Enoturystyka u sąsiadów

pochodPaszportu enoturysty uprawniającego do degustacji win na sandomierskim Święcie Młodego Wina/2016 nie mieliśmy już szans kupić, gdyż rozeszły się na długo przed uroczystościami, przypadającymi od trzech lat w ostatnią sobotę przed Andrzejkami. Pomimo tego, nadal istniała realna szansa na degustację młodego wina z winnic zrzeszonych przy Sandomierskim Szlaku Winiarskim. W tym roku w święcie wzięło udział dziewięć winnic z okolic Sandomierza. Goście dopisali i zapowiadało się obiecująco. Pojechaliśmy na szkolenie przewodnickie, mając przy okazji nadzieję na zdobycie pewnych informacji i doświadczeń pod kątem rozwijającej się obiecująco także i u nas  enoturystyki przy Roztoczańskim Szlaku Winnic (o czym pisaliśmy tutaj:http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/2153).

choragiew  kasztelan burczochNa dziedziniec zamkowy w Sandomierzu przybyliśmy w chwili formowania się kolorowego korowodu, którego zadaniem jak co roku miało być „przetoczenie burczocha”, czyli beczki młodego wina, tym razem spod zamku ku ratuszowi. W zamkowych salach dobiegała właśnie ku końcowi  cześć oficjalna, po której winiarze częstowali przybyłych gości młodym winem ze swoich winnic. Na tym etapie wszystko przebiegało bez zakłóceń.  Kolorowy korowód formował się na dziedzińcu, na przedzie dumnie kroczyła Chorągiew Rycerstwa Ziemi Sandomierskiej w strojach z epoki, a dalej przy dźwiękach orkiestry beczkę wina niosła młodzież z Zespołu Szkół Gastronomicznych i Hotelarskich w Sandomierzu. Za nimi winiarze z poszczególnych winnic: Winnica Kędrów, Winnica Modła, Winnica Carolus, Winnica Na Rozdrożu, Winnica Nobilis, Winnica Nad Jarem, Winnica Płochockich, Winnica Świętego Jakuba, Winnica Sandomierska. Pochód zamykali goście, którzy przybyli tłumnie z różnych miast do Sandomierza, aby świętować razem z sandomierskimi winiarzami.

konferencja p-1 p-2

Zanim dotarliśmy na dziedziniec zamkowy odwiedziliśmy jedną z sandomierskich winnic. Wzgórze Świętojakubskie ma swoje tradycje wniarskie od prawie 800 lat. Wiosną 1226 r. biskup Iwo Odrowąż sprowadził do Sandomierza dominikanów i osadził ich przy kościele św. Jakuba. Zakonnicy przywieźli z Italii wiedzę dotyczącą uprawy winorośli. Niedługo po założeniu klasztoru dominikanie założyli pierwszą winnicę na skłonie nadwiślańskiego wzgórza. Zatem w swojej lokalizacji, reaktywowana w 2012 r. winnica przy kościele św. Jakuba, jest najstarszą winnicą w regionie sandomierskim. Dawny klasztor otrzymał certyfikat handlowy od księcia sandomierskiego Bolesława V Wstydliwego, a dokument ten pochodzi z 1238 r. Zachował się w jednym ze średniowiecznych kopiariuszy klasztornych. Skoro już w tym czasie winnica miała zdolność produkcyjną, musiała powstać wcześniej.

winnica winnica-2 winnica-3

Współczesna Winnica Świętego Jakuba w Sandomierzu spełnia podobną rolę jak jej starsza poprzedniczka, która stanowiła początek winogrodnictwa sandomierskiego. Jest prekursorką odradzających się tradycji winiarskich na sandomierszczyźnie. Niezaprzeczalnie sprzyja temu ocieplenie się klimatu i wyhodowanie odmian tolerujących anomalie pogodowe. Do Winnicy Jakubowej zaglądają nie tylko profesjonaliści, ale także pasjonaci sztuki uprawy winnego krzewu. Dawniej wino pozyskiwane z winnic dominikańskich służyło celom liturgicznym, a dzisiaj wytwarzane przez Ojców Dominikanów wino przeznaczone jest nie tylko do użytku klasztornego, ale także służy enoturystyce. Na Sandomierskim Szlaku Winiarskim położone są winnice Regionu Wyżyny Sandomierskiej, które zrzeszyły się w Sandomierskie Stowarzyszenie Winiarzy. Obecnie szlak enoturystyczny reprezentuje na tym terenie już ponad 12 winnic.

w-1 w-2 w-3

Winnice dominikańskie w Sandomierzu i okolicach funkcjonowały do przełomu XVII i XVIII w. Wtedy to na skutek ochłodzenia się klimatu (tzw. mała epoka lodowcowa) wymarzła większość winnych krzewów.  Zastąpiono je klasztornymi sadami rozciągającymi się na całym Wzgórzu Świętojakubowym. Taki stan rzeczy utrzymywał się do kasaty zakonu w 1864 r. Dopiero od powrotu oo. Dominikanów w 2001 r. do Sandomierza zaistniała szansa na odbudowanie tego, co dawniej było udziałem pracy braci zakonnych. Pierwsze nasadzenia krzewów na obszarze 0,1 ha stały się zaczątkiem nowej Winnicy Świętego Jakuba. Kilkuletnia winnica już potwierdziła wyjątkowość miejsca (zbocza) dla pozyskiwania wysokiej jakości zbiorów. Ponadto bracia zakonni organizują tutaj praktyczne szkolenia na temat uprawy i przetwórstwa winorośli. W tegorocznym święcie winiarzy nie zabrakło Winnicy Świętego Jakuba z Sandomierza.

w-4 w-5 w-6

Kiedy zakończyliśmy szkolenie nadszedł czas na degustację młodego wina. Niestety, lokal mieszczący się w ratuszu, który wybraliśmy  na wieczorny posiłek został pozbawiony tej atrakcji turystycznej, gdyż pracownicy Urzędu Celnego zarekwirowali „młode wino” przeznaczone do degustacji. Enoturyści z Krakowa byli odprawieni z kwitkiem, a do degustacji został tylko ser i zakąski oraz pełne rozgoryczenia słowa winiarzy, że nie wspomnę o smakoszach młodego wina. Dobrze, że my spróbowaliśmy chociaż tego wina na zamku!

wiazania dron sery

opracowanie i zdjęcia: evel

Malować świat po swojemu

                                                                                                        To nie jest łatwe

                                                                                                         wbrew wszystkiemu

                                                                                                         malować świat po swojemu

Poszłam na ten wernisaż, ponieważ Henryk Szkutnik pokłonił się swoim malarstwem światu, którego już nie ma.  Ten świat zastygły już tylko na starych fotografiach ożywił na nowo kolorem i nostalgią, za czymś ulotnym i nieodwracalnie utraconym. Drewniane strzępy kościaszyńskiej cerkiewki, zakotwiczone we wzgórzu jak wrak na mieliźnie, już nie wołają o ratunek. Uległy, poddały się, zniknęły z pejzażu i oczu, jak niewygodne wyrzuty sumienia. Henryk Szkutnik przywołał z przeszłości te duchy i zatrzymał na płótnie jeszcze kilka innych, dla tych, którzy ukochali drewnianą architekturę sakralną, wciąż nie godząc się z jej naturalnym przemijaniem.  Dziękujemy Heniu i życzymy Ci kolejnych 40 lat tak owocnej pracy artystycznej.

henio h2 h3

h5 h6 h7

h10 h13

h8 h11 h12

h4 h14 h15

h18 h16 h19

h20 h17 h21

Przewodnickie piętnastolecia

koło koło 2 koło3

W roku 2001, czyli dokładnie 15 lat temu, 40 osobowa grupa kandydatów na przewodników po Zamościu i Roztoczu zakończyła szkolenie. Zdawali egzaminy państwowe, uzyskując uprawnienia do oprowadzania turystów po obszarze dawnego województwa zamojskiego. Był to jeden z pierwszych kursów przewodnickich, organizowanych (po dosyć dłuższej przerwie) przez PTTK Oddział w Zamościu. Nie wszyscy kursanci tego rocznika pozostali w turystyce i są czynni do dnia dzisiejszego, ale i tak jest ich spora grupa stanowiąca około 60-70% naboru. Kierownikiem kursu był wówczas Andrzej Urbański, dyrektor Muzeum Zamojskiego w Zamościu. Wykłady i egzaminy odbywały się w Zamościu. W Komisji Egzaminacyjnej byli wówczas: Zdzisław Kotuła; Maria Fornal, a przewodniczył jej Tadeusz Sobieszek. Uprawnień przewodnickich udzielał ówczesny Wojewoda Lubelski, a do letniego egzaminu z Rocznika 2001 podeszło 38 osób i wszyscy go zdali. Przewodnicy ci, jako pierwsi uzyskali również uprawnienia do oprowadzania po Roztoczu Południowym, położonym w znacznej części na obszarze obecnego województwa podkarpackiego.

pałac 1 kaplica pałac

Z inicjatywy przewodników Rocznika 2001 w dniu 19.06.2016 r. odbyło się pierwsze spotkanie pod nazwą „Przewodnickie piętnastolecia.” Opracowanie trasy, jej „próbny przebieg” oraz przygotowanie merytoryczne i organizacyjne: Maria Puźniak i Tomasz Kostrubiec. Mamy nadzieję na cykliczność imprezy, ponieważ następny Rocznik 2002 zapowiedział kolejny, rocznicowy wyjazd terenowy w przyszłym roku. Tym razem gościliśmy w Gminie Łabunie. Ziemie te to skarbnica cennych i unikatowych zabytków”tak rozpoczyna swoją opowieść najnowsza publikacja poświęcona Gminie Łabunie, którą to przewodnicy zostali obdarowani w trakcie spotkania.  Rozpoczęliśmy od poznania historii Pałacu w Łabuńkach Pierwszych, z którą zapoznał nas ks. Michał Przybysz ze Zgromadzenia Misjonarzy Krwi Chrystusa.

front front 2 rozety

Księża Misjonarze gospodarzą już prawie dwadzieścia lat na terenie Zespołu Pałacowo-Parkowego w Łabuńkach, który otrzymali od Skarbu Państwa w grudniu 1997 r. W tym czasie dzięki ich staraniom oraz pozyskiwanym środkom i dotacjom zabytek został uratowany od postępującej już w szybkim tempie  ruiny. Zakres prac wykonanych dla jego ratowania jest nie do przecenienia, chociaż wiele jeszcze potrzeba pracy i wysiłku, aby doprowadzić dawną rezydencję rodu Karnickich, Kaszowskich, Kołaczkowskich i Łabędzkich do  jej dawnej świetności. Cieszy zakres prac podjętych dotychczas nad wnętrzami pałacu m.im: wymiana konstrukcji i pokrycia dachu; odnowiona sztukateria amfiladowego układu pomieszczeń traktu południowego, zrekonstruowana attyka i odnowiona kolumnada od strony ogrodu. Przykuwa  oczy widok elewacji północnej z pięknie odnowionym portykiem i sztukaterią z girland kwiatowych nad wejściem głównym do pałacu.

Łabuńki Łabuńki 2 ZOO

Księża Misjonarze pracują nad zabytkiem tylko w chwilach wolnych od posługi duszpasterskiej i opieki nad chorymi w prowadzonym Hospicjum Santa Galla, mieszczącym się w jednej z dwóch, odrestaurowanych i zaadaptowanych w tym celu oficyn pałacowych. Oprócz tego księża odwiedzając również swoich podopiecznych w ich domach. Przewodnicy, nie tylko z Zamościa, ale także nasi Koledzy z Jarosławia, Lubartowa, Kazimierza Dolnego mieli również przyjemność zwiedzić prywatne Mini ZOO, założone przed dwoma laty i prowadzone przez ks. Michała na terenie dawnego parku łabuńskiej rezydencji. W przyszłości, w pałacu planowany jest ośrodek rehabilitacyjny dla dzieci i obcowanie ze zwierzętami stanowić będzie dla nich jeden z elementów terapii na drodze powrotu do zdrowia. Obecnie można tam zobaczyć np.: pochodzące z zachodniej Afryki owce kameruńskie; wietnamskie świnki zwisłobrzuche; owce skuddy wyhodowane w Prusach Wschodnich;  lamę, kozy domowe i daniele; kuce felińskie, szetlandzkie i „islandzkie”; kangury rdzawoszyje Walabia Bennetta; osiołki nubijskie.

świnki kangur kuce

Następnie przewodnicy zwiedzili działającą od dwóch lat Izbę Muzealną w Barchaczowie. Urządzona w zabytkowym i odremontowanym, drewnianym budynku dawnej szkoły, wyposażona jest w nowoczesne witryny wystawowe, w których zebrano najcenniejsze pamiątki miejscowej ludności. Nie tylko rodzinne zdjęcia, przedmioty codziennego użytku używane w dawnych gospodarstwach wiejskich, ale także ślady i pozostałości z ostatniej wojny światowej, która krwawo przetoczyła się przez Barchaczów.  Zabitych i pomordowanych mieszkańców upamiętnia tablica, zamieszczona na przydrożnej kapliczce. W Izbie Muzealnej znajduje się: Izba Mieszkalna; Izba Pamięci Wzgórze 256 (ekspozycje stałe) oraz sala konferencyjna z wystawami czasowymi, wykorzystywana na różnego rodzaju spotkania, lekcje muzealne itp. O niektórych inicjatywach podejmowanych przez tutejszą społeczność,  m.in o corocznym listopadowym Rajdzie Wzgórze 256, który jest częścią szlaku Poległych i Pomordowanych w Gminie Łabunie,  opowiadał przewodnikom jeden z opiekunów Izby p. Piotr Piela z Biblioteki Publicznej w Łabuniach.

Izba Izba 2 Izba 3

Z Barchaczowa pojechaliśmy do Łabuń zwiedzić Zespół Pałacowo-Parkowy Zamoyskich, będący obecnie siedzibą Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Maryi. W cieniu rozłożystej mirabelki o historii pałacu, rodzinach: Zamoyskich, Szeptyckich i Starowieyskich opowiadała przewodnikom s. Irena Murawska FMM, autorka wznowionego właśnie przewodnika po zespole pałacowym w Łabuniach.  Była także okazja do pokazania gościom z poza Zamościa  grobu bł. Stanisława Kostki Starowieyskiego, którego prochy złożono na rodowym (Rodziny Szeptyckich) i zakonnym FMM cmentarzu, znajdującym się w granicach założenia parkowego. Siostra Irena opowiedziała także niezwykle pasjonującą historię, związanych z Łabuniami i Zamościem, Sióstr Franciszkanek Misjonarek Maryi, które poświęciły się na naszym terenie służbie dzieciom opuszczonym i osieroconym,  realizując to zadanie od 1922 r.

