Niedzielne Spotkania Muzealne

Muzeum Zamojskie w Zamościu zaprasza na „Niedzielne Spotkania Muzealne” dnia 16 lipca 2017 roku o godz. 13:00 i o godz. 15:00.
Wykład poprowadzi dr Piotr Kondraciuk – kurator wystawy:
Na pograniczu kultur. Sztuka sakralna w Diecezji Zamojsko – Lubaczowskiej”.
Eksponaty pochodzą ze zbiorów:
Klasztoru O.O. Bernardynów w Radecznicy
Muzeum Diecezjalnego w Zamościu
Muzeum Kresów w Lubaczowie
Muzeum Sakralnego Katedry Zamojskiej
Muzeum Zamojskiego w Zamościu
Parafii Konkatedralnej w Lubaczowie
Parafii Rzymskokatolickiej w Łukowej

Przypominamy też o wydarzeniu w lipcu dotyczącym św. Brata Alberta, dla zainteresowanych przesyłamy link  http://pustelniabrataalberta.pl/kontakt/

IX Spotkania Akademickie w Bukowinie

Za zgodą autora, dr Jacka Feduszki publikujemy referat dotyczący profesora Akademii Zamojskiej – Adama Burskiego, wygłoszony podczas IX Spotkań Akademickich w Bukowinie. Spotkanie, jak co roku, odbyło się w zabytkowym kościele filialnym p.w. Ofiarowania Najświętszej Marii Panny w Bukowinie. Po uroczystościach oficjalnych nastąpiły występy artystyczne dzieci, zespołów ludowych i solistów, które prezentowane były w gospodarstwie agroturystycznym Kary Mustang. W uroczystościach uczestniczył rektor PWSZ im. Szymona Szymonowicza w Zamościu prof. Andrzej Samborski. Uczelnia ta od wielu lat kultywuje tradycje dawnej Akademii Zamojskiej.
______________________________________________________________________________________

Dr Jacek Feduszka  Zamość

ADAM BURSKI (ZM. 1611), HISTORYK Z AKADEMII ZAMOJSKIEJ

Wszyscy badacze dziejów Akademii Zamojskiej podkreślają, że nie realizowano w tej wyższej uczelni, powstałej z inicjatywy hetmana i kanclerza wielkiego koronnego Jana Zamoyskiego (1542-1605) odrębnego kursu historii z wyjątkiem zagadnień historii prawa rzymskiego. Większość zagadnień objętych programem nauki w Akademii koncentrowała się na studiach klasycznych i prawnych w duchu prawa rzymskiego. Jednak program obejmujący zagadnienia historyczne jak również formę i kształt historycznego pisarstwa antycznego, był obecny w ramach zarówno samych wykładów jak i w pracach profesorów akademickich w Zamościu.

W ciągu XVI stulecia w obrębie uniwersytetów narastały wpływy humanizmu. Rozwijać się zaczęły studia klasyczne i prawne w duchu prawa rzymskiego. Duży wpływ na przekształcenie się np. uniwersytetu krakowskiego i powstanie innych uczelni wyższych, miało to, że coraz liczniejsze rzesze młodzieży szlacheckiej i mieszczan miało za sobą studia na uniwersytetach włoskich i niemieckich, m.in. przez uniwersytet w Padwie w XVI wieku przeszło, co najmniej 1500 Polaków, a na uniwersytetach niemieckich kształciło się ok. 1200 młodych mieszczan z samych Prus Królewskich. Wiek XVI przyniósł rozszerzenie możliwości studiów wyższych w Rzeczypospolitej. W 1548 roku powstał luterański uniwersytet w Królewcu, ściągający studentów z Prus, Korony i Litwy, w latach 1578-1579 do rangi Akademii podniesione zostało kolegium jezuickie w Wilnie (stało się to za sprawą biskupa Waleriana Protaszewicza, decyzję biskupią zatwierdził przywilejem król Stefan Batory). Trzecią nową inicjatywą akademicką w XVI stuleciu na ziemiach polskich było powołanie do życia przez kanclerza i hetmana Jana Zamoyskiego w 1594 roku Akademii Zamojskiej.

W przeciwieństwie do Akademii Wileńskiej i Uniwersytetu Krakowskiego, mających za podstawowe zadanie propagowanie kultury polskiej na Litwie i Rusi, Akademia Zamojska była uczelnią nowego typu. W intencjach Jana Zamoyskiego i działaniach przez niego podejmowanych w czasie organizacji uczelni, szkoła zamojska była przede wszystkim szkołą obywatelską, kładącą nacisk na kulturę prawa, wykształcenie klasyczne (pełne, w stylu uczelni francuskich i włoskich), a nade wszystko umiejętności praktyczne, które po ukończeniu Akademii przez synów szlacheckich, byłyby z powodzeniem wykorzystywane w działalności politycznej (w sejmie i senacie), urzędach administracyjnych i trybunałach.

W tym miejscu należałoby zwrócić uwagę na jeszcze jeden element istotny dla powołania Akademii. Król Stefan Batory w myśl zobowiązań zawartych w „pactach conventach” na początku panowania, zapowiedział reformę Akademii Krakowskiej i przedsięwziął inspirowaną przez Jana Zamoyskiego, próbę założenia na bazie Akademii Krakowskiej, wyjętego spod jurysdykcji duchownej kolegium królewskiego. Gdy jednak przewidywani na profesorów tej uczelni uczeni włoscy uchylili się od wyjazdu do Polski, skończyło się na skromnej reformie Akademii w 1579 roku. Później w ramach reformy z 1603 roku Akademia Krakowska zdecydowanie nawróciła do scholastyki w zakresie filozofii i teologii. Fakt niepowodzenia przy utworzeniu „szkoły obywatelskiej” w obrębie Akademii Krakowskiej, był nie bez znaczenia dla decyzji Jana Zamoyskiego o utworzeniu szkoły w swoich dobrach, właśnie takiej szkoły, która miałaby cele szersze, ponad naukowe. Nie miała to być jednak uczelnia, jakbyśmy powiedzieli dzisiaj, „neutralna światopoglądowo”. Jan Zamoyski dał temu wyraz w liście pisanym z Wilna do nuncjusza apostolskiego Caligariego 20 VI 1580 roku. Kanclerz kreślił w liście obraz ziemi ruskiej i lubelskiej, w których to „herezja ogromnie się rozprzestrzeniła” i ziemiom tym groziła zguba „od herezji”. Kanclerz sugerował, zatem nuncjuszowi konieczność założenia szkoły dla młodzieży szlacheckiej, w której to szkole wykładano by: „nauki filozoficzne, prawo cywilne, prawo publiczne królestwa, historię Rzeczypospolitej, celem – jak pisał – przygotowania tej młodzieży do stanu senatorskiego”. Zgodnie, więc z intencją Jana Zamoyskiego, wyrażoną na początku, szkoła – akademia miała być uczelnią wyznaniową, obywatelską, mającą także na celu zwalczanie heretyków w ziemi lubelskiej, ale przede wszystkim miała przygotować synów szlacheckich do pełnienia urzędów publicznych i wypełniania obowiązków obywatelskich.

Jan Zamoyski ostateczny kształt i ogólną koncepcję Akademii Zamojskiej sformułował w początkach 1593 i w roku 1594. Jak stwierdzał historyk Adam Andrzej Witusik: „[Akademia Zamojska] Miało to być (…) pulsujące i ważne ognisko nowych prądów intelektualnych oraz schola civilis – zakład nauki obywatelskiej. Akademia Zamojska powołana była, zatem do uzupełnienia a właściwie do wyręczenia i wypełnienia zadań, którym nie mogła podołać stara, na zasadach średniowiecznych oparta, wszechnica krakowska. Uczelnia zamojska miała podjąć w sposób systematyczny zaniedbaną w Polsce pracę twórczą w modnych dziedzinach naukowych – filologii klasycznej, historii, w dyscyplinach utylitarnych – medycyna, prawo, i stać się trwałym łącznikiem polskiej myśli naukowej z zachodem [Europy]”.

Tak, więc po upływie blisko 14 lat od pierwszej wzmianki o planowaniu założenia szkoły przez Zamoyskiego, koncepcja jej funkcjonowania i nastawienie w kształceniu młodzieży, uległo istotnemu przesunięciu w kierunku uczelni kształcącej w nowoczesnej kulturze umysłowej, humanistycznej i przygotowującej do przyszłej pracy publicznej dla państwa, oczywiście w łączności z kościołem katolickim.

