros…, cz. I. s. 107, 109, 126, 140, 196, 235, 266; cz. II, s. 18, 75, 76, 169, 179, 180, 198, 304, 340.
[6] Zuzanna Balejowiczówna została wydana za Bożydara [Theodata] czyli Bogdana Nurinowicza 9 grudnia 1658 r. a druga córka za Szymona Garabiedowicza z Jazłowca 17 listopada 1659 r.

Dominikanie w Zamościu

Ariew w języku ormiańskim oznacza słońce[1]. Patronimik tworzony od niego to Ariewowic(z). W Zamościu odnotowaliśmy kilka przypadków jego występowania. W księgach miejskich z 1608 r.[2] Ormianinem o tym nazwisku był Gabriel Ariewowicz.[3] Ten zamożny mieszczanin kupił wówczas dom w Rynku Wielkim za 700 zł. Był bardzo poważany przez grupę Ormian osiadłych w Zamościu, ponieważ przez dziesięć lat był wójtem gminy ormiańskiej.[4] W 1620 r. księgi miejskie wzmiankowały „Miluchnę” jako żonę Garabieda (Gabriela) Aremowicza (Ariewowicza), dużo późniejsze księgi (1664 r.) nazywają nieboszczkę Ariewowiczową Theofilą. Z życia zamojskich Ormian: Teofila Miluchna Garabiedowa | Była matką Urszuli Thorosowej, żony Jakuba Thorosa Bartoszowicza. Wspominamy o tych kobietach nie bez powodu, bowiem obie przyczyniły się do osadzenia janowskich Dominikanów w przestrzeni miejskiej Zamościa.
W połowie lipca 1664 r. do urzędu ormiańskiego w Zamościu zgłosiła się Urszula Thorosowa, wdowa po Jakubie Thorosie Bartoszowiczu, aby w obecności przydanego jej opiekuna Mikołaja Mustaphy Krzysztofowicza, dokonać wpisu do akt postanowień kontraktu[5] jaki zawarła z Konwentem Ojców Dominikanów z Janowa (Ordynackiego, obecnie Lubelskiego). Urząd uznał jej prośbę za słuszną i skryba wprowadził zapis w księgi ormiańskie. Dzięki temu poznajemy umowę Ormianki, która wypełniając ostatnią wolę swojej matki Teofilii Ariewowiczowej, przekazała cały swój majątek na rzecz Dominikanów, zastrzegając przy tym kilka warunków. Dominikanów reprezentował przy tej umowie wielebny ksiądz Dominik Ożarowski, Lektor Świętej Teologii, wikary i przełożony konwentu janowskiego w asyście ks. Tomasza Budzińskiego, Kaznodziei Generalnego. Obaj występowali w imieniu całej wspólnoty dominikańskiej i klasztoru janowskiego. Zgodę na zawarcie tej umowy wyraził właściciel miasta Jan II Zamoyski, trzeci ordynat, hrabia na Tarnowie i Jarosławiu, wojewoda sandomierski, podolski i wojsk cudzoziemskich generał kamieniecki, latyczowski kałuski etc. starosta.
Urszula Torosowa będąc dziedziczką dóbr zamojskich a w szczególności kamienicy w Rynku Wielkim, leżącej między miedzami: nieboszczyka sławnej pamięci Szułtana Szachwelowicza (Sułtana Sachwelowicza) i Bartoszewicza oraz Folwarku na Przedmieściu Janowickim, leżącego między miedzami Kuryła Jusczuka ….. a krasnostawskiej, o czym szerzej i bardziej szczegółowo traktowały księgi miejskie, za konsensem (zgodą) ordynata, z zastrzeżeniem dożywocia dla siebie na tych dobrach, zapisywała Dominikanom.
Urszula Torosowa, bezdzietna wdowa po Jakubie Torosie Bartoszowiczu, kontraktem podpisanym z Dominikanami zabezpieczała poniekąd swoją egzystencję w mieście. Utrzymanie kamienicy rynkowej i folwarku przekraczał widocznie jej możliwości, zarówno finansowe, jak i zdrowotne. Ciążące na niej zadłużenia likwidowała spłaceniem długów przez Dominikanów i zapisem na nich swoich dóbr na klasztor. Dominikanie zostali ponadto zobowiązani do pewnych donacji np. przekazania 100 złp do skrzynki w kościele ormiańskim na Bractwo Świętej Anny. Mieli dbać o dobrostan kamienicy rynkowej i folwarku na przedmieściu. Kontrakt zobowiązywał ich do opieki nad Torosową w razie choroby i niedołęstwa na starość. Dominikanie mieli jej zapewnić godny pogrzeb i pochówek oraz przekazać datki na msze święte.
Oczywiście Torosowa zastrzegła w kontrakcie, że dopóki żyje dopóty ma mieć na tych dobrach zabezpieczenie dla siebie oraz dla każdego z rodziny, jeżeli uzna to za stosowne. W przyszłości zapisze również dożywocie dla Anny Areowiczowej, o czym szerzej w artykule. Psy Pana |
Kościół ormiański w Zamościu otrzymał od Torosowej zapis na dolnym sklepie (małym) w kamienicy rynkowej na sumę 400 zł. Dominikanie nie mogli nim dysponować dopóty, dopóki nie spłacą tej sumy kościołowi, na co mieli przygotować osobny dokument. Dla siebie Urszula Torosowa przeznaczyła w kamienicy dolną izbę.

