Zamojski szpital we wrześniu 1939.

Relacja siostry PCK w Zamościu
ZOFII  DĄBROWSKIEJ – REKIEL
z pracy w szpitalu zamojskim w okresie wojny obronnej 1939 roku.

W dniu 1 września 1939 roku, jak co dzień udałam się do pracy. Pracowałam wówczas w Sądzie Okręgowym w Zamościu. Po wejściu do biura słyszę alarm. Próbny alarm – pocieszam się. Niestety okazało się, że tym razem już nie próbny. Dowiaduję się, że Niemcy już o świcie napadli na Polskę, a więc wojna.
Za chwilę razem z koleżankami, już w mundurach, z torbami i maskami p. gaz. jesteśmy w pełnej gotowości. Przed wojną, podobnie jak wiele dziewcząt, odbyłam przeszkolenie na kursie PCK.
Otrzymuję przydział do Szpitala Miejskiego w Zamościu. Jest duży ruch, wszyscy z pośpiechem kierują się do miejsc swego przydziału.
Biegniemy w kierunku szpitala. Jedna z koleżanek zwraca się do mnie przerażona: „słuchaj jest gaz, czuję gaz”. Szybko zakładamy maski. Okazało się, że to nie gaz, ale obawa przed nim wyzwoliła w nas halucynację. W okresie poprzedzającym wojnę dużo się o tym mówiło, ostrzegano nas jak postępować w takich przypadkach.
Dobiegamy do szpitala. Tam otrzymujemy szczegółowe dyspozycje, przydziały obowiązków, sale, itp. Dostaję zeszyt i ołówek, notuję: pierwsi idą ranni żołnierze, potem dzieci, w następnej kolejności kobiety, a na końcu cywilni mężczyźni.
1-go lub 2-go września – dziś już nie pamiętam miał miejsce silny nalot na dworzec kolejowy. Zajeżdżają karetki z rannymi żołnierzami, jest ich masa. Pomna instrukcji podchodzę go przybywających rannych. Zwracam się do leżącego na noszach żołnierza, ręce mi drżą pytam:
– proszę pana, jest pan ciężko ranny?
To co nastąpiło było wzruszające, żołnierz rzekł pogodnie:
nie siostro, ja nie jestem ciężko ranny” Z niedowierzaniem odchylam koc. Ten młody chłopak jest bez nogi, wokół kałuża krwi.
Proszę pana – pytam dygocąc – a kiedy będzie pan ciężko ranny?!
Na to żołnierz tym samym tonem „kiedy już nie będę miał głowy siostrzyczko”.

             Mój pierwszy nocny dyżur w Sali na parterze. Był tam żołnierz, który w wyniku bombardowania koszar został ranny, miał zmiażdżone nogi. Po amputacji leżał nieprzytomnie, miał wysoką gorączkę. Czuwałam klęcząc przy jego sienniku. Chwilami odzyskiwał przytomność i wtedy błagał: „pić”. Uspokajałam go, tłumaczyłam, ze nie można. Chciwie wysysał kropelki z wacika, którym zwilżałam mu usta. W pewnym momencie zwrócił się do mnie przytomnym głosem: „siostro niech mnie siostra podniesie”. Pochyliłam się, żołnierz objął mnie za szyję, podniosłam go i poczułam, że mnie bardzo mocno przytulił do siebie. Za moment ucisk się rozluźnił. Chwyciłam go za puls. Pulsu niebyło. Moje pierwsze spotkanie ze śmiercią…
Pobiegłam do rowu przeciwlotniczego na dziedzińcu szpitala i mocno płakałam. Znalazła mnie siostra Helena, energiczna i opanowana. Skarciła mnie , ze tu płakać nie można, że trzeba było pomagać, są inni ranni, cierpiący i im jestem teraz potrzebna. Pomogło, otrząsnęłam się i w chwilę po tym wróciłam ponownie na salę.
            Pamiętam, że w początkach września przyjechał do Zamościa z Krakowa szpital św. Łazarza z zamiarem organizacji szpitala wojennego. W tym dniu było straszne bombardowanie. Biegaliśmy z doktorem Onyszkiewiczem przez dziedziniec szpitalny, kryjąc się pod drzwiami. Byłam przerażona, przylgnęłam do drzewa i miałam wrażenie, że za chwilę w nie wejdę. Kiedy na moment zapanował względny spokój podszedł do mnie jeden z krakowskich lekarzy i poprosił o fartuch. Pobiegłam do dyżurki. Zastałam tam scenę, która wydała mi się ostateczną. W dyżurce byli lekarze i ksiądz z kościoła św. Katarzyny. Wszyscy przerażeni, przeświadczeni, że to już kres, ze za chwilę już nas nie będzie. Pamiętam słowa księdza; „Kochani to koniec świata”. Wszyscy uklękli i pogrążyli się w modlitwie. Ja również. Na ten moment wbiega wspomniany lekarz:
A siostra co tu robi?!
– Modlę się – odpowiadam przerażona.
Proszę fartuch i siostra pójdzie ze mną”.
W kancelarii był punkt opatrunkowy. Do godziny 3-ciej nad ranem robiliśmy opatrunki. ja podawałam narzędzia, nie miałam pojęcia co jak się nazywa. Doktor był wspaniały, rugał mnie i strofował przez cały ten czas. Pot spływał po nas strugami. Kiedy zakończyliśmy opatrywanie ostatniego rannego, doktor zapytał:
– „siostro, pani zawód?”
– Ja jestem pisarczyk, urzędas – odparłam speszona.
– „Siostra jest wspaniała, moje gratulacje, kończyć studia i powinna pani zostać lekarzem”.
Podniosło mnie na duchu, jednak aktualna sytuacja i rozwój wypadków, bynajmniej nie sprzyjały podjęciu decyzji, jaką sugerował mi doktor.
Walki trwały, rannych przybywało, coraz częściej docierały informację o zbliżających się Niemcach. Szpital przeżywał ogromne kłopoty, brakowało leków, środków opatrunkowych, żywności.
Ranni, nocami w gorączce błagali o tabletki, pomagałyby im zasnąć, znieść ból, może na chwilę zapomnieć o tragedii, która tak niespodziewanie stała się ich udziałem. Pamiętam, bywało, że podawaliśmy cierpiącym puste opłatki po lekach. To wracało im spokój. Rano dziękowali za skuteczne środki, której pomagały im przetrwać noc, sprowadziły sen. Były to małe oszustwa, do których zmuszała nas sytuacja, bez których los tych biedaków byłby jeszcze straszniejszy.

Żołnierze dzielnie znosili swoje cierpienia.
Nie odbywało się i bez sytuacji zabawnych, które w tych tragicznych dniach wnosiły nutę optymizmu, przywoływały uśmiech na twarzy, pozwalały na moment zapomnieć, że toczy się wojna i wokół jest tyle nieszczęścia.
Na mojej Sali leżał żołnierz o nazwisku Leszczyński. Bardzo cierpiał. Był przy tym zazdrosny o pozostałych pacjentów, zazdrosny w ten zabawny, rozbrajający sposób. Wystarczyło podejść do chorego obok po to, by np. podać mu wody, wtedy zazdrośnik wybuchał:
– „Siostro! a ja?!- ależ naturalnie, już – odpowiadałam i spieszyłam do jego łóżka, by nawet na moment nie poczuł się gorszy, opuszczony.
Czasami jego zniecierpliwienie przybrało bardziej zdecydowana formę, wówczas wyjmował zagłówek z łóżka i rzucał nim w środek sali.  Był znany z tej swojej zazdrości, jednak wszyscy traktowaliśmy go z sympatią, bo był człowiekiem o wspaniałej duszy i fantazji.
            Wiadomości o zbliżających się Niemcach wywoływały niepokój tak wśród personelu szpitala, jak i wśród rannych. Siostra Helena wraz z dozorcą szpitalnym przygotowywała butelki z benzyną. Myelitis palic nimi czołgi, kiedy Niemcy wejdą do Zamościa.
Chorzy bardzo różnie przygotowywali się na wejście Niemców. Pamiętam kapitana Dobrzańskiego. Był ciężko ranny, miał amputowana nogę. Nerwowo wyjmował wszystkie posiadane dokumenty. „Siostro proszę to spalić, proszę to koniecznie spalić, wszystko razem z mundurem”.
W jednej Sali leżał profesor, którego nazwiska już dzisiaj nie pamiętam. Przybył ze szpitalem krakowskim i w międzyczasie zachorował na zapalenie płuc. To było 12-go września. Weszłam do jego Sali, stanęłam przy łóżku.
– „Siostro, czy siostra ma dostęp do apteki” – zapytał
– Tak – odpowiedziałam – a o co chodzi?
– „Siostro ja proszę o truciznę” – wyznał cicho.
– „Jak to truciznę? – zawołałam poruszona.
– „Siostro – odrzekł spokojnie – Niemcy są już tuz tuż, a ja tego nie przeżyję. Dziecko – dodał miękko – mam córkę w twoim wieku, ale nie wytrzymam tego co nastąpi, proszę o truciznę”
Te dramaty. które rozgrywały się co chwile na moich oczach spotęgowały się jeszcze bardziej, gdy nadeszła wieść o wejściu Niemców do miasta. Był 13-ty września około godz. 19-tej. W budynku szpitalnym nie było światła. Ciemno, cisza. Ogromne przygnębienie i niepokój. Nagle zajechał pracownik szpitala, który wcześniej, motorem jednego z rannych wybrał się na zwiad. Był roztrzęsiony.

Niemcy już są!” – zawołał.
Powstała wówczas wielka panika wśród cywilów tym większa, że wszyscy lżej ranni żołnierze powychodzili z bronią do okien oświadczając nam, że będą bronić szpitala. Wówczas zaczęliśmy obchód po salach prosząc i nakłaniając żołnierzy do oddania broni. Starałyśmy się wyperswadować im myśl o walce, a jednocześnie uspokoić, dodać otuchy.
Po niedługiej chwili Niemcy wtargnęli do szpitala. Butni, hałaśliwi, groźni. Przeprowadzili lustrację, ostrym tonem wydali dyspozycje. Zarządzili, że natychmiast ma być sporządzony spis rannych, żaden żołnierz nie ma prawa opuścić szpitala. Odpowiedzialnym za dotrzymanie warunków wyznaczyli doktora Boguckiego, czyniąc z niego tym samym zakładnika.
Po strasznej pełnej grozy i niepewności nocy, przystąpiliśmy do sporządzania listy pacjentów. Od tego momentu zaczęły się nowe dramaty. Niektórzy lżej ranni pragnęli za wszelką cenę wydostać się ze szpitala. Pomagałyśmy im w ucieczkach mając świadomość, że śmiertelnie narażamy doktora Boguckiego. Nawiązałam kontakt z moją przyjaciółką Marią Zipser, która pracowała jako siostra PCK w szpitali w sądzie. Przysłała mi paczkę w której znajdowała się mapa, żywność i cywilne ubranie męskie. Ponieważ otrzymałam 900 zł odprawy z sądu, tymi pieniędzmi obdzielałam uchodźców. Podobnie stało się i teraz. Janusz Wachełko, bo tak nazywał się żołnierz, któremu pomogłam w ucieczce, przekroczył bramę szpitalną strzeżoną przez wartowników niemieckich, jako mój brat, szliśmy pod rękę, a tak naprawdę skóra nam cierpła. Kiedy minęliśmy już park poszedł sam z daleka pokiwał mi ręką.

