Przewodnik Maria Puźniak

Maria Puźniak – licencjonowany pilot wycieczek i przewodnik turystyki terenowej i miejskiej. Posiada wieloletnie doświadczenie w oprowadzaniu indywidualnych turystów i wycieczek grupowych. Przewodnik stale aktywny od 2001 r. Instruktor przewodnictwa.

Motto: Pracuj i podróżuj z pasją!

Dewiza: Profesjonalizm.

Marzenia: Mieć miejsca, gdzie się jeszcze nie było

MMW zależności od potrzeb turystów, organizuje wycieczki jedno i wielodniowe po Roztoczu Wschodnim, Roztoczu Środkowym i Roztoczu Zachodnim.  Służy również pomocą w zorganizowaniu zakwaterowania, wyżywienia i przy przygotowaniu planu wycieczek. Podczas podróży zaprezentuje nie tylko ciekawe miejsca regionu, ale także bogactwo jego kultury i historii. Z przyjemnością oprowadzi turystów po Zamościu, Lublinie i innych miastach Lubelszczyzny. Odkryje przed Państwem uroki i tajemnice strefy przygranicznej (stare cerkwiska, cmentarzyska i schrony Linii Mołotowa). Miłośników pieszych wycieczek zaprosi w teren Roztoczańskiego Parku Narodowego i Parków Krajobrazowych. Osoby zainteresowane kulturą i historią Lubelszczyzny zapozna z jej zabytkami i pokoleniami ciekawych Polaków, którzy ten zakątek ziemi współtworzyli i ubogacali przez stulecia

Kontakt: maria_puzniak@interia.pl

tel:  600 246 777   i    607 918 733

Ostatnie pożegnanie.

Z żalem zawiadamiamy, że zmarła Kol. Maria Wiślińska, wieloletnia przewodniczka lubelska.
Marysia uczestniczyła wraz z nami w Akademii Krajoznawczej „Od Bieszczad po Góry Świętokrzyskie”.
Ostatnie pożegnanie 27 Lipca 2021 r. w Kaplicy Cmentarnej przy ul. Lipowej w Lublinie.
Rodzinie Zmarłej, Przyjaciołom i Znajomym wyrazy głębokiego współczucia składają przewodnicy z zamojskiego Koła Przewodników.
Mario, spoczywaj w spokoju!

 

Więcej informacji na stronie internetowej lubelskiego Koła Przewodników:

http://przewodnicy.lublin.pttk.pl/index.php/aktualnosci/702-pozegnanie-sp-marii-wislinskiej

Herb Koźlerogi.

W zasobach Biblioteki Narodowej w Warszawie przechowywane jest lwowskie, przedwojenne wydanie „Stemmata Polonica: rękopis nr 1114 Klejnotów Długosza w Bibliotece Arsenału w Paryżu” (1926 r.). Jest to odbitka z prac Sekcji Historii Sztuki i Kultury – Towarzystwa Naukowego we Lwowie, wykonana w Drukarni Uniwersytetu Jagiellońskiego.  Oryginał cennego rękopisu znajdującego się w Bibliotece Arsenału w Paryżu na grzbiecie nosi tytuł STEMMA POLONICA i jest zapisany jako zbiór herbów polskich, 99 kart opatrzonych pismem z połowy XVI w. i pokrytych barwnymi podobiznami herbów po obu stronach. Rękopis ten pochodził z biblioteki francuskiego bibliofila, hrabiego d’Argenson. Po jego śmierci wiele z tych cennych książek otrzymał jego synowiec, hrabia Antoni Rene de Voyer. Znakomita część jego zbiorów wzbogaciła zasoby Biblioteki Arsenału w Paryżu. W jaki sposób rękopis dostał się w posiadanie hrabiego d’Argenson (1696-1764) nie ustalono.
Herbarzyk znany jest pod nazwą arsenalskiego. Jest to późna kopia Insignia seu Clenodia Regni Poloniae, Jana Długosza. Przed wydaniem Heleny Polaczkówny z 1926 r., nie był wcześniej wydawany. Ponieważ oryginał dzieła Długosza nie był znany, paryska kopia rękopisu posłużyła za wzorzec do ustalenia prototypu. Rękopis posiada 178 herbów Rzeczypospolitej, wykonanych barwnie i odręcznie, opatrzonych w części tekstem Długosza. Poza herbami państwowymi, państw lennych, herbami ziemskimi itp., jest w nim 118 herbów szlacheckich, w tym herb rodu Zamoyskich. Opis herbu podany jest po łacinie, włącznie z legendą herbową o Florianie Szarym, protoplaście rodu. W polskim wydaniu z 1926 r. Herb Jelita uzupełniono następującym opisem: „W polu czerwonym trzy włócznie złote o grotach srebrnych: dwie przekrzyżowane skośnie grotami do czoła, trzecim w słup, grotem w dół”. W oryginalnym herbarzu paryskim istnieje dopisek ręką z XVII w., dotyczący podania o Florianie Szarym.
Oryginalny herbarz (Clenodia – Klejnoty Długosza) został spisany przez polskiego historyka, kronikarza i pierwszego heraldyka polskiego, Jana Długosza, w latach 1464-1480. W XVI w. powoływał się na niego heraldyk Bartosz Paprocki, który posiadał jeden egzemplarz, uznany później za zaginiony. Odnalazł go w 1843 r. w Bibliotece Ossolińskich we Lwowie Adam Kłodziński. Inne kopie (odpisy) herbarza odnaleziono w Rzymie i w Paryżu. Kolejny odnaleziono w Kórniku i ten uznano za najstarszy. Wersje i odpisy zachowanych egzemplarzy herbarza różnią się od siebie ilością i opisem herbów. Herb Jelita Zamoyskich nosi w nich nazwy: Koschlya Rogy, Gyelyta, Kosliarogii, Gielijcha.
opracowanie: Ewa Lisiecka
źródła:
  1. Zasoby Biblioteki Narodowej w Warszawie – strona internetowa Polona.
  2. 2. Wikipedia. https://pl.wikipedia.org/wiki/De_origine_et_rebus_gestis_Polonorum_libri_XXX

__________________________________________________________________________________________________

Prezentowany powyżej Herb Jelita należy z pewnością do najstarszych przedstawień tego herbu w polskiej heraldyce. Jego wizerunek niewiele się zmieniał na przestrzeni kolejnych wieków. Najstarsze z nich spotykamy na starodrukach, najczęściej dedykowanych przedstawicielom rodu Zamoyskich. Należy do nich m.in. starodruk przechowywany w Bibliotece Narodowej w Warszawie, zatytułowany: „Powinność dobrego towarzystwa Jana Gruszczyńskiego z Lipna”, wydany w Krakowie w 1581 r. w drukarni Macieja Garwolczyka. Druk był dedykowany Janowi Zamoyskiemu: „Na klejnot Starożytny Jegomości Pana/ Pana Jana Zamoyskiego/ Kanclerza Koronnego/ Krakowskiego Generała/ Starosty Międzyrzeckiego/ Krzeszowskiego/ Knyszyńskiego/ Zamechskiego ec. ec”.
Przedstawieniu herbu towarzyszyła dedykacja: „Zacny klejnot Szaryszów/Jana Zamoyskiego/ Czytaj o tym w kronikach męstwa przodkowie. Od początku i zawżdy w wielkiej sławie ci są Zamoyscy/ którzy herb Jelita z przodków noszą. A teraz to widzisz jak ten pięknie kształtuje żywot tak swój prowadząc/ przodków naśladując Jan z Zamościa/ Kanclerz/ pewnie ich celuje/ Wieczna sława nie zgaśnie/ Bóg go tam szykuje”.  Dedykacja została podpisana inicjałami W.G. Zapewne jest to Gruszczuński Walenty (wydawca druku), jako współautor podawany jest również obok niego Garwalczyk Maciej. Egzemplarz tego starodruku pochodzi z Biblioteki Fundacji W. hr. Baworowskiego.

__________________________________________________________________________________________________

Biblioteka Narodowa w Warszawie posiada egzemplarz starodruku, wydanego we Lwowie w 1581 r., kosztem i nakładem Pawła Szczerbica (przekład z egz. niemieckiego i egz. łacińskiego) Prawa saskiego i magdeburskiego. Dzieło jest dedykowane Janowi Zamoyskiemu, o czym świadczy dedykacja i herb Koźlerogi na jednej z pierwszych stronic.

__________________________________________________________________________________________________

Kolejne wydanie – starodruk wydany w Drukarni Łazarzowej w Krakowie w 1590 r., również dedykowano Janowi Zamoyskiemu: „Na Herb Iego M. Pana Kanclerza y Hetmana Koronnego”. Jest to przekład Wergiliusza (70-19 p.n.e.) zatytułowany:” Vergilii Aeneida, to iest o Aeneaszu trojańskim ksiąg dwanaście przekładania Andr. Kochanowskiego”.
„Mars, Pallas, u Diana własne bronie tobie oddawszy, ku twej więtszej przydali ozdobie/ Mars męstwo, Pallas rozum, a czujność Diana: A cney Polskiej Korony Kanclerza Hetmana/ Fortuna za godnością wielką przełożyła, rz domu Królewskiego małżonki życzyła. A ty szczęścia swego mistrz umiesz w to ugodzić/ Zeć zazdrość nieżyczliwa nic nie może szkodzić. Która blaskiem będąc cnót zamróczona twoich/ Nieśmie ku górze podnieść śmiele oczy swoich/ Przeto nigdy twa sława na świecie nie zgaśnie/ Póki słońce na niebie będzie świecić jaśnie.

___________________________________________________________________________________________________

W zasobach Biblioteki Narodowej w Warszawie przechowywany jest również starodruk wydany w Krakowie w 1649 r.  przez Franciszka Canevesi, zatytułowany: Gratitvdo erga illvstrissimvm dominvm d. Joannem in Zamoscie Zamoyski, comitem in Tarnow, praefectvm Kałvssien. etc. etc. magnorum Ioannis et Thomae, cancellariorum et senatorum Regni prudentissimorum nepotem et filivm […] recognita in persona Almae Matris Poloniae a […] Francisco Canevesio iurisprud. et eloquentiae candidato […] ad aras et ferias D. Ioannis Baptistae […] in publica lectissimorum virorum panegyri exhibita anno ab ortu Solis Jvstitiae M.DC.XL.VIII. Dedykowany jest Janowi i Tomaszowi Zamoyskiemu, przez Jana II „Sobiepana” Zamoyskiego.

___________________________________________________________________________________________________

Herb Jelita autorstwa Jana Nepomucena Żylińskiego (1790?-1838?) – malarza i rytownika, stypendysty Stanisława Kostki Zamoyskiego. Herb umieszczono pod rysunkiem sceny biblijnej: „Oswobodzenie Świętego Piotra”. Datowanie wg BN w Warszawie: Zakład Litograficzny Teodora Viviera (Warszawa ok 1826-1838). Rysunek zamieszczono w: Biuletyn Historii Sztuki – LV, 1993, nr 2-3 s. 270 il 5.

___________________________________________________________________________________________________

 

 

 

Zaproszenie.

Koleżanki i koledzy pandemii czas skończyć,  spotkań czas zacząć. Proszę o propozycje na lipiec, sierpień, wrzesień. mam nadzieję, że w ten sposób uda się skonstruować kalendarz spotkań.
W najbliższym czasie   zaprasza na przejście ze Skierbieszowa do Marcinówki Fundacja św. Kiliana
W imieniu Fundacji św. Kiliana zapraszamy w niedziele (13 czerwca)na godz. 1600 do Marcinówki na Msze św. i spotkanie w ramach przygotowania do beatyfikacji Sługi Bożego Ks. Kardynała Stefana Wyszyńskiego. O godz. 1130 sprzed kościoła w Skierbieszowie wyruszy piesza pielgrzymka do Marcinówki szlakiem „Śladami Ks. Prymasa  Stefana Wyszyńskiego”
Pozdrawiam
Tomasz Karpiński
Z Ciechocinka turystyczne pozdrowienie przesyła Maria

Rotunda. Szkolenie przewodnickie.

Kol. Maria Puźniak i Kol. Robert Kowalski zapraszają na szkolenie – „Rotunda po renowacji” – 3.06.2021 r. – spotkanie godz. 15-ta przy budynku administracyjnym.

Panorama Zamościa od strony południowej z planem Rotundy oraz widokiem grobli Szczebrzeskiej i Żdanowskiej obsadzonych topolami. Jest to widok z lat 1825-1831, przed likwidacją Wielkiej Zalewy w 1837 roku. *
Nowa, okrągła działobitnia (zastąpiła wcześniejszą lunetę z pocz. XIX w.) została wysunięta na 500 m przed mury miasta w kierunku południowym. Połączono ją z twierdzą przejściem obronnym o przekroju wałowym, z trzema trawersami w formie „zębatych” poszerzeń. Działobitnię w kształcie pierścienia o średnicy 54 m wyposażono w okna strzelnicze, przykryto 1,5 metrową warstwą ziemi i otoczono fosą.
___________________________________________________________________________________________________________________

W dniu 3.06.2021 r. odbyło się szkolenie przewodników, zorganizowane przez aktyw Koła Przewodników Terenowych PTTK/O/Zamość.

Tematyka szkolenia: Rotunda po renowacji – prowadzący Kol. Robert Kowalski.

   

Rotunda to zabytek architektury militarnej Twierdzy Zamość. Jednocześnie to miejsce martyrologi narodu polskiego z okresu II wojny światowej. Pomieszczenia dawnej działobitni ułożone w budowli koncentrycznie, zostały zaadaptowane zaraz po wojnie na tzw. Cele tematyczne, które poświęcono grupom ludzi pomordowanych na Rotundzie. Cele w układzie radialnym zaopatrzone są wewnątrz w okratowane okna z okiennicami, w kilku przypadkach oryginalnymi. Cele połączone są przejściami wewnątrz bez drzwi. Zaopatrzono je także w przejście (wtórnie), prowadzące na dziedziniec zewnętrzny. Krzyż widoczny na zdjęciu ma ok 8 m wysokości i został po wojnie osadzony w postumencie z betonu centralnie na wprost wejścia głównego. Zewnętrzne mury Rotundy mają 9,40 m wysokości.