W drugiej połowie XVI wieku ważnym ośrodkiem kultury i nauki staje się dwór kanclerza i hetmana wielkiego koronnego Jana Zamoyskiego (1542-1605) w Zamościu. Przebywają na nim naukowcy i poeci, architekci i muzycy. Dwór zamojski, a szczególnie inspiracje płynące od samego Jana Zamoyskiego, stają się wzorcem dla innych możnych w całej Rzeczypospolitej przełomu XVI i XVII stulecia. Wybitni twórcy m.in. poeci Szymon Szymonowicz i Piotr Ciekliński, historyk Reinhold Heidenstein, architekt Bernardo Morando, czy grono wybitnych uczonych m.in. Tomasz Dreznem, Jan Ursinus czy Anglik William Bruce, nadają ton i kierunek działaniom artystyczno naukowym podejmowanym w środowisku zamojskim, w otoczeniu i pod światłym mecenatem Jana Zamoyskiego. Zamość na przełomie XVI i XVII wieku stał się ważnym ośrodkiem kultury tej części Rzeczypospolitej, nie tylko dzięki istnieniu od 1594 roku Akademii Zamojskiej. Kanclerz skupiając w swoim otoczeniu wybitnych profesorów prawa, medycyny i filologii, historyków, malarzy i muzyków, sam ze szczególnym upodobaniem toczył dysputy naukowe lub swobodne pogawędki z literatami i poetami oraz wizytował ukochaną Akademię, o której życiu i postępach w działaniach naukowych otrzymywał stale informacje, również podczas swych wypraw wojennych.

x x x x

Adam Albert Burski (Bursius) (ok. 1560-1611), filolog, filozof i logik, kilkakrotnie wybierany na rektora Akademii Zamojskiej, był jednym z niewielu profesorów, którego żywo zajmowały zagadnienia związane z porównawczą analizą historyczną oraz metodą (metodologią) jaką stworzyli antyczni historiografowie. Przede wszystkim filolog i filozof, Adam Albert Burski, zajął się także kwestiami dotyczącymi metody historiograficznej. Wpływ na wybór tego zagadnienia miało niewątpliwie naukowe środowisko zamojskie, w którym pielęgnowano naukę i twórczość historyczną. Obecność w środowisku naukowym Zamościa takich pisarzy jak Reinhold Heidenstein, Joachim Bielski, czy krótko w młodości, Szymon Starowolski, przyszły autor wielu dzieł historycznych i metodycznych oraz gorliwego czytelnika m.in. rzymskiej historii Tytusa Liwiusza, samego Jana Zamoyskiego, twórcy na poły historycznego dzieła „De senatu Romano”, sprzyjał studiom historycznym. Stąd Adam Albert Burski zadedykował właśnie jemu najobszerniejsze studium metody historycznej zatytułowane: „Recensio iudicii Dionysii Halicarnassei de historia Thucididis eiusdemque historiae defensio”. W dziele tym autor zaprezentował swoje poglądy i przemyślenia metodologiczne, polemizując z Dionizjosem z Halikarnasu (I w. p.Chr.), – pracującym w Rzymie w l. 30-38 p. Chr., starożytnym krytykiem najdojrzalszego dzieła antycznej historiografii: „Wojny peloponeskiej” Tukidydesa. Krytykę tą zawarł Dionizjos m.in. w: „Πέρί τυ Θυκύςίςυ χάράκδέροσ (Peri tu Thukydidu charakteros )- dotyczącym stylu pisarskiego Tukidydesa.

Warto dodać, że ten krytyczny traktat Dionizjosa z Halikarnasu był w Europie renesansowej bardzo popularny. Łaciński przekład traktatu znalazł się w zbiorze antycznych dzieł historycznych „Artis historiae penus”, wydanym w Bazylei w 1576 roku. Dionizjos krytykując w specjalnym piśmie monografię historyczną Tukidydesa przedstawił równocześnie swój pogląd na sztukę pisania dzieła historycznego.

Praca Adama Alberta Burskiego pozostawała przez długi czas niepublikowana, dopiero fragmenty w tłumaczeniu na język polski opublikowane zostały przez prof. Ignacego Lewandowskiego w 2014 roku. Całość pozostaje w rękopisie w Bibliotece Narodowej w Warszawie [BOZ sygn. 1585], uprzednio znajdowała się w Bibliotece Ordynacji Zamoyskich [sygn. nr 677]. Całość liczy 45 kart zapisanych starannie pismem w języku łacińskim. Obecnie trudno jest precyzyjnie określić datę powstania dzieła. Można jednak przypuszczać, że Burski zrecenzował Dionizjosa na przełomie XVI i XVII wieku, a dokładniej w latach od 1597 do 1605 roku, czyli do roku śmierci Jana Zamoyskiego.

Inspiracja, aby zająć się tematyką metahistoryczną, wypłynęła u Adama Burskiego z jego lektury Dionizjosa z Halikarnasu i szerszego wówczas zainteresowania się dziełem Tukidydesa w kręgach uczonych ówczesnych uważanego za starożytnego historyka o najwyższym autorytecie. Jego chwałę głosił m.in. Henri Lancelot Voisin de la Popelinière (1540-1608) w swojej „Historii historiografii z ideą historii doskonałej” („Histoire des Histoires avec l’ide de l’Histoire accomplie”, Paris 1599). Jeśli Dionizjos, również czytywany w Europie i po grecku i po łacinie, tak znacząco pomniejszał dzieło największego dziejopisarza, historiograficzny wzór pod każdym względem, to jego obrona stawała się niemal obowiązkiem każdego szanującego się historyka. Już wcześniej, bo w 1560 roku w łacińskim przekładzie traktatu Dionizjosa, tłumacz Andrzej Dudycz, humanista węgierski blisko związany w polską, polemizował z atakami na dzieło Tukidydesa. Adam Burski w tym duchu kontynuował tę polemikę, gdyż tak jak wielu innych uważał, że Dionizjosowa krytyka Tukidydesa jest niesprawiedliwa, a jego obrona nie jest bez znaczenia dla wizji współczesnej historiografii. Poza tym był świadomy tego, że historia antyczna jest bliska sercu Zamoyskiego i jego Akademii nastawionej na nauki humanistyczne, wśród których historia zajmowała wysoką pozycję. Do pracy też pobudzał go brat cioteczny Szymon Szymonowicz, zwracając uwagę, że w tym przedsięwzięciu znajdzie życzliwość i wsparcie samego założyciela Akademii. Stąd m.in. pochwalny wstęp do dzieła Burskiego dedykowany Janowi Zamoyskiemu.

Adam Burski dokonując recenzji przeprowadzonej przez Dionizjosa z Halikarnasu krytyki „Wojny peloponeskiej” Tukidydesa, wypowiedział wiele mniej lub bardziej oryginalnych myśli na temat metody historiograficznej. Cenne są zwłaszcza uwagi o amplifikacji, mowach i stylu historycznym. Często odwołuje się i do retoryki, i do filozofii, a jego autorytetami w pierwszej dyscyplinie jest przede wszystkim Cyceron, a w drugiej – Arystoteles. W teorii historiograficznej sięgał Burski do koncepcji Tukidydesa, Polibiusza i Cycerona. Nie przywoływał jednak imiennie żadnego z renesansowych metodologów historii, chociaż ślady korzystania z metodologicznego dzieła Jana Bodin’a (1530-1596) są w tekście wyraźne. Jego wypowiedzi bazujące na konkretnym materiale, jakim jest z jednej strony najdoskonalsze dzieło historyczne starożytności, jakim określano „Wojnę peloponeską”, a z drugiej na Dionizjuszowskiej krytyce tego dzieła, są – jak stwierdzają badacze – najlepiej uporządkowaną historiograficzną refleksją przed ukazaniem się dzieła historyka gdańskiego Bartłomieja Keckermana (1572-1609), autora m.in. traktatu „O naturze i właściwościach historii” („De natura et proprietatibus historiae”).

Bibliografia.

  1. A. Wadowski, Wiadomość o profesorach Akademii Zamojskiej, Warszawa 1899-1900, s. 36, 96-97; J.K. Kochanowski, Dzieje Akademii Zamojskiej (1594-1784), Kraków 1900 s. 49, 59; S. Łempicki, Burski Adam, w: PSB, Kraków 1937, t. 3, s. 138-140; Bibliografia Literatury Polskiej. Piśmiennictwo Staropolskie, Warszawa 1964 t. 2, s. 65-67; D. Facca, Humanizm i filozofia w nauczaniu Adama Burskiego, Warszawa 2000 (PAN Instytut Filozofii i Socjologii), (szczególnie s. 90-96); I. Lewandowski, Penu Historicum. Łacińskie traktaty metodologii historii w dawnej Polsce (do końca XVII wieku), Poznań 2014 s. 214-234;

__________________________________________________________________

 

Zdjęcia wykonał Mateusz Sawczuk.

Tango z Leśmianem

TANGO z LEŚMIANEM – 16 czerwca 2017 r., Rynek Wielki w Zamościu

Wydarzenie jest imprezą towarzyszącą 42. edycji Zamojskiego Lata Teatralnego

Zapraszamy na popołudnie w stylu retro z ognistym tangiem!

„Lata dwudzieste, lata trzydzieste kiedyś do wzruszeń będą pretekstem” śpiewała przed laty Lidia Warzecha. I miała rację, lata te są zresztą nie tylko pretekstem do wzruszeń, ale pretekstem do przeniesienia się w czasy, kiedy w Zamościu mieszkał, pracował i tworzył Bolesław Leśmian. Przez kilka popołudniowych godzin przeniesiemy w magiczny międzywojenny klimat.

Pokażemy Zamość z tamtych lat, przybliżymy sylwetkę Bolesława Leśmiana i posłuchamy ulubionych szlagierów naszych babć. Można także zatańczyć tango, taniec bardzo zmysłowy i pełen pasji.

Blok programowy:

godz. 17.30 – Retro spacer, zwiedzanie Zamościa lata 20. i 30., Koło Przewodników Terenowych PTTK im. Róży i Jana Zamoyskich

godz. 19.00 – Jak to Leśmianem i Zamościem było… – Gawęda o Leśmianie Maria Jamroż

godz. 19.30 – Leśmian na celowniku – rozmowa z Adamem Wiesławem Kulikiem, poetą, prozaikiem, twórcą filmów dokumentalnych i edukacyjnych, reporterem, autorem książki Leśmian, Leśmian…

godz. 20.00 – Retro recital Powróćmy do wspomnień, Magdalena Stopa (wokal), Piotr Czyżewski (piano)

godz. 20.30 – Tango z Leśmianem, Tomasz Ziąbkowski, Szkoła Tańca Magdaleny i Janusza Myki, Zespół Pieśni i Tańca „Zamojszczyzna”, publiczność

godz. 21.00 – Retro rytmy Koncert Leśmianowi – Piotr Stopa (piano), Wojciech Tybulczuk (akordeon) Szkoła Muzyczna I i II stopnia im. K. Szymanowskiego w Zamościu

godz. 21.30 – Retro kino, Leśmian – film dok. Adama Wiesława Kulika

Zapraszamy w strojach retro! Osoba w najciekawszym stroju retro otrzyma upominek od Prezydenta miasta Zamościa Andrzeja Wnuka. W trakcie przedsięwzięcia napój cienisty i leśmianowy deser od zamojskich restauratorów.  

