PODNOSI, OPUSZCZA I EKSPONUJE…

płk MAREK  KWIECIEŃ, wiceprezes Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Weksylologicznego, autor, pomysłodawca i realizator zamojskich obchodów Dnia Flagi Rzeczypospolitej, wykładowca Wyższej Szkoły Humanistyczno-Ekonomicznej im. Jana Zamoyskiego w Zamościu.
Pierwsze spostrzeżenie dla turystów, przewodników, dziennikarzy, organizatorów publicznych przedsięwzięć samorządowych czy państwowych:flagi się p o d n o s i i o p u s z c z a, natomiast na budynkach flag się nie wywiesza lecz e k s p o n u je. Dosadnie i obrazowo w tym temacie mawia Krzysztof J. Guzek członek – współzałożyciel Polskiego Towarzystwa Weksylologicznego: „Nota bene wciąga się spodnie a opuszcza… majtki, zaś wywiesza bieliznę po praniu”.
Flaga Rzeczypospolitej Polskiej jest naszym najważniejszym symbolem i wypada, żeby każdy miał wiedzę o jej symbolice (biel oznacza nasze godło, a czerwień – tło tarczy herbowej). I bardzo ważne!
Nasze barwy narodowe mają pochodzenie heraldyczne jako jedne z nielicznych w świecie. Pochodzą jednak nie od jednego herbu, a od dwóch, Polski i Litwy, umieszczonych na jednej tarczy. Biel pochodzi od bieli Orła, będącego godłem Polski, i bieli Pogoni, rycerza galopującego na koniu, będącego godłem Litwy. Oba te godła znajdują się na czerwonych tłach tarcz herbowych. Na fladze biel jest u góry, ponieważ w naszej heraldyce ważniejszy jest kolor godła niż tła.
1 sierpnia 1919 roku, polska flaga po raz pierwszy została zdefiniowana tak, jak dziś wygląda. Składa się z dwóch pasów: górnego białego i dolnego czerwonego. Kluczowe znaczenie mają też proporcje – pięć do ośmiu. Dopiero gdy te warunki zostaną dochowane, możemy mówić o fladze państwowej Rzeczypospolitej Polskiej. Co ciekawe, Polska jest jedynym państwem w Europie, które ma dwie równorzędne flagi państwowe. Pośrodku białego pasa na drugiej z nich został umieszczony herb. Ta jest zastrzeżona do użytku zewnętrznego. Stanowi flagę placówek dyplomatycznych, lotnisk i portów.

 

Kiedy powinniśmy eksponować flagę państwową biało czerwoną? Święta narodowe to oczywiste. Jeśli ktoś ma potrzebę uczczenia święta pracy, to niech już 1 maja. Św. Józef też kocha Polaków. 2 maja wszyscy powinniśmy to zrobić, gdyż wtedy obchodzimy dzień flagi państwowej. Każdy ma prawo używać barw Rzeczypospolitej Polskiej, w szczególności w celu podkreślenia znaczenia uroczystości, świąt lub innych wydarzeń. Nie zawsze tak było. To uprawnienie zapisano na mocy nowelizacji ustawy, która obowiązuje od 10 kwietnia 2004 r. Od tego dnia każdy może legalnie eksponować flagę Rzeczypospolitej nie tylko z okazji świąt państwowych, narodowych czy lokalnych, ale także z okazji uroczystości i wydarzeń z życia prywatnego! Swoją polskość manifestować flagą mamy prawo każdego dnia. Nie ma dni nieodpowiednich!                                                                                                                                                                …a gdy flaga którą eksponujemy na domu wypłowiała albo podarła się nie wyrzucić! Na to jest tylko jeden sposób – flagę należy spalić lub rozdzielić barwy, ale… nie publicznie. Nie wyrzucać do śmietnika. Również flagi z papieru, używanej podczas turystycznych przedsięwzięć czy różnego rodzaju uroczystości np. 11 listopada na Rynku Wielkim w Zamościu. Zamość jest ubogacony w tym temacie jako jedyne miasto w Rzeczypospolitej… Aby Zamościanom umożliwić w godny sposób pozbycia się zniszczonej flagi od 2 maja 2012 roku w Zamojskim Ośrodku Informacji Historycznej i Turystycznej, Ratusz – Rynek Wielki 13 i Muzeum Zamojskim ul. Ormiańska 30 można ją wrzucić do skrzyni flagowej z napisem „USUWANIE FLAGI” – „FLAG DISPOSAL”. „Skrzynia flagowa” to oficjalna nazwa stosowana przez Polskie Towarzystwo Weksylologiczne.

Niestety, nie ma w Polsce czegoś takiego jak polski protokół flagowy. By zgłębić i poszerzyć wiedzę w zakresie postępowania z flagą Rzeczypospolitej i innymi symbolami państwowymi polecam nietypowy „materiał pomocniczo – edukacyjny”… dokument pokontrolny NIK z 15 kwietnia 2005r. Najwyższa Izba Kontroli -„Używanie symboli państwowych przez organy administracji publicznej” oraz publikacje znamienitych weksylologów i heraldyków Alfreda Znamierowskiego, Tomasza Orłowskiego, Andrzeja Ludwika Włoszczyńskiego czy Krzysztofa Jerzego Guzka.
O TYM POWINNIŚMY PAMIĘTAĆ
Podnosząc, opuszczając lub eksponując flagę Rzeczypospolitej Polskiej powinniśmy pamiętać, że:

– na fladze nie należy umieszczać jakichkolwiek napisów, rysunków, znaków, liter, obrazków;
– flaga nie może służyć jako nakrycie stołu lub opakowanie jakiegoś przedmiotu;
– flagą nie można przykryć pomnika lub tablicy pamiątkowej przed ich odsłonięciem;
– flaga powinna być tak eksponowana, aby nie dotykała podłoża, podłogi lub nie była zamoczona w wodzie;
– jeżeli flaga zaplącze się dookoła drzewca, trzeba ją rozplątać. Zaplątana flaga nie jest ozdobą;
– flaga powinna być zabezpieczona przed zniszczeniem, zerwaniem lub upadkiem na ziemię;
– podczas ulewy lub przy bardzo silnym wietrze flaga nie powinna być eksponowana, należy ją opuścić lub jeżeli musi być eksponowana należy zadbać, aby nie uległa zniszczeniu lub zerwaniu;
– flaga powinna być podnoszona w sposób energiczny, a tempo podnoszenia flagi należy dostosować do czasu wykonywania hymnu (jednocześnie zacząć i skończyć). Na maszcie można eksponować tylko jedną flagę;
– jeżeli flaga jest eksponowana na podium mówcy, powinna znajdować się na prawo od mówcy
zwróconego twarzą do słuchaczy lub płasko na ścianie, nad mówcą lub za nim;
– flagi nie powinny być wyrzucane do śmietnika ani rzucane na ziemię… na to jest tylko jeden sposób
– flagę należy spalić, ale… niepublicznie;
– flaga, którą chcemy eksponować, musi być czysta, niepostrzępiona, a jej barwy nie mogą być wyblakłe;
– trzeba zwracać uwagę na właściwą kolejność barw, jeżeli umieszczane są pionowo, kolor biały powinien znajdować się po lewej stronie płaszczyzny oglądanej z przodu;
– podczas ceremonii podnoszenia albo opuszczenia flagi wszystkie osoby, z wyjątkiem tych, które są w mundurach, powinny być zwrócone twarzą do flagi, przyjąć postawę wyprostowaną, a chłopcy i mężczyźni zdjąć nakrycie głowy;
– na terenie RP flaga państwowa Rzeczypospolitej ma zawsze pierwszeństwo przed wszystkimi innymi flagami. Jeśli eksponuje się na masztach więcej flag, flagę państwową podnosi się jako pierwszą i opuszcza jako ostatnią.

_________________________________________________________________________________________________

Powyższy tekst, autorstwa płk Marka Kwietnia, stanowi zaledwie fragment szkolenia przewodnickiego – „Historia polskich barw narodowych”, które odbyło się 22 listopada 2018 r. w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej im. Szymona Szymonowica w Zamościu. Wykładowi towarzyszył niezwykle ciekawy pokaz multimedialny.

Szlak „Pamiętajmy” Krynice – Polany.