 

W latach 1956-1967 na dziedzińcu Rotundy stał postument zwieńczony orłem i koroną cierniową. W czasie prac konserwatorskich prowadzonych w latach 1966-67 obelisk przeniesiono z miejsca palenia zwłok i wyeksponowano go w jednej z cel. Dokładnie, pomnik usunięto z dziedzińca 5 września 1966 r. W tym czasie zdjęto także z bramy rzeźbione orły. Obelisk o skróconej podstawie, z uszkodzoną koroną cierniową znajduje się obecnie w celi poświęconej prawnikom pomordowanym w czasie okupacji. Orły widoczne na bramie wejściowej nie zachowały się do naszych czasów.  Zdjęto je 23 kwietnia 1966 r. Filary na których umieszczone były te zniszczone „orły zrywające się do lotu” zostały przywrócone do wyglądu pierwotnego.

 

Cela poświęcona pamięci żołnierzy Batalionów Chłopskich i żołnierzy Armii Krajowej. Podczas ostatniej rewitalizacji zdjęto z pomnika siwo srebrzystą powłokę farby.

  

Zdjęcie z gruzem na dziedzińcu pochodzi z roku 1921 r. (Bułhak), kolejne z lipca 1944 r. (po wyzwoleniu ludzie ze zniczy utworzyli krzyż na dziedzińcu Rotundy); następne zdjęcie jest datowane na 1945 r. Warto zauważyć zmiany zachodzące na przestrzeni lat w obudowie otworów wejściowych do poszczególnych pomieszczeń (cel).

  

Miejsce masowych rozstrzeliwań i egzekucji na Rotundzie. Po wojnie zachowano gruzy zburzonego pierwszego pomieszczenia (łącznie 20 cel) jako symbol pamięci – miejsce rozstrzeliwań zachowano i ogrodzono drutem kolczastym. Za ogrodzeniem umieszczono tablicę objaśniającą znaczenie wyeksponowanego miejsca. Podczas ostatniej rewitalizacji uczytelniono ścianę straceń i relikty dawnego pomieszczenia, połączonego z pozostałymi jeszcze przed wojną.

 

  

Grobla po której dochodzimy do Rotundy ma długość 320 m (licząc od Topornicy) i jest szeroka na 30 m. Po obu jej stronach znajdują się cmentarze wojenne, na których pochowano 45. 482 osoby ekshumowane po wojnie z różnych miejsc Zamojszczyzny. Ta droga to relikt dawnego, krytego przejścia z Twierdzy do Rotundy. Zarówno grobla, jak i dawna działobitnia otoczone są pasem wody (5-6 m szer.) o bagnistym dnie, połączonym z Topornicą. Podczas ostatniej rewitalizacji obiektu uczytelniono ceglanymi występami po obu stronach miejsce zetknięcia przejścia z twierdzy do działobitni. Z kamiennych schodów wiodących na mury, widocznych na trzecim zdjęciu, dokonywano egzekucji więźniów ustawianych na wprost, w oznaczonym wyłomem  miejscu straceń.

 

Szacunkowe dane mówią o 40 tysiącach osób więzionych na Rotundzie, z których Niemcy zamordowali osiem tysięcy. Zachowane akta obozu zostały wykorzystane podczas procesów norymberskich  przy skazywaniu niemieckich zbrodniarzy. Drewniane wrota wejściowe na Rotundę pochodzą z lat międzywojennych. W czasie II wojny światowej Niemcy wzmocnili je nakładając na górne partie drut kolczasty. Wrota wykonane są z desek dębowych. Mają dwa skrzydła i zamykane są od wewnątrz na skobel. Oryginalna drewniana brama osłonięta jest z zewnątrz metalową, zamykaną. Na drewnianej bramie zachował się napis z czasów okupacji. W 1967 r. konserwator Wojciech Kurpik z zespołem (Sanok – Muzeum Budownictwa Ludowego) wykonał prace przy zabezpieczeniu wejściowej bramy drewnianej: trwałe nasycenie po obu stronach środkiem toksycznym, wykonanie nowych listew wpuszczanych, naprawa istniejących elementów drewnianych i metalowych, utrwalenie zniszczonej struktury drewna. Na środkowym zdjęciu, dotychczas niepublikowanym,  grupa oficerów na tle powojennego widoku Rotundy – po środku Zdzisław Iwański (zdjęcie z kolekcji córki, Ewy Dąbskiej).

 

Rotunda została wpisana do Rejestru Zabytków decyzją Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków z dnia 17. IV. 1970 r. Ostatni remont przeszła w latach 2019-2020. Przetarg wygrała Firma RMS PROJEKT Biuro Inżynierskie Grzegorz Laskowski (kwota 93.480,00 brutto). Prace remontowo-konserwatorskie i restauratorskie Rotundy rozpoczęto w 2019 r. Obiekt wyłączono ze zwiedzania. Do zakresu prac należało: zabezpieczenie murów i sklepień przed wodami opadowymi; wykonanie drenażu stropodachu ziemnego; wzmocnienie i uzupełnienie murów z oczyszczeniami i konserwacją ceglanego lica; konserwacja drewnianej bramy, drzwi, otworów okiennych, okiennic; naprawa i odbudowa uszkodzonych elementów kamiennych; konserwacja elementów metalowych oraz wyposażenia związanego z upamiętnieniem martyrologii. Termin zakończenia prac przewidziano na 30.09.2020. W związku z przeciekami po tegorocznych wiosennych opadach śniegu i deszczu konserwator wniósł zastrzeżenia co do wykonawstwa robót. Obiekt został przekazany do zwiedzania w obecnym sezonie turystycznym. Zakres wielu przewidzianych prac wewnątrz cel Rotundy został wstrzymany.

 

  

  

  

Już we wrześniu 1939 r. na Rotundzie odbywały się pojedyncze egzekucje (akcja „A-B” – likwidacja polskiej inteligencji). Od 1940 r. Niemcy mordowali tam już po kilkadziesiąt osób dziennie. W listopadzie 1942 r. egzekucje przybrały charakter masowy. Środkowe zdjęcie przedstawia okno pierwszego pomieszczenia, zburzonego podczas wrześniowego bombardowania Zamościa. Okno uczytelniono podczas ostatniej rewitalizacji obiektu. Jest niemym świadkiem egzekucji odbywających się w tym miejscu na Rotundzie, podobnie jak odsłonięta z zarośli i gruzowiska ściana straceń z licznymi otworami po strzałach. W zewnętrzne mury Rotundy wmontowano po wyzwoleniu wypukłe bloki kamienne z nazwiskami pomordowanych i zaginionych mieszkańców miasta i okolic. Są to dwa równoległe rzędy bloków na wysokości ok 2 metrów od ziemi.

Za udostępnienie zdjęć i wielu ciekawych informacji o Rotundzie serdeczne podziękowania przewodnicy składają Kol. Ewie Dąbskiej.

Zdjęcia archiwalne pochodzą z kolekcji Pani Bogumiły Sawy i udostępniamy je dzięki uprzejmości Kol. Ewy Dąbskiej.
* Zdjęcie rotundy wg akwareli Jana Schwella pochodzi z publikacji Bogumiły Sawy – Noce i dnie Zamościa XVI-XX w. Tom I. (okładka) oraz s. 335 Tom II Ilustracje – Bogumiła Sawa – Zamość 1772-1866.
Opracowanie i zdjęcia współczesne: Ewa Lisiecka.

Powstaniec styczniowy.

Czy Zamość miał „swoich” powstańców styczniowych 1863 r.? Miał. Jednym z nich był JÓZEF  KOWALSKI (1834-1911). Pierwszą informację o nim pozyskałam przed laty z publikacji – przewodnika biograficznego po zamojskim cmentarzu, autorstwa Andrzeja Kędziory. (1) Ten sam autor rozbudowuje w późniejszym czasie biogram weterana w kolejnych swoich publikacjach. (2) Józef Kowalski mieszkał na Podtopolu, stanowiącym część miasta Zamościa. Zmarł 2 lutego 1911 r. w Zamościu. Po śmierci został pochowany na zamojskim cmentarzu. Jego mogiłę zdobi piękny nagrobek ufundowany przez córkę, Wincentynę (z.d. Kowalską) Kubań. (3)
Mogiła kryje także szczątki żony weterana, Pelagii (z Fabjańskich), zmarłej pięć lat po śmierci męża, 10 maja 1916 r. w wieku 82 lat. Nagrobka nie omawia w swoim obszernym opracowaniu o cmentarzach Zamojszczyzny Pani Danuta Kawałko (4), odsyłając czytelników do opracowanego o kilka lat wcześniej, skrupulatnego zestawienia Andrzeja Kędziory: cyt. „Jest też kilka konwencjonalnych przedstawień Matki Boskiej Niepokalanego Poczęcia, najciekawsze na grobie J. Kowalskiego z. 1911 r. (L).”  W rodzinnym grobowcu pochowano także: Stefanię Kowalską (1876-1918) pannę, która zmarła w wieku 42 lat 17 stycznia 1918 r.; Czesława Kubania  zmarłego w wieku 71 lat (16.06.1951 r.), męża Wincentyny z.d. Kowalskiej, zamojskiego felczera i fryzjera, który miał zakład przy ul. Grodzkiej w Zamościu.  Współcześnie, możemy obejrzeć nagrobek Józefa Kowalskiego na stronie internetowej: Mogiły.pl Cmentarz Parafii Katedralnej Zmartwychwstania Pańskiego i św. Tomasza w Zamościu. (5)
W przekazach rodzinnych nie zachowały się żadne informacje o powstańcu styczniowym Józefie  Kowalskim. W tej sytuacji pomogły nieco poszukiwania genealogiczne. Dysponując wyłącznie datą śmierci (1911 r.) i wyliczoną na podstawie liczby lat życia (77) z nagrobka – datą urodzenia (1834 r.), jedynie przypuszczając, że zmarł w Zamościu, skoro tu został pochowany,  podjęłam poszukiwania w aktach parafialnych zamojskiej Katedry. Odnalazłam akt zgonu nr 17/1911:
Z treści aktu zgonu pozyskałam dodatkowe informacje o naszym powstańcu. Najważniejszą z nich było miejsce urodzenia: Sobieszczany i tożsamość nie żyjących już rodziców: Daniela i Marianny (z.d. Sawickiej) Kowalskich. Potwierdzone zostały ponadto ponad wszelką wątpliwość: miejsce zamieszkania w chwili śmierci – Zamość Kolonia Podtopole, wiek zmarłego w chwili śmierci – (siedemdziesiąt siedem lat) ; dokładna data śmierci: 2 luty 1911 r. (w tym godzina śmierci – siedemnasta). Z aktu dowiadujemy się także, że pozostawił „po sobie owdowiałą” żonę Pelagię Fabjańską. Nazwa wsi rodzinnej Józefa Kowalskiego i rok urodzenia były wskazówkami do kolejnych poszukiwań genealogicznych, tym razem w aktach parafialnych Niedrzwicy Kościelnej.
Odnaleziony akt urodzenia Józefa Kowalskiego Nr 10/1834 potwierdza trafność wyliczenia rocznika powstańca. Pozyskujemy dokładniejszą datę urodzin: „Działo się w Niedrzwicy Kościelnej dnia szesnastego lutego tysiąc osiemset trzydziestego czwartego roku o godzinie dwunastej popołudniu stawił się Dawid Kowalski lat czterdzieści sześć (…) okazał syna zrodzonego w domu jego  dnia onegdajszego rano o godzinie dziewiątej”. Zatem Józef Kowalski urodził się w Sobieszczanach 15 lutego 1834 r. Syna zapisano w aktach parafialnych i ochrzczono w kościele w Niedrzwicy Kościelnej, ale urodził się w Sobieszczanach, jak wynika z aktu zgonu. Matka miała w czasie połogu 32 lata. Akt urodzenia przynosi dodatkowe informacje: ojciec Józefa był w tym czasie „pisarzem gorzelnym z Niedrzwicy Kościelnej”. Świadkiem przy zgłaszaniu faktu narodzin Józefa był ówczesny dziedzic Niedrzwicy Kościelnej, Tomasz Dłuski lat 46, który wraz z żoną Marianną (z Baranowskich) Dłuską byli rodzicami chrzestnymi dziecka. Chrzest odbył się w dniu 16 lutego 1834 r. Akt został odczytany i podpisany przez księdza, ojca dziecka i świadka Dłuskiego.
W czasie wybuchu powstania styczniowego w 1863 r., włościanin ze wsi Sobieszczany Józef Kowalski miał 29 lat. Zaangażowanie mieszkańców tych terenów w walkę niepodległościową nie jest, jak dotychczas, dobrze rozpoznane. Ze znanych opracowań wiemy jedynie, że przez Niedrzwicę Dużą i Niedrzwicę Kościelną przetaczały się w latach 1863-1864 kilkakrotnie partie powstańcze, do których mógł się zaciągnąć Józef Kowalski. (6) Najbardziej prawdopodobny jest oddział „Ćwieka”, nazwany tak od pseudonimu jego dowódcy Kajetana Karola Cieszkowskiego*. Jest prawdopodobne, że Józef Kowalski dołączył do powstańców Piątego Oddziału Wojsk Narodowych Województwa Lubelskiego, tzw. „Ćwieków”, przeszedł z nimi szlak bojowy, osiadłszy później na prawie pół wieku przy rodzinie w Zamościu. Byłych powstańców ukrywało się wówczas. Józef znalazł pomoc i opiekę u starszego brata, Leonarda Kowalskiego, właściciela Podtopola w Zamościu. Nawet jego pochówek w 1911 r. musiał być w czasie zaboru rosyjskiego „skromny”, ponieważ niemożliwe było wówczas zaznaczenie na nagrobku jego działalności narodowowyzwoleńczej. Należytego uhonorowania doczekał dopiero w wolnej Polsce, od córki Wincentyny, która ufundowała rodzicom należyty pomnik na cmentarzu.
250 osobowy oddział Cieszkowskiego prowadził walki od lipca 1863 do stycznia 1864. „Ćwieki” biły się na Lubelszczyźnie i Podlasiu. W pierwszych dniach sierpnia 1863 r. oddział Cieszkowskiego połączył swoje siły z partią Eminowicza i Ruckiego. Zajęli Chełm, a 5.08. 1863 r. odnieśli pierwsze zwycięstwo pod Depułtyczami. Na terenie samej tylko Zamojszczyzny „Ćwieki” uczestniczyli w walkach pod Biłgorajem (2.09.1863 r.), potem dołączyli do partii Borelowskiego i 3.09. 1863 r. walczyli pod Panasówką. Po przegranej bitwie pod Batorzem siły „Ćwieków” skierowały się 4 września 1863 r. ku Niedrzwicy. Ponadto udokumentowany jest zapiskami powstańczymi przemarsz przez Niedrzwicę Dużą i Niedrzwicę Kościelną. W tym czasie powstańcy przemieszczali się w kierunku Borowa (22 października 1863 r.).
Kolejne poszukiwania genealogiczne naprowadziły na (dotychczas nieznany) związek rodzinny Józefa Kowalskiego i Leonarda Kowalskiego. Ten drugi wzmiankowany był także w Encyklopedii Miasta Zamościa przez Andrzeja Kędziorę, jako właściciel znacznej części Kolonii Podtopole, którą to ziemię nabył po likwidacji twierdzy zamojskiej. Rozsprzedawał ją później stopniowo na działki. Na akt urodzenia Leonarda Kowalskiego natrafiłam przypadkowo, szukając rodzeństwa powstańca Józefa Kowalskiego, w aktach parafialnych Niedrzwicy Kościelnej. Leonard był starszym bratem Józefa, ur. 5 listopada 1831 r. w Niedrzwicy Kościelnej. Jak wynika z aktu Nr 45/1831, ojciec braci – Daniel Kowalski był w tym czasie kredencerzem (srebrowym) na dworze w Niedrzwicy Kościelnej. Chrzestnym był wielmożny Stanisław Dłuski i panna Marianna Żukowska. Zbieżnie, dodatkowych ustaleń na temat Leonarda Kowalskiego dokonał Pan Andrzej Kędziora. Zanim Leonard Kowalski przybył do Zamościa pracował jako ekonom w Brzozówce*, w latach 60-tych XIX w. Z notatki informującej o tym wynika, że w tym czasie miał 27 lat, był katolikiem niewysokiego wzrostu, o okrągłej twarzy z ciemnym zarostem i  oczach koloru brązowego.
Ciekawą informację z okresu zamieszkiwania Leonarda Kowalskiego w Zamościu odszukał Pan Andrzej Kędziora w zasobach Biblioteki Narodowej w Warszawie. Znalazła ona swoje odzwierciedlenie w haśle Zamościopedii „Kradzieże”. (7) Otóż, w 1898 r. właściciel folwarku Podtopole, Leonard Kowalski został okradziony na sumę 3.500 rb, które były przeznaczone na zakup urządzeń do młyna, który zamierzał uruchomić. Leonard Kowalski, właściciel Podtopola, sędzia gminny, zmarł bezpotomnie 3 marca 1914 r., w wieku 83 lat, w Zamościu na Podtopolu. Wiemy to z aktu zgonu Nr 42/1914, odszukanego w zasobach archiwalnych Parafii Katedralnej w Zamościu (poniżej). Jeszcze w 1919 r. nie przeprowadzono spadku po zmarłym, o czym informuje odszukane przez p. Kędziorę Obwieszczenie kancelarii Sądu Pokoju. Zebrane informacje pozwoliły na zredagowanie krótkiego biogramu Leonarda  Kowalskiego w Zamościopedii. (8) Jedna z informacji tam zawartych może sugerować, że Leonard Kowalski brał także udział w powstaniu styczniowym: cyt. „W 1863 znalazł się jako żołnierz urlopowany na liście policyjnej wyszłych nie wiadomo gdzie w 1861 r.” (9)
 
