Marcin Fołtynowicz w służbie Akademii Zamojskiej.

Mamy wielką przyjemność przedstawić naszym Czytelnikom Pana PIOTRA FLORA, który zgodził się podjąć współpracę z nami w zakresie prezentacji efektów Jego pracy regionalnej. Z bogatego wachlarza  dotychczasowych osiągnięć Pana Piotra wybraliśmy na początek artykuł, który swoją treścią wiąże poniekąd Biłgoraj i Zamość. Jest to skrupulatnie opracowany życiorys Ormianina, który urodził się w Biłgoraju, a swoje życie zawodowe związał z Zamościem i Akademią Zamojską. 

______________________________________________________________________________________________________

Piotr Flor – Regionalista – pasjonat a zarazem dociekliwy historyk, badacz m.in. kultu św. Marii Magdaleny, dziejów klasztoru franciszkańskiego, wsi zakonnej Puszcza Solska, parafii pw. św. Marii Magdaleny oraz całego Kościoła Łacińskiego na ziemi biłgorajskiej na przestrzeni XVII i XVIII w., jak również najstarszej historii Biłgoraja, stały wieloletni współpracownik Kwartalnika Biłgorajskiego „Tanew”(od 2005), redaktor i współredaktor rocznika historycznego Biłgorajskiego Towarzystwa Regionalnego „Nad Tanwią i Ładą” (od 2017), autor wielu publikacji dotyczących mało znanych faktów związanych z tym regionem, drukowanych w „NOWej Gazecie Biłgorajskiej”, „Aspektach”, „Tanwi”, Kwartalniku „Wioska Na Krańcu”, „Nad Tanwią i Ładą”, „Posłańcu św. Marii Magdaleny”, „Niedzieli” oraz na oficjalnej stronie Miasta Biłgoraja i na portalu internetowym bilgoraj.com.pl, członek ŚZŻAK, PCK i innych miejscowych stowarzyszeń użyteczności publicznej, laureat nagrody literacko-publicystycznej „Łabędzie Pióro” (od 2010), ponadto Powiatowy Twórca Kultury (od 2014), pomysłodawca przedsięwzięć związanych ściśle z pielęgnowaniem historii miasta i okolicy, prezes Biłgorajskiego Towarzystwa Regionalnego w latach 2017-2021, wybrany pod koniec 2021 roku na kolejną kadencję.