Informujemy i zapraszamy przewodników oraz sympatyków Koła Przewodników na otwarcie szlaku w dniu 24 listopada (sobota) 2018 r. Zbiórka uczestników przy Pomniku BCh w Krynicach (powyżej kościoła) o godz. 10-tej. Dojazd we własnym zakresie; uczestnictwo w rajdzie na własną odpowiedzialność. Poniżej prezentujemy częściowy opis szlaku według prezentacji Pani Ireny Żwirek. Autorem projektu szlaku jest Koło Gospodyń Wiejskich w Polanach. Trasa – ok. 6 km (ok. 7 km  z dojściem do miejsca zamieszkania Basaja ps. „Ryś”). Pisaliśmy o tym szlaku już wcześniej na naszej stronie przewodnickiej – zapowiedź znajdziemy pod linkiem tutaj: http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/6180

________________________________________________________________________________________________________

Szlak „Pamiętajmy” powstał z inicjatywy Koła Gospodyń Wiejskich w Polanach. Polany to wieś położona w obrębie Roztocza Środkowego, w północno-zachodniej części gminy Krynice, z bogatą i interesującą historią. Tu przyszło na świat wielu bohaterów, o których chcemy zachować pamięć, m.in. Stanisław Basaj „Ryś” urodzony 24.XI.1917 r., dowódca I Hrubieszowskiego BCH, jednej z największych jednostek partyzanckich w Polsce. Zamordowany przez bandy UPA 25.03.1945 r.
Trasa rozpocznie się w Krynicach pod pomnikiem poświęconym pamięci walk pod Zaborecznem i Różą, znajdującym się na terenie kościoła parafialnego w Krynicach.
Wśród nazwisk na pomniku, którzy wtedy oddali swoje życie znajdą się mieszkańcy Polan:
  • płk Stanisław Burda „Burski” – dowódca IV Kompanii w Bitwie pod Zaborecznem,
  • por. Józef Dorosz „Jastrząb”,
  • Lucjan Antoniewicz „Legawa”
    Trasa będzie przebiegała wzdłuż zalewu krynickiego, drogą gminną do wsi Polany, dawniej, jak również obecnie, zwaną „gościńcem”. Była to droga błotnista, trudna do przejścia, obecnie utwardzona, bardzo ciekawa, biegnąca częściowo wąwozem przez wzniesienia i dolinki. Przepiękne widoki, pola w zależności od rodzaju uprawy mienią się tam różnymi barwami. W oddali widać kolorowe wzgórza porośnięte drzewami, które tworzą lasek. Na ostatnim wzniesieniu widoczny jest przepiękny krajobraz, a po lewej stronie łąki, a za łąkami wieś Zadnogę, Romanówkę oraz ciągnące się lasy aż po horyzont i Polany.
    Na dole gościńca widać figurkę zwieńczoną Krzyżem. We wnęce od strony wschodniej znajduje się obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem oraz napis „FUNDATOR TEJ FIGURY PIETER I ŻONA JUZEFA KUKIEŁKI”. Jest to piaskowy obelisk ufundowany przez bezdzietne małżeństwo Józefę i Piotra Kukiełków w postaci czworobocznego postumentu z wnękami. Na frontowej ścianie znajduje się wnęka z figurką Chrystusa Frasobliwego oraz napis „Pod Twoją obronę uciekamy się Święta Boża Rodzicielko”. Od zachodu znajduje się obraz Świętej Rodziny z inskrypcją „Błogosławić Fundatora Figury i Całej Wsi 1906 r.”.
Obelisk ten stanowi element krajobrazu naszej wsi. Daje świadectwo wiary naszych przodków, ich kultury oraz tradycji. Obecnie stanowi najcenniejszy zabytek Polan, który został wpisany do rejestru zabytków. Zabytek ten wiąże się z tradycją naszej wsi, ze zdarzeniami minionych dni. Na pewno upamiętnia zdarzenia tragiczne i radosne. Świadczy o wrażliwości mieszkańców na sprawy religijne i piękno krajobrazu.
Następnie droga gminna łączy się z drogą powiatową, która biegnie przez Polany – „Starą Wieś”. Po obu stronach drogi rozmieszczone są domy i zabudowania gospodarcze. Domy są różne. Część z nich jest nowa, część została zniszczona przez upływ czasu. Nie ma już chałup o słomianych dachach i ścianach bielonych wapnem na biało. Nie ma ogródków z kwiatami przed domem, ogrodzonych płotem z palików. Kiedyś istotnym uzupełnieniem gospodarstw były studnie cembrowane usytuowane blisko drogi w kilku punktach wsi.
W trakcie tworzenia szlaku znalazłam jedną taką studnię, ale usytuowaną bliżej domu. Dawniej na wsiach studnia była jedynym źródłem wody pitnej. Stanowiły one niezbędny element gospodarstw rolnych na wsi. Obecnie są już rzadkością, zostały wyparte przez wiejskie wodociągi. Za niektórymi domami znajdują się owocowe sady, które szczególnie jesienią wyglądają kolorowo, ozdobione różnobarwnymi owocami.
Podczas spaceru drogą przez wieś nie widać ludzi. Jest cicho, jakby nic się nie działo. Zdecydowanie inaczej niż jak w reymontowskim opisie wsi: „… dzień się już podniósł złocisty, od wsi leciały porykiwania stad wypędzonych na paszę, skrzypiały żurawie, ludzie wychodzili do roboty, turkotały po drogach wozy i niosły się przeróżne głosy wraz z leciuśkim wiaterkiem”. Kiedy chodziłam do szkoły, to te głosy jeszcze słyszałam i pamiętam.
Dalsza część szlaku prowadzi nas do rozstaju dróg, gdzie droga powiatowa skręca w kierunku północno-zachodnim Polan, a prosto na zachód biegnie droga gminna wysypana żwirem, na której znajduje się kolejny symbol wiary naszych przodków, ich kultury oraz tradycji – krzyż morowy, karawaka.
Został on postawiony przez mieszkańców naszej wsi w latach 1916-1917. Ma on upamiętniać okres epidemii tyfusu plamistego i hiszpanki. Okres ten został wpisany w historię Polan na wieki. W latach 1914-1918 w czasie I wojny światowej na terenie Polan nie były prowadzone działania zbrojne. Polany znajdowały się na trasie przemarszu drobnych oddziałów zbrojnych rosyjskich i austro-węgierskich. Jednak wojna niesie śmierć nie tylko na skutek walk ale także na skutek głodu i chorób. Rejon Polan był miejscem, przez który przemieszczała się masa uchodźców, żołnierzy, jeńców oraz ewakuowanej ludności cywilnej. Ludzie ci żyli w bardzo trudnych warunkach sprzyjających rozwojowi wielu bardzo groźnych i śmiertelnych chorób zakaźnych, m.in. tyfusowi.
Tyfus to choroba, która towarzyszyła wojnom. Tylko podczas I wojny światowej epidemia tyfusu plamistego pochłonęła 3 miliony ofiar. Kontakt ludności miejscowej z uchodźcami sprawił, że wieś poniosła straty właśnie z powodu epidemii tyfusu. Wybuchła ona dwa razy, pierwszy raz na przełomie 1916/1917 r., a drugi raz w listopadzie 1918 r. Liczba ofiar nie jest znana.
Historia krzyża morowego związana jest z wiarą iż miał on chronić wieś przed morowym powietrzem, czyli wszelkimi zarazami. Stał się amuletem przeciwko chorobom zakaźnym i nieszczęściom, miał chronić przed „morowym powietrzem”, czyli epidemiami oraz przed anomaliami pogody, nieszczęściami i nagłymi zgonami.
Mieszkańcy Polan, aby zaraza nie powróciła postanowili jej zapobiec w następujący sposób. Chłopi wyciosali duży pal z jednego końca zakończony ostrzem, a na górze zakończyli czterema ramionami, z których dwa górne były krótsze. Kobiety natomiast utkały duży płat białego płótna z lnu. Następnie mieszkańcy wykopali głęboki dół, przykryli go płótnem, płótno przybili ostrym palem i zasypali ziemią. W ten sposób zniszczyli zarazę. Na krzyżu znajdował się wyryty napis: „Od nagłej niespodziewanej śmierci wybaw nas Panie …”.
Kontynuując wędrówkę, wracamy na drogę powiatową, która wytyczona jest w kierunku północnym. Droga prowadzi pod górę, z której możemy podziwiać ciekawe widoki krajobrazowe. Po lewej stronie widać las. Jest to tzw. las „poleński”, który naszą trasę wzbogaci o wątki historyczne. Przez środek lasu biegnie droga, a przy niej kilka domostw wraz z polami uprawnymi. To w tym lesie partyzanci ćwiczyli strzelanie, składali przysięgę. W Kuźmuwce ukrywali broń i amunicję, tu też odpoczywali po ciężkich walkach, tutaj leczono rannych oraz opiekowano się nimi. Nazwy, które pojawiają się w moim opisie powstały w wyniku komasacji gruntów. W roku 1935 skomasowano pola, które były podzielone gęsto miedzami i rozrzucone w różnych miejscach Polan. Zostały wyznaczone działki w jednym kawałku i przydzielone poszczególnym rolnikom. Stąd nazwy: Stara Wieś, Staropole, Wronczy Lasek, Przymiarki, Paświsko, Karoszczyna, Kuźmuwka, Namulisko, Nowiny, Namule i Zaszalina.
To właśnie w Zaszalinie, za lasem w roku 1917 urodził się Stanisław Kraska Basaj. Uczestnik kampanii wrześniowej, członek Związku Walki Zbrojnej, Batalionów Chłopskich. Legendarny dowódca I Hrubieszowskiego Batalionu BCH, jednej z największych jednostek partyzanckich w Polsce. W Polanach zaopatrywał się w broń i amunicję. W marcu 1945 r. zginął męczeńska śmiercią. Miejsce jego urodzenia będzie upamiętnione tablicą na szlaku „Pamiętajmy”. Obok tablicy w przyszłości ma powstać wieża widokowa. Jest to najpiękniejszy widok z Polan. Panorama sąsiednich wiosek, pól poprzecinanych wysokimi miedzami, łąk i lasów mieni się różnymi kolorami. Urozmaicona wzgórkami i dolinami, na polach jary porosłe drzewami. Najładniej jest jednak na Paświsku.
Kierując się drogą powiatową na wschód dojdziemy do placu na którym znajdowała się Szkoła Podstawowa. Na tym placu w latach 1938 – 1939 zbudowano z wielkim trudem w czynie społecznym, ze składek zebranych wśród gospodarzy Polan szkołę. Plac pod budowę szkoły uzyskano z gruntów gospodarzy, którzy przeznaczyli 1 ar swojej ziemi. Tak właśnie powstał plac o wielkości 0,8 ha. Było to spełnienie marzeń mieszkańców Polan. Byli oni dumni ze swojego dzieła. Szkołę zlikwidowano w 1983 r., a uczniów przeniesiono do Zbiorczej Szkoły Gminnej w Krynicach. W roku 1999 szkołę rozebrano i sprzedano. W ten sposób zniszczono dumę Naszych przodków. Szkoła była wspólną wartością, oprócz miejsca edukacji pełniła rolę ośrodka rozwoju wsi, wydarzeń kulturalnych, sportowych, miejsca spotkań i zebrań. Szkoła to piękno i wiedza, wnosi radość i wzbudza pozytywne emocje. Obok placu szkoły znajduje się Dom Ludowy. W latach 1960 – 1968 wybudowano Dom Ludowy im. Batalionów Chłopskich Powiatu Tomaszowskiego. Otwarcie Domu odbyło się w 25 rocznicę bitwy pod Zaborecznem 27 stycznia 1968 r.