Łab Siostra Szeptycki

W Łabuniach odwiedziliśmy także ogólnodostępną ścieżkę edukacyjną „Ogród Pawie Pióro” otwartą 18. 05. 2016 r. w Łabuniach przy ul. Orzechowej.  Ścieżka jest udostępniania nieodpłatnie w celach rekreacyjnych i edukacyjnych.

ścieżka  ogród  ścieżka 2

Kolejnym etapem było zwiedzanie kościoła w Łabuniach p.w. św. Dominika i MB Szkaplerznej. Łabuńska parafia to jedna z najstarszych parafii obecnej Diecezji Zamojsko-Lubaczowskiej, a jej rodowód sięga XV wieku. Obecny kościół jest trzecim z kolei, a wybudowali go Oleśniccy w 1605 r. Wzniesiony został w stylu tzw. renesansu lubelskiego. Na przestrzeni wieków zmienił jednak swoją sylwetkę poprzez liczne remonty i dobudowy, przykładowo przybudówkę kruchty, kaplicy Tarnowskich, obniżeniu dachu itp. Po likwidacji klasztoru w Radecznicy, część wyposażenia tamtejszego kościoła znalazła się w Łabuniach co wpłynęło na szerzenie się kultu św. Antoniego Padewskiego także na terenie Gminy Łabunie. W XXI wieku kościół doczekał się gruntownego remontu na zewnątrz i dzisiaj pełnią blasku przyciąga wzrok turystów z krajowej 17.

bóg Antoni ołtarz

„Olejarnia Świąteczna” w Ruszowie to pomysł na życie jednego z naszych kolegów przewodników z Rocznika 2001. Nikt tak  obrazowo i z humorem nie opowiada jak Tomek, o tym jak to się drzewiej na Roztoczu olej biło. Kontynuuje te tradycje. W swoim gospodarstwie zgromadził już prawie małe muzeum maszyn i urządzeń służących niegdyś do produkcji oleju tłoczonego metodą ręczną i mechaniczną. O tłoczeniu oleju wie już chyba wszystko. Cała okolica i Zamość zaopatruje się tutaj w olej z rzepaku, lnu, rydzyka itp starych i dobrych odmian roślin oleistych.  Państwo Kostrubcowie zdobywają liczne laury i nagrody za swój produkt regionalny. Potrafią także swoich gości i turystów nakarmić ekologicznie i regionalnie. Właśnie w „Olejarni Świątecznej” przewodnicy z „Rocznika 2001” i ich goście zakończyli niedzielne spotkanie z Gminą Łabunie.

2001 olejarnia Justyna

opracowanie i zdjęcia: evel

Zamojscy Przewodnicy poznawali naszą gminę!

70. lecie wizyty ks. biskupa lubelskiego Stefana Wyszyńskiego w Zamościu

W dniach 15-16 czerwca 1946 roku nowo mianowany biskup lubelski ks. Stefan Wyszyński przybył do Zamościa na zaproszenie Komitetu Organizacyjnego Jubileuszu 30. lecia szkół zamojskich. Zamość i Zamojszczyzna były księdzu Wyszyńskiemu znane i bliskie. To właśnie tutaj podczas II wojny światowej od października 1941 roku do czerwca 1942 roku ks. Stefan Wyszyński ukrywał się między innymi we wsiach Stanisławce i Żułowie, w Zamościu zorganizowano księdzu dokumenty na nazwisko Zuzelski. Całe to przedsięwzięcie było możliwe dzięki dobrze zorganizowanej komórce konspiracyjnej, działającej w Gminie Nowa Osada (Zamość Nowe Miasto), w której organizowano fałszywe dokumenty zatrudnienia i dowody osobiste. Konspiracja w Nowej Osadzie działała praktycznie od początku funkcjonowania administracji niemieckiej. Organizacją przygotowywania dokumentów zajmowała się specjalna komórka legalizacyjna. W zamojskiej drukarni duplikaty pieczęci niemieckich wykonywał zecer Władysław Mazur ps. Świderek, Firet. Wystarczyło 10 minut, aby zamówiona przez Niemców pieczęć miała drugą matrycę. Przyjazd do Zamościa naznaczony był wojennymi wspomnieniami.

Do jubileuszu przygotowywano się już od czerwca 1945 roku. Wyznaczono Komitet Honorowy do którego zaproszono zaproszono 24 osób, do Komitetu Wykonawczego wybrano dyrektorów szkół: Michała Bojarczuka, Marię Kaczyńską, Agatę Ciskównę, vice starostę Zygmunta Przemyłskiego, dyrektora ubezpieczalni Wacława Andrzejewskiego i prof. Władysława Węgrzyna oraz wielu innych mieszkańców Zamościa. Powołano do życia 8 tematycznych sekcji. Na uroczystość zaproszono nowo wybranego biskupa lubelskiego ks. Stefana Wyszyńskiego, który zaproszenie przyjął. Przyjazd ks. biskupa do Zamościa w czerwcu 1946 roku i zjazd jubileuszowy naznaczony był ciągle żywymi wydarzeniami wojennymi. Dnia 15 czerwca 1946 r oku o godz. 8:00 uczestnicy zjazdu zebrali się na dziedzińcu Gimnazjum, po czym wyruszono do kolegiaty, gdzie rozpoczęto mszę świętą celebrowaną przez ks. biskupa Stefana Wyszyńskiego. Ksiądz Biskup wygłosił kazanie i złożył wieniec na sarkofagu założyciela miasta, Jana Zamoyskiego.

Po mszy świętej rozpoczęto uroczystość oficjalną z udziałem zaproszonych gości w sali Kina Stylowy. Referat wygłosił prof. Pieszko, który zwracając się do ks. biskupa, powiedział: „Jak dawniej opiekę nad uczelniami obejmowali biskupi, tak teraz, Ekscelencja, przyjm pod swoje opiekuńcze skrzydła naszą szkołę, która jest spadkobierczynią chwały dawnej Akademii Zamojskiej, patronuj nam, bądź naszym mecenasem, dla rozkwitu i sławy Zamościa i tej sławnej uczelni” (z powodu tego przemówienia nastąpiły pewne przykrości dla M. Pieszki i Dyrektora Bojarczuka, ze strony kuratora oświaty, które na szczęście szybko zostały zażegnane). O godzinie 17:00 nastąpiło odsłonięcie tablicy pamiątkowej w kościele św. Katarzyny „Pamięci Profesorów i wychowanków zamojskich szkół średnich 1939-1945”. W uroczystościach brał udział ks. biskup Stefan Wyszyński, a tablicę odsłoniła Pani Syrkowa, żona po zamordowanym w KL Auschwitz profesorze oraz Pani Kowrachowa matka ucznia, w asyście sierot po pomordowanych, które były delegowane po 2 osoby z każdej szkoły. Pomnik zaprojektował Adam Klimek, a fundatorami byli nauczyciele i uczniowie zamojskich szkół. Wcześniej wyznaczona delegacja pobrała prochy z miejsca palenia zwłok na Rotundzie Zamojskiej do urny, którą wmontowano w pomnik.

Po uroczystościach kościelnych, pochód uczestników udał się na Rotundę, celem oddania hołdu tam pomordowanym. Na dziedzińcu Rotundy nastąpiła wspólna modlitwa, minutowe milczenie i odśpiewanie Roty.

list ks. biskupa stefana wyszyńskiego 1946 r do stefana mileraW liście z 2 VIII 1946 r. skierowanym do prof. Stefana Milera, ks. biskup pisał:

Wielce Czcigodny Panie Profesorze

wielce dziękuje za nadesłany mi łaskawie zbiór wierszy Pańskich pt. Rotunda. Czytałem je z prawdziwym wzruszeniem, gdyż są odbiciem tylu uczuć, które my wszyscy – zwarci we wspólnocie narodowej przez Opatrzność – przeżyliśmy.

Cierpienie jednego miasta nie mogło być obojętne innym. Uderzenie wroga w jednego Polaka odczuwali inni. To jest ta piękna miłość, którą z woli Boga mają członkowie jednego narodu w tej hierarchii miłości wiodącej po stopniach rożnych obowiązków i więzi, aż do najwyższej więzi, jaką znajdujemy w ostatecznej miłości u Boga. W tym też duchu rzecz ujmując są mi bliskie Pańskie uczucia, zawarte w tych strofach, tym bliższe, że pełne wiary i nadziei, że tak bezpośrednio prowadzą wszystkie nasze nadzieje do Ojca i Pana Narodu tak sprawiedliwego wielkiego – Boga. list ks. biskupa stefana wyszyńskiego 1946 r do

Niech mi wolno będzie skorzystać z miłej sposobności i wyrazić Panu Profesorowi serdeczne życzenia z powodu bliskiego jubileuszu trzydziestolecia pracy wychowawczej w szkolnictwie zamojskim. Ufam, że pełnia sił pozwoli Panu Profesorowi oddać młodzieży, ojczyźnie i Kościołowi niejedną jeszcze przysługę.

Łączę wyrazy głębokiej czci przesyłam na dalszą pracę wychowawczą najlepsze życzenia i udzielam swego pasterskiego błogosławieństwa.

Stefan Wyszyński

Biskup Lubelski

Biskup Stefan Wyszyński w Domu Dziecka w Zamościu w 1946r. Z archiwum Janiny Kalinowskiej Wyszyński-W-Olech

Ks. biskup Stefan Wyszyński w czasie swego pobytu w Zamościu został zaproszony przez dyrektorkę Natalię Szyk do Domu Dziecka prowadzonego przez Powiatowy Komitet Opieki Społecznej. Dzieci, sierot wojennych rożnych narodowości i z rożnych stron od Wschodu do Zachodu Polski ciągle przybywało, w marcu 1946 roku przybyło kolejnych 46 dzieci z Warszawy. Do wizyty przygotowano się starannie, chłopcy w nowych mundurkach harcerskich asystowali ks. biskupowi. Do wszystkich zebranych w stołówce dzieci przemawiał ks. biskup, wspominał los dzieci w czasie wojny, znany przecież ze swoich własnych doświadczeń, sam bowiem opiekował się dziećmi niewidomymi w Żułowie, następnie w Laskach. „Jak zaczął mówić o naszym losie, to w całej sali rozległ się płacz, który udzielał się wszystkim dzieciom. Były też maluchy, które płakały, choć nie wiedziały dlaczego” wspomina Pani Janina Kalinowska (Niedziela 24 IV 2016).

Podczas pobytu w Zamościu odwiedził również schorowanego niewidomego, wielce zasłużonego dla kościoła zamojskiego ks. infułata Wincentego Hartmana. Wizyta ks. biskupa Stefana Wyszyńskiego w czerwcu 1946 roku była pierwszą, po niej nastąpiły kolejne. Dobrze byłoby zebrać pamiątki i wspomnienia, które wzbogacą historię regionu.

źródło:

M. Bojarczuk: Dokumenty Zjazdu Jubileuszu Wychowanków Gimnazjów Zamojskich z okazji 30-lecia istnienia tych szkół 1946,Muzeum Zamojskie,

Grygiel J; Związek Walki Zbrojnej – Armia Krajowa w obwodzie zamojskim 1939 -1944,PWN Warszawa 1985, 

relacja ustna Wacław Sędłak, żołnierz ZWZ AK ze Stanisławki

Tekst, kopie zdjęć i dokumentów:  Maria Rzeźniak

Śladami bł. Stanisława Kostki Starowieyskiego

Przy dawnym pałacu Zamoyskich w Łabuniach, na niewielkim cmentarzu rodowym Szeptyckich i zakonnym Sióstr Franciszkanek Misjonarek Maryi, pochowano urnę z prochami nadesłanymi z Dachau żonie zmarłego w obozie 13.04.1941 r. Stanisława Starowieyskiego.  Pośród radialnie ułożonych mogił, wytyczonego kołem urokliwego cmentarzyka, znajduje się skromna płyta nagrobna błogosławionego. Od Jego śmierci minęło zaledwie 75 lat. Natomiast w roku 2015 obchodziliśmy 120 rocznicę Jego urodzin. Ta właśnie rocznica stała się okazją do pierwszego spotkania przy grobie błogosławionego Stanisława Kostki Starowieyskiego, grupy ludzi zafascynowanych życiem i postawą chrześcijańską tego świeckiego człowieka.

Pomysłodawcą i organizatorem zeszłorocznego i tegorocznego spotkania był ks. Zbigniew Kulik z parafii rzymsko-katolickiej p.w. Miłosierdzia Bożego w Siennicy Nadolnej. Ksiądz Zbigniew Kulik jest autorem książki „Bł. Stanisław Kostka Starowieyski 1895-1941 działacz Akcji Katolickiej. Cztery tajemnice zwykłego człowieka”, wydanej przez Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnię w Sandomierzu w 2015 r. Osobą Stanisława Starowieyskiego był zafascynowany o wiele wcześniej. Kiedy był na pierwszym roku Seminarium przyjechał do Łaszczowa z przedstawicielami Rodziny Szeptyckich, którzy przez bezsensowny zakaz władz komunistycznych, mogli dopiero teraz, po raz pierwszy od czasów wojny, odwiedzić swoje dawne miejsce zamieszkania. Trzeba tutaj wspomnieć, że ks. Kulik w l. 90-tych XX w. napisał pracę magisterską poświęconą Stanisławowi Starowieyskiemu, która wykazała, że życie i postawa tego świeckiego człowieka zasługuje na miarę świętego. Biskup Bolesław Pylak ubogacony tą wiedzą wniósł kandydaturę Stanisława Starowieyskiego do procesu beatyfikacyjnego.

portret grób

13 czerwca 1999 r. na Placu Piłsudskiego w Warszawie papież Jan Paweł II beatyfikował Stanisława Kostkę Starowieyskiego w gronie 108 Męczenników II wojny światowej. To niesamowite – podsumowuje swoją wypowiedź przy grobie błogosławionego s. Teresa Neitsch ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek  Misjonarek Maryi w Łabuniach, której artykuł o Stanisławie Starowieyskim ukazał się właśnie we francuskim wydaniu Głosu Katolickiego (Voix Catholique Nr 23/2016 (2638)Rok LVIII 12.6.2016) – że na beatyfikacji były obecne dzieci błogosławionego: córka Elżbieta i syn Andrzej. Artykuł s. Teresy  nosi tytuł „Być Apostołem Chrystusa” i słowa te w sposób najbardziej trafny streszczają pragnienia i program życiowy polskiego męczennika, bł. Stanisława Starowieyskiego. W rodzinnym domu błogosławionego, w Bratkówce nad Wisłokiem „panowała zdrowa i normalna pobożność, połączona z dużym poczuciem humoru, która pozostała cechą charakterystyczną życia i działalności Stanisława (…) Stanisław nauki pobierał w domu, następnie uczył się w Chyrowie, w kolegium u jezuitów.  Siostra Teresa przytacza francuskim czytelnikom najważniejsze fakty i wydarzenia z życia bł. Stanisława z dbałością o każdy ważny szczegół, by zrozumieli dlaczego znalazł się wśród tych 108 Męczenników.

