Dwa teatry – dwie kurtyny.

Danuta Pasieczna
Nawiązując do naszej rodzimej kultury teatralnej w Zamościu – wszak w tym roku przeżywamy kolejne już 44 ZAMOJSKIE LATO TEATRALNE – sięgam do historii polskiego teatru z przełomu XIX i XX w. To wtedy powstał Teatr Miejski w Krakowie (1883 r.) i Teatr we Lwowie (1900 r.). W nich to podziwiamy do dzisiaj dwa wspaniałe dzieła sztuki malarskiej, jakimi są kurtyny Henryka Siemiradzkiego – polskiego malarza żyjącego w latach 1843 – 1902.
Nie piszę biografii Siemiradzkiego; nie jest to tematem niniejszego artykułu – warto jednak dodać kilka szczegółów z jego artystycznej działalności. Henryk Siemiradzki większość swojego życia przebywał poza granicami kraju. Wiele podróżował; był w Petersburgu, gdzie studiował w carskiej ASP, w Wiedniu, w Monachium i Dreźnie, by ostatecznie zamieszkać we Włoszech. Oczarowany Wiecznym Miastem tam żył i malował prawie do końca swojego życia. Rzym – „… to był jego świat, jego powołanie artysty…” – jak wspomina córka malarza. Rozkochany we włoskim pejzażu malował tak charakterystyczne dla siebie sceny nawiązujące do starożytnego Rzymu i Grecji. W okresie, w którym artysta realizował zamówienia kurtyn był u szczytu sławy; uznawano go za najwybitniejszego malarza polskiego. W latach 1894 – 1900, a więc pomiędzy malowaniem kurtyny krakowskiej i lwowskiej, z pracowni Siemiradzkiego wyszło wiele obrazów, szkiców, rysunków, o których znawcy sztuki pisali: „…wzór i przykład ogromnego talentu autora /-/ ale i znakomitego władania pędzlem oraz znajomości tajników precyzyjnego rysunku.”
Wprawdzie kurtyny malowane przez H. Siemiradzkiego nie należały do jego ulubionych form – realizował je na konkretne zamówienie, ale paradoksalnie to właśnie te dwa wielkie „obrazy teatralne” utrwaliły w społecznym odbiorze pamięć o ich twórcy.
Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie (fot. Danuta Pasieczna)
Kraków miał zawsze opinię miasta uczonych i artystów, toteż musiał tam istnieć ruch teatralny, a tym samym – teatr. Był takiż – wielokrotnie przebudowywany i remontowany; dziś znany jako Teatr Stary. Z kroniki miasta czytamy: „…kiedy w 1872 roku radca miejski Walery Rzewulski wystąpił z wnioskiem o budowę nowej sceny w Krakowie w związku z bardzo złym stanem technicznym teatru przy Placu Szczepańskim powstał problem: co budować najpierw – teatr czy wodociągi? Ze względów finansowych obydwie inwestycje nie mogły być realizowane jednocześnie. Mimo kiepskiego stanu sanitarnego miasta teatr okazał się ważniejszy”i
W 1893 roku przystąpiono zatem do budowy nowego teatru. Zaprojektował go architekt Jan Zawiejski, wzorując się na gmachu Wielkiej Opery w Paryżu. Dzięki olbrzymim nakładom finansowym był budowany z rozmachem i po dwu latach budowy, w pejzażu miejskim Krakowa powstał piękny, okazały budynek w stylu późnego eklektyzmu. Już od początku zdobył sławę najlepszej polskiej sceny. Grali w nim najsławniejsi wówczas aktorzy m. in. Helena Modrzejewska, a debiutanci tej sceny mieli otwartą drogę do innych teatrów.
Z budową i powstaniem teatru wiąże się historia konfliktu władz miejskich z Janem Matejką – wówczas radcą miejskim, który cieszył się wielkim szacunkiem i uznaniem jako malarz. Otóż Matejko był przeciwny budowie teatru w miejscu zabytkowego zespołu klasztornego i szpitala Świętego Ducha. Jego upór w tej sprawie był tak osobisty, że zburzenie starych murów i budowę w tym miejscu nowego obiektu potraktował jako swoją osobistą porażkę. W tej sytuacji wiadomo było, iż Matejko w sprawie wyposażenia teatru, w tym i kurtyny nie będzie się w ogóle wypowiadał.
Ogłoszono, zatem konkurs otwarty i projekt pierwszej kurtyny wybrany został w wyniku tegoż konkursu. Ciekawostką jest fakt, że do konkursu zgłosił się m. in. Stanisław Wyspiański i Józef Mehoffer, którzy byli wówczas w Paryżu. Przesłane przez nich wprost z Paryża szkice kurtyn były jednak, w opinii komisji, zbyt nowatorskie i zostały odrzucone. Nie wdając się w szczegóły – ostatecznie nie podjęto się realizacji żadnego wybranego projektu, chociaż zwycięzcom wypłacono nagrody. W maju 1892 roku prasa lokalna pisała:…”Zarząd budującego się w Krakowie teatru traktuje z Siemiradzkim o wykonanie kurtyny. Siemiradzki podobno skłania się do podjęcia tego dzieła”. 17 czerwca artysta przyjechał na dwa dni do Krakowa”. Siemiradzki był wówczas postacią bardzo popularną w Krakowie zważywszy na fakt iż, wcześniej ofiarował dla miasta swój jeden z najsłynniejszych obrazów – „Pochodnia Nerona”. Mówiło się, że zamówienie kurtyny było niejako rewanżem za złożony ów szczególny dar. Siemiradzki podjął się tego zadania, chociaż uzgodnione z nim sprawy finansowe nie były dla niego korzystne. O tym wspominał kilka lat później w liście (do architekta lwowskiego teatru Zygmunta Gorgolewskiego) na okoliczność realizacji kurtyny lwowskiej. Pisał: „Zapewne wiadomo Panu, że za Krakowską kurtynę zapłacono mi 15 000 złr. Jest to minimum, za jakie przystałbym na wykonanie tak wielkiego płótna i niech mi Pan wierzy – czas i koszta, które bym na to poświęcił – użyte na namalowanie obrazów mniejszych rozmiarów przyniosłyby mi bez porównania więcej. Przyjmując zamówienie za 15 000 złr. uczyniłbym to jedynie z pobudek czysto artystycznych, znęcony perspektywą szerszego polotu dla wyobraźni, do którego kurtyna przedstawia tak wdzięczne pole.”
W lutym 1894 roku kurtyna była gotowa i wystawiona na widok publiczny w Rzymie. Wspomnieć należy, że artysta zawsze dbał – mówiąc językiem współczesnym o reklamę swoich dzieł i zawsze informował opinię publiczną o swoich sukcesach. Tymczasem Kraków niecierpliwie czekał na kurtynę. „…Pomimo że bardzo pragnąłem wystawić kurtynę na parę tygodni w Wiedniu – zrzekam się chętnie tego zamiaru skoro spełnienie jego sprzeciwiałoby się interesom teatru.” – pisał Siemiradzki do Prezydenta m. Krakowa w odpowiedzi na ponaglenie przywozu kurtyny. Pod koniec lutego 1894 roku kurtyna była już w Krakowie, w nowym teatrze. W kilka miesięcy później odbyło się uroczyste odsłonięcie kurtyny, połączone ze spektaklem teatralnym. Na afiszu w dniu „inauguracji” kurtyny czytamy: „we środę dnia 18 kwietnia 1894 roku uroczyste przedstawienie z powodu odsłonięcia kurtyny Henryka Siemiradzkiego na dochód funduszu emerytalnego Artystów Sceny Krakowskiej. Rozpocznie uwertura odegrana przez orkiestrę 13 – go pułku ułanów pod dyrekcją p. J.N. Hocha. Chwast. Komedya w 3 aktach Józefa Bilizińskiego. …”
Kurtyna podczas tego spektaklu opuszczana była po każdym akcie. Wzbudziła tak wielkie zainteresowanie w Europie, że podobno artysta otrzymywał liczne propozycje na malowanie kolejnych zasłon teatralnych. Kurtynę krakowską Siemiradzki malował około dwóch lat.

