Zamojscy urzędnicy w administracji austriackiej.

Austria była państwem, które wzięło udział w dwóch, z trzech rozbiorów Polski. W wyniku I rozbioru w 1772 r. zajęła około 11 % terytorium Polski, w tym m.in. ziemie należące do dawnego województwa zamojskiego (Zamojszczyznę). Zaanektowany obszar nosił nazwę Królestwa Galicji i Lodomerii. Podzielono go na 6 cyrkułów i 59 okręgów. Zamość w 1773 r. wchodził w skład cyrkułu bełskiego (z siedzibą w Zamościu). W 1775 r. zmniejszono liczbę okręgów na 19 dystryktów. W marcu 1782 r. zlikwidowano dystrykty i ponownie podzielono Galicję na cyrkuły (18).  Zastosowano przy tym wzorzec administracji austriacko-czeskiej.  Na czele cyrkułów stali starostowie. Urzędnikami byli wówczas zazwyczaj Austriacy. Od grudnia 1785 r. urzędy cyrkularne, wraz z podległymi mu urzędami, funkcjonowały w oparciu o język niemiecki. W Zamościu spis urzędników c. i k. wymienia (1781 r.), nauczyciela języka niemieckiego Ignacego Ardelta, członka Cesarsko-Królewskiej Komisji Nauk.

Kalendarz tytularny urzędników c. i k. na rok 1781 wymienia również na stanowisku starosty Cyrkularnego Urzędu w Zamościu Franciszka Kutczerę – SPR. Rycerz* a Traubentbal C. Kr. konsyliarz. Urząd zatrudniał ponadto: adiunkta – Jana Rzikowskiego a Dobrfchutz; praktykanta Franciszka a Schreybera; sekretarza Tymoteusza Norsa; kancelistów: Antoniego Schreibera, Fryderyka Hugo, Gotliba Mana; akcessistę* – Franciszka Kesslera. Wśród obsady urzędniczej wymienia się także dwóch posłańców (brak nazwisk). W Cesarsko – Królewskiej Cyrkularnej Kasie zatrudniano: kasjera Tomasza Jaworskiego i kontrolera Damiana Wacława Schultza. Oficjalistą kasy był Leopold Bauer, a pisarzem Józef Gaisberger.

W Zamościu obsadę Dystryktu Drugiego (pierwszy był w Tomaszowie) stanowili: dyrektor Ignacy Bojakowski a Knurrow, adiunkt Franciszek a Schumpetter, komisarzem przechodowym był Jan Gugu, a pisarzami: Karol Muller i Jan Zamikał a Sclusselsfeld. Akcessistą był w urzędzie Antoni Lefanty. Urząd zatrudniał ponadto dwóch posłańców, nie wymienianych z nazwiska.

Wśród księży Kapituły Kościoła Metropolitańskiego spis urzędników c. i k. wymienia pośród kanoników ze Lwowa księdza Aleksandra Trębińskiego, infułata zamojskiego, a wśród lekarzy Cyrkułu Bełskiego Pawła Piedermanna w Zamościu. Zamojski Inspektorat obsadzony był dwoma inspektorami: Wincenty Kuck i Jerzy Wiefer. Jako pisarz wymieniany jest Jan Schabenbeck. Urząd miał jednego posłańca.

Po III rozbiorze Polski Austria przejęła kolejne ziemie, tworząc odrębne terytorium nazwane Galicją Zachodnią (12 cyrkułów). W 1809 r. tereny te, razem z Cyrkułem Zamojskim (z Gubernatorstwa Lwowskiego), weszły w skład Księstwa Warszawskiego, a następnie Królestwa Polskiego (bez Krakowa). Miasta podzielono na trzy klasy: I Lwów; II Miasta cesarskie z przywilejami; III Miasta municypalne z magistratami. Zmiany zasad funkcjonowania administracji w Galicji były częste i następowały jeszcze w latach późniejszych: 1848; 1850; 1855 (urzędy obwodowe i powiatowe); 1868, w zasadzie aż do upadku monarchii Habsburgów w 1918 r. Nie dotyczyły już jednak Zamościa.

 

 

  • w Galicji zmieniono samorząd szlachecki, wprowadzając sejm stanowy z przedstawicielstwem czterech stanów: magnatów, rycerzy, duchowieństwa i mieszczaństwa.
  • akcessista – akcesjonista (z łac.). – urzędnik – pisarz w Austrii w starych urzędach miejskich do 1849 r., nie był opłacany regularnie.

źródło:

Życzenia Wielkanocne.

Wszystkim Przewodnikom i Sympatykom Koła Przewodników Terenowych im. Róży i Jana Zamoyskich, naszym Koleżankom i Kolegom Przewodnikom z całej Polski oraz Czytelnikom naszej strony internetowej, składamy najserdeczniejsze życzenia z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych. Przede wszystkim – bądźcie zdrowi! Spędzajcie ten czas w najbliższym gronie z nadzieją na rychły powrót do normalności. Życzymy Wam nieustającej pogody ducha i wiary. 

Roztocze na wynos!

,,Roztocze. Roztocze Wschodnie. Miejsce, w którym mistyka Wschodu spotyka się z pragmatyzmem Zachodu. Miejsce, które przekracza granice czasu i przestrzeni. Sięga daleko w głąb przyległych krain i wciąga je w swoją orbitę. Zakorzenione w językach i kulturach ludzi pogranicza, z ich tkanki tworzy własną kulturę, język i krajobrazy. I to właśnie w roztoczańskich krajobrazach najmocniej odciskają się ślady wszystkich żywiołów, które budowały roztoczańską tożsamość. Ich podpis widnieje na bruśnieńskich figurach przydrożnych, na krzyżach nagrobnych, na świętych obrazach, na ikonach i ikonostasach, na macewach, na rynkach miast, w opłotkach wsi, na polach, na ścianach pałaców i w oknach domów, na epitafiach, w lasach i na cmentarzach rozsianych po okolicy. Antykwa łacińska miesza się z cyrylicą, alfabet hebrajski ze szwabachą. Pod kopułami i sklepieniami kościołów, cerkwi, bóżnic i kapliczek unoszą się dźwięki ich zgłosek. Linie melodyczne przenikają się i splatają w roztoczańskim kontrapunkcie. I nie tylko języki i ich melodie zlewają się w jedno, także czas, który na Roztoczu płynie pod prąd, do źródeł. W jednym punkcie zbiera się i rozlewa szeroko teraźniejszość, przeszłość i przyszłość. A ci wszyscy, którzy istnieją pomiędzy, nigdy nie są do końca pewni, w którym z czasów istnieją. Poznają tylko miejsce Roztocza. I widzą, że jest dobre. Krystian Kłysewicz, Tomasz Michalski i Tomasz Mielnik nie tylko widzą Roztocze, nie tylko je fotografują dzień po dniu i rok za rokiem. Oni są częścią Roztocza. Są równie mocno zakorzenieni w jego krajobrazach, jak ono samo. W swoich fotografiach opowiadają jego historię, jakby opowiadali własną. Każdy z nich znalazł swój język i swoje miejsce w roztoczańskim uniwersum. Każdy z nich znalazł własny, bardzo osobisty punkt widzenia. Album, który powstał z fotografii przywiezionych z wieloletnich peregrynacji po drogach i bezdrożach świata, to roztoczański kontrapunkt, gdzie kadr staje naprzeciw kadru. Gdzie ich różne, odrębne i bardzo osobiste wizje, jak linie melodyczne splatają się i uzupełniają, tworząc niezwykłą i niespotykaną polifonię obrazów. Od szerokich imaginacji, lotem ptaka sięgających za widnokrąg, przez niezwykle precyzyjne, geometryczne, inwentarzowe wręcz opisanie przestrzeni, po szczegół, detal, wydobyty na światło z głębokiego cienia, dotknięcie istoty świata, jego sensu i duszy. Już osobno ci fotograficy są niezwykle frapujący i inspirujący. Razem zaś stworzyli opowieść, która na trwałe wejdzie do kanonu roztoczańskich dzieł. Ci wszyscy, którzy sięgną po ROZTOCZE nie pozwolą mu się kurzyć na półce. Jest to książka, która wychodzi poza kartki papieru, poza czas i przestrzeń i wraca wraz z nami do źródeł swojego istnienia – na Roztocze”.

Tak właśnie o najnowszym albumie o Roztoczu pisze Robert Gmiterek – poeta, fotografik, od urodzenia związany z Roztoczem.

Wszystko co w Roztoczu Wschodnim i jego otulinie najpiękniejsze i najważniejsze znajdziecie na 424 stronach tego monumentalnego albumu (ponad 3kg wagi i ponad 3.5cm grubości), opatrzonego wstępami historycznym dra Zygmunta Kubraka i przyrodniczym Bogdana Skibińskiego.

Album ma 3 okładki. Główna okładka przedstawiająca zespół cerkiewny w Radrużu i parujący las, będzie dostępna cały czas. Kopuła cerkwi w Werchracie oraz „pasiaki”, to okładki limitowane, kolekcjonerskie. Kupując na stronie wydawnictwa mamy możliwość wyboru swojej ulubionej!

Można kupić pod tym adresem http://www.libra.pl/katalog-produktow/?q=roztocze

Ogólnopolska Pielgrzymka.

Rok temu początek pandemii koronawirusa uniemożliwił koleżankom i kolegom z województwa lubelskiego zorganizowanie XXXVI Ogólnopolskiej Pielgrzymki Przewodników Turystycznych.
W związku z wciąż trudną sytuacją epidemiczną w tym roku, wydarzenie to zostanie zrealizowane w innej niż dotychczas formie. Ze względu na obowiązujące limity osób, w uroczystościach zaplanowanych na niedzielę 14 marca wezmą udział tylko organizatorzy! Zapraszamy więc do duchowej łączności z sanktuarium na Jasnej Górze.
Szczegółowe informacje, w tym program pielgrzymki,  dostępne są na stronie internetowej Koła Przewodników Miejskich i Terenowych im. Mikołaja Stanisława Pajdowskiego w Lublinie: http://przewodnicy.lublin.pttk.pl/…/681-xxxvi…
Grupę przewodników zamojskich w czasie tej pielgrzymki będzie reprezentował ks. Błażej Górski kapelan przewodników z Koła Przewodników Terenowych PTTK im. Róży i Jana Zamoyskich. Zapraszamy do duchowej łączności z Sanktuarium na Jasnej Górze w dniu 13.03.2021 r.  podczas Apelu Jasnogórskiego o godz.21 (telewizja Trwam) i podczas mszy świętej 14. 03 o. godz.11 (telewizja TVP pr1).
Aa

Historia pradziadka.