Zamość, lata 50.te XX w., Kamienica „Pod Małżeństwem”, fot. Jan Koszyc Witkiewicz, portal „Zamość drewniany i zamojskie archiwalia” W. Smyka
***
Oycom Dominikanom Konwentu Janowskiego, zakonu kaznodziejskiego leguję, daję daruje wiecznemi czasy z conditiami niżej opisanymi, które są:
Pierwsza:
Długi, Oycowie Dominikanie jako JM Panu Jarmułtowskiemu Bartłomiejowi[6] złotych tysiąc, do skrzynki Świętej Anny w kościele ormiańskim, złotych sto na tych dobrach zostające powinni oddać.
Druga:
W kamienicy i folwarku dożywocie Pani Thorosowa bez żadnej przeszkody klasztornej ma mieć, interes jednak od tych trzech tysięcy długów zniesionych, Pani Thorosowa Oycom Dominikanom płacić powinna złotych siedemdziesiąt od tysiąca na rok, a Oycowie Dominikanie starać się mają o to aby gmachy, które są zawiedzione w kamienicy, jako najprędzej wolne były i jeżeliby kredytorowie nad złotych siedemdziesiąt od tysiąca wyciągali, to i ojcowie powinni dokładać.
Trzecia:
Złotych czterysta do kościoła ormiańskiego zamojskiego taż pomieniona dziedziczka, leguje post fata, które zapisuje i waruje tym kontraktem na sklepie małym na przedzie, na które zł czterysta Oycowie Dominikanie Konwentu Janowskiego mają dać osobliwy skrypt swój iż nie mają należeć do tego sklepu, póki złotych czterysta kościołowi ormiańskiemu nie odliczą, ale raczej kościół ormiański albo panowie prowizorowie pod swoim kluczem mają to mieć, do oddania sumy.
Czwarta:
Bona mobilia (ruchomości) post fata, którekolwiek znaleźć się mogą, tak w kamienicy jako na folwarku te Iure screditario Oycom Dominikanom Janowskim należeć mają, z których jednak za żywota swego wolno sławetnej Paniey Thorosowej pokrewnym swoim czynić dobrze według upodobania swego, a co więcej zostanie, pogrzeb przystojny mają sprawić i na msze święte dać i lubo by też nie wystarczyło, Oycowie Janowscy swoim kosztem przystojny pogrzeb sprawić mają i na msze święte dać.
Piąta:
Strzeż Boże na Panią Thorosową ciężkiej starości, długiej choroby, żeby sobie nie mogła rady dać, tedy na ten czas za żywota swego mianowicie dobra stojące Oycom powinna puścić, tylko sobie dla wczasu swego izbę dolną zostawuje, której Ojcowie pod ten czas powinni będą wszelakie przystojne opatrzenie w jej potrzebach dać.
Szósta:
Podczas jakiegokolwiek niebezpieczeństwa Oycom Dominikanom Janowskim, tak dla nich jako i rzeczy ich, w pewnej części kamienicy przytulenie i złożenie ma być dane.
Siódma:
Valoru mieć nie ma tak iż wolno będzie Paniey Thorosowej temi dobrami jako chcieć dysponować.
To wszystko strony obie z sobą umówiwszy i nieodmiennie (…) postanowiwszy ziścić sobie obiecują a dla lepszej wiary własnemi podpisami utwierdzili rękami swemi. Datum et Actum Zamoscii die 4 lipca 1664. W podpisach: Orszula Thorosowa/X. Dominik Ożarowski lektor i wikary Janowski Dominikański mpp/X. Thomas Budziński kaznodzieja Generalny Dominikanów mpp/Mikołaj Krzysztofowicz Mustafa ręka swą. Który to kontrakt jest przyjęty i wpisany do akt pod pamiętnym. (rokiem) Torosowa przed urzędem zeznała iż przychyla się do kontraktu opisanego we wszelkich punktach, klauzulach, sumituje dotrzymać słowa w tymże kontrakcie specyfikowane przewielebnym IchMściom Oycom Dominikanom Konwentu Janowskiego, pod takowemi conditiami, jako szerzej kontrakt wzwyż podpisany ma i opiewa, i prosiła go zapisać do ksiąg.
***

