Wystawa „Złoto Bałtyku”

Nie przypadkowo otwarcie wystawy poświęconej polskiemu bursztynowi Muzeum Zamojskie wyznaczyło w Dniu Święta Kobiet, czyli 8 marca 2017 r. Każdą z pań, która w tym dniu odwiedziła muzeum przywitano różą w kolorze bursztynowej, słonecznej barwy. Zapowiadane już od jakiegoś czasu otwarcie wystawy wzbudziło wielkie zainteresowanie wśród zamościan. Większość eksponatów stanowiłą wyroby sztuki jubilerskiej, pochodzące z Muzeum Bursztynu, Oddziału Muzeum Historycznego Miasta Gdańska, stanowiące zwycięskie nagrody w konkursach promujących polskie rękodzieło związane z obróbką bursztynu.

Na wystawie prezentowane są także wyjątkowe okazy bursztynu i biżuteria z kolekcji Państwa Pyrów, reprezentujących Firmę „Świat pereł” z Zamościa. W gablotach zobaczymy m.in. nie oszlifowane, kilogramowe „buły” bursztynu; zatopione w bursztynie owady itp. inkluzje organiczne; odciski roślin sprzed 40 mln. lat; czy chociażby niezwykłe „krople bursztynu” które zastygły w eoceńskim lesie bursztynowym. W pułapkę z żywicy drzew bursztynodajnych  (Pinus succinifera) wpadały nie tylko owady i stawonogi, ale także inne zwierzęta. Pan Pyra prezentując gościom wystawy swoje wyjątkowe okazy tej kopalnej żywicy, skromnie uznał, że prawdziwym rarytasem wśród inkluzji jakie widział, jest bursztyn z jaszczurką w jednej ze znanych mu kolekcji. Dzięki takim właśnie inkluzjom paleobotanicy zidentyfikowali liczne gatunki roślin i zwierząt, które tworzyły florę i faunę przed milionami lat. Na finiszu wystawy w Muzeum Zamojskich, czyli 28 maja o godz. 13-tej sponsorzy, czyli Firma Państwa Pyrów „Świat pereł”w Zamościu , rozlosują bursztynowe nagrody dla osób, które odwiedzą wystawę. Nagrody są prezentowane w gablocie wystawy. Warunkiem wzięcia udziału w losowaniu jest posiadanie biletu potwierdzającego zwiedzenie wystawy.

Warto ją odwiedzić nie tylko ze względu na powyższe atrakcje.  W żadnym bowiem sklepie jubilerskim nie spotkamy takiej różnorodności w zastosowaniu bursztynu, nie tylko przy wyrobie biżuterii, ale i innych przedmiotów artystycznych, które dzisiaj w swym modelunku łączą klasyczną elegancję z wymogami nowoczesności. Oprócz pięknych zestawów biżuterii: bransoletek, kolczyków, pierścionków i przywieszek spotkamy magiczną modliszkę w mosiądzu i bursztynach; motyla o bursztynowych skrzydełkach i jantarowego ptaka na srebrnych nóżkach. Innych zachwyci misternie wykonane pióro wieczne oprawione w bursztyn, a nikt z pewnością nie przejdzie obojętnie obok ledwie dostrzegalnego pod lupą rytu ptaka prehistorycznego w bursztynie, stanowiącego swoistą odmianę sztucznej inkluzji w jantarze. To niebywałe i precyzyjne dzieło sztuki koniecznie trzeba zobaczyć i jest ku temu najlepsza okazja do końca maja. Warto także zajrzeć w gablotę z ekspozycją najstarszego bursztynu bałtyckiego, który pochodzi z wykopalisk archeologicznych m.in. w Masłomęczu i Gródku Nadbużnym, ale żeby zobaczyć najbardziej wiekowy z nich trzeba się już udać na ekspozycje muzealne na pietrze do działu poświęconemu archeologii naszych terenów.

zdjęcia: Henryk Szkutnik

opracowanie: Ewa Lisiecka

Promocja VIII tomu austriackiej mapy Galicji von Miega z lat 1779-1783

Z zamojskich zapisków przewodnickich

______________________________________________________________________________________

Muzeum Zamojskie – Niedzielne Spotkania Muzealne – 26.02.2017 r.

Na zaproszenie dyrektora muzeum Andrzeja Urbańskiego odbyło się spotkanie autorskie z prof. dr hab. Andrzejem Janeczkiem z Instytutu Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk w Warszawie, połączone z promocją wydawnictwa VIII tomu austriackiej mapy Galicji Friedricha von Miega z lat 1779-1783. W spotkaniu uczestniczyli także inni przedstawiciele projektu, który jest prowadzony przez Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii PAN, Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie, Uniwersytet Rzeszowski oraz Stację Naukową PAN w Wiedniu. Projekt, realizowany w ramach Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki, przewiduje publikację piętnastu tomów mapy Galicji i Lodomerii, znanej także pod nazwą „zdjęcia józefińskiego”. Dzięki uprzejmości pana profesora Andrzeja Janeczka i za Jego zgodą, dla osób, które nie miały możliwości uczestniczenia w tym wyjątkowym wydarzeniu, publikujemy obszerne fragmenty wypowiedzi Profesora, który niezwykle ciekawie opowiadał o mapie, projekcie i praktycznym zastosowaniu wydawnictwa. (wkrótce)

_________________________________________________________________________________

  

  

 

  

zdjęcia: Henryk Szkutnik

………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………

Zainteresowanie, które okazujemy mapom jest zupełnie zrozumiałe. Żaden opis, żadne tekstowe przedstawienie nie jest w stanie dostarczyć takiego ładunku informacji, jakie przynosi zarówno mapa współczesna, jak i mapa historyczna. Dawna mapa to wyjątkowo cenny materiał historyczny, dzięki któremu mamy możliwość wglądu w dawny, już nie istniejący krajobraz, wglądu wyrazistego, sugestywnego, nie osiągalnego w żaden inny sposób. Jedną z map, która nam to oferuje jest prezentowana mapa józefińska Galicji, zwana również mapą Miega.

Sporządzona była w latach 1775-1783, ale właściwe prace ruszyły dopiero od roku 1779, stąd właśnie taki zakres chronologiczny podajemy w naszej publikacji. Składa się z 413 wieloformatowych arkuszy. Przygotowana została w skali 1:28 800; zatem 1 cm na mapie odpowiada 288 m w terenie. Jej łączna powierzchnia to około 115 metrów kwadratowych. Gdybyśmy chcieli ją rozłożyć w całości, byłoby nam potrzebne boisko do siatkówki. Zachowana jest w trzech egzemplarzach: oryginał, czystorys oraz kopia. Towarzyszy jej sześć tomów opisów krajoznawczych, tom kalkulacji topometrycznych oraz tom zawierający wykaz miejscowości i osobny spis poprawek nazewnictwa.

Początkowo mapa była utajniona ze względu na swoje znaczenie militarne. Dostęp do niej był ograniczony wyłącznie dla cesarza i dla ludzi, których on osobiście upoważnił do wglądu. Nigdy nie została wydana i pozostaje do dziś w rękopisie. Jest przechowywana w Archiwum Wojennym w Wiedniu. Same tylko liczby świadczą, że jest to materiał ogromny, a do tego o podwójnym charakterze, na co składają się opisy, czyli materiał tekstowy i mapa, czyli materiał kartograficzny. Podjęcie się edycji całej mapy wraz z opisami wymagało obrania pracy zespołowej, włączenia rozmaitych kompetencji badawczych: warsztatu historyka zajmującego się dziejami Małopolski oraz ziem ruskich Korony, a później Galicji; warsztatu historyka kartografii; znajomości pisma neogotyckiego (jest to umiejętność elitarna, chodzi o trudne do odczytania pismo), a również kompetencji językowych. To też nie jest łatwa sprawa, dlatego że opisy przygotowane zostały w dość specyficznej odmianie wojskowego języka niemieckiego z końca XVIII w.

Wydanie mapy wymagało również pewnych innych umiejętności, nawet z zakresu opracowania graficznego. Reprodukcje map, jakie zamieszczamy, to faksymilia, wymagające zachowania wierności kolorystycznej z oryginałem. Udało nam się stworzyć odpowiednią grupę edytorską i była to jedna z wielu szczęśliwych okoliczności, które nam sprzyjały i mam nadzieję będą nadal sprzyjać. Materiał źródłowy został rozdzielony na cztery proporcjonalne części, z których każda stała się przedmiotem opracowania powierzonego osobnemu zespołowi roboczemu. Miło mi przedstawić obecnych na sali kierowników zespołów edytorskich, odpowiedzialnych za edycję: pana prof. Zdzisława Budzyńskiego z Uniwersytetu w Rzeszowie, który przybył ze znakomitą reprezentacją Instytutu Historii w osobach prof. Jolanty Kamińskiej-Kwak i dr. Franciszka Faluszczaka. Miło mi także widzieć na sali kierownika innego zespołu roboczego, dr. Waldemara Bukowskiego z Instytutu Historii PAN, Oddział w Krakowie. Nie mogli niestety przybyć dwaj pozostali koledzy: prof. Zdzisław Noga z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie oraz prof. Bogusław Dybaś ze Stacji Naukowej PAN w Wiedniu. Wiem, że na sali jest profesor Bolesław Makarski wraz ze swoim uczniem dr Mariuszem Koprem z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Pan profesor jest znakomitym specjalistą z zakresu badań nazw miejscowych czyli toponomastyki. Mówię o tym nie bez powodu; mapa jest bardzo obfitym źródłem, prezentującym niesamowicie wielki zakres nazw, nie tylko miejscowych, a więc nie tylko osad, ale również tzw. nazw „mniejszego kalibru” – lasów, pól, gór, rzek itp.

Nim zajrzymy do mapy, kilka słów trzeba poświęcić na przedstawienie okoliczności jej powstania, na określenie miejsca, jakie zajmuje, z jednej strony w kartografii swej epoki, z drugiej strony w kartografii ziem polskich. Mapa Galicji nie była przedsięwzięciem odosobnionym, przeciwnie – należy do długiej serii podobnych, wspólnych zamierzeń podejmowanych w monarchii habsburskiej. Jest ona częścią szeroko zakrojonej, planowej akcji kartografowania całego państwa i wszystkich posiadłości domu Habsburgów. Geneza wojskowego kartografowania ziem monarchii habsburskiej, ogólne założenia tej akcji, jej przebieg i rezultaty są stosunkowo dobrze poznane dzięki badaniom historyków kartografii. Projekt zdjęcia całego państwa zrodził się po złych doświadczeniach dla Austriaków, po przegranej wojnie siedmioletniej, gdy generałowie armii austriackiej po niepowodzeniach operacji na Śląsku stwierdzili, że niezbędne są im znacznie lepsze niż do tej pory mapy topograficzne. Wobec tych postulatów cesarzowa Maria Teresa zarządziła wykonanie dokładnego zdjęcia całej monarchii, co zlecono Sztabowi Generalnego Kwatermistrzostwa.

Prace zaczęto od Śląska austriackiego. Od 1765 r. zadanie nadzorował cesarz Józef II, stąd nazwa „zdjęcie józefińskie”. Stosuje się też nazwę „pierwsze zdjęcie wojskowe”. Przyjęto jednolite zasady sporządzania mapy, właśnie w tej dziwnie wyglądającej na pozór skali 1:28 800, ale jest to po prostu relacja pomiędzy 1 calem na mapie i 1000 kroków w terenie, ponieważ taką miarą najczęściej wojsko posługiwało się wówczas. Do 1787 r. skartowano większość ziem monarchii na ponad 3.500 mapach o formacie 24×16 cali. Cały materiał został głęboko utajniony, a dzięki zaangażowaniu państwa w prace kartograficzne i dzięki powierzeniu tego instytucji wojskowej, efekty były oszałamiające. Sprawnie, w krótkim czasie, według nowoczesnych w tamtych warunkach metod, sporządzono wielkoskalową mapę rozległego terytorium o powierzchni 570 tys. km kwadratowych, obejmującego obszary Europy Środkowej oraz znaczne części Europy Wschodniej, Południowej i Zachodniej.

Po zakończeniu zdjęcia józefińskiego prace nadal kontynuowano, m.in. na terytoriach nowo anektowanych. Potem rozpoczęto drugie zdjęcie wojskowe, jeszcze później nadszedł czas na trzecie zdjęcie wojskowe, ale to już historia z II połowy XIX w. Jak doszło do tego, że kartografowaniem części ziem Rzeczypospolitej zajęła się armia austriacka? W 1772 r. w wyniku I rozbioru Austria zajęła południowe ziemie Rzeczypospolitej od Śląska po Zbrucz, które nazwano Królestwem Galicji i Lodomerii. Zajęcie tzw. Galicji w 1772 r. ujawniło palącą potrzebę przygotowania map niezbędnych nie tylko wojsku, ale i nowej administracji. Prace nam mapowaniem prowincji poszły szybko. Najpierw sporządzono najpilniej wymagane mapy demarkacji nowej granicy. Było to ustawianie tzw. „orłów” jak nazywano wytyczanie granicy, ponieważ słupy graniczne oznakowane były godłem cesarskim: dwugłowym orłem. Wyznaczenie miejsc ustawienia tych „orłów” było najwcześniejszym zadaniem kartografów austriackich w nowo zdobytym kraju, ale przygotowane w tym celu mapy objęły tylko rejony przygraniczne, pas wiodący wzdłuż granicy.

Pierwszym ogólnym przedsięwzięciem kartograficznym Austriaków było sporządzenie tzw. mapy politycznej (cywilnej) Galicji dla celów administracyjnych. Zadanie to wykonał jezuita ojciec Józef Liesganig w latach 1772-1774, z wykorzystaniem metody triangulacji. Przygotowana przez niego mapa miała swoje wady. Wywołała zresztą już u współczesnych zarzuty co do metody i precyzji pomiaru, zawierała też mnóstwo błędów w nazewnictwie. Ostatecznie po poprawkach wydano ją w skali 1:288 000. Do naszego zdjęcia wojskowego, przygotowanego wg zasad mapy józefińskiej, przystąpiono w 1775 r. Jednak większość robót wykonano od 1779 do wiosny 1783 roku, czyli w ciągu zaledwie czterech lat. Efektem tych prac jest kompletna mapa Królestwa Galicji i Lodomerii, przedmiot naszego zainteresowania.