Kijany – Carycyn – Maciejów k. Kowla

Jan Wieczorek, syn Piotra Wieczorka i Marianny z.d. Gała, urodził się w 1886 r. Najprawdopodobniej gniazdem rodzinnym jego pierwszej żony, Józefy (z.d. Gocan) Wieczorek (1883-1930) były Kijany. Jej rodzicami byli: Aleksander Gocan i Agata (z.d. ?) Gocan. Józefa miała rodzoną siostrę Florentynę, która została drugą żoną mojego pradziadka. Nie mamy, póki co, informacji o innym rodzeństwie. Józefa urodziła się w 1883 r. Jan i Józefa Wieczorkowie mieli pięcioro dzieci, z których troje urodziło się w Kijanach: Janina (ur. 1906 r.); Antoni (ur. 1907 r.); Helena (ur. 1919r.), a dwoje w Maciejowie k. Kowla: Tadeusz (ur. 1922 r.); Irena (ur. 1923 r.). Moja babcia, Janina (z.d. Wieczorek) Kapuścińska wracała we wspomnieniach do Kijan, jako miejsca swojego dzieciństwa. Jedna z kuzynek opowiada natomiast rodzinną anegdotę, że jej mama mawiała iż w Kijanach, po babci Józefie, należy się jej 20 morgów ziemi. Idąc tym nikłym tropem usiłowałam odnaleźć jakikolwiek ślad po (odebranym przez Rosjan) majątku Gocanów, ale natrafiłam jedynie na nazwisko Gocan nieopodal Kijan, w Brzeźnicy Książęcej. Potwierdzenia także wymagają w aktach  kościelnych Parafii św. Anny w Kijanach informacje dotyczące: daty urodzin i chrztu dzieci Wieczorków, daty ślubu Jana i Józefy itp. Na zdjęciu (powyżej) mój pradziadek, Jan Wieczorek w mundurze kolejarskim.
Niewiele informacji mamy z tego okresu, ale zachowały się przekazy, że pradziadek Jan pracował jakiś czas jako strażnik (stróż ?) w Banku w Lublinie, a według drugiej wersji w Sądzie. Według przekazu Teresy z.d. Wieczorek (córki Antoniego Wieczorka – syna Jana),  około 1912 r. rodzina wyjechała z Kijan do Carycyna*. Dziadka wzięli do rosyjskiego wojska. Polska w tym czasie była pod zaborami. Z opowiadań Janiny (z.d. Wieczorek) Kapuścińskiej, mojej matecznej babci pamiętam, że uczęszczała  w Carycynie do szkoły. Przypuszczać należy, że rodzina wróciła do Kijan przed 1919 r., bowiem Helena Wieczorek urodziła się w Kijanach. Polska już w tym czasie odzyskała niepodległość i Polacy wywożeni przymusowo w odległe części Rosji mogli powrócić do kraju. Na zdjęciu (powyżej) Rodzina Wieczorków: od lewej – stoi Jan Wieczorek; siedzi Józefa Wieczorek (żona) i ich dzieci: Janina i Antoni. Pozostałe osoby na zdjęciu nierozpoznane.
Przed 1922 r. Wieczorkowie musieli zamieszkać w Maciejowie k. Kowla, ponieważ tam właśnie urodziły się ich kolejne dzieci, Tadeusz i Irena. Maciejów w tym czasie leżał w granicach II RP, w województwie wołyńskim. Wcześniej w tym miejscu istniała wieś już od XIV w., ale pod nazwą Łuków. W połowie XVI w. otrzymał ją za zasługi dla kraju Stanisław Maciejewski. Otrzymany od króla przywilej zezwalał na lokację miasteczka Maciejowice i tak z czasem zaistniał Maciejów. Zbudowano tam zamek warowny, z którego do dzisiaj zachowały się fragmenty fos. Miasteczko przechodziło potem na własność Wiśniowieckich, Sapiehów, aż w końcu zakupił je wraz z przyległościami wojewoda wołyński, Atanazy Miączyński. Jego prawnuk pod koniec XVIII w. przebudował zamek na rezydencję pałacową. W rękach Miączyńskich Maciejów pozostawał do 1903 r. Mocno zadłużony majątek sprzedał Ksawery Franciszek Miączyński dla seminarium prawosławnego. W okresie międzywojennym w pałacu ulokowano zakon żeński Sióstr Niepokalanek.
Moja prababcia, Józefa Wieczorek zmarła na raka wątroby w Maciejowie 30.07.1930 r. W tym czasie dwoje starszych dzieci już się usamodzielniło: Janina w 1925 r. wyszła za mąż za Jakuba Kapuścińskiego, a Antoni ożenił się w 1928 r. z Marią (z.d. Borowską). Józefa osierociła młodsze dzieci (7, 8, 11), więc Jan zmuszony pracą do częstych wyjazdów z domu, poprosił siostrę rodzoną Józefy, Florentynę, aby się nimi zaopiekowała. Trzy lata po śmierci pierwszej żony, Jan Wieczorek ożenił się z Florentyną Gocan, w 1933 r. w Maciejowie. Możliwe, że Florentyna była w rodzinie nazywana potocznie Anielą, bowiem takie zachowały się przekazy ustne, co ustaliliśmy, poszukując nieznanego nam imienia siostry Józefy. W tym czasie w Maciejowie (Maciejów Stacja) mieszkał także starszy syn Jana Wieczorka, Antoni z rodziną. Na zdjęciach (poniżej) Józefa Wieczorek z trójką młodszych dzieci: Heleną (z zegarkiem na rączce); Tadeuszem i Ireną (na rekach) oraz siostra rodzona Józefy – Florentyna (z.d. Gocan) Wieczorek, druga żona Jana Wieczorka.
 