_____________________________________________________________________________________________________

Jego Magnificencja Marcin Fołtynowicz

Po lokowaniu, za sprawą kalwina Adama Gorajskiego, nowego grodu nad Ładą, w oparciu o nowoczesne i postępowe prawo magdeburskie, które dawało możliwość osiedlania się w tychże ośrodkach wszelkim przybyszom, (rzecz jasna na ściśle określonych zasadach), potwierdzonym przez panującego, (wtedy akurat króla Stefana Batorego), tj. 10 września 1578 roku we Lwowie, zaczęli powoli przybywać do niego najstarsi mieszkańcy.
Wówczas, tzn. w pierwszym 25-leciu jego istnienia, oprócz chłopów, zbiegłych z terenu Ordynacji Zamojskiej oraz osadników z Małopolski, czy nawet z Mazowsza, pojawili się w nim także… Ormianie. Niestety, nie znamy do końca kulisów ich przybycia do miasta Biełgoraja (dziś Biłgoraja), zwłaszcza na początku XVII wieku.
Ale to jest faktem. Nie da się bowiem zaprzeczyć temu, iż we wspomnianym grodzie żyła na przełomie XVI i XVII w. rodzina o specyficznym nazwisku, bardzo przypominającym społeczność ormiańską, czyli ród Fołtynowiczów, a jej najsłynniejszym członkiem okazał się człowiek o imieniu… Marcin.
Co więcej, był on wybierany i to aż trzynastokrotnie na najwyższego przełożonego, trzeciej co do wielkości oraz znaczenia uczelni w Rzeczypospolitej, (po Krakowie i Wilnie), otwartej w październiku 1594 w Zamościu, na mocy bulli papieskiej Klemensa VIII,  aczkolwiek za dies natalis tego Uniwersytetu uważa się dopiero 15 marca następnego roku.
Dodam w tym miejscu, że wspomniana osoba, poza jednym wyjątkiem, była jej rektorem najwięcej razy, gdyż w niemal dwustuletniej działalności tego quasi uniwersytetu dorównał temu wykształconemu obywatelowi… tylko jeden z profesorów w historii… (tj. Adrian Krobski, który okazał się jej przełożonym dokładnie 15 razy).
Zacznijmy zatem od początku. Marcin Fołtynowicz, bo nim mowa, urodził się w grodzie nad Ładą ok. 1604 roku, jako starszy syn Walentego. A zatem przyszedł na świat w ciągu pierwszego dwudziestopięciolecia powyższego młodego miasta. Zapewne dzięki dobrej sytuacji materialnej rodziców mógł ten małoletni biłgorajanin, (liczył bowiem 7 wiosen), rozpocząć swą dwupoziomową edukację w powyższej uczelni, w oparciu o tzw. siedem sztuk wyzwolonych, trwającą łącznie aż 11 lat.
Obejmowała ona gramatykę, dialektykę (logikę), retorykę, geometrię, arytmetykę, astronomię i muzykę oraz takie przedmioty jak: język polski, łaciński i grecki, razem z ich składnią, a także religię, historię, matematykę, metafizykę, filozofię naturalną, połączoną z polityką, ponadto prawo, jak również elementy medycyny z elokwencją (krasomówstwem) włącznie.
Profesorem Marcina Fołtynowicza został zapewne Kacper Trądkowski, nowy doktor filozofii, a zarazem wykładowca analogii (gramatyki), poezji i retoryki, przybyły do Zamościa w tym samym roku, co wspomniany student, tyle że z… Krakowa. (Zmarł jeszcze przed zakończeniem nauki przez niego, tj. w 1620 roku).
Co ciekawe, we wspomnianej Wszechnicy kształcili się poza nim jeszcze inni przedstawiciele tej niezwykłej familii, począwszy od bratanków, po jego własnego syna Kazimierza. Dzięki studiom w równie sławnej akademii, jak krakowska czy wileńska, dołączyli oni wszyscy już w poł. XVII w. do grona najznamienitszych obywateli ówczesnego państwa polskiego.
Albowiem przez jej mury przewinęło się w międzyczasie wielu wybitnych ludzi, począwszy od Panów na Zamościu – Tomasza oraz Jana Zamoyskich, ordynatów et patrones protectores Academiae Zamoscensis, przez późniejszych biskupów przemyskich, w tym Pawła Piaseckiego, który sprowadził franciszkanów do Biłgoraja w 1644 roku, po potomków takich znanych rodów szlacheckich, jak Sobiescy, Potoccy, Żółkiewscy, czy Ostrorogowie. Zgodnie z dewizą tej „szkoły cywilnej” wszyscy oni mieli „żyć ku pomnożeniu chwały Bożej oraz pożytkowi Jego Królewskiej Mości i Rzeczypospolitej”.
Ukończywszy w niej naukę (ok. 1623 roku), najzacniejszy mieszkaniec grodu nad Ładą postanowił związać się na zawsze ze swoją Alma Mater i już przed 1625 r. został w niej wykładowcą poezji, a po kilkunastu latach także filozofii. Zapewne tutaj też ożenił się w międzyczasie z Elżbietą z Blochów i osiadł na stałe w Zamościu, gdzie przyszedł na świat jego syn Kazimierz.
Po raz pierwszy został rektorem miejscowej Akademii dopiero w 1639 roku. Obejmując tak ważny urząd nie wiedział wtedy, iż dołączy szybko do grona pięćdziesięciu najwybitniejszych profesorów w jej historii, pełniących tę odpowiedzialną funkcję, ani tym bardziej, że będzie nią administrował najwięcej razy z nich wszystkich (poza Adrianem Krobskim).
Po swej kolejnej promocji doktorskiej, tym razem na wydziale obojga praw (w 1644 r.), zdobył w powyższym mieście, poza gruntowną wiedzą i ważnymi urzędami, również wysoką pozycję i względy trzeciego ordynata – Jana Sobiepana Zamoyskiego, czego wielu profesorów mu najzwyczajniej zazdrościło, a zwłaszcza wybitny pamiętnikarz zamojski, autor cennego diariusza Bazyli Rudomicz, jego rywal.
Jeśli chodzi o zasługi Fołtynowicza, dał się przede wszystkim poznać jako dobry zarządca, szczerze zatroskany o losy swej uczelni. Gdyby ktoś nie wiedział, to jej budynek, który przetrwał do naszych czasów w Zamościu, został wzniesiony właśnie za jego pierwszego rektoratu i służył potem (tj. po zamknięciu Akademii) jako szkoła.
Również jego staraniem zamojska Wszechnica, dzięki wsparciu biskupa Jana Chrzciciela Zamoyskiego, za zgodą papieża Innocentego X otrzymała w 1648 roku nową bullę, zatwierdzającą wcześniejsze postanowienia Stolicy Apostolskiej, wydane przez Klemensa VIII (z 1594) i Pawła V (z 1617) i po raz kolejny otworzyła nieczynny wydział teologiczny, co podniosło jej rangę do pełnego uniwersytetu.
Ponadto jako asesor, a później sędzia Trybunału Zamojskiego, wraz z wykładowcami Benedyktem Żelechowskim, a następnie z Wojciechem Gryglickim, egzaminował tu od połowy XVII w. kandydatów na stopień doktora obojga praw, dzięki czemu przyczynił się do wykształcenia wielu doskonałych notariuszy publicznych. (Każdy pisarz miejski w tym czasie, a więc także biłgorajski, musiał przejść odpowiednią naukę w tej uczelni, doktorami zostawali ci, co sami później kształcili innych w prawie).
W uznaniu zasług tego biłgorajanina młody ordynat, już po wzniesieniu nowego budynku akademickiego, dał mu w dzierżawę (nie miał bowiem prawa niczego wydzielić z Ordynacji Zamojskiej), część swojej wsi Szopinek, z której Fołtynowicz miał korzyść do końca życia.
Co najważniejsze, jako pierwszy z profesorów Akademii mógł jeszcze dodatkowo zamieszkać, wraz z całą swoją rodziną, z woli właściciela Zamościa i całego Państwa Zamojskiego (tak nazywano ich latyfundium), w tzw. „Kamienicy Morandowskiej”, czyli najpiękniejszej, wzorcowej willi włoskiej na Rynku zamojskim, zbudowanej przez słynnego architekta tego miasta – Bernardo Morando, (pierwotnie dla jego własnej rodziny).
Po Fołtynowiczu następnym wybitnym rektorem, mieszkającym w tym budynku był Stanisław Niewieski. Wracając do owego profesora, w czerwcu 1658 roku najsławniejszy mieszkaniec Biłgoraja został po raz dziesiąty wybrany na rektora Akademii, nieoczekiwanie dla rywalizującego z nim dziekana Rudomicza, który rzecz jasna nie obdarzył go za to sympatią, o czym świadczy dobitnie jego pamiętnik z tamtego okresu. Rok później znowu los był łaskawszy dla Fołtynowicza, następny, czyli 1660 r. także.
Nie przeszkadzało to bynajmniej w tym, by obydwaj wykładowcy przejeżdżali razem i to aż kilkakrotnie przez Biłgoraj w drodze do wsi akademickiej – Bukowiny, (m.in. w 1658 i w 1662), z tym że pierwszy z nich zazwyczaj jako rektor, drugi zaś jako konsyliarz, tj. osoba odpowiadająca za stan finansowy wspomnianej uczelni.
Odbierali wtedy należny im czynsz od swych poddanych, stanowiący ich roczne pensje oraz rozstrzygali sprawy sporne lub urzędowe tej gromady. Jeśli chodzi o obciążenia mieszkańców owej wsi, były one dosyć duże i niestety nieuniknione.
Przykładowo w samym 1658 r. tylko czynsz za jeden rok pobrany od nich wynosił ok. 700 złp., podczas gdy konia można było kupić nawet za 20 złp., a już za kilka lat wzrósł on jeszcze do kwoty 1474 złp., a więc dwukrotnie.
A dochodziły do tego jeszcze daniny w postaci 130 korców owsa, tj. ok. 65-130 metrów zboża, a także kapłonów, tzn. specjalnie tuczonych młodych kogutów, których mieli oddać 160 sztuk, czy nawet 14 kop jaj, łącznie z dodatkowym podatkiem, zwanym solnym i drewnym. Na marginesie dodam, że ich podział był powodem ciągłych kłótni pomiędzy profesorami.
Jednak kiedy zachodziła konieczność obrony tych ludzi np. przed bezprawnym zajęciem ich wioski przez jakieś oddziały wojskowe, władze akademickie dążyły z determinacją do uwolnienia ich od kolejnych obciążeń, stanowczo im się sprzeciwiając.
We wrześniu 1661 roku zmarła nagle Fołtynowiczowi małżonka. Pół roku później (tzn. w kwietniu 1662), przyjął na starość święcenia kapłańskie i został kanonikiem Kolegiaty Zamojskiej, obecnie Katedry. (Niestety jego nazwiska nie znajdziemy na płytach pamiątkowych wokół sąsiedniego budynku, gdyż nie był jej proboszczem, a szkoda, bo byłaby to olbrzymia pamiątka dla współczesnych biłgorajan).
Miesiąc po tym wydarzeniu, trzynasty raz z kolei został wybrany na rektora Akademii Zamojskiej. W drodze do Bukowiny przybył wtedy po raz ostatni do Biłgoraja, gdyż zmarł zaledwie kilka miesięcy później, dokładnie zaś w pierwszej połowie stycznia 1663 roku.
Tym samym nie zdążył skorzystać jeszcze z jednego wielkiego przywileju, jakim było nadanie wszystkim profesorom Akademii Zamojskiej, przez samego króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego, nota bene syna Gryzeldy Konstancji Zamoyskiej, siostry ordynata Jana, uprawnienia do korzystania z tytułu szlacheckiego (od 1669 roku), ale bez posługiwania się herbem, czego i tak nigdy polska szlachta nie uznała.
Cnocie i godności
Wielmożnego i Najzacniejszego Pana
P. Marcina Fołtynowicza
doktora filozofii a także w sławetnej Akademii Zamojskiej
profesora zwyczajnego (tj. wykładowcy), 
nadto w tejże Akademii rektora
uroczyście ogłoszonego
Roku Odnowionego Zbawienia 1639 Maja 18 […]
przez Wielmożnego Andrzeja Abreka Lwow[czyka] (lwowianina)
zwyczajnego profesora wymowy (elokwencji).
W drukarni Akademii Zamojskiej: 1639 