https://polanyirena.blogspot.com/p/szlak-pamietajmy-powstaniez-inicjatywy.html

__________________________________________________________________________________________________________

Szkolenia przewodnickie.

Koleżanki i koledzy po wielkich wydarzeniach historyczno patriotycznych dla Niepodległej czas na szkolenia:
termin: 22 listopada 2018 r. (czwartek) godz. 16,15
miejsce: PWSZ w Zamościu, ul, Pereca 2
temat: HISTORIA POLSKICH BARW NARODOWYCH
prelegent: płk. Marek Kwiecień – Wiceprezes Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Weksylologicznego

_________________________________________________________________________________________________________

termin: 25 listopada (niedziela), godz. 13,00
miejsce: Muzeum Zamojskie
temat: Kształt obchodów rocznicowych Odzyskania Niepodległości w okresie II Rzeczpospolitej na przykładzie Zamościa i innych miast regionu
prelegent: dr Jacek Feduszka

_________________________________________________________________________________________________________

termin: 6 grudnia (czwartek),godz. 16,15
miejsce: Muzeum Fortyfikacji i Broni Arsenał
temat: Emancypantki i Patriotki – wizerunek walczących Polek w XIX i XX wieku
prelegent: kurator wystawy Kinga Kołodziejczyk, kustosz Mirosław Bańkowski

_________________________________________________________________________________________________________

termin: 20 grudnia (czwartek), godz. 16,15
miejsce: PWSZ w Zamościu, u.Pereca 2
temat: POW w Zamościu
prelegent: dr Jacek Feduszka

__________________________________________________________________________________________________________

Koleżanki i koledzy proponuję również spotkanie Andrzejkowe 29 listopada 2018 roku miejsce i kształt spotkania omówimy na spotkaniu 22 listopada

___________________________________________________________________________________________________________

Klub Turystyczno Krajoznawczy im. Michała Pieszki PTTK O/Zamość jest organizatorem ciekawych wycieczek pieszych;
17 listopada (sobota), godz. 9,30
Spotkanie w miejscowości Wywłoczka (przy kajakach), przejście szlakiem łącznikowym
15 grudnia (sobota), godz. 9,30
Spotkanie w miejscowości Róża, przy pomniku, przejście do miejsca bitwy partyzanckiej, przejazd do Łuszczacza, następnie przejście do mogiły ułana
Serdecznie zapraszam, z turystycznym pozdrowieniem
Prezes Koła Przewodników Terenowych – Maria Rzeźniak

Sprawy bieżące.

Koleżanki i koledzy, na prośbę przewodników organizowany jest wyjazd szkoleniowy do Lublina dnia 8 listopada 2018 roku. Miejsce spotkania Lublin na placu przy Zamku Lubelskim (od strony wejścia głównego), godz. 9:30 rano. Chętnych proszę o zgłaszanie się do Marii Puźniak (głównej organizatorki)  lub Jadzi Kozłowskiej.
Zapraszam również na interesujące wydarzenia w Zamościu;
26 – 28 października 2018 roku w Starej Bramie Lubelskiej (Wrota Kultury) o godz. 18:00 odbywać się będą ciekawe spektakle muzyczno literacko performerskie, czyli Fortalicje.
28 października 2018 r. Muzeum Zamojskie
( godzina 13.00, sala koncertowa ) na wykład dra Jacka Feduszki ,,Reprezentacja polska na konferencji paryskiej kończącej I wojnę światową. Postać Maurycego Zamoyskiego”. Wykład jest prezentowany w ramach cyklu spotkań otwartych pod hasłem ,,Zamojskie drogi do wolności”.

Podróże sentymentalne.

Danuta Pasieczna
KRESY WSCHODNIE
   „Polska tym się wyróżnia wśród dużych państw europejskich, że państwo polskie na przestrzeni tysiąclecia lat swego istnienia miało płynne, pulsujące i często zmieniające się granice. Był czas, że państwo polskie miało granice mocarstwa, ale był też czas, w którym Polski nie było na mapach Europy”. (Stanisław Sławomir Nicieja – historyk).
    Te „pulsujące” granice Polski – to Kresy. A historia Kresów – to historia Polski. Nie sposób o tym zapomnieć, szczególnie gdy odwiedzamy nasze dawne ziemie. W roku jubileuszu odzyskania niepodległości odczuwamy to mocniej i nostalgicznej… Odwiedzając miasta zza naszej granicy szukamy „śladów polskości” i wspominamy tych, którzy tam żyli; pracowali; tworzyli.
Wśród tegorocznych wyjazdów krajoznawczych z nieodłączną cechą szkoleniową – Koło Przewodników Terenowych O/PTTK Zamość im. Róży i Jana Zamoyskich zapisuje w tym roku wyjazd do Truskawca, Drohobycza i Sambora – miast leżących w zachodniej Ukrainie, w obwodzie lwowskim. Każde z tych miast ma swoją ciekawą i niepowtarzalną historię, tradycję i legendy, a niektórzy ich mieszkańcy zapisali się „złotymi zgłoskami” nadając tym grodom wielkość i pamięć.
I tak: TRUSKAWIEC – słynne uzdrowisko ze źródłem wody mineralnej „Naftusia”.
DROHOBYCZ – miasto „sklepów cynamonowych” i jego najsłynniejszego do dziś mieszkańca Bruno Schulza.
SAMBOR – ongiś najzieleńsze i najpiękniejsze miasto sadów i ogrodów. Słynne też z epizodu historycznego Polski i Rosji.
TRUSKAWIEC – liczący aktualnie około 40 000 mieszkańców. Popularny od dawna ośrodek sanatoryjny i letniskowy. Dziś próbuje odzyskać swoją świetność poprzez reklamę i stosunkowo niskie ceny w kurortach, ale trudno tam dotrzeć bo drogi fatalne. Ogromny park zdrojowy straszy dzikimi zaroślami i dawno nieuregulowaną rzeczką. Na deptaku spotykamy kuracjuszy, w tym wielu Polaków. Tony melodii ukraińskich, pamiątki, gadżety, kolorowe witryny sklepów – typowe miasteczko uzdrowiskowe, rozleniwione w słońcu i barwnych ukraińskich kolorach. Podziwiamy wille z werandami i małymi tarasami, w których mieszczą się ośrodki sanatoryjne, pensjonaty, restauracje. Wprawdzie zachowały one swój dawny (wówczas bardzo modny) styl podhalański, ale większość z nich odrestaurowano według upodobań obecnych właścicieli i funkcji jakie aktualnie pełnią.
  