Na wykazie miejscowości byłego województwa wołyńskiego znalazłam potwierdzenie danych naszej rodziny w Maciejowie I i w Maciejowie Stacja:
67.
WIECZOREK
Jan 1886 – s. Piotra i Marianny z d. Gała, I żona Józefa 1883-1930 z d. Gocan – c. Aleksandra i Agaty, dzieci: Tadeusz 1922, Irena 1923; II żona (śl.1933) Florentyna z d. Gocan – c. Aleksandra i Agaty.
8.
WIECZOREK
Antoni 1907, żona (śl.1928) Maria 1908 z d. Borowska, dzieci: Elżbieta 1930, Stanisław 1932, Józef 1934, Irena 1939.
Uzyskałam dzięki temu informacje, których dotąd nie mieliśmy i potwierdzenie tych, o których wiedzieliśmy. Rodzina zgłaszała jednak pewne uwagi, które należy uwzględnić przy kolejnych badaniach genealogicznych. Przykładowo. Wnuczka Ireny Siemko (z.d. Wieczorek), Marta Bojko Winiarska zapamiętała z opowieści babci, że nazywała Tadeusza swoim młodszym braciszkiem. Znane nam daty urodzenia dzieci Jana i Józefy temu przeczą, ale potwierdzenia trzeba szukać w aktach urodzenia. Ponadto kuzyn Jan Antoni Wieczorek, syn Antoniego Wieczorka, który był z kolei synem Jana Wieczorka, zauważa pomyłkę w dacie urodzin swojej mamy tj. żony Antoniego Wieczorka. Według niego Maria z.d. Borowska urodziła się 9.09.1909 r., a nie jak podano na ww. wykazie w 1908 r. Brak ponadto na wykazie niektórych dzieci Antoniego, np. Henryka ur. 9.12.1937. Antoni Wieczorek i Maria (z.d. Borowska) mieli łącznie siedmioro dzieci: Elżbieta urodzona w 1930 r., która zmarła w Maciejowie w wieku 5 lat; Stanisław (ur. 1930); Józef (ur. 1934); Henryk (ur. 1937); Ryszard (ur. ….); Teresa (ur….); Jan Antoni (ur…..). Informacje zachowane w pamięci rodziny i przekazach werbalnych są bardzo istotne dla uzupełniania suchych faktów genealogicznych jak daty, metryki, zdjęcia i itp. dokumenty. Każdy z żyjących członków rodziny jest w stanie pomóc w rozwikłaniu pewnych nieścisłości i zagadek, które po odpowiednim powiązaniu faktów układają się w całość jak puzle.
Z przekazów rodziny wiemy, że zarówno Jan Wieczorek, jak i jego syn Antoni pracowali na kolei. Z pewnością jeden z nich pracował jako zwrotniczy na Stacji Maciejów. Po wielu latach zaborów, wyniszczaniu uległ duży procent taboru kolejowego: dworców, magazynów, warsztatów, urządzeń kolejowych i setki kilometrów zrujnowanych torów. Było co odbudowywać. W międzyczasie przewaliła się jeszcze przez nasze ziemie bolszewicka nawałnica 1920 r. Pradziadek nie mógł jednak porzucić pracy, bowiem każdy kolejarz, który porzuciłby pracę, mógł być skazany na śmierć. Dlaczego? Otóż z końcem października 1923 r. (15 X 1923 r. odbył się strajk powszechny kolejarzy), rząd ogłosił powołanie pracowników kolei do wojska, więc porzucenie pracy równało się dezercji. Polskie Koleje Państwowe powstały 29.09.1926 r. Stacja kolejowa Maciejów k. Kowla została otwarta jeszcze w 1877 r., podczas budowy linii Kowel-Chełm. Obecnie jest częścią Kolei Lwowskiej. Do Kowla z Maciejowa (obecnie Łukowa) jest ok 26 km. Ten odcinek stanowi część tzw. Drogi Nadwiślańskiej. Jej odgałęzieniem był odcinek Rejowiec-Chełm.
Młodsze dzieci Jana i Józefy Wieczorków uczęszczały do polskich szkół w Maciejowie. Dziewczęta, Helena i Irena, kto wie, może nawet Janina, chodziły do szkoły prowadzonej przez Siostry Niepokalanki. Siostry prowadziły szkołę powszechną dla dziewcząt, gimnazjum i Seminarium Nauczycielskie. Irena Wieczorek zakończyła edukację siedmioklasowej szkoły powszechnej w 1937 r. Seminarium Nauczycielskie Sióstr Niepokalanek wydawało czasopismo „Wspólna myśl”. W nr 1/2/3 z 1935 r. odnajdujemy wzmiankę dotyczącą „J. Wieczorkównej”. Podobnie Nr 6/8 z 1935 r. wzmiankuje „Janeczkę Wieczorek”.  Córka Jana Wieczorka, Janina była już w tym czasie zamężna, zatem nie o nią chodzi w tych wzmiankach.
Maciejów na Wołyniu zamyka pewien etap życia Rodziny Wieczorków. Zostały tam groby Rodziny, mojej prababci Józefy Wieczorek zmarłej w 1930 r. i 5-letniej Elżuni (zm. ok. 1935 r.), jej wnuczki, córki Antoniego.
Nowosybirsk, Kurgan, Biszkek, Kazachstan
Przez dziesięciolecia prawda o deportacji Polaków z polskich terenów zajętych w 1939 r. przez ZSRR była skrywana. Dopiero wnuki, lub prawnuki zesłańców dowiadują się o losach swoich krewnych i mogą o tym mówić. Nasze dzieci muszą mieć świadomość i wiedzę, że tereny województwa wołyńskiego, na których mieszkał pradziadek Jan Wieczorek z rodziną przed II wojną światową, należały do Polski. Historycy nazywają dzisiaj proces zsyłki, sowietyzacji i kolektywizacji – wynarodowianiem tych terenów. Dotyczyło to nie tylko Polaków, także Ukraińców i Białorusinów. W głąb Rosji trafiały wielotysięczne rzesze Polaków m.in. do Kazachstanu. Były cztery etapy takich deportacji (luty 1940; kwiecień 1940; czerwiec 1940 oraz przełom maja i czerwca 1941r.). Z przekazów naszego Sybiraka, który powrócił z Syberii i przekazał informacje – Cioci Ireny Siemko (z.d. Wieczorek) – wiemy, że deportowano ich w kwietniu 1940. Znalazłam nawet dokładniejszą datę. Była to noc z 12 na 13 kwietnia 1940 r. Historycy dzisiaj ustalają te daty w rosyjskich archiwach z dokładnością zegarka. Deportowani w kwietniu 1940 r. byli określani mianem „administratiwno-wysłannyje”. Pradziadek Jan Wieczorek był jako kolejarz pracownikiem administracyjnym. Według historyków do syberyjskich łagrów trafiło w tym okresie od 800 tysięcy do 2 mln. Polaków.
Ten najgorszy etap życia pradziadka rozpoczyna data – kwiecień 1940. Rodzina została zmuszona przez Sowietów do opuszczenia Maciejowa k. Kowla (obecnie Łuków na Ukrainie), gdzie Jan pracował na kolei. Po 11.11.1939 r. pozwalniano ze stanowisk wszystkich kolejarzy Polaków. Stali się elementem niepożądanym, zdolnym do dywersji. Irena Siemko wspomina, że z Maciejowa wyjechali do Włodzimierza Wołyńskiego, skąd 29.04.1940 r. zesłano ich na Sybir, do Nowosybirska, który do dzisiaj uważany jest za nieoficjalną stolicę Syberii. Tutaj trzeba połączyć wspomnienia Ireny (Wieczorek) Siemko, z tym co zapamiętał z rodzinnych przekazów Ryszard Kapuściński, syn Janiny z Wieczorków Kapuścińskiej. Zapamiętał adres na Syberii, gdzie przebywała rodzina jego matki: Nowosybirskaja Obłost, Kurgańskij Rejon, Nasiełok Siemionskoje. Przyszła od nich wiadomość: Jesteśmy tu, pracujemy przy wyrębie lasów, wszyscy żyjemy…. dalej kontakt się urwał….. Poniżej fragment mapy z Wikipedii obrazujący położenie Nowosybirska i Kurganu na granicy z Kazachstanem (Kirgistanem). Nowosybirsk to stacja kolejowa na Trasie Kolei Transsyberyjskiej. Ten fakt tłumaczy, dlaczego od 13 kwietnia 1940 r. rodzina czekała we Włodzimierzu Wołyńskim aż dwa tygodnie, tj. do 29 kwietnia na wyjazd w głąb Rosji. Kolej Transsyberyjska została pomyślana jako jednotorowa, więc trzeba było czekać na powrót tego samego pociągu.
Jak nieludzkie były warunki pracy i życia zesłańców na Syberii relacjonują ci którzy powrócili. Do Nowosybirska razem z Janem Wieczorkiem zesłano jego drugą żonę, Florentynę (z.d. Gocan) Wieczorek i dzieci Józefy (pierwszej żony): Tadeusza i Irenę. Jana Wieczorka ostrzegano, że jest na liście do zsyłki, ale odwlekał wyjazd z Maciejowa. Z przekazów rodzinnych wiemy, że Jan nieostrożnie manifestował swoją patriotyczną postawę chociażby słowami:  jeszcze Polska nie zginęła!….Helenę wydano za mąż na niedługo przed zsyłką i tak udało się ją uratować. Młodsze dzieci były wówczas prawie pełnoletnie, ale nadal pozostawały pod opieką ojca. Na Syberii przy wycince drzew pracowali mężczyźni, kobiety i dzieci, jednakowo ciężko. Irena (z.d. Wieczorek), która powróciła z Syberii, jako jedyna z rodziny Wieczorków, nigdy nie chciała opowiadać o tamtych przeżyciach, ani swoim dzieciom, ani wnukom. Wspomnienia stamtąd były tak bolesne, że spowodowały traumę do końca życia. Jedyne co pozostawiła, to lakoniczny zapis wydarzeń i suchych faktów, niezbędny przy załatwianiu spraw dotyczących Sybiraków. Informacje te przechowywane są w rodzinie jej córek jak relikwia. Dla zobrazowania życia zesłańców, przytoczę zaledwie fragment wspomnień Sybiraków zapisany przez Ryszarda Rybickiego, dotyczący właśnie pracy przy wyrębie lasów na Syberii. Niech on zastąpi niewypowiedziane nigdy słowa Ireny Siemko.
Kiedy podczas II wojny światowej Niemcy wypowiedziały wojnę Sowietom, dla Polaków otworzyła się szansa sformowania z zesłańców na Syberii polskiego wojska. Była to Armia Andersa – armia łagierników i zesłańców, którzy ciągnęli ze wszystkich zakątków Syberii w kierunku punktów werbunkowych. W sierpniu 1941 roku, na mocy układu Sikorski-Majski, ogłoszono tzw. amnestię dla obywateli polskich ZSRR. Uwolniono kilkaset tysięcy zesłańców oraz osadzonych w więzieniach i łagrach. Wygłodzeni i obdarci, ruszyli tysiącami do obozów formujących się Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR gen. Andersa. Rosjanie nie tak łatwo jednak zrezygnowali z darmowej siły roboczej. Wszelkimi sposobami opóźniali uwolnienia i transport ludzi. Irena Siemko wspomina, że dzięki tej „amnestii”, w październiku 1941 r. cała grupa zesłańców, wśród których pracowali przy wyrębie lasów, opuściła obóz i 130 km na piechotę przedzierali się do najbliższej stacji. Dalej pociągiem na własny koszt podróżowali do Uzbekistanu, chcąc dołączyć do Armii Andersa. Nie dotarli tam jednak nigdy. Dowieziono ich do stacji Piszpek. Stąd samochodami porozwożono ich po różnych kołchozach. Rodzina Jana Wieczorka trafiła do kołchozu im. Mołotowa w Kazachstanie. Dotarli tam 9 grudnia 1941 r. Jan Wieczorek i jego syn Tadeusz poważnie zachorowali, wykończeni zimnem, głodem i półtoraroczną pracą w tajdze. Tadeusz zachorował jeszcze w czasie 6 tygodniowego transportu, ale nie było czym leczyć ludzi i zmarł 13 grudnia 1941 r. Ojca Irena odwiozła do szpitala. Florentyna usiłowała utrzymać rodzinę przy życiu handlując z tubylcami. Najczęściej był to handel wymienny, np. ubranie na jedzenie. To była bardzo dzielna i zaradna kobieta. Wcześniej, w Polsce jeszcze, świetnie radziła sobie w handlu, zarabiając tym na życie w Lublinie przy ul. Chmielnej. Jednak droga jaką pokonywała do osad Kazachów była bardzo niebezpieczna. Czyhały na ludzi wygłodniałe zwierzęta, mogły przy przeprawie porwać rwące potoki i rzeki, a nawet ludzie odbierali życie innym z błahego powodu. Uprzedzała swoich, że któregoś dnia może nie wrócić. Tak się stało. Zaginęła bez wieści jak wspomina Irena Siemko – 12 kwietnia 1942 r. Niedługo po niej zmarł na zawał Jan Wieczorek, 22.05.1942 r. Irena została sama. Zaopiekowali się nią obcy ludzie, Rodzina Krzywańskich, z którymi potem wróciła do kraju. Kołchoz, w którym pracowali był biednym kołchozem. W lipcu 1942 r. przyjechał do niego jakiś rosyjski inżynier i wojskowy, wybrali pięć dziewcząt do pracy przy budowie lotniska. Irena pracowała tam do końca 1942 r. Była to miejscowość Tamga nad jeziorem Issyk Kul. W roku 1945 Irena Wieczorek przeniosła się do kołchozu „Krasny partyzant” i tam pracowała do wyjazdu z Krzywańskimi z Rosji (1945 r).
Usiłowałam na mapie prześledzić miejsca ze wspomnień Ireny Wieczorek. Pewnym drogowskazem stała się relacja współczesnego podróżnika, Roberta Danieluka, który zapędził się w te odległe strony w wyprawie turystycznej. Jezioro Issyk Kul to bezodpływowe, słonawe jezioro  w Kirgistanie w Azji Centralnej. Położone jest w kotlinie górskiej (góry Tienszan). Kirgistan graniczy z Chinami, Kazachstanem, Tadżykistanem, Uzbekistanem. To największe jezioro w kraju, a ponadto drugie co do wielkości na świecie jezioro obszarów górskich. Stacja Piszpek, obecnie Biszkek to stolica Kirgistanu. „Biszkek to okropne miasto. Nic tu nie ma. Serio. To jedno z tych miejsc, gdzie człowiek czuje się zagubiony” – relacjonuje współczesny podróżnik. W 1941 r. musiało być jeszcze gorzej. Zanim do Kazachstanu trafili nasi krewni, pierwszą grupę Polaków zesłano tam jeszcze w latach 30-tych XX w. Byli to mieszkańcy radzieckiej Ukrainy narodowości polskiej (i nie tylko), których potomkowie tam już pozostali. Kolejną partią zesłańców na te tereny była grupa wysiedleńców z lat 1940-1941, w tym rodzina pradziadka Wieczorka. Byli to obywatele polscy wywiezieni ze wschodnich terenów Rzeczypospolitej, zajętych w 1939 r. przez ZSRR. Usiłowałam sobie wyobrazić w jaki sposób pochowano na tej nieludzkiej ziemi mojego pradziadka i jego syna. Niezliczone relacje zesłańców, które wertowałam przedstawiały nikły obraz takich pochówków. Czytałam m.in. i takie wspomnienia: „Ja pamiętam te mogiły, jak umrze ktoś, to ludzie takie nasypy jak kopiec kartofli sypią”. Ludność autochtoniczna tych terenów, Kazachowie, a właściwie Kirgizi nie lubili Rosjan, a zesłańców poniekąd z nimi utożsamiali. Niekiedy bywali bezwzględni wobec obcych na swojej ziemi, obce im były także odruchy życzliwości wobec nich. Potrafili wyzyskiwać zesłańców i wręcz okazywać im swoją niechęć. Nie chcieli aby ich nazywano Kazachami. Czuli się Kirgizami (Kada ja był Kirgiz, jeł miaso, pił kumys, kada ja stał Kazach, uj, waj propał kursak (żołądek).  Byli tak samo wyzyskiwani przez Rosjan, jak i inne narodowości. Potrafili jednak być równie przyjaźni, jak niedostępni i wiele istnień zawdzięcza im przetrwanie. W archiwach rodzinnych zachowało się na szczęście kilka zdjęć i dzięki nim mogę poznać mojego pradziadka i jego najbliższych. Od nas, potomnych należy im się wdzięczna pamięć i szacunek. Na zdjęciu poniżej Jan Wieczorek z młodszymi dziećmi: Ireną, Tadeuszem i Heleną.
Podziękowania składam mojej Rodzinie z Chełma, Warszawy i Zamościa za użyczenie materiałów, zdjęć i informacji, które stały się bazą do napisania tego artykułu. Mamy nadzieję, że nasze poszukiwania genealogiczne wzbogacą w przyszłości tę rodzinną opowieść o nowe fakty i szczegóły.
  • Carycyn – miasto dopiero w 1925 r. otrzymało nazwę Stalingrad, na cześć Józefa Stalina, który dowodził obroną miasta w bratobójczej wojnie białych i czerwonych. Od 10.04. do 17.11. 1961 r. był to Stalingrad. Obecnie to Wołgograd. Polacy osiedlali się na ziemiach dzisiejszej Rosji najczęściej pod przymusem, na skutek zsyłek carskich. Zesłańcy byli osiedlani przymusowo w słabo zaludnionych rejonach. Szczególnie północ i wschód Rosji był w ten sposób zagospodarowywany czynnikiem ludzkim obcych narodowości.
  • opracowanie: Ewa Lisiecka
źródła:
www.polacynawschodzie.pl
http://free.of.pl/w/wolynskie/miejsca-m/maciejow-04.html?fbclid=IwAR0e_vQ0RfHDyecVtYvxairWtRxM7aRw29LE-HfAlkQYjnIzacWwRYCuZqI
Armia łagierników i zesłańców: Polskie Siły Zbrojne w ZSRR gen. Andersa [galeria] (tytus.edu.pl)
INFORMACJE  DODATKOWE  POZYSKANE  JUŻ  PO  NAPISANIU  ARTYKUŁU:
Wśród dokumentów zachowanych po IRENIE (z.d. Wieczorek) SIEMKO  uchowało się w rodzinie „Zaświadczenie”, wystawione przez administrację lotniska, na którym pracowała w ZSRR, do czasu wyjazdu do Polski. Wydana „Sprawka” dla „Grażdanki Polskiej Respubliki – Wieczorek Ireny Iwanownej” była ważna do maja 1943 r. Ten zachowany dokument i inne poniżej (m.in o zarobkach, składkach) posłużyły do potwierdzenia zatrudnienia w czasie wojny, przy naliczaniu emerytury w Polsce. Irena Wieczorek pracując w ZSRR należała także do Związku Patriotów Polskich. Zachowała się Legitymacja przynależności. Członkiem mógł być każdy Polak zamieszkały w Związku Radzieckim, jak napisano w legitymacji: „solidaryzujący się z kierunkiem ideowym Związku i płacący składki członkowskie”. Statut  Związku dookreślał, że: „Każdy członek ZPP obowiązany jest przez swój udział w walce zbrojnej lub przez ofiarną pracę zawodową i społeczną przyczyniać się do zwycięstwa w wyzwoleńczej wojnie, która demokracje świata prowadzą z hitlerowskimi barbarzyńcami”. Ciocia Irena wspominała, że pracując na lotnisku Frunze* zarówno jej, jak i innym zatrudnionym tam Polakom powodziło się już dobrze. Nie głodowali i warunki bytowe znacznie się poprawiły. Zachowało się zdjęcie z koleżanką (z prawej) z dedykacją z tamtych lat: „Frunza 2. IV. 44  – Z chwil spędzonych razem na lotnisku”.  Po wielu latach od tych wojennych wydarzeń, 21 lutego 2005 r., w zasadzie tuż przed samą śmiercią w sierpniu tegoż roku, Irena Siemko została odznaczona przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, Aleksandra Kwaśniewskiego  „Krzyżem Zesłańców Sybiru”. Niestety, zmożona ciężką chorobą,  nie była już świadoma tego uhonorowania.