Opisany powyżej krótki rys biograficzny braci Kowalskich wymaga z pewnością wielu jeszcze uzupełnień. Warto nadal poszukiwać informacji, szczególnie tych służących rozbudowie wątku powstania styczniowego.
opracowanie: Ewa Lisiecka
  • Brzozówka – siedziba gminy, do której należały: Stróża z browarem Ordynacji Zamojskiej oraz Rudki – z fabryką terpentyny. Współcześnie – Roztocze Gorajskie – zachowany park podworski Zamoyskich z 2 połowy XIX w. i drewniana kapliczka św. Antoniego. Miejscowość należała do Ordynacji Zamoyskich już w 1791 r.
  • Formalnym dowódcą V Oddziału był Adolf Amort
źródła:
  1. Andrzej Kędziora. Cmentarz w Zamościu. Przewodnik biograficzny. Regionalna Pracownia Krajoznawcza PTTK. Zamość 1987. s. 28, s. 60.
  2. . Andrzej Kędziora. Encyklopedia Ludzi Zamościa. Zamość 2007. s. 150. ; Encyklopedia Miasta Zamościa. Zamość 2012 s. 314, s. 520; Zamościopedia –Zamościopedia – KOWALSKI JÓZEF (1834-1911) weteran powstania 1863. (zamosciopedia.pl).
  3. zdjęcie nagrobka weterana z archiwum Bożeny Smutniak.
  4. Danuta Kawałko. Cmentarze województwa zamojskiego. Państwowa Służba Ochrony Zabytków. Zamość 1994. s. 294.
  5. http://mogily.pl/zamosckatedralny/kowalskij%C3%B3zef_792947
  6. Tadeusz Mencel. Piaty Oddział Województwa Lubelskiego Kajetana-Cieszkowskiego- Ćwieka w powstaniu styczniowym. Rocznik Lubelski 6, 127-155. 1963.  https://www.bazhum.muzhp.pl/media/files/Rocznik_Lubelski/Rocznik_Lubelski-r1963-t6/Rocznik_Lubelski-r1963-t6-s127-155/Rocznik_Lubelski-r1963-t6-s127-155.pdf
  7. Zamościopedia. Hasło: – Zamościopedia – KRADZIEŻE (zamosciopedia.pl)
  8. Zamościopedia – KOWALSKI LEONARD (1831-1914) właściciel Podtopola, sędzia gminny (zamosciopedia.pl)
  9. Zasoby archiwalne Biblioteki Narodowej w Warszawie. Strona internetowa „Polona”.

    Uzupełnienia do artykułu:

  10. Stanisław Zieliński. Mapa bitew i potyczek 1863-1864 w Królestwie Kongresowym z datami starć. wyd. Rapperswill. Muzeum Narodowe w Rapperswill. 1913 – Polona. BN Warszawa.  Według mapy we wsi Sobieszczany (miejsce urodzenia Józefa Kowalskiego) w dniu 27 czerwca 1863 r. odbyła się powstańcza potyczka. Zachodzi duże prawdopodobieństwo, że brał w niej udział.

Ostatnie pożegnanie.

Z przykrością zawiadamiamy, że w dniu 11 maja 2021 r. zmarł nasz Kolega Przewodnik ANDRZEJ RÓŻYCKI.

Wyrazy głębokiego współczucia dla Rodziny i Kolegów Andrzeja od zamojskich przewodników.

Niech odpoczywa w spokoju.

 

Historia budowy „nowego” kościoła tomaszowskiego.

Danuta Pasieczna

z cyklu: Dzieje Tomaszowa Lubelskiego

   HISTORIA BUDOWY KOŚCIOŁA „NOWEGO” – enigmatyczna w tytule nazwa świątyni tomaszowskiej – to rzymsko-katolicki kościół parafialny p.w. Najświętszego Serca Jezusowego, jeden z trzech aktualnie funkcjonujących obiektów sakralnych w mieście. Kościół liczy około 70 lat, ale w powszechnej świadomości Tomaszowian pozostaje wciąż „Nowy”. Skąd ta nazwa? Wertując materiały źródłowe dotyczące tematu zaskoczyła mnie jego długa, burzliwa historia – jak burzliwe były lata towarzyszące tej budowie. Zadziwiła determinacja budowniczych, którzy mimo bardzo wielu trudności przez dokładnie 16 lat wznosili ten swój drugi „nowy” kościół.

   Historia jego budowy wpisuje się nierozerwalnie w wydarzenia lat międzywojennych, a nawet wcześniej. Z fragmentarycznych wzmianek wynika, że już w 1914 roku podjęto decyzję powstania nowej świątyni: „Dzieło budowy nowego kościoła w Tomaszowie podjął jeszcze przed wojną 1914 r. ks. kan. Julian Bogutyn. Na ten cel zorganizował między innymi zbiórkę pieniędzy, złotych obrączek, monet i kosztowności. Zgromadzono dzięki temu dużą ilość kamienia na wykonanie fundamentów oraz wapno, jednak I wojna światowa i rozpoczęte działania wojenne pokrzyżowały plany budowy”.

Nie wiadomo, czy lokalizacja budowy była już ustalona i kto realnie organizował oraz prowadził pierwsze etapy budowy. Podobno zgłoszono propozycję by kościół powstał na tzw. „Piaskach” – w miejscu nieistniejącego już wówczas kościoła i klasztoru Trynitarzy z XVIII w.  Jak odnotował kronikarz m. Tomaszowa – Jan Mazurek, Niemcy wykorzystali zebrany materiał na wybrukowanie jednej z tomaszowskich ulic (ul. Sokalska – obecnie 29 Listopada), a pozostały – po prostu rozkradziono.

   Dwadzieścia lat później – w 1934 roku ks. kan. Władysław Bargiełł, niemalże zaraz po objęciu parafii tomaszowskiej przy kościele p.w. Zwiastowania NMP powołał Komitet Budowy Kościoła i, jak podają kroniki parafialne, większością głosów zdecydowano, że nowy obiekt powstanie przy ulicy Lwowskiej, na terenie dawnej fabryki porcelany. Już pierwszego czerwca 1935 roku zebrano materiały budowlane; wypalono około 40 000 sztuk cegieł i postawiono fundamenty pod budowę. „Poświęcenia fundamentów dokonał miejscowy emeryt ks. szambelan Antoni Gryczyński 4 maja 1937 r. Ks. Dziekan gromadząc materiały budowlane, wznosi pod dach mury potężnego, budowanego z wielkim rozmachem kościoła. 25 grudnia 1937 roku mury świątyni osiągnęły już połowę planowanej wysokości”.

Wspomnieć należy iż planowany wówczas kościół wg projektu inż. Sicińskiego imponował rozmachem: „miał mieć dwie wysmukłe wieże po bokach od wejścia (podobnie jak w kościele Wizytek w Warszawie) i trzecią wieżę z tyłu nad prezbiterium, a ponadto troje łukowato sklepionych drzwi wejściowych w ścianie frontowej. Między wieżami zaś o czterech kondygnacjach i kopulastym dachu zwieńczonym krzyżami, zamykał u góry fasadę trójkątny dach”.

Projekt kościoła autorstwa inż. Sicińskiego

    Szkic planowanej budowy świątyni umieszczono do wglądu przy wejściu do kościoła parafialnego p.w. Zwiastowania NMP. Planowana budowa świątyni budziła zapał i zaangażowanie, czego dowodem było zorganizowanie wielu akcji społecznych w tym: rozprowadzanie tzw. cegiełek. Praca nabrała tempa tak, że wkrótce mury świątyni osiągnęły połowę całej wysokości. Lecz budowy nie zdążono już nakryć dachem. Niestety, plan okazał się ponad miarę zamożności Tomaszowian. Z powodu braku środków finansowych i niewiary części parafian w powodzenie tak wielkiej inwestycji zaprzestano budowy.

II wojna światowa wstrzymała ostatecznie dalszą budowę, a jego budowniczy – ks. Bargiełł zostaje aresztowany przez gestapo i wywieziony do Zamku Lubelskiego, a potem do innych obozów m.in. do Dachau. Przez okres wojny do końca okupacji kościół stał bez dachu i nawet deski, którymi prowizorycznie nakryto mury zabrali Niemcy, by zbudować z nich szopę przy ulicy Szkolnej. I znów – zebrany materiał pod budowę został rozkradziony.

   Ks. Bargiełł wraca po wojnie, lecz z powodu złego stanu zdrowia nie kontynuuje inwestycji i wyjeżdża z Tomaszowa. Rozczarowało to Tomaszowian, uznali iż nad budową nowego kościoła wisi jakieś fatum.

   W 1946 roku budowę kościoła podejmuje kolejny proboszcz parafii – ks. kan. Stanisław Niedzwiński. Przy poparciu Kurii Biskupiej i otrzymaniu odpowiednich zezwoleń władz państwowych przystępuje do zgromadzenia materiałów i w pierwszej kolejności pokrycia murów dachem. Pracami nadzoruje inż. J. Stachocki (inne źródła podają iż nadzór nad budową objął inż. Klimczak z Zamościa). Komitet Budowy wydzierżawił cegielnię „Lipka” w okolicach Tomaszowa, by mieć własną cegłę, a zyski z nadwyżki wyrobów przeznaczyć na budowę. Obiekt wznoszony był na wcześniej ustalonym terenie przy ulicy Lwowskiej. Jego kształt daleko odbiegał od pierwotnego projektu. Zaniechano imponującej rozmachem konstrukcji budynku, pozostając przy zwartej bryle ceglanej z przylegającą do niej jedną wysoką wieżą.

Mimo trudności, a może właśnie na przekór – budowa przebiegała bardzo sprawnie. Wiosną 1947 roku prace trwały bez przerwy tak, że w grudniu tegoż roku został pokryty cały dach świątyni. „Rok 1948 upłynął na wykonywaniu tynków wewnętrznych oraz na prowadzeniu najpilniejszych robót, które umożliwiłyby jeszcze w tym samym roku odprawienie w kościele pasterki. Tak też rzeczywiście się stało – 24 grudnia 1948 r w obecności kilku tysięcy parafian została odprawiona pierwsza pasterka w kościele”.

Wcześniej, pod datą 29 kwietnia 1946 roku kronika parafialna notuje równie ważne wydarzenie kościelne związane z poświęceniem nowego dzwonu i „starego”, który wykopano z ogrodu parafialnego. Jakie zatem były okoliczności zakopania na czas wojny dzwonu? Kto był inicjatorem ukrycia? Znamy z historii wiele przypadków zabezpieczania cennych rzeczy przed agresorem. Wspominam o tym wydarzeniu, jako że fakt ten jest przykładem iż nie wszyscy mieszkańcy stracili wiarę w budowę nowej świątyni. Dziennikarz W. Dziedzic powołując się na zapiski w kronice m. Tomaszowa pisze: … „Te objawy czarnowidztwa przełamał w końcu ks. dziekan Niedźwiedzki organizując w styczniu 1947 roku zwózkę cegły, piasku i desek oraz zapewniając, że z wiosną roboty pójdą pełną parą, w co niektórzy parafianie uwierzyli bo duszpasterz był pełen energii optymizmu i dobrych chęci”.