Znając miejsce mapy Galicji w kartografii austriackiej, czy szerzej w kartografii europejskiej, spróbujmy zarysować jej miejsce w kartografii nie tyle polskiej, co kartografii ziem Rzeczypospolitej. Nie ma wątpliwości, że sporządzenie tej mapy to przełom. Mapy tak wielkiej skali, takiej precyzji, o takim bogactwie treści, o tak szerokim pokryciu nie znajdziemy w tej epoce. Nie odmawiam wartości innym osiemnastowiecznym mapom, ale te należą do zupełnie innej konkurencji. Różnica z naszą mapą jest kolosalna, uwidocznia się to, gdy zajrzymy w dowolny fragment mapy józefińskiej. Zmiana, a właściwie rewolucja dokonała się pod wieloma aspektami. Jedno z tych przełomowych dokonań to obranie skali wielokrotnie dokładniejszej niż w poprzednich próbach.

Większość map prezentowanych wcześniej na spotkaniu to mapy przeglądowe. Tu mamy do czynienia z mapa topograficzną! Skok do tak wysokiej skali wymuszał zastosowanie nowych metod wykonywania map, przeprowadzenia całościowych, systematycznych prac w terenie na całym obszarze, zastosowania triangulacji, dosyć jeszcze rzadkiej, dokonania pomiarów odległości krokami, pomiaru kątów, użycia stolika mierniczego, nanoszenia punktów osnowy i innych elementów treści sposobem à la vue, czyli z oglądu („okomiaru’), słowem ustalenia wspólnie obowiązującej procedury z etapami obliczeń trygonometrycznych, prac polowych i rysunkowych. Te nowe metody i zasady organizacji pracy ekipy robiącej zdjęcie przedstawione zostały we wstępie do wydawnictwa. Jedna tylko uwaga z tego zakresu: kierunek północny wyznaczono przy sporządzaniu mapy józefińskiej przy pomocy busoli, zatem na biegun magnetyczny, a nie na biegun geograficzny. Różnica pomiędzy nimi jest dosyć zauważalna, zresztą ona jest niestała, ponieważ biegun magnetyczny „pływa” i w różnych epokach znajduje się w innym miejscu. W przypadku końca XVIII w. i tych terenów, które objęła mapa józefińska, różnica między północą geograficzną a północą magnetyczną wynosi ok. 12-13 stopni. Zatem jeżeli weźmiemy arkusz mapy von Miega do ręki, to trzeba go obrócić (w stosunku do naszego przyzwyczajenia, żeby mapy orientować wg północy) o około 12-13 stopni w lewo.

Zawartość treściowa mapy jest bardzo bogata. Została ona nasycona szczegółami oddającymi cechy krajobrazu przyrodniczego, stan osadnictwa i w ogóle stan zagospodarowania terenu. Trudno to bogactwo opisywać, najlepiej zobaczyć je na kilku, kilkunastu przykładach. Mapa oddaje rzeźbę terenu metodą szrafy krzyżowej, obrazuje góry, wzniesienia, krawędzie dolin rzecznych, oznacza strome i łagodne brzegi rzek, wysokie brzegi stawów, doliny, strumyki, wąwozy, jary i wszelkiego rodzaju pagórki, wały, groble. Starannie rysuje elementy hydrografii: rzeki, strumienie, starorzecza, wyspy rzeczne, jeziora i stawy, bagna, pastwiska, łąki z rozróżnieniem na łąki porośnięte krzakami i łąki podmokłe, lasy, gdzie osobno oznacza lasy podmokłe i zarośla. Dobrze też oddaje sieć drożną z rozróżnieniem na trakty i drogi pocztowe, drogi kołowe, polne i leśne, przejścia przez bagna, ścieżki piesze i do jazdy wierzchem. Oznacza mosty murowane i drewniane, brody, przewozy. Rysuje także bardzo dokładnie sieć osadniczą: zabudowę, ulice, świątynie, zagrody wiejskie, dwory i folwarki, uwzględnia zamki i fortyfikacje oraz obwarowania miejskie, urządzenia gospodarcze czyli młyny, tartaki, warzelnie, składy soli, pasieki, szyby, cegielnie, huty, kamieniołomy, karczmy i zajazdy. Także krzyże i kapliczki przydrożne, cmentarze i nawet szubienice.

Ponadto skrupulatnie rejestruje nazewnictwo osad i przysiółków, rzek i strumieni, dolin, lasów i bagien, gór etc., zazwyczaj oddane fonetycznie i mocno zniekształcone, bowiem zostało spisane przez nienawykłe do mowy polskiej czy mowy ukraińskiej ucho austriackiego oficera. Bardzo typowe jest tam nie rozróżnianie dźwięcznych i bezdźwięcznych głosek, stąd mamy całkowite pomieszanie par głosek b/p d/t f/w g/k s/z. Mapa pozbawiona jest legendy. Nie mamy klucza znaków umownych, jakiegokolwiek zestawienia użytych sygnatur, oznaczeń graficznych. Szukano go już wcześniej, ale bez powodzenia. Zapewne takiego klucza nie stworzono specjalnie dla tej mapy, bo mimo generalnej jednolitości przedstawienia treści widoczne są w różnych partiach mapy różnice, nie tylko wynikające z zaangażowania wielu rąk i zindywidualizowania cech rysunku, ale są to różnice w zakresie konwencji symboli. Przykładowo kościoły są symbolizowane na bardzo różne sposoby. Legenda została zrekonstruowana i jest zamieszczona w wydawnictwie.

Jak należy oceniać tę mapę? Czy rejestruje ona obraz terenu z przeszłości w sposób wierny? Historycy kartografii mierzą to na różne sposoby i na różnych przykładach. Stąd wzięły się pewne rozbieżności pomiędzy pomiarami. Tu podam wyłącznie wyniki końcowe dotyczące rozbieżności pomiędzy stanem odrysowanym na mapie a stanem faktycznym. Otóż według tych rozmaitych metod i na podstawie różnych fragmentów mapy, które pomierzono, te rozbieżności wahają się między 200 a 400; 90 a 450; 140 a 250 m. Nie są to złe wyniki jak na tamtejsze możliwości techniczne. Warto wspomnieć, że norma dla map XX w., dla map w podobnej skali, czyli 1:25 000, wynosi +/- 15 m. Nasze własne dotychczasowe doświadczenia są jednak mniej optymistyczne. Wskazują, że stopień deformacji może być większy, a ujawnia się on zwłaszcza w przypadku złączenia kilku sekcji w większą całość.  Bezsporne jest w każdym razie to, że arkusze mogą dość znacznie różnić się wielkością, mimo że powinny być identyczne. Te różnice sięgają nawet 4-5%, mówię o wymiarze liniowym, czyli szerokości bądź wysokości arkusza. Być może, że do błędów wynikających z metody, niedoskonałej precyzji instrumentów, sposobów przeprowadzenia pomiarów doszły jeszcze późniejsze, fizyczne deformacje, których przyczyną byłaby różna kurczliwość papieru i płótna, którym te arkusze są podklejone.

Poza oceną kartograficzną, a więc wierności odwzorowania, wierności powiedziałbym geometrycznej, mapie należy się jeszcze ocena wiarygodności jako źródła historycznego. Takich prób do tej pory jeszcze nie podejmowano. W dotychczasowych opracowaniach, w których służyła jako jedno z wykorzystywanych źródeł obok innych, pisemnych, cieszy się dobrą renomą. Jej przekaz przyjmowany jest bezdyskusyjnie, z kredytem pełnego zaufania. W tym więc zakresie, kiedy idzie o wzajemne, dopełniające się analizy czerpiące z niej i z innych materiałów, do odkrycia zasadniczych dysonansów czy sprzeczności między mapą a materiałami pisanymi nie dochodziło. Były to opracowania z różnych dziedzin, z zakresu dziejów osadnictwa, dziejów miast, geografii historycznej, prace słownikowe, które mimo utrudnionego dostępu jednak z mapy korzystały, aczkolwiek z jej marnych, na ogół czarno-białych kopii. Ponadto zdjęcie józefińskie ma dużą przydatność szczególnie dla innych studiów, np. dla badań archeologicznych. Mapa oznacza dawny zasięg terenów zalewowych, rejestruje relikty obiektów zabytkowych, często dziś już nieczytelne na powierzchni. Przynosi interesujący materiał dla badań urbanistycznych, ponieważ pokazuje układy przestrzenne miast; dla badań regionalnych i lokalnych. Przedstawia wielką wartość naukową także dla innych dyscyplin takich jak nauki o ziemi, studia ekologiczne, badania zmian środowiska. Mapa daje dokładny zapis stosunków hydrograficznych oraz najstarszy, szczegółowy obraz zalesienia.

Jako wyjątkowy, piękny zabytek kartograficzny, wybitne osiągnięcie na tym polu, jest sama w sobie obiektem zainteresowania geografów i historyków kartografii. Sam też przekonałem się o jej dużej wiarygodności, może w największym stopniu przy rekonstrukcji sieci drożnej województwa bełskiego, kiedy konfrontowałem ją z niemal współczesną lustracją dróg, grobel i mostów. Mapa jest też dobrym źródłem do badań onomastycznych, zajmujących się nazwami. Obficie rejestruje nazewnictwo osad, przysiółków, rzek, strumieni, gór i wzniesień. Dostarcza też dokumentalnego materiału dla lokalnych studiów dokumentacyjnych, prac konserwatorów zabytków i przyrody. Była np. wykorzystywana w rekonstrukcji założeń parkowych i opracowaniach dla parków narodowych. Jest też spektakularnym materiałem graficznym, świetnie nadającym się do ekspozycji muzealnych. Była już pokazywana na kilku wystawach, m.in. w Wiedniu, Krakowie, Warszawie (na wystawie w Zamku Królewskim).

Źródłowa wartość mapy bierze się przede wszystkim z tego, że powstała ona w ostatnim momencie przed wielkimi zmianami gospodarczymi i społecznymi XIX stulecia, kapitalistyczną urbanizacją, reformą stosunków agrarnych. Mapa rejestruje obraz wsi u progu kolonizacji józefińskiej i późniejszych przekształceń ustroju wiejskiego, miast u progu przebudowy, np. zniesieniem murów czy wałów, przed regulacjami przestrzennymi; gościńców przed powstaniem dróg bitych; lasów sprzed masowego wyrębu; rzek i strumieni przed przesuwaniem się koryt i melioracjami. Wielka skala, dokładność i czas rejestracji czynią z niej kapitalne źródło, jedyne dające wgląd w krajobraz doby jeszcze staropolskiej na obszarze całej dzielnicy. Tu mała uwaga – Zamość miał pozycję uprzywilejowaną, był porządnie zbudowanym miastem, centrum głównym Ordynacji Zamojskiej oraz twierdzą, stąd zainteresowanie jego układem, kształtem i stąd tyle prac kartograficznych mu poświęcono. To jest specjalna sytuacja, rzecz wyjątkowa, inne miasta – nie mówiąc o wsiach – nie doznały tego szczęścia. Dla nich mapa Miega jest pierwszą tak dokładną, wielkoskalową rejestracją.

Walory mapy sprawiają, że jest ona bezkonkurencyjnym źródłem do poznania krajobrazu przyrodniczego i kulturowego dużej połaci ziem dawnej Rzeczypospolitej. Mapa rejestruje stan na progu epoki rozbiorowej, już pod rządami obcego mocarstwa, lecz jeszcze przed głębokimi zmianami społecznymi, gospodarczymi, które przekształciły krajobraz staropolski i zatarły jego cechy. Dostarczając więc tak szczegółowego materiału jest więc dogodnym punktem wyjścia do rekonstrukcji warunków naturalnych oraz obrazu zasiedlenia i zagospodarowania ziem Rzeczypospolitej aż po średniowiecze włącznie (oczywiście takie próby trzeba podejmować z należytą ostrożnością).

Źródeł absolutnie doskonałych naturalnie nie ma. Myślę, że różne słabości zdjęcia józefińskiego ujawnią się wraz z jego lepszym poznaniem i szerszym wykorzystaniem, do czego mam nadzieję nasze wydawnictwo się przyczyni.

Mapa Galicji to nie tylko materiał sieci kartograficznych, wyposażona jest ona w opisy. Były one również utajnione. Ich istnienie ujawniono dopiero w 1864 r. Opisy sporządzano na miejscu. Informacje wpisywano do zeszytów zakładanych do kolejnych kolumn i sekcji mapy. Opisy, stanowiące tekstowy komentarz do treści graficznych zobrazowanych na arkuszach mapy, przynoszą dodatkowe informacje, dają charakterystyki poszczególnych miejscowości, ich położenia, warunków obronnych, wymieniają solidne, czyli murowane budynki, zwykle są to kościoły, zamki, klasztory, pałace, fortyfikacje. Oceniają możliwości kwaterunkowe, omawiają stan i rodzaj szaty leśnej oraz łąk, pastwisk, bagien, sytuację hydrograficzną, dostęp do źródeł wody pitnej, przedstawiają stan dróg i przepraw w różnych warunkach meteorologicznych, ich przejezdność. Dodają zalecenia, jakimi sposobami można by naprawić uciążliwe odcinki traktów i złe mosty. Na koniec wymieniają góry i wzniesienia dominujące, mogące służyć jako punkty obserwacyjne, orientacyjne, jako stanowiska ogniowe; określają cechy miejscowego pejzażu. Niekiedy dodają uwagi zawierające wskazówki o możliwościach wykorzystania warunków terenowych w działaniach taktycznych.