 

 

* Lotnisko FRUNZE – w 1926 r. miastu Bishkek (Biszkek) w Kirgistanie nadano nazwę od nazwiska Michaiła Frunze (rewolucjonisty Armii Czerwonej).
Wśród rodzinnych pamiątek zachowało się również zdjęcie pocztówkowe szkoły, do której w Maciejowie uczęszczała Irena Wieczorek. Niezwykle cenną pamiątką jest zdjęcie uczennic wraz z księdzem. Irena to pierwsza dziewczynka przy księdzu z prawej strony.

 

___________________________________________________________________________________________________________________

W aktach parafialnych – Parafii Rzymskokatolickiej  p.w. św. Anny w Kijanach  – udało się pozyskać kilka aktów związanych z rodzina Wieczorków i ich krewnych.

  1. Akt urodzenia Jana Wieczorka.
  2. Akt urodzenia syna Jana – Antoniego Wieczorka.
  3. Akt urodzenia córki Jana – Janiny Wieczorek.
  4. Akt ślubu Jana Wieczorka i Józefy Gocon.

 

 

 

Międzynarodowy Dzień Przewodnika

Z okazji Międzynarodowego Dnia Przewodnika, Koleżankom i Kolegom z Koła Przewodników Terenowych im. Jana i Róży Zamoyskich, działającym przy Oddziale PTTK w Zamościu, życzymy przede wszystkim zdrowia oraz rychłego powrotu do normalności i pracy przewodnickiej. Wypełniajcie ten czas przymusowego przestoju na samokształcenie i podnoszenie kwalifikacji zawodowych. Trwajcie z godnością w tej wymuszonej izolacji i nigdy nie poddawajcie się zwątpieniu w Waszą przydatność społeczności lokalnej i turystom, którzy czekają na możliwość odwiedzenia naszego pięknego miasta i regionu. Podobne przesłanie kierujemy do Przewodników na całym świecie, którzy podobnie jak my zmuszeni są nadal do zawieszenia swojej działalności. Turystyka jest siłą, której nie sposób już dzisiaj ujarzmić i zamknąć pod kluczem na dłużej. Ciekawość świata pokonywała przez stulecia nie takie przeszkody.

___________________________________________________________________________________________________________________

On the occasion of the International Day of the Guide, my colleagues from the Circle of Local Guides Jan and Róża Zamoyskich, operating at the PTTK Branch in Zamość, we wish you first of all health and a quick return to normality and guide work. Fulfill this time of compulsory downtime for self-education and up-skilling. Stand with dignity in this forced isolation and never give in to doubting your usefulness to the local community and to tourists who are waiting to visit our beautiful city and region. We send a similar message to Guides all over the world who, like us, are still forced to suspend their activities. Tourism is a force that cannot be harnessed today and locked up for longer. Curiosity about the world has overcome such obstacles for centuries.

___________________________________________________________________________________________________________________

Anlässlich des Internationalen Tages des Leitfadens haben meine Kollegen vom Circle of Local Guides Jan und Róża Zamoyskich, die in der PTTK-Niederlassung in Zamość tätig sind, wünschen Ihnen vor allem Gesundheit und eine schnelle Rückkehr zur Normalität und Führung. Erfüllen Sie diese Zeit der obligatorischen Ausfallzeiten für Selbstbildung und Weiterbildung. Stellen Sie sich in dieser erzwungenen Isolation mit Würde und geben Sie niemals nach, an Ihrer Eignung für die lokale Gemeinschaft und für Touristen zu zweifeln, die darauf warten, unsere wunderschöne Stadt und Region zu besuchen. Wir senden eine ähnliche Nachricht an Guides auf der ganzen Welt, die wie wir immer noch gezwungen sind, ihre Aktivitäten einzustellen. Der Tourismus ist eine Kraft, die heute nicht mehr genutzt und länger eingesperrt werden kann. Die Neugier auf die Welt hat solche Hindernisse seit Jahrhunderten überwunden.

___________________________________________________________________________________________________________________

A l’occasion de la Journée Internationale du Guide, mes collègues du Cercle des Local Guides Jan et Róża Zamoyskich, opérant à la succursale PTTK de Zamość, nous vous souhaitons tout d’abord la santé et un retour rapide à la normalité et un travail de guide. Remplissez ce temps d’arrêt obligatoire pour l’auto-formation et le perfectionnement professionnel. Tenez-vous dignement dans cet isolement forcé et ne cédez jamais à douter de votre aptitude à la communauté locale et aux touristes qui attendent de visiter notre belle ville et région. Nous envoyons un message similaire aux guides du monde entier qui, comme nous, sont encore contraints de suspendre leurs activités. Le tourisme est une force qui ne peut être exploitée aujourd’hui et enfermée plus longtemps. La curiosité du monde a surmonté ces obstacles pendant des siècles.

___________________________________________________________________________________________________________________

In occasione della Giornata Internazionale della Guida, i miei colleghi del Circolo delle Guide Locali Jan e Róża Zamoyskich, che operano presso la filiale PTTK di Zamość, vi auguriamo prima di tutto salute e un rapido ritorno alla normalità e al lavoro di guida. Soddisfa questo periodo di inattività obbligatorio per l’autoeducazione e il miglioramento delle competenze. Stai con dignità in questo isolamento forzato e non cedere mai al dubbio della tua idoneità per la comunità locale e per i turisti che stanno aspettando di visitare la nostra bellissima città e regione. Mandiamo un messaggio simile alle Guide di tutto il mondo che, come noi, sono ancora costrette a sospendere le loro attività. Il turismo è una forza che oggi non può essere sfruttata e rinchiusa più a lungo. La curiosità per il mondo ha superato tali ostacoli per secoli.

___________________________________________________________________________________________________________________

Z Płoskiego do Chin i z powrotem.

 
„Polak chociaż stąd między narodami słynny
że bardziej niźli życie kocha kraj rodzinny
Gotów zawżdy rzucić go, puścić się w kraj świata,
w nędzy i poniewierce przeżyć długie lata,
Walcząc z ludźmi i z losem, póki mu śród burzy
Przyświeca ta nadzieja, że Ojczyźnie służy.”
Adam Mickiewicz – Pan Tadeusz.

___________________________________________________________________________________________________________________

To historia młodego mężczyzny, wyrwanego siłą z rodzinnej wioski i wcielonego do obcego, rosyjskiego wojska przypuszczalnie jeszcze w 1914 r. Jednocześnie to historia mojego, matecznego dziadka, którego nigdy nie poznałam. Wrócił do ojczyzny, ale nadwątlone ciężką tułaczką zdrowie, nie pozwoliło mu cieszyć się zbyt długo odzyskaną wolnością Ojczyzny. Zdążył jednak jeszcze założyć rodzinę, zbudować dom na Karolówce i zasadzić niejedno drzewo w sadzie. Zmarł w wieku 52 lat, 15.06.1944 r. Zostawił żonę i ośmioro dzieci. Odszedł zbyt wcześnie, ale w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku wobec ojczyzny i rodziny. Spoczywa na zamojskim cmentarzu wśród swoich bliskich.

Historia Jakuba Kapuścińskiego (1892-1944), syna rolnika z Płoskiego koło Zamościa, wplata się w budowę Kolei Transsyberyjskiej. Budowa magistrali ruszyła pełną parą jeszcze w 1891 r., czyli rok przed urodzeniem się dziadka. Carska Rosja, zaborcza i bezkompromisowa, odepchnięta od granic zachodnich Europy, zwróciła swe podboje na zawojowanie północnych prowincji Chin (Mongolii i Mandżurii). Plan rosyjskiego ministra Siergieja Wittego, późniejszego premiera rządu cara Mikołaja II, czyli budowa Kolei Wschodnio-Chinskiej, był jednym z etapów tego „pokojowego” podboju. Były dwa warianty przebiegu linii kolejowej, ale wybrano tzw. północny, prowadzący przez Hajlar – dolinę rzeki Jalu – Cicikar – Chulanczen – Aszyche – twierdzę Echo – Grodekowo – Nikolsk-Ussuryjsk (k. Władywostoku).  Ponieważ niezbędne było centrum administracyjne dla całej kolei, wysłano ekipę Adama Szydłowskiego, aby przygotował i zbudował zaplecze dla przyszłej administracji. Ekspedycja z 1898 r. przygotowała na dalekiej północy, w zakupionych pomieszczeniach starego browaru, zalążek biur dla zarządu budowy kolei. Wraz z przybyciem inżynierów i urzędników budowy w maju 1898 r. datuje się początek miasta Harbina, prawie rówieśnika mojego dziadka. Już w pierwszym roku  robót, wśród inżynierów, techników i inteligencji spotyka się dużą liczbę Polaków, która powiększała się z roku na rok. Harbin to dawna, mandżurska osada Halabin, oznaczająca „przeprawę przez rzekę”. Rosjanie przechrzcili nazwę na Charbin (w języku rosyjskim nie ma litery H). Tędy przebiegał stary szlak handlowy, użytkowany od tysiącleci. Carska Rosja penetrowała te obszary ziem chińskich od dawna, w celach oczywiście zaborczych. Wysłannik Korsakowa udał się tam już w roku 1864 r., na statku Ussuri w górę rzeki Sungari (dopływ Amuru), nad którą leży Harbin. Na pokładzie statku znajdowali się przebrani po cywilnemu oficerowie z korpusu wojennych topografów, którzy w trakcie podróży zdejmowali plany miejscowości po obu stronach Sanguri. Ich eskortę stanowiła załoga 25 żołnierzy, również przebranych po cywilnemu.
Rosjanie nie respektowali układów z Chinami. Traktowali Mandżurię co najmniej jak „priwislanskij kraj”. Jak traktowali naszą ojczyznę nie wymaga komentarza. „Listy Harbińskie”, pismo Stowarzyszenia „Gospoda Polska” w Harbinie, tak oto komentowały poczynania Rosjan w odczuciu Chińczyków: „Dla każdego wędrowca zawsze znajdzie się dach gościnny i miseczka ryżu; każdy cudzoziemiec mógłby na to samo liczyć, gdyby nie dziwne wieści, jakie o tych przybyszach docierają do najgłębszych Chin. Nie szanują oni prawa gościnności i poczynają sobie zuchwale, jak we własnym domu (…). Krzywdzą i oszukują Chińczyków, starają się narzucić swoją władzę (…) nazywają ich „zamorskimi diabłami”(Jangui-dzy). „Cudzoziemskie diabły” wypuściły na ziemię żelaznego smoka, który zieje (…) wiodą ze sobą żołnierzy, nie szanujących cudzych obyczajów, a zmuszających szanować swoje” (…).”  W takie oto turbiny dziejów wplątała mojego dziadka zaborcza Rosja, wymuszając na polskim rolniku (moim pradziadku) oddanie haraczu w postaci przymusowego poboru do wojska jednego ze swoich synów. Chciał, nie chciał Dziadka Jakuba powołano do wojska rosyjskiego, werbunek odbywał się w Zamościu.