Jednak najpiękniej brzmiały słowa s. Teresy wypowiedziane przy grobie błogosławionego w przededniu Jego wspomnienia, które przypada na dzień 13 czerwca, czyli dzisiaj. Do Łabuń, w sobotę 11 czerwca 2016 r. ściągały tłumy ludzi, chcące pomodlić się przy grobie bl. Stanisława Kostki Starowieyskiego i za jego wstawiennictwem prosić Boga o łaski dla siebie i bliskich.

łabunie 3 łabunie 2 Łabunie

Taka była wola Rodziny, aby grób Starowieyskiego tutaj się znajdował – opowiada s. Teresa. To jest coś niebywałego, że dzieci doczekały wyniesienia Ojca do godności błogosławionego. Ten cmentarz ma swoją historię bo leżą tu także bliscy bł. Stanisława: jego teść; teściowa i inni krewni z Rodziny Szeptyckich. Poprzez chrzest wszyscy zostajemy wezwani do świętości, a On w taki zwykły sposób, przez całe swoje życie, pokazywał swoim postępowaniem jak dawać świadectwo o Jezusie, który był świadkiem Jego codzienności. Myślę, że bł. Stanisław do tego nas właśnie zaprasza, każdego kto tutaj przychodzi, szczególnie członków Akcji Katolickiej, której sam kiedyś także przewodniczył.  Świecki – święty człowiek. W każdym z nas Bóg działa, ale święty to taki człowiek, który pozwala Bogu działać w sobie. Stanisław pozwalał. Tutaj w Łabuniach świętujemy prostego, a jednocześnie wielkiego człowieka. O Jego duchowości dzisiaj zaświadczają notatki jakie prowadził i pozostawił po sobie. Błogosławiony Stanisław żył miłością do Boga, Rodziny i ludzi. Było to jego credo życiowe, którego przesłanie pozostawił nam współczesnym. Na Jego grobie przeczytamy: Co może miłość – o ile ona większa, silniejsza od nienawiści.

Dalsze uroczystości poświęcone wspomnieniu bł. Stanisława Starowieyskiego i pozostałych Męczenników II wojny światowej odbyły się w Łaszczowie. Mszę świętą w kościele p.w. Świętych Apostołów Piotra i Pawła celebrowali: ks. Zbigniew Kulik; ks. Krzysztof Świta; ks. Ryszard Ostasz i ks. Andrzej Stopyra. Wspominając bł. Stanisława Starowieyskiego szczególnie ciepłe słowa padły pod adresem Jego rodziców. Matka, Amelia z Łubieńskich stworzyła Sodalicję Mariańską Pań Ziemi Sanockiej. Wydawała pismo „Niewiasta Katolicka”, a dla dzieci pismo „Gwiazdka.” Ojciec był szambelanem papieża Leona XIII, doktorem obojga praw i znanym działaczem katolickim na terenie całej Galicji. Rodzina matki – Łubieńscy szczególnie zasłużyła się kościołowi wydając dwóch prymasów i wielu biskupów. Szczególna to była atmosfera jaka panowała w rodzinie Starowieyskich: częsty udział we mszy świętej; codzienne praktykowanie wspólnej modlitwy; przyjmowanie sakramentów świętych. W takim właśnie otwarciu na Boga i sprawy społeczne wzrastało ich sześcioro dzieci, z których bł. Stanisław był trzecim z kolei.

ołtarz mb tablica

Ksiądz proboszcz zwrócił także uwagę na rozwój życia duchowego bł. Stanisława, który poznajemy poprzez prowadzone przez niego notatki, dokumenty, listy, pisma, w których łatwo można zauważyć, że były one głęboko inspirowane fragmentami Pisma Świętego. Dzięki tym zapiskom, jakie po Nim pozostały, wiemy że codziennie prowadził rozmyślania Pisma Świętego, medytację Słowa Bożego. Było to wszystko dla Niego źródłem ogromnej mocy wewnętrznej.

„Choć sam godny potępienia, proszę Cię Panie za siebie i innych, zmiłuj się nad nami, nie pozwól byśmy to, coś nam w miłosierdziu przeznaczył, byśmy dobrowolnie utracili. Zlituj się Panie i mnie tonącemu pozwól innych z toni ratować.”  

Tylko z tej jednej notatki jakże uwidacznia się prawdziwa duchowość chrześcijańska. Zatroskany był o dobro innych i o zbawienie innych. Po Międzynarodowym Kongresie Chrystusa Króla w Poznaniu, spotkał się z Ojcem Maksymilianem Kolbe. Tam wobec niego wyznał swoje pragnienie, że jak odbuduje w Łaszczowie pałac to przeznaczy go na Krajową Centralę Wydawnictw katolickich. Realizacji tych planów przeszkodziła jednak II wojna światowa.  Istotnym elementem duchowości bł. Stanisława Starowieyskiego była cześć i nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Każdego piątku troszczył się o dzieła miłosierdzia pomagając potrzebującym. Do domu Starowieyskich biedni przychodzili po zboże, po drewno i pieniądze. Jego żona, Maria z Szeptyckich prowadziła kuchnię dla ubogich. Zawsze w pierwsze piątki miesiąca Stanisław był u spowiedzi. Tak właśnie dobrym przykładem oboje małżonkowie wychowywali swoje dzieci. Życie bł. Stanisława było naznaczone prawdziwą wiarą, nawet podczas obozowej gehenny. Przyjął ten krzyż z pokorą i zaufaniem. Przepełniony miłością do Boga był dla współwięźniów otuchą i podporą. Do końca swoich dni w obozie nawoływał do spowiedzi.

łaszczów 2 łaszczów 4 Łaszczów 3

Po mszy świętej ks. Zbigniew Kulik poprowadził uczestników spotkania do łaszczowskiego parku, gdzie przy pałacu Szeptyckich opowiadał o dalszym życiu błogosławionego Stanisława Starowieyskiego. Podczas ubiegłorocznego, pierwszego spotkania poświęconego błogosławionemu w Łaszczowie, z jego uczestnikami spotkał się przedstawiciel Rodziny Szeptyckich, Maciej Szeptycki. Dowiedzieliśmy się wówczas przy okazji, że odebrał już akt własności na park, pałac i jest obecnie w trakcie przygotowywania projektu odbudowy. W pałacu ma powstać Dom Aleksandra Fredry, dlatego, że zarówno Starowieyscy jak i Szeptyccy byli skoligaceni z rodziną Fredrów. Przed wojną było w pałacu jeszcze jedno skrzydło, które zburzyli Niemcy, a cegłę wywieźli na utwardzenie lokalnych dróg. Kiedy wybuchła I wojna światowa pałac zamieszkiwali Szeptyccy. W 1915 r., w dzień przed odpustem śś. Piotra i Pawła, czyli 28 czerwca po południu przyjechali kozacy i kazali Szeptyckim opuścić pałac. Pozostawili go na długo. W czasie I wojny światowej Stanisław Starowieyski został zmobilizowany w 1914 r. Służył najpierw na froncie wschodnim, a potem we Włoszech. Następnie współpracował w tworzeniu Wojska Polskiego. Brał udział w walkach o Lwów i Przemyśl. Otrzymał order Virtuti Militari i Krzyż Walecznych. Brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej, ale zachorował w 1920 r. na czerwonkę i zrezygnował z „kariery„wojskowej. W 1921 r. poślubił Marię Szeptycką i wtedy to właśnie Szeptyccy przeprowadzili się z Łaszczowa do Łabuń, pozostawiając majątek łaszczowski młodym. W Łabuniach Szeptyccy zamieszkali w innych budynkach mieszkalnych, ponieważ stary pałac wraz z parkiem oddali Siostrom Franciszkankom Misjonarkom Maryi.

łaszczów 5 pałac Łaszczów 6

Spalony pałac w Łaszczowie odbudował częściowo generał Szeptycki w l. 20 XX w. Był to rodzony brat Aleksandra, czyli przedwojennego właściciela i brat Andrzeja Szeptyckiego, arcybiskupa metropolity lwowskiego obrządku greckokatolickiego. Po wojnie w Polsce bieda była tak znaczna i rażąca, że młodzi Starowieyscy nie zamieszkali w pałacu, lecz w pobliskich czworakach, w których przed wojną mieszkała służba hr. Szeptyckich.  Obecnie czworaki te już nie istnieją. Pozostał zaledwie jeden budynek zajęty niegdyś przez Starowieyskich na stajnię i powozownię. W parku otaczającym pałac Stanisław Starowieyskich organizował wielkie zgromadzenia i spotkania Akcji Katolickiej. Początkowo była to tylko młodzież męska i żeńska, ale nieco później przyjęto jeszcze Katolickie Stowarzyszenie Mężów i Kobiet Katolickich. Starowieyski na własny koszt dawał tym ludziom nie tylko schronienie, ale także utrzymanie, niekiedy kilkudniowe. Część zajęć poświęcano nie tylko sprawom religijnym, ale ze względu na ówczesny stan szkolnictwa, uczono także historii Polski, nauczano różnych zawodów, łącząc to ze sportem i zabawą. Nad pobliskimi stawami organizowano dla młodzieży ogniska, koncerty orkiestr z różnych parafii, spektakle teatralne. Warto podkreślić, że kierowana przez Starowieyskiego Akcja Katolicka po raz pierwszy w sposób planowy i instytucjonalny zagospodarowywała młodzież wiejską. W skali całego kraju, przed wojną, Akcja Katolicka  liczyła sobie ponad 800 tys. członków.

Ponadto niezwykle ciekawe wiadomości przekazał zebranym ks. Kulik na temat zniszczeń zespołu parkowo-pałacowego w Łaszczowie w okresie I wojny światowej. W zasobach Biblioteki KUL w Lublinie odszukał notatkę prasową z Głosu Lubelskiego pt. „Austriacy w Łaszczowie”. W artykule tym wspomniane są również zniszczenia dokonane podczas Wielkiej Wojny w pobliskim folwarku Szeptyckich w Nadolcach, tych samych, w których podczas II wojny światowej zamieszkała rodzina Starowieyskich, kiedy Niemcy zajęli pałac w Łaszczowie.  19 czerwca 1940 r. gestapo wyprowadziło Stanisława Starowieyskiego z dworku w Nadolcach, czego świadkiem były jego dzieci. Nigdy już do nich nie powrócił. Poprzez Rotundę Zamojską, więzienie na Zamku w Lublinie wysłano Go do Sachsenhausen, a potem do Dachau, gdzie dokonał żywota z Wielkiej Soboty na Wielką Niedzielę 12/13 kwietnia 1941 r.  Kiedy wynoszono jego zwłoki z baraku, więźniowie powstali i zdjęli czapki z głów, co nigdy wcześniej nie zdarzyło się na obozowym bloku. Zarząd obozu zawiadomił rodzinę o śmierci z powodu zapalenia płuc, chociaż w rzeczywistości Stanisław Starowieyski został zakatowany esesmańskim butem.

Dobużek ks. Kulik Dobużek 2

Dalsze wspomnienia o błogosławionym Stanisławie Kostce Starowieyskim, przebiegały w Dobużku, w Gospodarstwie Ekologicznym „Anna” należącym do p. Anny i Józefa Woch. Organizatorzy tegorocznego spotkania zapewniają o cykliczności w przyszłości.

opracowanie i zdjęcia: Ewa Lisiecka

Bernardo Morando

Za zgodą dr Jacka Feduszki publikujemy obszerne fragmenty wykładów na temat zamojskiego architekta, Bernarda Morando i jego kamienic budowanych w Rynku Wielkim w Zamościu. Wykłady pt.: „Bernardo Morando – architekt, budowniczy i burmistrz miasta Zamościa” i „Dzieje Kamienicy Morandowskiej” odbyły się 24 kwietnia 2016 r.  i 12 maja 2016 r. w ramach cyklu „Spotkanie z historią w Morandówce”. Wykładom towarzyszyły prezentacje multimedialne przygotowane przez dr Jacka Feduszkę. Oba spotkania, odbywające się w nowo otwartych pomieszczeniach kamienicy, cieszyły dużą frekwencją mieszkańców miasta. W trakcie drugiego spotkania można było dodatkowo obejrzeć znakomite  prace artystów: Henryka Szkutnika; Marka Rzeźniaka i Dariusza Piekuta.

Morandówka 2Morandówka 11Morandówka 13


Dr Jacek Feduszka

Zamość

BERNARDO MORANDO

(ok. 1540 – 1600/1601) i jego kamienice.

  1. Pochodzenie i rodzina Moranda.

Bernardo Morando, nieprzeciętny inżynier, pochodzący z Wenecji lub Padwy, przybył do Polski już jako wykształcony architekt. Według historyków Bernardo Morando urodzony ok. 1540 roku mógł wywodzić się rodu Morando-Serena, którego przedstawiciele pochodzący z Werony byli znanymi fundatorami i konstruktorami sprzętu artyleryjskiego dla Republiki Weneckiej. Z żoną Katarzyną, poślubioną zapewne już w Polsce, miał sześcioro dzieci: synów Mikołaja, Andrzeja, Rafała, Gabriela i córki Kamillę i Lidię. Według pierwszych wzmianek źródłowych od ok. 1569 roku pracował przy rozbudowie zamku królewskiego w Warszawie. Od 1573 roku jako następca architekta Jana Baptysty Quadro prowadził prace przy przebudowie gotyckiego dworu na mieszkanie w zamku królewskim. Pracując przy innych królewskich budowlach, również przy warszawskiej kolegiacie św. Jana., był jednocześnie dzierżawcą cegielni w Warszawie. W 1573 lub 1574 roku wyjechał na krótko do Francji. Po powrocie na krótko do Warszawy przeniósł się następnie w 1575 roku do Lwowa. Tam 1 VII 1578 roku Jan Zamoyski zawarł z nim umowę na budowę rezydencji w swoich dobrach rodowych. B. Morando związał się odtąd z jedną, ale za to unikalną inwestycją, jaką była budowa nie tylko rezydencji J. Zamoyskiego, ale także całego miasta nazwanego „Nowym Zamościem[i].