Współfinansowanie: Miasto Zamość.

Organizatorzy/Partnerzy: portal Zamość onLine, Zamojski Dom Kultury, Szkoła Tańca Magdalena i Janusz Myka, Zespół Pieśni i Tańca Zamojszczyzna, Koło Przewodników Terenowych PTTK, Szkoła Muzyczna im. Karola Szymanowskiego w Zamościu oraz zamojscy restauratorzy: restauracja Muzealna, Piwnica pod Rektorską, Padwa, Morandówka, Bohema, Verona, Arte Hotel i hotel Mercury.

Patronat medialny: Tygodnik Zamojski, Kronika Tygodnia, TVK Video-Kadr, Katolickie Radio Zamość, Kurier Zamojski, portal Roztocze.net, e-Zamość, Życie Zamościa, Portal Zamojski, Zamojska.pl, Zamość onLine.

Zamojskie Drużyny Harcerskie

Koło Przewodników Terenowych im. Róży i Jana Zamoyskich PTTK/O/Zamość prezentuje kolejne przedsięwzięcia zamojskich harcerzy – przedstawione w korespondencji nadesłanej przez harcmistrza Sławę Bilską, zastępcę komendanta Hufca ZHP Zamość im. Dzieci Zamojszczyzny:

Nasza drużyna, 6 DH im. Jadwigi Harczuk – Muszyńskiej „Rzarłacze”, należy do Programowego Ruchu Odkrywców. W ramach programu „Odkrywcy źródeł” wybraliśmy do realizacji w tym roku szkolnym  trzy tematy: „Tradycja: uchwyć chwilę”, „Sławne postaci” i „Zasmakuj w różnorodności”. Pierwszy temat przedstawiliśmy w formie reportażu „Żałosne – pożegnanie sitarzy”. Stwierdziliśmy, że ten biłgorajski zwyczaj jest unikatowy w skali kraju, zatem szczególnie wart pokazania innym. Kolejny temat poświęciliśmy Bernardowi Morando. Nasza gra planszowa „Bernardo Morando – budowniczy Zamościa” uczy młodych ludzi historii, daje możliwość poszerzenia wiedzy na temat architekta i Zamościa. Trzecie zadanie dotyczyło zapomnianych potraw narodowości, które niegdyś zamieszkiwały w Zamościu. Wyszukaliśmy przepisy potraw ormiańskich, greckich i żydowskich. Wykonaliśmy kilka z nich i krążąc pomiędzy ulicą Ormiańską, Grecką i Pereca częstowaliśmy mieszkańców Zamościa i turystów.

Film

 

Ścieżka poznawcza „Wąwozy Lessowe”

Roztocze Zachodnie – rajd pieszy 7.05.2017r. – Szczebrzeszyn – obszar Szczebrzeszyńskiego Parku Krajobrazowego – ścieżka poznawcza „Wąwozy Lessowe” – długość trasy 14,62 km – prowadzący: Janusz Kapecki – przewodnik i przodownik turystyki pieszej. Organizator rajdu: Koło Przewodników Terenowych PTTK O/Zamość im. Róży i Jana Zamoyskich  oraz Miejski Dom Kultury w Szczebrzeszynie. Rajd, w którym wzięło udział 25 uczestników, zainaugurował Otwarcie Sezonu Turystycznego „OSTY/2017” i zbiegł się z obchodami 10-lecia Ekomuzeum „Świąteczna Kraina” w skład którego wchodzi między innnymi „Laboratorium Lessowe” prowadzone przez Janusza Kapeckiego.

_____________________________________________________________________________________

Dokładny opis ścieżki poznawczej „Wąwozy Lessowe” zawarty jest w wydanym folderze „Roztocze Szczebrzeszyńskie. Trasy piesze i rowerowe”. Przebieg ścieżki wyznaczył, opracował i opisał znany regionalista i przewodnik Janusz Kapecki. Za zgodą autora cytujemy jej szczegółowy opis z ww. folderu:

„Ścieżka poznawcza Wąwozy Lessowe o długości 5 km (dojście 2,2 km). Uwaga! Trasa trudna po opadach atmosferycznych. Ścieżka ma początek w odległości 2, 2 km od Miejskiego Domu Kultury w kierunku Kawęczynka. Od MDK biegnie m. in. szlak pieszy „Partyzancki” i za jego znakami kierujemy się koło cerkwi do ulicy Cmentarnej. Poruszamy się pod górę koło cmentarza żydowskiego. Na rozwidleniu skręcamy w prawo pod górę, wąwozem wzdłuż ogrodzenia cmentarza katolickiego. Po wyjściu z wąwozu droga biegnie wierzchowiną koło wieży komórkowej i budynków Zakładu Gospodarki Komunalnej. Za budynkami mijamy skrzyżowanie ścieżki „czarnej” i poruszamy się dalej pod górę do rozwidlenia szlaków turystycznych. Ścieżka prowadzi początkowo w dół wąwozem przez 1,5 km ze znakami szlaku „Partyzanckiego”. Na rozwidleniu (stanowiska skrzypu zimowego) skręca w kierunku zachodnim, początkowo płytkim zarośniętym wąwozem, następnie coraz bardziej głębokim z wieloma rozgałęzieniami. Długość wąwozu od rozwidlenia do wylotu ma ok. 3 km długości. Na wylocie wąwozu droga zwęża się, pnie się pod górę i wychodzi na polną drogę. Po 0,7 km jest możliwość dojścia do drogi krajowej „74” lub powrotu nieoznakowaną drogą polną w kierunku wschodnim do Szczebrzeszyna (5,7 km). „

Ścieżka poznawcza „Wąwozy Lessowe” jest dostępna także dla rowerzystów na odcinku do wiaty, przy której można rozpalić ognisko i zaplanować odpoczynek. Jednak dalszy jej odcinek jest w zasadzie nieprzejezdny, szczególnie na wąskim i stromym podejściu do wylotu wąwozu. Ścieżka oznakowana jest kwadratem biało-niebieskim. Wzdłuż jej przebiegu wyznaczono także trasę Nordic Walking. W zimie jej odcinek (do wiaty) wykorzystywany jest przez organizatorów kuligów.

 

Niezaprzeczalnie przyrodniczy charakter ścieżki jest wykorzystywany do edukacji dzieci i młodzieży. Naturalne stanowiska poznawcze: ukształtowania roztoczańskiego terenu lessowego, charakterystycznego dla niego drzewostanu i runa leśnego to szkoła życia, której nie zastąpią podręczniki. Dlatego właśnie teren tej ścieżki przyrodniczo-poznawczej bywa bardzo często wykorzystywany edukacyjnie przez nauczycieli z zaangażowaniem  miejscowych przewodników.

„Piekiełko” szczebrzeszyńskie to największa sieć wąwozów lessowych w Polsce. Wąwozy o głębokości 20 m charakteryzują liczne odgałęzienia, zbiegające się w podmokłych obniżeniach. Zapuszczanie się w te miejsca bez dobrego przewodnika grozi utratą orientacji w terenie i zgubieniem się w tym labiryncie. Ten potężny kompleks wąwozów porośnięty jest lasami grabowo-bukowymi z domieszką sosny i innych gatunków. Odznacza się bogatą i różnorodną roślinnością w runie leśnym.

Runo leśne prezentowanego wąwozu, szczególnie na pierwszym jego odcinku, obfituje w szarozielony skrzyp zimowy, dodający palecie barw jeszcze jeden odcień zieloności. Wyprostowane pędy płonne, gdzieniegdzie nawet o metrowej wysokości, kwitną na wiosnę spiczastymi kłosami. Skrzyp zimowy nic nie traci na urodzie porą zimową, mocno odcinając się intensywną zielenią od bieli śniegu zalegającego w wąwozie. W miejscach, gdzie liczne odgałęzienia wąwozów wyprowadzają opady, kumulując wilgoć na dnie malowniczych jarów, skrzyp zimowy rozkłada się łanami tworząc ciemnozielone kobierce. Dzięki nim ten „Skrzypny wąwóz” należy do unikatowych na szczebrzeszyńskim „Piekiełku”, nasuwając wędrowcom skojarzenia z młodymi, bambusowymi zagajnikami azjatyckich lasów. Zwiedzając ten wąwóz warto wiedzieć, że skrzyp zimowy to roślina zaliczana do leczniczych. Ziele skrzypu ma właściwości moczopędne, wykrztuśne i regulujące przemianę materii. Odwary ze skrzypu leczą kamicę nerkową. Jako ozdobny nadaje się do ogrodów w stylu japońskim.

Lessowe zbocza wąwozów mijanych na dojściu do ścieżki oraz zastane w samym już wąwozie, stanowią nie tylko urokliwe urozmaicenie rzeźby terenu, ale także miejsca przystanków edukacyjnych. Podziwiamy tam zjawiska erozji gleby i lessu wypłukiwanego przez  opady deszczowe. Less to skała. Składa się z drobniutkich, słabo obtoczonych ziarn kwarcu, węglanu wapnia oraz w kilku procentach z minerałów ilastych. Węglan wapnia zawarty w lessach bywa ługowany, następnie wytrącany tworząc konkrecje, czyli tzw. kukiełki lessowe (laleczki).  Zbudowane są z węglanu wapnia i przybierają kształty kuliste, elipsoidalne lub nieregularne. Osiągają rozmiary kilku, czasami nawet kilkunastu centymetrów. Niekiedy wewnątrz znajdują się pęknięcia, przypominające kryształy. Spękane kukiełki lessowe można najczęściej spotkać na granicy lessu i czarnoziemu.