Zdjęcia Akademii Zamojskiej i Kamienicy Morandowskiej (Fołtynowiczowskiej) – P. Flor

źródła:

  1. https://polona.pl/item/virtvti-et-honori-magnifici-martini-foltinowicz-philosophiae-doctoris-et-inclyta,MjI4ODc1OTI/4/#info:metadata
  2. Bazyli Rudomicz. Efemeros seu diarium privatum. Lublin 2002.
  3. Jacek Feduszka. Zamość. Zarys historii miasta i jego mieszkańców od XVI do XX wieku. Zamość 2021. s. 39.
 Piotr Flor
Prezes BTR
Wszelkie prawa zastrzeżone ©
Słowniczek
  • quasi – prawie, jak gdyby
  • dies natalis – dzień narodzin
  • Alma Mater – Matka Karmicielka (uroczysta nazwa średniowiecznego uniwersytetu)
  • patronus protector Academiae Zamoscensis – patron opiekun (ewentualnie także: obrońca)Akademii Zamojskiej
  • nota bene – zauważ dobrze, w języku polskim pisane razem i używane w znaczeniu „na marginesie”, „nawiasem mówiąc”
Ciekawostki
Do absolwentów tej uczelni należeli w tamtym czasie również tacy magnaci, jak niedoszły wojewoda kijowski Adam Kisiel, wraz ze swoim bratem Mikołajem, poległym potem pod Winnicą w bitwie z wojskami Iwana Bohuna, syn kasztelana chełmskiego – Marcin Uhrowiecki, czy syn hetmana polnego koronnego Jan Żółkiewski, będący od 1622 starostą hrubieszowskim, uczestnik przegranej bitwy pod Cecorą, którego z niewoli tureckiej wykupiła własna matka (z ciałem zabitego męża).
Tłumaczył z łaciny P. Flor
 

Zamość i Zamoyscy w fotografii i prasie krajowej oraz zagranicznej. Część 2.

Część II. Notatki prasowe pomagają niekiedy rozwikłać zagadki dotyczące naszego miasta.

„Słowo Zamojskie” Nr 39 z 1930 r.  – artykuł „Poświęcenie krzyża”. – udostępnia Cyfrowa Biblioteka Jagiellońska.

________________________________________________________________________________________________________

Gazeta Lwowska nr 54 z 1924 r. wyd. Lwów. autor dr I.W. – artykuł dotyczy Władysława Zamoyskiego z Kórnika , (s. gen Władysława Zamoyskiego), który wraz z siostrą Marią przekazali cały swój majątek Narodowi Polskiemu. – udostępnia CBJ

___________________________________________________________________________________________________

Fotografia z ok 1888 r. – Maurycego (1871-1939) i Franciszka Tomasza (1873-1927) Zamoyskich (s. Tomasza XIV ordynata i Marii z Potockich) autorstwa Jana Mieczkowskiego. Obiekt udostępniony CBJ – przez Muzeum Zamoyskich w Kozłówce.

___________________________________________________________________________________________________________

„Słowo Zamojskie”  Nr 34/1930 – udostępnia CBJ

_____________________________________________________________________________________________________________

„Słowo Zamojskie” Nr 6/1929- udostępnia CBJ

__________________________________________________________________________________________________________

„Głos Zamojszczyzny” (przekształcony z Echa Biłgorajskiego) – Rok III Nr 5 z maja 1930 r. – udostępnia CBJ

_____________________________________________________________________________________________________________

„Głos Zamojszczyzny” Nr 6 z czerwca 1930 r. – udostępnia CBJ

___________________________________________________________________________________________________________

„Słowo Zamojskie” Nr 41/1930 – udostępnia CBJ

_____________________________________________________________________________________________________________

 

Jakub Lauro w służbie Zamoyskich.

Jakub Lauro (Jacobus Laurus Romanus) (1584-1637) to włoski sztycharz/rytownik, który już w 1600 r. podjął współpracę z polskimi odbiorcami jego prac, wśród których wymienić należy także I i II ordynata na Zamościu, Jana i Tomasza Zamoyskich. (1) Rolę pośrednika pomiędzy Janem Zamoyskim, a artystą pełnił opat Sant Valentino w Rzymie, Angelo Odducio. Jakub Lauro z inicjatywy opata pragnął uczcić osobę hetmana Zamoyskiego (wzorem rzymskich bohaterów) „łukiem triumfalnym” (Arco trionfale) oraz wykonując jego portret alegoryczny sławiący bohaterskie czyny i zasługi. Pomysł ten nie przypadł do gustu Zamoyskiemu, który od początku sprzeciwiał się takiemu uhonorowaniu łukiem triumfalnym, akcentując to w swoich listach do opata. Zaakceptował natomiast wykonanie portretu. Angelo Odducio zlecił Lauro wykonanie projektów jeszcze w 1601 r. Zapewne wobec sprzeciwu Jana Zamoyskiego, Jakub Lauro ukończył swoją pracę dopiero po śmierci Zamoyskiego i doręczył ją synowi hetmana, w czasie pobytu Tomasza Zamoyskiego w Rzymie.
Dr Stanisław Tomkowicz, jako jeden z pierwszych badaczy, jeszcze w latach 20-tych XX w., przeprowadził analizę listów Jana Zamoyskiego z opatem Angelo Odducio i Jakubem Lauro. Wyniki badań korespondencji rzymskiej, znajdującej się w zbiorach Biblioteki Ordynacji Zamojskiej (BOZ) w Warszawie, dr Tomkowicz opublikował w artykule „Ordynaci Zamoyscy i sztuka” na łamach „Teki Zamojskiej” z maja 1920 r. Pewne zmiany i uzupełnienia autor zawarł następnie w „Pracach” Komisji Historii Sztuki. (2)
W zbiorach Graficznych Muzeum Narodowego w Warszawie znajduje się „Portret alegoryczny Jana Zamoyskiego” autorstwa Jakuba Lauro, a w zbiorach Graficznych Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie „łuk triumfalny” z Janem Zamoyskim na koniu. (3) Ten ostatni należy zaliczyć w poczet mecenatu artystycznego II ordynata Tomasza Zamoyskiego, który sfinalizował transakcję z artystą. Realizacja zamówienia złożonego przez opata Odducio u Jakuba Lauro trwała zatem od 1601 r. do 1617 r., a w zasadzie do 1619 r. Nie została zrealizowana za życia Jana Zamoyskiego, ponieważ nie życzył on sobie drukowania „łuku triumfalnego” i dołączonego do prac Lauro panegiryku – „pochwały” pióra Andrea Baiano.