Następnego dnia podczas wizyty doktor Bogucki widząc puste łóżko zapytał minie na osobności:
– Siostro co z tym Wachełko?
– Panie doktorze dziś w nocy umarł – odpowiedziałam.
Doktor przyjrzał mi się uważnie – siostra wie, że jestem zakładnikiem. ostatnie upomnienie i wyrzucę, wyrzucę ze szpitala!”.
– Tak, wiem – odparłam skruszona i przerażona niebezpieczeństwem.
Wiedziałam, ze ratując jednego, śmiertelnie narażam innego człowieka. Przed takimi wyborami stawałam niemal co dzień.
            Pamiętam też noc z 19-do na 20-go września. Miałam wtedy nocny dyżur. Przed świtem było słychać strzały z różnych stron. Wstąpiła w nas wszystkich otucha, chodzimy wśród chorych, uspokajamy ich: „To nasze wojsko, to biją się Polacy, na pewno przyniosą nam wolność”. Wszyscy pełni nadziei, podniesieni na duchu. Oczekiwanie, co będzie dalej.
Po pewnym czasie strzelanina jakby ucichła. Do szpitala zaczynają napływać pierwsi ranni. Dowiadujemy się, ze w starciu z najeźdźcą siłą wroga nasze wojsko zostało rozbite.
Na moja salę przyniesiono na prowizorycznych noszach z drabiny ciężko rannego chor. Beckera. Przyniosły  go dwie bohaterskie dziewczyny, siostry Grymuzówny z Zamościa, jak się później okazało. Miał przestrzelone obie ręce, rany postrzałów brzucha, ogromny upływ krwi. Doktor Onyszkiewicz natychmiast zrobił opatrunek.
Zaraz tez Niemcy zażądali ścisły spis. Wkrótce potem przeprowadzili ścisłą selekcję. Żołnierzy zaczęto przenosić do szpitala w gimnazjum. Tam też przeniesiono po kilku dniach chor. Beckera.

Niedługo po tym wkroczyli Rosjanie. Znów panika, znów przerażenie. Nasi oficerowie błagali żebyśmy pomogły usunąć im wszystkie dowody świadczące o ich wyższej szarży. Przenosiłyśmy ich z łóżek na sienniki, na podłogę, paliliśmy dokumenty, mundury.
zapanowała bieda. Przykro o tym wspominać, ale to są fakty, które niejednokrotnie przesadziły o losie rannych. W tym czasie szpital został opanowany przez Żydów. Kierująca szpitalna apteką pani Huberman kategorycznie odmówiła wydawanie leków dla polskich żołnierzy. Apteka została zamknięta, „nie ma dla polskich żołnierzy lekarstw, nie ma nic” – oświadczyła kategorycznie. Na szczęście siostra Helena Wróblewska dysponowała zapasowym kluczem od apteki. Wykradałyśmy więc regularnie potrzebne lekarstwa, bo był to jedyny sposób na ratowanie naszych biednych rannych. Tragicznie wyglądała sytuacja z wyżywieniem, tym tragiczniej, że w wielu przypadkach braki wynikały ze złej tych, którzy mieli do nich dostęp. pamiętam, że pewnego ranka wybraliśmy się z siostrą Janina Olszewską po chleb dla chorych. Miałyśmy na sobie białe fartuchy z czerwonymi krzyżami. Wyjaśniłyśmy, ze chcemy kupić chleb dla szpitala. Na to otrzymaliśmy od sklepowej – Żydówki ostra odprawę, że nie ma chleba dla polskich żołnierzy i kilka razy wymierzonych miotłą.
Łzy, bezradność i ogromny żal, Było naprawdę ciężko. Naprawdę nie miałyśmy już co dać do jedzenia naszym chorym. Te i podobne sytuacje wywoływały ogromne napięcia nerwowe, coś się wtedy w człowieku buntowało, trudno było się powstrzymać od gorzkich myśli i słów.
Pamiętam, że przez pewien czas, na mojej sali leżeli żołnierze radzieccy. Spełniałam rzetelnie swoje obowiązki, podawałam im leki, sprzątałam, karmiłam. Jeden z nich starszy rangą próbował wciągać mnie w dyskusję. Broniłam się przed tym ale jak już wspomniałam, żyliśmy wszyscy w ogromnym napięciu i nieprawości, nerwy zawodziły. Nieopatrznie wypowiedziane przeze mnie słowa, ze my Polacy mamy swój honor i na pewno doprowadzimy do tego, ze nasz kraj stanie się wolny, wywołały u mojego rozmówcy falę gniewu. Zdecydowanym ruchem chwycił mnie za kołnierz fartucha i wyprowadził na korytarz. Byłam przerażona. Ten człowiek, który niedawno prowokował mnie i usiłował wciągnąć w rozmowę, teraz rozgniewany, kategorycznie oświadczył, że zaprowadzi mnie na NKWD, a tam wyjaśnią mi kto ma rację. Uratował mnie refleks siostry Heleny. Widząc co się dzieje błyskawicznie zorientowała się w sytuacji i zaczęła tłumaczyć, ze ja jestem po prostu głupia, niedorozwinięta i nie warto zwracać uwagi na to co mówię. Żołnierz zdawał się nie być przekonany. „To dlaczego ja trzymacie ?” – zapytał. „A kogo mamy brać, nie ma rak do pracy, a ona się przydaje robi wszystko”. Dosłownie wyrwała mnie z jego rąk i umieściła w magazynie z brudna bielizną. Siedziałam tam dwie lub trzy doby, bo mój niefortunny rozmówca nie dawał za wygraną i wciąż się dopytywał „gdzie jest ta Sonia głupczyk”. (….)

Często wspominam siostrę Helenę Wróblewską, energiczną, dzielna, wspaniałą kobietę. Z jakim oddaniem pracowała wśród rannych, ile otuchy wnosiła. Zawsze opanowana, gotowa do czynu. Nigdy nie opuszczała rannych. Nawet w czasie nalotów, w najcięższych chwilach była na sali, niosła spokój i pokrzepienie. To dzięki niej pokonywałyśmy własny strach i wszystkie szłyśmy za jej przykładem. 
Wspominam siostrę PCK Janinę Olszewską. Stawiła się w zamojskim szpitalu prosto z urlopu. Nie miała nic. Cały dobytek i odzież przepadły. Ofiarnie pracowała wśród chorych. W ciężkich chwilach dokonywała cudów w zakresie aprowizacji. Nocami choć to było zabronione, krążyła po mieście i okolicy, tylko sobie znanymi drogami i sposobami zdobywała żywność dla rannych żołnierzy.
            Odwiedzała też szpital Pani Mikietowa z Klubu Obywatelskiego Kobiet, do którego i ja przed wojna należałam, troszcząc się o rannych, wspomagała jak mogła. Wielu zacnych ludzi, cywilnych mieszkańców okazywało nam pomoc. Pamiętam żonę właściciela klinkierni. Prała bandaże, bo obsługa szpitala nie nadążała z przygotowaniem materiałów opatrunkowych. Nasi lekarze doktor Bogucki, doktor Onyszkiewicz, doktor Kulesza. Pracowali nie licząc czasu, nie bacząc na trudy. Świadomi tragizmu sytuacji, ograniczeni niedostatkami leków i środków nie zrażali się, stali na swoich posterunkach, ratując życie tym, którzy kładli je w ofierze Ojczyzny.
Siostra Zofia Dąbrowska – Rekiel opuściła szpital w roku 1940, z chwila gdy odeszli z niego ostatni żołnierze. Jako żołnierz ZWZ – AK zaprzysiężona w 1940 roku w Zamościu. Przez cały okres okupacji czynnie uczestniczyła w życiu podziemnym Polski. Początkowo była łączniczką, kolportowała tajna prasę. Po aresztowaniu, przeniosła się do Józefowa i pracowała w Nadleśnictwie. Od 1942 roku jako sanitariuszka należała do grupy dywersyjnej „Wira”. Od października 1942 do lipca 1944 r. po ps. Zofia” pracowała w Zwiadzie Konnym OP( Obwód Zamość pod dowództwem Stefana Suchodolskiego. W roku 1943 zorganizowała w Zwierzyńcu Wojskowa Służbę Kobiet. Ofiarnie pomagała więźniom obozu zwierzynieckiego dostarczając im jedzenie. Współorganizowała ucieczki  z transportów ludzi wywożonych do KL Lublin. W ramach RGO zajmowała się przejmowaniem dzieci polskich z wysiedlonych wsi i rozmieszczaniem ich w polskich rodzinach. (…)
 Materiał pochodzi z maszynopisu „Żołnierze września” przygotowanego do wystawy w Muzeum Barwy i Oręża „Arsenał” w 1989 roku przygotowanej przez: Irenę Cecot, Tomasza Sałka, Mirosława Bańkowskiego. Opracowanie graficznie Andrzej Kopciowski.

Zamoyski na arrasach.

Z Muzeum Arrasów we Florencji, wysłano w 1904 r. na wystawę w Paryżu, dwa arrasy z wyobrażeniem festynów na cześć posłów polskich, którzy Henrykowi Walezemu ofiarowali koronę Polski w 1573 r. Arrasy wykonane zostały w fabryce brukselskiej, podług katonów Franciszka Quesnel’a, nadwornego malarza Walezego i jego matki Katarzyny Medycejskiej. Te piękne wyroby  z połowy XVI w. dają pogląd na ówczesne uroczystości i tak podziwianego poselstwa polskiego.
Nas dzieła te interesują ze względu na osobę Jana Zamoyskiego, który brał udział w tym poselstwie, w gronie dwunastu dostojników, wybranych przez sejm elekcyjny. Wysłannicy francuscy witali poselstwo początkowo w Metzu, a następnie na parę mil przed Paryżem. W stolicy Francji posłowie polscy stanęli 19 sierpnia 1573 r. Dostojnikom ze strony polskiej towarzyszyło 250 szlachty i duża liczba służby. Jechali na wozach cztero- i sześcio- konnych. Obok wozów prowadzono konie wierzchowe luzem. Polscy posłowie przeszli ulicami miasta, na których ustawiono łuki triumfalne z napisami witającymi Polaków. W dniu 21 sierpnia posłowie udali się na statkach do Luwru, gdzie przyjął ich Karol IX w otoczeniu dostojników państwowych. Następnego dnia złożyli hołd nowo wybranemu królowi w pałacu andegaweńskim, gdzie udali się pełnym okazałości pochodem konnym. Potem złożyli wizytę siostrze królewskiej Małgorzacie.
Od 26 sierpnia do 9 września prowadzono z elektem pacta conventa. Natomiast 10 września, przy biciu dzwonów i paradach dworsko-wojskowych, Henryk Walezy składał w Katedrze Notre-Dame przysięgę.  Akt elekcji w ręce nowego króla Polski złożono 13 września 1573 r. Następnego dnia odbył się przejazd króla ulicami miasta wśród łuków triumfalnych. Objazd oglądały tysięczne tłumy Paryżan, które podziwiały nowo wybranego króla Polski. Pożegnalny wieczór, połączony z uroczystą kolacją u Katarzyny Medycejskiej, zakończył program obchodów wyboru króla.