Ewa Lisiecka

[1] Buczyński Mieczyslaw. Patronimika ormiańskie w XVII-wiecznym Zamościu. s. 25.
[2] W grudniu 1608 r. Anna Abrahami Gachninowicz (siostra zmarłego Jacka Dmitrowicy obywatela Szczebrzeszyna) i jej mąż Andrzej Czayczyk obywatel Szczebrzeszyna, sprzedali dom w Rynku Wielkim Gabrielowi Ariewowiczowi Armenus za 700 złp. Dom był poprzednio własnością zmarłego Jacka Dmitrowicy. Sąsiedztwo: dom Tobiasza Bogdanowicza Armeni i dom Stanisława Szochowskiego.
[3] Możliwe, że związany z: Ariowicz Wartan, który kupił dom w Zamościu przy ul. Ormiańskiej w 1589 r. od bednarza Alberta i jego żony Zuzanny za sumę 100 florenów. Dom miał sąsiedztwo: Jakuba-ormiańskiego złotnika i Jakuba powroźnika. Acta Armenica – 25 czerwca 1589 r. Wojciech bednarz szczebrzeszyński miasta Zamościa i jego żona Zuzanna sprzedali dom przy ul. Ormiańskiej za 100 flr. Vartarius’owi Ariovicius’owi Ormianinowi. Sąsiedztwo: dom Jakuba Powroźnika Ormianina i dom Jakuba Amificis Armeni – Ormianina.
[4] Ariewowicz pełnił obowiązki wójta ormiańskiego w latach: 1626-1632; 1634-1635; 1643. Jako deputat był wzmiankowany pięciokrotnie, w latach: 1631;1635;1639;1640;1643. Jako ławnik odnotowany w latach: 1633; 1638-1641, wielokrotnie łącząc ww. funkcje podczas jednej kadencji.
[5] APL Acta Armenica, sygn. 1. K. 139 – 142.
[6] Jarmułtowski Bartłomiej 1668 Rynek Wielki.  W grudniu 1668 r. Wilhelm i Elżbieta Inneszowie (Innes) zapisali na kamienicy (RW 9) sumę 1000 złp. na rzecz Bartłomieja Jarmułtowskiego. Sąsiedztwo: Jakub Wenton, prawnik i Daniel Begin kupiec.

Dzieci Bartoszowiczów

Kolejny dokument archiwalny[1] pozwala nam jeszcze bliżej poznać rodzinę Ormian Gabriela i Róży Bartoszowiczów. Do tej pory sądziliśmy, że małżeństwo miało trójkę dzieci, ale okazuje się, że mieli ich czworo: Urszulę, wydaną za [Jana] Kirkorowicza dwa lata po śmierci ojca 10 lutego 1659 r. i nieletnie jeszcze w 1661 r., pozostające pod opieką Dominika Buniatowicza: Jana, Zofię i Annę (Hanulę), która dopiero w 1662 r. zostanie wydana za Stefana Ałtunowicza, jak informuje w swoim diariuszu Bazyli Rudomicz.
Dominik Buniatowicz, Ormianin zamojski, w kwietniu 1661 r. rozliczał się z wydatków przed urzędem ormiańskim wraz z pozostałymi opiekunami dzieci zmarłego Gabriela Bartoszewicza. Współopiekunami niejako „z urzędu” byli: Warterys Tatułowicz (wójt); Mikołaj Krzysztofowicz i Łukasz Jędrzejowicz ławnicy. Koszty rozliczano za okres roku, licząc od lutego do lutego, i były to wydatki nie tylko na wyżywienie i różne potrzeby osobiste, czy szkolne dzieci, ale także doraźne remonty, porządki, opłaty i podatki ok kamienicy, w której mieszkały (naprawa dachu, naprawa okien, wywóz nieczystości, strażne, od ochrony domu). Koszty wyniosły łącznie 422,25 złp.