kurtyna krakowska – wymiary 11.9 x 9.6 m
Układ kompozycyjny obrazu jest tryptykowy. Środkową część zajmuje eksedra, w której artysta przedstawił personifikację Natchnienia kojarzącego Piękno z Prawdą. Za postacią Piękna widoczny jest trzymający łuk Amor. U stóp schodów prowadzących do tronu Natchnienia Komedia siedzi obok bawiącego się marionetkami Trefnisia. Po lewej stronie Tragedia patrzy na Morderstwo i Występną Miłość, do których zbliżają się Widma i Furie. Za nimi, przed posągiem Sfinksa toczy się walka pomiędzy postaciami symbolizującymi Dobro i Zło. Na pierwszym planie Eros płacze nad urną z prochami drogiego serca. Po prawej stronie eksedry Psyche uwalniając się z więzów Zmysłowości wznosi się w górę za Muzyką i Śpiewem. Za nimi, wokół posągu Terpsychory wyobrażano grupę tańczących postaci. Drugi plan zamyka półokrągła galeria. W górze po lewej stronie widać chmury i zygzak błyskawicy, po prawej pogodne niebo.”
Teatr Wielki we Lwowie aktualnie – Teatr Opery i Baletu im. Iwana Franki
Władze miasta i mieszkańcy Lwowa „pozazdrościli” nowego obiektu kulturalnego w Krakowie i już w 1897 roku przystąpili do budowy teatru, tym bardziej, że dotychczasowy mieścił się w gmachu Hr. Skarbka – tzw. Teatr Skarbkowski. Wymagał generalnego remontu, a i właściciel budynku zamierzał pozbyć się lokatora. I tak w latach 1897 – 1900 powstało „…arcydzieło polskiego architekta, lwowianina Zygmunta Gorgolewskiego /-/ uświetnione pracą najznakomitszych polskich artystów, rzeźbiarzy i malarzy stanowił wizytówkę miasta oszałamiającą swym niedościgłym pięknem i bogactwem wystroju zewnętrznego i wewnętrznego” – pisała prasa lokalna.
W porównaniu z innymi budynkami (również krakowskim) powstającymi w tym okresie w Polsce – to właśnie teatr miejski we Lwowie wyróżniał się szczególnym rozmachem. Z. Gorgolewski zaprojektował również wystrój wewnętrzny budynku. Budowa trwała 3 lata, a wyposażenie gmachu następne 6 lat. Koszt zamknął się ogromną sumą, na którą w większości złożyły się środki społeczne mieszkańców Lwowa – w tym okresie dość bogatych fabrykantów i przemysłowców.
Tak bogaty i „wytworny” projekt budynku teatralnego wymagał ogromnych funduszy; do tych kosztów dochodziła jeszcze sprawa zamówienia równie „wytwornej” kurtyny. Przypomniano sobie ofiarność Siemiradzkiego dla Krakowa i postanowiono spróbować czy i Lwów nie mógłby w darze otrzymać obraz – kurtynę. Poproszono artystę o szkic, a potem o jego realizację. Siemiradzki nie przystał wprawdzie na dar, ale wytargował wcale nie tak dużą sumę uwzględniając kłopoty finansowe Komitetu Budowy. 17 czerwca 1899 roku Siemiradzki przesłał fotografię szkicu przyszłej kurtyny, a pracę nad kurtyną zakończył w czerwcu 1900 roku. Malował ją, zatem tylko rok.
Teatr lwowski otwarto w 1899 roku, a już w rok później Siemiradzki poinformował, iż kurtyna jest gotowa. Najpierw wystawiona w Rzymie (podobnie jak wcześniej kurtyna krakowska), a później w warszawskiej Zachęcie. W październiku 1900 roku Siemiradzki wysłał kurtynę z Warszawy do Lwowa. Uroczyste otwarcie budynku teatru i „inauguracja” kurtyny odbyły się w przeciągu kilku miesięcy. I znów podobnie jak w Krakowie kurtynę pokazano po raz pierwszy podczas spektaklu, w którym opuszczano ją po każdym akcie. Działo się to dokładnie 13 stycznia 1901 roku. Echa tego artystycznego wydarzenia były bardzo różne; z jednej strony zachwytom nie było końca, z drugiej – druzgocąca krytyka. Nie szczędziła jej m. in. Gabriela Zapolska podkreślając, iż kurtynie brak „narodowych treści”…”lwowska zasłona malowana była na obstalunek, krakowska z natchnienia”.
Kurtyna lwowska była „ostatnim akordem” wielkiego, monumentalnego malarstwa Henryka Siemiradzkiego. Wprawdzie wielu krytyków nie szczędziło ostrych słów, ale powszechne zachwyty społeczeństwa były autentyczne. Ogólne zdziwienie i zainteresowanie budziła iluzja obrazu – tzw. „materialne złudzenie rzeczywistości” – co było, jak podkreślano, wirtuozerską sprawnością artysty.
kurtyna lwowska – wymiary 12m x 9 m
także lwowska kurtyna zachowuje tryptykowy układ kompozycyjny. W środkowej części znajduje się „przybytek Apollina” z medalionem przypominającym bóstwo na kwadrydze. Pośrodku, przed ołtarzem siedzi na trójnogu Pytia. Z oparów wydobywających się z czeluści u jej stóp wyłania się skrzydlata wyobraźnia. Po prawej stronie ołtarza znajduje się personifikacja Rozumu, trzymająca w ręce wagę. W głębi /-/ tłum ludzki, w pogoni za rozsypującymi swoje dary: Fortuną Sławą i Miłością. Wskazująca lewą ręką na tę gonitwę postać Historii. /-/ grupę tę uzupełniają postacie Tragedii i Komedii. Po lewej stronie obrazu znajdują się personifikacje Opery z harfą, Poezji z lirą i Muzyki. Przed nimi z błazeńską czapką na głowie i lirą w ręce siedzi postać personifikująca Operę Kosmiczną. Grupę sztuk związanych z muzyką zamyka alegoria Tańca”.
W 1901 r. H. Siemiradzki jedzie do Łodzi, do nowo otwartego teatru. Czy wówczas planował pracę nad trzecią kurtyną? Wprawdzie po namalowaniu zasłon krakowskiej i lwowskiej napływało, jak wspomniałam, wiele zamówień z Europy, ale artysta był już schorowany i zniechęcony krytyką ze strony modernistów i nie tylko. Ostre słowa Zapolskiej rozbudziły falę opinii krytycznej. Artysta przeżywał to bardzo mocno, pisząc z goryczą w jednym ze swoich listów, że nie potępia „w czambuł wszystkich nowych prądów w malarstwie, że wśród modernistów widzi malarzy szczerych i utalentowanych, ale nie podoba mu się buta samouczków paradujących pogardą dla tego, co sztuka wydała pięknego i prawdziwego…”
W czerwcu 1902 roku już bardzo chory wraca ostatecznie do Polski, do ulubionego Strzałkowa k/ Częstochowy. Umiera 23 sierpnia 1902 roku. Pochowany został w Warszawie na Cmentarzu Powązkowskim, skąd w rok później trumnę ze zwłokami artysty przewieziono do Krakowa i uroczyście pochowano w Grobach Zasłużonych na Skałce.
Na zakończenie pozwolę sobie na krótką refleksję.
Kurtyny teatralne mają zachwycać swoim kunsztem artystycznym, taka jest ich funkcja – obok czysto technicznej. Są szczególnymi obrazami nie tylko ze względu na rozmiary; przeznaczone są przede wszystkim na dekoracyjny efekt, – jako że funkcjonują w miejscu szczególnym i w szczególnej przestrzeni. Omawiane kurtyny nie są „robotą” dekoracyjną, ale dekoracyjnym dziełem twórczym wybitnego malarza i ich miejsce zda się być stosowniejsze w galerii bądź w muzeum, a niżeli w sali teatralnej poddane niszczejącym wpływom otoczenia.
Zasłony teatru krakowskiego i lwowskiego zaliczane są i dziś do największych arcydzieł sztuki polskiej; „Szczęśliwa publiczność, mogąca codziennie patrzeć na te obrazy i wyszukiwać w nich coraz to nowe szczegóły…” Czy rzeczywiście? Czy teatry w Krakowie i we Lwowie udostępniają widzom swoje kurtyny? Jaki jest ich aktualny stan techniczny? Przechowywanie, konserwacja i udostępnianie tych dzieł – to ważny i aktualny problem zarówno władz polskich jak i ukraińskich – w przypadku kurtyny we Lwowie.
Temat ten niezwykle ważny; wymaga jednak oddzielnego opracowania.
P.S Zainteresowanych tematem odsyłam do artykułu Aleksandry Suwały z „Dziennika Polskiego” z 2018 roku dot. współczesnej realizacji kurtyny krakowskiej wg projektu Stanisława Wyspiańskiego.
Ze względu na jego aktualność odsyłam do strony internetowej
https://dziennikpolski24.pl/teatr-slowackiego-ma-nowa-kurtyne-zaprojektowal-ja-stanislaw-wyspianski/ar/13561695
źródła:
1. A. Kuczyńska, Malowane kurtyny teatralne Henryka Siemiradzkiego, Lublin 2010, TN KUL, str 127
2. J. Dużyk, Henryk Siemiradzki życie i twórczość, Kraków, PAN, 1984
3. S. R. Lewandowski, Henryk Siemiradzki, Warszawa 1911
4. fotografie: Teatr Lwowski A. Bujak „Lwów” wyd. Bosch 1997
5. fotografie: kurtyn S. R. Lewandowski, Henryk Siemiradzki, Warszawa 1911

Z biegiem Poru.