Nasza edycja zaplanowana jest na 15 tomów. Każdy tom składa się z dwóch woluminów. Pierwszy wolumin, część A, zawiera artykuły wstępne, teksty opisu w języku niemieckim z równoległym tłumaczeniem na język polski, komentarze do opisów, dalej inwentarz nazw na mapie, czyli tzw. toponimię sekcji, indeks łączny map i opisów oraz objaśnienie znaków i napisów mapy, czyli zrekonstruowaną legendę. W drugim woluminie (część B) zostały zamieszczone faksymilia, czyli reprodukcje tych arkuszy, których opisy znalazły się w części A. Dodatkowo załączamy przykładowe arkusze kopii. Tomy obejmujące terytorium współczesnej Ukrainy będą dodatkowo opatrzone tłumaczeniem opisów wojskowych na język ukraiński. To będzie trzeci wolumin – część C.

Publikacja dochodzi do skutku dzięki finansowaniu, jakie otrzymaliśmy z Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki. Dzięki temu możemy bezpiecznie postępować z pracami. Tempo tych prac jest dosyć szybkie. Corocznie wydajemy dwa tomy. Już niedługo ukażą się kolejne tomy, mianowicie tom VI, obejmujący Przemyśl i okolice, przygotowywany przez dr. Waldemara Bukowskiego i prof. Zdzisława Nogę z Krakowa oraz tom XII przygotowywany przez prof. Zdzisława Budzyńskiego, obejmujący północno-wschodnie części dawnej Galicji (okolice Brodów). Całość tego przedsięwzięcia zakończy się w 2020 r. Tym samym zamkniemy tzw. edycję papierową. W ślad za edycją papierową, książkową, chcielibyśmy przygotować edycję elektroniczną, o której od zawsze, od początku myśleliśmy.

Prezentowany dzisiaj tom VIII wydawnictwa mieści w sobie 23 arkusze mapy, obejmujące teren pomiędzy górzystym pasmem Roztocza i Bugiem środkowym. To najbardziej na północ wysunięta część Galicji, która niedługo po jej utworzeniu, bo już w 1809 r. przestała być Galicją, bowiem utracona przez Austrię została włączona do Księstwa Warszawskiego, a później Królestwa Polskiego pod zaborem rosyjskim. Konstrukcja tomu VIII jest analogiczna jak w tomach poprzednich. W pierwszym woluminie zawarto artykuły przedstawiające genezę, metody i zawartość zdjęcia józefińskiego, wstęp edytorski i objaśnienia klucza oznaczeń oraz napisów na mapie. Następnie zamieszczono tekst opisów wojskowych z równoległym tłumaczeniem na język polski. Po nich podano objaśnienia i identyfikację obiektów, wykazy toponimii, indeks. W drugim woluminie mieszczą się faksymilia arkuszy oryginału mapy oraz kilka przykładów wybranych arkuszy kopii.

Na koniec chciałbym zaproponować krótkie zaznajomienie się z mapą, a tym, którzy mieli już okazję ją widzieć, przypomnienie, jak ona wygląda. Na dłuższe rozsmakowanie się w niej czasu dzisiaj nie starczy, ale przecież po to mamy książkę, by moc sięgnąć do niej w każdej chwili, rozłożyć którykolwiek z arkuszy i przeżyć swoistą wycieczkę w czasie, powędrować przez lasy, góry i doliny, przez wsie, miasta i miasteczka, rozpoznać swoje rodzinne okolice w kształcie z przed 230 laty, zidentyfikować charakterystyczne miejsca i obiekty; naocznie uświadomić sobie zmiany, jakie zaszły w krajobrazie. Bardzo zachęcam do takiej podróży „palcem po mapie” a zarazem podróży w przeszłość. Sam doświadczyłem takiego wrażenia, że ta mapa przenosi niejako w inną epokę, pozwala znaleźć się pośród minionego krajobrazu właśnie dzięki swojej sugestywności, obrazowości, dokładności i wyrazistości. Nie kryję, jestem admiratorem tej mapy, wielkim admiratorem. Znam ją od mniej więcej 40 lat, na początku jedynie z czarno-białych fotografii, bo wówczas, w tamtych latach jedynie takie były dostępne, a i tak byłem szczęśliwy, że mogłem je obejrzeć i spożytkować w swoich badaniach. Od dawna pragnąłem ją opublikować, udostępnić, bo ona na to ze wszech miar zasługuje. Dawniej było to zupełnie nierealne z wielu względów: technicznych, poligraficznych, finansowych. Dopiero dzisiaj stało się to możliwe, również dzięki tej przyjacielskiej współpracy, jaką nawiązaliśmy w zespole edytorskim.

Zamość na mapie prezentowany jest na arkuszu 203. Przedstawienie tego akurat miasta na mapie nie jest wielką rewelacją dlatego, że mamy inne świetne plany, ale jak wiemy Zamość był w sytuacji specjalnej. Na mapie Miega mamy uchwycony obrys murów, wewnętrzną zabudowę przedstawioną w postaci kwartałów i ulic. Na więcej w przypadku tej skali nie można było sobie pozwolić. Widoczne są charakterystyczne miejsca, np. Brama Szczebrzeska z traktem wychodzącym dalej, przebiegającym po grobli. Te grzebieniowate oznaczenia wzdłuż drogi to oznaka, że droga biegnie po nasypie. Widoczne są młyny przy Wielkiej i Małej Zalewie. Z drugiej strony mamy Bramę Lwowską i dalej trakt wybiegający w kierunku Lwowa przez Tomaszów. Widoczne są ślady fortyfikacji w pobliżu późniejszej Rotundy na Wielkiej Zalewie, dalej tzw. Zamczysko, czyli dwór Tomasza Zamoyskiego z jego fortyfikacją, który w 1648 r. został zniszczony podczas oblężenia przez oddziały Bohdana Chmielnickiego.

Widzimy także wyspę na rozlewisku dawnego Wieprzca (Topornicy) przy miejscowości Żdanów, gdzie po przeszło dwóch stuleciach, podczas prac archeologicznych prowadzonych przez Muzeum Zamojskie, Andrzej Urbański i Jerzy Kuśnierz odkryli w miejscu dawnego browaru relikty założenia dworskiego, które prof. Ryszard Szczygieł interpretuje jako Skokówkę, starą siedzibę Zamoyskich, poprzedniczkę Zamościa. To chwała tej mapy, bo jeśli ten arkusz nałożymy na współczesną mapę to okaże się, że zarys owej wyspy na stawie stworzonym przez spiętrzenie Topornicy odpowiada dokładnie sytuacji współczesnej. Staw dzisiaj nie istnieje, ale wyspa zarejestrowana na mapie pokrywa się ze wzniesieniem, na którym stał później zbudowany browar. Współzależność położenia pomiędzy tym miejscem na mapie Miega a zlokalizowanymi reliktami dworu Zamoyskich jest wręcz idealna.

Skoro mówimy o dokładności mapy to krótka informacja dotycząca figury Świętego Piątka na Przedmieściu Lwowskim w Zamościu. Towarzyszy jej legenda wyjaśniająca genezę powstania figury. Jedna z jej wersji opowiada, że wystawiona została ponoć jako votum dziękczynne, przez bogatego kupca ormiańskiego, którego w tym miejscu napadli rabusie, ale został uratowany przez mieszczan zamojskich. Nie chodzi tu jednak o legendę, a o usytuowanie tej figury. Ona do dzisiaj stoi na ulicy Świętego Piątka, można ją zobaczyć. Jest to zresztą bardzo ciekawy pod względem architektonicznym obiekt: są tam maski, które chyba jeszcze przed wojną zostały przeniesione do ratusza i wmurowane w jego ściany, natomiast na samej figurze zostawiono kopie. Ta figura jest zaznaczona na mapie Miega, na dawnym Przedmieściu Lwowskim. Naniesiono ją kolorem czerwonym, co oznacza, że figura jest murowana. Wszystko się zgadza. Próbowałem nałożyć ten fragment na plan współczesny i zobaczyć, jaka jest różnica w dokładności umiejscowienia tej figury. Nieco się zawiodłem, było to ok. 100 m różnicy. Nie jest to dużo, nie jest to nieścisłość, która by tę mapę dyskwalifikowała. Poszukałem jednak głębiej i okazało się, że figurę w końcu XX w. przeniesiono, przesunięto o kilkadziesiąt metrów. Zatem jeżeli uwzględnimy poprzednią lokalizację Świętego Piątka z tą zaznaczoną na mapie to okaże się, że one się ze sobą niemal precyzyjnie pokrywają. Podobnie jak w przypadku tej wyspy w Żdanowie. Takich różnych przygód, zaskoczeń, pozytywnych zaskoczeń, z tą mapą jest jeszcze dużo. Można by o tym opowiadać dłużej, ale czas nasz jest niestety ograniczony. Zachęcam do własnych prób, do wczytania się w przekaz, jaki nam przynosi ta wspaniała mapa.

………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………

Wydarzenia 2016 – spis z linkami

  1. Nowości w regionie – 2016http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/3205
  2. Amicus Museum 2015http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/3375
  3. Wioski tematyczne – Jagodowa Wioskahttp://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/3460
  4. Polonica w Wiecznym Mieściehttp://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/3547
  5. Spotkanie autorskie z Agnieszką Szykułą-Żygawskąhttp://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/3726
  6. Bernardo Morando – wykład dr Jacka Feduszkihttp://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/3965
  7. Śladami bł. Stanisława Kostki Starowieyskiego http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/4129
  8. 70 lecie wizyty ks. bpa lubelskiego Stefana Wyszyńskiego w Zamościuhttp://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/4181
  9. Przewodnickie piętnastolecia – Łabunie – http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/4196
  10. Malować świat po swojemuhttp://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/4638
  11. Enoturystyka u sąsiadówhttp://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/4728

Enoturystyka u sąsiadów

pochodPaszportu enoturysty uprawniającego do degustacji win na sandomierskim Święcie Młodego Wina/2016 nie mieliśmy już szans kupić, gdyż rozeszły się na długo przed uroczystościami, przypadającymi od trzech lat w ostatnią sobotę przed Andrzejkami. Pomimo tego, nadal istniała realna szansa na degustację młodego wina z winnic zrzeszonych przy Sandomierskim Szlaku Winiarskim. W tym roku w święcie wzięło udział dziewięć winnic z okolic Sandomierza. Goście dopisali i zapowiadało się obiecująco. Pojechaliśmy na szkolenie przewodnickie, mając przy okazji nadzieję na zdobycie pewnych informacji i doświadczeń pod kątem rozwijającej się obiecująco także i u nas  enoturystyki przy Roztoczańskim Szlaku Winnic (o czym pisaliśmy tutaj:http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/2153).

choragiew  kasztelan burczochNa dziedziniec zamkowy w Sandomierzu przybyliśmy w chwili formowania się kolorowego korowodu, którego zadaniem jak co roku miało być „przetoczenie burczocha”, czyli beczki młodego wina, tym razem spod zamku ku ratuszowi. W zamkowych salach dobiegała właśnie ku końcowi  cześć oficjalna, po której winiarze częstowali przybyłych gości młodym winem ze swoich winnic. Na tym etapie wszystko przebiegało bez zakłóceń.  Kolorowy korowód formował się na dziedzińcu, na przedzie dumnie kroczyła Chorągiew Rycerstwa Ziemi Sandomierskiej w strojach z epoki, a dalej przy dźwiękach orkiestry beczkę wina niosła młodzież z Zespołu Szkół Gastronomicznych i Hotelarskich w Sandomierzu. Za nimi winiarze z poszczególnych winnic: Winnica Kędrów, Winnica Modła, Winnica Carolus, Winnica Na Rozdrożu, Winnica Nobilis, Winnica Nad Jarem, Winnica Płochockich, Winnica Świętego Jakuba, Winnica Sandomierska. Pochód zamykali goście, którzy przybyli tłumnie z różnych miast do Sandomierza, aby świętować razem z sandomierskimi winiarzami.

konferencja p-1 p-2

Zanim dotarliśmy na dziedziniec zamkowy odwiedziliśmy jedną z sandomierskich winnic. Wzgórze Świętojakubskie ma swoje tradycje wniarskie od prawie 800 lat. Wiosną 1226 r. biskup Iwo Odrowąż sprowadził do Sandomierza dominikanów i osadził ich przy kościele św. Jakuba. Zakonnicy przywieźli z Italii wiedzę dotyczącą uprawy winorośli. Niedługo po założeniu klasztoru dominikanie założyli pierwszą winnicę na skłonie nadwiślańskiego wzgórza. Zatem w swojej lokalizacji, reaktywowana w 2012 r. winnica przy kościele św. Jakuba, jest najstarszą winnicą w regionie sandomierskim. Dawny klasztor otrzymał certyfikat handlowy od księcia sandomierskiego Bolesława V Wstydliwego, a dokument ten pochodzi z 1238 r. Zachował się w jednym ze średniowiecznych kopiariuszy klasztornych. Skoro już w tym czasie winnica miała zdolność produkcyjną, musiała powstać wcześniej.

winnica winnica-2 winnica-3

Współczesna Winnica Świętego Jakuba w Sandomierzu spełnia podobną rolę jak jej starsza poprzedniczka, która stanowiła początek winogrodnictwa sandomierskiego. Jest prekursorką odradzających się tradycji winiarskich na sandomierszczyźnie. Niezaprzeczalnie sprzyja temu ocieplenie się klimatu i wyhodowanie odmian tolerujących anomalie pogodowe. Do Winnicy Jakubowej zaglądają nie tylko profesjonaliści, ale także pasjonaci sztuki uprawy winnego krzewu. Dawniej wino pozyskiwane z winnic dominikańskich służyło celom liturgicznym, a dzisiaj wytwarzane przez Ojców Dominikanów wino przeznaczone jest nie tylko do użytku klasztornego, ale także służy enoturystyce. Na Sandomierskim Szlaku Winiarskim położone są winnice Regionu Wyżyny Sandomierskiej, które zrzeszyły się w Sandomierskie Stowarzyszenie Winiarzy. Obecnie szlak enoturystyczny reprezentuje na tym terenie już ponad 12 winnic.