 

Kolejną badaczką, która zajęła się tematem prac Lauro wykonywanych dla Zamoyskiego, była Maria Lewicka. Odszukała ryciny Lauro. Nie udało się jej natomiast odnaleźć księgi (panegiryku) autorstwa Andrea Baiano, który stanowił „pochwałę” czynów Jana Zamoyskiego, dołączoną do rycin Jakuba Lauro. (3) Na szczegół ten zwraca uwagę kolejna badaczka, dr Bogumiała Sawa w swoim obszernym artykule, w którym zawarła rozważania m.in. na temat ukazania przez Lauro schematycznej odsłony planu zabudowy ówczesnego Zamościa. Cyt. „Poszukiwania księgi w kilku polskich zbiorach graficznych, prowadzone przez Marię Lewicką w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, nie przyniosły wprawdzie rezultatu, ale okazało się, że istnieją osobno pojedyncze ryciny Laura: portret kanclerza datowany na 1604 r. oraz łuk triumfalny”. (4)
Prowadząc poszukiwania w Bibliotece Narodowej w Warszawie udało się obecnie natrafić na księgę, i to w dwóch wersjach. Potwierdzają to dwa dokumenty znajdujące się w zasobach BN, zatytułowane: Memoriae rerum gestarum ab Ilustrissimo et Excellentissimo Domino Domino Joanne Zamoscio Magno Cancellario Regni Poloniae et Copiari Imperatore perpetuo, eiusque superstiti splendori filio tanti Patris implenti vestigia Illustrissimo Domino Domino Thomae Zamoscio Praefecto Knissinensi Goniadzensi etc. panegiricus a domino Andrea Baiano Lustiano scriptus et a Jacobo Lauro Romano dicatus Romane. Apud Bartholomaeum Zannetum 1617. Jeden z dokumentów jest datowany przez BN na okres <ca 1805 ca 1845> , a drugi (ten z dedykacją dla Niemcewicza) na rok 1814. Na jednym z tych dokumentów znajduje się ciekawy zapisek. Z dedykacji sporządzonej w 1815 r. przez XI ordynata Stanisława Zamoyskiego (zamieszczonej na odwrocie jednej z rycin), wynika, że dokument ten (kopia ?) został przeznaczony dla Juliana Ursyna Niemcewicza, Sekretarza Senatu Księstwa Warszawskiego, Kawalera Orderu Świętego Stanisława w „dowód poważania y życzliwych chęci” z przypomnieniem obietnicy, złożonej przez adresata dedykacji, co do przełożenia treści „literatury” na język polski. Przekazany Niemcewiczowi do przetłumaczenia z łaciny panegiryk, autorstwa Andrea Baiana Luzytańczyka (Portugalczyka), dotyczył pochwały czynów i zasług Jana Zamoyskiego. Na dołączonych do panegiryku kartach znajdują się szkice i projekty napisów do portretu alegorycznego Jana Zamoyskiego, uzupełnione i uaktualnione o pochwały dla nowego fundatora i odbiorcy, Tomasza Zamoyskiego.
Panegiryk Baiana miał stanowić według badaczy swego rodzaju komentarz do rycin na łuku triumfalnym. Jego przetłumaczenie zlecone Niemcewiczowi przez Stanisława Zamoyskiego około 1815 r. mogło wnieść nowe ustalenia i informacje na temat m.in. wczesnego wizerunku miasta; ciekawostek nieznanych badaczom itp. Oba dokumenty spisane po łacinie różnią się między sobą, zarówno w układzie dokumentu, ilości stronic, rysunku, napisów, podpisów Jakuba Lauro  itp. Wymagają szczegółowego badania i analizy przez znawców tematu. Przykłady różnic poniżej.

 

 

 

 

Czy Niemcewiczowi udało się wypełnić obietnicę złożoną XI ordynatowi, Stanisławowi Zamoyskiemu? Wymaga to dodatkowych ustaleń, ale na pewien ślad udało się natrafić w zbiorach Biblioteki Narodowej w Warszawie. Jest to kolejny, odszukany tym razem przez Ewę Dąbską dokument, rękopis tłumaczenia z łaciny panegiryku, w opracowaniu Kołpaczyńskiego z poprawkami Alojzego Felińskiego, z poprzedzającym go listem Jakuba Lauro do Tomasza Zamoyskiego. Tytuł dokumentu z ok 1820 r. brzmi: „Pamięci czynów Jana Zamoyskiego Wielkiego kanclerza Król. Pol. Hetmana Woysk Polskich Synowi jego wstępującemu ze sławą w ślady tak Wielkiego Oyca Tomaszowi Zamoyskiemu Staroście Kniszyńskiemu i Goniądzkiemu Pochwała napisana przez Jędrzeja Baiana Portugalczyka przez Jakuba Laura Rzymianina odczytana w Rzymie w 1617 roku.”
  cyt.: „Lecz na cóż mi się zaymować Twego Oyca pochwałą, kiedy Ty jeden za naydłuższą i naylepszą stać możesz? – i do Ciebie właśnie słowa Ekklezyastyka zdają się zmierzać? Umarł! – jak gdyby nie umarł, bo syna podobnego zostawił po sobie, widział go i cieszył się nim za życia, zostawił bowiem obrońcę domu swojego przeciw nieprzyjaciołom i przyjaciołom wdzięcznego.”

 

Przy okazji rozważań w temacie panegiryku na cześć Jana Zamoyskiego, warto na chwilę wrócić do tzw. siedmiu rycin proponowanych Janowi Zamoyskiemu przez J. Lauro, które sławiły jego kampanię inflancką z lat 1601-1602.  Zamoyski zaakceptował tylko dwa rysunki sporządzone przez Lauro. Przedstawiały zdobycie zamków inflanckich: Walmaru (18.12.1601 r.) i Felina (17.05.1602). Trzeci rysunek, obrazujący zdobycie Białego Kamienia w Estonii (Weissenstain), Zamoyski odesłał Lauro wraz z własnym szkicem do poprawki. Na przełomie lat 1829/1830 odbitki szkiców zamówił XI ordynat, Stanisław Zamoyski, które zostały sporządzone według przerysu paryskiego Arnou. W zasobach BN w Warszawie udało się odnaleźć m.in. te dwa, interesujące nas szczególnie rysunki, dotyczące zdobycia Walmaru i Felina.

Ostatnia z rycin Jakuba Lauro zaakceptowana przez Jana Zamoyskiego została odnaleziona w poznańskim wydaniu z 1861 r., zebranym przez Tytusa Działyńskiego, w litografii Engelmana. Dokument nosi tytuł: Collectanea vitam resque gestas Joannis Zamoyscii magni cancelarii et summi ducis Reipublicae Polonae. (6) Jedna z rycin przedstawia zdobycie Białego Kamienia (Zamoyski na planie oznaczony jest literą „R”). Weisestonum (Weissenstein) zostało zdobyte 27.09.1602. Nie wiadomo jednak, czy rycina jest pierwszą wersją sporządzoną przez Lauro, czy też tą poprawioną według wskazówek Jana Zamoyskiego.