Tymczasem Harbin, z niewielkiej mandżurskiej wioski rybackiej, urósł już do rozmiarów dużego miasta, będącego pod silnymi wpływami rosyjskimi. W przeciągu 10 lat liczba mieszkańców rozrosła się do 10 tysięcy. Miasto stało się najważniejszym węzłem kolejowym i punktem przeładunkowym mandżurskiej trasy kolejowej. Było siedzibą Administracji Głównej Kolei Wschodnio-Chińskiej. W tworzeniu tego miasta uczestniczyło wielu Polaków, w tym mój dziadek, Jakub Kapuściński z Zamościa. Po zawarciu przez Rosję umowy z Chinami mogli tutaj pracować wyłącznie obywatele tych dwóch krajów, niezależnie od tego jakiej byli narodowości. Byli wśród tych ludzi mieszkańcy rodzimi, czyli mandżurzy, chińczycy, mongołowie, inni rdzenni mieszkańcy tajgi, chłopi, polscy zesłańcy, skazańcy, więźniowie, żołnierze, uchodźcy itp. Tygiel ludzki, wielonarodowościowy, w który Transsib dmuchnęła także moim dziadkiem. Z relacji rodzinnych wynika, że dziadek Kuba zarabiał tam niemałe pieniądze. Musiał pracować w Harbinie jeszcze w latach 20-tych XX wieku. W szczytowym momencie, w latach 1917-1920 w Harbinie mieszkało 10 tysięcy Polaków, a wśród nich, co najmniej przez 10 lat jak nie więcej, mój dziadek Jakub. Na jego powrót nalegała moja prababcia, matka Jakuba – Magdalena Kapuścińska z.d. Herc (zm. 1934 r.). Paszport, dzięki któremu mój dziadek mógł w końcu wrócić do Polski na stałe, wydany został przez Naczelnego Przedstawiciela Polski na Chiny w Harbinie. Dokument ten, podpisany przez Konsula Polski, długo stanowił w rodzinie pamiątkę dziadkowych peregrynacji do Chin, ale niestety zapodział się w zawierusze II wojny światowej.
Republika Chińska uznała niepodległość Polski 27.III.1920 r. Jednak w Harbinie już od 1919 r. istniał polski konsulat. 11.XI. 1920 r. władze chińskie zamknęły konsulat  Jeneralny Polski, z uwagi na brak umowy z tym krajem. Od 1922 r. działała w mieście Delegatura RP, a od 1931 r. ponownie konsulat. W latach 1919-1921 Józef Targowski był pierwszym oficjalnym przedstawicielem Polski w Japonii, z jednoczesną akredytacją w Chinach. W którym z tych etapów normowania się stosunków polsko-chińskich mój dziadek uzyskał paszport powrotu do Polski, pozostanie zagadką. Z rodzinnych przekazów wiemy tylko tyle, że wracał przez Szepietówkę (Szepetówka – obecnie na Ukrainie). Ta miejscowość nie jest bez znaczenia, bowiem to tutaj właśnie Ruscy obłuskali dziadka z uciułanej dla rodziny gotówki, zostawiając na otarcie łez życie i mierną „resztkę” dobytku. Syn Jakuba twierdził, że dziadkowa garderoba „stamtąd”  była przedniej marki i donaszał ją po ojcu jeszcze długo.
„Polska kolonia” w chińskim Harbinie, pozostającym najpierw pod wpływem carskiej, a w późniejszym okresie sowieckiej Rosji (spadkobierczyni tej pierwszej), przyjmowała w 1915 r. kolejną falę polskich uchodźców. Kiedy dokładnie osiadł tam mój dziadek, nie mamy informacji, ale jest to data bliska jego powołaniu do wojska i skierowaniu do pracy przy budowie Kolei Wschodniochińskiej*. Z przekazów rodzinnych wiemy, że przynajmniej na początku dziadek pracował przy ochronie budowy kolei transsyberyjskiej jako wojskowy (żołnierz). Z czasem musiał otrzymać jakieś bardziej intratne stanowisko, gdyż określano go mianem puryc (człowiek wpływowy, bogaty). Sporo notatek o kolejarzach odszukałam na łamach „Przeglądu- dwutygodnika narodowego literacko-społeczno-ekonomicznego z uwzględnieniem działu dla dziatwy”, pisma o tym długim tytule, ukazującego się w Harbinie w latach 20-tych XX w. „Przegląd” był organem polskiego Związku Wojennego w Harbinie. Przykładowo: notatka z 1 marca 1921 r. informuje, że „W końcu marca z Charbina wyjeżdża do Polski partia ok 70 osób, po większej części urzędników kolejowych z rodzinami. W tej sprawie konsulat polski prowadzi korespondencję z konsulatem w Tokio w celu załatwienia podróży i ulg dla wyjeżdżających”. Wcześniej ta sama gazeta z 1920 r. uspokajała nastroje rodaków, chcących się za wszelką cenę przedostać do kraju (notatki poniżej). Trudno jest odszukać zatarte ślady przeszłości, tym bardziej, że oboje dziadkowie od dawna nie żyją, odeszły także już ich dzieci, a wnuki zachowały w pamięci tylko strzępy niespójnych informacji. Mam jednak nadzieję, że dobry los sprzyja takim poszukiwaniom i uda się kiedyś dopisać do tej historii jeszcze kilka zdań.

  

Dziadkowie pobrali się w 1925 r. w Polsce. Wujek Ryszard, syn Jakuba wspominał, że ten paszport zawierał adnotację dotyczącą ślubu Babci Janiny i Dziadka Jakuba, co w późniejszym czasie pozwoliło udowodnić po jego śmierci, że była wdową po nim. Trudne to były czasy, jeszcze wojenne. Zachowało się w rodzinie także wspomnienie, jak polscy kolejarze uratowali dziadka Jakuba przed zsyłką do Niemiec na roboty. Dziadek miał w Płoskim część ojcowizny: pole z zasiewami tytoniu, oborę itp. Doglądał tego wszystkiego prawdziwym okiem gospodarza, tym bardziej kiedy zaczęły się wysiedlenia na roboty do Niemiec. Jego rodzina mieszkała już wtedy na Karolówce. Któregoś dnia dziadek był ze swoim synem Aleksandrem na Płoskim, pracując na gospodarstwie. Niemcy zgarnęli go stamtąd i odtransportowali do obozu przejściowego przy obecnych koszarach wojskowych w Zamościu. Wujkowi Olkowi udało się jakoś odłączyć od kolumny więzionych i powrócić bezpiecznie do domu.  Obozu pilnowali Ukraińcy. Powiadomiona rodzina podjęła działania natychmiast. Najstarszemu synowi, Ryśkowi udało się dzięki pomocy znajomego, podejść do drutów obozowych i przerzucić kartkę z nazwiskiem dziadka zawiniętą w chusteczkę i obciążoną kamieniem. Odnaleziono dziadka wśród więźniów, odpisał: Jadę do Berlina na roboty. Udało się Ryszardowi raz jeszcze spotkać z ojcem. Podał mu na drogę zawiniątko naszykowane przez babcie Janinę, najprawdopodobniej z jedzeniem. Dziadek przekazał rodzinie informację, że będzie próbował za semaforem ucieczki, skacząc z pociągu. Był to odcinek torów niedaleko za stacją, ale dojść wówczas do niego było niepodobna. Najstarsze dzieci, wujek Rysiek i ciocia Iza przedzierali się przez łąki za „rolniczakiem” w kierunku wskazanym przez dziadka. Od godziny 20-tej trwała godzina policyjna, a pociąg wyjeżdżał o 21-szej ze stacji w Zamościu. Dzieci Jakuba całe podrapane przez zarośla nie doczekały się ojca. Pociąg przejechał. Nikt nie wyskoczył. Można sobie tylko wyobrazić z jak ciężkim sercem wracali do domu.
Tymczasem zastali ojca w domu. Kolejarze rozpoznali dziadka wśród transportowanych. Był ich kolegą, pracowali razem na kolei w Zamościu. Okryli dziadka płaszczem kolejarskim, dali mu w rękę kolejarską latarkę, by upozorować, że dziadek jest na służbie. Powoli wyprowadzili go z dworca i bezpiecznie skierowali ku domowi. Dziadek musiał się jednak ukrywać. Wielu wtedy było takich, co chętnie donosiło jeden na drugiego. Najgorsze, że w papierach dziadkowi zapisano „sztraflagier”. Pomógł pracodawca wujka Ryśka, pan Cisło. Załatwił kenkartę dla dziadka. Trzeba było tylko dostarczyć metrykę i zdjęcia.  Dziadek pracował jako fizyczny w budynku Akademii Zamojskiej, w którym podczas wojny mieściła się żandarmeria. W 1944 r. dziadek ciężko zachorował i znalazł się w szpitalu, gdzie zmarł. Babcia Janina opowiadała, że cała ulica Matejki zbierała składkę pieniężną, żeby wyratować dziadka od choroby. Zaledwie miesiąc później miasto: Himmlerstadt – Zamość zostało wyzwolone przez wojska radzieckie. Babcia Janina została sama z ośmiorgiem dzieci na wychowaniu.

 

  • Kolej Wschodnio-Chińska została w 1935 r. sprzedana marionetkowemu państwu Mandżukuo, zależnemu od Japonii. Kontrolę nad nią odzyskano w 1945 r.  W 1950 r. rząd sowiecki bezpłatnie zrzekł się wszelkich praw do Kolei Wschodnio-Chińskiej na rzecz Chińskiej Republiki Ludowej. Nazwę zmieniono na Kolej Changczun
opracowanie i zdjęcia: Ewa Lisiecka
źródło:
  1. Stosunki polsko-chińskie – Wikipedia, wolna encyklopedia
  2. Budowa Kolei Transsyberyjskiej na archiwalnych zdjęciach – Sputnik Polska (sputniknews.com)
  3. Kazimierz Grochowski. Polacy na Dalekim Wschodzie. Harbin 1928. Biblioteka Narodowa w Warszawie. Polona.
  4. Nie zapominajmy o Polakach z Mandżurii – Rzecz o historii – rp.pl
  5. Naukowcy poszukują śladów po polskich współzałożycielach chińskiego miasta | Dziennik Naukowy

 

Zamojski browar w bastionie.