w-1 w-2 w-3

Winnice dominikańskie w Sandomierzu i okolicach funkcjonowały do przełomu XVII i XVIII w. Wtedy to na skutek ochłodzenia się klimatu (tzw. mała epoka lodowcowa) wymarzła większość winnych krzewów.  Zastąpiono je klasztornymi sadami rozciągającymi się na całym Wzgórzu Świętojakubowym. Taki stan rzeczy utrzymywał się do kasaty zakonu w 1864 r. Dopiero od powrotu oo. Dominikanów w 2001 r. do Sandomierza zaistniała szansa na odbudowanie tego, co dawniej było udziałem pracy braci zakonnych. Pierwsze nasadzenia krzewów na obszarze 0,1 ha stały się zaczątkiem nowej Winnicy Świętego Jakuba. Kilkuletnia winnica już potwierdziła wyjątkowość miejsca (zbocza) dla pozyskiwania wysokiej jakości zbiorów. Ponadto bracia zakonni organizują tutaj praktyczne szkolenia na temat uprawy i przetwórstwa winorośli. W tegorocznym święcie winiarzy nie zabrakło Winnicy Świętego Jakuba z Sandomierza.

w-4 w-5 w-6

Kiedy zakończyliśmy szkolenie nadszedł czas na degustację młodego wina. Niestety, lokal mieszczący się w ratuszu, który wybraliśmy  na wieczorny posiłek został pozbawiony tej atrakcji turystycznej, gdyż pracownicy Urzędu Celnego zarekwirowali „młode wino” przeznaczone do degustacji. Enoturyści z Krakowa byli odprawieni z kwitkiem, a do degustacji został tylko ser i zakąski oraz pełne rozgoryczenia słowa winiarzy, że nie wspomnę o smakoszach młodego wina. Dobrze, że my spróbowaliśmy chociaż tego wina na zamku!

wiazania dron sery

opracowanie i zdjęcia: evel

Malować świat po swojemu

                                                                                                        To nie jest łatwe

                                                                                                         wbrew wszystkiemu

                                                                                                         malować świat po swojemu

Poszłam na ten wernisaż, ponieważ Henryk Szkutnik pokłonił się swoim malarstwem światu, którego już nie ma.  Ten świat zastygły już tylko na starych fotografiach ożywił na nowo kolorem i nostalgią, za czymś ulotnym i nieodwracalnie utraconym. Drewniane strzępy kościaszyńskiej cerkiewki, zakotwiczone we wzgórzu jak wrak na mieliźnie, już nie wołają o ratunek. Uległy, poddały się, zniknęły z pejzażu i oczu, jak niewygodne wyrzuty sumienia. Henryk Szkutnik przywołał z przeszłości te duchy i zatrzymał na płótnie jeszcze kilka innych, dla tych, którzy ukochali drewnianą architekturę sakralną, wciąż nie godząc się z jej naturalnym przemijaniem.  Dziękujemy Heniu i życzymy Ci kolejnych 40 lat tak owocnej pracy artystycznej.

henio h2 h3

h5 h6 h7

h10 h13

h8 h11 h12

h4 h14 h15

h18 h16 h19

h20 h17 h21

Przewodnickie piętnastolecia

koło koło 2 koło3

W roku 2001, czyli dokładnie 15 lat temu, 40 osobowa grupa kandydatów na przewodników po Zamościu i Roztoczu zakończyła szkolenie. Zdawali egzaminy państwowe, uzyskując uprawnienia do oprowadzania turystów po obszarze dawnego województwa zamojskiego. Był to jeden z pierwszych kursów przewodnickich, organizowanych (po dosyć dłuższej przerwie) przez PTTK Oddział w Zamościu. Nie wszyscy kursanci tego rocznika pozostali w turystyce i są czynni do dnia dzisiejszego, ale i tak jest ich spora grupa stanowiąca około 60-70% naboru. Kierownikiem kursu był wówczas Andrzej Urbański, dyrektor Muzeum Zamojskiego w Zamościu. Wykłady i egzaminy odbywały się w Zamościu. W Komisji Egzaminacyjnej byli wówczas: Zdzisław Kotuła; Maria Fornal, a przewodniczył jej Tadeusz Sobieszek. Uprawnień przewodnickich udzielał ówczesny Wojewoda Lubelski, a do letniego egzaminu z Rocznika 2001 podeszło 38 osób i wszyscy go zdali. Przewodnicy ci, jako pierwsi uzyskali również uprawnienia do oprowadzania po Roztoczu Południowym, położonym w znacznej części na obszarze obecnego województwa podkarpackiego.

pałac 1 kaplica pałac

Z inicjatywy przewodników Rocznika 2001 w dniu 19.06.2016 r. odbyło się pierwsze spotkanie pod nazwą „Przewodnickie piętnastolecia.” Opracowanie trasy, jej „próbny przebieg” oraz przygotowanie merytoryczne i organizacyjne: Maria Puźniak i Tomasz Kostrubiec. Mamy nadzieję na cykliczność imprezy, ponieważ następny Rocznik 2002 zapowiedział kolejny, rocznicowy wyjazd terenowy w przyszłym roku. Tym razem gościliśmy w Gminie Łabunie. Ziemie te to skarbnica cennych i unikatowych zabytków”tak rozpoczyna swoją opowieść najnowsza publikacja poświęcona Gminie Łabunie, którą to przewodnicy zostali obdarowani w trakcie spotkania.  Rozpoczęliśmy od poznania historii Pałacu w Łabuńkach Pierwszych, z którą zapoznał nas ks. Michał Przybysz ze Zgromadzenia Misjonarzy Krwi Chrystusa.

front front 2 rozety

Księża Misjonarze gospodarzą już prawie dwadzieścia lat na terenie Zespołu Pałacowo-Parkowego w Łabuńkach, który otrzymali od Skarbu Państwa w grudniu 1997 r. W tym czasie dzięki ich staraniom oraz pozyskiwanym środkom i dotacjom zabytek został uratowany od postępującej już w szybkim tempie  ruiny. Zakres prac wykonanych dla jego ratowania jest nie do przecenienia, chociaż wiele jeszcze potrzeba pracy i wysiłku, aby doprowadzić dawną rezydencję rodu Karnickich, Kaszowskich, Kołaczkowskich i Łabędzkich do  jej dawnej świetności. Cieszy zakres prac podjętych dotychczas nad wnętrzami pałacu m.im: wymiana konstrukcji i pokrycia dachu; odnowiona sztukateria amfiladowego układu pomieszczeń traktu południowego, zrekonstruowana attyka i odnowiona kolumnada od strony ogrodu. Przykuwa  oczy widok elewacji północnej z pięknie odnowionym portykiem i sztukaterią z girland kwiatowych nad wejściem głównym do pałacu.

Łabuńki Łabuńki 2 ZOO

Księża Misjonarze pracują nad zabytkiem tylko w chwilach wolnych od posługi duszpasterskiej i opieki nad chorymi w prowadzonym Hospicjum Santa Galla, mieszczącym się w jednej z dwóch, odrestaurowanych i zaadaptowanych w tym celu oficyn pałacowych. Oprócz tego księża odwiedzając również swoich podopiecznych w ich domach. Przewodnicy, nie tylko z Zamościa, ale także nasi Koledzy z Jarosławia, Lubartowa, Kazimierza Dolnego mieli również przyjemność zwiedzić prywatne Mini ZOO, założone przed dwoma laty i prowadzone przez ks. Michała na terenie dawnego parku łabuńskiej rezydencji. W przyszłości, w pałacu planowany jest ośrodek rehabilitacyjny dla dzieci i obcowanie ze zwierzętami stanowić będzie dla nich jeden z elementów terapii na drodze powrotu do zdrowia. Obecnie można tam zobaczyć np.: pochodzące z zachodniej Afryki owce kameruńskie; wietnamskie świnki zwisłobrzuche; owce skuddy wyhodowane w Prusach Wschodnich;  lamę, kozy domowe i daniele; kuce felińskie, szetlandzkie i „islandzkie”; kangury rdzawoszyje Walabia Bennetta; osiołki nubijskie.

świnki kangur kuce

Następnie przewodnicy zwiedzili działającą od dwóch lat Izbę Muzealną w Barchaczowie. Urządzona w zabytkowym i odremontowanym, drewnianym budynku dawnej szkoły, wyposażona jest w nowoczesne witryny wystawowe, w których zebrano najcenniejsze pamiątki miejscowej ludności. Nie tylko rodzinne zdjęcia, przedmioty codziennego użytku używane w dawnych gospodarstwach wiejskich, ale także ślady i pozostałości z ostatniej wojny światowej, która krwawo przetoczyła się przez Barchaczów.  Zabitych i pomordowanych mieszkańców upamiętnia tablica, zamieszczona na przydrożnej kapliczce. W Izbie Muzealnej znajduje się: Izba Mieszkalna; Izba Pamięci Wzgórze 256 (ekspozycje stałe) oraz sala konferencyjna z wystawami czasowymi, wykorzystywana na różnego rodzaju spotkania, lekcje muzealne itp. O niektórych inicjatywach podejmowanych przez tutejszą społeczność,  m.in o corocznym listopadowym Rajdzie Wzgórze 256, który jest częścią szlaku Poległych i Pomordowanych w Gminie Łabunie,  opowiadał przewodnikom jeden z opiekunów Izby p. Piotr Piela z Biblioteki Publicznej w Łabuniach.

Izba Izba 2 Izba 3

Z Barchaczowa pojechaliśmy do Łabuń zwiedzić Zespół Pałacowo-Parkowy Zamoyskich, będący obecnie siedzibą Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Maryi. W cieniu rozłożystej mirabelki o historii pałacu, rodzinach: Zamoyskich, Szeptyckich i Starowieyskich opowiadała przewodnikom s. Irena Murawska FMM, autorka wznowionego właśnie przewodnika po zespole pałacowym w Łabuniach.  Była także okazja do pokazania gościom z poza Zamościa  grobu bł. Stanisława Kostki Starowieyskiego, którego prochy złożono na rodowym (Rodziny Szeptyckich) i zakonnym FMM cmentarzu, znajdującym się w granicach założenia parkowego. Siostra Irena opowiedziała także niezwykle pasjonującą historię, związanych z Łabuniami i Zamościem, Sióstr Franciszkanek Misjonarek Maryi, które poświęciły się na naszym terenie służbie dzieciom opuszczonym i osieroconym,  realizując to zadanie od 1922 r.

Łab Siostra Szeptycki

W Łabuniach odwiedziliśmy także ogólnodostępną ścieżkę edukacyjną „Ogród Pawie Pióro” otwartą 18. 05. 2016 r. w Łabuniach przy ul. Orzechowej.  Ścieżka jest udostępniania nieodpłatnie w celach rekreacyjnych i edukacyjnych.

ścieżka  ogród  ścieżka 2

Kolejnym etapem było zwiedzanie kościoła w Łabuniach p.w. św. Dominika i MB Szkaplerznej. Łabuńska parafia to jedna z najstarszych parafii obecnej Diecezji Zamojsko-Lubaczowskiej, a jej rodowód sięga XV wieku. Obecny kościół jest trzecim z kolei, a wybudowali go Oleśniccy w 1605 r. Wzniesiony został w stylu tzw. renesansu lubelskiego. Na przestrzeni wieków zmienił jednak swoją sylwetkę poprzez liczne remonty i dobudowy, przykładowo przybudówkę kruchty, kaplicy Tarnowskich, obniżeniu dachu itp. Po likwidacji klasztoru w Radecznicy, część wyposażenia tamtejszego kościoła znalazła się w Łabuniach co wpłynęło na szerzenie się kultu św. Antoniego Padewskiego także na terenie Gminy Łabunie. W XXI wieku kościół doczekał się gruntownego remontu na zewnątrz i dzisiaj pełnią blasku przyciąga wzrok turystów z krajowej 17.

bóg Antoni ołtarz

„Olejarnia Świąteczna” w Ruszowie to pomysł na życie jednego z naszych kolegów przewodników z Rocznika 2001. Nikt tak  obrazowo i z humorem nie opowiada jak Tomek, o tym jak to się drzewiej na Roztoczu olej biło. Kontynuuje te tradycje. W swoim gospodarstwie zgromadził już prawie małe muzeum maszyn i urządzeń służących niegdyś do produkcji oleju tłoczonego metodą ręczną i mechaniczną. O tłoczeniu oleju wie już chyba wszystko. Cała okolica i Zamość zaopatruje się tutaj w olej z rzepaku, lnu, rydzyka itp starych i dobrych odmian roślin oleistych.  Państwo Kostrubcowie zdobywają liczne laury i nagrody za swój produkt regionalny. Potrafią także swoich gości i turystów nakarmić ekologicznie i regionalnie. Właśnie w „Olejarni Świątecznej” przewodnicy z „Rocznika 2001” i ich goście zakończyli niedzielne spotkanie z Gminą Łabunie.

2001 olejarnia Justyna

opracowanie i zdjęcia: evel

Zamojscy Przewodnicy poznawali naszą gminę!

70. lecie wizyty ks. biskupa lubelskiego Stefana Wyszyńskiego w Zamościu

W dniach 15-16 czerwca 1946 roku nowo mianowany biskup lubelski ks. Stefan Wyszyński przybył do Zamościa na zaproszenie Komitetu Organizacyjnego Jubileuszu 30. lecia szkół zamojskich. Zamość i Zamojszczyzna były księdzu Wyszyńskiemu znane i bliskie. To właśnie tutaj podczas II wojny światowej od października 1941 roku do czerwca 1942 roku ks. Stefan Wyszyński ukrywał się między innymi we wsiach Stanisławce i Żułowie, w Zamościu zorganizowano księdzu dokumenty na nazwisko Zuzelski. Całe to przedsięwzięcie było możliwe dzięki dobrze zorganizowanej komórce konspiracyjnej, działającej w Gminie Nowa Osada (Zamość Nowe Miasto), w której organizowano fałszywe dokumenty zatrudnienia i dowody osobiste. Konspiracja w Nowej Osadzie działała praktycznie od początku funkcjonowania administracji niemieckiej. Organizacją przygotowywania dokumentów zajmowała się specjalna komórka legalizacyjna. W zamojskiej drukarni duplikaty pieczęci niemieckich wykonywał zecer Władysław Mazur ps. Świderek, Firet. Wystarczyło 10 minut, aby zamówiona przez Niemców pieczęć miała drugą matrycę. Przyjazd do Zamościa naznaczony był wojennymi wspomnieniami.