   A był to czas szczególnie niesprzyjający budowie świątyni i nie tylko ze względu na skromne środki materialne. Brak fachowców, brak stałej ekipy budowlanej. Wiele prac wykonywano czynem społecznym. Nie brakowało intryg, donosów i zwykłej ludzkiej nieuczciwości. Pamiętam rozmowy w moim rodzinnym domu; ojciec robiąc „stolarkę” przy kościele był świadkiem rozkradania materiałów i szykanowania tych najbardziej zaangażowanych w budowę mieszkańców. Że sytuacja była na tyle poważna, świadczy zapis wystąpienia proboszcza do wiernych z dnia 22 czerwca 1946 roku: „złośliwi ludzie robią intrygi i starają się poróżnić i wywołać rozdźwięki w parafii. Otóż zaznaczamy, że jesteśmy z sobą w najlepszej zgodzie i praca rozpoczęta w dalszym ciągu w miarę naszych sił postępować będzie. Prosimy żadnych agitacji nie słuchać”.

Nie była to budowa łatwa i bezpieczna. Trzeba pamiętać, że polityczna sytuacja Tomaszowa, jak wielu miastach w Polsce, nie należała do spokojnych; był to czas „komunistycznych rozliczeń”. Aż dziw, że w trakcie budowy nie było nieszczęśliwych wypadków, a może były?

W 1948 roku trwały kolejne prace wykończeniowe: oszklono okna, wykonano chór, klatkę schodową na chór, otynkowano kasetony w prezbiterium i nawie głównej. Wyposażenie kościoła i drobne prace budowlane trwały w latach 1949 – 1950 już pod kierunkiem kolejnego proboszcza ks. dziekana Bronisława Falenta.

Historyczne – ważne wydarzenie roku 1950: dnia 15 października ks. Piotr Kałwa – ordynariusz diecezji lubelskiej dokonuje konsekracji kościoła, a tym samym „zwieńcza budowę” oddając nową świątynię do użytku wiernym „po długich latach wysiłku i oczekiwania”.

   W 1951 roku staraniem ks. Bronisława Falentego sprowadzono z kościoła w Uhnowie (dzisiejsza Ukraina) część wyposażenia wnętrza świątyni. Kroniki notują: „w dniu 30 lipca 1951 r z kościoła w Uhnowie, w związku z planowaną wymianą odcinków granicznych z Ukrainą i po kasacji kościoła w Uhnowie przywieziono do tomaszowskiej świątyni 24 ławki, dwa boczne ołtarze oraz trzeci – mniejszy, pochodzące z Uhnowskiej świątyni. Jednocześnie uczyniono starania dzięki ks. Falentowi o pozyskanie pięknej ambony w kształcie łodzi Piotrowej z cerkwi Uhnowskiej.

Następnie w 1952 roku zakupiono i umieszczono nowe organy, zaś następnie dzięki staraniom ks. dziekana Stanisława Krynickiego wiosną 1954 r. podjęto prace przy budowie wieży o planowanej wysokości 47 m, która też z różnymi trudnościami powstawała. Jesienią 1954 r prace dobiegły końca, tak by w następnym roku kontynuować prace wykończeniowe oraz 18 czerwca 1955 r zamontować na jej szczycie żelazny ażurowy krzyż”. Roboty te prowadził Władysław Romanowicz i Franciszek Tryndoch z Tomaszowa. W 1959 roku zakończono też roboty przy ogrodzeniu. Wykonawcą był Tadeusz Żerebecki.

   

Budynek projektował architekt Jerzy Siennicki. Kościół w swojej konstrukcji stanowi zwartą, prostą bryłę ceglaną z przylegającą do niej wysoką wieżą. Wnętrze ma sufit kasetowy. Nawa główna oświetlana jest okrągłymi oknami umieszczonymi w nawach bocznych. Jest to prosta konstrukcja, bez ozdób architektonicznych, bez arkad filarowych zastąpionych prostymi kolumnami. Wewnątrz kościół charakteryzuje się prostym układem przestrzennym. Powierzchnia zajmuje 1100 m kw. Kościół usytuowano w terenie nie według dawniej przyjętego zwyczaju, gdzie ołtarz główny powinien znajdować się po stronie wschodniej, lecz odwrotnie.

  

   Równolegle po zakończeniu prac budowlano – wykończeniowych wzbogacano kościół o niezbędne wyposażenia i zdobienia. W roku 1960 roku parafianie ufundowali cztery dzwony do kościoła nadając im imiona świętych patronów: „św. Piotr” i „św. Wojciech”.

  Stan techniczny i wygląd kościoła jest stałą troską kolejnych władz kościelnych i oczywiście aktywności parafian. Ostatni, gruntowny remont budynku wraz z ogrodzeniem przeprowadzono w 1993 roku, staraniem ks. Jana Krawczyka – proboszcza i dziekana dekanatu Tomaszowa Lub. Wnętrze kościoła ocieplono, położono nowy marmur i nową polichromię. Dokonano wymiany więźby dachowej na kościele i zmieniono pokrycie dachowe. W ramach remontu wykonano wiele innych prac konserwatorskich i zdobniczych.

   Historia budowy kościoła – determinacja władz kościelnych poparta wręcz entuzjastyczną aktywnością wiernych, budzi dziś szacunek i podziw. Nawet najbardziej wnikliwa penetracja materiałów źródłowych uniemożliwiła przekazanie pełnych faktów z przeszłości i podania z imienia i nazwiska wszystkich bohaterów tej historii.

   Dzisiaj – kościół parafialny p.w. Najświętszego Serca Jezusowego gromadzi swoich wiernych, a tych których los przeniósł do innych miejsc, łączy wspomnieniem lat dawnych.

Miasto – obok „perły” drewnianej architektury, jaką stanowi drewniany kościół pod wezwaniem NMP z XVIII wieku, zaprasza zatem do zwiedzania kościoła „Nowego”, w którym na uwagę zasługuje wiele cennych elementów wyposażenia, w tym – unikalna, piękna ambona cerkiewna oraz interesujące współczesne malarstwo ścienne pędzla Janusza Szpyta.

Serdeczne podziękowanie za pomoc w zgromadzeniu materiałów składam Pani Joannie Barcickiej – Tomaszowiance.

zdjęcia: Danuta Pasieczna

Źródła:

  1. Parafia rzymsko-katolicka p.w Zwiastowania NMP w Tomaszowie Lubelskim

red. ks. Zygmunt Jagiełło, Tomaszów Lubelski 2008, Wyd. Attyla Zamość

  1. Tomaszów Lubelski. Monografia Miasta. Pod red. Ryszarda Szczygła, Lublin – Tomaszów Lubelski 2011

  2. ReWizje Tomaszowskie Nr 4 (341) 13 luty 2004r

Historia niemieckiej kolonizacji Zamojszczyzny.

 Maciej Łopaciński

Maciej.Lopacinski@gmail.comhttps://orcid.org/0000-0003-2440-8142

Wstęp

Mało znanym, ale ważnym dla rozwoju Zamojszczyzny i jej losów w okresie II wojny światowej epizodem jest kolonizacja niemiecka. Koloniści zasiedlili kilka wsi. Przynieśli oni ze sobą nowoczesne metody uprawy roli oraz umiejętności gospodarowania na trudnych terenach.

Zamojszczyzna została przyłączona do Austrii w 1772 roku i była częścią Galicji do 1809 roku. W 1809 roku koloniści zostali oddzieleni granicą od niemieckojęzycznego państwa oraz innych grup kolonistów posługujących się językiem niemieckim. Otoczeni przez polskich sąsiadów już w połowie XIX wieku utracili znajomość języka niemieckiego. Jednak, aż do okresu II wojny światowej potomkowie kolonistów większość małżeństw zawierali pomiędzy sobą.

O kolonistach z Zamojszczyzny na długie lata zapomniano – nie są wspominani w publikacjach przedwojennych, ani na mapie osiadłości niemieckich Breyera. Nie uwzględniono ich także w trakcie podjętej zimą 1939/40 r. akcji repatriacji niemieckich kolonistów do kraju Warty “Heim ins Reich”.

“Odkrycie” przez władze hitlerowskie, sporej grupy ludności pochodzenia niemieckiego, która nie została przesiedlona na przełomie 1939/40 r. stanowiło istotny przyczynek do późniejszych losów Zamojszczyzny. Wykorzystano to jako pretekst do germanizacji Zamojszczyzny, wysiedlania ludności polskiej i osiedlania nowych kolonistów z Besarabii.

W okresie okupacji koloniści zostali objęci nauką języka niemieckiego i niemieckich zwyczajów przez przyjeżdżające z Niemiec członkinie związku młodzieży niemieckiej BDM (Einsatzmädel) pod czujną opieką funkcjonariuszy SS. Koloniści musieli stale udowadniać swoją niemieckość – otrzymali oni białe kenkarty – czyli tymczasowe dowody pochodzenia niemieckiego.

Kolonizacja Józefińska

Po drugim rozbiorze Polski, Zamojszczyzna znalazła się w austriackiej prowincji Galicji. Tereny te były słabo zagospodarowane, a ludność uboga. Wśród urzędników austriackich narodził się pomysł zorganizowania akcji kolonizacyjnej i zaludnienia nowych terytoriów osadnikami. Cesarzowa Maria Teresa (matka Józefa II) pomimo obaw, co do trwałości nowych zdobyczy terytorialnych, pod wpływem otoczenia zgodziła się na rozpoczęcie kolonizacji Galicji. Bojąc się niezadowolenia wśród ludności katolickiej i unickiej, nie zgadzała się ona na osadzanie kolonistów innych wyznań. Wykluczała całkowicie wszelką kolonizację rolną z udziałem protestantów. Kupców i rzemieślników protestanckich zgodziła się osiedlić tylko w kilku miastach galicyjskich.

Cesarz Józef II nie miał już tych wątpliwości co do trwałości zdobyczy terytorialnych, jego stosunek do protestantów był znacznie lepszy niż jego matki.

Podpisany przez Cesarza Józefa II w dniu 17 września 1781 r. patent cesarski – wzorujący się na rozwiązaniach kolonizacyjnych Fryderyka Wielkiego – rozpoczął kolonizację na szeroką skalę. Dokument ten, dopuszczał – oprócz osadnictwa miejskiego – także kolonizację rolniczą. Dodatkowy patent z 11 listopada 1781 r. dopuścił także osadnictwo protestantów. Największy napływ kolonistów zanotowano w latach 1783-1784. Akcję zakończono w roku 1789, pozwalając jednak mieszkającym już osadnikom niemieckim na tworzenie nowych osad. Ocenia się, że liczba osadników wyniosła ok. 14 400 osób (ponad 3 200 rodzin). Powstało 120 czysto niemieckich osad i 55 mieszanych, z czego państwo założyło bezpośrednio 127 kolonii (pozostałe powstały jako prywatne), z czego większość w Galicji Wschodniej, a znacząco mniej w Galicji Zachodniej. Samodzielnymi gminami zostawały kolonie, w których osiadło przynajmniej 20 (25 wg.) rodzin. Pośród kolonistów, których pochodzenie zarejestrowano największy odsetek stanowiły osoby z Palatynatu – ponad jedną trzecią. Osiedlając osadników starano się ich grupować przede wszystkim według ich wyznania, tak aby w nowych osadach nie było sporów religijnych o kościół, czy cmentarz. Największą grupę kolonistów stanowili protestanci, przede wszystkim luteranie (około 47%), w mniejszym stopniu kalwini (ok. 13%), a w najmniejszym mennonici (poniżej 1%). Luteranie i kalwini zakładali nowe zbory na mocy patentu tolerancyjnego, a do zarządzania nimi pod koniec 1803 r. powstała superintendentura lwowska (diecezja). Osadnicy katoliccy (stanowiący ok. 39%) nie stawiali nowych kościołów (choć początkowo planowano je w Königsau, Kaisersdorf i Wiesenberg), a podlegali najbliższej parafii katolickiej.

Napływ kolonistów był tak duży, że już 8 lipca 1782 roku zmieniono zasady przyjmowania kolonistów – za kolonistę uważano odtąd tylko osoby, które nie były obywatelami Austrii i przybyły po ogłoszeniu patentu z 1781 roku. Zmieniono także zasady dawania zapomóg i osiedlania, tak aby przyjmować głównie bogatych kolonistów. W związku z tym zaczęto dzielić kolonistów na odpowiednie grupy i klasy. Ci, którzy mieli majątek własny w gotówce w ilości od 200 do 1000 guldenów, byli uprzywilejowanymi (begünstigte), nie mający majątku byli nieuprzywilejowanymi. Obie te grupy kolonistów należały do kolonizacji kameralnej (1), to znaczy musiały być osiedlone w dobrach państwowych na koszt państwa. Uprzywilejowani mieli w paszportach klauzulę „Zur begünstigten Kameral-Ausiedlung”. Ich pierwszeństwo przed nieuprzywilejowanym polegało na lepszej i szybszej lokacji, otrzymywali od rządu więcej gruntu, większe zabudowania i więcej bydła.

Trzecią grupę stanowili osadnicy przybywający do Galicji z paszportami rządowymi, ale bez jakichkolwiek praw do wsparcia ze strony skarbu państwa. Zwykle byli to osadnicy wędrujący do swoich już wcześniej osadzonych rodzin. W paszportach mieli klauzulę “na własne ryzyko” (Auf eigene Gefahr). Osadnicy na własne ryzyko byli traktowani przez administrację jako pracownicy najemni i mogli zmieniać miejsce pobytu w zależności od zapotrzebowania na ich pracę.

Zgodnie z patentem, w którym kolonistom obiecano ziemię i domy, administracja cesarka dzieliła dobra kameralne pod nowe kolonie. Grunty dzielono na kilka klas w zależności od ich żyzności. Każdy spójny obszar gruntu tej samej klasy (niwa) był dzielony na równej wielkości pola, których liczba odpowiadała liczbie kolonistów w kolonii. W drodze losowania każdy kolonista otrzymywał po jednym kawałku z każdej niwy. Prowadziło to do rozdrobnienia pól i często dalekich dojazdów do pól, ale gwarantowało sprawiedliwy podział gruntów pomiędzy wszystkich kolonistów. Zatrudnieni przez rząd inżynierowie oprócz podziału pól, zajmowali się projektowaniem układu urbanistycznego wsi, budynków oraz nadzorem nad wznoszeniem  zabudowań. Budynki w jednej wsi były w zasadzie jednakowe, z niewielkim zróżnicowaniem w zależności od wielkości przyznanego gospodarstwa. Były położone blisko siebie w odległości 10 sążni, a odległość od domu do stodoły wynosiła 15 sążni. Wsie do pięćdziesięciu domów budowano w formie ulicówki, większe składały się z dwóch równoległych ulic. Każdy dom składał się z wielkiej izby mieszkalnej, sieni z kuchnią, komory i małej komórki na sprzęty. Jakość budynków była bardzo różna: bywały domy murowane z cegły, stawiane na kamiennych fundamentach i kryte gontem, najczęściej wznoszono budynki drewniane, zdarzały się również budynki z suszonej na słońcu cegły z kominem z chrustu oblepionego gliną.