Wiosna to najlepsza pora do nauki rozpoznawania roślin kryjących się w runie leśnym. Warto przykładowo zauważyć różnice pomiędzy kwitnącymi w tym samym czasie gwiazdnicami: gajową i wielkokwiatową. To także dobra pora do podejrzenia niepozornych kwiatów kopytnika pospolitego o ozdobnych liściach. Na obrzeżach wąwozu można podziwiać skupiska łuskiewnika różowego, który akurat teraz ma porę kwitnienia. Spostrzegawcze oko badacza przyrody dojrzy delikatne liście żywca gruczołowatego. Co bardziej wnikliwi obserwatorzy odnajdą także u wylotu wąwozu czworolist pospolity, zawiązujący właśnie swoje niebieskoczarne jagody. Cała roślina, aczkolwiek piękna, jest trująca, więc należy przestrzegać przed nią szczególnie dzieci, które kuszą się na jej jagody. Kłącze tej byliny może żyć nawet 200 lat. Roślina współcześnie wykorzystywana jest w leczeniu homeopatii.

Do rzadkości na trasie należy odnalezienie smardza zwyczajnego, ale osoby spostrzegawcze właśnie teraz (przełom kwietnia i maja) mają szansę go wypatrzeć. Smardz zwyczajny jest jadalny, ale objęty ochroną częściową, co oznacza, że nie wolno ich zbierać ze stanowisk naturalnych. Możemy je jeść, ale ze swoich ogródków, sadów (lubią towarzystwo jabłoni). Grzyb ten, rozpoczynający w zasadzie sezon grzybowy, w Polsce jest raczej rzadki i do 2014 r. był objęty ochroną ścisłą.  Znalezienie smardza w naturze to nie lada wyzwanie, bowiem co roku mogą się pokazywać w zupełnie innym miejscu. Rosną chętnie w otoczeniu jesionów i wiązów. 100 g suszu tego grzyba przekracza cenę 200 zł. Droższe są już tylko trufle. Trzeba jednak uważać by grzyba nie pomylić z piestrzenicą, z których kasztanowata jest silnie trująca (podobnie olbrzymia). Zresztą smardze zjedzone na surowo też są trujące!

______________________________________________________________________________________

Podczas rajdu ostatni odcinek (zejście ze szlaku ponad 6 km) pokonaliśmy w trakcie burzy i ulewnego deszczu. Nawałnica obmywała właśnie szczebrzeszyńskie „Piekiełko” z wszelkich grzechów. Dobrze było przy okazji zostawić  tam swoje przewiny w modlitwach, kiedy pioruny biły od nas jakieś 300 m. Będzie co wspominać! Januszu dziękujemy Ci serdecznie za cały wachlarz atrakcji i do kolejnego, tak udanego spotkania na szlakach.

tekst: Ewa Lisiecka

zdjęcia: Janusz Kapecki, Ewa Lisiecka, Zbigniew Pietrynko

Wystawa „Złoto Bałtyku”

Nie przypadkowo otwarcie wystawy poświęconej polskiemu bursztynowi Muzeum Zamojskie wyznaczyło w Dniu Święta Kobiet, czyli 8 marca 2017 r. Każdą z pań, która w tym dniu odwiedziła muzeum przywitano różą w kolorze bursztynowej, słonecznej barwy. Zapowiadane już od jakiegoś czasu otwarcie wystawy wzbudziło wielkie zainteresowanie wśród zamościan. Większość eksponatów stanowiłą wyroby sztuki jubilerskiej, pochodzące z Muzeum Bursztynu, Oddziału Muzeum Historycznego Miasta Gdańska, stanowiące zwycięskie nagrody w konkursach promujących polskie rękodzieło związane z obróbką bursztynu.

Na wystawie prezentowane są także wyjątkowe okazy bursztynu i biżuteria z kolekcji Państwa Pyrów, reprezentujących Firmę „Świat pereł” z Zamościa. W gablotach zobaczymy m.in. nie oszlifowane, kilogramowe „buły” bursztynu; zatopione w bursztynie owady itp. inkluzje organiczne; odciski roślin sprzed 40 mln. lat; czy chociażby niezwykłe „krople bursztynu” które zastygły w eoceńskim lesie bursztynowym. W pułapkę z żywicy drzew bursztynodajnych  (Pinus succinifera) wpadały nie tylko owady i stawonogi, ale także inne zwierzęta. Pan Pyra prezentując gościom wystawy swoje wyjątkowe okazy tej kopalnej żywicy, skromnie uznał, że prawdziwym rarytasem wśród inkluzji jakie widział, jest bursztyn z jaszczurką w jednej ze znanych mu kolekcji. Dzięki takim właśnie inkluzjom paleobotanicy zidentyfikowali liczne gatunki roślin i zwierząt, które tworzyły florę i faunę przed milionami lat. Na finiszu wystawy w Muzeum Zamojskich, czyli 28 maja o godz. 13-tej sponsorzy, czyli Firma Państwa Pyrów „Świat pereł”w Zamościu , rozlosują bursztynowe nagrody dla osób, które odwiedzą wystawę. Nagrody są prezentowane w gablocie wystawy. Warunkiem wzięcia udziału w losowaniu jest posiadanie biletu potwierdzającego zwiedzenie wystawy.

Warto ją odwiedzić nie tylko ze względu na powyższe atrakcje.  W żadnym bowiem sklepie jubilerskim nie spotkamy takiej różnorodności w zastosowaniu bursztynu, nie tylko przy wyrobie biżuterii, ale i innych przedmiotów artystycznych, które dzisiaj w swym modelunku łączą klasyczną elegancję z wymogami nowoczesności. Oprócz pięknych zestawów biżuterii: bransoletek, kolczyków, pierścionków i przywieszek spotkamy magiczną modliszkę w mosiądzu i bursztynach; motyla o bursztynowych skrzydełkach i jantarowego ptaka na srebrnych nóżkach. Innych zachwyci misternie wykonane pióro wieczne oprawione w bursztyn, a nikt z pewnością nie przejdzie obojętnie obok ledwie dostrzegalnego pod lupą rytu ptaka prehistorycznego w bursztynie, stanowiącego swoistą odmianę sztucznej inkluzji w jantarze. To niebywałe i precyzyjne dzieło sztuki koniecznie trzeba zobaczyć i jest ku temu najlepsza okazja do końca maja. Warto także zajrzeć w gablotę z ekspozycją najstarszego bursztynu bałtyckiego, który pochodzi z wykopalisk archeologicznych m.in. w Masłomęczu i Gródku Nadbużnym, ale żeby zobaczyć najbardziej wiekowy z nich trzeba się już udać na ekspozycje muzealne na pietrze do działu poświęconemu archeologii naszych terenów.

zdjęcia: Henryk Szkutnik

opracowanie: Ewa Lisiecka

Promocja VIII tomu austriackiej mapy Galicji von Miega z lat 1779-1783

Z zamojskich zapisków przewodnickich

______________________________________________________________________________________

Muzeum Zamojskie – Niedzielne Spotkania Muzealne – 26.02.2017 r.

Na zaproszenie dyrektora muzeum Andrzeja Urbańskiego odbyło się spotkanie autorskie z prof. dr hab. Andrzejem Janeczkiem z Instytutu Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk w Warszawie, połączone z promocją wydawnictwa VIII tomu austriackiej mapy Galicji Friedricha von Miega z lat 1779-1783. W spotkaniu uczestniczyli także inni przedstawiciele projektu, który jest prowadzony przez Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii PAN, Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie, Uniwersytet Rzeszowski oraz Stację Naukową PAN w Wiedniu. Projekt, realizowany w ramach Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki, przewiduje publikację piętnastu tomów mapy Galicji i Lodomerii, znanej także pod nazwą „zdjęcia józefińskiego”. Dzięki uprzejmości pana profesora Andrzeja Janeczka i za Jego zgodą, dla osób, które nie miały możliwości uczestniczenia w tym wyjątkowym wydarzeniu, publikujemy obszerne fragmenty wypowiedzi Profesora, który niezwykle ciekawie opowiadał o mapie, projekcie i praktycznym zastosowaniu wydawnictwa. (wkrótce)

_________________________________________________________________________________

  

  

 

  

zdjęcia: Henryk Szkutnik

………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………

Zainteresowanie, które okazujemy mapom jest zupełnie zrozumiałe. Żaden opis, żadne tekstowe przedstawienie nie jest w stanie dostarczyć takiego ładunku informacji, jakie przynosi zarówno mapa współczesna, jak i mapa historyczna. Dawna mapa to wyjątkowo cenny materiał historyczny, dzięki któremu mamy możliwość wglądu w dawny, już nie istniejący krajobraz, wglądu wyrazistego, sugestywnego, nie osiągalnego w żaden inny sposób. Jedną z map, która nam to oferuje jest prezentowana mapa józefińska Galicji, zwana również mapą Miega.

Sporządzona była w latach 1775-1783, ale właściwe prace ruszyły dopiero od roku 1779, stąd właśnie taki zakres chronologiczny podajemy w naszej publikacji. Składa się z 413 wieloformatowych arkuszy. Przygotowana została w skali 1:28 800; zatem 1 cm na mapie odpowiada 288 m w terenie. Jej łączna powierzchnia to około 115 metrów kwadratowych. Gdybyśmy chcieli ją rozłożyć w całości, byłoby nam potrzebne boisko do siatkówki. Zachowana jest w trzech egzemplarzach: oryginał, czystorys oraz kopia. Towarzyszy jej sześć tomów opisów krajoznawczych, tom kalkulacji topometrycznych oraz tom zawierający wykaz miejscowości i osobny spis poprawek nazewnictwa.