Do jubileuszu przygotowywano się już od czerwca 1945 roku. Wyznaczono Komitet Honorowy do którego zaproszono zaproszono 24 osób, do Komitetu Wykonawczego wybrano dyrektorów szkół: Michała Bojarczuka, Marię Kaczyńską, Agatę Ciskównę, vice starostę Zygmunta Przemyłskiego, dyrektora ubezpieczalni Wacława Andrzejewskiego i prof. Władysława Węgrzyna oraz wielu innych mieszkańców Zamościa. Powołano do życia 8 tematycznych sekcji. Na uroczystość zaproszono nowo wybranego biskupa lubelskiego ks. Stefana Wyszyńskiego, który zaproszenie przyjął. Przyjazd ks. biskupa do Zamościa w czerwcu 1946 roku i zjazd jubileuszowy naznaczony był ciągle żywymi wydarzeniami wojennymi. Dnia 15 czerwca 1946 r oku o godz. 8:00 uczestnicy zjazdu zebrali się na dziedzińcu Gimnazjum, po czym wyruszono do kolegiaty, gdzie rozpoczęto mszę świętą celebrowaną przez ks. biskupa Stefana Wyszyńskiego. Ksiądz Biskup wygłosił kazanie i złożył wieniec na sarkofagu założyciela miasta, Jana Zamoyskiego.

Po mszy świętej rozpoczęto uroczystość oficjalną z udziałem zaproszonych gości w sali Kina Stylowy. Referat wygłosił prof. Pieszko, który zwracając się do ks. biskupa, powiedział: „Jak dawniej opiekę nad uczelniami obejmowali biskupi, tak teraz, Ekscelencja, przyjm pod swoje opiekuńcze skrzydła naszą szkołę, która jest spadkobierczynią chwały dawnej Akademii Zamojskiej, patronuj nam, bądź naszym mecenasem, dla rozkwitu i sławy Zamościa i tej sławnej uczelni” (z powodu tego przemówienia nastąpiły pewne przykrości dla M. Pieszki i Dyrektora Bojarczuka, ze strony kuratora oświaty, które na szczęście szybko zostały zażegnane). O godzinie 17:00 nastąpiło odsłonięcie tablicy pamiątkowej w kościele św. Katarzyny „Pamięci Profesorów i wychowanków zamojskich szkół średnich 1939-1945”. W uroczystościach brał udział ks. biskup Stefan Wyszyński, a tablicę odsłoniła Pani Syrkowa, żona po zamordowanym w KL Auschwitz profesorze oraz Pani Kowrachowa matka ucznia, w asyście sierot po pomordowanych, które były delegowane po 2 osoby z każdej szkoły. Pomnik zaprojektował Adam Klimek, a fundatorami byli nauczyciele i uczniowie zamojskich szkół. Wcześniej wyznaczona delegacja pobrała prochy z miejsca palenia zwłok na Rotundzie Zamojskiej do urny, którą wmontowano w pomnik.

Po uroczystościach kościelnych, pochód uczestników udał się na Rotundę, celem oddania hołdu tam pomordowanym. Na dziedzińcu Rotundy nastąpiła wspólna modlitwa, minutowe milczenie i odśpiewanie Roty.

list ks. biskupa stefana wyszyńskiego 1946 r do stefana mileraW liście z 2 VIII 1946 r. skierowanym do prof. Stefana Milera, ks. biskup pisał:

Wielce Czcigodny Panie Profesorze

wielce dziękuje za nadesłany mi łaskawie zbiór wierszy Pańskich pt. Rotunda. Czytałem je z prawdziwym wzruszeniem, gdyż są odbiciem tylu uczuć, które my wszyscy – zwarci we wspólnocie narodowej przez Opatrzność – przeżyliśmy.

Cierpienie jednego miasta nie mogło być obojętne innym. Uderzenie wroga w jednego Polaka odczuwali inni. To jest ta piękna miłość, którą z woli Boga mają członkowie jednego narodu w tej hierarchii miłości wiodącej po stopniach rożnych obowiązków i więzi, aż do najwyższej więzi, jaką znajdujemy w ostatecznej miłości u Boga. W tym też duchu rzecz ujmując są mi bliskie Pańskie uczucia, zawarte w tych strofach, tym bliższe, że pełne wiary i nadziei, że tak bezpośrednio prowadzą wszystkie nasze nadzieje do Ojca i Pana Narodu tak sprawiedliwego wielkiego – Boga. list ks. biskupa stefana wyszyńskiego 1946 r do

Niech mi wolno będzie skorzystać z miłej sposobności i wyrazić Panu Profesorowi serdeczne życzenia z powodu bliskiego jubileuszu trzydziestolecia pracy wychowawczej w szkolnictwie zamojskim. Ufam, że pełnia sił pozwoli Panu Profesorowi oddać młodzieży, ojczyźnie i Kościołowi niejedną jeszcze przysługę.

Łączę wyrazy głębokiej czci przesyłam na dalszą pracę wychowawczą najlepsze życzenia i udzielam swego pasterskiego błogosławieństwa.

Stefan Wyszyński

Biskup Lubelski

Biskup Stefan Wyszyński w Domu Dziecka w Zamościu w 1946r. Z archiwum Janiny Kalinowskiej Wyszyński-W-Olech

Ks. biskup Stefan Wyszyński w czasie swego pobytu w Zamościu został zaproszony przez dyrektorkę Natalię Szyk do Domu Dziecka prowadzonego przez Powiatowy Komitet Opieki Społecznej. Dzieci, sierot wojennych rożnych narodowości i z rożnych stron od Wschodu do Zachodu Polski ciągle przybywało, w marcu 1946 roku przybyło kolejnych 46 dzieci z Warszawy. Do wizyty przygotowano się starannie, chłopcy w nowych mundurkach harcerskich asystowali ks. biskupowi. Do wszystkich zebranych w stołówce dzieci przemawiał ks. biskup, wspominał los dzieci w czasie wojny, znany przecież ze swoich własnych doświadczeń, sam bowiem opiekował się dziećmi niewidomymi w Żułowie, następnie w Laskach. „Jak zaczął mówić o naszym losie, to w całej sali rozległ się płacz, który udzielał się wszystkim dzieciom. Były też maluchy, które płakały, choć nie wiedziały dlaczego” wspomina Pani Janina Kalinowska (Niedziela 24 IV 2016).

Podczas pobytu w Zamościu odwiedził również schorowanego niewidomego, wielce zasłużonego dla kościoła zamojskiego ks. infułata Wincentego Hartmana. Wizyta ks. biskupa Stefana Wyszyńskiego w czerwcu 1946 roku była pierwszą, po niej nastąpiły kolejne. Dobrze byłoby zebrać pamiątki i wspomnienia, które wzbogacą historię regionu.

źródło:

M. Bojarczuk: Dokumenty Zjazdu Jubileuszu Wychowanków Gimnazjów Zamojskich z okazji 30-lecia istnienia tych szkół 1946,Muzeum Zamojskie,

Grygiel J; Związek Walki Zbrojnej – Armia Krajowa w obwodzie zamojskim 1939 -1944,PWN Warszawa 1985, 

relacja ustna Wacław Sędłak, żołnierz ZWZ AK ze Stanisławki

Tekst, kopie zdjęć i dokumentów:  Maria Rzeźniak

Śladami bł. Stanisława Kostki Starowieyskiego

Przy dawnym pałacu Zamoyskich w Łabuniach, na niewielkim cmentarzu rodowym Szeptyckich i zakonnym Sióstr Franciszkanek Misjonarek Maryi, pochowano urnę z prochami nadesłanymi z Dachau żonie zmarłego w obozie 13.04.1941 r. Stanisława Starowieyskiego.  Pośród radialnie ułożonych mogił, wytyczonego kołem urokliwego cmentarzyka, znajduje się skromna płyta nagrobna błogosławionego. Od Jego śmierci minęło zaledwie 75 lat. Natomiast w roku 2015 obchodziliśmy 120 rocznicę Jego urodzin. Ta właśnie rocznica stała się okazją do pierwszego spotkania przy grobie błogosławionego Stanisława Kostki Starowieyskiego, grupy ludzi zafascynowanych życiem i postawą chrześcijańską tego świeckiego człowieka.

Pomysłodawcą i organizatorem zeszłorocznego i tegorocznego spotkania był ks. Zbigniew Kulik z parafii rzymsko-katolickiej p.w. Miłosierdzia Bożego w Siennicy Nadolnej. Ksiądz Zbigniew Kulik jest autorem książki „Bł. Stanisław Kostka Starowieyski 1895-1941 działacz Akcji Katolickiej. Cztery tajemnice zwykłego człowieka”, wydanej przez Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnię w Sandomierzu w 2015 r. Osobą Stanisława Starowieyskiego był zafascynowany o wiele wcześniej. Kiedy był na pierwszym roku Seminarium przyjechał do Łaszczowa z przedstawicielami Rodziny Szeptyckich, którzy przez bezsensowny zakaz władz komunistycznych, mogli dopiero teraz, po raz pierwszy od czasów wojny, odwiedzić swoje dawne miejsce zamieszkania. Trzeba tutaj wspomnieć, że ks. Kulik w l. 90-tych XX w. napisał pracę magisterską poświęconą Stanisławowi Starowieyskiemu, która wykazała, że życie i postawa tego świeckiego człowieka zasługuje na miarę świętego. Biskup Bolesław Pylak ubogacony tą wiedzą wniósł kandydaturę Stanisława Starowieyskiego do procesu beatyfikacyjnego.

portret grób

13 czerwca 1999 r. na Placu Piłsudskiego w Warszawie papież Jan Paweł II beatyfikował Stanisława Kostkę Starowieyskiego w gronie 108 Męczenników II wojny światowej. To niesamowite – podsumowuje swoją wypowiedź przy grobie błogosławionego s. Teresa Neitsch ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek  Misjonarek Maryi w Łabuniach, której artykuł o Stanisławie Starowieyskim ukazał się właśnie we francuskim wydaniu Głosu Katolickiego (Voix Catholique Nr 23/2016 (2638)Rok LVIII 12.6.2016) – że na beatyfikacji były obecne dzieci błogosławionego: córka Elżbieta i syn Andrzej. Artykuł s. Teresy  nosi tytuł „Być Apostołem Chrystusa” i słowa te w sposób najbardziej trafny streszczają pragnienia i program życiowy polskiego męczennika, bł. Stanisława Starowieyskiego. W rodzinnym domu błogosławionego, w Bratkówce nad Wisłokiem „panowała zdrowa i normalna pobożność, połączona z dużym poczuciem humoru, która pozostała cechą charakterystyczną życia i działalności Stanisława (…) Stanisław nauki pobierał w domu, następnie uczył się w Chyrowie, w kolegium u jezuitów.  Siostra Teresa przytacza francuskim czytelnikom najważniejsze fakty i wydarzenia z życia bł. Stanisława z dbałością o każdy ważny szczegół, by zrozumieli dlaczego znalazł się wśród tych 108 Męczenników.

Jednak najpiękniej brzmiały słowa s. Teresy wypowiedziane przy grobie błogosławionego w przededniu Jego wspomnienia, które przypada na dzień 13 czerwca, czyli dzisiaj. Do Łabuń, w sobotę 11 czerwca 2016 r. ściągały tłumy ludzi, chcące pomodlić się przy grobie bl. Stanisława Kostki Starowieyskiego i za jego wstawiennictwem prosić Boga o łaski dla siebie i bliskich.

łabunie 3 łabunie 2 Łabunie

Taka była wola Rodziny, aby grób Starowieyskiego tutaj się znajdował – opowiada s. Teresa. To jest coś niebywałego, że dzieci doczekały wyniesienia Ojca do godności błogosławionego. Ten cmentarz ma swoją historię bo leżą tu także bliscy bł. Stanisława: jego teść; teściowa i inni krewni z Rodziny Szeptyckich. Poprzez chrzest wszyscy zostajemy wezwani do świętości, a On w taki zwykły sposób, przez całe swoje życie, pokazywał swoim postępowaniem jak dawać świadectwo o Jezusie, który był świadkiem Jego codzienności. Myślę, że bł. Stanisław do tego nas właśnie zaprasza, każdego kto tutaj przychodzi, szczególnie członków Akcji Katolickiej, której sam kiedyś także przewodniczył.  Świecki – święty człowiek. W każdym z nas Bóg działa, ale święty to taki człowiek, który pozwala Bogu działać w sobie. Stanisław pozwalał. Tutaj w Łabuniach świętujemy prostego, a jednocześnie wielkiego człowieka. O Jego duchowości dzisiaj zaświadczają notatki jakie prowadził i pozostawił po sobie. Błogosławiony Stanisław żył miłością do Boga, Rodziny i ludzi. Było to jego credo życiowe, którego przesłanie pozostawił nam współczesnym. Na Jego grobie przeczytamy: Co może miłość – o ile ona większa, silniejsza od nienawiści.