Poselstwo polskie, zgodnie z przyjętym zwyczajem, często zmieniało swoje paradne stroje. Pamiętnik Andrzeja Górki, kasztelana międzyrzeckiego, opisuje w szczegółach te uroczystości. Wśród posłów wymienić należy osoby: Adama Konarskiego (biskupa poznańskiego), który przewodniczył ambasadzie; Alberta Łaskiego (wojewody sieradzkiego); Jana Tęczyńskiego (kasztelana wojnickiego); Jana Tomickiego (kasztelana gnieźnieńskiego); Andrzeja Górkę (kasztelana międzyrzeckiego); Jana Herburta z Fulsztyna (kasztelana sanockiego); Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła (marszałka nadwornego litewskiego); Jana Zamoyskiego (starostę bełzkiego); Mikołaja Firleja z Dąbrowicy (starostę kazimierskiego); Jana Zborowskiego (starostę odolanowskiego); Aleksandra Prońskiego (wojewodzica kijowskiego) oraz Mikołaja Tomickiego (synowca kasztelana gnieźnieńskiego). Jan Zamoyski reprezentował szlachtę polską. W roku 1574 tłumacz Le Roy Lous (1510-1677) wydał w Paryżu Mowę/Orację Jana Zamoyskiego, przekładając z łaciny na język francuski:
L’Oraison du Seigneur Iean De Zamoscie, Govvernevr de Belzs & de Zamech, l’vn des Ambassadeurs enuoyez en Fra[n]ce par les Estats du Royaume de Poloigne, & du grand Duché de Lithuanie. Au Serenissime Roy eleu de Poloigne, Henry, Fils & Frere des Roys de France […] Sur la Declaration de son Election, & pourquoy il a esté preferé aux autres Competiteurs […]
Oracja Pana Jana de Zamoscie, Govverneur de Belzs & de Zamech [Starosty Bełskiego i Zamechskiego], jednego z ambasadorów wysłanych do Francji przez stany Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Do Serenissime Roy wybranego z Poloigne, Henryka, Syna i Brata Królów Francji […] O Deklaracji Jego Wyboru i dlaczego był preferowany od innych Konkurentów […] (tłumacz google).
Największą liczbę Polaków przedstawia arras większych rozmiarów, który ilustruje taniec i koncert po bankiecie u Katarzyny Medycejskiej. W centrum arrasu widzimy m.in. most na arkadach, małą wysepkę z trzema syrenami trąbiącymi w puzony, morskiego potwora podobnego do wieloryba, którego atakują dookoła statki. Na pierwszym planie zaznacza się grupa panów (książąt krwi) zajęta rozmową. Od brzegu odpływa galera pełna gości z królową, obok której widoczny jest jeden z polskich dostojników. Grupy ludzi tańczą, przechadzają się, a jeszcze inne spożywają posiłek w cieniu. Arrasy otoczone są szlakiem z kwiatami, splecionymi wiciami roślinnymi i groteskowymi figurami. Na drugim arrasie zatytułowanym „Ambasadorowie polscy na balecie dworskim” widzimy na pierwszym planie poselstwo polskie. Po lewej stronie jeden z nich rozmawia z królem Walezym. Wśród poselstwa próżno pewną ręką wskazać sylwetkę Jana Zamoyskiego, bowiem posłowie odwróceni są tyłem i ukazani tylko  do wysokości pasa. Widać tańczące sylwetki ludzi, tłumy gości, a za nimi w oddali ogrody królewskie.

Najbardziej bliska wizerunkowi Jana Zamoyskiego zdaje się być sylwetka posła, ukazana z prawej strony, u dołu arrasu drugiego. Ówczesna polska magnateria i szlachta nie nosiła już w tym czasie modnej wcześniej brody, ale wąsy były jak najlepiej widziane. Młodsi posłowie, do których należał młody jeszcze wtedy Zamoyski, starosta bełski, nosili właśnie takie wąsy. Wszystkie późniejsze portrety Zamoyskiego, medale, przedstawiają Zamoyskiego z sumiastymi wąsami. Głowę posła pokrywa rodzaj czapki z piórem tzw. bieretek z feretkami (buklami, sprzączkami) z piórkami na nim lub inna forma tegoż – biretek z ferety z piękną zaponą i piórkiem barw rozmaitych.

 

opracowanie: Ewa Lisiecka
źródło:
1. Sprawozdania z Komisji do Badania Historii Sztuki w Polsce. T. 9. z. 1-4. 1913. wyd. Kraków. Biblioteka Uniwersytecka w Toruniu. Posiedzenia z dnia 14.XI.1907 r. Cyfrowa Biblioteka w Bydgoszczy.
2. https://histmag.org/Jan-Zamoyski-droga-do-wielkiej-polityki-18151
3. Zbiory starodruków – Cyfrowa Biblioteka Jagiellońska.
4. https://www.meisterdrucke.it/stampe-d-arte/Fran%C3%A7ois-Quesnel/273140/Feste-di-corte-a-Parigi-nel-1573-per-onorare-gli-ambasciatori-polacchi-alla-presenza-di-Caterina-de-&39;Medici-e-di-Enrico-III-(arazzo).html

 

Unia zamojskich Ormian z kościołem rzymskim.