Początkowo mapa była utajniona ze względu na swoje znaczenie militarne. Dostęp do niej był ograniczony wyłącznie dla cesarza i dla ludzi, których on osobiście upoważnił do wglądu. Nigdy nie została wydana i pozostaje do dziś w rękopisie. Jest przechowywana w Archiwum Wojennym w Wiedniu. Same tylko liczby świadczą, że jest to materiał ogromny, a do tego o podwójnym charakterze, na co składają się opisy, czyli materiał tekstowy i mapa, czyli materiał kartograficzny. Podjęcie się edycji całej mapy wraz z opisami wymagało obrania pracy zespołowej, włączenia rozmaitych kompetencji badawczych: warsztatu historyka zajmującego się dziejami Małopolski oraz ziem ruskich Korony, a później Galicji; warsztatu historyka kartografii; znajomości pisma neogotyckiego (jest to umiejętność elitarna, chodzi o trudne do odczytania pismo), a również kompetencji językowych. To też nie jest łatwa sprawa, dlatego że opisy przygotowane zostały w dość specyficznej odmianie wojskowego języka niemieckiego z końca XVIII w.

Wydanie mapy wymagało również pewnych innych umiejętności, nawet z zakresu opracowania graficznego. Reprodukcje map, jakie zamieszczamy, to faksymilia, wymagające zachowania wierności kolorystycznej z oryginałem. Udało nam się stworzyć odpowiednią grupę edytorską i była to jedna z wielu szczęśliwych okoliczności, które nam sprzyjały i mam nadzieję będą nadal sprzyjać. Materiał źródłowy został rozdzielony na cztery proporcjonalne części, z których każda stała się przedmiotem opracowania powierzonego osobnemu zespołowi roboczemu. Miło mi przedstawić obecnych na sali kierowników zespołów edytorskich, odpowiedzialnych za edycję: pana prof. Zdzisława Budzyńskiego z Uniwersytetu w Rzeszowie, który przybył ze znakomitą reprezentacją Instytutu Historii w osobach prof. Jolanty Kamińskiej-Kwak i dr. Franciszka Faluszczaka. Miło mi także widzieć na sali kierownika innego zespołu roboczego, dr. Waldemara Bukowskiego z Instytutu Historii PAN, Oddział w Krakowie. Nie mogli niestety przybyć dwaj pozostali koledzy: prof. Zdzisław Noga z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie oraz prof. Bogusław Dybaś ze Stacji Naukowej PAN w Wiedniu. Wiem, że na sali jest profesor Bolesław Makarski wraz ze swoim uczniem dr Mariuszem Koprem z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Pan profesor jest znakomitym specjalistą z zakresu badań nazw miejscowych czyli toponomastyki. Mówię o tym nie bez powodu; mapa jest bardzo obfitym źródłem, prezentującym niesamowicie wielki zakres nazw, nie tylko miejscowych, a więc nie tylko osad, ale również tzw. nazw „mniejszego kalibru” – lasów, pól, gór, rzek itp.

Nim zajrzymy do mapy, kilka słów trzeba poświęcić na przedstawienie okoliczności jej powstania, na określenie miejsca, jakie zajmuje, z jednej strony w kartografii swej epoki, z drugiej strony w kartografii ziem polskich. Mapa Galicji nie była przedsięwzięciem odosobnionym, przeciwnie – należy do długiej serii podobnych, wspólnych zamierzeń podejmowanych w monarchii habsburskiej. Jest ona częścią szeroko zakrojonej, planowej akcji kartografowania całego państwa i wszystkich posiadłości domu Habsburgów. Geneza wojskowego kartografowania ziem monarchii habsburskiej, ogólne założenia tej akcji, jej przebieg i rezultaty są stosunkowo dobrze poznane dzięki badaniom historyków kartografii. Projekt zdjęcia całego państwa zrodził się po złych doświadczeniach dla Austriaków, po przegranej wojnie siedmioletniej, gdy generałowie armii austriackiej po niepowodzeniach operacji na Śląsku stwierdzili, że niezbędne są im znacznie lepsze niż do tej pory mapy topograficzne. Wobec tych postulatów cesarzowa Maria Teresa zarządziła wykonanie dokładnego zdjęcia całej monarchii, co zlecono Sztabowi Generalnego Kwatermistrzostwa.

Prace zaczęto od Śląska austriackiego. Od 1765 r. zadanie nadzorował cesarz Józef II, stąd nazwa „zdjęcie józefińskie”. Stosuje się też nazwę „pierwsze zdjęcie wojskowe”. Przyjęto jednolite zasady sporządzania mapy, właśnie w tej dziwnie wyglądającej na pozór skali 1:28 800, ale jest to po prostu relacja pomiędzy 1 calem na mapie i 1000 kroków w terenie, ponieważ taką miarą najczęściej wojsko posługiwało się wówczas. Do 1787 r. skartowano większość ziem monarchii na ponad 3.500 mapach o formacie 24×16 cali. Cały materiał został głęboko utajniony, a dzięki zaangażowaniu państwa w prace kartograficzne i dzięki powierzeniu tego instytucji wojskowej, efekty były oszałamiające. Sprawnie, w krótkim czasie, według nowoczesnych w tamtych warunkach metod, sporządzono wielkoskalową mapę rozległego terytorium o powierzchni 570 tys. km kwadratowych, obejmującego obszary Europy Środkowej oraz znaczne części Europy Wschodniej, Południowej i Zachodniej.

Po zakończeniu zdjęcia józefińskiego prace nadal kontynuowano, m.in. na terytoriach nowo anektowanych. Potem rozpoczęto drugie zdjęcie wojskowe, jeszcze później nadszedł czas na trzecie zdjęcie wojskowe, ale to już historia z II połowy XIX w. Jak doszło do tego, że kartografowaniem części ziem Rzeczypospolitej zajęła się armia austriacka? W 1772 r. w wyniku I rozbioru Austria zajęła południowe ziemie Rzeczypospolitej od Śląska po Zbrucz, które nazwano Królestwem Galicji i Lodomerii. Zajęcie tzw. Galicji w 1772 r. ujawniło palącą potrzebę przygotowania map niezbędnych nie tylko wojsku, ale i nowej administracji. Prace nam mapowaniem prowincji poszły szybko. Najpierw sporządzono najpilniej wymagane mapy demarkacji nowej granicy. Było to ustawianie tzw. „orłów” jak nazywano wytyczanie granicy, ponieważ słupy graniczne oznakowane były godłem cesarskim: dwugłowym orłem. Wyznaczenie miejsc ustawienia tych „orłów” było najwcześniejszym zadaniem kartografów austriackich w nowo zdobytym kraju, ale przygotowane w tym celu mapy objęły tylko rejony przygraniczne, pas wiodący wzdłuż granicy.

Pierwszym ogólnym przedsięwzięciem kartograficznym Austriaków było sporządzenie tzw. mapy politycznej (cywilnej) Galicji dla celów administracyjnych. Zadanie to wykonał jezuita ojciec Józef Liesganig w latach 1772-1774, z wykorzystaniem metody triangulacji. Przygotowana przez niego mapa miała swoje wady. Wywołała zresztą już u współczesnych zarzuty co do metody i precyzji pomiaru, zawierała też mnóstwo błędów w nazewnictwie. Ostatecznie po poprawkach wydano ją w skali 1:288 000. Do naszego zdjęcia wojskowego, przygotowanego wg zasad mapy józefińskiej, przystąpiono w 1775 r. Jednak większość robót wykonano od 1779 do wiosny 1783 roku, czyli w ciągu zaledwie czterech lat. Efektem tych prac jest kompletna mapa Królestwa Galicji i Lodomerii, przedmiot naszego zainteresowania.

Znając miejsce mapy Galicji w kartografii austriackiej, czy szerzej w kartografii europejskiej, spróbujmy zarysować jej miejsce w kartografii nie tyle polskiej, co kartografii ziem Rzeczypospolitej. Nie ma wątpliwości, że sporządzenie tej mapy to przełom. Mapy tak wielkiej skali, takiej precyzji, o takim bogactwie treści, o tak szerokim pokryciu nie znajdziemy w tej epoce. Nie odmawiam wartości innym osiemnastowiecznym mapom, ale te należą do zupełnie innej konkurencji. Różnica z naszą mapą jest kolosalna, uwidocznia się to, gdy zajrzymy w dowolny fragment mapy józefińskiej. Zmiana, a właściwie rewolucja dokonała się pod wieloma aspektami. Jedno z tych przełomowych dokonań to obranie skali wielokrotnie dokładniejszej niż w poprzednich próbach.

Większość map prezentowanych wcześniej na spotkaniu to mapy przeglądowe. Tu mamy do czynienia z mapa topograficzną! Skok do tak wysokiej skali wymuszał zastosowanie nowych metod wykonywania map, przeprowadzenia całościowych, systematycznych prac w terenie na całym obszarze, zastosowania triangulacji, dosyć jeszcze rzadkiej, dokonania pomiarów odległości krokami, pomiaru kątów, użycia stolika mierniczego, nanoszenia punktów osnowy i innych elementów treści sposobem à la vue, czyli z oglądu („okomiaru’), słowem ustalenia wspólnie obowiązującej procedury z etapami obliczeń trygonometrycznych, prac polowych i rysunkowych. Te nowe metody i zasady organizacji pracy ekipy robiącej zdjęcie przedstawione zostały we wstępie do wydawnictwa. Jedna tylko uwaga z tego zakresu: kierunek północny wyznaczono przy sporządzaniu mapy józefińskiej przy pomocy busoli, zatem na biegun magnetyczny, a nie na biegun geograficzny. Różnica pomiędzy nimi jest dosyć zauważalna, zresztą ona jest niestała, ponieważ biegun magnetyczny „pływa” i w różnych epokach znajduje się w innym miejscu. W przypadku końca XVIII w. i tych terenów, które objęła mapa józefińska, różnica między północą geograficzną a północą magnetyczną wynosi ok. 12-13 stopni. Zatem jeżeli weźmiemy arkusz mapy von Miega do ręki, to trzeba go obrócić (w stosunku do naszego przyzwyczajenia, żeby mapy orientować wg północy) o około 12-13 stopni w lewo.