Dalsze uroczystości poświęcone wspomnieniu bł. Stanisława Starowieyskiego i pozostałych Męczenników II wojny światowej odbyły się w Łaszczowie. Mszę świętą w kościele p.w. Świętych Apostołów Piotra i Pawła celebrowali: ks. Zbigniew Kulik; ks. Krzysztof Świta; ks. Ryszard Ostasz i ks. Andrzej Stopyra. Wspominając bł. Stanisława Starowieyskiego szczególnie ciepłe słowa padły pod adresem Jego rodziców. Matka, Amelia z Łubieńskich stworzyła Sodalicję Mariańską Pań Ziemi Sanockiej. Wydawała pismo „Niewiasta Katolicka”, a dla dzieci pismo „Gwiazdka.” Ojciec był szambelanem papieża Leona XIII, doktorem obojga praw i znanym działaczem katolickim na terenie całej Galicji. Rodzina matki – Łubieńscy szczególnie zasłużyła się kościołowi wydając dwóch prymasów i wielu biskupów. Szczególna to była atmosfera jaka panowała w rodzinie Starowieyskich: częsty udział we mszy świętej; codzienne praktykowanie wspólnej modlitwy; przyjmowanie sakramentów świętych. W takim właśnie otwarciu na Boga i sprawy społeczne wzrastało ich sześcioro dzieci, z których bł. Stanisław był trzecim z kolei.

ołtarz mb tablica

Ksiądz proboszcz zwrócił także uwagę na rozwój życia duchowego bł. Stanisława, który poznajemy poprzez prowadzone przez niego notatki, dokumenty, listy, pisma, w których łatwo można zauważyć, że były one głęboko inspirowane fragmentami Pisma Świętego. Dzięki tym zapiskom, jakie po Nim pozostały, wiemy że codziennie prowadził rozmyślania Pisma Świętego, medytację Słowa Bożego. Było to wszystko dla Niego źródłem ogromnej mocy wewnętrznej.

„Choć sam godny potępienia, proszę Cię Panie za siebie i innych, zmiłuj się nad nami, nie pozwól byśmy to, coś nam w miłosierdziu przeznaczył, byśmy dobrowolnie utracili. Zlituj się Panie i mnie tonącemu pozwól innych z toni ratować.”  

Tylko z tej jednej notatki jakże uwidacznia się prawdziwa duchowość chrześcijańska. Zatroskany był o dobro innych i o zbawienie innych. Po Międzynarodowym Kongresie Chrystusa Króla w Poznaniu, spotkał się z Ojcem Maksymilianem Kolbe. Tam wobec niego wyznał swoje pragnienie, że jak odbuduje w Łaszczowie pałac to przeznaczy go na Krajową Centralę Wydawnictw katolickich. Realizacji tych planów przeszkodziła jednak II wojna światowa.  Istotnym elementem duchowości bł. Stanisława Starowieyskiego była cześć i nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Każdego piątku troszczył się o dzieła miłosierdzia pomagając potrzebującym. Do domu Starowieyskich biedni przychodzili po zboże, po drewno i pieniądze. Jego żona, Maria z Szeptyckich prowadziła kuchnię dla ubogich. Zawsze w pierwsze piątki miesiąca Stanisław był u spowiedzi. Tak właśnie dobrym przykładem oboje małżonkowie wychowywali swoje dzieci. Życie bł. Stanisława było naznaczone prawdziwą wiarą, nawet podczas obozowej gehenny. Przyjął ten krzyż z pokorą i zaufaniem. Przepełniony miłością do Boga był dla współwięźniów otuchą i podporą. Do końca swoich dni w obozie nawoływał do spowiedzi.

łaszczów 2 łaszczów 4 Łaszczów 3

Po mszy świętej ks. Zbigniew Kulik poprowadził uczestników spotkania do łaszczowskiego parku, gdzie przy pałacu Szeptyckich opowiadał o dalszym życiu błogosławionego Stanisława Starowieyskiego. Podczas ubiegłorocznego, pierwszego spotkania poświęconego błogosławionemu w Łaszczowie, z jego uczestnikami spotkał się przedstawiciel Rodziny Szeptyckich, Maciej Szeptycki. Dowiedzieliśmy się wówczas przy okazji, że odebrał już akt własności na park, pałac i jest obecnie w trakcie przygotowywania projektu odbudowy. W pałacu ma powstać Dom Aleksandra Fredry, dlatego, że zarówno Starowieyscy jak i Szeptyccy byli skoligaceni z rodziną Fredrów. Przed wojną było w pałacu jeszcze jedno skrzydło, które zburzyli Niemcy, a cegłę wywieźli na utwardzenie lokalnych dróg. Kiedy wybuchła I wojna światowa pałac zamieszkiwali Szeptyccy. W 1915 r., w dzień przed odpustem śś. Piotra i Pawła, czyli 28 czerwca po południu przyjechali kozacy i kazali Szeptyckim opuścić pałac. Pozostawili go na długo. W czasie I wojny światowej Stanisław Starowieyski został zmobilizowany w 1914 r. Służył najpierw na froncie wschodnim, a potem we Włoszech. Następnie współpracował w tworzeniu Wojska Polskiego. Brał udział w walkach o Lwów i Przemyśl. Otrzymał order Virtuti Militari i Krzyż Walecznych. Brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej, ale zachorował w 1920 r. na czerwonkę i zrezygnował z „kariery„wojskowej. W 1921 r. poślubił Marię Szeptycką i wtedy to właśnie Szeptyccy przeprowadzili się z Łaszczowa do Łabuń, pozostawiając majątek łaszczowski młodym. W Łabuniach Szeptyccy zamieszkali w innych budynkach mieszkalnych, ponieważ stary pałac wraz z parkiem oddali Siostrom Franciszkankom Misjonarkom Maryi.

łaszczów 5 pałac Łaszczów 6

Spalony pałac w Łaszczowie odbudował częściowo generał Szeptycki w l. 20 XX w. Był to rodzony brat Aleksandra, czyli przedwojennego właściciela i brat Andrzeja Szeptyckiego, arcybiskupa metropolity lwowskiego obrządku greckokatolickiego. Po wojnie w Polsce bieda była tak znaczna i rażąca, że młodzi Starowieyscy nie zamieszkali w pałacu, lecz w pobliskich czworakach, w których przed wojną mieszkała służba hr. Szeptyckich.  Obecnie czworaki te już nie istnieją. Pozostał zaledwie jeden budynek zajęty niegdyś przez Starowieyskich na stajnię i powozownię. W parku otaczającym pałac Stanisław Starowieyskich organizował wielkie zgromadzenia i spotkania Akcji Katolickiej. Początkowo była to tylko młodzież męska i żeńska, ale nieco później przyjęto jeszcze Katolickie Stowarzyszenie Mężów i Kobiet Katolickich. Starowieyski na własny koszt dawał tym ludziom nie tylko schronienie, ale także utrzymanie, niekiedy kilkudniowe. Część zajęć poświęcano nie tylko sprawom religijnym, ale ze względu na ówczesny stan szkolnictwa, uczono także historii Polski, nauczano różnych zawodów, łącząc to ze sportem i zabawą. Nad pobliskimi stawami organizowano dla młodzieży ogniska, koncerty orkiestr z różnych parafii, spektakle teatralne. Warto podkreślić, że kierowana przez Starowieyskiego Akcja Katolicka po raz pierwszy w sposób planowy i instytucjonalny zagospodarowywała młodzież wiejską. W skali całego kraju, przed wojną, Akcja Katolicka  liczyła sobie ponad 800 tys. członków.

Ponadto niezwykle ciekawe wiadomości przekazał zebranym ks. Kulik na temat zniszczeń zespołu parkowo-pałacowego w Łaszczowie w okresie I wojny światowej. W zasobach Biblioteki KUL w Lublinie odszukał notatkę prasową z Głosu Lubelskiego pt. „Austriacy w Łaszczowie”. W artykule tym wspomniane są również zniszczenia dokonane podczas Wielkiej Wojny w pobliskim folwarku Szeptyckich w Nadolcach, tych samych, w których podczas II wojny światowej zamieszkała rodzina Starowieyskich, kiedy Niemcy zajęli pałac w Łaszczowie.  19 czerwca 1940 r. gestapo wyprowadziło Stanisława Starowieyskiego z dworku w Nadolcach, czego świadkiem były jego dzieci. Nigdy już do nich nie powrócił. Poprzez Rotundę Zamojską, więzienie na Zamku w Lublinie wysłano Go do Sachsenhausen, a potem do Dachau, gdzie dokonał żywota z Wielkiej Soboty na Wielką Niedzielę 12/13 kwietnia 1941 r.  Kiedy wynoszono jego zwłoki z baraku, więźniowie powstali i zdjęli czapki z głów, co nigdy wcześniej nie zdarzyło się na obozowym bloku. Zarząd obozu zawiadomił rodzinę o śmierci z powodu zapalenia płuc, chociaż w rzeczywistości Stanisław Starowieyski został zakatowany esesmańskim butem.

Dobużek ks. Kulik Dobużek 2

Dalsze wspomnienia o błogosławionym Stanisławie Kostce Starowieyskim, przebiegały w Dobużku, w Gospodarstwie Ekologicznym „Anna” należącym do p. Anny i Józefa Woch. Organizatorzy tegorocznego spotkania zapewniają o cykliczności w przyszłości.

opracowanie i zdjęcia: Ewa Lisiecka

Bernardo Morando

Za zgodą dr Jacka Feduszki publikujemy obszerne fragmenty wykładów na temat zamojskiego architekta, Bernarda Morando i jego kamienic budowanych w Rynku Wielkim w Zamościu. Wykłady pt.: „Bernardo Morando – architekt, budowniczy i burmistrz miasta Zamościa” i „Dzieje Kamienicy Morandowskiej” odbyły się 24 kwietnia 2016 r.  i 12 maja 2016 r. w ramach cyklu „Spotkanie z historią w Morandówce”. Wykładom towarzyszyły prezentacje multimedialne przygotowane przez dr Jacka Feduszkę. Oba spotkania, odbywające się w nowo otwartych pomieszczeniach kamienicy, cieszyły dużą frekwencją mieszkańców miasta. W trakcie drugiego spotkania można było dodatkowo obejrzeć znakomite  prace artystów: Henryka Szkutnika; Marka Rzeźniaka i Dariusza Piekuta.

Morandówka 2Morandówka 11Morandówka 13


Dr Jacek Feduszka

Zamość

BERNARDO MORANDO

(ok. 1540 – 1600/1601) i jego kamienice.

  1. Pochodzenie i rodzina Moranda.

Bernardo Morando, nieprzeciętny inżynier, pochodzący z Wenecji lub Padwy, przybył do Polski już jako wykształcony architekt. Według historyków Bernardo Morando urodzony ok. 1540 roku mógł wywodzić się rodu Morando-Serena, którego przedstawiciele pochodzący z Werony byli znanymi fundatorami i konstruktorami sprzętu artyleryjskiego dla Republiki Weneckiej. Z żoną Katarzyną, poślubioną zapewne już w Polsce, miał sześcioro dzieci: synów Mikołaja, Andrzeja, Rafała, Gabriela i córki Kamillę i Lidię. Według pierwszych wzmianek źródłowych od ok. 1569 roku pracował przy rozbudowie zamku królewskiego w Warszawie. Od 1573 roku jako następca architekta Jana Baptysty Quadro prowadził prace przy przebudowie gotyckiego dworu na mieszkanie w zamku królewskim. Pracując przy innych królewskich budowlach, również przy warszawskiej kolegiacie św. Jana., był jednocześnie dzierżawcą cegielni w Warszawie. W 1573 lub 1574 roku wyjechał na krótko do Francji. Po powrocie na krótko do Warszawy przeniósł się następnie w 1575 roku do Lwowa. Tam 1 VII 1578 roku Jan Zamoyski zawarł z nim umowę na budowę rezydencji w swoich dobrach rodowych. B. Morando związał się odtąd z jedną, ale za to unikalną inwestycją, jaką była budowa nie tylko rezydencji J. Zamoyskiego, ale także całego miasta nazwanego „Nowym Zamościem[i].

Przez następne 22 lata B. Morando realizował to skomplikowane i składające się z wielu elementów, zamówienie. Będąc jednocześnie projektantem i wykonawcą, a zarazem przedsiębiorcą budowlanym zatrudniającym kamieniarzy, murarzy i innych specjalistów, Bernardo Morando miał wyjątkową możliwość zaprojektowania i budowy całego miasta, od kompozycji przestrzennej poprzez realizację budowli wewnątrz miasta, a skończywszy na fortyfikacjach Zamościa w tym, bramach wjazdowych. Z Zamościem związał się Bernardo Morando na stałe, tutaj założył rodzinę, nabył nieruchomości był rajcą i burmistrzem w latach 1591-1593 r[ii]. Już na przełomie 1578-1579 roku opracował plan miasta Zamościa, oficjalnie lokowanego w 1580 roku. Pierwszymi realizowanymi przez niego obiektami były: pałac wielki przedni (1578-1586), i dwa tylne – kanclerzyny i jej fraucymeru (1581-1588 r.). Kolejnymi obiektami były: Arsenał zamojski (15821583 r.) oraz Brama Lubelska (przed 1588 r.). W 1587 roku rozpoczął realizację największego dzieła swojego, kolegiaty zamojskiej, zasadniczo ukończonej w 1598 roku. Od 1594 roku budowano (czy też przebudowywano) według projektu Moranda budynki Akademii Zamojskiej oraz bursy, oraz kamienice będące własnością architekta w Rynku Wielkim: dwie własne (obecnie ul. Staszica 25 i Rynek Wielki 7) i kilka innych m.in. dla rodziny Tellanich (obecnie ulica Staszica 23).

  1. Dzieje kamienic morandowskich w Zamościu od XVI do 2. połowy XX wieku.

Bernardo Morando, twórca wzorcowego domu wykonanego na zlecenie kanclerza Jana Zamoyskiego, zaczął wznosić, jak wiemy ze źródeł, kilka z nich już w latach 1581-1582. Jednym z nich był zrealizowany przez Moranda, jego własny dom narożny, usytuowany na działce w zachodniej pierzei Rynku Wielkiego, na rogu ulicy Grodzkiej (w 2 połowie XVIII w., Zamkowej), wiodącej do pałacu Zamoyskich (obecnie: Rynek Wielki 7). Zamieszkiwał w nim wraz z rodziną przez 19 lat od 1581 roku. Dom ten wymieniono w lustracji z 1591 r.. Jego właścicielem, jak odnotowano, był nadal: „Bernart budowniczy[iii].