Przez następne 22 lata B. Morando realizował to skomplikowane i składające się z wielu elementów, zamówienie. Będąc jednocześnie projektantem i wykonawcą, a zarazem przedsiębiorcą budowlanym zatrudniającym kamieniarzy, murarzy i innych specjalistów, Bernardo Morando miał wyjątkową możliwość zaprojektowania i budowy całego miasta, od kompozycji przestrzennej poprzez realizację budowli wewnątrz miasta, a skończywszy na fortyfikacjach Zamościa w tym, bramach wjazdowych. Z Zamościem związał się Bernardo Morando na stałe, tutaj założył rodzinę, nabył nieruchomości był rajcą i burmistrzem w latach 1591-1593 r[ii]. Już na przełomie 1578-1579 roku opracował plan miasta Zamościa, oficjalnie lokowanego w 1580 roku. Pierwszymi realizowanymi przez niego obiektami były: pałac wielki przedni (1578-1586), i dwa tylne – kanclerzyny i jej fraucymeru (1581-1588 r.). Kolejnymi obiektami były: Arsenał zamojski (15821583 r.) oraz Brama Lubelska (przed 1588 r.). W 1587 roku rozpoczął realizację największego dzieła swojego, kolegiaty zamojskiej, zasadniczo ukończonej w 1598 roku. Od 1594 roku budowano (czy też przebudowywano) według projektu Moranda budynki Akademii Zamojskiej oraz bursy, oraz kamienice będące własnością architekta w Rynku Wielkim: dwie własne (obecnie ul. Staszica 25 i Rynek Wielki 7) i kilka innych m.in. dla rodziny Tellanich (obecnie ulica Staszica 23).

  1. Dzieje kamienic morandowskich w Zamościu od XVI do 2. połowy XX wieku.

Bernardo Morando, twórca wzorcowego domu wykonanego na zlecenie kanclerza Jana Zamoyskiego, zaczął wznosić, jak wiemy ze źródeł, kilka z nich już w latach 1581-1582. Jednym z nich był zrealizowany przez Moranda, jego własny dom narożny, usytuowany na działce w zachodniej pierzei Rynku Wielkiego, na rogu ulicy Grodzkiej (w 2 połowie XVIII w., Zamkowej), wiodącej do pałacu Zamoyskich (obecnie: Rynek Wielki 7). Zamieszkiwał w nim wraz z rodziną przez 19 lat od 1581 roku. Dom ten wymieniono w lustracji z 1591 r.. Jego właścicielem, jak odnotowano, był nadal: „Bernart budowniczy[iii].

Dom ten sprzedał Morando w 1598 roku Antoniemu Kieczowi. W zamian za to Bernardo Morando otrzymał pozwolenie na budowę drugiej własnej kamienicy w Rynku (obecnie ul. Staszica 25), usytuowanej naprzeciwko domu wzorcowego, zaprojektowanego przez Moranda i wzniesionego w latach 1591-1599 dla włoskiego kupca Francisca Tellaniego (obecnie ul. Staszica 23). W owym czasie obie te parcele znajdowały się przy ulicy Wodnej (od roku 1594 do początku XVII wieku. Obecnie: ul. Staszica / Rynek Wielki / Bernarda Moranda).

Kamienicę, zwaną obecnie „morandowską” (właściwie powinno się ją nazywać „morandowską II”), zaprojektował dla siebie Bernardo Morando, ale ukończył ją dopiero po 1603 roku, zięć architekta, złotnik ormiański Stanisław Abrahamowicz (żonaty z Lidią Morando). Stanisław Abrahamowicz, mieszczanin zamojski, złotnik wykonujący m.in. prace dla dworu Zamoyskich, należał do najbogatszych mieszczan ormiańskich w Zamościu. Według rejestrów z początku XVII wieku mieszkanie Abtrahamowicza było bogato dekorowane m.in.: „u kupca Abrahamowicza (…) na stole leżał kobierzec turecki (…), a w pomieszczeniach mnogość była kilimów zażywanych tureckich dziesięć (…) ponadto były tam kobierce dywarskie, atoli turkmeńskie i tureckie (…)”. Po śmierci Abrahamowicza rodzina zdążyła zabrać rzeczy najcenniejsze[iv]. Prace przy kamienicy prowadził m.in. budowniczy zamojski Jan Wolff w drugiej ćwierci XVII wieku. Jan Wolff (zm.1653 r.), murator i dekorator zamojski, był najbardziej wziętym budowniczym w mieście, tytułowanym „archimistrzem rzemiosła murarskiego”. Wiązany on jest z budową, bądź rozbudową, co najmniej pięciu kamienic rynkowych (obecnie: Rynek Wielki 4, ul. Staszica 15, 19, 21, 25). Talent rozwijał pod wpływem realizacji Bernarda Morando. Z upodobaniem stosował dekoracje pakietowe, kartusze, znaki herbowe oraz geometryczne ornamenty listwowe na sklepieniach. Motywy czerpał głównie z wystroju Kolegiaty zamojskiej. Widoczne są też wpływy kościoła jezuickiego w Lublinie oraz manierystyczne dekoracje typu włoskiego (renesansowego), w tym formy groteskowe (roślinno-fantastyczne) szczególnie we wnętrzach, a także elementy typu niderlandzkiego w innych miejscach np. w dekoracji fryzu od frontu kamienicy morandowskiej[v].

Przez cały XVII wiek kamienica własnościowo związana była z potomkami Moranda, a także z rodzinami Radułów i najsłynniejszą z nich, Fołtynowiczami (stąd m.in. także nazwa kamienicy „Fołtynowiczowska”). Wśród znanych właścicieli tej kamienicy byli profesorowie i rektorzy Akademii Zamojskiej: od 1657 roku Marcin Fołtynowicz i później w latach 1690-1700 Stanisław Niewieski. Od ok. 1705 do 1709 roku właścicielami kamienicy byli spadkobiercy Stanisława Niewieskiego, a przed 1795 rokiem Paweł i Katarzyna Bidermanowie. Po 1805 roku nieruchomość przeszła w ręce Józefa Kobielskiego. Na przełomie XVIII i XIX wieku wynajmował tutaj mieszkanie architekt Henryk Ittar jak zapisano: „zajmując całe piętro górne, to jest 5 pokojów z kuchnią i spiżarnią (…) strychem całym, tudzież na dole po prawej stronie pokojami 3, komórkami na drwa 2 i piwnicami 2[vi].

Jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku kamienica należała do rodziny Wojciechowskich, a w 1862 roku od rodzeństwa Leopolda i Emilii Wojciechowskich kupił ją Jerzy Frołow, major Zamojskiego Batalionu Straży Wewnętrznej za sumę 4000 rubli srebrem. W 1864 roku odkupiła kamienicę, jego żona, Anna Frołow z domu Czyrymow, która w dwa lata później ( w 1866 roku) odstąpiła nieruchomość za kwotę 3250 rubli srebrem, Dymitrowi Doroszewskiemu, urzędnikowi Wydziału Celnego w Zamościu. Jak można domniemywać w rękach Doroszewskich kamienica pozostawała do początków XX wieku, kiedy nabyła ją rodzina Wojnarowskich, Józefa i Zygmunt Wojnarowski (1865-1937). Byli to m.in. znani zamojscy restauratorzy związani z pierwszą w Zamościu restauracją z prawdziwego zdarzenia w zamojskim hotelu „Victoria”, prowadzoną przez Zygmunta Wojnarowskiego do lat 20. XX wieku oraz restauracją „Centralna” (zwaną potocznie „Centralką”), powstałą w 1912 roku w tzw. Domu Centralnym. Józefa Wojnarowska (zm. 1953 r.), wymieniana we wspomnieniach m.in. przez dr Zygmunta Klukowskiego z racji barwnych wspomnień o słynnej zamojskiej restauracji „Centralka”, do swej śmierci mieszkała w kamienicy morandowskiej[vii]. W okresie międzywojennym w kamienicy zlokalizowano na pierwszym piętrze m.in.: Pracownię Ubiorów Damskich Stanisława Służewskiego (1868-1945), (od lat 20. do początku lat 30. XX w.) i renomowany zakład i sklep obuwniczy (koniec lat 30. XX w.). Na parterze, mieściła się m.in.: znakomita pracownia cholewkarska Władysława Słupeckiego (1891-1966). W okresie II wojny światowej historia kamienicy związana była przejściowo z losami mniejszości ukraińskiej w Zamościu. W 1941 roku w Zamościu niemieckie władze okupacyjne przekazały Ukraińcom dawną cerkiew św. Mikołaja (przed wojną kościół szkolny p.w. św. Stanisława). W latach 1942-1943 społeczność ukraińska w mieście liczyła ok. 500-520 osób. Obok rodzin policjantów ukraińskich, byli to pracownicy urzędów niemieckich, spółdzielni ukraińskich, nauczyciele szkoły ukraińskiej. W Zamościu funkcjonowały sklepy ukraińskie, księgarnia i ośrodek kultury, które mieściły się w latach 1942-1943 właśnie w kamienicy morandowskiej. Od 1941 roku ulica odchodząca od Rynku Wielkiego do Rynku Wodnego otrzymała nazwę: „Morandostrasse” (ulica Moranda). W kamienicy morandowskiej, zagospodarowanej przez społeczność ukraińską funkcjonował oddział zamojski Ukraińskiego Centralnego Komitetu (UCK), współpracującego z Niemcami. W pomieszczeniach kamienicy ulokowane było także biuro notarialne dla społeczności ukraińskiej. Pracował wówczas tutaj najbardziej znany dziełacz wśród społeczności ukraińskiej Zamościa, Roman Perfeckyj (1880-1944), ukraiński polityk, działacz społeczny, poseł do Sejmu Krajowego Galicji X kadencji w 1913 r. (z okręgu Bełz – Sokal – Uchnów). Podczas I wojny światowej działacz Związku Wyzwolenia Ukrainy w obozie jenieckim Wenzlar. W latach 1918-1919 był członkiem Ukraińskiej Rady Narodowej oraz zastępcą państwowego sekretarza spraw wewnętrznych Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej (ZURL). W 1920 roku był delegatem Ukraińskiej Rady Narodowej, a później członkiem emigracyjnego rządu ZURL w Wiedniu i przewodniczącym Zachodnioukraińskiego Towarzystwa Ligi Narodów. W latach 1935-1938 był posłem do polskiego Sejmu IV kadencji z ramienia Ukraińskiego Zjednoczenia Narodowo Demokratycznego (UNDO). W latach 1938-1939 pracował jako adwokat i notariusz na Chełmszczyźnie. W czasie wojny zamieszkał w Zamościu i latach 1940-1944, działał w oddziale zamojskim Ukraińskiego Centralnego Komitetu (UCK) oraz pracował również jako notariusz. Roman Perfecki zmarł w Zamościu w 1944 roku[viii]. Po 1945 roku właścicielką pozostawała Józefa Wojnarowska (zm. 1953 r.). Po jej śmierci w XII 1953 r. bezpośrednimi spadkobiercami pozostawały między innymi rodziny: Słupeckich, Łapińskich, Adamczuków i Kozyrów. W latach 1954-1956, przejściowo pierwsze piętro kamienicy zajmował Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. Od ok. 1960-1961 roku na pierwszym piętrze funkcjonował: Oddział Banku Spółdzielczego w Zamościu, na parterze mieściły się m.in. sklep odzieżowy, sklep spożywczy MHD (Miejskiego Handlu Detalicznego) oraz sklep warzywniczy. Do 1974 roku kamienica pozostawała własnością prywatną[ix].

III. Projekty i prace Bernarda Morando i jego potomków.

Włoch Bernardo Morando (ok. 1540-1600/1601) w decydujący sposób wpłynął na kształt i plan nowego miasta stał się jego głównym architektem. Realizując nie tylko zamysł i plan Jana Zamoyskiego w odniesieniu do budowy miasta, ale również skutecznie zarządzając całym powstającym organizmem miejskim, Morando cieszył się dużym uznaniem mieszczan zamojskich. Wyrazem tego było pełnienie przez niego funkcji rajcy miejskiego i burmistrza w latach 1591-1593. Jako wyraz zaufania, doceniając fachowość i skuteczność w realizacji planów właściciela miasta, Jan Zamoyski wyznaczył mu najwyższą w swoim otoczeniu pensję w wysokości 500 złotych rocznie (dla porównania wół rzeźny kosztował w owym czasie 6-7 zł, a koń rycerski 20-22 zł). Morando czerpał też zyski jako przedsiębiorca budowlany, m.in. za wzniesienie Bramy Lubelskiej otrzymał ok. 3000 złotych. Był właścicielem kilku nieruchomości w mieście: dwóch kamienic w Rynku Wielkim i domu zajezdnego dla kupców, zwanego „Stantią” lub „Giełdą” (w pobliżu Bramy Lwowskiej), wzniesionego przez Bernarda Morando w przed 1598 roku[x]. Budynek ten był własnością rodziny B. Morando do 1603 roku. Składał się z dużego domu zajezdnego, stajni i zabudowań gospodarczych. W jego miejscu obecnie wznosi się kościół oo. franciszkanów. Budynek „Giełdy” sprzedał syn Bernarda Morando, Mikołaj Morando w 1604 roku niejakiemu Lambertowi Fambemelowi, mieszczaninowi zamojskiemu, za sumę „pułósma sta monety i liczby polskiej, każdy złoty licząc po groszy 30”, czyli za 750 złotych. Uczynił tak, ponieważ nie przynosił on spodziewanych przez rodzinę Moranda, zysków[xi].