Administracja cesarska nie radziła sobie z czasochłonnym i kosztownym wyznaczaniem oraz budową nowych osad w dobrach kameralnych. Dlatego też, 14 marca 1784 r. cesarz Józef II wezwał polskich prywatnych właścicieli ziemskich do osiedlania w swoich majątkach kolonistów. Za każdą osiedloną rodzinę właściciel ziemski otrzymywał kwotę 250 – 300 guldenów, co na ówczesne warunki stanowiło nadzwyczajnie wysoką sumę. (2)

W ramach całej akcji kolonizacyjnej w Galicji osiedlono 3 249 rodzin (ok. 14 500 osób), z czego w dobrach prywatnych osiedliło się 285 rodzin.

Przebieg migracji w Kolonizacji Józefińskiej

Werbunek kolonistów do osadzania się w Galicji prowadzili agenci polityczni rządu wiedeńskiego oraz specjalni agenci werbunkowi wysłani przez rząd do Niemiec, nad Ren, Mozelę, do Palatynatu, Szwabii, Wirtembergii, Frankonii. Wydrukowano plakaty werbunkowe oraz kopie patentu osadniczego z 17 IX 1771 r., które rozesłano po wsiach i miasteczkach Niemiec. Patent tolerancyjny spowodował, że powrotem w ramach akcji kolonizacyjnej byli zainteresowani również Polacy, którzy wyemigrowali z kraju pod koniec XVIII w. z powodu ucisku i nietolerancji wobec protestantów. Agenci zapisywali daty zgłoszeń i nazwiska zgłaszających się, wystawiali im paszporty na przesiedlenie i oznaczali czas wyjazdu. Paszport taki zawierał informacje o trasie wędrówki, liczbie dzieci i pieniądzach, które kolonista otrzymał na podróż. Przyszli koloniści sprzedawali swoje gospodarstwa, zatrzymując przy sobie tylko rzeczy najbardziej konieczne. W wyznaczonych terminach stawiali się oni w oznaczonych miejscach zbiórki i stąd wozami przewożeni byli do Donauwörth, Günzburgu lub Ulmu nad Dunajem. Tu były już przygotowane statki rzeczne, które zabierały do Wiednia. W Wiedniu imigrantami zajmował się specjalnie ustanowiony dla kolonistów i spraw poddańczych agent Józef Antoni Weltz. W Wiedniu odbierano im dotychczasowe paszporty i wystawiano nowe, z określoną trasą dalszej podróży. Z Wiednia kolonistów z kierowano do Białej, a jeśli pochodzili z Prus to do Zamościa – Zamość był dla nich miastem tranzytowym w podróży. (3)

Koloniści otrzymywali na drogę zapomogę na każdą osobę w wysokości 2 gr na każdą milę trasy do przebycia. Podróżujących oraz przybyłych na miejsce kolonistów kwaterowano w gospodarstwach chłopskich (początkowo bez wynagrodzenia) oraz budynkach zlikwidowanych przez Józefa II klasztorów. W późniejszym okresie wydano nakaz usuwania Żydów z ich własnych domów i kwaterowania tam kolonistów – w późniejszym okresie wysiedlonym Żydom wypłacano odszkodowanie, ale tylko pod warunkiem, że wcześniej nie zalegali z podatkami. W przepełnionych kwaterach szerzyły się choroby zakaźne – choć władze starały się zadbać o opiekę medyczną organizując szpitale, zatrudniając lekarzy i położne oraz kontrolując stan sanitarny i porządek na kwaterach. Po przybyciu na miejsce kolonistom odbierano paszporty. Opiekujący się kolonistami kurator wypełniał specjalną książeczkę z wymienionymi wszystkim członkami rodziny, którą przekazywał głowie rodziny. Do książeczki wpisywano wszystkie poniesione na daną rodzinę koszty: zapomogi, koszty prowiantu i kwaterunku, koszt pomocy lekarskiej. Zwrotowi podlegały wyłącznie zapomogi – pozostałe wsparcie dla kolonistów było bezzwrotne.

Koloniści przybyli na miejsce oczekiwali na przydział gospodarstwa i domu – przeciągające się parcelacje i prace budowlane powodowały, że niektórzy z nich musieli oczekiwać nawet trzy lata mieszkając w tymczasowych kwaterach. Administracja państwowa nie zajmowała się kolonistami prywatnymi oraz przybywającymi na własne ryzyko, ograniczając się do pomocy w przypadku choroby.

 
Ilustracja powyżej przedstawia paszport emigracyjny wieśniaka Franciszka Adama Detticha. Dettich przesiedlił się w roku 1785 z żoną i dwojgiem dzieci z Saarpfalz do powiatu zamojskiego. Podróżował on ze swoją rodziną poprzez Ulm statkiem po Dunaju aż do Wiednia, stąd zaś przez Morawy i Śląsk, przez Białą, Tarnów, Dębicę, Landshut (Łańcut) i Jarosław do Zamościa. Cesarski urząd celny wystawił mu ten paszport na drogę od Białej do Zamościa i wyasygnował na drogę 5 guldenów. W paszporcie było zaznaczone, że do emigracji skłonił go szwagier Max Denner, osiadły już w powiecie zamojskim. Rodzina Dettich zamieszkiwała w 1941 roku we wsi Sabaudia.
Początki kolonizacji na Zamojszczyźnie
W październiku 1784 roku hrabia Andrzej Zamoyski zawarł układ z cesarzem o osiedleniu włościan niemieckich. Zobowiązał się on do osiedlenia 80 rodzin. Za każdą osiedloną rodzinę Zamoyski miał trzymać wynagrodzenie w kwocie 250 guldenów. (4) Kolonistom w dobrach Zamoyskich zaoferowano: 30 morgów (5) ziemi (w liście kolonisty z 1875 r. jest mowa o 40 morgach), Lepucki pisze o 30 korcach (6)
10 morgów łąki;
dom z kominem;
materiał budowlany na budynki gospodarcze,
– na stajnie i stodołę, które koloniści mieli sami wybudować (Lepucki opisując kontrakt Zamoyskiego z cesarzem dotyczący tych pierwszych 80 rodzin podaje, iż domy i stajnie na 8 sztuk inwentarza miały być zbudowane przez Zamoyskiego);
zboże na pierwszy zasiew;
wspólne pastwisko;
dwa konie, dwie krowy, świnię, sochę, bronę żelazną, bronę drewnianą, okuty wóz oraz narzędzia domowe otrzymywali koloniści na kredyt który mieli spłacić po 6 latach;
zwolnienie od czynszów przez trzy lata.
W kontraktach pomiędzy właścicielami ziemskimi, a kolonistami zastrzegano zakaz produkcji i sprowadzania alkoholu spoza dóbr właściciela ziemskiego i obowiązek przemiału zboża w należących do niego młynach – nie ma jednak informacji, czy takie obostrzenia były w umowie z Zamoyskim.
Zwykle koloniści byli zobowiązani również do kilku dni pańszczyzny. Z ogólnych przepisów wynikało, ale w niektórych kontraktach było to wyraźnie zapisane, że odpowiadali solidarnie za zobowiązania czynszowe  i podatkowe wszystkich mieszkańców kolonii. Warto podkreślić, że w przeciwieństwie do innych kontraktów z właścicielami dóbr prywatnych, Zamoyski nie zaoferował gruntu, ani materiałów na budowę szkoły. Kontrakt z Zamoyskim przedłożono cesarzowi, który z warunków kontraktu był tak zadowolony, iż kazał informacje o tym patriotycznym czynie Zamoyskiego podać do publicznej wiadomości poprzez rozesłanie wiadomości poprzez cyrkuły kurędą. (7)
„Ponieważ J. Pan Hrabia Ordynat Zamoyski przez umieszczenie dobrowolne w Dobrach swojej Ordynacji 80 niemieckich Kolonistów Familii, swoją patryotyczną gorliwość w dopełnieniu naywyższych zamiarów z zupełnym Naiaśnieyszego Pana upodobaniem okazał; Przeto tenże Naiasnieyszy Pan swoim naywyższym Dworu Dekretem na dniu 23 Grudnia roku ubiegłego  wynikłym rozkazać raczył: ażeby ta patryotyczna czynność rzeczonego J. P. Hrabiego Zamoyskiego niniejszym Cyrkularzem do powszechney wszyslkich wiadomosci podana była ”Na prośbę osadników w marcu 1785 roku dodatkowo sprowadzono dziesięć rodzin rzemieślniczych. Jak podaje Lepucki, pierwszych 90 rodzin kolonistów osadzone zostało w Różańcu i Korchowie.
„Listy Kolonistów” podają, że w 1784 roku do powiatu zamojskiego sprowadziło się 151 niemieckich rodzin liczących 732 osoby. Należy podkreślić, że informacje o liczbie kolonistów zawarte w redagowanych w Lublinie “Listach Kolonistów” są bardziej wiarygodne i dokładne, niż opracowanie Lepuckiego pisane na podstawie dokumentów archiwalnych, przechowywanych w archiwach we Lwowie i  Wiedniu. Jak wynika z informacji o pochodzeniu kolonistów na Zamojszczyźnie publikowanych w “listach”, większość kolonistów wyruszyła z Palatynatu w 1784 roku, a w zamojskich wsiach osiedliła się dopiero po dwóch latach w 1786 roku. Oznacza to, że najprawdopodobniej koloniści przez dwa lata oczekiwali w Zamościu na przyznanie im gospodarstw. Za osiedlenie kolonistów na Zamojszczyźnie, władze austriackie wypłaciły właścicielom majątków ziemskich kwotę ok. 37 900 guldenów.
Hrabia Andrzej Zamoyski osadził kolonistów w: Różańcu, Korchowie, Sitańcu, Huszczce, Horyszowie, Białobrzegach, Zamchu, Rogoźnie, Sabaudii, Brodach i Dobrozach. Koloniści na zamojskich wsiach byli katolikami – jest możliwe, że taki wymóg zawarł Zamoyski w umowie z władzami austriackimi. Ludwik Bielski osadził 16 rodzin w Miączynie, a Piotr Lubowiecki otrzymując po 300 guldenów za rodzinę osadził 25 rodzin w Śniatyczach. Nieznana liczba rodzin została osadzona przez dziedzica Antoniówki. Koloniści Lubowickiego otrzymywali po 30 korców ziemi (24 pod zasiew i 6 pod wypas). (8) W 1792 roku Lubowicki wywłaszcza pięć rodzin kolonistów osadzając na ich miejsce chłopów. 
Do okresu II wojny światowej te wioski były wciąż zamieszkiwane przez potomków kolonistów – wyjątek stanowiły: Zamch, Różaniec i Korczów, które z powodu słabych gleb koloniści niemieccy opuścili. Jednak w początkach osadnictwa w tych trzech wioskach mieszkało: w Korczowie 47 niemieckich mieszkańców, w Różańcu 73, a w Zamchu 111.
W Dobrozach, Białobrzegach, Huszczce, Płoskim i Brodach koloniści zostali osiedleni w miejscu starej polskiej wsi. W Sitańcu, Horyszowie, Rogoźnie i Antoniówce osadnicy niemieccy osiedlali się w pobliżu istniejącej wioski – tak powstały Kolonia-Sitaniec, Kolonia-Horyszów, Kolonia-Rogoźno i Nowa-Antoniówka. Sabaudia została założona przez kolonistów niemieckich, którzy zbudowali zwartą wieś. Pole w Sabaudii stanowiło domenę cesarską (dawną królewszczyznę) i zostało oddane kolonistom przez państwo.
Pochodzenie rodzin kolonistów
W okresie okupacji władze niemieckie przy pomocy Hitlerjugend przeprowadziły badania pochodzenia kolonistów niemieckich na Zamojszczyźnie. Informacje o pochodzeniu przodków kolonistów, które opublikowano w “Listach Kolonistów” w 1941 roku zamieszczam poniżej. Określenie “mieszkają dziś” w dalszej części tego akapitu odnosi się do połowy 1941 roku.
Mateusz Albinger, wieśniak, ur. w Eppstein przy Frankenthal w Saarpfaltz, wywędrował w r. 1784 przez Wiedeń i Sambor do Galicji do pow. zamojskiego. W 1786 osiedlił się on w Białobrzegach.
Sebastian Albinger jest również w Eppstein urodzony i w 1784 r. wywędrował on ze swoją małżonką i z 5 dzieci. W 1786 r. osiedlił się on w Białobrzegach. Dzisiaj mieszkają Albingerowie w Białobrzegach, Sitańcu i Brodach.
Konrad Albrecht, wieśniak ur. w Reinheim przy St. Ingbert w Saarpfalz, wywędrował ze swoją żoną i 3 dzieci w 1784 r. i 1785 r osiedlił się w Miączynie. Albrechtowie mieszkają teraz w Horyszowie.

Piotr Altmayer, wieśniak ur. w Püttlingen przy Saarbrücken w Saarpfaltz, wywędrował w 1784 r. z żoną i 8 dzieci i w roku 1786 w Sitańcu się osiedlił. Altmayerowie mieszkają obecnie w Huszczce, Sitańcu i Płoskim.

Johan Beck, wieśniak, z Marnheim przy Kirchheimbolanden w Saarpfalz, kwaterował w 1785 r. w Lubaczowie i w 1786 r. osiadł w pow. zamojskim. Beckowie mieszkają dziś w Białobrzegach.

Christian (lub Christoph) Becker (Bäker, Beker tak też pisała się ta rodzina), wieśniak z Obermettingen przy Walshut w Badenii, osiadł w Zamchu przy Dobrozach.

Jerzy Becker, wieśniak ur. Etzenhofen przy Saarbrücken w Saarpfalz, w 1784 r. wywędrował z żoną i 12 dzieci i osiedlił się w 1786 r. w Róźańcu, pow. biłgorajskim. Beckowie mieszkają dziś w Brodach, Płoskim i Białobrzegach.