 

W tym miejscu chciałabym złożyć podziękowania kol. Ewie Dąbskiej za pomoc oraz udostepnienie rycin Jana Zamoyskiego oraz artykułów Marii Lewickiej i dr Bogumiły Sawy.
Opracowanie: Ewa Lisiecka
źródło:
  1.  Piotr Kondraciuk. Pod niebem północy. Z dziejów polsko-włoskich związków artystycznych. Zamość 2010. s. 28-31.
  2.  Sprawozdanie z posiedzeń Komisji Historii Sztuki za czas od 1 stycznia 1926 r. do 31 grudnia 1927 r. –          https://delibra.bg.polsl.pl/Content/24069/sprawozdania_1927.pdf
  3. Maria Lewicka. Rycina Jakuba Lauro ku czci Jana Zamoyskiego. Nowe materiały do ikonografii Szarogrodu i Zamościa. PIS. Biuletyn Historii Sztuki. 1956.
  4. Bogumiła Sawa. Najstarszy siedemnastowieczny obraz Zamościa Jakuba Lauro. ZKK. Nr 4 (101) 2009. s. 14-23
  5. Zbiory Biblioteki Narodowej w Warszawie. Udostępnienie – na stronie internetowej Polona.
  6. https://polona.pl/item/collectanea-vitam-resque-gestas-joannis-zamoyscii-magni-cancelarii-et-summi-ducis,OTMyMTU0NTA/349/#info:metadata

Zamość i Zamoyscy na łamach krajowej i zagranicznej prasy. cz.1.

Przedstawiamy cykl zebranych artykułów o Zamościu i Rodzinie Zamoyskich, opublikowanych na łamach prasy zagranicznej i krajowej.

________________________________________________________________________________________________________

Czasopismo polonijne „The Polish Review” – Nr 2 z 15.03.1943 r. – udostępnia Cyfrowa Biblioteka Jagiellońska.   ____________________________________________________________________________________________

Czasopismo „Niedziela” – z 31.07.1891 r. – Jan Zamoyski – udostępnia CBJ

  

__________________________________________________________________________________________________________

Dwutygodnik Ilustrowany „Dwór i wieś” nr 9/1913; autor artykułu: Edward Maliszewski; Ordynacje polskie; wydawca: Bolesław Schoen Warszawa. Czasopismo ukazywało się w latach 1912-1914. Udostępnia CBJ

_________________________________________________________________________________________________________

 

 

Czasopismo lwowskie „Opiekun dzieci naszych” – Nr 2 z 15.01.1873 r. – Nr 4 z 5.02.1873 r. wydawca: red. A Kisielewski – drukarnia: Pillera- udostępnia CBJ

________________________________________________________________________________________________________________

opracowanie: Ewa Lisiecka

 

 

Cykl zamojskich obrazów dot. św. Tomasza.

 

Dzięki uprzejmości Pana Tomasza Bulewicza mamy możliwość, zapoznania naszych Czytelników z niezwykle ciekawym studium badawczym, dotyczącym czterech obrazów z cyklu męczeństwa św. Tomasza, znajdujących się w Katedrze w Zamościu. Praca Pana Tomasza Bulewicza, zatytułowana Uwagi o tzw. „Cyklu z dziejami św. Tomasza apostoła” z kolegiaty zamojskiej, została opublikowana w: „Studia nad sztuką renesansu i baroku. Fundator i dzieło w sztuce nowożytnej. Część 2.” – t. VII. 2006 r. s. 207-225.

____________________________________________________________________________________________

 

 

 

 

________________________________________________________________________________________________________

 

Film o Pałacu Zamoyskich.

Udostępniamy naszym Czytelnikom film Piotra Bojanowskiego, poświęcony w dużej mierze budynkowi dawnego Pałacu Zamoyskich w Zamościu. Obecnie mieści się tam siedziba I Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Zamoyskiego w Zamościu, przeniesionego na czas remontu budynku dawnej Akademii Zamojskiej. Pomysłodawcą i realizatorem filmu jest grono pedagogiczne i młodzież Liceum, a w projekcie współuczestniczą pracownicy Muzeum Zamojskiego i przewodnicy z Koła Przewodników Terenowych PTTK/O/Zamość im. Róży i Jana Zamoyskich w Zamościu.

Link do filmu: https://www.facebook.com/1lozamosc/videos/1231191767618619

Przestrzeń kulturowa Zamościa.

Dzięki uprzejmości Pana Jacka Herca udostępniamy nagranie wykładu Pana Profesora Bonawentury Pawlickiego, który został wygłoszony na Konferencji „Przestrzeń kulturowa Zamościa: urbanistyka, architektura, krajobraz, życie miasta”, która odbyła się w Sali Consulatus Ratusza w Zamościu 15.06.2015 r. Pan Profesor wyraził zgodę na nagrywanie, a Autor nagrania, Pan Jacek Herc wyraził zgodę na upublicznienie filmu na naszej stronie przewodnickiej. Bardzo dziękujemy.

zdjęcia: Jacek Herc

Link do nagrania: https://www.facebook.com/jacek.herc/videos/726803447432022

Bonawentura Maciej Pawlicki (1933-2019) – prof. zw. dr hab. inż. arch. Politechniki Krakowskiej i innych uczelni w Polsce. Honorowy Obywatel Miasta Zamość (2019), polski architekt, historyk architektury i urbanistyki, konserwator zabytków, wykładowca akademicki.

Zamojska Madonna.

Przypomnijmy słowa dr Bogumiły Sawy z artykułu poświęconego historii zamojskiego obrazu  „Zwiastowania NMP” – „sporo wody upłynie jeszcze zanim poznamy wszystkie dzieła mogące pretendować do tego miana”, czyli pierwowzoru przedstawienia z zamojskiej Katedry.
Obraz „Zwiastowania N.M.P.” z zamojskiej Katedry został sprowadzony z Florencji do Zamościa w połowie XVII w. Starania o jego pozyskanie podjęła zapewne jeszcze para małżeńska, w osobach II ordynata Tomasza Zamoyskiego i jego małżonki Katarzyny z Ostrogskich Zamoyskiej. Zamierzenie to zrealizował jednak dopiero ich syn, Jan Zamoyski III ordynat na Zamościu. Autorstwo tego barokowego dzieła znawcy tematu przypisują Carlo Dolci. Jest to kopia XIV w. wizerunku Matki Bożej z kościoła florenckich serwitów, czczonego we Włoszech i Europie. Kult obrazu szerzony początkowo przez Medyceuszy rozprzestrzeniał się stopniowo na całą Europę. Był wzorem do naśladowania dla wielu malarzy, w tym Carlo Dolci, który wykonał kilka takich realizacji. Dr Piotr Kondraciuk dokonał szczegółowej analizy zamojskiego „Zwiastowania” w książce „Pod niebem północy”, do której odsyłam wszystkich zainteresowanych szerzej tematem (Z dziejów polsko-włoskich związków artystycznych. Zamość 2010, s. 40-41). Jak dotąd nie wszyscy mieli okazję do porównania obrazu z katedry z jego pierwowzorem.