Wróćmy jednak do historii. Truskawiec – nazwa kojarzy się nam ze znanym owocem, a jednak pewniejsze jest to, że nazwa pochodzi …”od słowa trust (szelest, trzask) lub jak twierdzą inni – od słowa ukraińskiego chrustować, bo tak nazywano dziki mak, który rósł w obrzeżach miasta”1 Początki Truskawca jako uzdrowiska sięgają XVIII wieku (przedtem była to wieś, w której to mieszkańcy trudzili się głównie rolnictwem), do czasu kiedy to niejaki, Józef Hecker, szukając ród żelaza natrafił na wodę zawierającą siarczan. Już wstępne badania wykazały właściwości lecznicze tej wody, a kolejne potwierdziły ten fakt. W latach 1789 – 1876 zaczęto stosować kąpiele lecznicze, a co za tym idzie powstawały pierwsze ośrodki uzdrowiskowe. Budowane wille, pensjonaty i uzdrowiska zaczęły przyciągać do Truskawca kuracjuszy – ale też lekarzy, co oczywiste, budowlańców, ludzi interesu i ludzi ze świata artystycznego – jak to zawsze bywa w kurortach.
Rozsławiony Truskawiec przed II wojną światową stał się najczęściej odwiedzanym polskim kurortem (po Krynicy). Bywali tu tacy znakomici goście jak: H. Ordonówna, M. Hemar, J. Kiepura i wielu innych. Oprócz artystów w Truskawcu odpoczywali i leczyli się pisarze, poeci, politycy, rzeźbiarze i malarze. Przykładowo: T. Barącz, który jest m.in. autorem pomnika A. Mickiewicza, który do dziś stoi w parku zdrojowym. O popularności Truskawca jako uzdrowiska świadczy m.in. St. Nicieja w swojej „Atlantydzie”, cytując niezwykle popularną piosenkę, śpiewaną na melodię „Pij bracie pij”:
Kto pragnie mieć zdrowie i siły
ten musi w Truskawcu być
kto chce być piękny i miły
ten musi Naftusię pić”
Życie towarzyskie i kulturalne skupiało się wokół tzw. „kiosku”. Wybudowanego wg projektu W. Rutkowskiego – propagatora stylu Witkiewicza – stylu zakopiańskiego. Z Truskawcem wiąże się również morderstwo córki H. Zaremby, znanego wówczas architekta miasta i głośny proces sądowniczy. Historię dramatu przypomniał film J. Majewskiego „Sprawa Gordonowej”.
Wybuch II wojny światowej zakończył świetność tego miasta. Zginęło wielu Polaków; część z nich wyjechało i osiedliło się głównie na Dolnym Śląsku. W wyniku traktatu jałtańskiego Truskawiec znalazł się w granicach Ukrainy i stopniowo „zamierał”. Dopiero w okresie rządów Breżniewa zaczęto modernizować miasto, wznosząc wielopiętrowe sanatoria i współczesne bloki mieszkalne – niszcząc przy tym stare wille. To właśnie m.in. w Truskawcu wybudowano 20 piętrowe sanatorium dla ewakuowanych z Czarnobyla. …”Przetrwało niewiele romantycznych willi; „Goplana” i „Saryusz”, gdzie mieści się dziś muzeum truskawieckie. /-/ Większość przedwojennych willi oszpecono „unowocześniając” ich elewacje. Sławny deptak zalano betonem i asfaltem. Wzniesiono przy nim potężną pijalnię „Naftusi” z dziesiątkami automatycznych stanowisk do pobierania tej wody, tak różniącą się od tamtej drewnianej, mającej urok i wdzięk secesji”.2
Wyjeżdżamy z Truskawca – jeszcze tylko odwiedzamy kościół, który przetrwał po latach bycia magazynem. Grupa Polaków mieszkających tam zdołała przywrócić jego właściwą funkcję.
DROHOBYCZ – trudno ustalić skąd pochodzi nazwa tego miasta. Liczne legendy wzajemnie się wykluczają, ale faktem jest, że Drohobycz to najstarsza osada na Podkarpaciu. W połowie XIV wieku ważny ośrodek ważenia soli – niezwykle cennej w owym czasie. Po „białą jak śnieg” sól zjeżdżali się kupcy z całej Europy – co dla samego miasta było impulsem dla jego rozwoju gospodarczego i urbanistycznego. Król Kazimierz Wielki nadając prawa miejskie ogłosił Drohobycz „Wolnym Miastem Królewskim”. Herb miasta przedstawia orła polskiego z tarczą, na której widnieją grudki soli. Drugim bogactwem Drohobycza była nafta. Jej odkrycie i eksport niebywale rozwijał przemysł. Jak żadne inne miasto na wschodzie, Drohobycz bogacił się coraz szybciej. Wynalazek Ignacego Łukasiewicza otworzył nowe właściwości wykorzystania ropy (dotychczas używano ropę jako środek leczniczy i smar)… „czarny płyn” – ropa stawał się złotem i walczono o niego jak o złoto”3 /-/ „Bogactwo widać było na każdym kroku”4/-/ „majestatu dodawał miastu zawsze kościół farny pod wezwaniem św. Barbary – prawdziwa warownia z czerwonej cegły. Chronili się w jej murach ludzie w czasie wojennych pożóg i niejednokrotnie ginęli tam, wycinani przez Tatarów i Kozaków, o czym świadczą malowidła na ścianach oraz liczne epitafia i płaskorzeźby. Okna świątyni zdobyły witraże autorstwa Matejki, Wyspiańskiego i Mehoffera.”5
Dziś nie ma już w Drohobyczu imponujących budowli; najbogatsza niegdyś ul. Stryjeńska nie błyszczy dawnym blichtrem. Ratusz i okalający go plac gruntownie przebudowano we współczesnym stylu. Świątynia farna wprawdzie przetrwała najgorszy okres – pełniąc funkcję magazynu, ale dziś wymaga kapitalnego remontu.
Drohobycz jest wciąż sławny dzięki najwybitniejszej postaci związanej z tym miastem. Bruno Schulz – pisarz i malarz. Tutaj się urodził, dorastał, chodził do gimnazjum drohobyckiego, w którym później był też nauczycielem. Tutaj także tworzył. W czasie wojny, w listopadzie 1942 roku został zastrzelony na ulicy przez gestapowca. W miejscu, w którym zginął wmurowano w bruk ulicy tablicę pamiątkową.

Wyjeżdżamy z Drohobycza – mając utrwalone w naszych komórkach – zdjęcie domu, w którym mieszkał Bruno Schulz.
…”Schulz jako artysta, pisarz i malarz poniósł Drohobycz w świat. I choć nie należy dosłownie identyfikować Drohobycza z miastem „Sklepów cynamonowych”, na co zżymał się sam Schulz to jednak jak napisał znawca jego twórczości Jerzy Jarzębski – podobieństwo miasta, w którym toczy się akcja powieści to Drohobycz nie ulega wątpliwości. Każdy kto zna miejsce urodzenia pisarza wie dobrze że z jego opowieściami w ręku można przyjezdnych oprowadzać po Drohobyczu rozpoznając ulice, place, doby i świątynie.6
SAMBOR – miasto nad Dniestrem liczące dzisiaj ok 40 000 mieszkańców. Kroniki podają dwa Sambory, Stary i Nowy. W XIII wieku podczas najazdu Tatarzy spalili doszczętnie Stary Sambor, a jego ocaleni mieszkańcy przenieśli się dalej i utworzyli nowy Sambor. I tak jest do dziś, z tym, że jego nazwa pozostała jednoczłonowa.
Pierwszym właścicielem, i jak się okazało, dobrym właścicielem włości samborskich, był Spytko z Melszyna – „faworyt i ulubieniec Władysława Jagiełły”.  Podobno to on namawiał króla na ożenek z Jadwigą, za co został wynagrodzony ziemiami. Sambor w 1390 roku otrzymał prawa miejskie. Właściciel wybudował okazały pałac, zamek i cały system obronny miasta, który skutecznie bronił się przed wrogimi najazdami.
W XV wieku Królowa Bona często bywała na zamku samborskim; zmodernizowała go nadając pałacowi renesansowy styl. Po niej „z wygód zamkowych” korzystali zjeżdżający na polowanie najznakomitsi królowie i magnaci.
W XIX wieku Sambor jako twierdza i „wypoczynkowa siedziba królów” popadł w całkowitą ruinę, spowodowaną ogromnym pożarem. Ciekawostką historyczną jest fakt, że miasto Sambor – podobnie jak nieliczne inne – nie poddał się obcym najazdom, a mimo to, został doszczętnie zniszczony w wyniku klęski żywiołowej. Miasto bardzo powoli odradzało się ze zniszczeń. W czasach nam bliższych tj. przed II wojną światową – Sambor zasłynął z ogrodów i sadów. Włodarze miasta przykładali ogromną wagę do estetycznego, zielonego wyglądu ulic, rynków i domów. Kolejne pokolenia dbały o ten wygląd kontynuując pasje ogrodnicze. Gdy wybuchła wojna wielu Samborzan wyjechało do Polski i założyło własne firmy ogrodnicze, które funkcjonują do dziś.
Sambor znany jest z dziejów Dymitra Samozwańca – cara Rosji. Jego żoną była córka bogatego Samborzanina – Maryna Mniszchówna. Polka – carycą to w historii zdarzyło się jeden jedyny raz. Fakt ten opisywali nie tylko historycy, ale też był tematem dla pisarzy i filmowców. Z Samborem wiążą się życiorysy takich wybitnych ludzi jak: Grzegorz Samborczy – poeta doby Odrodzenia, nauczyciel St. Kostki, Józef Dietl – wybitny uczony i lekarz, późniejszy prezydent miasta Krakowa i Walery Łoziński – autor poczytnej powieści „Zaklęty dwór”. Sambor odwiedziliśmy niejako przejazdem. W centrum współczesny market – wcale nie otoczony zielenią… zbladły nasze wyobrażenia o mieście „sadów i ogrodów”.
Kończąc tę nieco sentymentalną podróż po trzech miastach kresowych, chcę podkreślić iż dzieje tych miast na zawsze wpisały się do historii i kultury Polski. /-/…„Obraz to niezwykle ważny dla polskich dziejów, w tym i tragizmu towarzyszącego tym dziejom” (Wiesław Myśliwski – pisarz).