Piotr Bender, wieśniak, który też tkactwem się trudnił, ur. w Kirchenbollenbach przy St. Wendel w Saarpfalz, wywędrował w 1784 r. i osiedlił się w 1786 r. w Różańcu. Benderowie mieszkają dziś w Rogoźnie, Dobrozach, Horyszowie, Płoskim, Sitańcu, Huszczce, Białobrzegach, Antoniówce, Brodach i Sabaudii.

Johann Berlien (Berlin), wieśniak ur. w Sienhachenbach przy St. Wendel w Saarpfalz, wywędrował w 1784 r. z żoną i 4 dzieci i osiedlił się w Zamchu przy Dobrozach. Dzisiaj mieszkają Berlinowie w Brodach, Huszczce, Płoskim i Horyszowie.

Johann Bernhard (Bernard, Bernhardt) wieśniak ur. Püttlingen przy Saarbrücken w Saarpfalz, wywędrował w 1784 r. ze swoją małżonką, jednym dzieckiem i swoją szwagierką i osiedlił się w 1786 r. w Sitańcu.

Mikołaj Bernhard, wieśniak i szewc zarówno, ur. w Wintenborn przy Rockenhausen w Saarpfalz, wywędrował wraz z żoną i trojgiem dzieci i osiedlił się w 1786 r. w Śniatyczach. Bernhardowie mieszkają dzisiaj w Sitańcu i Huszczce.

Jan Deckendorf, rolnik, urodził się w Weisenheim koło Dürckheim w Saarpfalz, wyemigrował w r. 1784, a w r. 1786 osiedlił się w Miączynie. Nazwisko Deckendorf zostało spolonizowane do Tuckendorf. Potomkowie mieszkają w Horyszowie, Płoskim, Antoniówce, Brodach, Rogoźnie, Huszczce i Sitańcu.

Marek Denner, szwagier Franciszka Adama Tetticha, który jeszcze przed nim przybył do ziemi zamojskiej.

Johann Grossmann, wieśniak i cieśla, ur. w Mittelbach przy Saarbrücken w Saarpfalz, wywędrował z żoną i 4 dzieci w 1784 r. i 1786 r. osiedlił się w Brodach. Grossmanowie mieszkają dziś w Antoniówce, Brodach, Dobrozach, Huszczce, Horyszowie, Płoskim i Sitańcu.

Piotr Grün, wieśniak ur. w Püttlingen przy Saarbrücken w Saarpfalz, wywędrował ze swoją żoną i 6 dzieci i osiedlił się w 1784 r. w Sitańcu.

Johann Jost (lub Just), wieśniak ur. w Hallgarten przy Rockenhausen w Saarpfalz, wywędrował z żoną i 8 dzieci i osiedlił się w 1786 r. w Korchowie, pow. Biłgorajskim. Jostowie żyją dziś w Dorbozach i Sitańcu.

Johann Karst, wieśniak, ur. w Ohnheim przy Erstein w dolnej Alzacji, wywędrował z żoną i 6 dzieci i osiedlił się w 1785 r. w Horyszowie. Jego syn Johann, także w Ohnheim urodzony, osiedlił się w 1788 r. w Horyszowie Ruskim. Karstowie mieszkają dziś w Horyszowie.

Jerzy Käss, wieśniak, ur. w Obergeilbach przy Saargemünd w Lotaryngii, osiedlił się w pow. zamojskim w 1787 r.

Kasper Käss, wieśniak, wywędrował z Hagi przy Berncastel w prowincji nadreńskiej i osiedlił się w 1786 r. w Rogóźnie. Kässowie mieszkają teraz w Brodach.

Johann Klein, wieśniak i powroźnik, ur. w Filzen przy Berncastel w prowincji nadreńskiej. Stamtąd najpierw wywędrował do Habach przy Ottweiler w Saarpfalz, w 1785 r. i stąd dalej ruszył do Galicji i osiedlił się w 1785 r. w Horyszowie Ruskim. Kleinowie żyją w Brodach, Płoskim i Huszczce.

Piotr Koller (Koler), wieśniak i cieśla, ur. w Alschbach przy St. Ingbert w Saarpfalz, wywędrował w 1784 r. z żoną i 4 dziećmi i osiedlił się w 1786 r. w Białobrzegach. Kolerowie mieszkają dziś w Sitańcu.

Jakób Lambert wywędrował w r. 1785 z Bliesrausbach koło Saarbrücken w Saarpfalz do ziemi zamojskiej.

Jan Lambert przesiedlił się z Schwarzenholz koło Saarlauten w Saarpfalz do Śniatycz w okręgu zamojskim; rolnik.

Jakób Lambert osiedlił się w r. 1785 wraz z rodziną, składającą się z 5 osób w Śniatyczach. Urodził w Uchtelfangen koło Ottweiler w Saarpfalz.

Piotr Lambert z 3 osobową rodziną przybył z Bliesrausbach do Zamchu w połudn. części okręgu zamojskiego. Rodziny Lambert i Lembert piszą się obecnie Lempert i mieszkają w Płoskim i Białobrzegach.

Jan Leib, rolnik wywędrował z Niedersalbach koło Saarbrucken i osiedlił się w Śniatyczach. Jego potomkowie żyją obecnie w Dorbozach, Horyszowie i Brodach.

Piotr Lerabrich, w r. 1784 z 6 osobową rodziną wywędrował z Freimersheim koło Landau w Saarpfalz i początkowo osiedlił się w Korchowie w południowej części okręgu zamojskiego. Potomkowie mieszkają obecnie w Brodach. 

Jan Mathei, rolnik, wywędrował z Zislow koło Waren w Baden z żoną i czworgiem dzieci i osiedlił się w Brodach Jego liczne potomstwo mieszka obecnie w Brodach, Antoniówce, Białobrzegach, Dorbozach, Horyszowie, Rogóźnie i Sabaudii.

Jan Metzger, rolnik, wywędrował z żoną i dzieckiem z Niederwürzbach obok St. Ingbert w Saarpfalz i osiedlił się w Zamchu w połudn. części okręgu zamojskiego. Metzgerowie mieszkają obecnie w Rogóźnie, Antoniówce, Brodach i Sabaudii.

Józef Past, rolnik z Hakenheimu obok Bingen w Reinhessen osiedlił się wraz z żoną i trojgiem dzieci w Zamchu. Pastowie żyją obecnie w Rogoźnie, Sabaudii, Antoniówce i Brodach.

Jan Paul, rolnik, urodził się w Obersalbach koło Saabriicken w Saarpfalz i wyruszył z żoną i czworgiem dzieci w r. 1784 i w r. 1786 osiedlił się w Huszczce.

Piotr Paul z Obersalbach osiedlił się żoną i trojgiem dzieci w 1784 r. w Huszczce. Rodziny Paulów żyją obecnie w Białobrzegach, Huszczce i Sitańcu.

Mikołaj Petz z pięcioosobową rodziną z Obersalbach koło Saarbrücken osiedlił się w Zamchu.

Mikołaj Petz (drugi) z trzyosobową rodziną z Winterbach obok St. Wendel, osiedlił się w niewiadomej miejscowości ziemi zamojskiej.

Tomasz Petz z Piittlingen obok Saarbrücken wraz z żoną osiedlił się w Zamchu. Obecnie żyjący potomkowie rodziny Petzów mieszkają w Huszczce i Płoskim.

Jan Pfeiffer urodził się w Sayn koło Koblencji w Rheinprovinz i na wschód wyruszył w r. 1784. W r. 1786 osiedlił się w Rogóźnie. Obecnie Pfeifferowie żyją w Brodach.

Paweł Piorod wyruszył z czteroosobową rodziną z Niederwürzbach obok St. Ingbert w Saarpfalz i osiedlił się w Zamchu. Jego potomkowie, którzy piszą się Piuro mieszkają obecnie w Rogoźnie.

Jan Presch, rolnik, przybył w r. 1786 do ziemi zamojskiej z Mittelbollenbach koło St. Wendei w Nadrenii.

Jan Presch (starszy) z Heinkingen kolo Bolchen w Lotaryngii osiedlił się ze swą sześcioosobową rodziną w Zamchu. Potomkowie Preschów mieszkają w Horyszowie Antoniówce, Sabaudii, Brodach i Dorbozach.

Chrystian Schramm urodził się w Püttlingen obok Saarbrücken w Saarpfalz, wyemigrował w 1784 r., a w r. 1786 osiedlił się w Sitańcu. Schramowie mieszkają obecnie w Huszczce i Horyszowie.

Jan Speicher urodził się w Püttlingen, tak jak Chrystian Schramm i wyemigrował na wschód w 1784 r. wraz z żoną Katarzyną z. d. Bathes i trojgiem dzieci. W r. 1786 osiedlił się w Sitańcu.

Mikołaj Speicher urodzony również w Püttlingen osiedlił się też z żoną w Sitańcu. Potomkowie Speicherów przenieśli się później do Huszczki.

Michał Sprenger, rolnik i piekarz wywędrował w 1784 r. z żoną Magdaleną z domu Thor, której ojciec, Grzegorz Thor, pochodził z Honeker Mühle koło Trippstadt obok Kaiserslautern i w r. 1785 osiedlił się w Sitańcu. Potomkowie Sprengera nazywają się dziś Springer i mieszkają w Sitańcu, Białobrzegach i Płoskim.

Jan Ternes (Thernes), rolnik, ze swą dziesięcioosobową rodziną osiedlił się w 1785 r. w Miączynie.  Jan Ternes urodził się w Gusterath koło Trier w Nadrenii. Potomkowie mieszkają w Horyszowie.

Franciszek Adam Tettich (Dettich) urodził się w Bliesbolchen obok St. Ingbert w Saarpfalz, w r. 1785 wyemigrował z żoną i jednym dzieckiem, a w r. 1786 osiedlił się w ziemi zamojskiej. Rodowód tego Franciszka Adama Tetticha został zamieszczony w trzecim numerze „Kolonistenbrief”‚. Paszport wraz z opisem powyżej. Nazwisko pisze się dziś Tetyk. Siedmiu ludzi o tym nazwisku mieszka obecnie w Sabaudii.

Grzegorz Thor, przybył ze swoją żoną i pięciorgiem dzieci z Trippstadt obok Kaiserslautern i osiedlił się w Sitańcu. Liczne rodziny Thorów w mieszkają w Horyszowie, Rogóźnie i Sitańcu.

Mikołaj Tindorfer w r. 1874 wyemigrował z żoną i siedmiorgiem dzieci i w r. 1786 osiedlił się w Miączynie. Urodził się on Gutweiler koło Trier w Nadrenii. Piętnaście rodzin nazwiska Tyndorf mieszka w samej Huszczce, cztery w Horyszowie.

Franciszek Wall, rolnik, wyemigrował z pięcioosobową rodziną z Rittersheim koło Kirchheimbolanden w Saarpfalz i osiedlił się w Białobrzegach. Jego potomkowie mieszkają dziś w Białobrzegach.

Walenty Wailand, rolnik wyruszył z żoną i czworgiem dzieci z Püttlingen obok Saarbrücken w Saarpfalzi, osiedlił się w Sitańcu. Wailandowie mieszkają dziś jeszcze w Sitańcu.

Daniel Welsch, rolnik, urodził się w Niederwürzbach koło St. Ingbert w Saarpfalz, w r. 1787 wyemigrował do ziemi zamojskiej. Welcz jest spolonizowaną formą niemieckiego nazwiska Welsch. Welczowie mieszkają dziś w Dorbozach, Sitańcu i Brodach.

 

Koloniści w Zamościu

 

1 października 1774 roku drukiem ukazał się patent kierowany do kupców i rzemieślników złożony z dwu całkowicie rozdzielnych części. Pierwszą część “mocą którego postronnych wiary Katolickiej i Greckiej, Uniackiej, kupców w sztukach biegłych rękodzielników i rzemieślników zachęca się” kierowano do katolików obu obrządków. Druga część “Uniwersał mocą którego postronnych Dyssydcntów, kupców, rękodzielników zachęca się” odnosi się do protestantów. Katolickim kupcom i rzemieślnikom patent pozwalał na osiedlenie się w Galicji w jakimkolwiek mieście. Protestantom pozwolono zamieszkać tylko we Lwowie, Jarosławiu, Zamościu i Zaleszczykach. W myśl patentu wolno było protestantom wyznawać swobodnie swą religię, budować zbory i mieć własne domostwa. Osadnicy byli zwolnieni z wszelkich danin na okres 6 lat.

W Zamościu osiedliła się grupa dwudziestu ośmiu rodzin protestanckich rzemieślników, którzy dołączyli do wcześniej mieszkających tu protestantów i kalwinów. Nie wiadomo jednak, czy osiedlili się oni na podstawie patentu terezjańskiego z 1774 r., czy józefińskiego z 17 IX 1881 r.

Kolonistami w Zamościu byli:

Anker Josef – kominiarz

Bachmeyer Samuel – murarz

Beyer Georg – krawiec

Daubner Walentin – tkacz płótna

Deker Johann – gwoździarz

Gabbel Lorenz – cieśla

Gemel Michael – gwoździarz

Gineyt Franz – ślusarz

Götz Christian – murarz

Grigoleiter Michael – czerwonoskórnik

Gross Christoph – gwoździarz

Hartleben Johann – stelmach

Hermann Franz – młynarz

Hirschbiel Johann – wędliniarz

Kahl Gottfried – czerwonoskórnik i garbarz

Klein Johann – powroźnik

Kozłowski Antoni – zegarmistrz

Lang Benedikt – siodlarz

Lux Wilus – cieśla

Matkowski Jakob – piekarz

Müller Johann – kamieniarz

Ott Friedrich – cieśla

Ott Wilhelm – cieśla

Orzutowski Augustyn – tkacz

Schindler Jakob – rusznikarz

Schweitzer Franz – murarz

Titzel Wilhelm – tkacz 

Tringelberg Peter ​- wędliniarz.

Osiedla
W „Listach Kolonistów” jako niemieckie wsie są podawane:
Horyszów
Sitaniec
Wielkie Brody
Płoskie
Antoniówka
Rogoźno
Dorbozy
Freifeld – część Żukowa koło Cieszanowa.
Język
Język kolonistów w materiałach z 1942 roku jest określany mianem “pfalzerski” (Pfälzer). Najstarsi mieszkańcy, którzy jeszcze posługują się językiem niemieckim mówią z charakterystyczną wymową. W liście artystów z Saarpfalz odwiedzających Sitaniec jest opis spotkania z siedemdziesięcioletnim Michałem Springerem, który posługuje się “językiem niemieckim nie zawsze zrozumiałym”.