Zawartość treściowa mapy jest bardzo bogata. Została ona nasycona szczegółami oddającymi cechy krajobrazu przyrodniczego, stan osadnictwa i w ogóle stan zagospodarowania terenu. Trudno to bogactwo opisywać, najlepiej zobaczyć je na kilku, kilkunastu przykładach. Mapa oddaje rzeźbę terenu metodą szrafy krzyżowej, obrazuje góry, wzniesienia, krawędzie dolin rzecznych, oznacza strome i łagodne brzegi rzek, wysokie brzegi stawów, doliny, strumyki, wąwozy, jary i wszelkiego rodzaju pagórki, wały, groble. Starannie rysuje elementy hydrografii: rzeki, strumienie, starorzecza, wyspy rzeczne, jeziora i stawy, bagna, pastwiska, łąki z rozróżnieniem na łąki porośnięte krzakami i łąki podmokłe, lasy, gdzie osobno oznacza lasy podmokłe i zarośla. Dobrze też oddaje sieć drożną z rozróżnieniem na trakty i drogi pocztowe, drogi kołowe, polne i leśne, przejścia przez bagna, ścieżki piesze i do jazdy wierzchem. Oznacza mosty murowane i drewniane, brody, przewozy. Rysuje także bardzo dokładnie sieć osadniczą: zabudowę, ulice, świątynie, zagrody wiejskie, dwory i folwarki, uwzględnia zamki i fortyfikacje oraz obwarowania miejskie, urządzenia gospodarcze czyli młyny, tartaki, warzelnie, składy soli, pasieki, szyby, cegielnie, huty, kamieniołomy, karczmy i zajazdy. Także krzyże i kapliczki przydrożne, cmentarze i nawet szubienice.

Ponadto skrupulatnie rejestruje nazewnictwo osad i przysiółków, rzek i strumieni, dolin, lasów i bagien, gór etc., zazwyczaj oddane fonetycznie i mocno zniekształcone, bowiem zostało spisane przez nienawykłe do mowy polskiej czy mowy ukraińskiej ucho austriackiego oficera. Bardzo typowe jest tam nie rozróżnianie dźwięcznych i bezdźwięcznych głosek, stąd mamy całkowite pomieszanie par głosek b/p d/t f/w g/k s/z. Mapa pozbawiona jest legendy. Nie mamy klucza znaków umownych, jakiegokolwiek zestawienia użytych sygnatur, oznaczeń graficznych. Szukano go już wcześniej, ale bez powodzenia. Zapewne takiego klucza nie stworzono specjalnie dla tej mapy, bo mimo generalnej jednolitości przedstawienia treści widoczne są w różnych partiach mapy różnice, nie tylko wynikające z zaangażowania wielu rąk i zindywidualizowania cech rysunku, ale są to różnice w zakresie konwencji symboli. Przykładowo kościoły są symbolizowane na bardzo różne sposoby. Legenda została zrekonstruowana i jest zamieszczona w wydawnictwie.

Jak należy oceniać tę mapę? Czy rejestruje ona obraz terenu z przeszłości w sposób wierny? Historycy kartografii mierzą to na różne sposoby i na różnych przykładach. Stąd wzięły się pewne rozbieżności pomiędzy pomiarami. Tu podam wyłącznie wyniki końcowe dotyczące rozbieżności pomiędzy stanem odrysowanym na mapie a stanem faktycznym. Otóż według tych rozmaitych metod i na podstawie różnych fragmentów mapy, które pomierzono, te rozbieżności wahają się między 200 a 400; 90 a 450; 140 a 250 m. Nie są to złe wyniki jak na tamtejsze możliwości techniczne. Warto wspomnieć, że norma dla map XX w., dla map w podobnej skali, czyli 1:25 000, wynosi +/- 15 m. Nasze własne dotychczasowe doświadczenia są jednak mniej optymistyczne. Wskazują, że stopień deformacji może być większy, a ujawnia się on zwłaszcza w przypadku złączenia kilku sekcji w większą całość.  Bezsporne jest w każdym razie to, że arkusze mogą dość znacznie różnić się wielkością, mimo że powinny być identyczne. Te różnice sięgają nawet 4-5%, mówię o wymiarze liniowym, czyli szerokości bądź wysokości arkusza. Być może, że do błędów wynikających z metody, niedoskonałej precyzji instrumentów, sposobów przeprowadzenia pomiarów doszły jeszcze późniejsze, fizyczne deformacje, których przyczyną byłaby różna kurczliwość papieru i płótna, którym te arkusze są podklejone.

Poza oceną kartograficzną, a więc wierności odwzorowania, wierności powiedziałbym geometrycznej, mapie należy się jeszcze ocena wiarygodności jako źródła historycznego. Takich prób do tej pory jeszcze nie podejmowano. W dotychczasowych opracowaniach, w których służyła jako jedno z wykorzystywanych źródeł obok innych, pisemnych, cieszy się dobrą renomą. Jej przekaz przyjmowany jest bezdyskusyjnie, z kredytem pełnego zaufania. W tym więc zakresie, kiedy idzie o wzajemne, dopełniające się analizy czerpiące z niej i z innych materiałów, do odkrycia zasadniczych dysonansów czy sprzeczności między mapą a materiałami pisanymi nie dochodziło. Były to opracowania z różnych dziedzin, z zakresu dziejów osadnictwa, dziejów miast, geografii historycznej, prace słownikowe, które mimo utrudnionego dostępu jednak z mapy korzystały, aczkolwiek z jej marnych, na ogół czarno-białych kopii. Ponadto zdjęcie józefińskie ma dużą przydatność szczególnie dla innych studiów, np. dla badań archeologicznych. Mapa oznacza dawny zasięg terenów zalewowych, rejestruje relikty obiektów zabytkowych, często dziś już nieczytelne na powierzchni. Przynosi interesujący materiał dla badań urbanistycznych, ponieważ pokazuje układy przestrzenne miast; dla badań regionalnych i lokalnych. Przedstawia wielką wartość naukową także dla innych dyscyplin takich jak nauki o ziemi, studia ekologiczne, badania zmian środowiska. Mapa daje dokładny zapis stosunków hydrograficznych oraz najstarszy, szczegółowy obraz zalesienia.

Jako wyjątkowy, piękny zabytek kartograficzny, wybitne osiągnięcie na tym polu, jest sama w sobie obiektem zainteresowania geografów i historyków kartografii. Sam też przekonałem się o jej dużej wiarygodności, może w największym stopniu przy rekonstrukcji sieci drożnej województwa bełskiego, kiedy konfrontowałem ją z niemal współczesną lustracją dróg, grobel i mostów. Mapa jest też dobrym źródłem do badań onomastycznych, zajmujących się nazwami. Obficie rejestruje nazewnictwo osad, przysiółków, rzek, strumieni, gór i wzniesień. Dostarcza też dokumentalnego materiału dla lokalnych studiów dokumentacyjnych, prac konserwatorów zabytków i przyrody. Była np. wykorzystywana w rekonstrukcji założeń parkowych i opracowaniach dla parków narodowych. Jest też spektakularnym materiałem graficznym, świetnie nadającym się do ekspozycji muzealnych. Była już pokazywana na kilku wystawach, m.in. w Wiedniu, Krakowie, Warszawie (na wystawie w Zamku Królewskim).

Źródłowa wartość mapy bierze się przede wszystkim z tego, że powstała ona w ostatnim momencie przed wielkimi zmianami gospodarczymi i społecznymi XIX stulecia, kapitalistyczną urbanizacją, reformą stosunków agrarnych. Mapa rejestruje obraz wsi u progu kolonizacji józefińskiej i późniejszych przekształceń ustroju wiejskiego, miast u progu przebudowy, np. zniesieniem murów czy wałów, przed regulacjami przestrzennymi; gościńców przed powstaniem dróg bitych; lasów sprzed masowego wyrębu; rzek i strumieni przed przesuwaniem się koryt i melioracjami. Wielka skala, dokładność i czas rejestracji czynią z niej kapitalne źródło, jedyne dające wgląd w krajobraz doby jeszcze staropolskiej na obszarze całej dzielnicy. Tu mała uwaga – Zamość miał pozycję uprzywilejowaną, był porządnie zbudowanym miastem, centrum głównym Ordynacji Zamojskiej oraz twierdzą, stąd zainteresowanie jego układem, kształtem i stąd tyle prac kartograficznych mu poświęcono. To jest specjalna sytuacja, rzecz wyjątkowa, inne miasta – nie mówiąc o wsiach – nie doznały tego szczęścia. Dla nich mapa Miega jest pierwszą tak dokładną, wielkoskalową rejestracją.

Walory mapy sprawiają, że jest ona bezkonkurencyjnym źródłem do poznania krajobrazu przyrodniczego i kulturowego dużej połaci ziem dawnej Rzeczypospolitej. Mapa rejestruje stan na progu epoki rozbiorowej, już pod rządami obcego mocarstwa, lecz jeszcze przed głębokimi zmianami społecznymi, gospodarczymi, które przekształciły krajobraz staropolski i zatarły jego cechy. Dostarczając więc tak szczegółowego materiału jest więc dogodnym punktem wyjścia do rekonstrukcji warunków naturalnych oraz obrazu zasiedlenia i zagospodarowania ziem Rzeczypospolitej aż po średniowiecze włącznie (oczywiście takie próby trzeba podejmować z należytą ostrożnością).