Zamość, Muzeum Zamojskie, ekspozycja w kamienicy ormiańskiej, fot. Ewa Lisiecka, 2015 r.
***
Wydatek na sukcesorów nieboszczyka Pana Bartoszowicza Anno 1660 od porachowania dnia 8 lutego. A naprzód:
– za szpital lwowski do św. Łazarza 10
– za spódnicę Hanusi (…) 45
– za kołnierz biały 3
– za trzewiki i pończochy 4
– Jasiowi studentowi 15
– za krzyż 1,6
– za drwa do szkoły 0,15
– za buty czerwone 2
– za sukno na ubranie 3
– od naprawienia dachu 3
– za płótno dzieciom 10
– za fartuch kiomraszowy (?) zielony Hanusi 3
– za trzewiki 1,15
– od podszycia Jasiowi sukni futrem 1,6
– za sznurówkę ceglastą Hanusi sukna francuskiego 7
– od naprawienia okien 3
– za buty żółte Jasiowi 1,15
– za kożuszek Zosi malowany 2,15
– za spódniczkę Zosi 8
– za sukno paklakowe, zielone na kontusz Jasiowi z robotą 8,15
– za pończochy czerwone 1,10
– za buty żółte Jasiowi 1,9
– za trzewiki i pończochy Hanusi 3
– chłopom od tyłu wychędożenia 1,15
– strażnego od kamienicy 3
– na podarek JeyMści 0,27
– podatków różnych na pół rachując 20
– od dzieci 160 (wyżywienie?)
Jam na to winien od kamienicy 300
Tak rocznego długu 112,25
Suma 412
Za kilim jeden, którym przedał 10 złp
Tenże Pan Dominik na czwarty rok arendował kamienicę, w której mieszka za zł 300, po czym się rok od dnia 8 lutego w roku 1661, a kończyć się ma w roku 1662 tegoż dnia ósmego lutego przypadającego. Tenże pan Buniatowicz winien z rachunków pewnych został zł 81,20 złp.
Buniatowicz przedstawił ponadto przed urzędem pokwitowanie Jakuba Hallarowicza prowizora szpitala lwowskiego na sumę zł 10 dla ubogich tego szpitala, z zapisu testamentowego Gabriela Bartoszowicza.

Ewa Lisiecka

[1] APL Acta Arm. sygn. 1, k. 47-48.b.