Nazwiska kolonistów z okresu okupacji

Poniżej niepełna lista nazwisk rodzin kolonistów z rejonu Zamościa, które pojawiają się w “Listach Kolonistów”.

Bender

Berlin

Gluch

Goch

Goray

Grossman

Grün

Gryn

Gurach

Herc

Herz

Just

Koch

Kochman

Matthai

Mathei

Nowak

Paul

Pec (Petz)

Persch

Polach

Reichel

Sohann (Sochacki, Sochatzki)

Springer

Tetyk

Thor

Tukendorf

Tyndorf

Tindorf

Wailand

Wal

Welz

Wicziszowski

Wurs.

 

Ilustracje

 

1. dobra kameralne – ziemie należące do skarbu państwa – dawne królewszczyzny oraz ziemie zlikwidowanych klasztorów [Listy – Juni, 1941 [Listy 2, 1941]

2. Kolonistenbriefe, Mai 1941, Zweiter Brief = Listy Kolonistów, Maj 1941, Drugi list

3. Podróżujący koloniści byli kwaterowani w budynkach poklasztornych
4. Gulden, złoty reński – https://pl.wikipedia.org/wiki/Gulden_austro-w%C4%99gierski
5. 1 morga dolno austriacka = 0,5755 ha6 1 korzec = 0,38 ha – wg. przeliczeń stosowanych przez Lepuckiego
6. [Listy kolonistów 1942-10] Więcej o dialektach z Saarbrücken można znaleźć na stronie https://www.saar-nostalgie.de/Mundart.htm
7. Kuręda – przekazywanie wiadomości urzędowych od wioski do wioski
8. 1 korzec = 1056 sążni według dominikańskiej księgi gruntowej (Dominical-Grundbuch) dóbr Szczerca przechowywanej przed wojną w archiwum we Lwowie, Akta Obce Nr. 732 . Obszar ziemi obsiewany jednym korcem ziarna. [Lepucki]

Bibliografia

Lepucki Henryk, “Działalność kolonizacyjna Marii Teresy i Józefa II w Galicji 1772-1790 z 9tablicami i mapą” – http://www.pbc.rzeszow.pl/dlibra/docmetadata?id=2073&from=publication

Kolonistenbriefe, Listy Kolonistów –https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publication/569181?language=pl

Joachim Popek, Uniwersytet Rzeszowski – “Kolonizacja józefińska w Galicji. Studium na przykładzie wsi Ranischau”

Krzysztof Paweł Woźniak “Pruskie wsie liniowe w okolicach Łodzi i ich mieszkańcy w początkach XIX wieku”http://yadda.icm.edu.pl/yadda/element/bwmeta1.element.hdl_11089_17443/c/6-101_117-Wozniak.pd

Dr Marta Milewska “Koloniści niemieccy na Mazowszu u progu niepodległości II Rzeczypospolitej” –Akademia Humanistyczna im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku,http://www.snpl.lt/Rocznik/18/R.18.067-086.pdf

Albert Breyer – “Deutsche Gaue in Mittelpolen”, 1935 Verlag Günther Wolff

Zdzisław Ludkiewicz “Osady olenderskie na nizinie Satrawicko-Nowskiej” – Toruń 1934 r.

Teka Kozłowskiego Nr 72. Akt kancelarii wiedeńskiej w sprawie przyjmowania protestantów irozszerzenia korzyści patentów dla Zamościa

Edward Abraham – “When I Was a Boy”, ISBN-10: 1367472512Materiał kartograficzny

Galizien und Lodomerien (1779–1783) – First Military Survey – mapire.eu

Osiadłości niemieckie w Królestwie Polskim w dniu 1 stycznia 1907 r. na podstawie danych statystycznych zestawił Henryk Wierciński

A. Breyer – Karte der Deutschen Siedlungen in Mittelpolen

Historyczne tropy powieści Wiktora Zawady.

Harcerska Drużyna Wędrownicza „Rzarłacze” im. Jadwigi Harczuk – Muszyńskiej, działająca przy Zespole Szkół Społecznych im. Unii Europejskiej w Zamościu, w roku 2018 realizowała zadanie Programowego Ruchu Odkrywców „Ekspedycja”. Pod tą nazwą kryje się wyprawa, podczas której należało rozpracować wybraną lokalną zagadkę historyczną. „Rzarłacze” postanowili podążyć historycznymi tropami powieści Wiktora Zawady „Kaktusy z zielonej ulicy.”

Dzięki uprzejmości opiekunów drużyny przedstawiamy RAPORT w sprawie historycznego „śledztwa” harcerzy.

___________________________________________________________________________________________________________________

1. Bohaterowie

Autorem „Kaktusów z zielonej ulicy” jest Wiktor Zawada. Szybko ustaliliśmy, iż był to pseudonim Witolda Welcza dziennikarza, publicysty, literata. Witold Welcz urodził się w Biłgoraju, czyli stosunkowo w niedużej odległości od Zamościa. Skąd jednak tak dokładnie znał zamojskie zakamarki i mieszkańców? W „Zamościopedii”, internetowej encyklopedii Miasta Zamościa A. Kedziory, wyczytaliśmy, iż W. Welcz przeniósł się z Biłgoraja do Zamościa tuż przed wybuchem II wojny światowej, uczęszczał tu do Gimnazjum Męskiego, a w 1946r. wyjechał na stałe do Lublina. Witold Welcz uczęszczał do zamojskiego gimnazjum, ale maturę zdawał już w Lublinie po przeprowadzce w 1946 r., gdzie też w 1955 r. ukończył prawo na UMCS. W książce „Globus i Pałka” opisał zamojskie gimnazjum i jego wykładowców w latach 1944-1945. Bohaterowie tej książki to często prawdziwe nazwiska.

1. Michał Bojarczuk – dyrektor

2. Jan Składnik (Składny) i Witold Gutkowski – matematyka

3. Leokadia Jackiewicz i Jan Koziołek – j.rosyjski

4. Maria Słowikowa (Kanarek) i Halina Biedrzycka – j.łaciński

5. Stefan Miler (Keller) – biologia

6. Stanisław Kamuda (Kłoda) j.angielski

7. Jan Kuna (Wydra) – historia

8. ks.Matwiejan i ks. Mikołajen (Katabas), ks. Michalski – religia

9. Eugeniusz Hajkowski (Fajkowski) – gimnastyka

10. Michał Pieszko ( Marszałek) – geografia „Globus i Pałka to herb Marszałka! Na cześć Marszałka trzykrotnie: Cześć! Cześć! Cześć!”

Od razu mieliśmy skojarzenie: któryś z bohaterów powieści był gimnazjalnym kolegą autora! Niestety ta hipoteza szybko została podważona. Udaliśmy się mianowicie do Archiwum Państwowego i tam w Rejestrze Mieszkańców Miasta Zamościa i Skorowidzach do Rejestru znaleźliśmy tylko jedno, jedyne nazwisko bohatera książki. Ponadto na planach z lat trzydziestych przy ulicy Zielonej znajdował się tylko jeden, niezbyt okazały drewniany budynek, zaś wśród mieszkańców ulicy nie było żadnego dziecka. I tak okazało się, że jedynym autentycznym bohaterem powieści był „chłopak z Zaułka” Henryk Szeląg. W książce przedstawiony jest jako najlepszy piłkarz w okolicy i to również okazało się prawdą. H. Szeląg całe życie był związany z piłką nożną, najpierw jako napastnik, potem trener zamojskiego „Hetmana”. Szeląg nie był jednak absolwentem gimnazjum. Czy zatem W. Zawada znał osobiście bohatera swojej książki? Ponieważ H. Szeląg, jak również W. Welcz nie żyją, zwróciliśmy się z tym pytaniem do p. Marka Szeląga, młodszego syna bohatera. Na podstawie dawnych opowieści ojca, p. Marek potwierdził bliską znajomość obu panów, ale szczegółów niestety nie znał. Skontaktował nas z młodszą siostrą ojca, panią Ireną, która niestety, ze względu na swój wiek, niewiele nam pomogła. Stwierdziła jednak, iż podczas wojny dzieci miały ograniczone możliwości w poruszaniu się po mieście, rodzice niezbyt chętnie godzili się na opuszczanie domów, gdyż było to dość niebezpieczne. Zatem większość eskapad opisanych w książce, mogła się odbywać tylko w wielkiej tajemnicy przed dorosłymi, bądź była wręcz niemożliwa.

Na tym etapie poszukiwań niezbędna okazała się pomoc p. Marii Rzeźniak. Stwierdziła, iż to, że znaleźliśmy tylko jednego prawdziwego z imienia i nazwiska bohatera, nie znaczy, że pozostali nie mieli swoich pierwowzorów. Tego niestety nie da się już dokładnie ustalić, ale dzieci –bohaterowie powieści, to przecież bohater zbiorowy, taki mały harcerski zastęp, bawiący się w Indian i podchody. Potwierdzenie tezy p. Rzeźniak znaleźliśmy na stronie horajec.republika.pl (niestety obecnie strona została zamknięta). Pani Regina Smoter Grzeszkiewicz w artykule „Losy zamojskich dzieci podczas okupacji w świetle powieści Wiktora Zawady” pisze: „Na tle trudnej okupacyjnej rzeczywistości rodzi się dziecięca przyjaźń, zaufanie i niezłomna chęć walki z okupantem. Nie jest to zwykła walka, nie używa się w niej broni, ale podstępu, pomysłu, dowcipu i ogromnego zaangażowania. Sprawcą całego zamieszania jest Jasiek Cielebąk. To on wpadł na pomysł, by zorganizować prawdziwe wojsko, a nie zabawiać się w Indian. … To „prawdziwe” wojsko robi Niemcom różne kawały – przestawia budkę wartowniczą na rzece Łabuńce, wysadza zdobytym przez Jaśka prochem zakładane przez Niemców rury kanalizacyjne, próbuje ratować żydowskiego dentystę doktora Golda, przez co Jasiek spędza dwa dni w więzieniu na Rotundzie…. Dzieci z Zielonej ulicy dojrzewają psychicznie, wrastając w otaczającą ich rzeczywistość. … Podczas nalotu ginie ich koleżanka z klasy, niepełnosprawny na umyśle Franek, sierota utrzymywany przez życzliwych mieszkańców domu przy ulicy Zielonej zostaje zastrzelony tylko dlatego, że jest inny…”W swoim artykule p. R. Smoter Grzeszkiewicz zwraca również uwagę na postać Polci Kapelusik, służącej w domu państwa Centów. Stwierdza, iż ukazując tę postać, W. Zawada poruszył istotne w okresie międzywojennym zagadnienie służby młodych, wiejskich dziewcząt w średniozamożnych domach mieszczańskich.

Kolejnym bohaterem powieści, tym razem negatywnym, jest herr Pacurek, Niemiec, donosiciel, dokwaterowany do mieszkania państwa Centów, znienawidzony przez wszystkich mieszkańców Zielonej ulicy. To on prowadził m. in. inspekcje w polskich szkołach. „Proszę usunąć orły z dzienników lekcyjnych. (…) Proszę przekreślić godło nieistniejącego już państwa czarnym tuszem.” Zdaniem p. Marii Rzeźniak, pierwowzorem tej postaci był zamojski nauczyciel, współpracujący z Niemcami, Bolesław Mazuryk. Stwierdziła, że nawet nazwiska: „Pacurek – Mazuryk” przywołują takie skojarzenie. Podążyliśmy zatem tropem Mazuryka.W „Zamościopedii” przeczytaliśmy: „kontrowersyjną postacią był Bolesław Mazuryk (nauczyciel muzyki w Gimnazjum Handlowym), tłumacz w Gestapo, o którym zachowało się szereg faktów pomocy uwięzionym.” K. Radziejewski w „Kontrwywiadowczej charakterystyce Zamościa” pisze: Bolesław Mazuryk – gestapowiec, muzyk, mieszkaniec ul. Narutowicza sprzed wojny, werbowany przez Jana Guta „Dobrzyńskiego” sąsiada i znajomego odmówił współpracy z organizacją. Na prośbę znajomej z Zamościa Krystyny Marszyckiej skutecznie interweniował w sprawie aresztowanego Michała Stebacha „Jelińskiego”, który był pracownikiem KriPo (Kriminalpolizei – niemiecka policja kryminalna) i członkiem AK. Zniszczył również anonim oskarżający dr Konstantego Łastowieckiego o współpracę z organizacją, co było faktem.

We „Wspomnieniach z okupacji niemieckiej” Czesława Górniewicza natrafiliśmy na fragment: Nie można jednak nie wspomnieć o ludziach, którzy starali się nam pomóc w tych strasznych dniach. Należał do nich Bolesław Mazuryk, były nauczyciel muzyki w Zamościu. Był tłumaczem (dolmetscherem) w zamojskim gestapo. Wielokrotnie, przy rozdzielaniu zupy podsuwał nam ukradkiem butelkę z wodą. Czasem przemycał dla nas kanapki z gestapowskiego bufetu, a nawet wiadomości.” W latach 1953 i 1955 Mazuryk był sądzony za współpracę z Niemcami. Ponieważ brak informacji o tych wydarzeniach, zwróciliśmy się z zapytaniem o proces i dalsze losy Mazuryka do Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie. Dosyć długo czekaliśmy na odpowiedź. Okazało się, iż w roku 1947 Prokuratura Sądu Rejonowego w Zamościu wystawiła postanowienie o aresztowaniu Mazuryka. Miejsce pobytu Mazuryka było nieznane, postępowanie zatem zawieszono i rozesłano za nim listy gończe. Aresztowanie nastąpiło dopiero w roku 1955. Mazuryk został oskarżony o współpracę z Gestapo, udział w ujęciu Jerzego Dadosa, Jana Kurantowicza, Władysława Ziemińskiego, nauczyciela Hajdera, Stefana Króla, Kaźmira i Józefa Zalewskiego, z których wszyscy, za wyjątkiem Jana Kurantowicza – zginęli. Mazuryk został skazany na karę 3 lat więzienia, pozbawienie praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na okres 2 lat. W 1956 r. Sąd Najwyższy w Warszawie umorzył postępowanie wobec Mazuryka na mocy amnestii 27.04.1956 r. Został on zwolniony z więzienia. Czy w świetle powyższych faktów można potwierdzić tezę, iż B. Mazuryk był pierwowzorem herr Pacurka? Jest to prawdopodobne, gdyż w latach wojennych B. Mazuryk mógł być jednoznacznie postrzegany jako zdrajca, dopiero w latach późniejszych ukazały się wspomnienia osób, którym pomagał. Chociażby cytowane wyżej wspomnienia ukazały się w druku dopiero w 2016r.