_______________________________________________________________________________________________________

1    St. Sł. Nicieja „Kresowa Atlantyda” Historia i Mitologia Miast Kresowych, tom II, wydawnictwo MS Opole 2013 str 15
2    St. Sł. Nicieja „Kresowa Atlantyda” Historia i Mitologia Miast Kresowych, tom II, wydawnictwo MS Opole 2013 str 91
3    St. Sł. Nicieja „Kresowa Atlantyda” Historia i Mitologia Miast Kresowych, tom VII, wydawnictwo MS Opole 2013 str 15
4    jw
5    St. Sł. Nicieja „Kresowa Atlantyda” Historia i Mitologia Miast Kresowych, tom VII, wydawnictwo MS Opole 2013 str 18
6    jw

Silne lotnictwo – silna Polska.

Rok 2018 r. akcentuje 100-lecie Lotnictwa Polskiego*. Warto z tej okazji przypomnieć kilka zamojskich epizodów, jak chociażby te z przed 90 lat, poświęconych obronie powietrznej kraju. W Zamościu Zarząd Powiatowej L.O.P.P. (Ligi Obrony Powietrznej Państwa), a od 1927 r. Powietrznej i Przeciwgazowej, zawiązał się 18 września 1924 r. Liga organizowała corocznie tzw. Tydzień Lotniczy. Prezentowany poniżej afisz wydany przez zamojską Drukarnię Sejmiku Powiatowego, udostępniony przez Bibliotekę Narodową w Warszawie, sygnalizuje program obchodów z roku 1928, przypadających w 10-lecie Lotnictwa Polskiego. W zamojskiej L.O.P.P. działało wielu światłych zamościan. Przykładowo: Zubowicz Piotr (adwokat, senator); Kazimierz Rutkiewicz (dyrektor Kasy Chorych); Jan Korba (rzemieślnik); Janina Enderówna (nauczycielka, działaczka); Maria Kowerska (działaczka); Jakub Margules (architekt); Krystyn Freyberg (kupiec); Wacław Bajkowski (adwokat); Julian Kaczorowski (urzędnik); Kazimierz Lewicki (nauczyciel); Czesław Kuncewicz (adwokat); Tadeusz Muśnicki (inżynier); Czesław Kietliński (bankowiec); Regina Kłossowska (społeczniczka); Jerzy Bajkowski; Jerzy Miketta (urzędnik, społecznik); Leopold Cehak (generał WP); Edmund Nahajski (księgarz); Michał Nowacki (wiceburmistrz); Fryderyk Plattner (działacz społeczny); Romuald Jaśkiewicz i wielu innych.
Zamojskie uroczystości Tygodnia Lotniczego zainaugurowano w niedzielę 7 października 1928 r. Mszą Świętą w Kolegiacie Zamojskiej o godz. 13-tej.  Po mszy, na Rynku Wielkim odbył się Wiec Ludowy Lotniczy (wstęp wolny). Ponadto mieszkańcy Zamościa mogli ujrzeć (bezpłatnie) pokazy lotnicze, w wykonaniu wojskowej eskadry lotniczej, która lądowała na nowo otwartym lotnisku (1928 r.) w Mokrem. Natomiast w godzinach od 15 – 17-tej, w Parku Miejskim dała koncert publiczny Wojskowa Orkiestra, na który mieszkańcy mieli wstęp wolny. Dalszy program obchodów przewidywał wyświetlenie filmu „Silne lotnictwo – silna Polska” w Kinie Sejmikowym na trzech seansach (o godz. 17; 19; 21). Przez kolejne trzy dni młodzież szkolna mogła zobaczyć ten film ze zniżką ceny biletu. Obchodom towarzyszyły także: wystawa; pokazy i dancing (za zaproszeniem), który odbył się 13. X. o godz. 20:00 w Sali Komendy Policji Państwowej. Natomiast w sali odczytowej Teatru Sejmikowego można było  odpłatnie (20 gr i 10 gr młodzież)  obejrzeć „Wystawę gazową” w dniach od 11.X. do  14.X. 1928 r. Tydzień Lotniczy kończył pokaz „wojny gazowej” w wykonaniu wojska i lotników.  Pokazy odbyły się w pobliżu stacji kolejowej, o godz. 14-tej, na placu za prochownią. Wejście na pokazy było płatne (ceny jak na wystawę).
Obchodom Tygodnia Lotnictwa towarzyszyły także dwie niedzielne zbiórki uliczne i sprzedaż znaczków metalowych. Sprzedawano także cały tydzień świąteczny broszury lotnicze i propagandowe, nalepki okienne, znaczki członkowskie itp. Wolontariuszki przyjmowały wszelkie datki na L.O.P.P. oraz zapisywały chętnych do wstąpienia w szeregi Ligi. Naprzeciw Starostwa wzniesiono specjalny kiosk, sprowadzony do Zamościa „dla propagandy”. Do każdego biletu autobusowego i kolejowego sprzedawano w Kinie Sejmikowym 10 groszowe znaczki na L.O.P.P.  Nauczyciele w szkołach zapoznawali młodzież z obroną przeciwlotniczą i przeciwgazową. Nie tylko Zamość świętował Tydzień Lotnictwa. Uroczystości odbijały się echem w całym powiecie i regionie, wszędzie tam, gdzie tylko   powołano do życia Gminne Komitety L.O.P.P. Afisz promujący obchody z 1928 r. został podpisany przez ówczesnego Starostę Zamojskiego, Jana Janusza Pryzińskiego, który był jednocześnie Przewodniczącym Komitetu Organizacyjnego obchodów.
Poniżej prezentujemy inne afisze dotyczące tej samej tematyki, zarówno z Zamościa jak i z regionu. Przykładowo, w pobliskim Sitańcu w 1924 r., staraniem Komitetu L.O.P.P. zorganizowano zabawę „Babie Lato”. Odbyła się w ogrodzie parafialnym w Sitańcu, a cały dochód z niej przeznaczony był na Lotnictwo Polskie. Jest to najstarsza regionalna wzmianka wśród zebranych plakatów. W 1924 r. zainaugurowano w Polsce tzw. I Tydzień Lotniczy. Uroczystości takie odbyły się także w Zamościu, o czym świadczy data zawiązania się zamojskiego Zarządu Powiatowej L.O.P.P (18.IX.1924 r.). Jak wynika z załączonego plakatu, mieszkańcy Sitańca również uczestniczyli w tych obchodach.
Tydzień Lotniczy w 1926 r. obwieszczają trzy z zamieszczonych poniżej afiszy. Czerwcowy plakat Komitetu Powiatowego L.O.P.P. w Zamościu informował o tzw. Lotach Propagandowych oraz o  odczycie płk. Rudnickiego na temat znaczenia lotnictwa i jego potrzebie dla państwa. Pokazy lotnicze były bezpłatne, ale za udział w locie płacono 5 zł od osoby. Zbierano również ofiary na L.O.P.P oraz trwały zapisy na członków Ligi. Uroczystości uatrakcyjniały występy orkiestry wojskowej 9 p.p. Legionów. Podobny program obwieszczał plakat z 18 lipca 1926 r. Losowano bezpłatne przeloty samolotem. Powtórzono odczyt płk. Rudnickiego. Trzeci plakat z 12 października 1926 r. dotyczy Wysokiego k. Zamościa. Gminny Komitet L.O.P.P. urządził w miejscowej szkole Loterię Fantową, z której dochód został przeznaczony na L.O.P.P. Loterii towarzyszyła zabawa taneczna z płatnym wstępem (2 zł) na ww. cele.
Rok 1932 reprezentuje jeden plakat. W Parku Miejskim w Zamościu urządzono Wielką Zabawę Ludową z ciekawym programem: wybór Miss Zamościa; tańce na wyspie przy reflektorach; korowód łodzi; koncert orkiestr;  efekty świetlne, ognie bengalskie itp. Dochód przeznaczono na lotnictwo polskie. W dniu 21 maja 1933 r., na zakończenie obchodów X Tygodnia Lotnictwa (jak obwieszcza plakat), miały się odbyć loty propagandowe na lotnisku „przy szosie szczebrzeskiej obok folwarku Mokre w Zamościu”. Pokazy odbyły się na „znanych z dobrej konstrukcji płatowcach polskich”. Lot pasażerów kosztował 5 zł, a członków L.O.P.P. 3 zł. Dochód przeznaczono na Lotnictwo Polskie.
Obchody Tygodnia Lotnictwa w 1938 r.  prezentują dwa afisze: z października i z 24 i 25 września, na którym reklamowano „Wielki Dancing w Gantynie” z nagrodami za najlepszy taniec.  Cały dochód przeznaczono na L.O.P.P. XV Tydzień Lotnictwa przypadał na rok 1939. Afisz zapowiadał zabawę taneczną 1 X 1939 r., w Sali Domu Strzeleckiego w Zamościu, przy stacji autobusowej.  Dochód z zabawy miał być przeznaczony na Lotnictwo Polskie.  Uroczystości miały się rozpocząć 24.IX 1939 r. i trwać do 1.X. 1939 r. włącznie. Program przewidywał także wielką loterię fantową, zawody baloników z nagrodami; pokazy pracy Drużyny Odkażającej O.P.P.  Niestety wybuch II wojny światowej unicestwił plany organizatorów. Niemniej w 1939 r. udało się jeszcze w kwietniu, zorganizować w Tomaszowie Lubelskim odczyt „Rola lotnictwa w wojnie nowoczesnej”. Na plakacie podkreślano, że temat jest bardzo aktualny. Odczyt wygłosił instruktor L.O.P.P. Jan Kucharski. Prezesem miejscowego Koła L.O.P.P. był wówczas W. Jaczyński, a Komendantem O.P.L.  miasta był J. Miner, burmistrz Tomaszowa Lubelskiego. Tomaszowski afisz drukowano w drukarni Cz. Wybranowski i Spółka w Tomaszowie Lubelskim.
  • 5. XI. 1918 r.  odbył się pierwszy lot bojowy w historii lotnictwa polskiego. Pilot Stefan Bastyr i obserwator Janusz de Beaurian wystartowali z Lewandówki we Lwowie.
opracowanie: Ewa Lisiecka
źródło:
Andrzej Kędziora. Zamościopedia.  http://www.zamosciopedia.pl/index.php/li-lk/item/1130-liga-obrony-powietrznej-i-przeciwgazowej
Andrzej Kędziora. Encyklopedia Miasta Zamościa. Zamość 2012. – nazwiska członków L.O.P.P.
Polona. Strona internetowa Biblioteki Narodowej w Warszawie – udostepnione plakaty.