Por i „Jelita”. Zestawienie, powiedzmy – zaskakująco – ciekawe.
Jeśli zaznaczymy, że źródłosłów pierwszej z wymienionych nazw wywodzi się od czystości, robi się… jeszcze bardziej zaskakująco. Ale jeśli do tego spojrzymy na w miarę dokładną mapę środkowo wschodniej Polski, zwłaszcza gdy przyjrzymy się sieci hydrograficznej – wszystko stanie się jasne – przynajmniej jeśli chodzi o Por. A „Jelita”? Trzy skrzyżowane herbowe włócznie nieodłącznie towarzyszyć będą wędrowcowi, który by chciał w dowolny sposób przemierzyć dolinę tej niewielkiej przecież rzeki, lewego dopływu Wieprza, wypływającej z lessowych wzgórz nieopodal Batorza. A znaleźli się tacy, co chcieli. Dziwnym trafem wszyscy poubierani w czerwone kubraczki, kamizelki, sweterki. Cały pięćdziesięcioosobowy autokar. Działo się to dnia szóstego kwietnia 2019 r., w 390 rocznicę śmierci jednego z najwybitniejszych mieszkańców doliny Poru.
Szymon Szymonowic, twórca „Sielanek” tudzież współtwórca słynnej Akademii Zamojskiej, zmarł 5 maja 1629 roku. Dla uczczenia rocznicy śmierci poety, Koło Przewodników Terenowych O/Zamość im. Róży i Jana Zamoyskich zorganizowało trwającą trzy dni sesję krajoznawczą, zatytułowaną „Szymon Szymonowic w Zamościu i Czernięcinie”. Wspomniane wyżej autokarowe przemierzanie było nieodłączną częścią sesji. W tym kontekście czerwone przewodnickie wdzianka nikogo już dziwić nie mogą. A Czernięcin – wieś, która z nadania dzierżawy przez Jana Zamoyskiego od 4 marca 1598 roku należała do Szymonowica, położony jest właśnie nad Porem. A zatem wszystko już jasne. Por, jako drogowskaz, rzeka wyznaczająca bieg kotliny oddzielającej wał Roztocza od północnych, w mniejszym stopniu zbudowanych z lessu fragmentów Wyżyny Lubelskiej. A zarazem rzeka w której wodach, naginając trochę topografię, niegdyś przeglądał się dziś nieistniejący dwór należący do poety.
Osoba poety i dolina jednej z ważniejszych roztoczańskich rzek. Dwa motywy splecione w całość. Plus trzeci – owe „Jelita”, czyli herb rodu Zamoyskich, wywodzący się z czasów Władysława Łokietka, którego genezę barwną staropolszczyzną opisał Bartosz Paprocki w utworze z 1578 roku.
Nazajutrz po boisku onym król jeżdżący
Ujźrzał rycerza swego głowę podnoszący.
Trzema drzewy przebity był, zarazem rzecze:
Równa męka nie może być takowej męce.
On rycerz odpowiedział: więtsza męka jeszcze,
Gdy zły sąsiad w jednej wsi, co się zgadzać ne chce.
Spytał król: możesz być żyw, ja przyrzekam tobie,
Odjeżdżając kazał go swym barwierzom leczyć
A one drzewa z niego tym prędzej wykręcić.
Ten mąż, który był dziedzic prawy herbu tego,
Floryjan Szary imię było własne jego,
Ma być herb w krwawym polu z żelaznymi groty,
Laski złote złożone na krzyż na znak cnoty (…)
(Bartosz Paprocki, Jelita. 1578)
Trzy „laski złote złożone na krzyż na znak cnoty” dały się dostrzec wszędzie – na portalach i w wystroju mijanych świątyń, czy jako ornament zabytkowych budowli, że wymienię jedynie starą plebanię w Turobinie. Dolina Poru i geograficzne przyległości należały wszak do utworzonej przez Jana Sariusza Zamoyskiego ordynacji.
Wycieczka wzdłuż Poru dawała oczywiście okazję by przyjrzeć się z bliska innym zagadnieniom z historii, kultury i geografii Roztocza Zachodniego i Kotliny Zamojskiej. W Batorzu przewodnicka ekipa odwiedziła nieodległą Sowią Górę – miejsce gdzie 6 września 1863 roku rozegrała się jedna z bitew Powstania Styczniowego. W bitwie tej poległ powstańczy dowódca – Marcin „Lelewel” Borelowski, pochowany wraz z towarzyszami broni na batorskim cmentarzu, którego to również nie sposób było ominąć. Sama Sowia Góra i inne okoliczne wzniesienia – to kwintesencja lessowego krajobrazu. Łagodne stoki, których znaczna część pokryta jest lasami o charakterze dąbrowy świetlistej, a miejscami grądu. U progu kwietnia w lasach tych wiosna dopiero rozpoczyna swoje rządy, dając temu wyraz nieśmiałymi jeszcze zakwitami zawilców, czy żółcącej się rozległymi kępami śledziennicy skrętolistnej.
Upraszczając nieco – Batorz to w zasadzie źródła Poru. Naturalna kolej rzeczy wiodła nas zatem z biegiem wód. Dolina rozszerza się tworząc rozległy Padół (Kotlinę) Zamojski. Mamy tu cały szereg interesujących miejscowości. Zatrzymaliśmy się w Targowisku – gdzie miała swoją siedzibę jedna z najstarszych parafii na Lubelszczyźnie, położona na najdalszych krańcach ówczesnej diecezji krakowskiej. Tutaj też odnajdziemy drewnianą świątynię pod wezwaniem św. Tomasza z Canterbury, wybudowaną w 1740 roku na miejscu dawniejszej, spalonej. W sąsiedztwie świątyni Por tworzy malownicze rozlewisko, tzw. jezioro (staw) Boćków, będące krajobrazowo – przyrodniczą perełką chronioną w randze „ptasiego” Obszaru Natura 2000.
Turobin – to z kolei spotkanie z „renesansem lubelskim” w kościele p.w. św. Dominika. A po chwili najważniejszy punkt trasy – wspomniany już „szymonowicowy” Czernięcin. A ponadto zabytek drewnianej architektury sakralnej – parafialny kościół św. Katarzyny.
Radecznicy – sanktuarium św. Antoniego – nie sposób było pominąć. Zanim jednak dotarliśmy do stóp barokowej świątyni i bernardyńskiego klasztoru – prowadzący (dodajmy że we wspaniały sposób!) trasę kol. Maria Puźniak i kol. Robert Kowalski zapoznali nas z arcyciekawym miejscem – gdzie zachowała się namacalna pamiątka po granicy, jaka po I rozbiorze Polski rozdarła teren Ordynacji Zamoyskiej. Bo oto śródpolna kapliczka, dostrzegalna jedynie w „bezlistnej” porze roku stoi na miejscu dawnego słupa granicznego. Historyczna pamiątka, o której (niemal) nikt nie wie.
A gdy już minęliśmy także i Radecznicę – ostatnie kilometry doliny Poru pokonaliśmy już autokarem. Na koniec niezwykle „mocny” krajobrazowo akcent – miejsce, gdzie Por łączy się z Wieprzem. Teren oblany wodami „nieliskiego morza”. Droga wspinająca się na wyniosłość – punkt widokowy położony pomiędzy głównym zbiornikiem a jego zatoką, stanowiącą tzw. zbiornik wstępny Kulików – od nazwy pobliskiej wsi. Takie położenie powoduje że widokowy punkt ma charakter wyspy – określanej zresztą jako „wyspa Kulików”.
Aby dostać się do Nielisza trzeba było okrążyć zalew. A warto było – gdyż w położonej na jego brzegu restauracji „Marina” na sytych wrażeń i niesytych posiłku turystów czekał już gorący obiad.
Kilka słów podsumowania: w taki oto sposób przewodnicką wycieczkę wspomina lubelski gość w Zamościu. Niejedyny zresztą. Zamojskie Koło Przewodników PTTK gościło w tych dniach Koleżanki i Kolegów z Lublina, Puław, Nałęczowa, Lubartowa. I za tę gościnę chciałoby się jeszcze raz serdecznie podziękować. Tęsknimy za Wami – Koleżanki i Koledzy spod patronatu Jana i Róży Zamoyskich.

  

 

  

tekst i zdjęcia: Marcin Turski

Ostatnie pożegnanie.