Najokazalszym budynkiem w obrębie Rynku Wielkiego budowanym przez Moranda w Zamościu jest niewątpliwie Ratusz. Przewidziany on był od początku w koncepcji urbanistycznej Zamościa, realizowanej od 1580 roku. Budowę Ratusza rozpoczęto w 1591 roku. Wzniesiony został w pierzei północnej (ormiańskiej) na zrębie dwóch budynków zlokalizowanych na działkach będących własnością Bernarda Morando, głównego architekta i projektanta miasta. Fundamenty budynków tam istniejących pochodziły z końca lat 80. XVI wieku. Ratusz powstał w jednej linii z kamienicami sąsiednimi, a nie centralnie na Rynku, jak to czyniono zazwyczaj. Do pozostałych kamienic upodabniał się podcieniami, a wyróżniał się spośród nich okazałą wieżą. Wieża ok. roku 1605, wobec groźby zawalenia, wzmocniona została potężnymi skarpami wykonanymi przez muratora Michała Belthera (zm. 1609 r.), pochodzącego z Turyngii w Zamościu właściciela cegielni i taksatora nieruchomości.

Kolejny z potomków Bernarda Morando, Gabriel Morando (Morenda) (1581-1644), dr prawa, absolwent Akademii Zamojskiej i Uniwersytetu w Padwie gdzie w 1615 uzyskał tytuł dr prawa. Częściowo idąc w ślady ojca, pełnił funkcję wójta zamojskiego, ale zasłynął przede wszystkim jako sędzia w sprawach obcych i profesor matematyki Akademii Zamojskiej, a później jako doradca hierarchów kościelnych w Krakowie. W 1618 roku przyjął święcenia kapłańskie i pełnił funkcję audytora biskupiego. W kościele oo. dominikanów w Krakowie znajduje się epitafium Gabriela Morando z herbem rodowym Mora, przedstawiającym „głowę murzyna”[xii].

Nie znamy nazwisk bezpośrednich kontynuatorów dzieła Bernarda Morando na stanowisku burmistrza miasta. Funkcje burmistrza z zasady powierzano zamożniejszym mieszkańcom miasta. Tak było w przypadku kolejnych burmistrzów Zamościa w XVII stuleciu.

Obok wielu wybitnych realizacji architektonicznych dokonanych w Zamościu, realizacja przez B. Morando zamojskich fortyfikacji wysuwa go na czoło ówczesnych architektów wojskowych. Pracując w Zamościu B. Morando ok. 1589 roku kierował także modernizacją fortyfikacji Lwowa. W 1589 roku władze Lwowa zwróciły się do Jana Zamoyskiego z prośbą o przysłanie swego architekta dla przygotowania „delineacyi szańców”, które miały być sypane pod Wysokim Zamkiem. Wznoszenie szańców rozpoczęto na początku września, a zakończono po dwóch miesiącach. Dziełem Moranda były nie tylko szańce, ale także „delineacya”, czyli graficzny projekt obrony całego miasta. Po kilku tygodniach pobytu we Lwowie wraz z żoną Katarzyną udał się Morando do Płoskirowa, gdzie przebywał Jan Zamoyski. Wzniesiony, zapewne według projektów Moranda zamek płoskirowski dla starosty halickiego i kołomyjskiego Stanisława Włodka, syna Elżbiety z domu Zamoyskiej (siostry kanclerza Jana Zamoyskiego), nie zachował się. Zamek został zniszczony podczas wojen kozackich w XVII wieku. Z łoskirowa udał się Morando do Kamieńca Podolskiego. Jego pobyt w twierdzy kamienieckiej miał zapewne także związek z pracami fortyfikacyjnymi[xiii].

Nie ulega wątpliwości, że w Zamościu twórcą całego założenia fortyfikacyjnego był włoski architekt Bernardo Morando. Wznoszenie miasta-twierdzy wymagało w czasach budowy Zamościa szczególnych umiejętności i najwyższej sprawności działania. Musiało ono być znakomicie zaplanowane i przygotowane, a potem szybko i bezbłędnie przeprowadzone. Jeżeli twierdza stawała na terenach zagrożonych atakiem wroga, dopiero moment zakończenia podstawowych prac fortyfikacyjnych nadawał jej przydatność obronną. Dopóki trwały roboty, a obwód wałów nie był zamknięty, wznoszona forteca prowokowała nieprzyjaciół do ataku i zniszczenia niedopełnionego dzieła, zanim osiągnie ono stan gotowości do obrony. Zdawano sobie z tego sprawę i starano się skrócić do niezbędnego minimum czas budowy. Dziełem Moranda jest większość narysu fortyfikacyjnego, stare bramy: Lubelska i Lwowska i prawdopodobnie także Szczebrzeska, mur obwodowy pałacu zamojskiego wraz z tryumfalną bramą wjazdową oraz pierwszy arsenał zamojski.

Ani autor założenia urbanistycznego, ani twórca twierdzy nie mógł w tych czasach zaprojektować do końca swego dzieła „na papierze”, przed rozpoczęciem prac budowlanych. W tej fazie powstawała jedynie ogólna koncepcja i wstępne założenia rozwiązania przestrzennego; tak mógł powstać, ale nie zawsze, projekt architektoniczny ograniczony do niewielkiej działki budowlanej, ale nie projekt skomplikowanego założenia przestrzennego, dostosowanego do fizjografii rozległego terenu. Nie było, bowiem możliwości uzyskania precyzyjnego jego pomiaru, zwłaszcza wysokościowego, a ponadto przed rozpoczęciem robót ziemnych nie można było rozpoznać właściwości gruntu. Zmuszało to do stałej pracy nad rozwijaniem i korygowaniem projektu, a dokonywał tego najczęściej jego autor, który najlepiej znał założenia swego dzieła i wiedział, jakim zabiegom adaptacyjnym może ono zostać poddane. Pierwszą, więc z trosk organizacyjnych potencjalnego fundatora miasta-twierdzy musiało być znalezienie architekta, który zapewniłby tej kreacji nie tylko wysoki poziom wstępnego projektu, ale który by przez całe lata mógł go rozwijać – aż do nadania miastu podstawowych kształtów. Takim projektantem, a zarazem inwestorem – przedsiębiorcą był w Zamościu Bernardo Morando. Jego wielokrotne działania projektowe zdradza m.in. kilkakrotne zatrudnianie Franciszka Porowskiego do prac mierniczych. Istotnym elementem w konstrukcji miasta-twierdzy w przypadku Zamościa było także odchodzenie od form „idealnych”, stanowiących punkt wyjścia projektu wstępnego, wymagało to dodania elementów nowych, na miejsce zdezaktualizowanych. Zmiany linii kurtyn twierdzy wymuszone jakością gruntu, pociągały za sobą konieczność nadania nowej formy bastionom (stąd m.in. „podwójny” charakter bastionu 3, składającego się z dwóch mniejszych obiektów obronnych). Każdy obiekt w takim działaniu wymagał indywidualnego projektowania, mimo tego, że szkic wyjściowy mógł zawierać projekt doskonały i w pewnym sensie abstrakcyjny (teoretyczny). Konieczność uzupełniania i modyfikowania projektu wyjściowego dotyczyła także zagospodarowania wnętrza miasta-twierdzy[xiv].

Bernardo Morando zmarły w Zamościu ok. 1600/1601 roku w Zamościu, pochowany został prawdopodobnie w podziemiach Kolegiaty zamojskiej, po przeciwległej stronie od krypt Ordynatów zamojskich.

[i] G. Doti, Morando Bernardo, [in:] Dizzionario Biografio degli Italiami, vol. 76, 2012, p. 481; J. Kowalczyk, Morando Bernardo, w: Polski Słownik Biograficzny t. 21, 1976, s. 693;

[ii] W. Tygielski, Włosi w Polsce XVI-XVII wieku. Utracona szansa na modernizację, Warszawa 2005 s. 225; Zob. M. Lewicka, Bernardo Morando, Warszawa 1952;

[iii] B. Horodyski, Najstarsza lustracja Zamościa (1591 r.),[ w:] Teka Zamojska I (V) z. 4, 1938 s. 210 i n.

[iv] M. Zakrzewska-Dubasowa, Ormianie w dawnej Polsce, Lublin 1982 s. 193, 197;

[v] A. Kędziora, Encyklopedia miasta Zamościa, Zamość 2012, s. 762; Autor składa w tym miejscu serdeczne podziękowania dr Piotrowi Kondraciukowi za przekazanie cennych uwag i informacji.

[vi] A. Kędziora, Encyklopedia miasta Zamościa, Zamość 2012, s. 250; Dokumentacja historyczno-konserwatorska bloków mieszkalnych południowej pierzei Rynku Wielkiego w Zamościu, oprac. Z. Baranowska, H. Sygietyńska-Kwoczyńska, Warszawa 1965, mps. OBDZ w Zamościu Nr 2165;

[vii] A. Kędziora, Staromiejskie mieszkanie A.D. 1954, w: Archiwariusz Zamojski, 2003, Zamość 2003, s. 51-58

[viii] R. Potocki, Idea restytucji Ukraińskiej Republiki Ludowej (1920-1939), Lublin 1999; J.J. Burski, Petlurowcy. Centrum Państwowe Ukraińskiej Republiki Ludowej na wychodźstwie (1919-1924), Kraków 2004; I. Чорновол, 199 депутатів Галицкого сейму, Лвів 2010; A. Kędziora, Encyklopedia miasta Zamościa, Zamość, 2012;

[ix] Opis na postawie informacji udzielonych przez dr Jerzego Słupeckiego z Zamościa.

[x] E. Lorenz, Kościół i klasztor ojców Franciszkanów w Zamościu, Niepokalanów 1995 s. 6; J. L. Adamczyk, Morando Bernard, [w:] Słownik Biograficzny Techników Polskich, Warszawa 2007 t. 18, s.13;

[xi] E. Lorenz, op. cit. s. 6

[xii] A. Kędziora, Encyklopedia miasta Zamościa, Zamość 2012 s. 414; J. L. Adamczyk, Morando Bernard, [w:] Słownik Biograficzny Techników Polskich, Warszawa 2007 t. 18, s. 15;

[xiii] J. L. Adamczyk, Morando Bernard, op. cit. s. 14; Zob. A. Gruszecki, Rozważania na temat fortyfikacji Zamościa i ich nowoczesności, [w:] Konserwatorska Teka Zamojska. Problematyka konserwatorska fortyfikacji nowożytnych, cz. I, Warszawa-Zamość 1983 s. 29-34;

[xiv] T. Zarębska, Zamość miasto idealne i jego realizacja, w: Zamość miasto idealne, red. J. Kowalczyk, Lublin 1980 s. 9-11;


Morandówka 10 Morandówka 7 Morandówka 5

 Kamienica morandowska w 1961 roku, reprodukcja Muzeum Zamojskie Autograf Bernadra Morando reprodukcja Muzeum Zamojskie Morandówka 1

Jacek Morandówka 6 Morandówka 3

M2 M3 M 4

Henio Marek darek

zdjęcia: reprodukcje zasobów Muzeum Zamojskiego i evel

Spotkanie autorskie z Agnieszką Szykuła-Żygawską

Na przestrzeni dwóch ostatnich czwartków szkoleniowych, zamojscy przewodnicy mieli niebywałą przyjemność wysłuchać wykładów dr Agnieszki Szykuła-Żygawskiej. Pierwsze z tych spotkań odbyło się w auli PWSZ im. Szymona Szymonowica w Zamościu w dniu 31.03 2016 r. i było poświęcone Pani Roztocza – Matce Boskiej Krasnobrodzkiej.  Drugie natomiast związane było z promocją najnowszej książki dr Agnieszki Szykuła-Żygawskiej – „Wokół dworu i pałacu w Łabuńkach 1771-1944”.

ksiażka Agnieszka Szykuła-Żygawska ksiażka 2

————————————————————————————————————————–

Agnieszka Szykuła-Żygawska – urodziła się w Szczebrzeszynie, mieszka w Łabuńkach. absolwentka Liceum Plastycznego w Zamościu, edukacji artystycznej w zakresie sztuk plastycznych w Instytucie Sztuki UMCS oraz Historii Sztuki w KUL. W 2010 r. uzyskała tytuł doktora nauk humanistycznych w dziedzinie historii sztuki na podstawie rozprawy „Rzeźba sakralna w kręgu wpływów Ordynacji Zamojskiej 1589-1806″, napisanej w Katedrze Historii Sztuki Kościelnej Instytutu Historii Sztuki KUL. Laureatka konkursu im. prof. dra Szczęsnego Dettloffa, organizowanego przez Stowarzyszenie Historyków Sztuki na prace naukowe młodych członków stowarzyszenia. Stypendystka Prezydenta Miasta Zamość w 2012 roku. Redaktor „Zamojskiego Kwartalnika Kulturalnego”, autorka i współautorka 5 książek oraz artykułów dotyczących sztuki i kultury materialnej XVIII i XIX wieku (ze szczególnym uwzględnieniem Zamojszczyzny).