 

 

Strzeleckie dęby.

W ramach przygotowywania szkolenia przewodnickiego na sezon 2018/2019 odwiedziłyśmy Lasy Strzeleckie, rejon dotychczas mało rozpoznany przez zamojskich przewodników. Ponad 140 lat temu obszar ten zainteresował Zamoyskich, którzy na początku XX stulecia wybudowali w Maziarni Strzeleckiej Pałac Myśliwski. Poznanie jego historii będzie przedmiotem przygotowywanego szkolenia. Gospodarzem, na terenie którego znajduje się pałacyk jest Nadleśnictwo Strzelce.  Dzięki uprzejmości Nadleśniczego, Pana dr Mariusza Nagadowskiego mieliśmy okazję nie tylko zobaczyć wnętrza pałacu, ale również zwiedzić Szkółkę gospodarczą w Maziarni Strzeleckiej. Opowiadał nam o niej z niebywałą pasją, a potem oprowadził po szkółce. Podstawowym gatunkiem w drzewostanach Nadleśnictwa Strzelce jest dąb i od niego rozpoczęła się nasza rozmowa, jeszcze w budynku Nadleśnictwa Strzelce.  Oddajmy zatem na chwilę głos Panu Nadleśniczemu:
  • Szkółka Leśna w miejscowości Maziarnia Strzelecka ma 11 ha powierzchni całkowitej, z czego powierzchnia manipulacyjna wynosi 8 ha, a sama szkółka kontenerowa zajmuje 37 arów. Są to dwa tunele o łącznej powierzchni 5,5 ara, jeden o długości 50 m, a drugi 58 m. Produkcja kontenerowa jest naszą chlubą, ponieważ jest to jedna z najnowocześniejszych szkółek na tym terenie. W Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Lublinie są jeszcze dwie szkółki większe od naszej, w Gościeradowie i nieco mniejsza od niej we Włodawie. Łączna, roczna produkcja (możliwa do wyprodukowania w kontenerach) wynosi 700 tysięcy drzewek iglastych i liściastych, z czego około 500 tysięcy zajmują sadzonki liściaste.  Obecnie mamy w produkcji pół miliona drzewek w produkcji kontenerowej i półtora miliona drzewek w szkółce gruntowej, czyli łącznie dwa miliony.
  • Rok 2018 jest rokiem szczególnym, ponieważ obrodziły żołędzie. Dęby dość rzadko rodzą żołędzie, ponieważ jest to bardzo duży wysiłek dla drzewa (ciężkonasienne), w przeciwieństwie do gatunków lekkonasiennych takich jak brzoza, osika, czy nawet lipa. Czasami zbiera się z takiego drzewa po kilkaset kilogramów nasion, więc wysiłek dla drzewa jest ogromny. Oczywiście odbija się to na słojach rocznych. Jeżeli mamy urodzaj to odstępy pomiędzy słojami są wtedy bardzo wąskie. Obecny rok jest wybitny pod względem urodzaju. Na to, żeby drzewo mogło wydać żołędzie składa się parę elementów. Przede wszystkim niezbędna jest odpowiednia wilgotność. Pomimo, że rok 2018 był rokiem raczej suchym, to wilgoci potrzebnej dębom raczej nie brakowało. Nie może być przymrozków w maju, ponieważ wtedy zawiązki kwiatów dębu ulegają zamarciu, przy temperaturze minus 2 stopni C (kwiaty męskie) i przy -3 st. C (żeńskie). Kwiaty te przemarzają w ekspozycji zaledwie 2,5 godziny.
  • Planujemy w tym roku zebrać około 20 ton żołędzi. Jak do tej pory zebraliśmy 15 ton. Posiejemy do gruntu dwa hektary żołędzi, na które potrzeba 12 ton żołędzi. Jak przegotowujemy żołędzie do wysiewu zobaczymy w szkółce. Około czterech ton przechowamy do wiosny, żeby posiać do szkółki kontenerowej. Z tego wyprodukujemy około 400 tysięcy drzewek w kontenerach. Około 3 ton zechcemy przechować. Mamy obecnie takie możliwości techniczne.  Posiadamy bardzo nowoczesną chłodnię, która w warunkach kontrolowanych i przy kontrolowanej temperaturze stałej oraz wilgotności zapewnia przechowanie nasion przez dwa lata. Spodziewamy się, że tegoroczny wysiłek dębów nie pozwoli w przyszłych latach na taki zbiór. Odstępy lat urodzaju, tj. pomiędzy jednym rokiem urodzaju a drugim, wynoszą trzy, cztery lata. Na przestrzeni ostatnich 50 lat (dane Instytutu Badawczego Leśnictwa) czasookresy te sięgały nawet 8-10 lat.
  • Każdego roku sadzimy bardzo dużo dębów, ponieważ roczne sadzenie wynosi średnio około 100 ha. W tym roku było 104 ha, z czego udział dębów wyniósł 70 % z uwagi na żyzne gleby sprzyjające takiej uprawie. W Polsce dębu mamy stosunkowo mało, bo jest to wartość ok. 7,5 %, w lasach tyle występuje tego gatunku. W naszej Dyrekcji Lubelskiej, w której jest 25 Nadleśnictw (3 w woj. podkarpackim; 1 w woj. mazowieckim; 21 w woj. lubelskim) udział dębu w drzewostanie leśnym wynosi 16,5 %. W Nadleśnictwie Strzelce udział dębu wynosi 48,5 % z docelowym 60-70 %. Obecnie trwają prace w Szkółce, polegające na przygotowaniu i zaprawianiu nasion do wysiewu. Gleby w Polsce nie są generalnie glebami urodzajnymi. Tereny Hrubieszowszczyzny obfitują jednak w czarnoziemy.  Takich miejsc w Polsce tzw. pszenicznych jest zaledwie kilka: koło Opola, na Żuławach, koło Tarnowa, w Poznańskim i na Lubelszczyźnie.  Pszenica wymaga gleb bardzo żyznych, dąb podobnie jest takim gatunkiem, który wymaga żyzności (trofizmu).
  • Lasy gospodarcze służą prowadzeniu gospodarki, którą w ramach 10-leci zatwierdza minister d/s ochrony środowiska, gospodarki wodnej i leśnictwa. Pozyskanie z lasu wynosi około 60-65 % tego co przerasta (wycinamy 2/3 masy, która przyrasta każdego roku). W naszym Nadleśnictwie jest to 76 tysięcy przyrostu na 90 tysięcy metrów sześciennych. Drewno to jest sprzedawane, także na opał.  Cechuje je wysoka jakość. Dwutlenek węgla, który powstaje w trakcie spalania takiego drewna jest najłatwiejszym dwutlenkiem do wiązania w przyrodzie. Gaz nie jest bardziej ekologiczny od drewna. Takie twierdzenie jest błędne. Wydobywając gaz naruszamy strukturę ziemi wewnątrz. Nie wiemy czym to będzie skutkować w przyszłości.  Nasz teren uznawany jest w Polsce jako jeden z najlepszych, jeżeli chodzi o jakość rosnących tu dębów. Pula genetyczna, która przywędrowała do nas z dębami z Bałkanów, zachowała szeroki genotyp, najbardziej zbliżony do pierwotnego. Kiedy pisałem pracę doktorską, z zakresu dębów właśnie, współpracowałem z profesorem Jarosławem Burczykiem z Katedry Biologii Eksperymentalnej w Bydgoszczy przy Uniwersytecie im. Kazimierza Wielkiego, przekazując 420 próbek suchych liści dębu. Profesor na podstawie tych próbek ustalał genotyp, skąd pochodzi nasz lubelski dąb. Badania potwierdziły, że z Bałkanów.
  • Dąb ten występuje praktycznie w całej wschodniej Polsce (dąb szypułkowy) i to jest ten sam dąb. Różni się nieco w różnych rejonach, ale jest to spowodowane podłożem.  Przykładowo Dąb „Bolko”- Drzewo Roku 2015 (najwiekszy dąb szypułkowy południowo-wschodniej Polski) , którego żołędzie z certyfikatem otrzymaliśmy i hodujemy w naszym Nadleśnictwie.  Dąb ten ma w Hniszowie (gmina Ruda-Huta) nieograniczoną przestrzeń do życia, dobre światło, dobrą glebę i zapewnioną odpowiednią wilgotność (wodę nie pod samym systemem korzeniowym tylko niżej, stąd korzenie nie podgniwają, ale czerpią wodę).  Przez nasze tereny przebiega wschodnia granica występowania dębu bezszypułkowego.  Dąb bezszypułkowy generalnie w Strzelcach nie występuje. Są to dęby o innym pokroju (gonne), z tym, że szypułkowe też mogę mieć taki pokrój, co zależy od warunków w jakich rosną. Za Pałacem Zamoyskich rośnie właśnie taki dąb szypułkowy, który „pędzi” 43 m w górę.
Nadleśnictwo Strzelce położone jest w południowo-wschodniej części województwa lubelskiego i utworzone zostało w 1936 r. Skarb Państwa przejął w ramach akcji „oddłużeniowej” Ordynacji Zamojskiej jej dobra Strzeleckie. W tym czasie częściowo w skład Nadleśnictwa weszły także lasy ówczesnego Nadleśnictwa Hrubieszów. Obecna siedziba Nadleśnictwa mieści się w Maziarni Strzeleckiej, oddalonej od Zamościa o 73 km. Nadleśnictwo gospodaruje na ponad 14 tysiącach hektarów powierzchni, z czego lasy zajmują gross tego obszaru (ponad 13 tysięcy ha). Podstawowym zadaniem Nadleśnictwa jest prowadzenie nasiennictwa i selekcja drzewostanów i drzew leśnych oraz zachowanie leśnych zasobów genowych. Obszar Nadleśnictwa podzielony jest na dwa obręby leśne: Hrubieszów i Strzelce. Jest to obszar o mało urozmaiconej rzeźbie terenu. Północno-zachodnie tereny Nadleśnictwa położone są w zasięgu Działów Grabowieckich (3 tys. ha), który to obszar charakteryzuje się głębokimi jarami i dolinami. Pozostała część położona jest w Obniżeniu Dubienki (9,4 tys. ha).  Na terenie Nadleśnictwa znajdują się dwa rezerwaty przyrody i 40 stref ochrony (m.in. orlika krzykliwego i bociana czarnego).
Podstawowym gatunkiem w drzewostanach Nadleśnictwa jest dąb. Za szczególnie cenne uważa się pojedyncze egzemplarze drzew tzw. doborowych. Cechują je najwyższe walory jakościowe: techniczne i genetyczne. Nadleśnictwo szczyci się posiadaniem na swoim terenie 43 egzemplarzy takich drzew, w szczególności dębu szypułkowego, ale także sosny pospolitej, modrzewia europejskiego, brzozy brodawkowatej, czy chociażby czereśni ptasiej.  Nadleśnictwo zajmuje się także hodowlą lasu, odnowieniami i zalesieniami powierzchni leśnych oraz nieleśnych (gruntów porolnych). Wykonuje ponadto pielęgnowanie sadzonek w nasadzonych młodych uprawach na powierzchni 355 ha oraz drzewek starszych w młodnikach (83 ha). Jednym z kluczowych zadań Nadleśnictwa jest szkółkarstwo. Produkcja sadzonek gatunków roślin lasotwórczych i w niewielkim zakresie krzewów ozdobnych jest oczkiem w głowie Nadleśniczego, dr Mariusza Nagadowskiego, z uprzejmości którego korzystaliśmy zwiedzając Szkółkę gospodarczą i Pałac Zamoyskich w Maziarni Strzeleckiej. Dziękujemy bardzo.