Z przykrością zawiadamiamy, że 24.04.2019 r. w wieku 66 lat zmarł śp. ZBYSŁAW  LEWIŃSKI, syn Jana Lewińskiego i Grażyny Lewińskiej (z domu Miler), wnuk Stefana Milera, założyciela i długoletniego dyrektora zamojskiego ZOO. Patriota, działacz „Solidarności”. Pan Zbysław Lewiński wiele lat przepracował na kopalni w zawodzie górnik–elektryk. Stamtąd przeszedł na rentę. Mieszkał w Dąbrowie Górniczej ze swoją rodziną. Od kilkunastu lat utrzymywał więź z Zamościem, zaangażowany w kultywowanie pamięci swojego dziadka Stefana Milera, także wśród rodziny. Był w Komitecie Budowy Pomnika Marszałka Józefa Piłsudskiego w Zamościu. Był już poważnie chory, kiedy we wrześniu ub. roku przyjechał na spotkanie z przewodnikami zamojskimi w związku z uroczystościami 100 lecia ZOO w Zamościu. Wiemy, że przełożył ważne badania w szpitalu na termin późniejszy. Bardzo chciał być w tym czasie w Zamościu. Podczas tych trzech dni spędzonych jesienią w Zamościu, był szczęśliwy z poznawania miasta, z zaciekawieniem chłonął wiedzę o jego zabytkach. Wiemy także, że był bardzo zadowolony ze spotkania z zamojskimi przewodnikami – http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/7939. Później także pamiętał o zamojskich przewodnikach, zawsze pozdrawiając ich podczas rozmów telefonicznych. Z okazji Świąt Bożego Narodzenia przysłał życzenia z prośbą o odczytanie ich na opłatku przewodnickim. Miał jeszcze dużo różnych planów, ale niestety…
Niech spoczywa w Pokoju!

Rodzinie Zmarłego, najbliższym, przyjaciołom i znajomym składamy najszczersze wyrazy współczucia i łączymy się z nimi w żalu po tej stracie.

Ogłoszenia przewodnickie.

23 kwietnia (wtorek) 2019 roku o godz. 19.00 ks. Robert Strus, proboszcz parafii katedralnej zaprasza przewodników na spotkanie, celem omówienia zasad udostępniania krypt katedralnych w sezonie turystycznym 2019 roku.

Uroczystości Szymonowiczowskie.

Program uroczystości jubileuszu 150. lecia Szkoły Podstawowej im. Szymona Szymonowicza w Czernięcinie 19 maja 2019 roku

14.00 Msza Święta

15.00 Odsłonięcie tablicy pamiątkowej

15.15 Uroczystości jubileuszowe

Powitanie gości

Przemówienia okolicznościowe

Program artystyczny:

– Sielanka „Żeńcy” Szymona Szymonowicza w wykonaniu uczniów szkoły

– „Krakowiak” w wykonaniu przedszkolaków

– Koncert pieśni patriotycznej w wykonaniu „Kapeli Turobińskiej”

16.30 Blok rekreacyjny:

– projekcja filmu o Szymonie Szymonowicu

– Zwiedzanie wystaw okolicznościowych

-Degustacja jadła regionalnego

-Gry i zabawy

– Wpisy do Księgi Pamiątkowej oraz Księgi Absolwentów

17.30 Wspólne zaśpiewanie pieśni o Czernięcinie z KGW

17.40 Zabawa taneczna z „Kapelą Turobińską”



Relacja Michała Pieszki sekretarza Zjazdu Naukowego imienia Szymona Szymonowicza w Zamościu 28 – 29 IX 2019 roku z wyjazdu 11 autami uczestników Zjazdu do Czernięcina.

„Obiad. Po południu autami przez Klemensów do wsi Częrnięcina, gdzie tak długo, pracowicie i zbożnie gospodarował Szymon Szymonowicz. W tej wycieczce idźmy za piękną relacją jej współuczestnika prof. Stanisława Łempickiego.  „… Jedziemy tak słonecznie i gorąco, że rozchylamy płaszcze i zdejmujemy kapelusze. Pola może już ostatni raz, pławią się w pysznym, bogatem jesiennem słońcu…. Czerwienią się grona jarzębin. Pędzimy tak, że aniśmy się spostrzegli, a już Klemensów. Wyjeżdżamy w kolosalny, zapuszczony starodrzew parku, okrążamy wielki kwietnik i stajemy u progu pałacu ordynackiego. Pałac piętrowy ogromny, jaśnieje cały w południowym słońcu i w przejrzystości jesiennego powietrza. Na tarasie schodowej oczekuje gości pani Zamoyska z córkami i rodziną. Urządzamy istny zajazd na piękną magnacką siedzibę. Uprzejma gospodyni, jej córki i kuzyni, pp. Potoccy, oprowadzają nas po pokojach pałacu, nie szczędząc doskonałych informacji. Klemensów – to istne muzeum polskiej kultury i wielkich tradycji domu Zamoyskiego. Wspaniała, kilkutysięczna biblioteka, umieszczona wzorowo w stylowych szafach, pełna „białych kruków”. Starożytne bezcenne meble. Gdańskie szafy, antyczne biurka, stoły, urządzania salonów i pracowni… Zwierciadła, obrazy starych mistrzów, obcych i polskich, a przede wszystkim przebogata galeria portretów i pamiątek rodowych Zamoyskich i pokrewnych im familij… . Trzeba to oglądać szczegółowo, całemi godzinami i przeprowadzać osobne studia… Z każdego kąta tych sal pałacowych wieje nie tylko szacowna tradycja rodzinna, nie tylko delikatny, pełen znawstwa i umiłowania kult przeszłości, ale i wysoka kultura duchowa i intelektualna, pielęgnowana umiejętnie, jak cudny kwiat, przez całe wieki. Kultura, której nie spotyka się bynajmniej we wszystkich domach arystokracji… „Panie” – powiada do mnie jeden z wybitnych obywateli Warszawy – „ci ludzie umieją pielęgnować polską kulturę. Niech mi pan pokaże taką atmosferę wnętrza w Nowym Yorku albo Chicago”…

Ale czas jechać dalej. Pani Ordynatowa zaprasza na kieliszek wina i wiązkę winogron własnej uprawy. Posilamy się, dziękujemy za gościnę i przewodnictwo i odjeżdżamy wśród najserdeczniejszych pożegnań, podziękowań, okrzyków. Teraz za to jest gorzej. Do Klemensowa – dobra pańska droga. Ale od Klemensowa do Czernięcina, godzina lub więcej jazdy, a trakt prawdziwie „polski”, jak niegdyś mówiono. Całe szczęście, że jest bajeczna pogoda, sucho i bezpiecznie. Bo powiadają, że gdy przyjdą roztopy  wiosenne lub jesienne, to się tutaj można utopić. Za czasów rosyjskich utopił się raz kozak, pędzący z rozkazem i tylko pika wyglądała z błota, jak nagrobny obelisk.

Jedziemy tedy sobie bez troski, a auta potrząsają nami po grudach, jak workiem z grochowym. Czasem wpadamy – mimo wszytko – w autentyczne błoto. Toteż taki Simonides, jak przyszła jesień, chyba nigdzie miesiącami z domu nie wyjeżdżał tylko popijając miodek przy kominie – wiersze pisał.

            Miało się już ku zachodowi i chłodek zalatywał od kartoflisk, gdyśmy dojeżdżali do Czernięcina. Jedziemy przez wieś ku dworowi i już z daleka uderza nas osobliwy widok. Dworek wiejski, cały w winogronach czerwonych, jakby go wymalowała Janowska. Dwór „z drzewa, lecz podmurowany, świeciły się z daleka pobielałe ściany”. Przed dworem w okrąg, w półkole, kolorowa ciżba,  pogrążona w milczeniu czekania… To cały lud czernięciński, jak jeden mąż, zgromadził się w odświętnych strojach lubelskich, na powitanie wycieczki z Zamościa. Starcy, dojrzali mężowie i kobiety, krasne dziewuchy, parobczaki dzielne, mała dziatwa… Będzie tu zapewne Szymonowiczowska Oluchna i Pietruchna i Miłko i Baty i inni…

Auta objeżdżają gazon kwiatowy, stają przed gankiem i wyrzucają raz po raz gości. Zgromadzona ludność wita nas okrzykami, a gospodarze dworu państwo Huskowscy, w otoczeniu wiejskich dzieci wychodzą na powitanie… Czem chata bogata, jak było za ich poprzednika, Szymona Szymonowicza…

Uroczystości czernięcińskie miały program obfity a przemiły. Najpierw poszliśmy do „dworku Szymonowicza”. Stareńki dworek w sadzie, obok dzisiejszego starego już także, dworu… na pół z sosny, na pół z modrzewia, częściowo zapadnięty z ziemię… Na „świętej belce” łaciński napis. Odcyfrował go kiedyś z trudem gospodarz. Kończył się tak: „…si migrabis hac domo, Deus sit tibi comes”. Kto to pisał i kiedy? Oglądamy izby, wchodzimy do komory z ciekawym starożytnym kominem… Czyżby w tym domku miały kiedyś, przed 300 laty, powstać „Sielanki”, czy tutaj tworzył swe arcydzieła jeden z największych pisarzy łacińskich Europy. Tak mówi miejscowe podanie. Wierzymy, bo nam z tem dobrze, bo wychodzimy wzruszeni. Teraz idziemy nad Pur, nad rzekę czernięcińską, z której z rusałką umiała rozmawiać czuła dusza Simona Simonidesa….

opracowanie: Maria Rzeźniak

Źródło: Pamiętnik Zjazdu Naukowego imienia Szymona Szymonowicza w Zamościu we Wrześniu 1929 roku. Koło Miłośników Książki, Zamość 1930.