—————————————————————————————————————————

AgnieszkaPierwsza z przedstawionych książek „Matka Boska Krasnobrodzka. Szafarka Łask, Pocieszycielka Zamojszczyzny…” prezentuje historię wizerunków Matki Boskiej adorującej Dzieciątko, powstałych z inspiracji wydarzeniami w borze pod Krasnobrodem 1640 roku. Książka powstała w roku jubileuszu – 50 lat od koronacji cudownego obrazu Matki Boskiej Krasnobrodzkiej. Jest swoistym pokłonem przed Panią Roztocza w podzięce za prawie 400 letnią opiekę nad mieszkańcami Zamojszczyzny, Agnieszka 2dowodem nieustającego kultu i przyczynkiem do dalszych badań nad historią ikonografii cudownego wizerunku Matki Boskiej Krasnobrodzkiej.  Wykładowi dr Agnieszki Szykuły-Żygawskiej towarzyszyła przygotowana przez Nią prezentacja multimedialna obrazująca wyniki badań prowadzonych przed wydaniem książki.

prezentacja prezentacja 2 prezentacja 3

Kolejną książkę Pani Agnieszki – „Wokół dworu i pałacu  w Łabuńkach 1771-1944” słowem wstępnym opatrzył  ks. prof. nadzw. dr hab. Czesław Galek:...”Autorka we wstępie do książki manifestuje swoje przywiązanie do ziemi swojego urodzenia i zamieszkania:

ASŻ„Jako mieszkanka Łabuniek, zainteresowana przeszłością swej małej ojczyzny przedstawiam pokłosie moich kilkunastoletnich poszukiwań: dzieje Łabuniek od czasów kiedy powstał tu najpierw dwór, a następnie w jego miejscu wytworny w swej architekturze pałac”.  Prezentowana książka ukazuje dzieje miejscowości, w której jak w soczewce ogniskują się burzliwe dzieje tej części Zamojszczyzny, która znajdowała się na skrzyżowaniu kultur i religii. Tutaj przeplatały się wpływy religii prawosławnej, rzymskokatolickiej i greckokatolickiej. […] Historię tej ziemi tworzyli nie tylko duchowni różnych wyznań i właściciele Łabuniek, ale także rzemieślnicy i chłopi; nie tylko autochtoni, ale także przybysze z Niemiec i Moraw. AS 4

Książkę czyta się z wielkim zainteresowaniem, ponieważ pisze ją Osoba, która żyje tym, co pisze. A więc pisze ją nie tylko umysłem wspartym aparatem naukowym, ale przede wszystkim „sercem” kochającym swoją „ojcowiznę”. Książka oparta jest o bogatą bazę źródłową, której kwerenda odbyła się w rożnych zasobach archiwalnych oraz na opracowaniach historycznych oraz artykułach prasowych. Jej walory poznawcze wykraczają poza gminę Łabunie i Zamojszczyznę, ponieważ są ważnym przyczynkiem do zrozumienia uwarunkowań historycznych ziem leżących na skrzyżowaniu Wschodu i Zachodu Europy…”

AS 3Spotkaniu autorskiemu, które odbyło się w gościnnych progach Muzeum Zamojskiego, towarzyszyła również prezentacja multimedialna, która wzbogaciła wykład dr Agnieszki Szykuła-Żygawskiej. Oprócz historii dworu i pałacu w Łabuńkach dzięki tej książce poznamy także dzieje mniej znanych rodów, które zamieszkiwały na tym terenie. Dowiemy się gdzie leżało tzw. Szwedzkie Oko; jakie były losy cerkwi w Łabuńkach; co wspólnego ma z Łabuńkami historia Dywizjonu 303 oraz jaki skarb nadal skrywa ziemia w Łabuńkach. To książka wielowątkowa. Każdy znajdzie w niej dla siebie interesujące informacje. Dla regionalistów wręcz nieoceniona.

Prezentowana powyżej publikacja to zbiór artykułów, powstałych w oparciu o gromadzone przez Autorkę od ponad 15 lat materiały. Najważniejszym i wiodącym tematem tej cennej pozycji jest tytułowy pałac w Łabuńkach – w latach 1947-1996 siedziba szkoły podstawowej, której Pani Agnieszka jest wychowanką.

AS 2 A S AS 6

opracowanie i zdjęcia: evel

Polonica w Wiecznym Mieście

Grupa przewodników z Koła Przewodników Terenowych PTTK O/Zamość im. Róży i Jana Zamoyskich wybrała się do Rzymu, aby po raz kolejny odkrywać Polonica w Wiecznym Mieście. Całość wyprawy zorganizował kol. Paweł Rembisz właściciel biura podróży Magna Mundi. Pierwszego dnia zainteresowała nas historia Term Dioklecjana.

Termy Dioklecjana powstały w latach 298 – 306 naszej ery jako wielki kompleks rekreacyjny Starożytnego Rzymu. Na przestrzeni 13 hektarów urządzono łaźnie, baseny kąpielowe z gorącą wodą – caldarium, ciepła – tepidarium i zimną – frigidarium, można też było korzystać z kąpieli parowych i słonecznych. Znajdowały się tu sale gimnastyczne, biblioteki, ogrody, bary i sklepy oraz inne atrakcje rekreacyjne. Z term jednorazowo mogło korzystać 3 tysiące osób. Przy budowie term pracowało 40 tysięcy niewolników – chrześcijan. Materiałem budowlanym była cegła i cement, w konstrukcji stosowano na wielką skalę przecinające się półokrągłe sklepienia i kopuły. Podłogi wyłożone były różnorodnymi marmurami, sklepienia pokryto szkłem i złocisto niebieskimi stiukami.

Po upadku Imperium Rzymskiego termy popadły w zapomnienie, częściowo pełniły miejsce składu materiałów budowlanych. W XVI wieku papież Pius IV zaadoptował korpus główny term  na potrzeby kultu chrześcijańskiego, powstała bazylika Santa Maria degli Angeli e dei Martiri ( Bazylika Matki Bożej Anielskiej i Męczenników) przy Piazza della Repubblica. Projekt przebudowy przygotował Michał Anioł Buonarroti. Po śmierci Michała Anioła pracę kontynuował Giacomo Del Duca. Praca nie była łatwa, mocno zdegradowane termy przypominały ruiny przeznaczone do rozbiórki. Michał Anioł zachwycony tą budowlą opracował taki projekt przebudowy, aby w jak najmniejszym stopniu naruszyć starożytną budowlę. Wchodząc do bazyliki zachwyciła nas ogromna przestrzeń, która dzięki doskonałemu projektowi przebudowy, zachowała autentyczne założenia przestrzenne, oryginalne sklepienie z III wieku. Widok nawy głównej daje wyobrażenie wielkości term i ich staranne budowanie. Michał Anioł projektując bazylikę nie tylko nie naruszył wewnętrznej formy term ale również zachował zewnętrzną fasadę, pozostawiając postrzępiony czasem mur.

Dla turystów z Polski budowle z III wieku są czymś niezwykłym, wielkość i rozmach jest nieporównywalny. Jakże wielkie wrażenie robi współczesny akcent umieszczony w centralnym miejscu, a mianowicie drzwi, właściwie wrota ze złoconego brązu w elewacji głównej bazyliki. Projekt nowych „Wrót Anielskich” wykonał polski artysta rzeźbiarz Igor Mitoraj w 2006 roku. Na drzwiach umieszczono płaskorzeźby ze scenami z życia Marii i Chrystusa, z prawej Zwiastowania, z lewej strony Zmartwychwstania. Drzwi o wysokości ponad 6,5 metra ważą 3 tony. Płaskorzeźby nawiązują stylistyką do rzeźby antycznej. „Igor Mitoraj pracował nad dziełem dwa lata. Za główny motyw Wrót Anielskich wybrał dwa kluczowe – jego zdaniem – momenty dla chrześcijaństwa, wspomniane Zwiastowanie i Zmartwychwstanie. Tak w jednym, jak i drugim przypadku postawił na ascezę, niedopowiedzenie i niezbadaną do końca tajemnicę. Generalnie skrzydła Wrót Anielskich są niepokojąco puste. Ich płaszczyznę pokrywa w górnej i dolnej części drobna, nieregularna faktura, podczas gdy w partii środkowej powierzchnia obu skrzydeł drzwi jest gładka. Wyrastają z niej widoczne tylko częściowo (okaleczone), ukazane z profilu ciała: pochylonego anioła z jednym skrzydłem i pogrążonej w modlitwie Matki Boskiej, pozbawionej rąk i nóg, ubranej w opinającą jej delikatne ciało suknię w typie mokrych szat (z prawej strony), oraz naga, w ujęciu en face, sylwetka dobrze zbudowanego Chrystusa z odciśniętym głęboko w jego umięśnionym ciele negatywem krzyża (z lewej strony). Kompozycję dopełnia kilka małych, obandażowanych i pozbawionych ochronnej powłoki ludzkich (anielskich?) główek, rozmieszczonych asymetrycznie. Ważnym elementem Wrót Anielskich jest także ich kolorystyka, uzyskana przez zastosowanie specjalnej patyny z dominantą złamanej żółci i delikatnego brązu, co koresponduje ze strukturą ceglanego muru po bokach” (Lechosław Lameński, Akcent nr 4/2014)

Była to pierwsza sakralna realizacja polskiego artysty i od razu ogromne wyzwanie twórcze.
Po przekroczeniu „Wrót Anielskich” wchodzimy do wnętrza bazyliki, robi na nas ogromne wrażenie. Spoglądając w górę widzimy oryginalne rzymskie sklepione wnętrze liczące 1700 lat, gdy spojrzymy w dół widzimy na posadzce zegar słoneczny z 1702 roku – słynną meridianę papieską (z łac. meridiana – linia południkowa), zaprojektowany na zlecenie papieża Klemensa XI, był to kiedyś najdokładniejszy zegar w Rzymie. Zegar uroczyście odsłoniła w dziewiętnastą rocznicę bitwy pod Wiedniem, Maria Kazimiera Sobieska, żona króla Jana Sobieskiego. Wydarzenie to upamiętniono brązową tabliczką umieszczoną w posadzce kościoła, nieopodal tabliczki upamiętniającej wiktorię wiedeńską.
(Linia południkowa służyła nie tylko do wyznaczania momentu południa, ale do precyzyjnego ustawienia instrumentów (np. kwadrantu) podczas nocnych obserwacji nieba. Za pomocą tego prostego przyrządu można też zmierzyć długość dnia (wystarczy znaleźć czas pomiędzy południem podczas dwóch kolejnych dni) i obserwować jej zmiany w ciągu roku, wyznaczając momenty równonocy i przesileń. Zatem meridiany pełniły także rolę kalendarzy.
Na podstawie takich właśnie obserwacji dokonanych w Watykanie w 1582 roku za pomocą wybudowanej na polecenie papieża Grzegorza XIII linii południkowej, przeprowadził on słynną reformę kalendarza i wprowadził kalendarz zwany do dziś na jego cześć gregoriańskim, by skorygować błędy kalendarza juliańskiego. Watykańska linia południkowa znajduje się w zbudowanej w 1576 roku wysokiej na 73 metry Wieży Wiatrów, która zachowała się do dziś i nazywana jest Obserwatorium Gregoriańskim (www.matematyka.wroc.pl/doniesienia/wroclawska-meridiana).

We wnętrzu bazyliki Santa Maria degli Angeli e dei Martiri kolejne zaskoczenie, rzeźba autora „Wrót Anielskich” Igora Mitoraja tym razem „Głowa św. Jana Chrzciciela”, którą to rzeźbę artysta podarował w 2006 roku.
„Ulubionym i trzeba przyznać bardzo efektownym zabiegiem formalnym stosowanym przez Igora Mitoraja jest także „owijanie” fragmentów ciała ludzkiego – przede wszystkim głów – czymś przypominającym bandaż, śmiertelny całun, pod którego pojedynczymi lub gęstymi zwojami możemy się jedynie domyślać poszczególnych kształtów. Ten sposób wydobywania – zarówno z bloku marmuru, jak i z brązu – kolejnych detali anatomicznych, tworzących w przestrzeni bryłę głowy ludzkiej, świadczy nie tylko o mistrzostwie, wielkiej dojrzałości warsztatowej artysty, ale wskazuje również jednoznacznie na jego fascynacje pierwowzorem, jakim był tzw. styl mokrych szat w rzeźbie antycznej” (Lechosław Lameński, Akcent nr 4/2014).
Z Bazyliki Santa Maria degli Angeli e dei Martiri udajemy się na Piazza della Rebubblica …. już z daleka wita nas postać Jana Pawła II, wspaniała rzeźba ustawiona z okazji beatyfikacji w 2011 roku (cdn.).

Rzym 5 Rzym Rzym 6

Rzym 3 Rzym 2 Rzym 7

tekst: Maria Rzeźniak,

zdjęcia: Jadwiga Kozłowska, Marek Rzeźniak

Wioski tematyczne – „Jagodowa Wioska”

Od około dziesięciu lat powstają na terenach polskich wsi, tzw. wioski tematyczne. Pomysł na temat wiodący w danej społeczności wiejskiej, podejmują zazwyczaj miejscowi społecznicy, zaangażowani w rozwój swojej małej ojczyzny lokalnej. Takie wioski tematyczne o wiele szybciej przechodzą z formy stagnacji w aktywny i ukierunkowany rozwój. Oferta nowego produktu turystycznego poszczególnych wiosek tematycznych jest ściśle związana m.in. z posiadanymi zasobami naturalnymi, które są potencjalnymi źródłami zarobku dla aktywizującej się społeczności wiejskiej.

W ciągu minionych lat popularyzacji wiosek tematycznych w Polsce, na Lubelszczyźnie powstało ich już kilkanaście, gdzie prym wiedzie Gmina Hrubieszów (ok 10). Przykładowo „Wieś Gotów” w Masłomęczu. Do grona lubelskich liderów zaliczyć można także: „Wieś Garncarską” w Łążku Garncarskim; „Wieś Tatarską” w Studziance; „Krainę Rumianku” w Hołownie; „Wieś Kowalską” w Wojciechowie; „Wieś Dyniową” w Zaliszczu, czy też „Wieś Pszczelarską” w Pszczelej Woli.

questJedną z ostatnio uruchomionych, lubelskich wiosek tematycznych jest „Jagodowa Wioska” w Długim Kącie, która powstała z inicjatywy Stowarzyszenia Rozwoju Wsi „Zakątek Roztocze”. Twórcy postawili na bogactwo przyrodnicze tego jagodowego zagłębia Roztocza. Od lat mieszkańcy, w tym także i dzieci, zbierają w okolicznych lasach jagody, borówki, maliny, jeżyny, żurawiny i grzyby. W sezonie, lasy corocznie obdarowują obficie mieszkańców i wspomagają ich budżet domowy. W czym więc nowatorstwo obecnego pomysłu? W przedsiębiorczości! Nie bogaci się bowiem tylko ten, kto sprzedaje po niskiej cenie swoje zasoby naturalne, po to tylko, aby inni wytworzyli z niego produkt, który sprzedadzą z dużym zyskiem. Przejmując bowiem w swoje ręce proces przetworzenia „od zasobu do produktu” przejmujemy jednocześnie zyski, eliminując kolejnych pośredników. Wszystkich „jagodowych pomysłów” Jagodzianie nie ujawniają od razu, z uśmiechem kwitując, że konkurencja nie śpi. 

folderPierwszym, wymiernym przejawem działalności „Jagodowej Wioski” było opracowanie, wydanie i wdrożenie w życie Questu „Tajemnice Magicznego Lasu w Długim Kącie”. Przejście wyznaczonej, leśnej trasy spacerowej (poza oznaczonymi szlakami turystycznymi)  zajmuje około dwóch godzin na odcinku około pięciu kilometrów. Na taką wędrówkę skusi się każdy, kto kiedykolwiek zasmakował w harcerskich podchodach. Wartość poznawcza proponowanego questu to nie tylko bogactwo przyrodnicze tego roztoczańskiego zakątka, to także odkrywanie dziedzictwa kulturowego i historycznego długokąckiej ziemi.