  

 

 

  

opracowanie i zdjęcia: Ewa Lisiecka

 

Lewartów czy Lubartów?

W ramach jesiennych szkoleń przewodnickich na sezon 2018/2019, w dniu 11 października 2018 r.,  przewodnicy z Koła Przewodników Terenowych PTTK O/Zamość im. Róży i Jana Zamoyskich zwiedzili miasteczko w województwie lubelskim, Lubartów. Oprowadzała przewodnik – Barbara Waśkowska, która zapoznała przewodników i sympatyków Koła z historią miasta i ich właścicieli, rodów Firlejów i Sanguszków. Jednym z najciekawszych zabytków Lubartowa jest kościół – Bazylika Mniejsza Świętej Anny i Pałac Sanguszków. Przewodnicy odwiedzili także Muzeum Parafialne z bogatym zbiorem przedmiotów o charakterze liturgicznym.  Dzięki uprzejmości Pana Starosty Lubartowa mieli również okazję obejrzeć w Pałacu (obecnym Starostwie) Salę Rycerską. Tam, o pałacu opowiadała z niezwykłą swadą Pani Teresa Krojec, pracownik Starostwa. Pani Teresa wyraziła zgodę na zacytowanie Jej wypowiedzi, promującej Lubartów i Starostwo, w którym pracuje. Przewodnicy otrzymali od Starostwa materiały dydaktyczne, pomocne w ich pracy turystycznej.