Linki do artykułów o Szymonie Szymonowiczu:

1. Czernięcin i Szymon Szymonowicz. –  http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/8992

2. Rok Szymonowicza. http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/8663

Czernięcin i Szymon Szymonowicz.

Ścisły związek poety z Czernięcinem datuje się od 4 marca 1598 r., kiedy to Jan Zamoyski oddał mu wieś w dożywotnią dzierżawę, wraz z Dziadkową i Pstrągową Wolą. Szymonowicz poświadczył objęcie tej dzierżawy przed sądem grodzkim w Krasnymstawie. W tym czasie mieszkał jeszcze na stałe we Lwowie, gdzie zatrzymywały go przede wszystkim sprawy rodzinne, ale i prace zlecone przez Jana Zamoyskiego. Proponowanej już wcześniej dzierżawy Czernięcina nie mógł przyjąć od razu, z powodu śmierci rodzeństwa i choroby ojca. W latach 1597/98 przebywa jeszcze we Lwowie, chociaż częściej już wyrywa się do Zamościa i Czernięcina. Szymonowic w tym czasie lokuje nawet swoje kapitały u Zamoyskiego. Po śmierci ojca i załatwieniu formalności spadkowych, Szymonowicz opuszcza Lwów i czasowo zamieszkuje w Zamościu. Jego listy z 24.01.1600 i 17.01.1601 r. datowane są już z Zamościa, gdzie sprawuje m.in. opiekę nad synem Zamoyskiego. Cytat: „od r. 1601 mieszkał stale na wsi, nie w Zamościu”„w lutym lub marcu r. 1601 objął faktycznie dzierżawę Czernięcina i dwu mniejszych, widocznie świeżo powstałych osad: Pstrągowej i Dziadkowej Woli, czyli Żurawia„. (1)
Czernięcin był wsią położoną przy gościńcu, prowadzącym z Lublina do Szczebrzeszyna i Zamościa (wówczas w powiecie krasnostawskim, obecnie w powiecie biłgorajskim). Najbliższym miasteczkiem był Turobin. Osiadłszy tam na stałe, zastał jeszcze Szymon Szymonowic stary, drewniany kościół p.w. św. Katarzyny Aleksandryjskiej. Był to już drugi kościół w tej miejscowości. Przez cały wiek XV miejscowość należała do Szamotulskich (Świdwów), a w XVI w. stanowiła własność Górków. W 1598 r. część Czernięcina, Pstrągowej Woli i Dziadkowej Woli nabył Jan Zamoyski i włączył do Ordynacji Zamojskiej. (3) Jeszcze w 1530 r. przeniesiono parafię z Czernięcina do Turobina. W latach 1574-1595 protestanci przejęli kościół czernięciński na zbór. W chwili przeniesienia się Szymonowicza do Czernięcina kościół wrócił do katolików, ale na miejscu nie było proboszcza, który dojeżdżał do wsi tylko w wyznaczonych terminach.
„Dworek dzierżawcy zastał Szymonowicz w lichym stanie, niewygodny i pochylony ze starości ku ruinie. Zaraz też w roku 1602, gdy się tylko trochę urządził i rozglądnął w gospodarstwie, zabrał się do odnowienia i przebudowania dworku. Robota była tak nagląca, że jej nawet w zimie całkowicie nie przerywano. Jeszcze w grudniu 1602 r. dowożą cegłę wypaloną w Zamościu. Poeta jest w różowym humorze, żartuje wesoło w liście do Knuta, przyrównując budowlę swoją do wzniesionych niegdyś przez Semiramidę. Widocznie nowe, gospodarskie zajęcie przypadło mu zupełnie do smaku i oddziałało ożywczo na humor i usposobienie. Mimo pośpiechu budowa ukończyła się dopiero w r. 1604 i zaraz też fakt ten doniosły zwyczajem ówczesnym zaznaczono datą wyryta na belce pułapu. Poeta polecił budować trwale i silnie, skoro dworek, choć już pochylony ku upadkowi, przetrwał aż do naszych czasów  i doczekał się odtworzenia na kartach Tygodnika Ilustrowanego. Z ryciny poznać, że jest to zwykły, typowy, niski dworek szlachecki, przedzielony sienią na dwie równe połowy. Po obu stronach drzwi wchodowych widnieje po dwa okna z frontu i po trzy w ścianach bocznych; zawiera więc pewnie dwie większe i tyleż, albo o jedną więcej mniejszych ubikacyi.  Przed dworkiem dziedziniec obszerny z nieodłącznym żurawiem, poza nim rozległy sad owocowy. To więc była siedziba, w której zamieszkał teraz poeta i w której przeżył jeszcze ćwierć całego stulecia!  Nim ona stanęła, miał pełno kłopotów prozaicznych, z poezyą w żadnym związku nie zostających. Kiedy jednak ujrzał ją całkowicie ukończoną, mógł powiedzieć sobie, że znalazł to czego szukał od dawna, – błogi spokój i ciszę wśród wiejskiej, miłej jego oka przyrody. Do szczęścia zupełnego brakło tylko teraz własnej rodziny. Zrazu szukający samotności i zatopiony w książkach poeta nie odczuwał tego braku wcale, później pragnął, aby było inaczej, ale wtedy było już niestety za późno! Wśród kłopotów budowlanych i gospodarskich osłabła znowu czynność literacka. Jedynie jeszcze przed rozpoczęciem przebudowy dworku powstaje z początkiem roku 1602 Hercules Prodiceus: zresztą oprócz niego od wiosny r. 1601 po zimę r. 1603 nie słyszymy o żadnym innym utworze. Poeta zajęty  urządzeniem gospodarstwa nie ma sposobności do większego skupienia myśli, zwłaszcza, że i inne drobne sprawy zaprzątały go nieustannie.” (5)
Z innym opisem i widokiem Dworku Szymonowicza spotkamy się w artykule Antoniego Wieniarskiego*, napisanym w 1860 r. do Tygodnika Ilustrowanego. Dworek był widoczny z gościńca przebiegającego przez wieś. Na rycinie (odbitka drzeworytu) widzimy dwa budynki i studnię z żurawiem. Cytat z artykułu:…„wielu przejeżdżających tym gościńcem patrząc na dworek nizki, w ziemię wklęsły, nie wie, że w nim mieszkał długi czas i w nim umarł jeden z najznakomitszych poetów polskich, Szymon Szymonowicz, słusznie Simonidesem polskim nazywany”. Łacińska nazwa Czernięcina – Cernese – długo była źle interpretowana i nie kojarzona z Czernięcinem. Według autora artykułu osobę Szymonowicza polecił Zamoyskiemu Stanisław Sokołowski, kaznodzieja króla Stefana Batorego, zaraz w tym czasie jak Szymonowicz powrócił z Włoch (wcześniej studiował w akademii krakowskiej). Zamoyski przyjął go na stanowisko sekretarza, do pisania listów. Potem, doceniając liczne zalety Szymonowicza, poruczał mu ważniejsze zadania, włącznie ze sprawowaniem dozoru nad kierunkiem wychowania syna Tomasza. Autor artykułu pisze również o wyjednaniu dla Szymonowicza szlachectwa u króla przez Zamoyskiego i przyjęcia przydomku – Bendoński – „Odtąd poeta porzucił życie dworskie i osiadł w małym domku, który umyślnie dla niego w roku 1604 został wystawiony.” Szymonowicz zmarł w wieku 71 lat w Czernięcinie. Został pochowany w Kolegiacie zamojskiej. Jego siostrzeniec, Kacper Solski, magister filozofii i medycyny wystawił mu nagrobek (tablica znajduje się w Katedrze Zamojskiej). Czernięcin po śmierci poety wrócił do Ordynacji Zamojskiej.
„Dom, w którym mieszkał Szymonowicz, a który przedstawia rycina teraz nachylił się do upadku. Potrzeba było wystawić nowy dom dla dzierżawcy i takowy stanął, ale jeszcze dotąd nie jest zamieszkany. Spodziewamy się iż zarząd dóbr ordynacji zamojskiej starać się będzie o ile tylko możność pozwoli o zachowanie tej pamiątki po znakomitym mężu, a nade wszystko nie dozwoli aby dom ten na inny jaki użytek był obrócony. Piszą nam już nawet, że zostały wydane polecenia, aby pamiątka ta była jak najtroskliwiej szanowaną. Na belce tego domu znajduje się wyryty rok 1604, a zatem stoi lat 256.”(6) W Czernięcinie, leżącym nad rzeką Por (dopływ Wieprza), Szymon Szymonowicz spędził dwadzieścia osiem lat swego życia. Jako dzierżawca włości ordynackiej był zobowiązany do dbałości o powierzony majątek. Świetnie wywiązywał się z roli skrzętnego gospodarza, siejącego i zbierającego plony – cyt.: ..A przytem gospodaruje nie na żarty. Wyrabia sery domowe i przesyła je z wierszykiem żartobliwym, swawolnym, urzędnikom ordynacyi.  Innym razem upomina się u Wioteskiego o poddanego, zbiegłego z Czernięcina, i pół seryo, pół żartem odwołuje się do prawa o zbiegłych poddanych i do zakonu Bożego.” (7) Z Czernięcina często pisał listy. Z zachowanych 27 listów, siedem listów jest datowanych z tej miejscowości. Część z nich to listy do młodego Tomasza Zamoyskiego, w których napominał go aby szedł w ślady ojca, aby zjednywał sobie przyjaźń ludzką, żeby nie oddalał od siebie nigdy starych i wypróbowanych sług i towarzyszy, a także żeby dbał o zdrowie.  Przy pewnej stabilizacji życiowej Szymonowicz mógł wreszcie poświęcić się swojej twórczości.-, – „wprawdzie i kilka Sielanek w tym czasie powstało”, które zostały wydane w Zamościu w 1614 r.
W Muzeum Regionalnym w Krasnymstawie jest przechowywany tragarz (siestrzan) z dworku w Czernięcinie. Widnieje na nim napis po łacinie i data. Według tradycji jest to pozdrowienie Szymona Szymonowicza domowi i gościom w dom:  SIT SALUS INTANTI BENEDICTO QUOQUE MANENTI INDEQUE MIGRANTI SIT COMES IPSE DEUS (Pozdrowienie wchodzącemu, błogosławieństwo także pozostającemu dokądkolwiek wędrującemu niech towarzyszy sam Bóg) – DOMUS HAEC AEDIFICATA A.D. 1778 (Dom ten wybudowano R.P. 1778). Z wcześniej cytowanego artykułu Antoniego Wieniarskiego wynika, że stary dwór, w którym mieszkał Sz. Szymonowicz zachował się do 1860 r., ale chylił się już ku upadkowi. Autor wzmiankuje także, że Ordynacja Zamojska musiała wystawić nowy dwór dla dzierżawcy i taki stanął obok starego (Szymonowiczowskiego).  Rycina dołączona do artykułu obrazuje oba dworki. Zatem zachowany siestrzan z datą A.D. 1778 wskazuje na nowy dwór w Czernięcinie, wystawiony w XVIII w. przez Ordynację Zamojską. Oba dworki zostały ponadto uwidocznione na XVIII w. austriackiej Mapie von Miega. (8) Dwór Szymonowicza zachował się do lat 50-tych XX w., kiedy to Profesor Jerzy Kowalczyk uwiecznił go na swoim rysunku. Praca ta została wraz z innymi udostępniona na wystawie, zorganizowanej przez Muzeum Zamojskie w 2013 r., z okazji Jubileuszu 50-lecia działalności naukowej Profesora Kowalczyka i uhonorowania tablicą pamiątkową w Zamojskiej Alei Sław przy ul. Grodzkiej w Zamościu.