 W połowie XVII wieku, w obrębie dzisiejszego Bastionu I, zostały wzniesione budynki browaru, słodowni, spichlerza i winnicy. Potwierdzają to zapisy Akt Wójtowskich Uprzywilejowanego Prawa Ormiańskiego Zamojskiego (Acta civilia advocatalia et scabinalia iuris Armenici privilegati zamoscensis). Dokumenty wystawione w latach: 1654, 1657, 1659 przez III ordynata na Zamościu, Jana „Sobiepana” Zamoyskiego,  załączone do ww. akt wskazują, że budowniczym  był kupiec Jakub Berne (Szkot z pochodzenia) osiadły w Zamościu. Jakub Berne zwrócił się z prośbą do Jana II Zamoyskiego o wyznaczenie placu na terenie miasta, gdzie mógłby pobudować browar. Miejsce to wyznaczono mu za Cerkwią Ruską w obrębie murów miejskich „nad stawem”.  Ordynat przychylił się do prośby Bernego (łacnom się do tego skłonił) bowiem widział w tym przedsięwzięciu niemałe korzyści dla miasta. Warto tu podkreślić, że w tym czasie liczne browary i gorzelnie zakładane były przez mieszkańców w swoich posesjach mieszczańskich, zwiększały jednak zagrożenie pożarowe. Jeden z takich pożarów, który zamienił się w wielką katastrofę dla miasta, rozpoczął się w domu mieszczanina Lędziego 19 kwietnia 1658 r. Spłonęły 34 domy przy Rynku Wodnym, kamienica dziekana, mieszkania księży, kolegiata od strony dzwonnicy, stajnie zamkowe, cekhauz z arsenałem, gdzie wybuchły nawet proch i pociski.
Wspomnianym przywilejem z 1654 r., wydanym dla Jakuba Bernego na budowę własnym kosztem browaru, słodowni i spichlerza, Zamoyski zagwarantował (jemu i jego potomkom) wyłączne prawo ich sprzedaży, darowizny bądź spożytkowania w inny sposób. Z drugiej strony przywilej zobowiązywał Bernego do należytego dbania o grunty przyległe do browaru i o mury miejskie, aby nie poniosły żadnej szkody. Kolejnym przywilejem ordynat pozwolił mu na założenie winnicy w tym obszarze. Stwierdza także, że budynki browaru, słodowni i spichlerza nie wpływają negatywnie na ufortyfikowanie tego odcinka, nie szkodząc ani wałom ziemnym, ani Baszcie (bastionowi). Nie przeszkadzają także w obronie miasta. Jakub Berne dbał o należyte nawożenie ziemi na umocnienia wału i postarał się o poprawę muru i „Parapettu”, czym przyczynił się, jak stwierdza w dokumencie ordynat, do zwiększenia obronności tego odcinka fortyfikacji. Ponadto Berne uczynił darowiznę w formie amunicji i strzelb do zamojskiego arsenału. Ordynat doceniając ten gest ponownie potwierdził  swoje wcześniejsze zapisy dotyczące użytkowania budynków browaru, spichlerza i słodowni. Przywilej ten został nadany Jakubowi Berne w Zamościu 25.06.1657 r.
Kolejny „List”, pisany w Zwierzyńcu 20.12.1659 r., Jan II Zamoyski kieruje do prowizorów kościoła ormiańskiego i do urzędu wójtowskiego gminy ormiańskiej, która kilkakrotnie upominała się o sumy należne kościołowi z tytułu zapisu na jego rzecz, dokonanego przez Hadziewicza (Hadzyeowicza)Pisze w nim, że Ormianie nie powinni mieć żadnych wątpliwości co do, nadania przez niego praw na budynkach browaru należnych Jakubowi Bernemu. Ostatni dokument zamieszczony w księdze ormiańskiej, tematycznie związany z poprzednimi, jest datowany 24.12.1659 r. W aktach ormiańskich jest zatytułowany: „Browar, Słodownia y  Spiklerz w Dziesięciu Tysiącach dane Kościołowi”. Do osób zainteresowanych tą transakcją należeli: Grzegorz Krzysztof Hadziewicz, Łowczy Przemyski, który był stroną wobec roszczeń zgłaszanych przez prowizorów Kościoła Ormięskiego Zamojskiego. Zaangażowani byli również: Jakub Berny i ordynat Jan II Zamoyski. Zapiski wzmiankują również Mikołaja Hadziewicza, ojca Grzegorza i księdza kościoła ormiańskiego, Jana Kristorowicza. Krzysztof Hadziewicz chcąc uczcić pamięć swego ojca, poczynił zapis sumy 10 000 zł dla kościoła ormiańskiego na browarze, słodowni i spichlerzu, zakupionym od Jakuba Bernego. Zapisu dokonał na rzecz ks. Jana Kristorowicza, ówczesnego proboszcza kościoła ormiańskiego w Zamościu.  Doroczny prowent od tego browaru w wys. 700 zł miał być przekazywany na ręce kapłana przez prowizorów ormiańskich. Hadziewicz zapisał ponadto na rzecz kościoła sumę 2 000 zł na swojej kamienicy w mieście. Zapisy te miały być potwierdzone w „Grodzie Grabowieckim”.
Prowizorzy ormiańscy mieli czuwać nad należytym i terminowym (na święto Jana Chrzciciela) odebraniem należnych kościołowi sum. Browar z pozostałymi budynkami, ich wyposażeniem i posesją miał być odebranym przez prowizorów w ciągu trzech lat od zapisu, czyli do roku 1663 (na św. Jana Chrzciciela). Browar miał pozostać w arendzie Jakuba Bernego (po 700 zł za każdy rok) z zaznaczeniem w kontrakcie sposobu zapłacenia rat należnych kościołowi. Obecni przy zapisie podpisali dokument własnoręcznie w dniu 24.12.1659 r. Od sumy 2 000 zł zapisanej przez Hadziewicza na kamienicy, procent w wys. 160 zł miał być przeznaczony dla księdza ormiańskiego i na msze za dusze zmarłych, odprawiane raz w tygodniu. Podpisali dokument: Krzysztof Hadziewicz, Łowczy Przemyski; Jakub Berny, sekretarz królewski; Stanisław Robaszewski; Toros Bartoszewicz; Auxenty Owaniszewicz; Mikołaj Boniatowicz; Zachariasz Dolwatowicz; Mikołaj Krzysztof Mustafa. W dokumencie jest jeszcze wzmianka, że budynki spichlerza „od wielu lat” pozostawały w dzierżawie Zamku oraz informacja o konieczności pobudowania „na tamtym mieyscu” budynków browaru, słodowni i spichlerza (przypuszczalnie nowych), bowiem stare są „in usu Ecclesia”.*
* Auxenty Owanisowicz – wójt ormiański, wzmiankowany w 1685 r. jako oskarżony za samowolne (bez zgody ławników) oddanie przywilejów (kilku) księdzu ormiańskiemu i rajcom miejskim. Rajcom oddał przywilej Zygmunta III, a księdzu ormiańskiemu „prawo na budynki browarne i słodownię z pieklerzami za cerkwią ruską.” Kiedy urząd ormiański zwrócił się o zwrot dokumentów do księdza, tenże odmówił tłumacząc, że „panom urzędom nie należą.”
 ___________________________________________________________________________________________________________________
Privilegia Jaśnie Wielmożnego Jana na Zamościu Zamoyskiego Ordynata Pana y Dziedzica. Jan na Zamościu Zamoyski Hrabia na Tarnowie y Jarosławiu, Kałuski, Rzeczycki, etc. Starosta.
Wiadomo czynię tym pisaniem moim komu wiedzieć należy, iż będąc przedtym proszony przez Szlachetnego Jakoba Bernego Mieszczanina i Kupca Zamoyskiego abym mu był placu na zbudowanie Browaru Słodowniej y Szpiklerza w Baszcie za Ruską Cerkwią w murach Miejskich Zamoyskich będące, pozwolił tedy upatruiąc ja z tąd nie małą miastu wygodę którą czasu potrzeby wszelkiej niechybną mieć mogę łacnom się do tego skłonił. I na stawienie pomienionych budinkow onemu konsens moy dał za ktorym konsensem iż pomienione budinki poczęści wystawił tedy Ia respektuiąc na koszta iego względem ich włożone y chcąc aby tym pewnieyszy tey pracyy kosztow swoich zostawał tym Listem moim deklaruię Iz pomienionych budinkow to iest Browaru Słodownie y Szpiklerza własnym kosztem iego wystawionych ze wszytkim pozytkiem czasy wiecznemi y z potomkami swemi bez żadney ni odkogo przeszkody y zażywać będzie. Daiąc mu moc wszelką y potomkom iego pomienione budinki iako swoie własne przedać dać darować y iak w naylepszey swoy pozytek według upodobania swego obrocić w stawianiu iednak tych budinkow a osobliwie Szpiklerza powinien będzie tego przestrzegać, żeby sie nic tak gruntom obcym, iako tez y Murom Miejskim nie przeindikowało y czasu potrzeby do obrony nie przeszkadzało na co dla lepszej pewności ręką swą własną podpisawszy się pieczenc swoie przycisnąc rozkazałem. Datum w Zamościu die secunda Septembri 1654 a Jan Zamoyski Ten przywilej iest pamietnym Iudykowany ad Acta Iurio Priviegeliati Scabinalia A…Zam. Teria 5_o  ipsodie Stelwiga w et M… 1654.
___________________________________________________________________________________________________________________
Jan na Zamościu Zamoyski Hrabia na Tarnowie y Jarosławiu Podczaszy Koronny Generał Podolski Kamieniecki Latyczewski Kałuski etc. Starosta Gwardyi Jego Królewskiej Mości Generał
Wiadomo czynie tym pisaniem swoim komu o tym wiedzieć należy iz iako respektem życzliwych zasług y roznych wygod Slachetnego Pana Jakoba Bernego sługi mego pozwoliłem Mu był zbudować Browar Słodownię y Szpiklerz także teraz winnicę w Baszcie Miejskiey za Cerkwią Ruską upatruiąc z tąd nie tylko prywatną, ale wiecey wszytkiego Miasta wygodę tak gdy iuz dotąd zamyślone swe tamże wystawił Budinki widząc y maiąc doskonałą informacyę że nie tak do regularnego wału i tamtej Baszty fortyfikowania iako też y obrony nie przeszkadzaią: y owszem upatruiąc to że tenże pomieniony Pan Berny swoiem kosztem znacznie tamże y Baszte nawozem ziemie y przyczynieniem murow i Parapettu iey podniosł y poprawił a nadto pewną liczbę municyi y strzelby do Cekauzu mego oddał w nagrodę tego chcąc go w podiętych kosztach assekurować obiecuie mu y Potomkom iego że od używania tych wszytkich budynkow swych w tamtej Baszcie wystawionych ani ode mnie ani od sukcesorow moich oddanem niebędą ale onych czasy wiecznemi zażywać ku naylepszey swey wygodzie będą y wolno im będzie dać darować przedać zamienić y na swoyi iako naylepszy obrocić pozytek Co wszytko stwierdzaiąc teraznieyszą moią assekuracyą za się y za sukcesorow moich przyrzekam we wszytkim dla lepszej pewności y wiary podpisuiąc sie przy pieczęci moiey Datum w Zamościu Dnia dwudziestego piątego Miesiąca Czerwca Roku Pańskiego 1657  (pieczęć) Jan Zamoyski. Ten przywiley iest pod pamietnym indukowany ad Acta Iuris Privilegiati Scabinalia Zamoscienz Armenicalia Teria 4_to post Testu Visitationis B.V. Maris proxima A. 1651 (7).
___________________________________________________________________________________________________________________
Jan na Zamościu Zamoyski Hrabia na Tarnowie y Jarosławiu Wojewoda Sandomirski Ziem Podolskich y Woysk Cudzoziemskich Jego Kkiey I.Mci Generał Kamieniecki Latyczowski Kałuski etc.Starosta
Sławetnemu Urzędowi Iurisdiksyi Ormięskiey Zamoyskiey y prowizorom Kościoła Ormięskiego tamecznego zdrowia dobrego życząc – Deklaruie iakoście mię o to kilkakroć razy prosili abym był z Jmcią Panem Hadziewiczem Łowczym Przemyskim o zapłacenie summy kościołowi waszemu od niego należącey konferował tak ponieważ za perswazya y rekwizycią moyą do tego się skłonił aby was całe uspokoił y to co kościołowi debetur lubo nie pieniędzmi gotowymi saltum dobrami summie in valore et proventibus wystarczaiącymi zapłacił, tedy iz naysnadnieyszy sposob wypłacenia się in defectu gotowizny, którą żadna miara wypłacić nie może iako się oświadczał z kupieniem przez pewny kontrakt Browaru z Panem Bernym w Baszcie za Cerkwią Ruską będącym y leżącym pokazuie wam to y zapis na kościoł otrzymać subinittował się same tylko kuntitacye wasze in culpando dla iakieyści suspicy Praw odemnie na ten Browar nadanych. Tedy deklaruię wam to iz żadney wątpliwości o prawach odemnie na ten Browar służących Panu Bernemu mieć wam nie trzeba ktorych ia y potomkowie moiy Sacrosancte dotrzymać submittuie sie y tym Listem moiem one potwierdzam chcąc to mieć pro ia to wszystko cokolwiek strony tego Browaru in rem Kościoła waszego postanowicie. A dla lepszey pewności podpisuie sie przy Pieczęci moiey Datum w Zwierzyńcu dnia 20 Decembris 1659 (pieczęć) Jan Zamoyski Hoc ibidem tertium privityelium Susceptum inducatum et in grossatum Actib Iuris Priviqeliati Armens Zam. Teria 3_tia Crastino Testi S Nicolai Pontis et Confessionis A 1660.
___________________________________________________________________________________________________________________
Browar, Słodownia y Spichlerz w Dziesięciu Tysiącach dane Kościołowi. Punkta transakcyei między JMP Grzegorzem Krzysztofem Hadzyeowiczem Łowczym Przemyskim z iedney a Prowizorami Kościoła Ormięskiego Zamoyskiego z drugiey. Także między JMość. P. Jakobem Bernym z trzeci strony podług osobliwego konsensusu ręką Jaśnie Wielm. J.Mości Pana Woiewody Sandomirskiego miasta tutejszego Z_a y Dziedzica podpisanego przy pieczęci. J.Mość. Pan Łowczy Przemyski czyniąc dosyć obligacyei godney pamięci J.Mość.P. Mikołaia Hadzyeowicza rodzica swego, zapisał Aktami Prawa Ormięskiego Assekuracyą zapisania od Dziesięciu Tysięcy złotych do Kościoła Ormięskiego Zam. zostaiącego żeby przywodząc to teraz do przynależytego effektu Browar z Słodownią y Spiklirzami tak iako iest in suo ambitu et circumserencya w Baszcie Narożney nad stawem za Ruską Cerkwią u J.Mość.P. Jakoba Bernego kupiwszy zaraz na tymże Browarze zapis in personam Wielebnego P. Jana Kristorowicza teraźniejszego przy Kościele Ormięskim kapłana y podług zapisu Kościołowi Ormię. służacego Prowent doroczni z tego Browaru do rąk pomienionego nune etpro tempore eaistensis Kościoła Ormięskiego Parochi z rąk Prowizorskich tego kościoła będzie płacony po 700 złotych polskich. Nadto J.Mość.P. Łowczy na kamienicy swoiey oyczysty 2000 złotych polskich assekuruie i zapis insimul et semel Kościoła Ormięsk. służący przed Aktami Urzędu Orm. Zamoy. intra decursor unias septimam zeznać. A przy tym w Grodzie Grabowieckim sussicientem cautionem et evictonem zapisać submituie się. PP zaś Prowizorowie z zapisów dawniejszych pravia eiusmodi satisfactione na ten czas intra decursem unius septimans J.Mość. P. Łowczego kwitować powinni, tak z tego zapisu, który zeznał Rodzic  J.Mość. na kamienicy iako tesz y z tego który sam dobrowolnie zeznał J.Mość.P. Łowczy J.Mość.P. Berny na ten czas intra decursum unius Septimand Rezygnacyą Browaru wyżey wyrażonego z Słodowniami z Winnicami i Spiklerzami, tak iako w Parkanie iest osadzony w Baszcie za Cerkwią in foro ueris susscientissime tak iako się Prawnym zdać będzie nailepiey, podług osobliwey z J.Mością P. Łowczym Przemyskim kompozycyei zeznać y uczynić powinien zachowawszy sobie pacisicom ad ususra ctu possessionem do S Jana Krzciciela blisko przyszłego. Panowie Prowizorowie Kościoła Orm. odebrawszy ten Browar z posesyą do rąk swoich tak iako podług inwentarza ze wszystkiem naczyniem odbiorą, tymże sposobem od S. Jana Krzciciela do trzech lat w roku da Bog przyszłym 1663 na Święto S. Jana Krzciciela kończący się. J.Mość. P. Bernemu przez Arędę po Siedemset złotych na każdy rok rachując puścić y kontrakt z naznaczeniem zapłacenia ratt przynależących co nomine opisać z P. Bernym submituią się. Co wszystko aby miało certius robrum. Ich Mość strony contrahentes z Ich Mościami Pany przyjacioły to postanowienie podpisem rąk swoich utwierdzaią. Działo się w Zamościu dnia 24 Decembra R.P. 1659. Te pieniądze 160 złotych z prowizyei od 2000 tysięcy złotych które J.Mość.P. Łowczy zapisze maią się obracać ad pia legata i na Msze, które w każdym tygodniu za dusze zmarłych odprawiać się maią obrocone będą. P. Krzysztof Hadzyewicz Łowczy Przemyski Jakob Berny K. Mość Sekreta. Stanisław Robaszewski proszony przyjaciel Toros Bartoszewicz W.O.Z Auxenty Owaniszewicz według konsensusu J.M. Dobrodzieya danego strony tego Browaru Mikołay Boniatowicz Zachariasz Dolwatowicz Mikołay Krzysztof Mustafa ręką swą że od wielu lat ten spiklerz w dzierżawie Zamku zostawał ad reguisitionem ks. Proboszcza et Nationis przy Komissyei od Jas. Wiel. J.Mość. P. Podskarbini W. Kor. kazany iest restitui kościołowi gdzie oraz probatum et productum autenticis instrumentis facultas erygowania y pobudowania Browaru Słodowni y Spiklerza na tamtym mieyscu których instriementum autentica sunt instrumenta w Aktach Woytowskich Ormięskich Zamoyskich o tych zaś 2000 tysięcy które J.Mość P.Łowczy  i Castro Grabovecensi miainseriber na kamienice swoie Hadzyewiczowską y onerawit obligationibus ad pia legata iako czytać iest ad calcem tey transakcyei silentium facturest y to zapadło czy iak się obróciło żaden niedał  informacye. Teraz iusz te budynki Browar Spiklerz i Słodownia są in usu Eccelsia.
źródło:
Historya Kościoła Zamojskiego Ormięskiego z wyrażeniem przywilejów, transakcji do kościoła tegoż należących summ i obligaciow. Odpis z BOZ z 1844 r. _ Biblioteka Narodowa. Warszawa. strona internetowa Polona.
opracowanie: Ewa Lisiecka