Buniatowa, Ormianka z Zamościa

Katarzyna Buniatowa była wdową po Owanisie Buniatowiczu, zamojskim kupcu ormiańskim. Jej testament[1] spisywał Mikołaj Miturkowicz, zamojski pisarz wójtowski, polski (w odróżnieniu od ormiańskiego), będąc jednocześnie jej opiekunem przed sądem ormiańskim. Testament został następnie przez Miturkowicza wprowadzony do ksiąg sądu ormiańskiego. Testatorka upraszała aby był najpierw odczytany w sądzie a dopiero potem zapisany w aktach. Spisanie testamentu przez Ormian przed władzami miejskimi (nie ormiańskimi) należało do wyjątków, ale takie przypadki miały miejsce. Z tego uprawnienia skorzystała właśnie Katarzyna Buniatowa. Zgodnie z prawem ormiańskim świadkowie testamentowi byli obowiązani wezwać krewnych testatora (przypomnieć i obwieścić bliskim), aby jeszcze za jego życia mogli wnieść zarzuty przeciw zapisom testamentowym, jeżeli jakieś mieli. W przypadku zaniedbania tego prawa przez krewnych, testament, w jakiejkolwiek by nie był formie sporządzony, był niewzruszalny i krewni jego zarządzeniom nie mogli się sprzeciwić żadną miarą.
Katarzyna Buniatowa była już ciężko chora spisując swoją ostatnią wolę w kwietniu 1632 r. Niemniej była nadal sprawna umysłowo dysponując majątkiem na rzecz swoich dzieci. Przez wiele lat po śmierci męża żyła, jak sama określiła, w „sieroctwie” razem z dziećmi, niemniej pod koniec życia chciała sprawiedliwie podzielić schedę pomiędzy sukcesorów, żeby nie doprowadzić do waśni pomiędzy nimi. Prosiła aby pochować ją „chrześcijańskim obyczajem”, zapewne na cmentarzu ormiańskim, chociaż nie wybrzmiało to w testamencie.
Jeszcze za życia męża Katarzyny, córkę Annę wydano za „pana Synana” (Paziumowicza), przekazując jej na własność dom, zgodnie z ostatnią wolą ojca. Katarzyna Buniatowa mieszkała razem z dziećmi, zięciem i córką Anną. Kiedy spisywała testament prosiła o zapisanie w aktach ormiańskich tego dawnego rozporządzenia męża, dotyczącego przekazania domu córce Annie. Zięć Katarzyny, odziedziczając poprzez ożenek z Anną jej dom rodzinny, został zobowiązany do przygotowania wyprawy dla młodszej córki Buniatów, Zuzanny. Matka zastrzegła w testamencie by wyprawa jej stanu była godna tj. złotych półtora sta. Część wiana należnego Zuzannie Buniatowa „pofantowała” i wydała na pożywienie oraz leki, kiedy zachorowała. Zgodnie z wolą Katarzyny, majątek jej należny w dobrach męża nieboszczyka, miał być podzielony na trzy części. Jedną część matka zapisywała na Mikołaja, Bachdazara i Zuzannę. Gdyby jednak Zuzanna nie „mogła dojść” od szwagra sumy zapisanej na domu, wtedy Anna i Bahdazar mieli oddać Zuzannie „wyprawę utraconą”.
Mikołaj, syn Katarzyny wiele pobrał z majątku po ojcu nieboszczyku, także matka zaklinała go w testamencie aby krzywdy najmłodszej Zuzannie i Bachdazarowi oraz zięciowi nie czynił, gdyż swoje już otrzymał z należnego mu działu. Katarzyna odnotowała w testamencie, że miała dług 60 zł u Dymitra, nie określonego z nazwiska, zapewne znanego spadkobiercom. Sukcesorzy powinni oddać ten dług „z tamtego domu”. Mikołaj był winien matce 25 zł i pożyczone wcześniej 11 zł, które mu dała na pończochy do Torunia, a teraz ponownie 6 zł, które od niej otrzymał. Te długi prosiła aby oddał Zuzannie i Bachdazarowi. Za opiekuna najmłodszej córki Katarzyna Buniatowa obrała zięcia.
Kim był Dymitr, któremu Katarzyna Buniatowa była dłużna 60 zł?
Akta miejskie zachowały tę informację, był nim Grek Dymitr Mellon[2], mieszczanin zamojski. Pod zastaw domu leżącego przy ul. Ormiańskiej, pomiędzy domami Abrahamowskim i Buniatowskim, Grek udzielił Katarzynie w czerwcu 1632 r. pożyczki w wysokości 100 zł. Ciężko chora już w tym czasie Buniatowa potrzebowała gotówki na leczenie i była zmuszona część domu puścić pod zastaw, który był przewidziany na rok. Gdyby tej kwoty nie oddano Mellonowi do roku czasu (ona sama albo jej sukcesorzy), wówczas Grek będzie mógł zażywać tej części domu, leżącego zapewne na zatyłkach. Do tego czasu wszelkie podatki i „posłuszeństwa” miejskie przypadające na to lokum miał ponosić Dymitr Mellon.
Grek Mellon musiał już wcześniej udzielać Buniatowej podobnego kredytu na 100 zł pod zastaw domu, ponieważ akta miejskie odnotowały podobną transakcję pod datą 6 kwietnia 1631 r. Nie mamy informacji, czy Grek został spłacony po śmierci Buniatowej, ale wiele lat później, w 1653 r. akta miejskie odnotowały kupca Dawida Meliona (Mellona, możliwe, że syna) przy ul. Szewskiej w Zamościu.  Sprzedał ten dom wówczas  za 500 zł innemu kupcowi Janowi Szauc’owi.
Dawna posesja Buniatowiczów przy ul. Ormiańskiej pojawia się ponownie w aktach z 24 kwietnia 1645 r.[3] Zapisy dotyczyły wymiaru gruntu na mur od ściany Paziumowiczowej. Ormianin Jan Hadziejowicz, mieszkający w sąsiedztwie zięcia Buniatowej, chciał rozbudować swój dom. Zgodnie z ówcześnie panującym prawem budowlanym w Zamościu musiał uzyskać zgodę sąsiada, a ten był zobowiązany użyczyć na rozbudowę części swojego gruntu, względnie partycypować w budowie wspólnej ściany. W tym właśnie czasie zabudowa Zamościa zmieniała się i powstawały nowo rozbudowywane domy.