2. Miejsca

Wszystkie miejsca, w których toczy się akcja „Kaktusów z Zielonej ulicy”, są autentyczne. Ulice Zielona, Żdanowska noszą obecnie te same nazwy. Nowa Osada, dzielnica Zamościa, to obecne Nowe Miasto. Kacze Doły to pozostałości dawnych fos na Plantach, dawniej pastwiska, dziś trasa turystyczna wokół zamojskich fortyfikacji. Śluza pod elektrownią powstała około roku 1942, czyli później niż ma miejsce akcja książki. Rotunda – miejsce straceń, więzienie. Rotunda stała się miejscem kaźni dla tysięcy Polaków, przede wszystkim mieszkańców Zamojszczyzny. Byli oni poddawani przez Niemców brutalnym przesłuchaniom, przeprowadzanym w więzieniu oraz w siedzibie gestapo przy ul. Przybyszewskiego. Wielu aresztantów umierało w wyniku tortur i obrażeń. Część więźniów z Rotundy Niemcy wywozili do obozów koncentracyjnych. Egzekucje prowadzone były praktycznie do końca funkcjonowania więzienia.W lipcu 1944 r., kilka dni przed zajęciem Zamościa przez oddziały Armii Czerwonej, Niemcy rozstrzeliwali co piątego więźnia. Ciała pomordowanych zakopywano w zbiorowych grobach, okresowo także palono, a ich prochy wrzucano do fosy. Szacuje się, że przez cele więzienne Rotundy przeszło ponad 50 tys. osób, a około 8 tys. z nich zginęło. W 1945 r. w miejscu grobów odkryto głębokie na ok. półtora metra pokłady ludzkiego tłuszczu.” www.dziennikwschodni.pl

O dramacie więźniów i grozie Zamojskiej Rotundy opowiada film Leszka Wiśniewskiego –Rotunda – zamojska cela śmierci”. Pokaz przedpremierowy odbył się 17 marca 2017 r. W Kazamacie Bastionu VII przy ulicy Łukasińskiego w Zamościu. Nasza drużyna pełniła w tym dniu warty honorowe. (https://vod.tvp.pl/video/rotunda-zamojska-cela-smierci,rotunda-zamojska-cela-smierci,29844300) Najżywsze wspomnienia p. Ireny Szeląg dotyczyły również Rotundy. Mówiła, iż wdrapywała się razem z innymi dziećmi na najwyższe piętro budynku przy ul. Orlej, z którego obserwowały dym unoszący się stale nad Rotundą. Na dziedzińcu płonął tam stos ludzkich ciał i drewna. W kilku fragmentach powieści pojawiają się wielkie ogrody Konwickiej, położone między ulicą Żdanowską i Orlą. Z opowiadań p. Romaniukowej, mieszkanki osiedla Zamczysko, wiemy, iż w tym miejscu znajdował się majątek Kowerskich. Historia tej rodziny jest bardzo ciekawa. Andrzej Kowerski był jednym z najsłynniejszych agentów wywiadu brytyjskiego z czasów II wojny światowej, działał pod nazwiskiem Andrew Kennedy. W czasie wojny w majątku mieszkali jego rodzice Maria i Stanisław oraz siostra Maria Barbara.

Krzysztof Czubara, nieżyjący już zamojski historyk, napisał (Tygodnik Zamojski 25 kwietnia 2007 r.): „W marcu 1930 r. 18-letni wówczas Andrzej pojechał z przyrodnim bratem Grzegorzem Kowerskim na narty do Zakopanego. Pojawił się na stoku wraz ze znanym polskim narciarzem, olimpijczykiem Władysławem Czechem, jego żoną i dwoma innymi narciarzami… Zanim przebyli połowę drogi, ruszył śnieg w kotle. Władek Czech, znajdujący się na skraju lecącego zbocza, ucieka karkołomnym szusem z zasięgu lawiny. Żona Władka – odkopano ją najprędzej – zmarła z powodu obrażeń wewnętrznych. Po czterech godzinach pracy, pogotowie wydobyło dwóch następnych narciarzy; tych udało się uratować. Jednym z dwóch uratowanych był właśnie Andrzej Kowerski…Wydarzenie to wiąże się bezpośrednio z powstaniem w Zamościu Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Maryi. W kronice zgromadzenia znajduje się taki oto zapis: „Inicjatywa powstaniatej placówki wyszła od ofiarodawczyni pani Marii Kowerskiej, znanej z wielkiej działalności dobroczynnej. Fundacja ta zrodziła się z jej cierpienia. Syn państwa Kowerskich – Andrzej został przysypany w Tatrach lawiną. Gorąco modlono się za niego i uczyniono obietnicę ślubu. Jeśli  Andrzej wróci, to dom i plac przy ul. Żdanowskiej będzie placówką Zgromadzenia Ss. Franciszkanek Misjonarek Maryi. Andrzej (…) wrócił cały i zdrów, a więc dopełniono ślubu i powstała wspólnota sióstr. Życzeniem ofiarodawczyni było, by siostry prowadziły przedszkole dla dzieci, których terenem zabaw była ulica…”. Dom Pomocy Społecznej prowadzony przez Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Misjonarek Maryi funkcjonuje do dzisiaj.

3. Zdarzenia

Druga wojna światowa miała w Zamościu i na Zamojszczyźnie szczególnie tragiczny przebieg. Już w pierwszej połowie września, podczas bombardowań niemieckich, zginęło ponad 200 mieszkańców miasta. 13 września do Zamościa wkroczyły wojska niemieckie, a po ich ustąpieniu na ponad tydzień, od 27 września do 5 października, wojska radzieckie. Wojska niemieckie powróciły 8 października 1939 roku. Już jesienią miały miejsce pierwsze egzekucje, a w grudniu utworzono getto żydowskie. W 1940 roku Niemcy przeprowadzili masowe aresztowania wśród inteligencji i działaczy społecznych w ramach akcji pod kryptonimem AB. Rozpoczął też działalność obóz w Rotundzie.”http://www.turystyka.zamosc.pl/pl/page/1424/ii-wojna-swiatowa.html Akcja powieści rozpoczyna się w sierpniu 1939 r. W Zamościu trwały gorączkowe przygotowania do zbliżającej się nieuchronnie wojny. „Na zachód ciągnęły długie kolumny wojska.W mieście na skwerkach, placykach ludzie kopali długie, zygzakowate rowy. (…) Wyły syreny obwieszczające próbne alarmy lotnicze.(…) Wszystkie dzieci z domu przy Zielonej ulicy wolały innego rodzaju przygotowania wojenne. Choćby przyklejanie na szybach pasków papieru. Długie, szerokie na kilka centymetrów paski smarowało się klejem z żytniej mąki i przyklejało po przekątnej każdej szyby. Miało to chronić przed skutkami detonacji bomb lotniczych.” I Polcia, i Dzidek, i jego koledzy nie bardzo wierzyli w wojnę, o której wszyscy mówili dookoła. Otworzył im oczy dopiero odjazd pana Mietka Czupryny, a zaraz na drugi dzień ojca Jędrka i Milki, pana Hipolita Szelesta. (…) Nasz tata poszedł do wojska. Został zmobilizowany”.

Zawada pisze, iż naloty rozpoczęły się 4 września. Do Zamościa wkroczyli Niemcy. Do mieszkania Centów dokwaterowano herr Pacurka. Po dwóch tygodniach Niemcy opuścili miasto. „Jestem na ulicy Lwowskiej i własnym oczom nie wierzę. Jedzie motocykl, a na nim Niemiec trzyma białą chorągiew. (…) Na Nowej Osadzie stały dwa samochody pancerne i kilka ciężarówek. Siedzieli na nich czerwonoarmiści. Mieli dziwne czapki z dużą gwiazdą.” Po tygodniu Rosjanie odeszli, wrócili Niemcy. Tak więc początek powieści pokazuje życie mieszkańców Zamościa w pierwszych miesiącach wojny. Kolejny fakt historyczny, to powrót żołnierzy z kampanii wrześniowej. „Na kanapie siedzi wysoki mężczyzna w strzępkach polskiego munduru. (…) Wszedłem dzisiaj do Zamościa z jednym naszym żołnierzem. On znał podchorążego Czuprynę. Twierdzi, że Mietek został ranny i dostał się do niemieckiej niewoli.” Większość żołnierzy, którym udało się wrócić do domu podejmuje dzielność konspiracyjną, tak jak Hipolit Szelest z „Kaktusów…”. Zygmunt Wierzchowiak, zamojski pedagog, opisał tragiczne losy Grażynki Kierszniewskiej, zamojskiej harcerki, córki polskiego oficera, bohaterki Hufca Zamość. „Niemcy ogłosili obowiązek meldowania się polskich oficerów, wiadomo było, że umieszczą ich w obozach. Ojciec Grażyny nie zgłosił się. Rozpoczął działalność konspiracyjną, mieszkał poza Zamościem. (…)

5 maja 1940 roku Grażyna wraz z ciotką i jej córką została aresztowana przez zamojskie gestapo. W czasie śledztwa nieustannie pytano ją o ojca, bito i głodzono. Mimo fizycznego i moralnego maltretowania Grażyna nie ujawnia gdzie jest ojciec. Okrutne śledztwo trwające dwa miesiące nie dało, pożądanych rezultatów. 7 lipca 1940 r. o godzinie 22 przewieziono 47 więźniów na Rotundę. Do godziny 4-tej rano torturowano więźniów. Potem przystąpiono do egzekucji”. Grażyna Kierszniewska miała 16 lat, Danusia Sztarejko 17. Wiktor Zawada porusza również kwestię zagłady Żydów. „W klasie nie ma Miencika Fuksa, Sarki Rosen i Lejby Frydinstajna. – Co z nimi? – Ty nic nie wiesz? Żydom nie wolno chodzić do polskich szkół. Niemcy zabronili. Kazali im nosić opaski. – Był dziś u mnie doktor od zębów, wiesz, pan Gold i miał taką dziwną opaskę z żółtą gwiazdą. – Dzidek, to gwiazda Dawida, króla żydowskiego. Wszyscy Żydzi muszą teraz nosić takie gwiazdy.” Doktor umarł podczas wyczerpującej pracy. „Na śniegu leżał dr Gold. Siwa szczecina pokrywała sterczącą do góry brodę. Ręce rozrzucone na boki, nogi także. Obok niego łopata”. Dziennikarz „Kroniki Tygodnia” Bogdan Nowak pisze: „Po wkroczeniu do Zamościa Niemcy utworzyli w mieście Judenrat .

W 1941 r. całą ludność żydowską przeniesiono do getta na Nowym Mieście (utworzono je m.in. przy ul. Hrubieszowskiej i Gminnej). Żydzi mieli nakazane nosić opaski z gwiazdą Dawida, a 250 mężczyzn musiało stawiać się codziennie do ciężkich robót. To był początek gehenny zamojskich Żydów.” Getto w Zamościu zostało zlikwidowane 16.10.1942 roku. Kolejne zagadnienie zasygnalizowane przez W. Welcza, to obecność w Zamościu i okolicach kolonistów niemieckich. „Ja z dzieciakami ze wsi uciekła. Czarne zabudowania podpalili, chłopa wzieni…” 12 listopada 1942 roku wychodzi rozporządzenie Himmlera o utworzeniu na Zamojszczyźnie pierwszego obszaru kolonizacyjnego. Wkrótce po wyjściu rozporządzenia rozpoczyna się pierwszy etap wysiedleń, trwający od listopada tegoż roku do marca 1943 roku. Następny etap odbywał się w ciągu wakacji 1943 roku, a dokładniej od końca czerwca do końca sierpnia. Niemcy liczyli na szybkie przeprowadzenie akcji wysiedleńczych. W niektórych miejscach zaraz po wysiedleniu wiosek wprowadzali nowych osadników.” https://historia.org.pl/2012/10/08/operacja-wehrwolf-najbrutalniejsza-akcja-pacyfikacyjno-wysiedlencza-na-zamojszczyznie/ Rozpoczyna się gehenna Dzieci Zamojszczyzny. Na kartach powieści pojawia się sprawa podpisywania przez niektórych Polaków Volkslisty. Ojciec Romka Modraka, szkolnego kolegi naszych bohaterów, został Volksdeutschem. O podpisywaniu Volkslisty wspomina na łamach „Dziennika z lat okupacji Zamojszczyzny 1939 –1944” doktor Zygmunt Klukowski, lekarz ze Szczebrzeszyna, również więziony na zamojskiej Rotundzie.

Podsumowanie

Powieść Wiktora Zawady w sposób przystępny dla młodego czytelnika przedstawia historyczne fakty z okresu okupacji. Fabuła toczy się w autentycznych miejscach. Czasami tylko istnieją niewielkie rozbieżności wynikające z późniejszego powstania opisywanych obiektów. Bohaterowie powieści, poza jednym, mają zmienione imiona i nazwiska. Niemniej ich losy doskonale wpisują się w realia tamtych czasów i jest bardzo prawdopodobne, iż wielu z nich miało autentyczne pierwowzory. Kaktusy z Zielonej ulicy” to pierwsza część trylogii. Kolejne części: „Wielka wojna z czarną flagą” i „Leśna szkoła strzelca Kaktusa” opowiadają o dalszych losach bohaterów. II część poświęcona jest tragedii Dzieci Zamojszczyzny, część akcji toczy się w obozie przesiedleńczym, później w transporcie kolejowym. III część to fakty z Powstania Zamojskiego, czyli walk partyzanckich. Ostatnie strony trylogii, to powrót bohaterów do Zamościa, na Rotundę, gdzie tlą się jeszcze na wielkim stosie ludzkie szczątki. Szczerze zachęcamy do przeczytania powieści o naszym mieście i mieszkańcach!


Inne artykuły dotyczące zamojskiego harcerstwa na naszej stronie:

Historyczne tropy „Kaktusów z Zielonej ulicy”, czyli ekspedycja harcerzy ze Społeczniaka.

100 lat harcerstwa w Zamościu

Zamojskie Drużyny Harcerskie

Zamojskie Drużyny Harcerskie – Rajd Odkrywców/2017

Zamojskie Drużyny Harcerskie

Zamojskie Drużyny Harcerskie