 

  Opracowanie i zdjęcia: Ewa Lisiecka
 * Antoni Wieniarski – od 1848 r. był urzędnikiem w kancelarii Zamoyskich w Warszawie. Pisał także pod pseudonimem: Grzegorz Kostrzewa.
źródło:
1. Korneli Juliusz Heck. Szymon Szymonowicz=(Simon Simonides):jego żywot i dzieła cz. 2 i 3. Udostępnia w domenie publicznej Biblioteka Narodowa w Warszawie.
2. Grafika z wizerunkiem Szymona Szymonowicza w owalu, wykonana na podstawie miedziorytu punktowanego przez Jana Ligbera w 1805 r. Udostępnia BN Warszawa.
3. Józef Niedźwiedź. Leksynon historyczny miejscowości dawnego województwa zamojskiego. Zamość 2003. s. 86-87.
4. Dworek Szymonowicza w Czernięcinie. – http://bc.wbp.lublin.pl/dlibra/docmetadata?id=651
5. K.J.Heck Szymon Szymonowicz…. s. 72-73. Udostępnia BN Warszawa na stronie internetowej „Polona”.
6. Antoni Wieniarski. „Czernięcin”. Tygodnik Ilustrowany Nr 50. 1860 r. – s. 468. Udostępnia Biblioteka Narodowa w Warszawie na stronie internetowej „Polona”.
7. K.J.Heck Szymon Szymonowicz…. s. 121. Udostępnia BN Warszawa na stronie internetowej „Polona”.
8. Mapa von Miega – http://mapire.eu/en/map/firstsurvey/?bbox=2582864.5135273198%2C6567144.612892132%2C2602241.3001976116%2C6577272.519139918
9. Izba Pamięci – przy Szkole Podstawowej im. Szymona Szymonowicza w Czernięcinie: – http://www.spczerniecin.szkolnastrona.pl/p,69,izba-pamieci
10. Andrzej Kędziora. Zamościopedia. Szymonowic Szymon – http://www.zamosciopedia.pl/index.php/szp-szz/item/3749-szymonowic-szymon-1558-1629-jeden-z-najwybitniejszych-poetow-staropolskich-tworca-polskiej-sielanki-humanista-wspoltworca-akademii-zamojskiej-filolog-lekarz   Sielanki – http://www.zamosciopedia.pl/index.php/sc-sj/item/5238-sielanki

Zaproszenie

Zapraszam na spacery:

13.04.19 sobota; spotkanie ok. g. 10.00 na parkingu „U Gargamela”, przejście szlakiem niebieskim p/Wzgórze Kościółek do wodospadów na Jeleniu i powrót na parking.

14.04.19, niedziela: spotkanie ok. g. 10.00 na parkingu przy synagodze w Jarosławiu i zwiedzanie tegoż grodu.

UWAGA! Dolna ścieżka na Czartowym Polu czasowo zamknięta.

Z turystycznym pozdrowieniem M. Puźniak.

Wyjazd szkoleniowy 23 marca 2019 roku.