W drugiej połowie XVII wieku Stolica Apostolska zabiegała o zjednoczenie Ormian z kościołem rzymskim. Wyprawiono w tym celu do Lwowa misjonarzy, Teatynów w osobach O. Klemensa Galana*, ks. Alojzego Marii Pidou i brata Bonawentury Costuccio. Pierwszy z nich, dwa lata zabiegał o unię obu kościołów we Lwowie, ale nie doczekał jej, bowiem zmarł w 1666 r., na kilka miesięcy przed jej zawarciem. Jego dzieło kontynuował Francuz O. Pidou, biegły znawca języka ormiańskiego, stając się w rezultacie głównym sprawcą przeprowadzenia unii kościoła ormiańskiego z kościołem rzymskim. Ojciec Pidou opisał dzieje zjednoczenia Ormian z Kościołem Rzymskim w stu stronicowym rękopisie, zakończonym rokiem 1669. Zapiski o. Pidou kontynuował jego następca (nieznany z nazwiska) do roku 1676. Przygotowane do druku, nie zostały jednak wydane. Dwieście lat później, przekładu zapisków z łaciny i języka włoskiego na język polski dokonał Adolf Pawiński i doprowadził do ich wydania w roku 1876. (1)
Dla uzupełnienia historii miasta Zamościa, przekład Pawińskiego jest o tyle cenny, że O. Pidou wzmiankuje z nazwiska niektórych zamojskich Ormian oraz kreśli szkic przebiegu wprowadzania unii kościoła ormiańskiego z kościołem rzymskim w naszym mieście. Misjonarze wyruszyli z Rzymu do Polski w 1663 r., spędzając zimę w Bawarii. Do Warszawy przybyli 17 kwietnia 1664 r., gdzie zabawili sześć dni. Następnie udali się przez Zamość do Lwowa, gdzie później prowadzili przez kilka lat gorliwe starania na rzecz unii obu kościołów. Jednak przymierze to, nie mogło się należycie zakorzenić w narodzie ormiańskim, ze względu na brak odpowiednio wykształconych w tym kierunku księży ormiańskich. Ojcowie Teatyni w tym właśnie celu przybyli do Polski. Po przyjeździe do Lwowa otworzyli szkołę języka ormiańskiego i łacińskiego. Ponadto założyli 24 stycznia 1665 r. papieskie kolegium dla dziesięciu alumnów, trzech nauczycieli i służby. Kolegium dobrze przysłużyło się unii obu kościołów, bowiem wykształciło siedemnastu kapłanów, jednego doktora (Vartabieta), biskupa, licznych teologów i kilku kaznodziejów. Wielu z alumnów tam wykształconych, rozsyłano do różnych miast królestwa, w tym również do Zamościa.
Dnia 9 lipca 1665 r. przyjęty został do Kolegium Melchior Mikołaj Arienowicz z Zamościa lat ok 25, krewny ks. Kistoturowicza – proboszcza ormiańskiego w temże mieście, miernych zdolności, wzrostu wysokiego, nieco płochy, trochę przez proboszcza przygotowany w obu językach.  Po kilku jednak dniach, nim obleczony został, czy nie mogąc przywyknąć do karności w kolegium, bo już był nie pierwszej młodości, czy też nie mogąc znieść ciasnoty miejsca, czyli z innego powodu, wrócił znów do rodzinnego miasta.
Podobnież przyjętym został d. 20 października 1665 r. Jan Bartocowicz (Bartosowicz) Lwowianin, lubo rodzice jego mieszkali w Zamościu, lat około 18, słabej budowy ciała, pięknej postawy, wielkich zdolności, pilny w każdej rzeczy, biegły w poezji ludowej, grzeczny, rozmowny, śmiały. Pierwiastkowo kształcił się on w akademii w Zamościu aż do retoryki. Przygotowany jest pięknie w religii katolickiej przez ks. Jana Kistutorowicza, proboszcza ormiańskiego w Zamościu, dobrze uposażonego przez św. kongregacyą de propaganda fide. Jednym słowem człowiek rokujący piękne nadzieje, jeżeli w bezżennym  wytrzyma stanie, ale mało okazuje tej mierze chęci. Matka jego przepada za nim, przysyła mu pieniądze i ciągle wspomina o małżeństwie w listach, które podsycają w nim próżność i zamiłowanie świata.
To z jego powodu między innymi przeciwnicy unii ostro krytykowali misjonarzy lwowskich, mnożąc przeciwko nim różnego rodzaju oszczerstwa i zarzuty. Jednym z nich było dopuszczanie do zawarcia małżeństw przez alumnów. Były to zarzuty bezpodstawne, bowiem jeden tylko taki przypadek odnotowano. W Zamościu jeden z alumnów (Jan Bartocowicz), po powrocie ze Lwowa, za namową matki, zrzekł się powołania duchownego i pojął za żonę swoją rodaczkę. Z zamojskimi alumnami, księża misjonarze miewali jak widać niejeden kłopot, bowiem:
Dnia 14 czerwca 1668 r. przybył na nowo do kolegium wyżej wzmiankowany Melchior Mikołaj Arienowicz z Zamościa, z prośbą listowną ks. Kistoturowicza, proboszcza ormiańskiego w Zamościu, że ponieważ dostatecznie jest już przygotowany w obu językach, oraz w sprawowaniu sakramentów, a przytem ma pewną wprawę, aby go wyświęcić na kapłana jak najprędzej i odesłać do domu (miał bowiem jako kleryk tylko cztery niższe święcenia). O to samo prosił także arcybiskup ormiański. Życzeniu stało się zadość. Wyświęcony na księdza, na początku następnego miesiąca lipca wrócił do swego miasta, gdzie pomaga owemu dobremu proboszczowi, który tam jest sam. Nazywa się obecnie ksiądz Piotr.
Za przykładem zawiązania się unii kościoła ormiańskiego we Lwowie z Rzymem, nie za długo potem, w ślad poszedł kościół ormiański w Zamościu. Proboszczem parafii ormiańskiej w mieście był wówczas ks. Jan Kistutorowicz (pisany także jako Kistustorowicz), przekonany do wiary katolickiej już dużo wcześniej. W częstych listach do Lwowa, kierowanych do O. Klemensa Galana, domagał się od arcybiskupa ormiańskiego, wprowadzenia stosownych zmian do swojego kościoła w Zamościu. Jego prośby zostały w końcu wysłuchane. Na mocy listów jakie otrzymał 22 lutego 1665 r. ze Lwowa uzyskał umocowanie do wprowadzenia zmian w zamojskim kościele ormiańskim. Głównym jego przeciwnikiem w tych staraniach był mnich ormiański, przybyły niedługo przedtem z Armenii (Szymon rodem z Zamościa) o czym poniżej.
Dnia 19 czy 20 wysłał arcybiskup listy do Jana Kistosturowicza proboszcza kościoła ormiańskiego w Zamościu w przedmiocie żądanej poprawy. Usłuchał ksiądz rozkazu, lubo się nie obeszło bez szemrania i oporu ze strony ludu, jak również sprzeciwiania się ze strony Szymona mnicha ormiańskiego w Zamościu (…) Ten był do tego stopnia gorliwym, że w jednej księdze kościelnej w dzień poprawy zapisał uwagę: Dziś kacerstwo* do ormiańskiego kościoła w Zamościu zaprowadzonem zostało.
Misjonarze Teatyni często wizytowali kościoły ormiańskie, także w Zamościu, gdzie dokonywali oględzin i stanu kościoła Ormian. Z wypowiedzi ówczesnego proboszcza kościoła ormiańskiego w Zamościu, ks. Jana Kistustorowicza wynikało, że „całkiem pozorną była mniemana owego ludu unia”. Zamojscy Ormianie nie byli jej przychylni. Oddajmy na chwilę ponownie głos O. Pidou, który zrelacjonował wizytę w Zamościu następująco:
Zamość, miasto w dyecezyi Chełmskiej, mało co więcej na dwa dni drogi odległe od Lwowa, należy do JW. Wiśniowieckiego, dość mocno obwarowane, z pięknem około murów jeziorem, posiada jeden kościół [ormiański] i dwóch księży. Ksiądz Jan Kistosturowicz, wdowiec lat około 47, mąż znakomity rozumem, cnotą i biegle władający łaciną i ormiańskim językiem książkowym, w którym pisuje bardzo uczone rozprawy, jest przytem o wiarę św. gorliwy, czego dowodem wzorowy porządek w kościele, którego jest przełożonym, czyli proboszczem, oraz lud w rzeczach religijnych dobrze oświecony przez częste jego nauki i kazania. Sławnej pamięci królowa Marya Ludwika chciała go nawet wynieść na godność sufragana ormiańskiego we Lwowie. Ksiądz Piotr młodzian lat 32, biegły także w łacinie, prawdziwy katolik, za naszem wstawieniem wyświęcony po kilku miesiącach nauki odbytej w kolegium papiezkiem we Lwowie.
Innym razem wizytę opisano następująco: Dnia 14 kwietnia 1668 r. powracając z wizyty kościoła w Zamościu O. Anioł Peverati przywiózł ze sobą nowego alumna, tym był: Jakób Hagiewicz z Zamościa, lat ok 18, aż do poetyki odbył on nauki w akademii w Zamościu, dobrej budowy i pięknej postawy, ale niestety płochy, miernych zdolności i dlatego wkrótce, a mianowicie 8 lipca tegoż roku z powodu braku zdolności a nadto, że nie mógł przywyknąć do klauzury kolegium, służąc przedtem wojskowo, wraz z bratem swoim uszlachconym został także odesłany do domu. 
Wielu księży ormiańskich, w początkowej fazie wprowadzania unii, sprytnie udawało katolików, prowadząc po cichu nauki i liturgię w starym rycie ormiańskim. Jednym z nich był ks. Grzegorz, w młodzieńczym wieku szalbierz i pijak, który później w Rzymie był uczniem wspomnianego powyżej O. Klemensa. Z Rzymu, z listami polecającymi od świętej kongregacji, udał się do K(H)aciatura patriarchy (także ucznia o. Klemensa) i tam wyświęcił się na księdza i Wartabieta. Przybył do Lwowa i usiłował odwieść Ormian od unii. Opuścił Lwów wkrótce i udał się do Zamościa. Tamtejszy proboszcz ormiański, ks. Jan poznał się na nim, „zagroził wieżą” i zmusił do opuszczenia miasta.
Pojednanie się Ormian z kościołem rzymskim zarządził arcybiskup lwowski za namową Starszyzny, w dniu Bożego Narodzenia 25 grudnia 1664 r. Natomiast 4 stycznia 1665 r. polecił wszystkim księżom ormiańskim dolewanie wody do kielicha z winem, co stanowiło do tego momentu największą przeszkodę we wprowadzeniu obrządku rzymskiego. Nie wszyscy księża podporządkowali się temu zaleceniu i dopiero kolejne pismo skierowane do nich pod rygorem klątwy odniosło skutek. Do Zamościa także skierowano takie listy, bowiem i tutaj mieszczanie ormiańscy nie ulegli zmianom bez oporu, podsycani jeszcze postawą mnicha Szymona, przeciwnego unii obu kościołów. Ogólnie w kwietniu 1665 r. poprawiono 13 błędów w obrządku ormiańskim, wprowadzając stopniowo kolejne włącznie z poprawkami w druku ksiąg do liturgii.
Usunięty z Zamościa mnich Szymon przybył do Lwowa 3 maja 1665 r. Został wezwany przez arcybiskupa, którego powiadomił proboszcz zamojskiego kościoła ormiańskiego, za namawianie przez niego Ormian do bojkotu unii. W Zamościu nie chciał odprawiać nabożeństw według obrządku katolickiego, natomiast we Lwowie był już posłuszny zmianom, niestety jak się później okazało, pozornie. Został mianowany przełożonym kościoła ormiańskiego na przedmieściu lwowskim, zwanego klasztorem. Kościół ten był wcześniej opuszczony przez długi czas. Wyświęcony w Armenii mnich ormiański Szymon (rodem z Zamościa), zręcznie oszukał i lwowskich zwierzchników. Zezwolił legatowi patriarchy ormiańskiego, niejakiemu Pawłowi, arcybiskupowi z Tokkat, na wprowadzenie ponowne usuniętych zmian w liturgii. Dlatego jego nabożeństwa miały wielki posłuch wśród Ormian. W czasie kazania jakie wygłosił 14 czerwca 1665 r., zgromadził wielu wiernych wokół kościoła klasztornego na przedmieściu Lwowa. Ormianie woleli uczestniczyć w nabożeństwie tam, niż we lwowskiej katedrze. Zaledwie cztery dni później arcybiskup usunął go z tego probostwa i wezwał do miasta. Kościół na przedmieściu ponownie zamknięto. Posądzono go nawet o magię, wtrącono do więzienia i po kilku tygodniach wypędzono z kraju. Ostatecznie osiadł w jednym z klasztorów Armenii.
Pomimo wprowadzonych zmian w liturgii, zarówno we Lwowie jak i w Zamościu, unia niezbyt dobrze była przyjmowana przez ogół ludu ormiańskiego, który uporczywie trzymał się starych zwyczajów przodków. Ormianie, poprzez legata patriarchy ormiańskiego, usiłowali powstrzymać wprowadzanie unii. Przybyły do Lwowa legat twierdził, że zmiany liturgii wprowadzone bez zatwierdzenia przez patriarchę Jakóba nie obowiązują, podobnie jak i sama unia. Jednak po wyjeździe ze Lwowa legata patriarchy, unia w kościołach lwowskich i w Zamościu przebiegała już bez zakłóceń (26 październik 1665 r.). Ojciec Klemens, czuwający jeszcze wówczas nad unią we Lwowie, wyświęcił 1 listopada 1665 r. na subdiakonów dwóch kleryków z Jazłowca, jednego z Kamieńca i jednego z Zamościa – Jana Bartocowicza.  Po śmierci o. Klemensa Galana 14 maja 1666 r., niestrudzonego krzewiciela wiary katolickiej wśród Ormian, pochowano na cmentarzu przy lwowskiej Katedrze. W dniu 10 maja 1668 r. wizytację kościoła ormiańskiego  w Zamościu przeprowadził ks. Anioł Peverati: „Zwiedził kościół ormiański w Zamościu i znalazł go w zupełnym porządku, za gorliwym staraniem proboszcza miejscowego ks. Jana Kistosturowicza.” 
Kiedy Ojcowie Teatyni podejmowali pierwsze konkretne działania w sprawie zjednoczenia kościoła ormiańskiego z kościołem rzymskim, miasta takie jak Zamość, Śniatyn i Łuck miały już swoje kościoły (cerkwie) ormiańskie. W późniejszym czasie zbudowane zostały kościoły dla parafii ormiańskich w Stanisławowie, Podhajcach i wielu innych. Parafie Horodeńska i Żwaniecka nie miały jeszcze swoich kościołów. Łucki kościół nie miał natomiast parafian. We Lwowie było aż trzy kościoły ormiańskie (dwa na zewnątrz murów); w Jazłowcu także dwa, a w Kamieńcu aż cztery. W Polsce było dwóch biskupów ormiańskich, arcybiskup we Lwowie (metropolita) i honorowy biskup Bogdanii (Wołoszczyzny) jako sufragan. Księży, częściowo bezżennych, a częściowo żonatych było 23, kilku kleryków (zwyczajem wschodnim w świeckich sukniach) oraz około trzech tysięcy Ormian, z czego 300 w Zamościu, mieszkających w naszym mieście na przestrzeni XVI i XVII wieku. Duchowieństwo ormiańskie nie miało żądnego dziedzictwa, żyjąc z jałmużny. Ich patriarcha corocznie posyłał posłańca (Neviragha) do swoich prowincji z kwestą. Byli także tzw. Doktorowie (Anardrat), którzy nauczali chodząc po miastach i wsiach, ale gardząc pieniędzmi, przyjmowali żywność. Arcybiskupem Ormian, który przyjął unię obu kościołów był 22 letni ks. Mikołaj Torosowicz. Wbrew woli większości Ormian obrał go biskupem Lwowa patriarcha Melchizedech. Ks. Torosowicz był synem bogatego kupca, który sowicie wynagrodził patriarchę ormiańskiego, który wyświęcał mu syna, nie w katedrze, tylko w podmiejskim kościele ormiańskim. Nowo wybrany biskup Lwowa nie wzbudził zaufania Ormian. Szybko także popadł w konflikt  z urzędem ormiańskim we Lwowie. Patriarcha Melchizedech zmarł w drodze powrotnej ze Lwowa, w Kamieńcu.
  • O. Klemens Galano (Galanus) – autor dzieła: Concilatio Ecclesiae Armenae cum Romana (Połączenie kościoła ormiańskiego z rzymskim)
  • Ormianie, przeciwnicy unii, nazywali kacerstwem u łacinników różnice w sprawowaniu liturgii, biegu kalendarza (liczyli lata od 551 r. tj. od czasu wprowadzenia alfabetu ormiańskiego przez Miesropa); uważali, że do słuchania spowiedzi ludu najwłaściwsi są księża żonaci; uznawali śluby księży ormiańskich zawarte przed święceniem subdiakońskim (klerykom wolno było mieć żonę, mieszkać z nią, a kiedy umrze nie wolno im było ponownie się żenić) itd.
opracowanie: Ewa Lisiecka
 źródło:
  1. Adolf Pawiński. Dzieje zjednoczenia Ormian polskich z Kościołem Rzymskim w XVII wieku, z dwóch rękopisów, z włoskiego i łacińskiego w przekładzie polskim. s. 17-18, 28, 32, 35, 38, 43, 93, 100-101, 108-109, 142-143, 203-204, wyd. Warszawa. 1876 r. Udostępnia BN w Warszawie na stronie internetowej „Polona”.