Kamień z przeszłości.

W 2021 r. mija dziesięć lat od odkrycia tego kamienia, a ja wciąż nie mogłam zabrać się za napisanie o nim na stronie przewodnickiej. Doszłam jednak do wniosku, że raczej nie doczekamy się już profesjonalnego opracowania w temacie. Uznałam zatem, że warto nawet w ten sposób, poinformować o tym znalezisku większą grupę przewodników, w szczególności tych spoza Zamościa, którzy są zainteresowani historią naszego miasta. W 2011 r. wokół Twierdzy Zamojskiej trwały intensywne prace rewitalizacyjne. Wszyscy przewodnicy byli nimi zainteresowani. Usiłowaliśmy „podglądać” ich przebieg w każdy możliwy sposób, chociażby z wieży dzwonnicy kościelnej. Tabliczki z napisem „Niezatrudnionym wstęp wzbroniony” jasno wyznaczały pole naszego manewru. W niedzielę prace jednak przerywano, więc upatrzyliśmy z kolegą (Krzysztof Zdeb) szansę na podpatrzenie czegoś ciekawego. 25.06.2011 r. obeszliśmy interesujący nas obszar i z bezpiecznej odległości, okiem obiektywu zarejestrowaliśmy przebieg prac na odcinku południowo-zachodnim.  Potem skierowaliśmy się ku Starej Bramie Lubelskiej. Brama, ani jej otoczenie nie były w tym czasie poddawane żadnym pracom, ale chcieliśmy po prostu tam zajrzeć, skoro byliśmy w pobliżu.  Schodząc schodkami w jej kierunku, zajrzałam do jednego z otworów strzelniczych muru. W miejscu, w którym raczej niczego ciekawego nie mogliśmy się spodziewać, czekała na nas niespodzianka. Moją uwagę przykuł kamień, stanowiący sklepienie wspomnianego wylotu strzelniczego. Ze wstępnych oględzin wydał mi się na tyle interesujący, że postanowiłam zrobić mu zdjęcie. Nie udało mi się zrobić zdjęcia inaczej, jak przez włożenie tylko jednej ręki do wnętrza wąskiej szczeliny i „pstryknięcia w ciemno” obiektywem. Efekt wyszedł nie najlepszy, ale było już pewne, że mamy coś ciekawego. Krzysztof także zrobił kilka zdjęć. Wtedy byliśmy już pewni, że kamień jest interesujący. Z jego lewej strony był widoczny pełny ornament i fragmenty podobnego, z prawej. Przypominał ząbkowane kwiaty. Główną część pola kamienia wypełniały znaki podobne do pisma.

Zainteresowaliśmy znaleziskiem kolegów z Grupy Turystycznej Roztocze, do której oboje należymy. Opisaliśmy kamień i pokazaliśmy zdjęcia na naszej stronie internetowej. Jeden z kolegów, Staszek Baran zainteresował zdjęciem swojego znajomego z Karkowa, M. Eminowicza. Przekazał nam jego opinię, że jest to płyta nagrobna ormiańska, a napis jest w języku kipczackim. Pan Eminowicz stwierdził: „Płyta na pewno ormiańska, w Zamościu było ich dużo”. Nie znałam drugiego takiego kamienia z Zamościa, tyle, że moja wiedza w tym zakresie była wtedy skromna, więc zainteresowałam odkryciem pracowników Muzeum Zamojskiego. Szczególne zaangażowanie wykazał dr Piotr Kondraciuk, który podjął  podobne działania jak Kol. Staszek. Skontaktował się po swojej linii znajomości ze środowiskiem ormiańskim. Okazało się, że oni już tam wiedzą o tym znalezisku, bowiem wzajemnie sobie przekazywali tę informację, czyli zaraz po wysłaniu zdjęć przez Staszka. Wkrótce otrzymałam odpowiedź: „Ten kamień jest rewelacyjny! Jest to istotnie fragment ormiańskiej płyty nagrobnej, użytej wtórnie jako materiał budowlany”. Zaproponowano mi pomoc w opublikowaniu tekstu o tym odkryciu w czasopiśmie ormiańskim oraz przetłumaczeniu. Litery są na tyle czytelne, że byłoby to możliwe. Uznałam, że powinny to zrobić osoby bardziej kompetentne. Pan dr Piotr Kondraciuk podkreślał w korespondencji prowadzonej ze mną, że cegła wokół kamienia jest współczesna i szkoda, że podczas prac konserwatorskich nie zwrócono na ten kamień uwagi, bo byłby to cenny eksponat do muzealnego lapidarium, a tak pozostanie niedostępny. Dowiedzieliśmy się jeszcze dzięki kontaktom z Muzeum Zamojskiego,  od Pani Ewy Abgarowicz, która nadesłane im zdjęcie płyty nagrobnej rozesłała do specjalistów na całym świecie, że udało się już co nieco odczytać z kamienia: „to jest arka..” – w znaczeniu grób.
Żeby rozwikłać zagadkę, w jakim celu ormiańską płytę nagrobną umieszczono w murze kurtyny przy Starej Bramie Lubelskiej, usiłowałam pozbierać najważniejsze daty i fakty, mogące mieć związek z naszym kamieniem. Cmentarz ormiański znajdował się w Zamościu w pasie zabudowy wschodniej, graniczącej z murami miasta, na odcinku dzisiejszej ulicy Łukasińskiego. Jest to obszar, który częściowo pokrywa się z lokalizacją Hotelu „Renesans”. Temat budowy tego obiektu (hotelu) i zaprzepaszczenia możliwości zbadania, zarówno terenu cmentarza jak i fundamentów kościoła ormiańskiego  był swego czasu przedmiotem dociekań wspaniałego badacza historii Zamościa, prof. Jerzego Kowalczyka. Zainteresowanych szerzej tym tematem odsyłam do artykułu z Archiwariusza Zamojskiego z 2005 r. Tej niepowetowanej straty, którą zawdzięczamy  ówczesnym urzędnikom nie odwrócimy niestety. Ważne, aby ocalić to, co jest możliwe obecnie do zachowania. Możliwe, że wspomniany kamień nagrobny został wtórnie wykorzystany do naprawy muru kurtyny, być może po którymś z oblężeń. Rozstrzygnięcie tej kwestii trzeba pozostawić historykom, ale nasuwają się pewne daty i skojarzenia:
1. Rozbiórka kościoła ormiańskiego 1826-1827.
2. Budowa Hotelu Renesans – 1968r.
3. Rozbiórka kurtyny pomiędzy bastionami IV -V – 1866
4. Odnowienie i rekonstrukcja Bramy Lubelskiej – 1976-80
5. Restauracja poterny i częściowa rekonstrukcja kurtyny – do 1984r. (na poternie data 1982r.)
6. Przywrócenie przejazdu przez bramę i wybudowanie przez nią stałego mostu (po I rozbiorze ok. 1772r.)
7. Rozbudowanie bramy w czasach Księstwa Warszawskiego.
8. Ponowne zamurowanie bramy w latach 20-tych XIX w. przez Rosjan.
9. Inwentaryzacja Bramy Lubelskiej przez zespół J. Zachwatowicza w 1935 r.
10. Znalazłam także wzmiankę o naprawie bramy w 1813 roku: cyt.” Badania Bramy Starej Lubelskiej potwierdziły fakt zniszczenia muru kurtynowego i ujawniły ślady jej doraźnej naprawy mające miejsce w czasie oblężenia miasta w 1813 roku.”
Warto w tym miejscu podkreślić, że w tym czasie kościół ormiański nie był już czynny. Funkcjonował do k. XVIII w. W 1802 r. nastąpiła kasata kościoła przez władze austriackie i licytacja wyposażenia. Budynek kościoła ormiańskiego zakupił XII ordynat Stanisław Kostka Zamoyski i podarował go miastu. Społeczność ormiańską, która zamieszkiwała Zamość od końca XVI do początków XVIII w., szacowano na ok. 300 Ormian w czasie największego rozkwitu (XVII w.) gminy ormiańskiej w mieście. Zapewne spora ilość z tych Ormian spoczęła na zamojskim cmentarzu ormiańskim. Unia kościoła ormiańskiego i katolickiego (w Zamościu 1665 r.) sprawiła, że duża liczba Ormian opuściła Zamość. Liczebność nacji ormiańskiej w mieście znacznie zmalała, a reszta stopniowo ulegała polonizacji. Wśród ortodoksyjnych Ormian ukuło się wówczas takie powiedzenie, że kto został ochrzczony w łacińskim kościele przestawał być Ormianinem. Jednak na przestrzeni mijających wieków potomkowie pierwszych zamojskich Ormian nadal żyli i pracowali w mieście, i do dzisiaj możemy odnaleźć orientalne rysy twarzy u niektórych z naszych mieszkańców.
Wracając do naszego kamienia, trzeba zaznaczyć, że tuż po jego odkryciu, bodajże w lipcu 2011 r.,  rozpoczęto prowadzenie prac rewitalizacyjnych przy murze interesującego nas odcinka, przylegającego do Starej Bramy Lubelskiej. Niczego nie można było podpatrzeć, gdyż szczelnym kordonem metalowych przęseł otoczono teren prowadzonych robót. Mieliśmy nadzieję, że przy okazji wspomniana płyta zostanie wydobyta i dokładniej zbadana. Wciąż czekamy na jakieś konkretne wieści na temat tego kamienia. Może został już odczytany? Póki co, przewodnicy i turyści mogą tylko obejrzeć tę płytę nagrobną. Jest to jedyny tego rodzaju zabytek w Zamościu, jaki nam pozostał po nacji ormiańskiej. Płyta znajduje się w otworze strzelniczym, bezpośrednio pod przelotem Starej Bramy Lubelskiej. Przykro tylko patrzeć jak w tej „dostępnej dziurze w murze” miejscowi smakosze piwa zostawiają puszki i butelki. Raczej nie zachęca to przewodników do pokazywania tego miejsca odwiedzającym nasze miasto. Odpowiednie zabezpieczenie jest konieczne. Osobliwy to pomysł, ale umieszczenie lustra na wprost sklepienia otworu strzelniczego znacznie poprawiłoby komfort oglądania tego ciekawego znaleziska. W Wielkiej Brytanii, w lustrach umieszczonych na przesuwanych stołach, ogląda się bardzo wysokie, niedostępne w szczegółach dla ludzkiego oka, sklepienia gotyckich kościołów.