Wyjazd szkoleniowy, prowadzony przez Marię Puźniak i Roberta Kowalskiego, obejmował tereny Ziemi Krasnostawskiej oraz miejsca związane z Mikołajem Rejem. W organizację zaangażowała się Krystyna Malec, a wspomagał archeolog, pracownik Muzeum Regionalnego w Krasnymstawie, Konrad Grochecki.
Pierwszym obiektem który zwiedzaliśmy był  kościół pod wezwaniem Przemienienia Pańskiego, położony w Borowicy gmina Łopiennik, fundowany przez  Kazimierza Krasińskiego, wzniesiony w latach 1797-1799 według projektu Jakuba Kubickiego, nadwornego architekta króla Stanisława August, który projektował  między innymi Belweder w Warszawie, Arkady Zamku Królewskiego oraz niezrealizowanie dzieło, Świątynię Opatrzności Bożej. Projektując drewnianą świątynię w Borowicy wprowadził formy architektury stosowane dotychczas w budownictwie murowanym, jest to obiekt klasycystyczny, konstrukcji zrębowej, typu centralnego, na planie ośmioboku. Wnętrze ma formę planu krzyża greckiego, w którym  znajdują się kolumny doryckie utrzymane w klasycystycznych proporcjach, wykonane z jednego pnia drzewa modrzewiowego.
Niezwykłości dodaje fakt, że jest to najmniejsza parafia w Polsce, licząca zaledwie 257 wiernych. Urzekła nas architektura i historia kościoła, a także  gościnność i serdeczne przyjęcie przez proboszcza ks. Grzegorza Kolasa oraz czystość i porządek całego otoczenia. Po Borowicy przyszła kolej na odwiedzenie śluzy kanału wodnego na rzece Wieprz – Krzna, kanału mającego długość 140 km, nieżeglownego, wybudowanego w latach 1954-1961. W swoich zadaniach miał on charakter melioracyjny. W tym miejscu nie zabrakło elementów humorystycznych, związanych z topieniem Marzanny. Zimę należy pożegnać, nasza Marzanna miała nieco inny wizerunek, utożsamiona ze współczesnym zjawiskiem kulturowym. Szlak szkoleniowy prowadził do Rejowca, miasta założonego przez Mikołaja Reja w 1547 roku na gruntach wsi Sawczyn. Miasto na podstawie przywileju Zygmunta I Starego otrzymała prawo do dwóch jarmarków. W rękach spadkobierców Reja,  Rejowiec przetrwał do końca XVI wieku, następnie był w posiadaniu różnych właścicieli między innymi należał do Rzewuskich, Woronieckich, Ossolińskich, Łubieńskich, w okresie przed 1944 r. do rodziny Budnnych, znanych z wielu inwestycji przemysłowych między innymi cukrowni. Wśród zabytkowych obiektów w Rejowcu znajduje się zespół pałacowo – parkowy, pałac klasycystyczny wybudowany w połowie XIX wieku. W bezpośrednim otoczeniu pałacu znajduje się XIX wieczny park angielski, znacznie zniszczony podczas II wojny światowej. Będąc w Rejowcu należało spotkać się z Mikołajem Rejem, uczyniliśmy to przechodząc przed Urząd Gminy Rejowiec, gdzie na cokole znajduje się popiersie założyciela, przedstawione w stroju szlacheckim, ufundowane przez mieszkańców w 500. lecie urodzin założyciela. Odwiedziliśmy również klasycystyczną dawną cerkiew unicką z końca XVIII, obecnie kościół po wezwaniem św. Michała Archanioła. Z Rejowca udaliśmy się do miejscowości Krynica, gdzie położone jest wzgórze zwane Górą Arianką, do którego prowadzi pieszy szlak turystyczny – szlak ariański znakowany kolorem żółtym. Szlak przebiega miejscowościami związanymi z życiem i działalnością Pawła Orzechowskiego, należącego do braci polskich zwanych potocznie arianami. Na szczycie wzgórza znajduje się mauzoleum wzniesione w I połowie XVII wieku prawdopodobnie przez Pawła Orzechowskiego. Jest to budowla na planie kwadratu zwieńczona piramidą, być może było to miejsce pochówku fundatora. O tej niezwyklej budowli i miejscu opowiadał przewodnik naszego szkolenia i wielki miłośnik Ziemi Krasnostawskiej, archeolog Konrad Grochecki.
Podróżując dalej szlakiem ariańskim dotarliśmy do Zamku w Krupem, wznoszonym od pocz. XVI do połowy XVII wieku, zwanym też fortecą. Pierwotnie, Jerzy Krupski wystawił tu niewielki zamek, w 1577 roku Krupe przeszło na własność Pawła Ossolińskiego, który rozbudowując zamek nadał mu kształt renesansowej rezydencji. Od połowy XVII wieku zamek często zmieniał właścicieli, nie ominęły go również klęski najazdów i pożarów. Przez pewien czas właścicielami zamku byli potomkowie Mikołaja Reja, oni też podjęli się trudu odbudowy.  Kolejny pożar, który wybuchł w 1794 roku sprawił, że zamek popadł w ruinę a w okresie II wojny światowej Niemcy rozebrali część północną murów. Ostatecznie w latach sześćdziesiątych XX wieku  mury zostały zakonserwowane, częściowo wzmocnione i odnowione, teren uporządkowany. Naszą wędrówkę szkoleniową zakończyliśmy w Krasnymstawie, dawnym Szczekarzewie, który prawa miejskie otrzymał od Władysława Jagiełły w 1394 roku. Dzięki położeniu na trakcie handlowym nastąpił szybki rozwój miasta. W latach 1490 – 1826 Krasnystaw był siedzibą biskupów chełmskich, pełnił również funkcję starostwa grodowego. Mieliśmy okazję wejść do dawnego refektarza w klasztorze augustiańskim. Zespół dawnego kościoła i klasztoru są najstarszymi obiektami zabytkowymi w Krasnymstawie. Powstały w latach 1394 – 1434, w bezpośrednim sąsiedztwie nieistniejącego dziś zamku, w  którym to w 1588 roku przebywał jako więzień, wzięty do niewoli przez Jana Zamoyskiego arcyksiążę Maksymilian Habsburg. Doskonałym podsumowaniem naszego szkoleniowego wyjazdu była wizyta w Muzeum Regionalnym w  Krasnymstawie , mieszczącym się w kolegium pojezuickim, które wzniesiono w latach 1695 – 1740 przy kościele św. Franciszka Ksawerego. Bogate zbiory, ciekawe ekspozycje, wspaniały przewodnik, architektura obiektu potwierdziły, że powiedzenie Stanisława Jachowicza „Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie” jest wciąż aktualne.
tekst: Maria Rzeźniak
zdjęcia: Krystyna Malec
  

 

XXXV Ogólnopolska Pielgrzymka Przewodników Turystycznych na Jasną Górę.