W minioną, „walentynkową” niedzielę, 14 lutego 2016 r. organizatorzy „Jagodowej Wioski” testowali wraz z mieszkańcami i przyjezdnymi gośćmi trasę questu. Rozwiązywanie zagadek terenowych, włączone w przemarsz, umilało przejście szczególnie najmłodszym. Punktem kulminacyjnym trasy spacerowej był krzyż z okresu powstania styczniowego i przepiękna opowieść o „Figurze Lasowego” związana z jego fundacją. Uczestnicy questu mogli także poznać historię mieszkańców tych terenów m.in.  z okresu ostatniej wojny światowej. Zachwycało jednak przede wszystkim bogactwo przyrodnicze ustalonej trasy, które pomimo lutowej aury nie straciło zupełnie nic ze swojego uroku. Dzień był prawie wiosenny. Żywiczny zapach sosnowego lasu, urokliwe oczko wodne, bagienne stanowiska chronionej roślinności, nieoceniony balsam jodłowych zagajników, to tylko niektóre z tych drogocennych dla człowieka dobrodziejstw.  Zwielokrotnienie tych darów przynosi wiosna, lato i jesień.

krzyz na trasie ognisko

Po odnalezieniu „skarbu” uczestnicy questu ogrzali się przy ognisku, rozpalonym nieopodal gościnnej wiaty, usytuowanej na polanie zwanej przez miejscowych „Wygonem”. Potem mieli przyjemność w świetlicy zakosztować przysmaków „Jagodowej Wioski” wśród których prym wiodły: „sezonowa zupa”; jagodzianki i dobroczynny jagodowy napój.

dziewczyny jagodzianki posiłek

Zamojscy przewodnicy też tam byli i jagody w płynie pili! Polecamy wszystkim ten nowy, turystyczny produkt jagodowy. Więcej o „Jagodowej Wiosce” w Długim Kącie znajdziecie Państwo po linkiem: http://jagodowawioska.pl/wioska.html

tekst i zdjęcia: Ewa Lisiecka


Wieś Tatarska w Studziance

mizar rogal tatar

Kraina Rumianku w Hołownie

Hoł Hołowno Hołowno2

Wieś Garncarska w Łążku Garncarskim

łążek garnki garncarstwo

Amicus Museum 2015

amicus

„Amicus Museum” – to wyróżnienie jakim Muzeum Zamojskie honoruje osoby, które w największym stopniu przyczyniły się do promocji muzeum i jego rozpropagowania wśród turystów i zwiedzających. W roku ubiegłym dyplomem „Przyjaciel Muzeum 2014” uhonorowano przewodników, którzy najczęściej z grupami turystów odwiedzali wystawy muzealne: Janusz Malicki, Bożena Smutniak i Dominika Lipska.

troje trójka. trójka

Także w tym roku Dyrektor Muzeum Zamojskiego, Andrzej Urbański podziękował im upominkami za ubiegłoroczny wkład pracy na rzecz muzeum. Spotkanie przyjaciół muzeum odbyło się w miniony czwartek 4 lutego 2016 r., w sali koncertowej Muzeum Zamojskiego. Zaszczycili je swoją obecnością: Prezydent Miasta Zamościa Andrzej Wnuk, Przewodniczący Rady Miasta Wojciech Matwiejczuk, przedstawiciel Biura Turystyki i Promocji Jacek Bełz, radna Joanna Budzyńska.

prezydent 5 prazydent 4 dyrektor

Dyplom „Amicus Museum” corocznie zdobi inny motyw, wybrany spośród szczególnie cennych eksponatów muzealnych, pozyskanych aktualnie dla zbiorów Muzeum Zamojskiego. W roku ubiegłym dyplomy zdobiła srebrna taca, którą ofiarowano Józefowi Piłsudskiemu w Zamościu, podczas Mszy Świętej na Rynku Wielkim w 1922 r. Podobnie w 2015 r. Muzeum Zamojskie zakupiło szereg nowych nabytków, a wśród nich kilka eksponatów związanych z rodziną Namysłowskich. Jednym z nich jest orzeł ze zwieńczenia Gwiaździstego Sztandaru USA, którym obdarowano Stanisława Namysłowskiego, dyrektora i dyrygenta Orkiestry Włościańskiej Karola Namysłowskiego podczas tournee po USA w 1925 roku. Właśnie wizerunek tego orła zdobi „Amicus Museum 2015”. Dyrektor Andrzej Urbański wspomniał także o prowadzonej Kronice „Amicus Museum”, w której honoruje się najbardziej zasłużonych dla Muzeum przewodników, nauczycieli i inne osoby z zamojskiego środowiska.

m1 prezydent m6

Laureatami „Amicus Museum 2015” zostali: Maria Puźniak – przewodnik, animator turystyki; Andrzej Pogudz – nauczyciel historii (także przewodnik); Michał Pałczyński – nauczyciel. Wyróżnienie dla Marii Puźniak miało ten szczególny wymiar, że sumowało działalność przewodnicką na rzecz Muzeum Zamojskiego nie tyle za jeden rok, co za szereg lat współpracy. To przykład wiernej i wręcz przyjacielskiej postawy wobec instytucji pokrewnej zainteresowaniom tego historyka, nauczyciela, wychowawcy, przewodnika i animatora turystyki. Z branży nauczycielskiej uhonorowano nauczycieli I i II Liceum Ogólnokształcącego w Zamościu: Michała Pałczyńskiego i Andrzeja Pogudz. Z wypowiedzi Dyrektora Muzeum Zamojskiego wynikało, że Andrzej Pogudz to wyjątkowo życzliwy muzeum nauczyciel, który nie tylko sam stale w nim bywa i z nim współpracuje, ale także bardzo często przyprowadza tutaj młodzież z liceum w którym uczy. Podobnie Michała Pałczyńskiego, uczącego historii w I LO cechuje niebywały patriotyzm lokalny i umiłowanie historii naszego regionu, który wszczepia swoim uczniom nie tylko na lekcjach historii, ale także podczas tematycznych lekcji muzealnych, organizowanych w porozumieniu z Muzeum Zamojskim. Także jego uczniowie bardzo często odwiedzają wystawy i chętnie uczestniczą w każdym spotkaniu związanym z historią Zamojszczyzny. Przy okazji tych wyróżnień Andrzej Urbański złożył podziękowania dla wszystkich dyrektorów i nauczycieli zamojskich szkół, za dotychczasową współpracę z Muzeum Zamojskim. Pan Prezydent Andrzej Wnuk pogratulował laureatom „Amicus Museum 2015”, podkreślając że jest wręcz przekonany iż tytuł „Przyjaciela Muzeum” wręczono jak najbardziej zasłużenie właśnie tym Osobom. Wyraził także nadzieję, że za rok laureaci tego wyróżnienia zostaną nagrodzeni bardziej cennymi nagrodami, deklarując ze swej strony pewne środki finansowe na ten cel.

Amicus 3 amicu sala, amicus sala.....

Po wręczeniu dyplomów i nagród nominowanym, Andrzej Urbański dokonał podsumowania działalności muzeum na przestrzeni 2015 r. W multimedialnej prezentacji do ważniejszych wydarzeń zaliczył m.in.: jedną z pierwszych wystaw czasowych, jaką otwarto w zrewitalizowanych pomieszczeniach Arsenału Zamojskiego; konferencję na temat Synodu Zamojskiego; wystawę „Informacje 24. Zamość 01.09.1939r. – 08/09.05.1945r.”, Noc Muzeów, która zawsze gromadzi dużo zwiedzających; wystawę „Chleb z masłem i serem”; wizytę Ambasadora Armenii uczestniczącego w otwarciu i udostępnieniu pomieszczeń muzealnych w nowej, ormiańskiej aranżacji; wystawę „Nauki dawne i niedawne” wypożyczoną z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie; wystawę (w zrewitalizowanym Kojcu) na temat historii modeli miasta; serię spotkań z przewodnikami, uczniami na temat 200. rocznicy utworzenia Królestwa Polskiego oraz niepowtarzalną wystawę „Egzotyczna Europa”, prezentującą dorobek monachijczyków z Józefem Brandtem na czele, czy chociażby jedną z ostatnich wystaw poświęconych 410 rocznicy śmierci Jana Zamoyskiego. Nie sposób wymienić tu wszystkich dokonań Muzeum Zamojskiego z ubiegłego roku, ale za wszystkie Dyrektor Urbański serdecznie podziękował swoim współpracownikom. Słowa podziękowania skierował także do przewodników zamojskich. Działania te bowiem, nawet te najdrobniejsze, przełożyły się na wspólny sukces frekwencji. Liczba odwiedzin turystów i zwiedzających, szczególnie w zespole trzech obiektów muzealnych Muzeum Fortyfikacji i Broni, sięgała bowiem pod koniec ubiegłego roku prawie 50 tysięcy osób. To duży sukces zamojskiego środowiska muzealników i ich przyjaciół! Gratulacje.

Piotr Piotr. amkus

Czwartkowe spotkanie było także dobrą okazją do zaprezentowania nowych nabytków Muzeum Zamojskiego, o czym opowiedział zebranym dr Piotr Kondraciuk. Podkreślił jak ważną częścią działalności muzeum jest pozyskiwanie nowych zbiorów. Cóż by to było za muzeum, które nie wzbogacałoby swoich zasobów, nie dbało o rozwój i pozyskiwanie najciekawszych i najcenniejszych dla niego eksponatów? Perełki, o które obecnie wzbogaciło się Muzeum Zamojskie są związane z rodziną Namysłowskich, ze Stanisławem Namysłowskim, a wcześniej jeszcze z Karolem Namysłowskim. Część z nich pochodzi z wyposażenia dworu w Chomęciskach, tak jak chociażby prezentowany podczas spotkania, neobarokowy stół. Należy także do nich dosyć ciekawy portret Stanisława Namysłowskiego, syna Karola Namysłowskiego i kontynuatora jego działalności oraz kolejnego dyrektora Orkiestry Włościańskiej. Jest to piękny pastel namalowany przez Aleksandra Dobrowolskiego, który przebywał w Zamościu w latach 40. XX w. i pracował tutaj podczas okupacji. Malarz ten wykonał dosyć dużo portretów zamościan z tego czasu, jak podkreślał w swojej wypowiedzi dr Kondraciuk, m.in. także ten prezentowany portret Stanisława Namysłowskiego, zakupiony przez Muzeum Zamojskie.

W zbiorach Muzeum Zamojskiego znajdują się już portrety dzieci Stanisława Namysłowskiego malowane przez tego artystę. Zakupiony obecnie portret Stanisława Namysłowskiego wzbogaca kolekcję pamiątek po rodzinie Namysłowskich. Pozyskanie obrazu muzeum zawdzięcza szczęśliwemu trafowi, gdyż wcześniej prezentowany był na licytacji w jednym z domów aukcyjnych, w tzw. aukcji holenderskiej, czyli rozpoczynającej się od ceny wygórowanej. Kiedy cena spadła poniżej oczekiwań ofiarodawcy, obraz został wycofany z aukcji. Dzięki czujności naszych muzealników podjęto kontakt z domem aukcyjnym i portret został zakupiony, po odpowiednio niższej cenie, właśnie do zbiorów muzealnych w Zamościu. Podobnie cennym nabytkiem jest orzeł ze zwieńczenia sztandaru, prezentowany w trakcie spotkania, a uwieczniony na tegorocznym dyplomie „Amicus Museum”. To ukoronowanie naszych pozyskań dla Muzeum, podkreślał dr Piotr Kondraciuk. Przypomniał obecnym, że Gwiaździsty Sztandar, który otrzymał dyrektor Namysłowiaków w czasie tournee po USA, znajduje się od dawna w zasobach Muzeum. Kto wie, czy nie jest to jedyny egzemplarz sztandaru amerykańskiego, podarowany przed wojną Polakom. Obecnie, głowica sztandaru uzupełniona orłem czyni ten eksponat pełnym i kompletnym.

Jednym z kluczowych punktów spotkania był wykład Mirosława Bańkowskiego, współtwórcy wystawy „Jan Zamoyski. Konflikty zbrojne. Rzeczpospolita. Europa”. Wystawa została tak zorganizowana aby, obok ówczesnych konfliktów Rzeczpospolitej i działań wojennych prowadzonych przez Jana Zamoyskiego, ukazać istotne wydarzenia w Europie, zbieżne z tym okresem. Niektóre z nich często pokrywały się w czasie. Osoby zaangażowane w wydarzenia ukazane na wystawie, niby od siebie bardzo oddalone, były jednak w jakiś sposób ze sobą powiązane. Wystawie towarzyszy prezentacja na planszach, ale dotyczy tylko niektórych z tych wydarzeń. W celach szkoleniowych dla przewodników przytaczamy (za zgodą Mirosława Bańkowskiego) fragmenty tego wykładu.

Mirek Mirek 2 Mirek 3


Uniwersytet w Padwie powstały w 1222 r. to jedna z trzech najlepszych uczelni w ówczesnej Europie. Ukończył ją Jan Zamoyski, a wiek przed nim także Mikołaj Kopernik. Był uczelnią, która miała zagwarantowaną wolność słowa, czego strażniczką była Republika Wenecka, jedno z najpotężniejszych w tym czasie państw w Europie. Uniwersytet w Padwie, praktycznie przeniesiony wcześniej z Bolonii, był w tamtym okresie wspaniałą uczelnią, w której wykładali tak wybitni uczeni jak Carlo Sigonio, pod którego kierunkiem Jan Zamoyski pisał pracę o senacie rzymskim. Temu uczonemu papież Grzegorz XIII, ten który wprowadził kalendarz gregorianski w 1582 roku, zlecił napisanie historii chrześcijaństwa. Pracę nad nią przerwała śmierć uczonego . Na planszach wystawy można zobaczyć tablice i herby upamiętniające najsłynniejszych uczniów Uniwersytetu Padewskiego, w tym herb Jana Zamoyskiego. Padwa, miasto podcieni (drugie we Włoszech pod względem ich łącznej długości) urzekło i tak zafascynowało Jana Zamoyskiego, że powtórzył ten motyw w architekturze swojego miasta zaprojektowanego przez Moranda.
Po zakończeniu studiów, pierwszą poważną funkcją i pracą, jakiej się podjął Jan Zamoyski w Polsce, było stanowisko sekretarza na dworze Zygmunta Augusta, władcy o wybitnej inteligencji. Jan Zamoyski przyjechał z Padwy z listem polecającym władz Republiki Weneckiej. Wenecja była wtedy potęgą o niebywale dużym znaczeniu dla kultury, nauki i polityki ówczesnej Europy. Dostał tę pracę u swego pierwszego pracodawcy, ostatniego z Jagiellonów, w roku 1572. Dalsza faza kariery politycznej (aczkolwiek krótka) Jana Zamoyskiego wiąże się z kolejnym władcą, pierwszym królem elekcyjnym, Henrykiem Walezym. Wreszcie wielka kariera za panowania króla Stefana Batorego (trzeciego już za czasów dorosłego życia Zamoyskiego władcy polskiego), drugiego króla elekcyjnego. Kolejny etap to kilkunastoletni okres za panowania Zygmunta III Wazy. Oprócz pracy publicznej Jan Zamoyski daje się poznać jako inwestor. Nie jest przesadą, że Zamość był przez jakiś moment największą inwestycją budowlaną w Europie. Dla Polski był to tzw. „złoty wiek”. Jan Zamoyski poza tym, że był wybitnym humanistą, prawnikiem, był wybitnym wodzem. Pomimo braku wielkich talentów wojskowych, prowadził wiele kampanii, z których nigdy żadnej nie przegrał! Zdarzało się to wcześniej (przed i po nim) niewielu wybitniejszym od niego wodzom.