Źródeł absolutnie doskonałych naturalnie nie ma. Myślę, że różne słabości zdjęcia józefińskiego ujawnią się wraz z jego lepszym poznaniem i szerszym wykorzystaniem, do czego mam nadzieję nasze wydawnictwo się przyczyni.

Mapa Galicji to nie tylko materiał sieci kartograficznych, wyposażona jest ona w opisy. Były one również utajnione. Ich istnienie ujawniono dopiero w 1864 r. Opisy sporządzano na miejscu. Informacje wpisywano do zeszytów zakładanych do kolejnych kolumn i sekcji mapy. Opisy, stanowiące tekstowy komentarz do treści graficznych zobrazowanych na arkuszach mapy, przynoszą dodatkowe informacje, dają charakterystyki poszczególnych miejscowości, ich położenia, warunków obronnych, wymieniają solidne, czyli murowane budynki, zwykle są to kościoły, zamki, klasztory, pałace, fortyfikacje. Oceniają możliwości kwaterunkowe, omawiają stan i rodzaj szaty leśnej oraz łąk, pastwisk, bagien, sytuację hydrograficzną, dostęp do źródeł wody pitnej, przedstawiają stan dróg i przepraw w różnych warunkach meteorologicznych, ich przejezdność. Dodają zalecenia, jakimi sposobami można by naprawić uciążliwe odcinki traktów i złe mosty. Na koniec wymieniają góry i wzniesienia dominujące, mogące służyć jako punkty obserwacyjne, orientacyjne, jako stanowiska ogniowe; określają cechy miejscowego pejzażu. Niekiedy dodają uwagi zawierające wskazówki o możliwościach wykorzystania warunków terenowych w działaniach taktycznych.

Nasza edycja zaplanowana jest na 15 tomów. Każdy tom składa się z dwóch woluminów. Pierwszy wolumin, część A, zawiera artykuły wstępne, teksty opisu w języku niemieckim z równoległym tłumaczeniem na język polski, komentarze do opisów, dalej inwentarz nazw na mapie, czyli tzw. toponimię sekcji, indeks łączny map i opisów oraz objaśnienie znaków i napisów mapy, czyli zrekonstruowaną legendę. W drugim woluminie (część B) zostały zamieszczone faksymilia, czyli reprodukcje tych arkuszy, których opisy znalazły się w części A. Dodatkowo załączamy przykładowe arkusze kopii. Tomy obejmujące terytorium współczesnej Ukrainy będą dodatkowo opatrzone tłumaczeniem opisów wojskowych na język ukraiński. To będzie trzeci wolumin – część C.

Publikacja dochodzi do skutku dzięki finansowaniu, jakie otrzymaliśmy z Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki. Dzięki temu możemy bezpiecznie postępować z pracami. Tempo tych prac jest dosyć szybkie. Corocznie wydajemy dwa tomy. Już niedługo ukażą się kolejne tomy, mianowicie tom VI, obejmujący Przemyśl i okolice, przygotowywany przez dr. Waldemara Bukowskiego i prof. Zdzisława Nogę z Krakowa oraz tom XII przygotowywany przez prof. Zdzisława Budzyńskiego, obejmujący północno-wschodnie części dawnej Galicji (okolice Brodów). Całość tego przedsięwzięcia zakończy się w 2020 r. Tym samym zamkniemy tzw. edycję papierową. W ślad za edycją papierową, książkową, chcielibyśmy przygotować edycję elektroniczną, o której od zawsze, od początku myśleliśmy.

Prezentowany dzisiaj tom VIII wydawnictwa mieści w sobie 23 arkusze mapy, obejmujące teren pomiędzy górzystym pasmem Roztocza i Bugiem środkowym. To najbardziej na północ wysunięta część Galicji, która niedługo po jej utworzeniu, bo już w 1809 r. przestała być Galicją, bowiem utracona przez Austrię została włączona do Księstwa Warszawskiego, a później Królestwa Polskiego pod zaborem rosyjskim. Konstrukcja tomu VIII jest analogiczna jak w tomach poprzednich. W pierwszym woluminie zawarto artykuły przedstawiające genezę, metody i zawartość zdjęcia józefińskiego, wstęp edytorski i objaśnienia klucza oznaczeń oraz napisów na mapie. Następnie zamieszczono tekst opisów wojskowych z równoległym tłumaczeniem na język polski. Po nich podano objaśnienia i identyfikację obiektów, wykazy toponimii, indeks. W drugim woluminie mieszczą się faksymilia arkuszy oryginału mapy oraz kilka przykładów wybranych arkuszy kopii.

Na koniec chciałbym zaproponować krótkie zaznajomienie się z mapą, a tym, którzy mieli już okazję ją widzieć, przypomnienie, jak ona wygląda. Na dłuższe rozsmakowanie się w niej czasu dzisiaj nie starczy, ale przecież po to mamy książkę, by moc sięgnąć do niej w każdej chwili, rozłożyć którykolwiek z arkuszy i przeżyć swoistą wycieczkę w czasie, powędrować przez lasy, góry i doliny, przez wsie, miasta i miasteczka, rozpoznać swoje rodzinne okolice w kształcie z przed 230 laty, zidentyfikować charakterystyczne miejsca i obiekty; naocznie uświadomić sobie zmiany, jakie zaszły w krajobrazie. Bardzo zachęcam do takiej podróży „palcem po mapie” a zarazem podróży w przeszłość. Sam doświadczyłem takiego wrażenia, że ta mapa przenosi niejako w inną epokę, pozwala znaleźć się pośród minionego krajobrazu właśnie dzięki swojej sugestywności, obrazowości, dokładności i wyrazistości. Nie kryję, jestem admiratorem tej mapy, wielkim admiratorem. Znam ją od mniej więcej 40 lat, na początku jedynie z czarno-białych fotografii, bo wówczas, w tamtych latach jedynie takie były dostępne, a i tak byłem szczęśliwy, że mogłem je obejrzeć i spożytkować w swoich badaniach. Od dawna pragnąłem ją opublikować, udostępnić, bo ona na to ze wszech miar zasługuje. Dawniej było to zupełnie nierealne z wielu względów: technicznych, poligraficznych, finansowych. Dopiero dzisiaj stało się to możliwe, również dzięki tej przyjacielskiej współpracy, jaką nawiązaliśmy w zespole edytorskim.

Zamość na mapie prezentowany jest na arkuszu 203. Przedstawienie tego akurat miasta na mapie nie jest wielką rewelacją dlatego, że mamy inne świetne plany, ale jak wiemy Zamość był w sytuacji specjalnej. Na mapie Miega mamy uchwycony obrys murów, wewnętrzną zabudowę przedstawioną w postaci kwartałów i ulic. Na więcej w przypadku tej skali nie można było sobie pozwolić. Widoczne są charakterystyczne miejsca, np. Brama Szczebrzeska z traktem wychodzącym dalej, przebiegającym po grobli. Te grzebieniowate oznaczenia wzdłuż drogi to oznaka, że droga biegnie po nasypie. Widoczne są młyny przy Wielkiej i Małej Zalewie. Z drugiej strony mamy Bramę Lwowską i dalej trakt wybiegający w kierunku Lwowa przez Tomaszów. Widoczne są ślady fortyfikacji w pobliżu późniejszej Rotundy na Wielkiej Zalewie, dalej tzw. Zamczysko, czyli dwór Tomasza Zamoyskiego z jego fortyfikacją, który w 1648 r. został zniszczony podczas oblężenia przez oddziały Bohdana Chmielnickiego.

Widzimy także wyspę na rozlewisku dawnego Wieprzca (Topornicy) przy miejscowości Żdanów, gdzie po przeszło dwóch stuleciach, podczas prac archeologicznych prowadzonych przez Muzeum Zamojskie, Andrzej Urbański i Jerzy Kuśnierz odkryli w miejscu dawnego browaru relikty założenia dworskiego, które prof. Ryszard Szczygieł interpretuje jako Skokówkę, starą siedzibę Zamoyskich, poprzedniczkę Zamościa. To chwała tej mapy, bo jeśli ten arkusz nałożymy na współczesną mapę to okaże się, że zarys owej wyspy na stawie stworzonym przez spiętrzenie Topornicy odpowiada dokładnie sytuacji współczesnej. Staw dzisiaj nie istnieje, ale wyspa zarejestrowana na mapie pokrywa się ze wzniesieniem, na którym stał później zbudowany browar. Współzależność położenia pomiędzy tym miejscem na mapie Miega a zlokalizowanymi reliktami dworu Zamoyskich jest wręcz idealna.