___________________________________________________________________________________________________________

Sala Rycerska Pałacu Sanguszków w Lubartowie – opowiada Pani Teresa Krojec – pracownik Starostwa Powiatowego w Lubartowie.
Proszę Państwa, znajdują się Państwo w Sali Rycerskiej Pałacu Sanguszków. Historia Pałacu jest nierozerwalnie związana z historią miasta. Założenie miasta zawdzięczamy wielkiemu rodowi magnackiemu, rodowi Firlejów. To Piotr Firlej kasztelan chełmski i radomski, edyktem z 29 maja 1543 r. zakłada to miasto na surowym korzeniu, na prawie magdeburskim. Miasto dostaje herb: na drzewcu liściastym dwa oparte lewarty. Staropolska nazwa lamparta brzmi lewart, dlatego to miasto od herbu nazwane zostaje Lewartów. Wraz z założeniem miasta ustala się datę targów. Dniem targowym był wtorek. Od 1543 r. ta tradycja przetrwała do dziś.
Piotr Firlej w miejscu obecnego pałacu funduje (nie pałac, nie zamek), ale taką ciężką, przysadzistą budowlę. W miejscu obecnego kościoła św. Anny, Piotr Firlej buduje drewniany kościół pod wezwaniem św. Piotra Apostoła. Żeby dać obraz zamożności Piotra Firleja, to powiem, że kiedy umiera, swym spadkobiercom, a miał trzech synów (Jana, Andrzeja, Mikołaja), zostawia 6 miast i 61 wsi. Dobra lubartowskie dostały się najmłodszemu, Mikołajowi Firlejowi. Kończy on budowlę, którą zaczął ojciec i zakłada szkołę. Następny właściciel, zięć Mikołaja Firleja, też Mikołaj Kazimierski, doprowadza tę szkołę do rozkwitu. To była szkoła ariańska. Cieszyła się niesłychaną renomą.
Również Kazimierski do Lewartowa sprowadził osadników: z Flandrii, czyli dzisiejszej Belgii, Holandii, z Niemiec i Żydów. O ile te dwie pierwsze nacje z czasem się spolonizowały, o tyle Żydzi zawsze stanowili swoistą odrębność. Miało to takie znaczenie, że z pokolenia na pokolenie populacja Żydów rosła. Cieszyli się oni dosyć dużymi swobodami na terenie Lubartowa, związanymi z osadnictwem, podatkami, rozwojem. Przed II wojną światową miasto było na poły żydowskie. Wszystko to co najlepsze, kamienice, parcele przy długich ulicach, handel, drobne rzemiosło, wszystko to było w rękach żydowskich. A zaczęło się to od Mikołaja Kazimierskiego.
Dobra lubartowskie z rodziny Firlejów przechodzą do rodziny Zasławskich, Wiśniowieckich, Lubomirskich. Córka Józefa Lubomirskiego, Marianna w 1705 r. wychodzi za mąż za księcia Pawła Karola Sanguszkę i wnosi mu te dobra w posagu. Z tego związku rodzi się syn Janusz Aleksander. Z czasem Lubomirska umiera. Ówczesne prawo mówiło, że po śmierci współmałżonka nie dziedziczy drugi współmałżonek tylko potomstwo. Takim sposobem młody Janusz Aleksander staje się właścicielem Lubartowa. Syn dorasta, ale ojcu nie podoba się to jak się prowadzi. Nie akceptuje sposobu w jaki syn żyje. W myśl powiedzenia „Jak się ożeni to się zmieni”, wbrew jego woli, żeni syna z córką starosty malborskiego, Konstancją  Denhoff. Ona była młoda, niebrzydka, małżeństwo jednak aranżowane, ale w tamtych czasach to nic nadzwyczajnego.
Młody książę nie cierpiał swojej żony, ponieważ miał inne preferencje (tzw. „grzech sodomski”). Nie zamierzał rezygnować ze swojego sposobu życia. Płacił za miłość, płacił za milczenie, długi rosły. Miał przyjaciela o nazwisku Rogaliński Ludwik, który go tam zdrowo „przeczyścił” z pieniędzy oferując miłość. Inne źródła podają, że kochankiem Janusza Aleksandra Sanguszki był Karol Szydłowski. Koniec końców młody książę sprzedał dobra lubartowskie ojcu. Takim sposobem książę Paweł, pomimo, że po żonie nie odziedziczył Lubartowa, ale odkupił od syna prawo do tego majątku. Rodzina Lubomirskich ostro protestowała, a procesowanie się trwało prawie 9 lat, ale książę Sanguszko wygrał ten proces i stał się właścicielem Lewartowa.
Dlaczego księciu tak zależało na tym Lewartowie? Mieścina taka sobie, a on tyle lat się o nią procesował. Otóż dlatego proszę Państwa, że rodzina Sanguszków wywodziła swe korzenie z Litwy. Uważali, że są potomkami siódmego syna Giedymina, słynnego z odwagi Lubarta, Proszę Państwa, sam pochodził od Lubarta, a w herbie miał lewarty. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że książę chciał podrasować rodowód. No, ale tak samemu nie wolno było sobie zmieniać, pomimo, że to tylko dwie literki. Książę zwrócił się z prośbą do króla o zmianę nazwy miasta. Edyktem z 22 listopada 1744 r. Lewartów staje się Lubartowem i dostaje nowy herb. Zostaje zachowana tradycja firlejowskich lampartów, tylko do tarczy dołączona jest litewska „Pogoń”. Od 1993 r. ten herb uchwałą Rady Miasta przywrócono i jest to ponownie oficjalny herb naszego miasta, ale pierwotny zawdzięczamy księciu Sanguszce.
Książę Sanguszko miał już to czego chciał, miał miasto, które nazwał tak jak chciał. Książę żeni się ponownie. Za żonę wybiera sobie Barbarę z Duninów. W dniu ślubu pan młody miał lat 54, a panna młoda lat 17. Małżeństwem byli lat 15 i z tego związku urodziło się 10 dzieci, z czego przeżyło sześcioro, trzech synów i trzy córki. Kiedy książę miał już szczęśliwą rodzinę i wszystko układało się jak najlepiej, postanowił osiąść na dobrach w Lubartowie. Wynajmuje słynnego architekta Pawła Antoniego Fontanę i poleca mu przebudować tę ciężką pofirlejowską budowlę na pałac. Powstaje pałac podobny do dzisiejszego, tylko jeszcze ładniejszy. Przy pałacu są oficyny, oranżeria, park w stylu francuskim, staw, całość jest ogrodzona kutym żelaznym płotem. Jest to sensu stricto magnacka rezydencja.
Mało księciu pałacu. Książę na miejscu małego kościółka pofirlejowskiego funduje murowany kościół p.w. św. Anny. Kościół był budowany w latach 1733-38. Wystarczyło 5 lat na wybudowanie tego kościoła. W 1738 r. konsekruje kościół biskup żmudzki, Michał Karp. Całą budową kierował i nadzorował słynny architekt tamtych czasów Tomasz Rezler. Mało było księciu jednego kościoła, razem z Mikołajem Skrzyneckim jest współfundatorem jeszcze jednego kościółka, mniejszego. To jest taki przyklasztorny kościół p.w. św. Wawrzyńca. Obecnie mieści się tam zgromadzenie Ojców Kapucynów. O ile pierwszy okres świetności Lubartowa zawdzięczamy Firlejom, o tyle drugi okres świetności miasta zawdzięczamy Sanguszkom.
W Sali Rycerskiej widzimy portrety rodu Sanguszków. Jeden z portretów przedstawia kobietę, ostatnią z rodu Sanguszków. Jest to księżna Klementyna Ostrowska Małachowska. Kiedy odziedziczyła ten pałac, postanowiła przeprowadzić generalny remont. Tu wszystko miało być na modę angielską, bowiem w tych czasach panowała „angielszczyzna”.  Tu rozwaliła, tam odrapała i z remontu się rozmyśliła. Sama wyjechała do Paryża, a ten pałac sprzedała swojemu kuzynowi hrabiemu Łubieńskiemu. Henryk Łubieński w stajniach pałacowych założył fabrykę fajansu. Interes nie szedł tak dobrze, jak kalkulował i zbankrutował, a bank za długi zajął pałac. Później ten pałac przechodził w ręce rodziny Grabowskich, Mycielskich. Oni tu nic nie wnieśli. To była jakaś lokata kapitału. Dopiero w 1925 r. kupują to zakonnicy, Bracia Kresowi. Nareszcie będzie gospodarz. Ale jak pech, to pech! W 1933 r. wybucha pożar. Doszczętnie płonie dach i wszystko to, co się chciało palić.
W 1936 r. miasto wykupuje tę ruinę, żeby coś z tym zrobić, ale wybucha za trzy lata wojna. Nic nie naprawiono, a Niemcy z tych ruin używali kamieni do brukowania dróg. Tym sposobem zniszczenia się jeszcze pogłębiły. Dopiero po wojnie w 1947 r. architekt Gerard Ciołek opracował plany odbudowy tego pałacu. Podobnie w wyglądzie jak za czasów Sanguszków, z tym, że wnętrza są przystosowane jako urzędy. Remont skończył się w latach 70-tych XX wieku i faktycznie mieściły się tutaj: Urząd Miasta; Urząd Gminy; Urząd Rejonowy i wiele, wiele innych. W sali, w której jesteśmy była Sala Ślubów. Obok w pomieszczeniu Urząd Stanu Cywilnego. Tak było do 1999 r. W tymże roku była reforma administracyjna. Powstały starostwa. Miasto wyprowadziło się do innych obiektów, a budynek przejęło Starostwo Powiatowe. Jesteśmy całkiem sporym Starostwem, ponieważ w skład starostwa wchodzi 13 gmin, 12 wiejskich i jedna miejska. Starostwo Powiatowe w Lubartowie ma prawie 1300 km kwadratowych powierzchni.

_______________________________________________________________________________________________________

Zamojscy Przewodnicy bardzo dziękują Panu Staroście Lubartowskiemu za umożliwienie zwiedzenia pałacu, a w szczególności Sali Rycerskiej oraz Pani Teresie Krojec za wspaniałe opowieści o historii miasta. Szczególne podziękowania kierujemy także do naszej Koleżanki Barbary Waśkowskiej, dzięki której mogliśmy bliżej poznać Lubartów.

______________________________________________________________________________________

 

  

  

opracowanie i zdjęcia: Ewa Lisiecka
Link do starych zdjęć Bazyliki Świętej Anny w Lubartowie: https://lubartow.fotopolska.eu/239625,foto.html?o=b7832&p=1

Zaproszenie do Bondyrza

Muzeum Historyczne Światowego Związku Żołnierzy AK Okręg Zamość im. ppłk Stanisława Prusa ps. Adam w Bondyrzu zaprasza na otwarcie nowo wyremontowanych pomieszczeń muzealnych w dniu 28.09. 2018 r. (piątek) o godz. 14:00.
Ponad dziesięć lat temu, nie żyjący już twórca Muzeum w Bondyrzu, Jan Sitek opisał historię utworzenia muzeum na stronie internetowej Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Okręgu Zamość – dla przypomnienia link:  http://akzamosc.pl/historia-muzeum/.

Sesja Krajoznawcza Oddziału PTTK w Zamościu

Szanowni Państwo,
Oddział PTTK w Zamościu serdecznie zaprasza na Sesję Krajoznawczą pt. Roztoczańskie drogi do Niepodległości, która odbędzie się w najbliższą sobotę 8 września 2018 r. 
W załączeniu przesyłam program sesji:
Zapraszamy również na uroczyste odsłonięcie tablicy upamiętniającej postać prof. Michała Pieszki, które odbędzie się w piątek 7 września o godz. 16.30 przed siedzibą Oddziału PTTK w Zamościu przy ul. S. Staszica 31.
Z turystycznym pozdrowieniem
 
Agnieszka Linek