Kamień okazał się na tyle interesujący dla naszych miejscowych badaczy historii miasta, że doczekał się w międzyczasie wzmianki na stronie internetowej  „Zamościopedii” Pana Andrzeja Kędziory, przy haśle – Cmentarz ormiański – cyt. „Jedynym materialnym śladem istnienia cmentarza jest ormiańska płyta nagrobna wmurowana w trakcie modernizacji murów fortecznych pod arkadą Bramy Lubelskiej Starej (w sklepieniu otworu strzelnicy)” i w publikacji dr Jakuba Żygawskiego „Lokalizacja dawnych zamojskich cmentarzy w oparciu o archiwalne opracowania kartograficzne z XVIII-XX wieku” – cyt. „W sklepieniu otworu strzelnicy pod arkadą Bramy Lubelskiej Starej znajduje się wmurowana w trakcie modernizacji murów fortecznych ormiańska płyta nagrobna”.
Nowe światło na odkrycie ww. kamienia rzuca skromna notatka, którą zawdzięczamy skrupulatności i zapobiegawczości śp. dr Bogumiły Sawy. W 2018 r. kol. Ewa Dąbska poinformowała nas na Forum GTR, gdzie prowadziliśmy dyskusję nad tym znaleziskiem, o pewnej notatce jaka zachowała się w zbiorze dokumentów Pani Sawy. Pochodziła ona z dokumentacji OBDZ – Ośrodka Badań Dokumentacji Zabytków w Zamościu, w zbiorze niezinwentaryzowanych. Przytoczymy ją tutaj w całości dla lepszego zobrazowania treści:
„Notatka służbowa spisana w dniu 3.XII.1980 r. dotycząca realizacji otoczenia Starej Bramy Lubelskiej.
1.W trakcie prac „realizacji otoczenia” Bramy zostały odsłonięte fragmenty dwóch kurtyn, wylotu poterny, galerii strzelniczej i schodków. Wydobyto około 30 ciosów z obramienia poterny i tablicę (fragment) z napisem, prawdopodobnie w języku ormiańskim.
2.Zebrani stwierdzili konieczność wykonania następujących prac:
    a.   inwentaryzacji odsłoniętych reliktów,
    b.   inwentaryzacji znalezionej kamieniarki,
    c.   przeprowadzenie badań wyżej wymienionych wraz z próbą rekonstrukcji,
    d.   opracowanie niezbędnej dokumentacji projektowej dla wylotu poterny,
    e.   prowadzone prace budowlane można prowadzić na odcinku Stara Brama do 4 m przed wylotem poterny.
3.Znalezioną tablicę z napisem należy zakonserwować i odczytać.”
Rodzą się zatem kolejne pytania. Czy notatka dotyczy tego samego kamienia, wtórnie odkrytego przez nas w 2011 r? Tego nie wiemy. Jak wyglądał kamień odkryty w 1980 r., czyli 40 lat temu? Tego też nie wiemy. Czy zakonserwowano i odczytano tamtą tablicę, czy wprowadzono ją do Rejestru Zabytków? Tego też nie wiemy. Mam wrażenie, że nasz „Kamień z przeszłości” jeszcze upomni się o swoje prawa. Kamienie mówią, kiedy ludzie milczą!
Ewa Lisiecka

Podsumowanie strony internetowej za lata 2019-2020.

Rok 2020 z powodu pandemii nie obfitował niestety w wydarzenia i spotkania przewodnickie. Niemniej  w dziale „Relacji” ukazało się sporo interesujących wpisów, dotyczących historii naszego miasta i regionu, przeciętnie dwa wpisy miesięcznie (łącznie 23). Podobna statystyka była w 2019 roku (łącznie 24). Linki do tych artykułów zamieszczamy poniżej, łącznie z linkami do zarchiwizowanych materiałów za lata 2014-2018. Wśród redaktorów, którzy współtworzyli stronę przewodnicką w dwóch ostatnich latach wymienić należy: Marcina Turskiego: Marię Rzeźniak; Danutę Pasieczną; Bożenę Kamaszyn-Gonciarz; dr. Ruth Sargent Noyes; Ewę Dąbską; Annę Rudy i Ewę Lisiecką. Dziękujemy bardzo za współpracę. Szczególne podziękowania należą się również naszemu Sponsorowi i Administratorowi strony, bez których by ona nie istniała. Przy okazji życzymy WSZYSTKIM NASZYM CZYTELNIKOM dobrego i szczęśliwego Nowego Roku 2021.
Rok 2019
  1. Szarogród nad Kiełbaśną cz. II.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/8575
  2. Szarogród nad Kiełbaśną cz. I.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/8527
  3. Szarogród nad Kiełbaśną cz. III.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/8622
  4. Czarny Mnich na Zamojszczyźnie http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/8399
  5. Pomnik Unii Lubelskiej w Lubliniehttp://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/8711
  6. Rok Szymonowicahttp://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/8663
  7. XXXV Ogólnopolska Pielgrzymka Przewodników Turystycznych na Jasną Góręhttp://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/8865
  8. Śladami Kossaków i Zamoyskichhttp://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/8871
  9. Maurycy Zamoyski XV ordynat na Zamościu. – http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/8813
  10. Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” na Zamojszczyźnie. http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/8782
  11. Relacja Michała Pieszki sekretarza Zjazdu Naukowego imienia Szymona Szymonowicza w Zamościu 28-29 IX 1929 roku z wyjazdu 11 autami uczestników Zjazdu do Czernięcina.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/8782
  12. Śladami Mikołaja Reja – wyjazd szkoleniowy – http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/date/2019/03
  13. Czernięcin i Szymon Szymonowicz. – http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/8992
  14. Z biegiem Poru – wyjazd szkoleniowyhttp://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/date/2019/05
  15. Dwa teatry dwie kurtyny. – http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/date/2019/06
  16. Tomaszowska ceramikahttp://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/6040
  17. Zamość. Historia Karolówki cz. III. http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/7123
  18. Karolówka na planach i mapach – Historia Karolówki cz. IV.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/date/2019/07
  19. Plan z 1805 r. – Ziemia Lubaczowska. http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/8708
  20. 100 lat temu w Zamościuhttp://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/9184
  21. Rzemiosło kowalskie w Zamościu i na Zamojszczyźnie.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/9174
  22. Kościół Ojców Trynitarzy w Tomaszowie Lubelskim.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/9261
  23. Człowiek Roku Gminy Komarów Osada.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/9378
  24. Organy Braci Biernackich na Lubelszczyźnie.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/9539
Rok 202o
  1. Pieczęć zamojskich Franciszkanów.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/9657
  2. Firmy organmistrzowskie reprezentowane w kościołach Lubelszczyzny. http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/9553
  3. Historia Obrazu Jasnogórskiego.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/date/2020/02
  4. Skarbiec. Muzeum Sakralne Katedry.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/9805
  5. Zamojski Związek Inwalidów Wojennych  cz.II.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/9759
  6. Zamojski Związek Inwalidów Wojennych cz. Ihttp://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/9730
  7. Starodruk Akademii Zamojskiej – http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/9716
  8. Relikwie Corpisanti św. Feliksa w kościele Zwiastowania N.M.P. w Tomaszowie Lubelskim.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/date/2020/06
  9. Pani Walewskahttp://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/9994
  10. Pełny wykaz publikacji dr Bogumiły Sawy.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/date/2020/06
  11. Tomaszowska ceramika cz. Ihttp://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/6040
  12. Wycieczka do przeszłości. Roztoczańskie Muzeum PRL.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10364
  13. Jan Zamoyski i jego najbliżsi.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10313
  14. Infułatka w Zamościu. http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10246
  15. Koło Przewodników – 2010-2020.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10095
  16. Architektura Bożnic na Zamojszczyźnia. – http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10429
  17. Jerzy Krzyżewski – wspomnienia przewodników.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10487
  18. Drewniany kościół w Tomaszowie Lubelskim przed stu laty.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10396
  19. Ciekawostki Zamościa.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10577
  20. Księżniczka Franciszka Woroniecka.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10697
  21. Żołnierz pięciu chorągwi.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10639
  22. Polski Biały Krzyż w Zamościu. http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10604
  23. Kościół ormiański w Zamościu.http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/10807
Rok 2018 i  lata poprzednie 2014-2017:

 

Podsumowanie strony internetowej za rok 2018.