Na instantię i afektację urzędowną Jana Hadziejowicza, Ormianina, mieszczanina zamojskiego, przy wymierzaniu gruntów urząd reprezentowali Warterys Aswadurowicz i Mikołaj Buniatowicz (syn Katarzyny Buniatowej). Sprawa dotyczyła wydzielenia i ustąpienia gruntu, placu, w celu wymurowania ściany sąsiadującej z domem pani Synanowej Paziumowiczowej (Anny z Buniatowiczów). Przy oględzinach i wyznaczaniu gruntu był ponadto obecny burgrabia zamojski Jakub Berny oraz inni. Paziumowiczowa oznajmiła, że nie będzie teraz wspólnie murować „sąsiedzkiej” ściany, ale zezwalała w swoim i syna Józefa imieniu, na wyznaczenie gruntu „co według prawa potrzeba”. Murarze wymierzyli zatem wzdłuż działki łokci dwa a wszerz ćwierci siedem, co zapisano do akt urzędowych.
Sąsiedztwo Buniatowiczów
Ten dom przy ul. Ormiańskiej, który chciał rozbudowywać Jan Hadziejowicz, został mu podarowany 5 maja 1641 r. przez ówczesną właścicielkę miasta, wdowę po drugim ordynacie Tomaszu Zamoyskim, Katarzynę z książąt Ostrogskich Zamoyską. Wcześniej dom ten należał do Ormianina Bartosza Ałtunowicza.[4] W sąsiedztwie mieszkali wówczas Szymon (Synan) Paziumowicz i Krzysztof Balejowicz. Bartosz Ałtunowicz kupił dom za 800 zł od Jerzego Szornela 3 października 1639 r. Wcześniej dom należał do Ormianina Persa[5], Isaya[6] Grzegorzowicza i jego żony Anny. W dokumentach urzędowych rezydent Zamościa Isaya nazywany był „Turczynem”. Mieli dom narożny przy ul. Ormiańskiej i sprzedali go 3 stycznia 1635 r. Bartłomiejowi (Bartoszowi) Ałtunowiczowi.[7] Co ciekawe, rok wcześniej 8 marca 1634 r. Ałtunowicz przeprowadził cesję praw do domu na tyłach ul. Ormiańskiej na rzecz Jana Turczyna i Agnieszki Miedwiedkowej.[8] Kolejna transakcja handlowa dotycząca tego samego domu pochodzi z 8 czerwca 1634 r., jest to sprzedaż za 700 złp. domu na ul. Ormiańskiej przez Ałtuna Muratowicza i Agnieszkę Balejowną. W sąsiedztwie mieszkali wówczas Synan Paziumowicz i Balej Usłanowicz.
Ormianin Ałtun Muratowicz, od którego wywodzą się zamojscy Ałtunowicze, miał jeszcze inny dom w Zamościu, wzmiankowany w księgach zamojskich już w 1629 r. Była to kamienica w Rynku Wielkim:
7 marca 1629 r. Ałtun Muratowicz i Agnieszka Balejowna, mieli dług 3 tysiące ortów gdańskich nowych i wg zeznania Zuzanny Apurcipurowej asekurowali tę sumę inną, dodatkową kwotą, gdyby na czas nie oddali długu, asekurując zadłużenie na dobrach wszystkich swoich a przede wszystkim na kamienicy w Rynku leżącej.[9]
13 września 1632 r. przeprowadzono szacunek ściany wspólnej dwóch Ormian i kupców zamojskich kamienicy Wartepa Kirkorowicza i kamienicy Ałtuna Muratowicza, wyceniając ją na kwotę 804 złp. Usytuowanie ściany: na miedzy, wedle kamienicy kniaziowskiey[10]. Opis: „w przód, wzdłuż i wszerz i wysokość rozmierzywszy, którego muru jest sążni sto trzydzieści i cztery tejże ściany, ściana nad sklepem w górę wymurowana. „Spór o mur” pomiędzy Kirkorowiczem a Muratowiczem nie został rozstrzygnięty przez sąd ormiański i oparł się aż o dekret Tomasza Zamoyskiego z października 1632 r.
Od Warterysa przyjęto w kościele ormiańskim przysięgę następującej treści:
Ja Warterys Kirkorowicz przysięgam Panu Bogu Wszechmogącemu iż ta ściana które jest między ścianą moją a ścianą kamienice teraźniejszego posesora Ałtuna Muratowicza wywiedziona rachując wydatki wszystkie do tego murowania należące kosztuje mię czternaście set złotych [1400 zł] tak mi Panie Boże pomagaj, i Męka Święta Pana naszego JEZUSA CHRYSTUSA
Po przysiędze Ałtun Muratowicz zaraz odliczył i oddał złp. 700 Warterysowi Kirkorowiczowi.
Jednym z przedstawicieli zamojskich Ałtunowiczów był Stefan Ałtunowicz, wymieniany wśród studentów nacji ormiańskiej w Akademii Zamojskiej w latach 1639-1640. W Albumie Akademii Zamojskiej miał zapisane imię ojca „Amurati”.[11] Brak ormiańskich ksiąg z Zamościa (urodzin, zgonów i ślubów) utrudnia nam doprowadzenie genealogii zamojskich Ałtunowiczów do końca. Nadal pozostaje do potwierdzenia ojcostwo Ałtuna Muratowicza, którego ojcem mógł być jakiś Murat z początków zasiedlenia Ormian w Zamościu. Najbardziej prawdopodobne wydaje się powinowactwo z Muratem Jakubowiczem, który był mianowany „Amuratem Ormianinem Jakubowicem” w czasie pierwszej lustracji Zamościa w 1591 r. Trudno natomiast wyjaśnić dlaczego Stefan Ałtunowicz, student Akademii Zamojskiej, miał wpisane imię ojca Amurati.
Stefan Ałtunowicz, student wymieniany w „Poczcie Ormian” jest tożsamy ze Stefanem Ałtunowiczem,[12] którego testament opracował Majewski. Ustaliliśmy jego zasiedlenie w Rynku Wielkim jako współczesne RW 14.
Zabudowę pierzei wschodniej Rynku Wielkiego rozpoczęto przed pierwszą lustracją miasta w 1591 r.[13] Jednym z pierwszych Ormian sprowadzonych do Zamościa przez Jana Zamoyskiego był Murat Jakubowicz. Pierwsza lustracja wymienia  jego „dom” – ” W Rynku Wielkim Na pierzei pod wschód słońca” (nr 10). Według Majewskiego mógł mieszkać w Zamościu już od co najmniej 1581 r. (możliwe, że osiedlił się w mieście tuż po jego lokacji) Budowę murowanego domu parterowego z podcieniem w miejscu obecnej kamienicy RW 16 rozpoczął w tym roku Ormianin ze Lwowa, Murat Kerimowicz. Murat Jakubowicz w 1589 r. sprzedał lwowskiemu Ormianinowi Muratowi Kieremowiczowi jeden ze swoich dwóch domów w mieście za 400 florenów wraz z przyległym polem, łąką i ogrodem.