Na planszach wystawy ukazane są poszczególne kampanie Jana Zamoyskiego. Jego pierwsza wielka wojna, za czasów Stefana Batorego, to starcie z Rosją o Inflanty. Część z tych terenów, gdzie dzisiaj leży Łotwa i Estonia należała do Rzeczpospolitej, od czasów sekularyzacji państwa zakonnego w Inflantach za panowania Zygmunta Augusta. Zakusy na te ziemie miały także Szwecja i Rosja. Już po śmierci Zygmunta Augusta Inflanty opanowała Rosja Iwana IV Groźnego. Odzyskanie tych ziem dla Rzeczypospolitej było możliwe dzięki kilkuletniej, niebywale kosztownej wojnie i trzech wielkich kampaniach. Wszystkie wraz z opisem są prezentowane na wystawie (mapy pokazujące przebieg działań – przemarsze wojsk, miejsca bitew i oblężeń oraz ryciny). Pierwszą z udziałem Zamoyskiego była wyprawa na Połock (1579), potem Wielkie Łuki (druga kampania w tej wojnie) i wreszcie ostatnia kampania, najcięższa – Psków (1581/1582). Pod koniec tej ostatniej, zimą Stefan Batory opuścił miejsce kampanii. Zamoyski prowadził ją sam. Pskowa nie zdobył. Pod koniec oblężenia obrońcy mieli już przewagę liczebną nad oblegającymi. Wojska były nieopłacane, wygłodzone, groził bunt. Jednak autorytet wodza pozwolił utrzymać dyscyplinę, pozorować przewagę. Rozejm podpisany w 1582 r. w Jamie Zapolskim przyniósł Rzeczpospolitej sukces. Polska odzyskała Inflanty. Zdeterminowana postawa w kampanii Zamoyskiego, który potrafił przy nieopłacanym wojsku utrzymać dyscyplinę, wypłacając też z własnych środków zaliczki na rzecz zaległego żołdu, przyniosła zwycięstwo. W tym czasie zwyczaj nieregularnego opłacania wojsk był w Europie nagminny, Rzeczpospolita nie była wyjątkiem.

Na reprodukcjach pokazywanych na planszach wystawy, dotyczących wojny z Rosją zobaczymy Jana Zamoyskiego, Stefana Batorego, Iwana IV Groźnego i wiele innych znaczących postaci. Inne pokazują kolejnych pretendentów do tronu polskiego, Maksymiliana III Habsburga i Zygmunta III Wazę oraz związane z tym wydarzenia. Przepisy prawne z tego okresu były tak nieprecyzyjne, że umożliwiały podwójną elekcję. Część magnatów wspierała kandydaturę Maksymiliana, część Zygmunta. Zamoyski poparł wybór Zygmunta III Wazy. W czasie walk o tron (druga wielka kampania Zamoyskiego) bardzo ważną rolę odgrywał Kraków, tam bowiem były insygnia władzy, był też miejscem koronacji. Maksymilian Habsburg oblegał Kraków, tracąc jednak przy oblężeniu ok. 3 tys. ludzi. Czekając na posiłki wycofał się pod Wieluń, przekraczając później granicę z cesarstwem. Zatrzymał się pod Byczyną nadal oczekując na posiłki. Sejm pozwolił Zamoyskiemu przekroczyć granice cesarstwa. W styczniu 1588 r. odniósł on zwycięstwo nad Maksymilianem III Habsburgiem i wziął go do niewoli. Habsburgowie byli wówczas najpotężniejszą dynastią w Europie. Ojcem więźnia Zamoyskiego był cesarz Maksymilian II, bratem następny cesarz Rudolf II, wujem Filip II najpotężniejszy władca ówczesnego świata, władający Hiszpanią, Niderlandami, Portugalią, Neapolem, Sycylią, Sardynią i olbrzymim imperium kolonialnym (od Ameryki po Filipiny). W tym samym 1588 roku co zwycięstwo pod Byczyną, Filip organizuje wyprawę Wielkiej Armady przeciwko Anglii. Anglia była wówczas niewielkim państwem rządzonym przez Elżbietę I, dążącym do podporządkowania sobie Irlandii , Szkocji, przystępującym dopiero do rywalizacji na morzach, na drogę podbojów. Konflikt rozpoczął się w Niderlandach, którego efekty mamy do dzisiaj. Holandia odpadła wtedy jako państwo protestanckie, Belgia pozostała przy Hiszpanii (oba te kraje pozostawały wcześniej pod panowaniem hiszpańskim). Wyprawa zakończyła się porażką Hiszpanów, głównie z powodów kierunku wiatrów, sztormów. Wydarzenie stało się jednym z przełomowych w historii Europy. Wiąże niezależne od siebie fakty czas, pokrewieństwo związanych z nimi osób. Każdemu wydarzeniu towarzyszy szereg innych tworzących tło historyczne.

Rok 1595 przyniósł kolejną kampanię Zamoyskiego (tym razem na południu, w Mołdawii) dążącego do utrzymania zwierzchnictwa lennego Rzeczypospolitej nad Mołdawią i polskich wpływów na południu. Zygmunt III nie interesujący się problemami granicy południowo – wschodniej, nie mając talentów wojskowych, pozostawił wolną rękę Zamoyskiemu. Polacy dotarli aż pod Cecorę, gdzie Zamoyski zamknął się w warownym obozie, do którego dotarły wojska Gazi II Gireja chana krymskiego i posiłki tureckie. Oblegający po serii nieskutecznych szturmów w końcu zrezygnowali. Korzystny dla Rzeczpospolitej układ zagwarantował pięć lat względnego pokoju. Praktycznie, ziemie na południe od Rzeczpospolitej należały w większości do Turcji, albo były od niej zależne. Budapeszt (wtedy Buda i Peszt) z częścią Węgier w 1541 roku został wcielony do Turcji. Wąski pas ziem od Chorwacji po Słowację to Królestwo Węgier pod panowaniem Habsburgów. Siedmiogród (wschodnia część Węgier) był zależny od Turcji. Kilka lat później władca Wołoszczyzny Michał Waleczny, opanował Mołdawię i Siedmiogród. Dzisiaj dla Rumunów jest bohaterem narodowym, który po raz pierwszy w historii dokonał zjednoczenia ziem stanowiących mniej więcej obszar współczesnej Rumunii. Zamoyski interweniował w 1600 roku, maszerował na południe i pod Bukowem, nie mając przewagi liczebnej, rozbił jednak wojska Michała Walecznego. 95 sztandarów dostało się w ręce Polaków. Polacy wkroczyli do Bukaresztu. Kiedy Zamoyski wrócił do Polski, resztki wojsk Michała Walecznego pokonał jeden z jego dowódców, Jan Potocki.

Wystawa ukazuje rozpiętość obszaru na jakim Jan Zamoyski prowadził swoje kampanie wojenne, od Zatoki Fińskiej po ziemie nad Dunajem. Ilustracje na planszach pokazują podobizny bohaterów poszczególnych konfliktów m.in.: Michała Walecznego; Gazi II Gireja; Mehmeda III ówczesnego sułtana. Zamoyski w 1600 r. miał już 58 lat. W owym czasie był to już zaawansowany wiek. W czasie interwencji na południu Szwecja próbowała opanować polskie Inflanty. Wybór Zygmunta III Wazy na króla Rzeczpospolitej miał zapewnić pokój ze Szwecją, ale kiedy w 1599 Szwedzi pozbawili tronu Zygmunta III (zasiadał na nim od 1592 r.) i wybrali jego stryja Karola, Polska mogła się spodziewać konfliktu ze Szwecją. Szwedzi opanowali polskie Inflanty aż po Rygę i Dźwinę. W roku 1601, jeszcze przed nadejściem Zamoyskiego, który zbierał wojsko i posiłki, Krzysztof Radziwiłł „Piorun” wziął do niewoli naczelnego dowódcę wojsk szwedzkich Gyllenhielma (z nieprawego łoża syna króla Szwecji). Trzymano go w niewoli przez 12 lat. Dopiero kiedy na Inflanty ruszył Zamoyski, w 1601 r. rozpoczęły się systematyczne działania wojenne. Zdobył kilka zamków: Wolmar, Fellin, Biały Kamień, jego wojska dotarły do Estonii. Jeden z jego dowódców, Żółkiewski pod Tallinem (Rewel) pokonał Szwedów. Zamoyski chciał jeszcze zdobyć Narwę, ale nieopłacane wojsko (tym razem) odmówiło posłuszeństwa. Hetman kończył wtedy 60 lat. Zdał dowództwo na ręce Karola Chodkiewicza. Sam był już na tyle zmęczony walką i warunkami obozowymi, że opuścił miejsce tej ostatniej w jego życiu kampanii wojennej. Walczył od Bukaresztu po Tallin, od 1579 do 1602 roku i nie przegrał żadnej bitwy. Na rycinach postaci: Zygmunta III Wazy; Karola Sudermanskiego, Carla Gyllenhielma, Karola Chodkiewicza i Krzysztofa Radziwiłła „Pioruna”. Ten ostatni to rzadko wspominany, ale bardzo dobry dowódca. W 1581 r. podczas kampanii o Inflanty i walki o Psków, na czele swoich wojsk wykonał zagon kawaleryjski, który dotarł prawie pod Moskwę, czyniąc w kilka tysięcy jazdy zagrożenie na tyłach rosyjskich uniemożliwiające wysłanie pod Psków posiłków. Sam Jan Kochanowski zachwycał się tym czynem, a Sejm witał Krzysztofa Radziwiłła po rajdzie niezwykłymi owacjami.

Czasom kariery Jana Zamoyskiego towarzyszyły ważne wydarzenia na arenie europejskiej. Chociażby wielka bitwa pod Lepanto (1571), pozornie bez związku ze sprawami Rzeczpospolitej, to jednak wydarzenia z nią związane przesuną w czasie wojny Polski z państwem osmańskim. Turcja prowadzi wówczas bardzo agresywną politykę. Opanowała Węgry, docierała pod Wiedeń, zawładnęła Morzem Śródziemnym, odebrała Wenecji Cypr, wyrzynając doszczętnie mieszkańców jego stolicy. Przeciw Turcji zawiązała się Liga Święta i pod Lepanto (na północ od Peloponezu), przy wybrzeżach Grecji, stoczyła największą bitwę morską wszech czasów. Ani podczas I i II wojny światowej, ani wcześniej, nie było takiej bitwy. Czym się określa wielkość bitwy morskiej? Trudno to określać ilością jednostek wojennych. Liczy się liczebność załóg. W bitwie wzięło udział 140 tysięcy ludzi, z których zginęło 40 tysięcy. Była to makabryczna liczba zabitych, ale przyniosła zwycięstwo Ligi Świętej. To tylko na jakiś czas powstrzymało ekspansję turecką. Dowodzący pod Lepanto książę, Juan de Austria był nieślubnym synem cesarza Karola V Habsburga. Był także bratem Marii, matki Maksymiliana III Habsburga, czyli jego wujem. Kilkanaście lat później właśnie jego siostrzeńca weźmie Jan Zamoyski do niewoli. Klęska Wielkiej Armady, która uległa sztormom, prądom morskim i Anglikom zapoczątkowała budowę brytyjskiego imperium.

Na wystawie jest reprodukcja listu królowej Anglii Elżbiety I do kanclerza Zamoyskiego (z 9 lutego 1593), w którym władczyni zapewniała, że zgodnie z jego prośbą, dyplomata angielski będzie popierał u sułtana tureckiego sprawę Zygmunta Batorego, księcia siedmiogrodzkiego, co świadczy o wielkim poważaniu Jana Zamojskiego, także na dworze angielskim. Nie był to jedyny list królowej Anglii adresowany do Jana Zamoyskiego. Na początku panowania Zygmunta III w Polsce i w Szwecji, wielki kanclerz koronny, Jan Zamoyski wyprawił do Londynu Pawła Działyńskiego. Chodziło o powstrzymanie Anglii przed szykanowaniem handlu gdańskiego. Poseł miał mieć posłuchanie w Izbie Lordów. Była to jedynie formalność, bowiem prawdziwe rokowania miały się toczyć w innym miejscu. Tymczasem Działyński uchybił dyplomacji i wystąpił z nieprzewidzianym protestem. Wprawił tym samym królową w zakłopotanie, usiłowała mu coś odpowiedzieć po łacinie, ale w końcu opuściła salę. Była to jej największa porażka dyplomatyczna i to w starciu z posłem Rzeczypospolitej. Działyński wręcz „postraszył” królową „mój król znajdzie inne środki żeby temu zaradzić”. Szwecja miała wtedy potężną flotę, która była jeszcze posłuszna Zygmuntowi III. Ministrowie królowej podpisali z posłem ugodę jakiej Zamoyski oczekiwał.


Po części oficjalnej Dyrektor Urbański zaprosił wszystkich przyjaciół Muzeum Zamojskiego na tradycyjny w Wielki Czwartek poczęstunek. Były pyszne pączki, kawa i nie tylko! Ciepłe rozmowy przeciągnęły się do wieczora.

pączki 2 pączki pączki 3

pączki bis pączki bis2 pączki bis 3

pączki bis 4 pączki bis 5 pączki bis 6


opracowanie: Ewa Lisiecka

zdjęcia Henryk Szkutnik i Ewa Lisiecka