Kierując się nazwiskiem Fratelli Alinari* natrafiłam w zasobach Biblioteki Narodowej w Warszawie, udostępnianych na stronie internetowej Polona, na kopię zdjęcia z ok 1910 r., przedstawiającą „Zwiastowanie” ze zbiorów Galleria dell’Accademia we Florencji (dot. malarstwa włoskiego XIV w.) łudząco przypominające „Zwiastowanie NMP” z Zamościa. Dzięki zasobom Biblioteki Warszawskiej mamy wspaniałą okazję do porównania obu wizerunków Matki Bożej z Florencji i tej z Zamościa.

opracowanie: Ewa Lisiecka

https://www.zabytkowekoscioly.net/index.php/wlochy/668-florencja-kosciol-santissima-annunziata

Więcej na temat Obrazu MB z Zamościa w Zamościopedii Andrzeja Kędziory: https://www.zamosciopedia.pl/index.php/oa-oe/item/3710-obraz-zwiastowania-nmp

* Fratelli Alinari  – Firma „Bracia Alinari” (Arnaldo Fratelli) – wybitny dziennikarz, fotograf, literat włoski, który w drodze do Lwowa przejeżdżał przez Zamość w 1935 r.

Zachęcamy także naszych Czytelników do zapoznania się z artykułami w temacie:

  1. Bogumiła Sawa. ZKK Nr 1/23 i Nr 2/24 z 1990 r. Zagadki zamojskiego „Zwiastowania” cz. I i cz. II.
  2. Łukasz Kot. Niedziela zamojsko-lubaczowska. Nr 5/2017 s. 4-5. Tajemnice zamojskiej katedry (1). Napis z lusterka.

Zaproszenie na konferencję.

Koleżanki i koledzy w imieniu Eweliny Polańskiej zapraszam  na Ogólnopolską Konferencję Naukową Homo viator. Podróże po „wiedzę bezcenną” w perspektywie historycznej i w ujęciu współczesnym, 6 – 8 kwietnia 2022 roku.  Szczegółowy program przesłałam we wcześniejszym emailu. 

Program na stronach Akademii. 

Z turystycznym pozdrowieniem Maria

Bazylianie w Radecznicy. Materiał szkoleniowy dla przewodników.