Szkolenia przewodnickie.

Zarząd Koła Przewodników Terenowych O/PTTK Zamościu im. Róży i Jana Zamoyskich przedkłada Plan Szkoleń na najbliższe miesiące.

Zapraszamy wszystkich Przewodników i Sympatyków Koła.

______________________________________________________________________________________________

15 września (czwartek) 2022 r. godz. 16,00, miejsce szkolenia: Muzeum Zamojskie w Zamościu, ul. Ormiańska 30.

Temat: „Ukraina przed wiekami”, wystawa ze zbiorów Muzeum Archeologicznego w Krakowie: po ekspozycji oprowadza Jerzy Kuśnierz.

________________________________________________________________________________________________

22 września (czwartek) 2022 r. godz. 16,00, miejsce szkolenia Muzeum Fortyfikacji i Oręża „Arsenał”.

Temat: „Zdrowie i higiena w dawnym Gdańsku”. Wystawę zorganizowano we współpracy z Muzeum Archeologicznym w Gdańsku. Po ekspozycji oprowadza Kinga Kołodziejczyk.

________________________________________________________________________________________________

27 września (wtorek) 2022 r. godz. 16, 00, miejsce szkolenia: Muzeum Fortyfikacji i Oręża „Arsenał”.

Temat: Historia zamojskiego 9 Pułku Piechoty Legionów”. Ekspozycja przygotowana została z okazji przypadającej na ten rok 100. rocznicy nadania Pułkowi sztandaru. Po ekspozycji oprowadza Mirosław Bańkowski

_________________________________________________________________________________________________

24.09.2022 | sobota

16:00 Otwarcie 8. Zamojskiego Festiwalu Podróży „Eskapady Kresowe”

16:10 Józef Kwaśniak – Benefis – 10 x 5000 metrów n.p.m.

16:40 WULKAN MIŁOŚCI – projekcja filmu o najsłynniejszej parze wulkanologów, projekcja filmu o najsłynniejszej parze wulkanologów, Maurice’a i Katii Kraftt, którzy byli obecni z kamerą przy 150 erupcjach wulkanów na całym świecie

18:15 W Ameryce Centralnej: Panama, Kostaryka, Nikaragua – Marek Marcola

19:10 Aconcagua – sięgając po wysokie marzenia – Magda Gąbka

Bilety:

Prezentacje wraz z filmem w sobotę 24.09.2022: 14 zł (norm.), 12 zł (ulg.) – dostępne w sprzedaży w kasach CKF Stylowy, ul. Odrodzenia 9 lub online: www.stylowy.net

__________________________________________________________________________________________________

1 października (sobota) 2022 r. o godz. 14,00 zapraszamy na otwarcie wystawy przygotowanej przez dr Jacka Feduszkę pt:

„Monarchowie, prezydenci, premierzy – wizyty głów koronowanych i oficjalnych gości w Zamościu od XVII do XX wieku”, Muzeum Zamojskie

__________________________________________________________________________________________________

Zmiana terminu szkolenia na listopad. (vide niżej)

____________________________________________________________________________________________________

25 listopada (piątek) 2022 r. o godz. 10,00 rozpocznie się konferencja naukowa pt. „Dzieci – najmłodsze ofiary wojny. W 80. Rocznicę wysiedleń ludności Zamojszczyzny”. Konferencja i otwarcie wystawy odbędzie się w Muzeum Fortyfikacji i Oręża Arsenał

____________________________________________________________________________________________________

Mogiła Chmielnickiego – mit i prawda.

Dzięki uprzejmości Pani Ewy Dąbskiej, publikujemy, z będących w Jej posiadaniu materiałów archiwalnych, artykuł  śp. dr Bogumiły Sawy, zamieszczony w 1994 r. w Tygodniku Zamojskim Nr 40, w którym autorka po mistrzowsku rozprawiła się z mitem pochówku Bohdana Chmielnickiego w kopcu (mogile) pod Zamościem. 

___________________________________________________________________________________________________________

ZAMOJSKA MOGIŁA CHMIELNICKIEGO

         Według zapisów klasztornego skryby, mogiła Chmielnickiego znajdować się miała „na wprost Starej Bramy Lubelskiej”, za przedmieściem Janowice pod Hyżą…

Wydarzeniem na ogół znanym jest nieudana próba zdobycia zamojskiej twierdzy przez Chmielnickiego późną jesienią 1648 roku. Natomiast legendą owiane są okoliczności jego pogrzebu pod Zamościem dziewięć lat później. Legendy też miewają swoją historię. Ta, dotycząca kozackiego wodza, liczy już sobie 337 lat.
Pierwsza o niej wzmianka pojawiła się w diariuszu (notatniku zdarzeń codziennych), prowadzonym w latach 1656 – 1672 przez Bazylego Rudomicza, rektora Akademii Zamojskiej. Nieco później zapisał również ten fakt zakonnik – bazylianin, zamojski autor kroniki własnego zgromadzenia. Odpowiedni fragment tejże znany jest z relacji księdza Mikołaja Kulaszyńskiego (1828 – 1901), wielkiego entuzjasty Zamościa, jego zabytków i historii.
Otóż, według zapisu klasztornego skryby, mogiła Chmielnickiego znajdować się miała „na wprost Starej Bramy Lubelskiej, za przedmieściem Janowice pod Hyżą, w końcu pól przytykających do łąk”, w odległości trzech kilometrów na północ od twierdzy. Kozacy usypali Chmielnickiemu kurhan z ziemi przyniesionej we własnych czapkach. Mogiła usytuowana była w miejscu, gdzie stał namiot wodza.
Dnia 26 maja 1657 roku ojcowie bazylianie odprawili pogrzeb, w którym uczestniczyło około 40 000 kozaków. Na szczycie kopca stanął krzyż kamienny z takim oto napisem:
            Tut poczywajet krasny woin
            Bohdan Chmielnicki
            Wełykoj buławy bonczuka i
            Churohwy, polskij hetman
            Sytyj sławy, kozackoj wożd
            Chranitiel i niepokołebimyj
            Hosudar.
Kronikarz bazyliański odesłał wszystkich wątpiących w powyższe fakty do diariusza Bazylego Rudomicza.
W 1834 roku interesował się zamojskim pogrzebem Chmielnickiego archiwista Zamoyskich ze Zwierzyńca Mikołaj Stworzyński.
Odpowiedni cytat, z jego rękopiśmiennej pracy Opisanie statystyczno – historyczne dóbr Odrynacji Zamojskiej, brzmi następująco:
„Roku 1657 Bohdan Chmielnicki stojąc przeciw Szwedom z wojskiem polskim, w Zamościu umiera. Czując się ustającym na siłach, Kozakom swoim i wojskom polskim, których blisko 40.000 liczono, rozkazał wysypać wielką mogiłę w miejscu, gdzie  miał swój namiot i główną kwaterę podczas oblężenia Zamościa, pierwszy raz w roku 1648 i drugi raz stojąc przeciw Szwedom roku 1657”.
Już na pierwszy rzut oka powyższy tekst zawiera mniej szczegółów niż bazyliański i aż się roi od błędów, ale o tym później.

I to są już chyba wszystkie znane dzisiaj dokumenty i relacje dotyczące legendy, które wyrosły na zamojskiej glebie.
Oprócz tego istnieją jeszcze liczne biografie Chmielnickiego pisane przez zawodowych historyków. I nic w tym dziwnego, bo hetman cieszył się zawsze sławą najwybitniejszej osobistości siedemnastowiecznej Europy wschodniej.
W 1859 r. ukazała się w Rosji pierwsza obszerna, dwutomowa jego biografia, pióra N. Kostomarowa. Według tegoż autora Chmielnicki umarł 15 sierpnia 1657 roku w stolicy Ukrainy – Czehryniu. Pochowany został w cerkwi w Subotowie. Mowę nad trumną głosił w języku polskim sekretarz hetmana Samuel Zorko. W orszaku pogrzebowym kroczył m. in. poseł Rzeczypospolitej. Kiedy Stefan Czarniecki nieco później opanował tę wioskę, zwłoki sprofanowano przez wyrzucenie z grobu na publiczne urągowisko.
Nowsze badania wykazały, iż Chmielnicki zaczął poważnie chorować zimą 1656/57 r. Rażony apopleksją umarł w Czehryniu. Uroczysty pogrzeb odbył się w Subotowie 2 września.
Tyle historycy. Czas teraz się do tego ustosunkować. Jako pierwszy uczynił to w 1859 r ksiądz Mikołaj Kulaszyński. Rozmiłowany we wszystkim, co zamojskie znał dobrze epizod oblężenia twierdzy przez Chmielnickiego w 1648 r. Kiedy więc ukazała się biografia Kostomarowa, przeczytał ją dokładnie, szukając przede wszystkim potwierdzenia znanych już sobie wydarzeń z kroniki bazyliańskiej. Można sobie wyobrazić minę księdza Mikołaja, kiedy musiał „wyrwać” tak ciekawą kartę z historii ukochanego Zamościa, i, co jeszcze gorsze, włożyć ją między bajki. Nie byłby jednak rasowym regionalistą, gdyby przeszedł nad tym dylematem do porządku dziennego.
Myślał, myślał i, nie czekając długo, opublikował takie oto wywody w tygodniku Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych z sierpnia 1859 r.:
„Pytanie tedy zachodzi, jak rozwiązać ten węzeł gordyjski. Którym  świadectwom dać wiarę. Kryterium przemawia za faktem dokonanym pod Zamościem, który musi być autentycznym, bo nie masz żadnej przyczyny, aby fałsz autor ówczesny spisywał. Może zajść omyłka w cyfrach i jest tu rzeczywiście anachronizm, ale czyż to może odjąć wiarygodność faktowi. Dlaczegoby jednak zmieniono wolę hetmańską i przeniesiono zwłoki jego aż pod Zamość? Nie łatwa odpowiedź! Zwracając tedy uwagę historiografów na powyższe spostrzeżenia, nie mogę wbrew opinii publicznej występować i wyrokować, że hetman kozacki spoczywa pod Zamościem, bo będąc za słabym w dziejach narodowych i dalekim od książnic (bibliotek), niepodobieństwem czuję wyjaśnienie. Spostrzeżenie moje historyczne oparte na aktach może zwróci uwagę dziejopisarzy. Nie może ono przepaść w zapomnieniu jak wiatr na stepie…” – kończy ks. Mikołaj. Warto jeszcze zatrzymać się chwilę nad cytowanym już fragmentem innego Mikołaja – Stworzyńskiego. Autor korzystający z kroniki bazylianów starał się ją dodatkowo „ubarwić”. A więc po raz  pierwszy napisał wyraźnie, iż Chmielnicki nie tylko był pochowany w 1657 r w Zamościu, lecz i tutaj umarł. Twierdzi dalej, że hetman, bliski śmierci, rozkazał osobiście wysypać wielką mogiłę w miejscu swego namiotu wojennego i głównej kwatery. Na koniec dowiadujemy się, że Chmielnicki był pod Zamościem „przeciw Szwedom” dwukrotnie w 1648 i 1657 roku.