Skoro mówimy o dokładności mapy to krótka informacja dotycząca figury Świętego Piątka na Przedmieściu Lwowskim w Zamościu. Towarzyszy jej legenda wyjaśniająca genezę powstania figury. Jedna z jej wersji opowiada, że wystawiona została ponoć jako votum dziękczynne, przez bogatego kupca ormiańskiego, którego w tym miejscu napadli rabusie, ale został uratowany przez mieszczan zamojskich. Nie chodzi tu jednak o legendę, a o usytuowanie tej figury. Ona do dzisiaj stoi na ulicy Świętego Piątka, można ją zobaczyć. Jest to zresztą bardzo ciekawy pod względem architektonicznym obiekt: są tam maski, które chyba jeszcze przed wojną zostały przeniesione do ratusza i wmurowane w jego ściany, natomiast na samej figurze zostawiono kopie. Ta figura jest zaznaczona na mapie Miega, na dawnym Przedmieściu Lwowskim. Naniesiono ją kolorem czerwonym, co oznacza, że figura jest murowana. Wszystko się zgadza. Próbowałem nałożyć ten fragment na plan współczesny i zobaczyć, jaka jest różnica w dokładności umiejscowienia tej figury. Nieco się zawiodłem, było to ok. 100 m różnicy. Nie jest to dużo, nie jest to nieścisłość, która by tę mapę dyskwalifikowała. Poszukałem jednak głębiej i okazało się, że figurę w końcu XX w. przeniesiono, przesunięto o kilkadziesiąt metrów. Zatem jeżeli uwzględnimy poprzednią lokalizację Świętego Piątka z tą zaznaczoną na mapie to okaże się, że one się ze sobą niemal precyzyjnie pokrywają. Podobnie jak w przypadku tej wyspy w Żdanowie. Takich różnych przygód, zaskoczeń, pozytywnych zaskoczeń, z tą mapą jest jeszcze dużo. Można by o tym opowiadać dłużej, ale czas nasz jest niestety ograniczony. Zachęcam do własnych prób, do wczytania się w przekaz, jaki nam przynosi ta wspaniała mapa.

………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………

Wydarzenia 2016 – spis z linkami

  1. Nowości w regionie – 2016http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/3205
  2. Amicus Museum 2015http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/3375
  3. Wioski tematyczne – Jagodowa Wioskahttp://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/3460
  4. Polonica w Wiecznym Mieściehttp://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/3547
  5. Spotkanie autorskie z Agnieszką Szykułą-Żygawskąhttp://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/3726
  6. Bernardo Morando – wykład dr Jacka Feduszkihttp://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/3965
  7. Śladami bł. Stanisława Kostki Starowieyskiego http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/4129
  8. 70 lecie wizyty ks. bpa lubelskiego Stefana Wyszyńskiego w Zamościuhttp://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/4181
  9. Przewodnickie piętnastolecia – Łabunie – http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/4196
  10. Malować świat po swojemuhttp://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/4638
  11. Enoturystyka u sąsiadówhttp://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/4728

Enoturystyka u sąsiadów

pochodPaszportu enoturysty uprawniającego do degustacji win na sandomierskim Święcie Młodego Wina/2016 nie mieliśmy już szans kupić, gdyż rozeszły się na długo przed uroczystościami, przypadającymi od trzech lat w ostatnią sobotę przed Andrzejkami. Pomimo tego, nadal istniała realna szansa na degustację młodego wina z winnic zrzeszonych przy Sandomierskim Szlaku Winiarskim. W tym roku w święcie wzięło udział dziewięć winnic z okolic Sandomierza. Goście dopisali i zapowiadało się obiecująco. Pojechaliśmy na szkolenie przewodnickie, mając przy okazji nadzieję na zdobycie pewnych informacji i doświadczeń pod kątem rozwijającej się obiecująco także i u nas  enoturystyki przy Roztoczańskim Szlaku Winnic (o czym pisaliśmy tutaj:http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/2153).

choragiew  kasztelan burczochNa dziedziniec zamkowy w Sandomierzu przybyliśmy w chwili formowania się kolorowego korowodu, którego zadaniem jak co roku miało być „przetoczenie burczocha”, czyli beczki młodego wina, tym razem spod zamku ku ratuszowi. W zamkowych salach dobiegała właśnie ku końcowi  cześć oficjalna, po której winiarze częstowali przybyłych gości młodym winem ze swoich winnic. Na tym etapie wszystko przebiegało bez zakłóceń.  Kolorowy korowód formował się na dziedzińcu, na przedzie dumnie kroczyła Chorągiew Rycerstwa Ziemi Sandomierskiej w strojach z epoki, a dalej przy dźwiękach orkiestry beczkę wina niosła młodzież z Zespołu Szkół Gastronomicznych i Hotelarskich w Sandomierzu. Za nimi winiarze z poszczególnych winnic: Winnica Kędrów, Winnica Modła, Winnica Carolus, Winnica Na Rozdrożu, Winnica Nobilis, Winnica Nad Jarem, Winnica Płochockich, Winnica Świętego Jakuba, Winnica Sandomierska. Pochód zamykali goście, którzy przybyli tłumnie z różnych miast do Sandomierza, aby świętować razem z sandomierskimi winiarzami.

konferencja p-1 p-2

Zanim dotarliśmy na dziedziniec zamkowy odwiedziliśmy jedną z sandomierskich winnic. Wzgórze Świętojakubskie ma swoje tradycje wniarskie od prawie 800 lat. Wiosną 1226 r. biskup Iwo Odrowąż sprowadził do Sandomierza dominikanów i osadził ich przy kościele św. Jakuba. Zakonnicy przywieźli z Italii wiedzę dotyczącą uprawy winorośli. Niedługo po założeniu klasztoru dominikanie założyli pierwszą winnicę na skłonie nadwiślańskiego wzgórza. Zatem w swojej lokalizacji, reaktywowana w 2012 r. winnica przy kościele św. Jakuba, jest najstarszą winnicą w regionie sandomierskim. Dawny klasztor otrzymał certyfikat handlowy od księcia sandomierskiego Bolesława V Wstydliwego, a dokument ten pochodzi z 1238 r. Zachował się w jednym ze średniowiecznych kopiariuszy klasztornych. Skoro już w tym czasie winnica miała zdolność produkcyjną, musiała powstać wcześniej.

winnica winnica-2 winnica-3

Współczesna Winnica Świętego Jakuba w Sandomierzu spełnia podobną rolę jak jej starsza poprzedniczka, która stanowiła początek winogrodnictwa sandomierskiego. Jest prekursorką odradzających się tradycji winiarskich na sandomierszczyźnie. Niezaprzeczalnie sprzyja temu ocieplenie się klimatu i wyhodowanie odmian tolerujących anomalie pogodowe. Do Winnicy Jakubowej zaglądają nie tylko profesjonaliści, ale także pasjonaci sztuki uprawy winnego krzewu. Dawniej wino pozyskiwane z winnic dominikańskich służyło celom liturgicznym, a dzisiaj wytwarzane przez Ojców Dominikanów wino przeznaczone jest nie tylko do użytku klasztornego, ale także służy enoturystyce. Na Sandomierskim Szlaku Winiarskim położone są winnice Regionu Wyżyny Sandomierskiej, które zrzeszyły się w Sandomierskie Stowarzyszenie Winiarzy. Obecnie szlak enoturystyczny reprezentuje na tym terenie już ponad 12 winnic.

w-1 w-2 w-3

Winnice dominikańskie w Sandomierzu i okolicach funkcjonowały do przełomu XVII i XVIII w. Wtedy to na skutek ochłodzenia się klimatu (tzw. mała epoka lodowcowa) wymarzła większość winnych krzewów.  Zastąpiono je klasztornymi sadami rozciągającymi się na całym Wzgórzu Świętojakubowym. Taki stan rzeczy utrzymywał się do kasaty zakonu w 1864 r. Dopiero od powrotu oo. Dominikanów w 2001 r. do Sandomierza zaistniała szansa na odbudowanie tego, co dawniej było udziałem pracy braci zakonnych. Pierwsze nasadzenia krzewów na obszarze 0,1 ha stały się zaczątkiem nowej Winnicy Świętego Jakuba. Kilkuletnia winnica już potwierdziła wyjątkowość miejsca (zbocza) dla pozyskiwania wysokiej jakości zbiorów. Ponadto bracia zakonni organizują tutaj praktyczne szkolenia na temat uprawy i przetwórstwa winorośli. W tegorocznym święcie winiarzy nie zabrakło Winnicy Świętego Jakuba z Sandomierza.

w-4 w-5 w-6

Kiedy zakończyliśmy szkolenie nadszedł czas na degustację młodego wina. Niestety, lokal mieszczący się w ratuszu, który wybraliśmy  na wieczorny posiłek został pozbawiony tej atrakcji turystycznej, gdyż pracownicy Urzędu Celnego zarekwirowali „młode wino” przeznaczone do degustacji. Enoturyści z Krakowa byli odprawieni z kwitkiem, a do degustacji został tylko ser i zakąski oraz pełne rozgoryczenia słowa winiarzy, że nie wspomnę o smakoszach młodego wina. Dobrze, że my spróbowaliśmy chociaż tego wina na zamku!

wiazania dron sery

opracowanie i zdjęcia: evel

Malować świat po swojemu

                                                                                                        To nie jest łatwe

                                                                                                         wbrew wszystkiemu

                                                                                                         malować świat po swojemu

Poszłam na ten wernisaż, ponieważ Henryk Szkutnik pokłonił się swoim malarstwem światu, którego już nie ma.  Ten świat zastygły już tylko na starych fotografiach ożywił na nowo kolorem i nostalgią, za czymś ulotnym i nieodwracalnie utraconym. Drewniane strzępy kościaszyńskiej cerkiewki, zakotwiczone we wzgórzu jak wrak na mieliźnie, już nie wołają o ratunek. Uległy, poddały się, zniknęły z pejzażu i oczu, jak niewygodne wyrzuty sumienia. Henryk Szkutnik przywołał z przeszłości te duchy i zatrzymał na płótnie jeszcze kilka innych, dla tych, którzy ukochali drewnianą architekturę sakralną, wciąż nie godząc się z jej naturalnym przemijaniem.  Dziękujemy Heniu i życzymy Ci kolejnych 40 lat tak owocnej pracy artystycznej.

henio h2 h3

h5 h6 h7

h10 h13

h8 h11 h12

h4 h14 h15

h18 h16 h19

h20 h17 h21