Dotychczas mało były rozpoznane dzieje kościoła i klasztoru w Radecznicy, zaistniałe po likwidacji Zakonu OO. Bernardynów przez zaborczy rząd rosyjski. Bezpośrednim pretekstem do usunięcia Bernardynów z Radecznicy była pomoc, jakiej zakonnicy udzielali powstańcom styczniowym 1863 r. Temat ten wcześniej zaledwie zasygnalizowali w swoich pracach: Stanisław Rapa i Witold Kołbuk. Dopiero opracowanie Stefana Dymitruka za lata 1869-1875 (1) szerzej nakreśla historię Świętej Górki po wypędzeniu Bernardynów z Radecznicy. Rok 1869 to data sprowadzenia do Radecznicy Bazylianów z Warszawy i utworzenia w dawnym klasztorze bernardyńskim, unickiego domu zakonnego. W roku 1872 zlikwidowano z kolei klasztor Bazylianów, a w jego miejsce powołano parafię unicką. Trzy lata później (1875 r.), parafię unicką zamieniono na parafię prawosławną. Przyczyną tego stanu rzeczy było, siłowe zjednoczenie unickiej diecezji chełmskiej z rosyjską cerkwią prawosławną.
W tym miejscu należy nadmienić, że Zakony Bazylianów, zlikwidowano wcześniej (10.XII 1864 r.) m.in. w Chełmie, Białej Podlaskiej, Lublinie i Zamościu, a zakonników przeniesiono do klasztoru warszawskiego. Zakon Bazylianów w Warszawie działał do 25 stycznia 1872 r., a po jego likwidacji zakonników przeniesiono z kolei do Radecznicy. Radecznica stała się zatem miejscem zsyłki  unickich zakonników (mnichów i duchownych). Taka działalność rządu carskiego wpisywała się w program represji popowstaniowych, ale służyła przede wszystkim procesowi oczyszczania obrządku unickiego z niepożądanych naleciałości łacińskich. Niektórzy kapłani uniccy, którzy nie poddali się represjom byli zsyłani w głąb Rosji. Przebudowywano unickie świątynie na modłę cerkwi rosyjskiej, a wszystkich opornych duchownych unickich zastępowano parochami podporządkowanymi Rosji.
Bernardyni w Radecznicy w dobie przed powstaniem styczniowym  (pocz. l. 60.XIX w.) stanowili dosyć liczną grupę  35-40 zakonników. Już na początku 1861 r. głosili kazania patriotyczne. Ojciec Hilary Kosiorowski zaangażował się w propolskie manifestacje. W czasie powstania styczniowego Bernardyni uczestniczyli w zrywie narodowościowym, a budynki klasztorne były bazą oddziału powstańczego Marcina „Lelewela” Borelowskiego. Po upadku powstania styczniowego, represje rządu zaborczego dosięgły wielu zakonników. W marcu 1866 r. w klasztorze mieszkało zaledwie dziesięciu bernardynów, a w 1868 r. już tylko pięciu. Zgodnie z ukazem carskim z 8 października 1864 r., klasztory z liczbą mniejszą niż ośmiu zakonników miały być zamknięte. Osadzeni od 1667 r. na Świętej Górce Bernardyni, po przeszło 200 latach bytności w Radecznicy, zostali usunięci na mocy ww. ukazu carskiego. Decyzję w tej sprawie podjęli  zarządzający Sprawami Duchownymi Obcych Wyznań w Królestwie Polskim 19 października 1868 r.
Już w tym samym roku 1868 i w początkach 1869 r., unicki biskup chełmski, Mikołaj Kuziemski złożył prośbę do gubernatora lubelskiego Michała Buckowskiego o przekazanie klasztoru w Radecznicy unitom. Ziemie rolne, należące do klasztoru Bernardynów władze carskie przekazały włościanom. Kościół pobernardyński, decyzją ministra oświecenia publicznego z dnia 25 kwietnia 1869 r. hr. Dymitra Tołstoja, nakazano oddać kościołowi grekokatolickiemu. Wyposażenie kościoła miało być rozdane do biedniejszych, okolicznych parafii rzymskokatolickich. Decyzja Tołstoja wywołała zamieszki okolicznej ludności w dniach 12-16 czerwca 1869 r., czyli w czasie corocznych obchodów ku czci św. Antoniego Padewskiego. Zamieszki wywołała informacja, że Rosjanie planują wywieźć słynący cudami obraz św. Antoniego Padewskiego z kościoła w Radecznicy. Zamieszki ucichły, kiedy władze rosyjskie złożyły u miejscowego wójta deklarację, że obraz nie zostanie wywieziony.
Formalne przekazanie dawnej posiadłości Bernardynów w Radecznicy wyznaczono na dzień 17 lipca 1869 roku. Na oznaczone terminem spotkanie przybył tylko ks. Aleksander Górski (dziekan zamojski), jako reprezentant kościoła greckokatolickiego. Nie stawili się natomiast przedstawiciele władz gubernialnych i kościoła rzymskokatolickiego. Ksiądz Górski nie zastał w Radecznicy zakonników, ani nie otrzymał kluczy od zabudowań klasztornych i kościoła. W swoim raporcie z dnia 17 lipca 1869 r., złożonym do bp M. Kuziemskiego wyjaśnił, że „(…) w kościele od obrazu św. Antoniego katolicy wzięli wszystkie złote i srebrne przywieszki, a także są wyłamane wszystkie zamki od drzwi”. Jak się jednak później okazało zakonnicy nie opuścili wówczas jeszcze klasztoru w Radecznicy. W międzyczasie wierni rzymskokatoliccy wysłali do Petersburga delegację z petycją o pozostawienie w ich rękach kościoła w Radecznicy, ale delegacja nie osiągnęła zamierzonego celu. Przyspieszyło to nawet eksmisję zakonników z klasztoru, który mieli opuścić do końca października 1869 r.
Ciekawym uzupełnieniem informacji zebranych przez S. Dymitruka, będzie relacja zamieszczona w „Kalendarzu Serafickim” (2), wydanym przez Bernardynów w Radecznicy. Po raz pierwszy kalendarz drukowano w nowo uruchomionej drukarni bernardyńskiej w Radecznicy. Był on poniekąd kontynuacją „Dzwonka III Zakonu” wydawanego od 12 lat we Lwowie, przybierając nr 13. Klasztor w Radecznicy zakupił nową maszynę drukarską, a działalność wydawnicza  i dobrowolne datki (dochody) płynące z kolportażu kalendarza, miały służyć utrzymaniu ubogich dzieci w Kolegium Serafickim działającym w Radecznicy, a także rozbudowie drukarni oraz na wspomożenie misji na dalekim Sachalinie Japońskim.
Zanim usunięto po powstaniu styczniowym Bernardynów z Radecznicy, na odpust przybyło jeszcze w 1868 r. kilkadziesiąt tysięcy pielgrzymów. W tym czasie gwardianem zakonu był o. Tytus, który objął klasztor po wcześniejszym, zaradnym ks. Pleśniarowiczu, i usilnie starał się o utrzymanie Bernardynów w Radecznicy.  Starał się uzyskać pomoc u władz zwierzchnich, ale po powrocie z jednego z wyjazdów do Lublina, przywiózł pismo  rządowe, informujące o likwidacji klasztoru. Dwóch ojców miało jeszcze przez jakiś czas pozostać w klasztorze, a reszta miała wyjechać do Wielkowoli w kieleckim (na tzw. wymarcie). Kiedy rozeszła się wieść o zamianie kościoła na cerkiew,  mieszkańcy Radecznicy, Zaporza, Podlesia, Latyczyna, Zaburza i Gorajca zaczęli radzić jak utrzymać klasztor. Ustalono skład delegacji, która miała pojechać do Petersburga uprosić zmianę decyzji rządu. Przed kościołem czuwała straż (warta) włościan.
Kiedy w lipcu 1869 r. przybył do Radecznicy ks. Szydoszyński, dziekan zamojski, aby dokonać spisu inwentarza kościoła i klasztoru, ludzie oblegli go z prośbami, aby im nie odbierano kościoła. Odmienne przywitano dziekana unickiego z Zamościa, ks. Górskiego z Rozłap, grożąc mu obiciem kijami, i tylko dzięki asystującej mu Straży Ziemskiej do tego nie doszło. Klucze od klasztoru i kościoła trzymali włościanie pełniący wartę po dwóch, trzech, w dzień i nocą przed budynkami. Ponowna wizyta ks. Szydoszyńskiego odbyła się za jakiś czas, tym razem w asyście ks. Kwiatkowskiego, proboszcza z Mokregolipia i księży unickich, którym ci pierwsi mieli przekazać kościół. Mieszkańcy odmówili oddania kluczy, a na pytanie, gdzie są klucze odpowiadali: „Nie wiewa”. Nie oddali tych kluczy nawet wówczas, gdy delegacja petersburska wróciła z „niczym”. Wysyłano delegację powtórnie do Lublina, potem do Warszawy do generał gubernatora hr. Berga. Pomoc delegacji okazał ks. Baranowski, bp lubelski, który wystosował list do administratora archidiecezji warszawskiej  ks. Prałata Zwolińskiego, prosząc go aby dopomógł delegacji w uzyskaniu audiencji u namiestnika Berga.