Czy znajduje to wszystko potwierdzenie w bezspornych faktach historycznych? Czy Chmielnicki był w Zamościu w 1657 r. podczas potopu szwedzkiego? Wydaje się, że nie. Oto jak wyglądała bowiem wtedy sytuacja na głównym froncie.
W grudniu 1656 roku król szwedzki Karol Gustaw szukał gorączkowo sojuszników, bo nie mógł sobie sam dać rady z Polską. Wkrótce znalazł dwóch sprzymierzeńców: księcia Siedmiogrodu Jerzego II Rakoczego oraz Kozaków. W styczniu 1657 r. wojska siedmiogrodzkie, wsparte przez oddziały kozackie pod wodzą pułkownika Zdanowicza (a nie Chmielnickiego, który już wówczas nie czuł się dobrze), wkroczyły w okolice Lwowa. Ta połączona duża armia liczyła 40 000 ludzi.
W kwietniu Karol Gustaw i Rakoczy zdecydowali się na opanowanie dwóch twierdz: Zamościa i Brześcia Litewskiego. Jednakże ordynat Jan II Zamoyski (Sobiepan) ani przez chwilę nie myślał o poddaniu fortecy. Okoliczności wojenne też sprzyjały ordynatowi. Wojska szwedzkie i węgiersko – kozackie Rakoczego ruszyły najpierw na północ, w kierunku Brześcia. Tak więc w maju 1657 r. niebezpieczeństwo niemal zupełnie odsunęło się od miasta. Jak jednak zapisano w kronice bazylianów, to właśnie przy końcu maja zakonnicy sprawili pogrzeb Chmielnickiemu pod Zamościem. Z dzisiejszego punktu widzenia nie jest to możliwe. Słynnego atamana nie było wówczas w Zamościu ani żywego, ani umarłego.
Czy wobec tego zapis kronikarski kreuje historyczną fikcję? Wydaje mi się, że nie. Jak pisze Adam Kersten w źródłowo udokumentowanym szkicu o twierdzy zamojskiej W czasach najazdu szwedzkiego (W: Zamość, z przeszłości twierdzy  i miasta, Lublin 1980, s. 21), w maju 1657 r. do miasta niemal co dzień napływały pomyślne, acz często bałamutne lub wręcz nieprawdziwe, nowiny o porażkach nieprzyjaciela. Jedną z takich „nowin mogła być plotka o śmierci Chmielnickiego. Na wieść o tym ojcowie bazylianie mogli odprawić w maju nabożeństwo żałobne za duszę hetmana i postawili mu krzyż z inskrypcją. Jednakże, moim zdaniem, kopiec usypany z ziemi przyniesionej w kozackich czapkach wykonany został jeszcze w 1648 roku.
Półtora miesiąca później, na początku lipca 1657 r Kozacy wraz z Rakoczym pojawili się pod Zamościem, ale nie mieli już zamiaru zdobywać twierdzy.
Książe siedmiogrodzki, opuszczony przez króla szwedzkiego, wracał w pośpiechu na Węgry. Pod Czarnym Ostrowiem na Podolu podpisał kapitulację. Dowiedziawszy się o tym, umarł Bohdan Chmielnicki 6 sierpnia w Czehryniu, po wylewie krwi do mózgu.

____________________________________________________________________________________________________________

opracowanie: Ewa Lisiecka
zdjęcia: Krzysztof Serafin
źródła:
1. „Tygodnik Zamojski”; ROK XV.  Nr 40(774); Zamość, 5.10.1994 r.
2. Andrzej Kędziora. https://www.zamosciopedia.pl/index.php/ca-ch/item/4168-chmielnickiego-mogila

Nieznane groby żołnierskie w Zamościu.

Grób czternastu ofiar – obrońców Zamościa z sierpnia 1920 r. Nie postawiono pomnika. Nie zadbano o mogiłę. W roku 1929 było to już miejsce zaniedbane, porosłe wysoką trawą. Nie można było już odróżnić wzgórków grobów w tym miejscu. Przy mogile stał zmurszały i podgniły drewniany krzyż. Tablice, niegdyś z napisami, leżały zardzewiałe i porośnięte trawą. Dzień pogrzebu zabitych podczas oblężenia Zamościa w roku 1920, był dniem manifestacji mieszkańców i władz miasta. Długi szereg czternastu trumien, pokrytych kwiatami, otaczała honorowa asysta żołnierzy i mieszkańców. Kiedy trumny spuszczano do grobu, którego miejsce wyznaczono na zamojskim cmentarzu, na prawo przy głównym wejściu, oficer głośno odczytywał nazwiska zmarłych. Przy niektórych padało stwierdzenie: „nieznany z nazwiska”. Spóźnione na identyfikację poległych rodziny, usiłowały w ostatniej chwili rozpoznać swoich bliskich przed złożeniem do grobu. Płomienne przemówienia wygłosili nad mogiłą poległych radcowie i reprezentanci miasta. Padły zapewnienia, że mogiła poległych obrońców Zamościa będzie przedmiotem troski miasta i mieszkańców. Mogiłę okryła jednak niepamięć i trawa.
Dzisiaj w zapomnieniu są nazwiska żołnierzy poległych w obronie Zamościa w sierpniu 1920 r. Część z nich to zabici, w rozbitym pod Zamościem, a kierującym się w stronę Miączyna, pancerniku „Zagończyk”. Informacje te zachował w pamięci Fr. Ursus-Siwiłło, a ukazały się one w tygodniku „Słowo Zamojskie” w 1929 r. (1) Inicjatywą godnego uhonorowania poległych w 1920 r. postanowiono wówczas zainteresować młodzież i prof. Stefana Milera. W kolejnym numerze wspomnianego czasopisma, czytelnik o inicjałach F. S. informował redakcję o innych zapomnianych grobach na zamojskim cmentarzu. Obok wspomnianej mogiły poległych w 1920 r., miał znajdować się grób „grzebanych równocześnie oficerów W.P.” Dalej leżały ofiary tzw. „czerwonego zamętu z późnej jesieni 1918 r.”* (2) Była to grupa młodych ludzi, która porwała się do przewrotu i przypłaciła ten zryw narodowościowy życiem lub więzieniem. Polegli w tym czasie dwaj (lub trzej) synowie grabarza z zamojskiego cmentarza. Któż dzisiaj pamięta nazwiska tych ofiar? W dalszych wspomnieniach F. S. podkreśla, że dalej za tymi mogiłami, znajdował się cmentarz, dawniej starannie utrzymywany, ofiar wojny wojsk zaborczych, którzy zmarli w zamojskim szpitalu. Były tam dziesiątki różnych nazwisk, dziesiątki nazwisk żołnierzy polskich przerobionych na język niemiecki, żołnierzy polskich zmuszonych do służby w obcym wojsku. Wśród mogił można było jeszcze w 1929 r. wskazać grób majora wojsk Księstwa Warszawskiego. Jego nazwisko, ponoć nawet marnemu erudycie, wiele mówiło. Sic transit gloria mundi.
W Zamościopedii Andrzeja Kędziory wzmiankowana jest mogiła poległych, polskich i ukraińskich żołnierzy z 1920 r. (3) Pierwotna mogiła zbiorowa 16 poległych w obronie Zamościa obecnie nie istnieje. Pochowani Polacy to: Jan i Józef Gołębiowscy; Bogdan Palonka; Gustaw Woynarowski; Zygmunt Żelaźnicki zamordowany przez bolszewików 29 sierpnia 1920 r. oraz policjanci: Paweł Łomacz i Franciszek Zientara. Na zamojskim cmentarzu w 1957 r. zamieszczono pamiątkową płytę, (w innym miejscu niż pierwotny pochówek 16 poległych), poświęconą żołnierzom poległym w wojnie bolszewickiej 1920 r. W Arsenale w Zamościu przy ul. Zamkowej (sala na piętrze) znajduje się granitowa tablica o następującej treści: W hołdzie obrońcom Zamościa przed bolszewicką nawałą 28-31 VIII 1920 r. Żołnierzom 6 Dywizji Strzelców Armii Ukraińskiej Republiki Ludowej płk. Marka Bezruczki oraz Żołnierzom Polskim 31 Pułku Strzelców Kaniowskich kpt. Mikołaja Bołtucia i innych jednostek Wojska Polskiego. Napisy na tablicy zamieszczono w języku polskim i ukraińskim. Zdobią ją ponadto godła Polski i Ukrainy. Odsłonięcia tablicy dokonał 14 IX 2000 r. minister Bronisław Komorowski (późniejszy prezydent RP) oraz wiceminister Ukrainy. (4).

opracowanie: Ewa Lisiecka.
źródło:
  1. Słowo Zamojskie. Nr 4 i 5/1929. wyd. Zamość. Udostępnia Cyfrowa Biblioteka Jagiellońska.
  2. https://pl.wikipedia.org/wiki/Historia_Zamo%C5%9Bcia
  3. Andrzej Kędziora. Zamościopedia. https://www.zamosciopedia.pl/index.php/ci-cm/item/4512-cmentarz-parafialny-ii-ludzie
  4. Andrzej Kędziora. Zamościopedia.  https://www.zamosciopedia.pl/index.php/ta-ti/item/3941-tablice-plyty-pamiatkowe-o-charakterze-martyrologicznym
  • W okresie od 28-30 grudnia 1918 r. Zamość był miejscem komunistycznej rewolty. Bunt chłopów żądających uwłaszczenia poparły partie: PPS; żydowski BUND oraz żołnierze z miejscowych koszar. Do stłumienia „czerwonego zamętu” użyto oddziałów wojskowych mjr Lisa-Kuli, które przybyły do Zamościa z Lublina. Ofiary tego zrywu upamiętniono tablicą pamiątkową, którą usunięto z budynku Klubu Garnizonowego w zamojskich koszarach w czasie III RP.

Szwedzi pod Zamościem w 1703 r.

W Bibliotece Narodowej w Warszawie przechowywany jest starodruk, którego autorem jest O. Jacek Majewski, dominikanin z klasztoru w Krasnobrodzie. Książka została wydana w Drukarni Jezuitów w Lublinie w 1753 r. Poświęcona jest historii kultu Matki Bożej Krasnobrodzkiej. Oprócz tego, dokument ten posiada zapiski, dotyczące m.in. wydarzeń zaistniałych w Zamościu i okolicach w 1703 roku. Obrazują to dwa listy dowódcy wojsk szwedzkich do ordynata Zamoyskiego, przetłumaczone z łaciny przez O. Majewskiego oraz subiektywna ocena dominikanina zaistniałych w tym czasie wydarzeń.