Dom ten sprzedał Morando w 1598 roku Antoniemu Kieczowi. W zamian za to Bernardo Morando otrzymał pozwolenie na budowę drugiej własnej kamienicy w Rynku (obecnie ul. Staszica 25), usytuowanej naprzeciwko domu wzorcowego, zaprojektowanego przez Moranda i wzniesionego w latach 1591-1599 dla włoskiego kupca Francisca Tellaniego (obecnie ul. Staszica 23). W owym czasie obie te parcele znajdowały się przy ulicy Wodnej (od roku 1594 do początku XVII wieku. Obecnie: ul. Staszica / Rynek Wielki / Bernarda Moranda).

Kamienicę, zwaną obecnie „morandowską” (właściwie powinno się ją nazywać „morandowską II”), zaprojektował dla siebie Bernardo Morando, ale ukończył ją dopiero po 1603 roku, zięć architekta, złotnik ormiański Stanisław Abrahamowicz (żonaty z Lidią Morando). Stanisław Abrahamowicz, mieszczanin zamojski, złotnik wykonujący m.in. prace dla dworu Zamoyskich, należał do najbogatszych mieszczan ormiańskich w Zamościu. Według rejestrów z początku XVII wieku mieszkanie Abtrahamowicza było bogato dekorowane m.in.: „u kupca Abrahamowicza (…) na stole leżał kobierzec turecki (…), a w pomieszczeniach mnogość była kilimów zażywanych tureckich dziesięć (…) ponadto były tam kobierce dywarskie, atoli turkmeńskie i tureckie (…)”. Po śmierci Abrahamowicza rodzina zdążyła zabrać rzeczy najcenniejsze[iv]. Prace przy kamienicy prowadził m.in. budowniczy zamojski Jan Wolff w drugiej ćwierci XVII wieku. Jan Wolff (zm.1653 r.), murator i dekorator zamojski, był najbardziej wziętym budowniczym w mieście, tytułowanym „archimistrzem rzemiosła murarskiego”. Wiązany on jest z budową, bądź rozbudową, co najmniej pięciu kamienic rynkowych (obecnie: Rynek Wielki 4, ul. Staszica 15, 19, 21, 25). Talent rozwijał pod wpływem realizacji Bernarda Morando. Z upodobaniem stosował dekoracje pakietowe, kartusze, znaki herbowe oraz geometryczne ornamenty listwowe na sklepieniach. Motywy czerpał głównie z wystroju Kolegiaty zamojskiej. Widoczne są też wpływy kościoła jezuickiego w Lublinie oraz manierystyczne dekoracje typu włoskiego (renesansowego), w tym formy groteskowe (roślinno-fantastyczne) szczególnie we wnętrzach, a także elementy typu niderlandzkiego w innych miejscach np. w dekoracji fryzu od frontu kamienicy morandowskiej[v].

Przez cały XVII wiek kamienica własnościowo związana była z potomkami Moranda, a także z rodzinami Radułów i najsłynniejszą z nich, Fołtynowiczami (stąd m.in. także nazwa kamienicy „Fołtynowiczowska”). Wśród znanych właścicieli tej kamienicy byli profesorowie i rektorzy Akademii Zamojskiej: od 1657 roku Marcin Fołtynowicz i później w latach 1690-1700 Stanisław Niewieski. Od ok. 1705 do 1709 roku właścicielami kamienicy byli spadkobiercy Stanisława Niewieskiego, a przed 1795 rokiem Paweł i Katarzyna Bidermanowie. Po 1805 roku nieruchomość przeszła w ręce Józefa Kobielskiego. Na przełomie XVIII i XIX wieku wynajmował tutaj mieszkanie architekt Henryk Ittar jak zapisano: „zajmując całe piętro górne, to jest 5 pokojów z kuchnią i spiżarnią (…) strychem całym, tudzież na dole po prawej stronie pokojami 3, komórkami na drwa 2 i piwnicami 2[vi].

Jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku kamienica należała do rodziny Wojciechowskich, a w 1862 roku od rodzeństwa Leopolda i Emilii Wojciechowskich kupił ją Jerzy Frołow, major Zamojskiego Batalionu Straży Wewnętrznej za sumę 4000 rubli srebrem. W 1864 roku odkupiła kamienicę, jego żona, Anna Frołow z domu Czyrymow, która w dwa lata później ( w 1866 roku) odstąpiła nieruchomość za kwotę 3250 rubli srebrem, Dymitrowi Doroszewskiemu, urzędnikowi Wydziału Celnego w Zamościu. Jak można domniemywać w rękach Doroszewskich kamienica pozostawała do początków XX wieku, kiedy nabyła ją rodzina Wojnarowskich, Józefa i Zygmunt Wojnarowski (1865-1937). Byli to m.in. znani zamojscy restauratorzy związani z pierwszą w Zamościu restauracją z prawdziwego zdarzenia w zamojskim hotelu „Victoria”, prowadzoną przez Zygmunta Wojnarowskiego do lat 20. XX wieku oraz restauracją „Centralna” (zwaną potocznie „Centralką”), powstałą w 1912 roku w tzw. Domu Centralnym. Józefa Wojnarowska (zm. 1953 r.), wymieniana we wspomnieniach m.in. przez dr Zygmunta Klukowskiego z racji barwnych wspomnień o słynnej zamojskiej restauracji „Centralka”, do swej śmierci mieszkała w kamienicy morandowskiej[vii]. W okresie międzywojennym w kamienicy zlokalizowano na pierwszym piętrze m.in.: Pracownię Ubiorów Damskich Stanisława Służewskiego (1868-1945), (od lat 20. do początku lat 30. XX w.) i renomowany zakład i sklep obuwniczy (koniec lat 30. XX w.). Na parterze, mieściła się m.in.: znakomita pracownia cholewkarska Władysława Słupeckiego (1891-1966). W okresie II wojny światowej historia kamienicy związana była przejściowo z losami mniejszości ukraińskiej w Zamościu. W 1941 roku w Zamościu niemieckie władze okupacyjne przekazały Ukraińcom dawną cerkiew św. Mikołaja (przed wojną kościół szkolny p.w. św. Stanisława). W latach 1942-1943 społeczność ukraińska w mieście liczyła ok. 500-520 osób. Obok rodzin policjantów ukraińskich, byli to pracownicy urzędów niemieckich, spółdzielni ukraińskich, nauczyciele szkoły ukraińskiej. W Zamościu funkcjonowały sklepy ukraińskie, księgarnia i ośrodek kultury, które mieściły się w latach 1942-1943 właśnie w kamienicy morandowskiej. Od 1941 roku ulica odchodząca od Rynku Wielkiego do Rynku Wodnego otrzymała nazwę: „Morandostrasse” (ulica Moranda). W kamienicy morandowskiej, zagospodarowanej przez społeczność ukraińską funkcjonował oddział zamojski Ukraińskiego Centralnego Komitetu (UCK), współpracującego z Niemcami. W pomieszczeniach kamienicy ulokowane było także biuro notarialne dla społeczności ukraińskiej. Pracował wówczas tutaj najbardziej znany dziełacz wśród społeczności ukraińskiej Zamościa, Roman Perfeckyj (1880-1944), ukraiński polityk, działacz społeczny, poseł do Sejmu Krajowego Galicji X kadencji w 1913 r. (z okręgu Bełz – Sokal – Uchnów). Podczas I wojny światowej działacz Związku Wyzwolenia Ukrainy w obozie jenieckim Wenzlar. W latach 1918-1919 był członkiem Ukraińskiej Rady Narodowej oraz zastępcą państwowego sekretarza spraw wewnętrznych Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej (ZURL). W 1920 roku był delegatem Ukraińskiej Rady Narodowej, a później członkiem emigracyjnego rządu ZURL w Wiedniu i przewodniczącym Zachodnioukraińskiego Towarzystwa Ligi Narodów. W latach 1935-1938 był posłem do polskiego Sejmu IV kadencji z ramienia Ukraińskiego Zjednoczenia Narodowo Demokratycznego (UNDO). W latach 1938-1939 pracował jako adwokat i notariusz na Chełmszczyźnie. W czasie wojny zamieszkał w Zamościu i latach 1940-1944, działał w oddziale zamojskim Ukraińskiego Centralnego Komitetu (UCK) oraz pracował również jako notariusz. Roman Perfecki zmarł w Zamościu w 1944 roku[viii]. Po 1945 roku właścicielką pozostawała Józefa Wojnarowska (zm. 1953 r.). Po jej śmierci w XII 1953 r. bezpośrednimi spadkobiercami pozostawały między innymi rodziny: Słupeckich, Łapińskich, Adamczuków i Kozyrów. W latach 1954-1956, przejściowo pierwsze piętro kamienicy zajmował Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. Od ok. 1960-1961 roku na pierwszym piętrze funkcjonował: Oddział Banku Spółdzielczego w Zamościu, na parterze mieściły się m.in. sklep odzieżowy, sklep spożywczy MHD (Miejskiego Handlu Detalicznego) oraz sklep warzywniczy. Do 1974 roku kamienica pozostawała własnością prywatną[ix].

III. Projekty i prace Bernarda Morando i jego potomków.

Włoch Bernardo Morando (ok. 1540-1600/1601) w decydujący sposób wpłynął na kształt i plan nowego miasta stał się jego głównym architektem. Realizując nie tylko zamysł i plan Jana Zamoyskiego w odniesieniu do budowy miasta, ale również skutecznie zarządzając całym powstającym organizmem miejskim, Morando cieszył się dużym uznaniem mieszczan zamojskich. Wyrazem tego było pełnienie przez niego funkcji rajcy miejskiego i burmistrza w latach 1591-1593. Jako wyraz zaufania, doceniając fachowość i skuteczność w realizacji planów właściciela miasta, Jan Zamoyski wyznaczył mu najwyższą w swoim otoczeniu pensję w wysokości 500 złotych rocznie (dla porównania wół rzeźny kosztował w owym czasie 6-7 zł, a koń rycerski 20-22 zł). Morando czerpał też zyski jako przedsiębiorca budowlany, m.in. za wzniesienie Bramy Lubelskiej otrzymał ok. 3000 złotych. Był właścicielem kilku nieruchomości w mieście: dwóch kamienic w Rynku Wielkim i domu zajezdnego dla kupców, zwanego „Stantią” lub „Giełdą” (w pobliżu Bramy Lwowskiej), wzniesionego przez Bernarda Morando w przed 1598 roku[x]. Budynek ten był własnością rodziny B. Morando do 1603 roku. Składał się z dużego domu zajezdnego, stajni i zabudowań gospodarczych. W jego miejscu obecnie wznosi się kościół oo. franciszkanów. Budynek „Giełdy” sprzedał syn Bernarda Morando, Mikołaj Morando w 1604 roku niejakiemu Lambertowi Fambemelowi, mieszczaninowi zamojskiemu, za sumę „pułósma sta monety i liczby polskiej, każdy złoty licząc po groszy 30”, czyli za 750 złotych. Uczynił tak, ponieważ nie przynosił on spodziewanych przez rodzinę Moranda, zysków[xi].

Najokazalszym budynkiem w obrębie Rynku Wielkiego budowanym przez Moranda w Zamościu jest niewątpliwie Ratusz. Przewidziany on był od początku w koncepcji urbanistycznej Zamościa, realizowanej od 1580 roku. Budowę Ratusza rozpoczęto w 1591 roku. Wzniesiony został w pierzei północnej (ormiańskiej) na zrębie dwóch budynków zlokalizowanych na działkach będących własnością Bernarda Morando, głównego architekta i projektanta miasta. Fundamenty budynków tam istniejących pochodziły z końca lat 80. XVI wieku. Ratusz powstał w jednej linii z kamienicami sąsiednimi, a nie centralnie na Rynku, jak to czyniono zazwyczaj. Do pozostałych kamienic upodabniał się podcieniami, a wyróżniał się spośród nich okazałą wieżą. Wieża ok. roku 1605, wobec groźby zawalenia, wzmocniona została potężnymi skarpami wykonanymi przez muratora Michała Belthera (zm. 1609 r.), pochodzącego z Turyngii w Zamościu właściciela cegielni i taksatora nieruchomości.

Kolejny z potomków Bernarda Morando, Gabriel Morando (Morenda) (1581-1644), dr prawa, absolwent Akademii Zamojskiej i Uniwersytetu w Padwie gdzie w 1615 uzyskał tytuł dr prawa. Częściowo idąc w ślady ojca, pełnił funkcję wójta zamojskiego, ale zasłynął przede wszystkim jako sędzia w sprawach obcych i profesor matematyki Akademii Zamojskiej, a później jako doradca hierarchów kościelnych w Krakowie. W 1618 roku przyjął święcenia kapłańskie i pełnił funkcję audytora biskupiego. W kościele oo. dominikanów w Krakowie znajduje się epitafium Gabriela Morando z herbem rodowym Mora, przedstawiającym „głowę murzyna”[xii].

Nie znamy nazwisk bezpośrednich kontynuatorów dzieła Bernarda Morando na stanowisku burmistrza miasta. Funkcje burmistrza z zasady powierzano zamożniejszym mieszkańcom miasta. Tak było w przypadku kolejnych burmistrzów Zamościa w XVII stuleciu.

Obok wielu wybitnych realizacji architektonicznych dokonanych w Zamościu, realizacja przez B. Morando zamojskich fortyfikacji wysuwa go na czoło ówczesnych architektów wojskowych. Pracując w Zamościu B. Morando ok. 1589 roku kierował także modernizacją fortyfikacji Lwowa. W 1589 roku władze Lwowa zwróciły się do Jana Zamoyskiego z prośbą o przysłanie swego architekta dla przygotowania „delineacyi szańców”, które miały być sypane pod Wysokim Zamkiem. Wznoszenie szańców rozpoczęto na początku września, a zakończono po dwóch miesiącach. Dziełem Moranda były nie tylko szańce, ale także „delineacya”, czyli graficzny projekt obrony całego miasta. Po kilku tygodniach pobytu we Lwowie wraz z żoną Katarzyną udał się Morando do Płoskirowa, gdzie przebywał Jan Zamoyski. Wzniesiony, zapewne według projektów Moranda zamek płoskirowski dla starosty halickiego i kołomyjskiego Stanisława Włodka, syna Elżbiety z domu Zamoyskiej (siostry kanclerza Jana Zamoyskiego), nie zachował się. Zamek został zniszczony podczas wojen kozackich w XVII wieku. Z łoskirowa udał się Morando do Kamieńca Podolskiego. Jego pobyt w twierdzy kamienieckiej miał zapewne także związek z pracami fortyfikacyjnymi[xiii].