Niestety, delegacja mieszkańców niczego nie załatwiła, i pozostało im już tylko bronić kościoła, obrazu św. Antoniego Padewskiego oraz klasztoru jedynie chłopskim uporem. Przypuszczalnie doszłoby do rozlewu krwi, gdyby nie podstęp ks. Szydoszyńskiego, który nocą dostał się do kościoła, zdjął cudowny obraz i niezwłocznie wywiózł go do swojego kościoła w Łabuniach. Uwiezieniu obrazu towarzyszyła gwałtowana nawałnica, która zerwała się, jak tylko furmanka z cudownym obrazem św. Antoniego opuściła otoczenie kościoła. Burza powyrywała z korzeniami wiekowe buki i połamała topole stojące tuż obok schodów, prowadzących do kościoła i klasztoru. Tak relacjonował to wydarzenie ks. Szydoszyński w liście do biskupa. Ludność Radecznicy straciła po tych wydarzeniach zaufanie do ks. Szydoszyńskiego i nie przeszkadzała już w wywożeniu pozostałego wyposażenia kościoła i klasztoru w Radecznicy, do okolicznych parafii.
Z opisów S. Dymitruka wynika, że jesienią 1869 r. doszło w Radecznicy do kolejnych zamieszek wśród ludności. Zdemolowano i spustoszono opuszczony przez Bernardynów kościół. Powybijano okna, wykradziono drzwi i zamki, rozbito piece, zniszczono dachy, dzwony i inne religijne pamiątki. Działo się to mniej więcej w tym samym czasie, kiedy to nieznany sprawca włamał się do kościoła i wywiózł obraz św. Antoniego. Z późniejszych relacji OO. Bernardynów, co opisano powyżej, wiemy już kim był ów „sprawca”.  Ksiądz Antoni Szydoszyński otrzymał nakaz przekazania majątku radecznickiego na rzecz unickiej parafii chełmskiej, ale w obawie, że utensylia z Radecznicy przejmie rosyjska władza administracyjna, postanowił wywieźć majątek pobernardyński do okolicznych świątyń rzymskokatolickich. Przykładowo organy z Radecznicy znalazły sią w kościele w Krasnymstawie. Dzwony trafiły do Dubienki. Zbiory biblioteczne Bernardynów znajdują się obecnie na KUL w Lublinie. Biblioteka liczyła 800 woluminów i została przekazana przez ks. Szydoszyńskiego dla Katolickiego Seminarium Duchownego w Lublinie. Obrazy i niektóre figury trafiły do 39 lokalnych kościołów rzymskokatolickich. Opuszczając Radecznicę Bernardyni wywieźli ze sobą: kielichy, szaty, podświeczniki, chorągwie i inne przedmioty. Musieli jednak zwrócić kielich darowany przez Teodora i Rozalię Giecko z Łazowa.
Bazylianie sprowadzeni z Warszawy przejęli klasztor 31 października 1869 r. Ministerstwo ds. wyznań miało wobec Radecznicy wcześniej nieco inne plany, miał tam powstać dom emerytów i dom pokutny dla duchownych unickich. Przełożonym wspólnoty Bazylianów w Radecznicy został hieromnich* Antoni (Zagarowicz). Funkcje stróża cerkiewnego powierzono Stefanowi Wołjanowi. Hieromnichowi Antoniemu powierzono zadanie doprowadzenia do stanu użyteczności i zamieszkania zrujnowanego klasztoru (monasteru). Stan zniszczeń potwierdziła trzyosobowa komisja w dniu 3 stycznia 1870 r. Ustalono, że w czasie nieobecności przełożonego klasztoru, ks. Szydoszyński wraz z wójtem i pisarzem gminnym, wyłamali drzwi do zabudowań klasztornych i wywieźli zbiory z biblioteki bernardyńskiej. Komisja złożyła wniosek o przysłanie technika w celu uporządkowania budynku kościelnego. Oprócz tego wniosek zawierał projekt finansowania domu emerytów przy monasterze, plan finansowy remontu i wyposażenia kościoła.
W czasie kiedy hieromnich Antoni objął monaster w Radecznicy (17. XII. 1869 r.), posiadłość po Bernardynach wynosiła 35,14 ha powierzchni, w tym 1,12 ha łąk i 2,8 ha parku. Grunty porastał las bukowy, były dwie sadzawki, a teren otaczający kościół i klasztor był bardzo malowniczy. Za świątynią był cmentarz klasztorny. Unicka parafia przy monastyrze liczyła w 1869 r. 50 wiernych. Na terenie przyklasztornym znajdowało się sześć kaplic: NMP Pocieszenia, św. Franciszka, św. Marii Magdaleny, św. Tekli, św. Stanisława, św. Antoniego (Na wodzie). W marcu 1870 r. oprócz przełożonego monasteru bazyliańskiego hieromnicha Antoniego, przebywali w Radecznicy: ksiądz wikariusz (nieznany z nazwiska) – inspektor emerytów i trzej psalmiści. Monastyr służył miejscowym unitom posługą kapłańską, nabożeństwami, sprawując jednocześnie opiekę nad domem emerytów. Bazylianie uprawiali sad owocowy i hodowali zwierzęta. Ufundowali kaplicę na końcu wsi z ikoną św. Antoniego, posrebrzanym krzyżem na ołtarz, paterą, kielichem, dwoma drewnianymi stołami, naczyniami i szatami liturgicznymi na łączną sumę 100 rubli. W kaplicy odprawiano nabożeństwa.
Zgodnie z nakazem biskupa Kuziemskiego zabudowania pobernardyńskie miały zostać przebudowane w duchu cerkwi prawosławnej. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych decyzją z dnia 18 listopada 1870 r. uznało dom bazyliański i dom emerytów za twory niewygodne i nierentowne i nakazały zamkniecie monastyru. W tym czasie w Radecznicy przebywało 11 księży. Władze zaproponowały powstanie w Radecznicy parafii unickiej i domu pokutnego dla duchowieństwa. Nowa parafia miała zostać utworzona z dniem 1 stycznia 1872 r.  z trzema etatami: proboszcza, psalmisty i stróża. Hieromnicha Antoniego postanowiono zastąpić ks. Janem Gajdą  z parafii w Topólczy. Zmiana nastąpiła 2 marca 1872 r. Placówka pokutna służyła procesowi usuwania naleciałości łacińskich w obrządku unickim. Jako pierwszego skierowano „na pokutę” do Radecznicy ks. Aleksandra Szulakiewicza, za podburzanie parafian przeciwko władzy i nie dopełnianie obowiązków proboszcza (z donosu). Ksiądz Szulakiewicz zbiegł z domu pokutnego wraz z żoną w lipcu 1873 roku. Na „pokutę” w Radecznicy skazano także: ks. Emiliana Starkiewicza; ks. Antoniego Grabowicza; ks. Leona Szokalskiego; hieronimacha Pelagjusza Rzewuskiego. Do Radecznicy, po kasacie Bazylianów w Warszawie, skierowano hieromnicha Sebastiana (Wasilewskiego – 17.I.1873 r.). Hieromnich Antoni został skierowany jako wikariusz do parafii unickiej w Zamościu, gdzie funkcję tę piastował do 27.07.1872 r. Dom pokutny dla występnych kapłanów  rozwiązano 28 października 1875 r.
W okresie funkcjonowania parafii unickiej w Radecznicy w latach 1872-1875 funkcję proboszcza sprawował ks. Gajda. Pełnił również obowiązki przełożonego domu pokutnego. W tym czasie kościół pobernardyński był zrujnowany i wymagał remontu. W maju 1875 r. parafia unicka w Radecznicy przeszła na prawosławie. Otrzymała wezwanie ku czci św. Antoniego Peczerskiego. Proboszczem od 1 stycznia 1877 r. został ks. Antoni Draczyński. Historia Klasztoru w Radecznicy w okresie narzucania prawosławia wymaga odrębnego potraktowania i opracowania.
W 1919 r. Bernardyni objęli ponownie swój klasztor w Radecznicy. W chwili wybuchu Wielkiej Wojny w Radecznicy znajdował się monastyr prawosławny żeński, który utrzymywał zakład wychowawczy, w miejscu którego powstało później Kolegium Serafickie prowadzone przez Bernardynów. Z początkiem wojny zakonnice – mniszki uciekły w głąb Rosji. Kościół wyświęcono na nowo w 1916 r. Do czasu przybycia Ojców Bernardynów w kościele posługę duchowną sprawowali kapłani wojskowi armii austriackiej, później polskiej. Kolegium Serafickie powstało w 1922 r. Przyjęło imię św. Antoniego. W tym czasie gwardianem w Radecznicy był o. Metody Sikora. Dzięki działalności Kolegium stopniowo powiększało się grono zakonników w całej polskiej prowincji. W roku 1938/1939 Kolegium Serafickie liczyło 153 wychowanków. Przed II wojną światową Bernardyni skupiali wokół siebie liczną rzeszę Tercjarzy (60. 000) – Zakon III św. Franciszka. Pracę wydawniczą Bernardyni zainicjowali wraz z uruchomieniem nowej drukarni i wydaniem kalendarza Serafickiego w 1938 r. na rok następny. Przy Kolegium w Radecznicy stworzono także małe pismo „Głos Kolegialny”, przekształcone później na „Młodzież Seraficką”. Na rok 1939 planowano wznowienie „Świata Serafickiego”. Wybuch II wojny światowej pokrzyżował te plany, ale to już kolejna karta historii Bernardynów w Radecznicy.

 

  • hieromnich – mnich posiadający świecenia kapłańskie (prezbiteriatu)
    opracowanie: Ewa Lisiecka
źródła:
  1. Stefan Dymitruk. Dom bazylianów i parafia unicka w Radecznicy (1869-1875). Res Historica 39. 2015.
  2. Kalednarz Seraficki. 1938. Relacja O. Jana Duklana Michnara. Relacja O. dr Juliana Kędziora. Cyfrowa Biblioteka Zamosc.pl.
  3. Rycina ze strony internetowej myvimu.com.