Ewa Lisiecka

[1] APL AMZ 64 Księga wójtowsko-ławnicza prawa uprzywilejowanego ormiańskiego, skany 85-88.
[2] Ibidem, skany 70-71.
[3] APL AMZ 67, skan 79.
[4] Hadziejowicz Jan – 5 maja 1641 r. dom przy ul. Ormiańskiej po zmarłym Bartoszu Antonowiczu (wł. Ałtunowiczu) Ormianinie i kupcu  darowuje Katarzyna z Ostroga Zamoyska, w której dyspozycji znalazł się dom po śmierci Antonowicza, Ormianinowi i kupcowi Janowi Hadziejowiczowi. Sąsiedztwo: dom Krzysztofa Balejowicza i dom Szymona Paziumowicza. Poczet zamojskich Ormian. | Antonowicz-Ałtunowicz – jest to jednoznaczna, potwierdzona w aktach ukrainizacja nazwy ormiańskiej (zamiana na zasadzie podobieństwa brzmieniowego tych imion) – wg Buczyńskiego.
[5] Pers, Ormianin ze wschodniej Armenii, która znajdowała się pod panowaniem Persji.
[6] Sajowicz, Sajewic, Isajowic, Esajowicz, Isaya, Isay, Esay, Saja –  patronimika Ormian nawiązujące do leksymów ukraińskich. Buczyński Mieczysław, Patronimika ormiańskie w XVII wiecznym Zamościu, s. 28.
[7] 3 stycznia 1635 r. Jan Turczyn, rezydent Zamościa i Anna Turczynowa, jego żona sprzedali za 245 złp. dom narożny przy ul. Ormiańskiej Bartłomiejowi Antonowiczowi Ormianinowi. Sąsiad: Jakub institor.
[8] 8 marca 1634 r. Bartłomiej Antonowicz Ormianin incola Zamoscensis (mieszkaniec – rezydent Zamościa) przeprowadził cesję praw do domu przy ul. Ormiańskiej na rzecz Jana Turczyna i Agnieszki Miedwiedkowej, jego żony. Sąsiedztwo: Wojciech Snuda. Lokalizacja domu: na tyłach ulicy Ormiańskiej. Wcześniej jako żonę Isaya wymieniano w aktach Annę.
[9] APL AMZ, księgi ormiańskie z lat 1626-49, skany 58 i 59
[10] Mieszczaństwo zamojskie w XVII w.: Kirkorowicze | vide: Ściana na miedzy – Kamienica Kniziowska.
[11] Studenci Akademii Zamojskiej nacji ormiańskiej. |
[12] Stefan Ałtunowicz, Ormianin z Zamościa |
[13] Kowalczyk Jerzy. Przewodnik Warszawa 1977. s. 93.

„65 pytań na 65.lecie Koła Przewodników”

Zapraszamy do zabawy.

Oto pierwsze dziesięć z nich. Odpowiedzi na niektóre pytania znajdziemy na stronie przewodnickiej. Wystarczy zapoznać się z artykułami tam zamieszczonymi.  Większość pytań jest łatwa, bo to ma być zabawa, niektóre z pytań będą trudniejsze i zmuszą do poszukiwań w innych źródłach. Wygra ten, kto najlepiej odpowie na wszystkie 65 pytań, ewentualnie na największą liczbę pytań. Czas trwania naszej zabawy to wrzesień i październik 2026 r. Przewidywana nagroda książkowa. Rozwiązania prosimy kierować na pocztę elektroniczną evel@o2.pl. Ogłoszenie wyników w listopadzie br. podczas obchodów jubileuszowych Koła Przewodników.

  1. Gdzie mieszkał Bernardo Morando? Gdzie możemy zobaczyć podobiznę architekta?
  2. Wymień przynajmniej trzech przedstawicieli rodu Zamoyskich, do których należały Ruskie Piaski.
  3. Które z sióstr Marcina Zamoyskiego urodziły się w zwierzynieckim „Rózinie”?
  4. Gdzie w regionie należy szukać tzw. „Figury Lasowego” i z czym związana jest jej historia?
  5. Komu poświęcono tablicę pamiątkową na jednej ze ścian Izby Leśnej we Floriance?
  6. Która z kobiet z rodu Zamoyskich czuwała nad procesem budowlanym pałacu w Klemensowie?
  7. Wymień kilka „wiosek tematycznych” na terenie naszych uprawnień przewodnickich.
  8. W jakich miejscach na Zamojszczyźnie możemy się spotkać z historią życia bł. St. Kostki Starowiejskiego?
  9. Podaj dziesięciu dostojników, którzy w przeszłości odwiedzili nasze miasto.
  10. Oblicz lata, w których zarządzali Ordynacją Zamoyską poszczególni ordynaci.