Nie ulega wątpliwości, że w Zamościu twórcą całego założenia fortyfikacyjnego był włoski architekt Bernardo Morando. Wznoszenie miasta-twierdzy wymagało w czasach budowy Zamościa szczególnych umiejętności i najwyższej sprawności działania. Musiało ono być znakomicie zaplanowane i przygotowane, a potem szybko i bezbłędnie przeprowadzone. Jeżeli twierdza stawała na terenach zagrożonych atakiem wroga, dopiero moment zakończenia podstawowych prac fortyfikacyjnych nadawał jej przydatność obronną. Dopóki trwały roboty, a obwód wałów nie był zamknięty, wznoszona forteca prowokowała nieprzyjaciół do ataku i zniszczenia niedopełnionego dzieła, zanim osiągnie ono stan gotowości do obrony. Zdawano sobie z tego sprawę i starano się skrócić do niezbędnego minimum czas budowy. Dziełem Moranda jest większość narysu fortyfikacyjnego, stare bramy: Lubelska i Lwowska i prawdopodobnie także Szczebrzeska, mur obwodowy pałacu zamojskiego wraz z tryumfalną bramą wjazdową oraz pierwszy arsenał zamojski.

Ani autor założenia urbanistycznego, ani twórca twierdzy nie mógł w tych czasach zaprojektować do końca swego dzieła „na papierze”, przed rozpoczęciem prac budowlanych. W tej fazie powstawała jedynie ogólna koncepcja i wstępne założenia rozwiązania przestrzennego; tak mógł powstać, ale nie zawsze, projekt architektoniczny ograniczony do niewielkiej działki budowlanej, ale nie projekt skomplikowanego założenia przestrzennego, dostosowanego do fizjografii rozległego terenu. Nie było, bowiem możliwości uzyskania precyzyjnego jego pomiaru, zwłaszcza wysokościowego, a ponadto przed rozpoczęciem robót ziemnych nie można było rozpoznać właściwości gruntu. Zmuszało to do stałej pracy nad rozwijaniem i korygowaniem projektu, a dokonywał tego najczęściej jego autor, który najlepiej znał założenia swego dzieła i wiedział, jakim zabiegom adaptacyjnym może ono zostać poddane. Pierwszą, więc z trosk organizacyjnych potencjalnego fundatora miasta-twierdzy musiało być znalezienie architekta, który zapewniłby tej kreacji nie tylko wysoki poziom wstępnego projektu, ale który by przez całe lata mógł go rozwijać – aż do nadania miastu podstawowych kształtów. Takim projektantem, a zarazem inwestorem – przedsiębiorcą był w Zamościu Bernardo Morando. Jego wielokrotne działania projektowe zdradza m.in. kilkakrotne zatrudnianie Franciszka Porowskiego do prac mierniczych. Istotnym elementem w konstrukcji miasta-twierdzy w przypadku Zamościa było także odchodzenie od form „idealnych”, stanowiących punkt wyjścia projektu wstępnego, wymagało to dodania elementów nowych, na miejsce zdezaktualizowanych. Zmiany linii kurtyn twierdzy wymuszone jakością gruntu, pociągały za sobą konieczność nadania nowej formy bastionom (stąd m.in. „podwójny” charakter bastionu 3, składającego się z dwóch mniejszych obiektów obronnych). Każdy obiekt w takim działaniu wymagał indywidualnego projektowania, mimo tego, że szkic wyjściowy mógł zawierać projekt doskonały i w pewnym sensie abstrakcyjny (teoretyczny). Konieczność uzupełniania i modyfikowania projektu wyjściowego dotyczyła także zagospodarowania wnętrza miasta-twierdzy[xiv].

Bernardo Morando zmarły w Zamościu ok. 1600/1601 roku w Zamościu, pochowany został prawdopodobnie w podziemiach Kolegiaty zamojskiej, po przeciwległej stronie od krypt Ordynatów zamojskich.

[i] G. Doti, Morando Bernardo, [in:] Dizzionario Biografio degli Italiami, vol. 76, 2012, p. 481; J. Kowalczyk, Morando Bernardo, w: Polski Słownik Biograficzny t. 21, 1976, s. 693;

[ii] W. Tygielski, Włosi w Polsce XVI-XVII wieku. Utracona szansa na modernizację, Warszawa 2005 s. 225; Zob. M. Lewicka, Bernardo Morando, Warszawa 1952;

[iii] B. Horodyski, Najstarsza lustracja Zamościa (1591 r.),[ w:] Teka Zamojska I (V) z. 4, 1938 s. 210 i n.

[iv] M. Zakrzewska-Dubasowa, Ormianie w dawnej Polsce, Lublin 1982 s. 193, 197;

[v] A. Kędziora, Encyklopedia miasta Zamościa, Zamość 2012, s. 762; Autor składa w tym miejscu serdeczne podziękowania dr Piotrowi Kondraciukowi za przekazanie cennych uwag i informacji.

[vi] A. Kędziora, Encyklopedia miasta Zamościa, Zamość 2012, s. 250; Dokumentacja historyczno-konserwatorska bloków mieszkalnych południowej pierzei Rynku Wielkiego w Zamościu, oprac. Z. Baranowska, H. Sygietyńska-Kwoczyńska, Warszawa 1965, mps. OBDZ w Zamościu Nr 2165;

[vii] A. Kędziora, Staromiejskie mieszkanie A.D. 1954, w: Archiwariusz Zamojski, 2003, Zamość 2003, s. 51-58

[viii] R. Potocki, Idea restytucji Ukraińskiej Republiki Ludowej (1920-1939), Lublin 1999; J.J. Burski, Petlurowcy. Centrum Państwowe Ukraińskiej Republiki Ludowej na wychodźstwie (1919-1924), Kraków 2004; I. Чорновол, 199 депутатів Галицкого сейму, Лвів 2010; A. Kędziora, Encyklopedia miasta Zamościa, Zamość, 2012;

[ix] Opis na postawie informacji udzielonych przez dr Jerzego Słupeckiego z Zamościa.

[x] E. Lorenz, Kościół i klasztor ojców Franciszkanów w Zamościu, Niepokalanów 1995 s. 6; J. L. Adamczyk, Morando Bernard, [w:] Słownik Biograficzny Techników Polskich, Warszawa 2007 t. 18, s.13;

[xi] E. Lorenz, op. cit. s. 6

[xii] A. Kędziora, Encyklopedia miasta Zamościa, Zamość 2012 s. 414; J. L. Adamczyk, Morando Bernard, [w:] Słownik Biograficzny Techników Polskich, Warszawa 2007 t. 18, s. 15;

[xiii] J. L. Adamczyk, Morando Bernard, op. cit. s. 14; Zob. A. Gruszecki, Rozważania na temat fortyfikacji Zamościa i ich nowoczesności, [w:] Konserwatorska Teka Zamojska. Problematyka konserwatorska fortyfikacji nowożytnych, cz. I, Warszawa-Zamość 1983 s. 29-34;

[xiv] T. Zarębska, Zamość miasto idealne i jego realizacja, w: Zamość miasto idealne, red. J. Kowalczyk, Lublin 1980 s. 9-11;


Morandówka 10 Morandówka 7 Morandówka 5

 Kamienica morandowska w 1961 roku, reprodukcja Muzeum Zamojskie Autograf Bernadra Morando reprodukcja Muzeum Zamojskie Morandówka 1

Jacek Morandówka 6 Morandówka 3

M2 M3 M 4

Henio Marek darek

zdjęcia: reprodukcje zasobów Muzeum Zamojskiego i evel

Spotkanie autorskie z Agnieszką Szykuła-Żygawską

Na przestrzeni dwóch ostatnich czwartków szkoleniowych, zamojscy przewodnicy mieli niebywałą przyjemność wysłuchać wykładów dr Agnieszki Szykuła-Żygawskiej. Pierwsze z tych spotkań odbyło się w auli PWSZ im. Szymona Szymonowica w Zamościu w dniu 31.03 2016 r. i było poświęcone Pani Roztocza – Matce Boskiej Krasnobrodzkiej.  Drugie natomiast związane było z promocją najnowszej książki dr Agnieszki Szykuła-Żygawskiej – „Wokół dworu i pałacu w Łabuńkach 1771-1944”.

ksiażka Agnieszka Szykuła-Żygawska ksiażka 2

————————————————————————————————————————–

Agnieszka Szykuła-Żygawska – urodziła się w Szczebrzeszynie, mieszka w Łabuńkach. absolwentka Liceum Plastycznego w Zamościu, edukacji artystycznej w zakresie sztuk plastycznych w Instytucie Sztuki UMCS oraz Historii Sztuki w KUL. W 2010 r. uzyskała tytuł doktora nauk humanistycznych w dziedzinie historii sztuki na podstawie rozprawy „Rzeźba sakralna w kręgu wpływów Ordynacji Zamojskiej 1589-1806″, napisanej w Katedrze Historii Sztuki Kościelnej Instytutu Historii Sztuki KUL. Laureatka konkursu im. prof. dra Szczęsnego Dettloffa, organizowanego przez Stowarzyszenie Historyków Sztuki na prace naukowe młodych członków stowarzyszenia. Stypendystka Prezydenta Miasta Zamość w 2012 roku. Redaktor „Zamojskiego Kwartalnika Kulturalnego”, autorka i współautorka 5 książek oraz artykułów dotyczących sztuki i kultury materialnej XVIII i XIX wieku (ze szczególnym uwzględnieniem Zamojszczyzny).

—————————————————————————————————————————

AgnieszkaPierwsza z przedstawionych książek „Matka Boska Krasnobrodzka. Szafarka Łask, Pocieszycielka Zamojszczyzny…” prezentuje historię wizerunków Matki Boskiej adorującej Dzieciątko, powstałych z inspiracji wydarzeniami w borze pod Krasnobrodem 1640 roku. Książka powstała w roku jubileuszu – 50 lat od koronacji cudownego obrazu Matki Boskiej Krasnobrodzkiej. Jest swoistym pokłonem przed Panią Roztocza w podzięce za prawie 400 letnią opiekę nad mieszkańcami Zamojszczyzny, Agnieszka 2dowodem nieustającego kultu i przyczynkiem do dalszych badań nad historią ikonografii cudownego wizerunku Matki Boskiej Krasnobrodzkiej.  Wykładowi dr Agnieszki Szykuły-Żygawskiej towarzyszyła przygotowana przez Nią prezentacja multimedialna obrazująca wyniki badań prowadzonych przed wydaniem książki.

prezentacja prezentacja 2 prezentacja 3

Kolejną książkę Pani Agnieszki – „Wokół dworu i pałacu  w Łabuńkach 1771-1944” słowem wstępnym opatrzył  ks. prof. nadzw. dr hab. Czesław Galek:...”Autorka we wstępie do książki manifestuje swoje przywiązanie do ziemi swojego urodzenia i zamieszkania:

ASŻ„Jako mieszkanka Łabuniek, zainteresowana przeszłością swej małej ojczyzny przedstawiam pokłosie moich kilkunastoletnich poszukiwań: dzieje Łabuniek od czasów kiedy powstał tu najpierw dwór, a następnie w jego miejscu wytworny w swej architekturze pałac”.  Prezentowana książka ukazuje dzieje miejscowości, w której jak w soczewce ogniskują się burzliwe dzieje tej części Zamojszczyzny, która znajdowała się na skrzyżowaniu kultur i religii. Tutaj przeplatały się wpływy religii prawosławnej, rzymskokatolickiej i greckokatolickiej. […] Historię tej ziemi tworzyli nie tylko duchowni różnych wyznań i właściciele Łabuniek, ale także rzemieślnicy i chłopi; nie tylko autochtoni, ale także przybysze z Niemiec i Moraw. AS 4

Książkę czyta się z wielkim zainteresowaniem, ponieważ pisze ją Osoba, która żyje tym, co pisze. A więc pisze ją nie tylko umysłem wspartym aparatem naukowym, ale przede wszystkim „sercem” kochającym swoją „ojcowiznę”. Książka oparta jest o bogatą bazę źródłową, której kwerenda odbyła się w rożnych zasobach archiwalnych oraz na opracowaniach historycznych oraz artykułach prasowych. Jej walory poznawcze wykraczają poza gminę Łabunie i Zamojszczyznę, ponieważ są ważnym przyczynkiem do zrozumienia uwarunkowań historycznych ziem leżących na skrzyżowaniu Wschodu i Zachodu Europy…”

AS 3Spotkaniu autorskiemu, które odbyło się w gościnnych progach Muzeum Zamojskiego, towarzyszyła również prezentacja multimedialna, która wzbogaciła wykład dr Agnieszki Szykuła-Żygawskiej. Oprócz historii dworu i pałacu w Łabuńkach dzięki tej książce poznamy także dzieje mniej znanych rodów, które zamieszkiwały na tym terenie. Dowiemy się gdzie leżało tzw. Szwedzkie Oko; jakie były losy cerkwi w Łabuńkach; co wspólnego ma z Łabuńkami historia Dywizjonu 303 oraz jaki skarb nadal skrywa ziemia w Łabuńkach. To książka wielowątkowa. Każdy znajdzie w niej dla siebie interesujące informacje. Dla regionalistów wręcz nieoceniona.

Prezentowana powyżej publikacja to zbiór artykułów, powstałych w oparciu o gromadzone przez Autorkę od ponad 15 lat materiały. Najważniejszym i wiodącym tematem tej cennej pozycji jest tytułowy pałac w Łabuńkach – w latach 1947-1996 siedziba szkoły podstawowej, której Pani Agnieszka jest wychowanką.

AS 2 A S AS 6

opracowanie i zdjęcia: evel