 

___________________________________________________________________________________________________

List I
„Jaśnie Wielmożnemu Panu Ordynatowi Zamoyskiemu y nayszlachetnieyszym Panom, szlachcie, y wszystkiemu Miastu Zamościa. Ponieważ JK. Mość Szwecji, Krol y Pan moy Nayłaskawszy, naywyższym  prawem, y naywyższą Sprawiedliwością, nieprzyjacioł swoich sprawiedliwych szkod, na każdym miejscu szukać może; zaczym tu w Polszcze, od wszystkich, y każdego z was z osobna w podobnych przypadkach posiłkowany bydź był powinien; iako ten który drogę, y poświęconą swoię Osobę oraz tryumfuiące woysko swoie, za waszą wolność y zdrowie ażarduie codziennie. Jednakowosz z osobliwszą zapalczywością, y naysprawiedliwszym gniewem doznał, iakiemi  rzeczami, w Mieście waszym Zamościu, (niby mniey zupełnego rozumu) woysku Jego sprzeciwiliście, się nie tylko kupiectw tam złożonych Moskwicinow, wydać niepozwalaiąć namienionemu woysku, które kupiectwa chociażby Moskwicinom nie należały, od was przecię Sprawiedliwym szacunkiem woysku dla iego zażywania sprzedawane bydź były powinny: lecz procz tego szaleiących trybem oświadczyliście się, że chcecie niektóre osoby przed Jego K. Mością y przez łaskę Boską aż dotąd przed tryumfuiącym woyskiem Jego w areszcie y wzamknieniu trzymać. Dla czego żebyście wiedzieli że Jego Krolewska M. Szwecyi; y swoich broni chwały, żadnej nie cierpi wzgardy, y ze wszelakim krwi ludzkiey wylaniem brzydzi się y ma to w nienawiści. Zaczym teraznieyszym listem, wam wszystkim, z strony y Imieniem J.K.Mc. Szwecyi surowo ogłaszam  y opowiadam, ażebyście za przeczytaniem y publikowaniem tego pisania, zaraz y tegoż momentu Bramy tegoż Miasta Waszego temu Krolewskiemu woysku otworzyli, y was w moc iego poddali. Jeżeli zaś tę iaką bez omieszkania przynależy ochotę tego nie wypełnicie, y zadosyć nieuczynicie; chocbyście naygorzey cierpieć nie wiem co mieli żadna napotym łaska żąden respekt niebędzie: ktorego respektu łaski głupią upartością waszą uczyniliście się niegodnemi. Prócz tego upewniam was, że to sprzeciwienie się wasze woysku J.K.M. nietylko wyśmiana będzie ale oraz przyczyną y początkiem wszystkich waszych nieszczęścia y samemu ruiny, tak dalece, że y wszystkie włości całej ogolnie Zamoyszczyzny w popiół obrocone będą y Miasto to wasze ognistemi kulami y bombami nieomylnie zgubione, Ani sie naostatek niemowlętom w kolebkach przepuści. To wyrażenie własną moią ręką podpisane, y pieczęcią pierścienia mego zapieczętowane, własną, krwią waszych y Szwedzką cnotą, za pomocą BOGA potwierdzę wielki komes De Stęmbock. Dań z Obozu Dnia 11 Lutego Roku 1703. Tegoż Palet. J.K.M. Szwecyi Naywyszszy Strażnik Pułku, Dalkarlii, Namieśnik y Dyrektor Collegium Kommisarzow Woyskowych, wielki Komes Stęmbock.

__________________________________________________________________________________________________

List II
Ponieważ Jozef Ordynat Zamoyski z rozkazow y Listow Krola Jegomości Szwecyi naygrawaią, Domy przedmiejskie ze wszystkich ogołociwszy rzeczy, złośliwie y lekkomyślnie opuszczaiąc, obozowi J.K.M. Znaczny uczynił detryment y niewygodę; dlaczego rozkazujemy ażeby, zaraz, bez wszelkiey odwłoki, y cofania się, gdzie woysko stanie, na supplement, y sustentacyą Jego, poddani kazdy z osobna przyniósł do obozu chleba czterechfontowego sześćset, Piwa beczek dziesięć, wozów siana dwanaście, owsa korcy dwanaście, kaszy korcy dwanaście, masła funtów sto. Prócz tego siekier dziesięć worów lnianych siedmdziesiąt. Drabin pięć każdą trzydzieści łokci maiące. Drzewa Grubego na dwadzieścia lub 30 łokci y wszystkie do kopania potrzebne naczynia. Także sto snopow chrostu do Fossow napełnienia. Co ieżeli wpretce nie stanie; nieuchronney dezolacyi y zniszczeniu wszystko wasze podległe będzie, Wielki Komes de Stębock. Datt: z Jarosławic 13 lutego Roku 1703. Ten mandat należy do niżey wyrażonych wsi: Zdanow, Płoskie, Siedliska, Wieluńcza, Deszkowice, a żeby zaraz z przydaniem exekucyi y kontrybucyi, Poddani stawili się ieżeli ogniem y mieczem zniszczeni y z ziemią zrownani bydź niechcą, y tego sobie nieżyczą.

__________________________________________________________________________________________________

Relacja O. Jacka Majewskiego
Po pierwszego pisania przesłaniu w też tropy sam Generał Sztębock z Woyskiem swoim Szwedzkim pod Fortecą Zamoyską po południu die 11 Februarii przypadł, chcąc pomienioną Fortecę sztucznie y zdradziecko, tak iako uczynił klasztorowi Sokalskiemu ubiedz, lecz J.W.J. Pan Ordynat Zamoyski, oddawszy w protekcyą Panny Przenayświętszey w Obrazie Krasnobrodzkim, cudownej siebie y Miasto Zamość z rodzonym swoim J.T.W.J. Panem Marcinem Zamoyskim Starostą Bolemowskim, co w skok na danie odporu temu nieprzyjacielowi, wyrychtować kazał Armatę z belluardu przeciwko Kościoła Ormiańskiego w ktorym obraz cudowny Krasnobrodzki na tenczas zostawał, y iak prętko z dział dano ognia do nieprzyjaciela natychmiast zabity został znaczny oficer Generała Sztembeka Konsyliarz, y głową na swoye Woysko padł, z kąd nieprzyjaciel niedobry prognostyk wziąwszy, y innych kilku porażonych obaczywszy od Fortece odstąpić musiał a J.W.J. Pan Ordynat kulę iedną armatną, która nieprzyiacielowi hardą imprezę powaryowała przypisując dobry początek Obrazowi Krasnobrodzkiemu, na nieśmiertelną pamiątkę oddał do Kościoła Krasnobrodzkiego. Tedy nieprzyjaciel ieszcze przy swoiey hardey zawziętości zostaiąc lubo opodal od Fortece pomienioney, to tam, to sam z Woyskiem przechadzaiąc się drugie pisanie swoie jeszcze większą hardością napełnione niż pierwsze (: którego kopia zaraz pod pierwszym tu wpisana iest:) przysłał. Lecz J.W. Ordynat iako pierwsze tak y to drugie pisanie nieprzyiacielskie, do tegoż Obrazu Cudownego, y samego siebie wspoł z rodzonym swoim I.W.J. Panem Starostą Bolemowskim przy spaniałych Heroicznych animuszach swoich, z innemi nobilitaris et Civilis status ludźmi, zalecił w opiekę N. Matki Boskiey. Ażeby tym bardziey protekcya Panny Przenayświętszey Fortece Zamoyskiey broniła, pomieniony obraz Krasnobrodzki, także Tomaszowski teyże Nayśiętszey Matki Boskiey cudowny wielce obraz (:ktory też podczas tey inkursyi w Zamoyskim Kolegiackim Kościele zostawał) z wielkim nabożeństwem po murach y wałach przy wielkiey frekwencyi ludzi nabożnych, processionaliter noszone były na to, aby ona sama o ktorey pioro Ducha Przenayświętszego napisało Can 4 V. 4 Sicut (tekst łaciński) Fortecę Zamoyską od dalszey imprezy tego nieprzyiaciela broniła, w czym pożądany nieomylił skutek gdyż przez tydzień y wiecey bawiąc się ten hardy nieprzyjaciel o milę od Fortecy Zamoyskiey to iest około Zamościa Starego, a za podpadaniem pod Fortecę odbieraiąc z armat, y przez wypadaiących ludzi woiennych z Fortece znaczną utratę Woyska swego, y sam ten to Generał Sztembock probował Fortuny pokilkakrotnie pod Fortece popadać, y razu iednego chcąc się ultimaric rezolować ubiedz pomienioną Fortece, z dział po kawalersku potężnie wydanym ogniem (:który Jegomość Pan Szański Kommendant Fortece pomienioney, miał w swoim dozorze:) sromotnie z hańbą swoią uchodzićze do dębiny za Janowice ku Sitańcowi, w którey dębinie z działa potęznego które sam osobą swoią J.W.J.P Starosta Bolemowski przy Kawalerskiey rezolucyi swoiey, Indzienierskiego konsztu, rownie z J.W.J Panem Ordynatem doskonale umieiętny rychtował y cyngrotem ręką własną zapalał, że gdy by był ten to Generał Sztembock chybko z konia nie zsiadł, pewnie by była kula w niego ugodziła. Oczym miedzy inszemi którzy z niewolą pobrani, oczyma swemi patrzyli na to J. Pan Malczewski z rąk nieprzyjacielskich wyszedłszy, pewną czynił relacyę Co wszystko J.W. Pan Ordynat Zamoyski i J.W.J P. Starosta Bolemowski, z temi wszystkimi Ichmościami ktorzy na ten czas z Zamoyskiey Fortecy zostawali, nikomu inszemu tylko protekcjyi Panny Przenajświetszej w Krasnobrodzkim y Tomaszowskim obrazie cudowney przypisali, I tak iuż od tego razu zdesperowawszy o swoiey imprezie sam to Generał Stembock z Woyskiem cale odstapił od Zamościa y drugie Woysko, które pod komende Generał Klausbonde z umysłu w Radzięcinie,  w Goraycu y po innych włościach około Fortecy Zamoyskiey zatrzymywało się ruszyło się cale ku Lublinowi. (1)
_______________________________________________________________________________________________________________________________________
W roku 2015 ukazał się, jako praca zbiorowa, wierny reprint XVIII w. starodruku maryjnego pt. „Pustynia w Ray zamieniona” (2). Pobyt wojsk szwedzkich na czele z gen. Stenbockiem pod Zamościem potwierdzają jeszcze kronikarskie zapiski Zachariasza Arakiełowicza – „Connotacya…”. Opisuje on oblężenie Szwedów następująco: 11 lutego 1703 roku „w Południe przystąpił Generał Szteinbok z kommunikiem Szwedzkim pod Zamość od Sitańca y od Jarosławca widać było z wału ludzi onych, ale że widział Przedmieścia spalone y sady wycięte odstąpił precz nie bez szkody, bo z armaty kilku kawalerów ubito”. (3)
Magnus Stenbock (1663-1717) – oficer szwedzki. Jeden z najwybitniejszych szwedzkich dowódców w trakcie wojny północnej i wielu kampaniach Króla Szwecji Karola XII na terenie Polski. Dotychczasowy jego biogram nie uwzględniał porażki pod Zamościem w 1703 r.
Marcin Leopold Zamoyski (1681-1718) – starosta bolimowski, syn IV ordynata na Zamościu – Marcina Zamoyskiego i Anny z Gnińskich Zamoyskiej. Brat Tomasza Józefa Zamoyskiego V ordynata.
Tomasz Józef Zamoyski (1678-1725) – V ordynat na Zamościu, syn Marcina i Anny Zamoyskich. Pułkownik wojsk koronnych.
Pan Szański – komendant Twierdzy Zamojskiej w 1703 r.
Pan Malczewski – więzień uwolniony z niewoli szwedzkiej.
opracowanie: Ewa Lisiecka
źródło:
  1. o. Jacek Majewski. Pustynia w Ray zamieniona (…). Lublin 1753. udostępnia BN Warszawa. Polona.  https://polona.pl/item/pustynia-w-ray-zamieniona-przy-odmianie-y-alteracyi-czasow-wiosna-kwitnaca-rady-drugiego,MTI3Njk4OTA0/6/#info:metadata
  2. https://www.empik.com/pustynia-w-ray-zamieniona-opracowanie-zbiorowe,p1118472305,ksiazka-p
  3. https://crispa.uw.edu.pl/object/files/22108/display/Default