***

  1. Gdzie stała ta figura wcześniej i gdzie stoi obecnie?
  2. Skąd pochodzi ten napis i co oznacza?
  3. W jakim miejscu stoi to upamiętnienie i czego dotyczy?
  4. Podaj krótką historię tej kaplicy.
  5. Kto i dlaczego zainicjował budowę tego obiektu?
  6. Co to za element zamojskich fortyfikacji?
  7. Gdzie stoi ta figura i kogo przedstawia?
  8. Podaj historię orłów z tego budynku.
  9. Skąd pochodzi ten element architektoniczny?
  10. Wymień nazwy widocznych elementów fortyfikacji.

***

21. Jak nazywa się obiekt ze zdjęcia i czemu służył?

22. Wymień kilka elementów architektury budynku widocznego na zdjęciu.

23. Co to za przedmiot i gdzie się znajduje?

24. Gdzie grasują te zamojskie małpki?

25. Przy jakiej ulicy mieścił się Browar Livonia w Zamościu?

26. Co to za kamień i gdzie go zobaczymy?

27. W którym roku ukazała się ta książka i jakie dwie inne, ściśle z nią związane, ją poprzedziły?

28. Co przedstawia ten fragment obrazu i gdzie go możemy zobaczyć?

29. Co to za plan i z jakiego okresu pochodzi?

30. Co to za święte i gdzie je zobaczymy?

***

  1. Uzasadnij dlaczego Jan Zamoyski nie wrócił z Padwy z tytułem „doktora obojga praw”.
  2. Jaka znana postać jest związana z Czernięcinem na Zamojszczyźnie i dlaczego?
  3. Co to są relikwie Corpi Santi i gdzie możemy je zobaczyć w naszym regionie?
  4. W jakiej technice był zbudowany pierwszy kościół ormiański?
  5. Ilu Ormian mogło mieszkać w Zamościu?
  6. Gdzie był folwark „Koźlerogi” i do kogo należał?
  7. Co kryją kurhany w Lipsku Polesiu?
  8. Kim był ksiądz Mikołaj Kulaszyński i co mu zawdzięczamy?
  9. Gdzie w Zamościu znajdowały się „Łazienki Leonarda Jodki”?
  10. Co łączy złoża czarnego marmuru o nazwie „Czarny Mnich” z Kaplicą Ordynacką?

Odpowiedzi na te i poniższe pytania znajdziemy na stronie przewodnickiej. Wystarczy w okienko SEARCH wpisać kluczowy wyraz np. Czernięcin.

***

 

  1. Jaką wspólną nazwę miały szabla i ryba, która z Pań Zamoyskich przepadała za tą rybą?
  2. Kim byli wojskowi ze zdjęcia i co ich wiązało z Zamościem?
  3. Co przedstawia ten fragment tkaniny i gdzie możemy zobaczyć całość?
  4. Skąd pochodził legionista Henryk Kosztowski?
  5. Skąd pochodzi karawaka na zdjęciu i co oznaczają zamieszczone tam znaki?
  6. Czyj hełm prezentowano w Muzeum Przemysłu i Rolnictwa w Warszawie na wystawie z 1881 r.?
  7. Co przedstawia zdjęcie i gdzie to zobaczymy?
  8. Co przedstawia zdjęcie, jakie ma wymiary i gdzie możemy to obejrzeć?
  9. Czemu służyły takie konstrukcje i gdzie możemy je zlokalizować w Zamościu?
  10. Czemu służył ten budynek i gdzie się znajduje?

***

Pięć kolejnych pytań <51- 55> dotyczy botaniki. Jaką nazwę noszą rośliny, które spotykamy na roztoczańskich szlakach i która z nich jest pod częściową ochroną?

***

56. Która z zamojskich kamienic Rynku Wielkiego zyskała w l. 20-tych XX w. trzypiętrową kondygnację z pięcioma balkonami?

57. Gdzie spotkamy Kapliczkę św. Krzysztofa, która wisi na dębie, który rośnie na środku jezdni?

58. Które z zamojskich rond nosi imię Patronów Koła Przewodników?

59. Gdzie w Zamościu znajdowała się ulica Szewska?

60. Czym była zamojska „gildia”, gdzie się znajdowała i jakie były jej losy?

61. Gdzie Zamoyscy mieli swoje żupy solne?

62. Kim byli zamojscy Wentonowie?

63. Jak się nazywał znany ormiański podróżnik z Zamościa?

64. Z czym należy kojarzyć termin zamojskiej „Skałki”?

65. Zakon Jana Bożego – gdzie funkcjonował w Zamościu i czym zajmowali się bracia?

***