XXXV Ogólnopolska Pielgrzymka Przewodników Turystycznych w dniach 8-10.03.2019 r.
Piątek -8.03.2019 r.
Grupa zamojska w ilości 21 osób wyjechała na pielgrzymkę w dniu 8.03.br po godzinie 5:00. Po drodze, w Szczebrzeszynie i Zwierzyńcu wsiadły jeszcze 4 osoby m.in. nasz kapelan – dziekan ks. Błażej Górski, który z nami jeździ na pielgrzymki już od wielu lat. Od 1993 r. jest naszym opiekunem duchowym. W czasie drogi odmawialiśmy różaniec i czytaliśmy razem z księdzem ustępy z brewiarza. Już na poprzednich pielgrzymkach ksiądz uczył nas jak czyta się brewiarz, tym razem korzystaliśmy z internetu. Poza tym rozmowy toczyły się na różne tematy. Szybko upłynęła droga do Koziegłów, gdzie był pierwszy punkt programu naszej zamojskiej pielgrzymki. Był 8 marca – Dzień Kobiet, więc pojechaliśmy ku radości koleżanek do „Osikowej Doliny”. Na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej technika tworzenia wyrobów z osikowego łyka to polska tradycja, która powstała w XIX wieku. Surowiec z drewna osikowego był bardzo delikatny, początkowo wykorzystywano go do wyplatania kapeluszy, koszyków, mat i dywanów. Z upływem lat powstawały nowe formy, nowa kolekcja wzorów. Pomysł „Osikowej Doliny” narodził się kilkanaście lat temu, kiedy to 45 osób wzięło udział w wyplataniu największego na świecie kapelusza z wiórków osikowych ( wymiary: 6,5 m średnicy, 22 m obwodu, 2,5 m wysokości). Kapelusz ten został wpisany do Księgi Rekordów Guinessa. Pierwsze wzory wyrobów powstały w 2009 r., właściciel „Osikowej Doliny” p. Roman Noszczyk musiał dostosować technologię i wzornictwo do współczesnych czasów. Na początku pracownicy wyrabiali ozdoby choinkowe, teraz tematyka jest całoroczna – Boże Narodzenie, Wielkanoc, bajki, biżuteria, kwiaty, świeczniki, obrazy, lampy, zabawki. Prowadzą też dekoracje wnętrz, wystawy i stoiska targowe dla firm, instytucji i osób prywatnych. Pan Roman wyświetlił nam film, na którym pokazano historię powstania „Osikowej Doliny”, historię mieszkańców Koziegłów, którzy od XIX wieku wykorzystywali zasoby osikowego drewna, tworząc sztukę – mężczyźni obdzierali łyko z drewna osiki, kobiety wytwarzały kolorowe kwiaty, maty, zabawki, kapelusze, różne dekoracje. Technologia wyrobów z drewna osikowego jest bardzo precyzyjna, polega na ręcznym struganiu heblami drewna osikowego (którego nie jedzą korniki) na cienkie wióry o grubości 0,15-0,4 mm.
Osikowa Dolina” ma bogatą ofertę warsztatów dla dzieci i młodzieży, osób dorosłych, zakładów pracy. Osoby te mogą wykonać własnoręcznie (pod okiem instruktorek) wspaniałe dekoracje, które mogą zabrać ze sobą. My robiliśmy (wszyscy bez wyjątku ) palmy z wiórek osikowych – na Święta Wielkanocne. W 2018 r. z okazji Światowego Dnia Turystyki warsztaty „Osikowej Doliny” zostały wyróżnione jako produkt turystyczny przez Częstochowską Organizację Turystyczną i Prezydenta Częstochowy. Oglądaliśmy różne wyroby z wiórek, najbardziej podobała się suknia ślubna. Właściciel zrobił grupie zbiorowe zdjęcie w kapeluszach osikowych.
Po wizycie w „Osikowej Dolinie” udaliśmy się do Koziegłówek do sanktuarium św. Antoniego z Padwy. Pierwsza wzmianka o istnieniu parafii pojawia się w 1325 r. w spisie świętopietrza. W XIV wieku – Krystyn Koziegłówski zbudował kościół murowany pod wezwaniem św. Mikołaja i św. Wojciecha. W XVI w. zaprowadzono księgę chrztów. W 1595 r. o. Mateusz Żaczkowski sprowadził z Rzymu obraz św. Antoniego Padewskiego poświęcony przez papieża Piusa V. W następnym wieku wybudowano najpierw drewnianą kaplicę św. Antoniego, a później murowaną. W XVII w. założono bractwo św. Antoniego. W XVIII w. podwyższono mury kościoła, zbudowano sklepienie i nowy ołtarz główny z obrazem Matki Bożej, a proboszcz J. Pychowicz założył księgę łaski i cudów otrzymanych za wstawiennictwem św. Antoniego. W XVIII w. ksiądz proboszcz Franciszek Orłowicz ufundował marmurowy ołtarz do kaplicy św. Antoniego. Obecne mury kościoła św. Antoniego zostały wybudowane w l. 1900-1908, prawdopodobnie w miejscu pierwotnego kościoła z 1603r. Jest to kościół w stylu włoskiego renesansu, trzynawowy. Kościół ma piękne sklepienia, ściany kościoła zdobione są gzymsami i pilastrami. Wyposażenie kościoła z XVII i XVIII w. pochodzi z pierwotnego kościoła, późnorenesansowa chrzcielnica, 2 rokokowe konfesjonały z XVIII w., barokowe portrety krakowskich biskupów z XVIII w., 2 barokowe kielichy, późnobarokowa monstrancja z 1738 r., rokokowy relikwiarz z relikwiami św. Antoniego, barokowy krzyż ołtarzowy, pacyfikał, ampułki i taca z XVIII w., liczne wota z XVIII w. Piękna jest ambona w kształcie łodzi. Są również stare ławki z XVIII w., ornaty z XIX w., liczne wota z XVII-XIX w. Kościół od 13.06.1998 r. stał się sanktuarium św. Antoniego. Po sanktuarium oprowadzał nas ks. proboszcz Kazimierz Świerdza, opowiadał o renowacji obrazów i kościoła. Zostaliśmy pobłogosławieni relikwiarzem z relikwiami św. Antoniego, wspólnie odmówiliśmy modlitwę. Ksiądz proboszcz ofiarował nam obrazki ze św. Antonim Padewskim i Matką Bożą Szkaplerzną. Prezes Koła wpisała nas do księgi pamiątkowej. Podziękowaliśmy księdzu za oprowadzanie wręczając książki i foldery promujące nasz region.
Ruszyliśmy w dalszą drogę. Do Częstochowy było już niedaleko. Zakwaterowaliśmy się w Domu Pielgrzyma im. św. Jana Pawła II w Częstochowie. Potem korzystaliśmy z programu Ogólnopolskiego Pielgrzymki, który w tym roku przygotowało Koło Przewodników Tatrzańskich im. Klimka Bachledy – Oddział Tatrzański PTTK. W tym dniu były rekolekcje, które prowadził kapelan Związku Podhalan -Władysław Zązel. Msza św. i Droga Krzyżowa była w kaplicy św. Józefa. O godz. 21:00, w kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej rozpoczął się Apel Jasnogórski, podczas którego powitano m.in. przewodników turystycznych z całej Polski, modlono się w intencji osób zmarłych i o zdrowie dla żywych.
Sobota 9.03.2019 r.
Rano niektórzy wstali i poszli na Jasną Górę już o 5:30 na godzinki o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Marii Panny i o godz. 6:00 przeżywali odsłonięcie Cudownego obrazu Matki Boskiej. Później była msza św. za zmarłych przewodników z nauką rekolekcyjną. Nasza grupa zamojska już o godz. 9:30 podjechała busem na ul. św. Barbary 41, gdzie było już umówione zwiedzanie Seminarium, kościoła przy seminarium duchownym oraz Muzeum Archidiecezji przy Wyższym Seminarium Duchownym w Częstochowie. W kościele razem z miejscowym księdzem pomodliliśmy się w intencji powołań kapłańskich. W muzeum zgromadzono eksponaty pochodzące z Częstochowy i okolic: rzeźby, obrazy, szaty liturgiczne, naczynia liturgiczne, numizmaty, medale. Kolekcja ta była gromadzona od 1925 roku. Muzeum i eksponaty wywarły na większości uczestników niewiarygodne wrażenie. Muzeum ma dobre warunki lokalowe, zgromadzone eksponaty są bezcenne. W jednej sali zgromadzone są prace wielu najsłynniejszych malarzy polskich. Jest wiele rzeźb o tematyce religijnej, numizmaty, ornaty, przedmioty kultu zgromadzone przez ludność. (różańce, krzyże, obrazki, pieśni, książeczki do nabożeństwa, medale). Co jest ważne – przyjmuje się do muzeum ‘’kalekie” eksponaty np. rzeczy z uszkodzonymi elementami, krzyże z brakującym ramieniem, książeczki do nabożeństwa, pieśni religijne, obrazki, zniszczone obrazy. Często ludzie nie wiedzą co z tym zrobić i nie chcąc sprofanować przedmiotu, przerzucają go z kąta w kąt. Oprowadzał nas po muzeum ks. dyrektor. Na pamiątkę zostawiliśmy materiały promocyjne z naszego regionu m.in. album o katedrze zamojskiej.
O godz. 13:00 nastąpiło oficjalne rozpoczęcie XXXV Ogólnopolskiej Pielgrzymki Przewodników wprowadzeniem pocztów sztandarowych poszczególnych kół, odśpiewaniem hymnu przewodnickiego. Prowadzący spotkanie powitali zaproszonych gości m.in. ks. biskupa pomocniczego diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej dr Krzysztofa Zadarko i wszystkich uczestników pielgrzymki. Następnie wygłoszono prelekcje na tematy:
1).”Giewont, Dolina Chochołowska, Wiktorówki” – Prezes Koła Przewodników gospodarzy pielgrzymki.
2). „Spór o Morskie Oko” – Starosta Powiatu Tatrzańskiego – przewodnik tatrzański Piotr Bąk.
3)” Niech zstąpi Duch Twój”- przewodnik tatrzański Julian Klamerus.
Po prelekcjach z pokazem multimedialnym wyprowadzono sztandary Kół Przewodnickich, a po przerwie na Wałach Jasnogórskich ks. Jerzy Grzyb wraz z przewodnikami tatrzańskimi prowadził Drogę Krzyżową, którą każdy przeżył emocjonalnie, była ona sformułowana inaczej niż do tej pory, bo każda stacja przedstawiała inną tragedię w górach – modlono się za osoby, które zginęły w wyniku tych katastrof: za ratowników, za turystów, uczniów, opiekunów grup. Mieliśmy swoją tablicę z nazwą miasta jak zawsze: tablicę niosła Alicja Zatyka, zmieniała ją Maria Jamroż. Wieczorna msza św. została odprawiona o 18:30 w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej, o godz.20:00 odśpiewano akatyst i o godz. 21:00 uczestniczono w Apelu Jasnogórskim.
Tradycyjnie już po Apelu Jasnogórskim prawie wszyscy uczestnicy pielgrzymki zamojskiej spotkali się na pogawędkę w jednym pokoju, poruszano wiele tematów turystycznych i pielgrzymkowych.
Niedziela -10.03.2019 r.
Część osób poszła na godzinki i odsłonięcie Cudownego Obrazu na Jasną Górę. W bazylice odprawiona została msza św. dla przewodników, po czym uczestnicy przeszli do Sali Ojca Kordeckiego, gdzie zostały wprowadzone sztandary, kol. v-ce Prezes Stowarzyszenia Przewodników Tatrzańskich w Zakopanem – przewodnik Andrzej Stanek, wygłosił w gwarze góralskiej prelekcję na temat: „Śladami św. Jana Pawła II na Podhalu”. Prelekcja była bardzo ciekawa. Po pogadance odmówiono Anioł Pański i zakończono XXXV Pielgrzymkę Przewodników. Zarejestrowanych i zapisanych przewodników w biurze pielgrzymkowym zostało ponad 800 osób (nie wszyscy się wpisali). Jeszcze zdążyliśmy spojrzeć na dużą parzenicę z metalu, która była wyeksponowana przy stole prezydialnym, na niej były przymocowane „blachy” przewodnickie poszczególnych Kół, nasza zamojska też tam była. W poprzednich latach ryngraf z odznakami przewodnickimi został ofiarowany Matce Bożej przy okazji X Pielgrzymki Przewodnickiej, kiedy gospodarzem pielgrzymki był Nowy Sącz. Był na innym tle, wisiał parę lat .
Po obiedzie w Częstochowie wyruszyliśmy w powrotną drogę do domu. Na początek zmówiliśmy modlitwę o dobrą i szczęśliwą podróż zadowoleni, że znów w tym roku dane nam było pojechać przed oblicze Matki Boskiej Częstochowskiej przedstawić swoje intencje. Dziękujemy wszystkim uczestnikom XXXV Pielgrzymki Przewodników Turystycznych za to, że zdecydowali się pojechać, za miłą i przyjazną atmosferę. Księdzu kapelanowi dziekanowi Błażejowi Górskiemu za rekolekcje w podróży i opiekę duchową.

Zapraszamy za rok!

Tekst: Bożena Kamaszyn-Gonciarz
Zdjęcia: Maria Jamroż i Bożena Kamaszyn-Gonciarz.

  

Historia przewodnickich pielgrzymek na Jasną Górę c.d. (poprzednie –archiwa 17.04.2018 link: http://przewodnicyzamosc.pl/archiwa/7371 ).

 

Przewodnik Krystyna Malec

Krystyna Malec – przewodnik po Zamościu oraz Roztoczu, licencjonowany pilot wycieczek krajowych, zagranicznych.

Oprowadzam grupy turystyczne w każdym wieku, osoby niepełnosprawne, turystów indywidualnych. Częste kierunki wycieczek to Roztocze Wschodnie ze Lwowem. Współpracuję z biurami podróży, ulubione kierunki zagraniczne to Słowacja, Węgry, Rumunia, Chorwacja, Grecja. Zapraszam na wspólne wyprawy w dni wolne od pracy i wakacje.

Kontakt e-mail: kmalec@vp.pl

https://www.facebook.com/krystyna.malec.3192