Nekrologii Pań Zamoyskich.

artykuł w przygotowaniu

_________________________________________________________________________________________________________

Rozalia (Róża) z Potockich Zamoyska (1802-1862), żona Andrzeja Zamoyskiego (1800-1874). Córka Antoniego i Róży Potockich. Zmarła w Warszawie. Andrzejowi Zamoyskiemu nie pozwolono na powrót do kraju z zesłania w ramach represji po powstaniu listopadowym, by pochować żonę. Mszę za duszę zmarłej odprawiono w Paryżu 5.11.1862 r. w kościele Assomption.

 

Mowa pogrzebowa na cześć Róży z Potockich Zamoyskiej (16.06.1803-27.10.1862) – Andrzejowej Zamoyskiej – wygłoszona w Paryżu w kościele Wniebowzięcia (de Assomption) dn. 5.11.1862 r.,  przez ks. Aleksandra Jełowieckiego.
https://polona.pl/item/mowa-pogrzebowa-na-czesc-rozy-z-potockich-andrzejowej-zamoyskiej-16-czerwca-1803-27,MzU4MjEwMzk/26/#info:metadata

_________________________________________________________________________________________________________

________________________________________________________________________________________________________________

__________________________________________________________________________________________________________

_________________________________________________________________________________________________________

Hrabina Elfryda z Tyzenhauzów (Tiesenhausen) Zamoyska – zmarła  w Warszawie 26.02.1873 r. Urodzona na Białorusi 25.kwietnia 1825 r., córka hr. Adolfa Rudolfa Tyzenhauz h. Bawół i Genowefy Tyzenhauz. Była żoną hr. Augusta Zamoyskiego (1824-1889), syna Stanisława Kostki Zamoyskiego.

_________________________________________________________________________________________________________

Józefa (z Walickich h. Łada) Zamoyska (1808-1880). Primo voto hr. Rzewuska. Żona Zdzisława Zamoyskiego (1810-1855), syna Stanisława Kostki Zamoyskiego. Ślub wzięli w roku 1834 r. Urodzona 16 sierpnia 1808 r. – zmarła 20 maja 1880 r.

 

____________________________________________________________________________________________________________

Anna z hr. Mycielskich Zamoyska  (1818-1859), żona Jana Zamoyskiego. Zmarła 14 grudnia 1859 r. w Auteuil pod Paryżem. Była córką hrabiostwa: Kunegundy ze Zbijewskich i Franciszka Mycielskich. Z Janem Zamoyskim poznali sie w marcu lub kwietniu 1842 r., ślub wzięli w Gostyniu 4 lipca tegoż roku. Byli małżeństwem przez 17 lat. Mieli troje dzieci: Jadwigę (1844-1895) późniejszą Ludwikową Wodzicką; Konstantego – przyszłego ordynata kozłowieckiego (1846-1923) i Jana (1849-1923). Anna nie lubiła Kozłówki, więc zamieszkali w Warszawie. Potem Jan Zamoyski kupił dom we Francji, w części miasta zwanej Villa Montmorency. Anna zmarła na gruźlicę. Została pochowana w Zamościu, w krypcie kolegiaty zamojskiej.

___________________________________________________________________________________________________________

Elżbieta z Zamoyskich Brzozowska, córka Zofii z Czartoryskich i Stanisława Kostki Zamoyskiego. Zmarła w wieku lat 39 5 sierpnia 1857 r. (7) w miejscowości Sokołówka na Podolu.

__________________________________________________________________________________________________________

Maria z hr. Zamoyskich Potulicka zmarła w Londynie 14.04.1861 r. Nabożeństwo żałobne odbyło się w kościele de l’Assomption w Paryżu.

________________________________________________________________________________________________________

 

opracowanie: Ewa Lisiecka
źródło:
  1. Zbiory Zamoyskich z Kozłówki. https://cyfrowe.muzeumzamoyskich.pl/dlibra/publication/666/edition/666/content
  2. Zbiory Zamoyskich z Kozłówki. https://cyfrowe.muzeumzamoyskich.pl/dlibra/publication/665/edition/665/content   
  3. Zbiory Zamoyskich z Kozłówki. https://cyfrowe.muzeumzamoyskich.pl/dlibra/publication/581/edition/581/content
  4. https://cyfrowe.muzeumzamoyskich.pl/dlibra/publication/717/edition/717/content
  5.  Zbiory archiwalne Cyfrowej Biblioteki Jagiellońskiej.
  6. https://cyfrowe.muzeumzamoyskich.pl/dlibra/publication/457/edition/457/content
  7. Wiadomości polskie. Nr 36/1857. Paryż. – C.B.J.

Twierdza Zamość w 1824 r.

Na podstawie informacji zawartych w Roczniku Woyskowym Królestwa Polskiego na rok 1824. (1) możemy poznać skład osobowy Twierdzy Zamość w dobie Królestwa Polskiego. Komendantem tymczasowym Twierdzy Zamość w 1824 r. został mianowany Józef Hurtig. Obowiązki Majora Placu pełnił p.o. Alexy Krasnodębski, major w Pułku Piechoty Liniowej J.C.M. Wielkiego Księcia Rosji Michała. Adjutantami Placu byli: Michał Woynowski (kap. bramowy); Ignacy Godlewski; Stanisław Pleśniarski, Jakób Murzynowski; Józef Jurkowski. Adjutantem Budown. z Korpusu Inżynierów był Antoni Goliszewski. Obowiązki Sekretarza Placu pełnił Jan Starzewski. Kapitanowie: Tomaszewski i Zawadzki przeszli z twierdzy na tzw. reformę. Naczelne dowództwo w Twierdzy Zamość sprawował Generał Dywizji Maurycy Hauke, jednocześnie pełniąc funkcje Generalnego Kwatermistrza Wojska, Dowódcy Korpusu Art. i Inż., Radcy Stanu, Dyrektora Generalnego w Komisji Wojny i Z-cy Ministra Wojny.
W Twierdzy Zamość w 1824 r. funkcjonowały dwie Kompanie Poprawcze. Dowódcą kompanii poprawczych był Ignacy Rozmysłowski. W pierwszej Kompanii Poprawczej służyli: kapitanowie Jan Smotrycki i Stefan Laskowski; porucznik Jan Zieliński oraz podporucznicy: Walenty Borkusiak; Michał Sierakowski; Wincenty Furgołowicz; Paweł Skrzydlewski i Jan Bazarewski.  W drugiej Kompanii Poprawczej służbę pełnili: kpt. Jan Olszewski; porucznicy: Jan Januszewski i Jan Zieliński. Wśród podporuczników wymieniono: Tadeusza Nagurskiego; Tomasza Wernerowskiego; Leona Bułhaka; Józefa Olszańskiego; Aleksandra Glińskiego
Kompanią Weteranów w Twierdzy Zamość dowodził w 1824 r. kpt. Ignacy Karpiński. Wśród poruczników wymienieni zostali: Antoni Bilewicz i Dyonizy Stankiewicz, a wśród podporuczników: Onufry Pomorski; Sebastyan Górski i Teodor Moniak. Lekarzem Batalionowym był Szymon Pyrzanowski. Odnotowano także zmarłych w 1824 r. weteranów zamojskiej twierdzy: z Kompanii Inwalidów: mjr. Rylskiego i z Kompanii Weteranów: kpt. Jabłońskiego; kpt. Milkiewicza; por. Łuniewskiego; por. Kurowskiego; ppor. Zakrzewskiego; ppor. Pignana oraz ułanów: Gulicza i Klema. Z Batalionu Weteranów Czynnych do zamojskiej twierdzy zostali przeniesieni w 1824 r. – do kompanii poprawczych: ppor. Tomkowski; Gliński i Bazarowski.
Korpusem Inżynierów, również w twierdzy zamojskiej, dowodził G.B. Dyr. Inż. Jan Malletski (de Grandville). Przy G.B. Malletskim służył kpt. Jan Lelevel i por. Jan Woyczyński. W Zamościu Komendantem Inżynierów był ppłk. Leonard Jodko; wymieniany jest także m.in. kpt. Henryk Rossman. W skład Dyrekcji Inżynierii w Twierdzy Zamość wchodzili: ppłk. Leonard Jodko (komendant); kpt. I klasy Bernard Engbricht; kpt. I klasy Aleksander Linsenbarth; por. adj. budown. Felikx Wiszniewski; Dozorca Składu – Józef Surzyński. Dyrekcję Artylerii Twierdzy Zamość reprezentowali: ppłk. Kazimierz Uszyński (Dyrektor); kpt. 2 kl. Xawery Troianowski, przeniesiony z Kampanii Rzemieślniczej do Twierdzy Zamość oraz Dozorca Artylerii – Stefan Kornalewski. Wymieniono także zmarłego kpt. Bogdanowicza.
Artyleria Garnizonowa składał się z dwóch Kompanii: w Modlinie i w Zamościu. Kapitanem Kompanii Garnizonowej 2 w Twierdzy Zamość był Kazimierz Hoffman, a ponadto w jej skład wchodzili: kpt. Karol Cichocki; ppor. Kazimierz Furs i L.B. Kasper Niedobylski. Natomiast por. Szczepkowski został przeniesiony do Korpusu Kadetów w Kaliszu.
Poniżej prezentujemy rysunki umundurowania wojskowego poszczególnych służb w twierdzach, w tym w Twierdzy Zamość. Zobaczymy mi.in. mundury: Dywizji Gwardii Królewskiej; Pułku Strzelców Konnych; Pułku Grenadierów Gwardii; Baterii Artylerii i Konnej Gwardii; Dywizji Piechoty i poszczególnych Pułków; Korpusu Żandarmerii; Korpusu Artylerii i Inżynierów aż po zwykłych szeregowych ułanów z poszczególnych pułków i służby pomocnicze.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

opracowanie: Ewa Lisiecka
źródło:
  1. Zasoby archiwalne Cyfrowej Biblioteki Jagiellońskiej . – https://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/publication/243735/edition/232059