Obóz przesiedleńczy w Zamościu.

Dzieci Zamojszczyzny. Obóz przesiedleńczy w Zamościu (UWZ Lager Zamość)

12 listopada 1942 r. Heinrich Himmler wydał, jako Komisarz Rzeszy do Spraw Umacniania Niemczyzny, zarządzenie ogólne, w którym określił powiat zamojski jako pierwszy teren osiedleńczy w Generalnym Gubernatorstwie. Zarządzenie to było częścią realizacji Generalnego Planu Wschodniego (Generalplan Ost). Pierwsze wysiedlenia z Zamojszczyzny rozpoczęły się z 27 na 28 listopada 1942 r. i trwały do marca 1943 roku. Poniżej przedstawione zostały dwa źródła archiwalne mówiące o tych wydarzeniach: jedna strona wpisów w księdze zgonów w parafii kolegiackiej obecnie katedralnej w Zamościu z 30 grudnia 1942 roku  i cytat z Biuletynu Informacyjnego z 21 stycznia 1943 roku.

___________________________________________________________________________________

Działo się w mieście Zamościu dnia trzydziestego grudnia tysiąc dziewięćset czterdziestego drugiego roku o godz. jedenastej rano. Stawili się Scharf Artur Schütz lat trzydzieści jeden kierownik Lagrów, i Józef Rembacz lat trzydzieści, doktór obaj z Zamościa i oświadczyli nam iż dnia dwudziestego piątego grudnia bieżącego roku o godzinie dziesiątej rano umarł w Zamościu w Lagrach Szczepan Dros jeden lat mający w Zamościu w Lagrach przebywający, w Skierbieszowie urodzony syn rolnika Wacława i Janiny Drosów. Po naocznym przekonaniu się świadków o zejściu Szczepana Drosa akt ten stawającym przeczytany, przez nas i przez nich podpisany został.

Pieczęć:  Umwandererzentralstelle Litzmanstadt- Zweigstelle Zamosc – Lager

Podpisy:  SS unterscharfuhrer Artur Schütz, lekarz Józefa Rembacz, przedstawiciel parafii kolegiackiej”

___________________________________________________________________________________

 „Działo się w mieście Zamościu dnia trzydziestego grudnia tysiąc dziewięćset czterdziestego drugiego roku o godz. jedenastej rano. Stawili się Scharf Artur Schütz lat trzydzieści jeden kierownik Lagrów, i Józef Rembacz lat trzydzieści, doktór obaj z Zamościa i oświadczyli nam iż dnia dwudziestego piątego grudnia bieżącego roku o godzinie dziewiątej wieczorem  umarła w Zamościu w Lagrach Danuta Szewc jeden rok i dziewięć miesięcy mająca  w Zamościu w Lagrach przebywająca, w Wielączy urodzona córka Jana i Justyny małżonków Szewców. Po naocznym przekonaniu się świadków o zejściu Danuty Szewc akt ten stawającym przeczytany, przez nas i przez nich podpisany został.

Pieczęć: Umwandererzentralstelle Litzmanstadt- Zweigstelle Zamosc – Lager

Podpisy:  SS unterscharfuhrer Artur Schütz, lekarz Józefa Rembacz, przedstawiciel parafii kolegiackiej”

___________________________________________________________________________________

Działo się w mieście Zamościu dnia trzydziestego grudnia tysiąc dziewięćset czterdziestego drugiego roku o godz. jedenastej rano. Stawili się Scharf Artur Schütz lat trzydzieści jeden kierownik Lagrów, i Józef Rembacz lat trzydzieści, doktór obaj z Zamościa i oświadczyli nam iż dnia dwudziestego szóstego grudnia bieżącego roku o godzinie jedenastej rano umarła w Zamościu w Lagrach Teresa Kowalska jeden rok i dziewięć miesięcy w Zamościu w Lagrach przebywający, w Kolonii Stary Zamość urodzona, córka ślusarza Stanisława i Rozalii małżonków Kowalskich. Po naocznym przekonaniu się świadków o zejściu Teresy Kowalskiej akt ten stawającym przeczytany, przez nas i przez nich podpisany został.

Pieczęć: Umwandererzentralstelle Litzmanstadt- Zweigstelle Zamosc – Lager

Podpisy: SS unterscharfuhrer Artur Schütz, lekarz Józefa Rembacz, przedstawiciel parafii kolegiackiej

___________________________________________________________________________________

Biuletyn Informacyjny” 21 stycznia 1943 r. 

 „Los Dzieci Zamojszczyzny – Ze zrozumiałym niepokojem śledzi społeczeństwo los dzieci , odebranym wysiedleńcom z powiatu zamojskiego. Stan sprawy przedstawia się następująco: W czasie całej akcji trwającej od 9 do 22 grudnia 1942 r. wysiedlono ponad 40 wsi, razem ok. 50 000 ludzi. Prawie trzecia część z tej liczby została wywieziona na roboty do Rzeszy, ponad 15 000 uciekło, zaś starców i dzieci – ponad 12 000 – rozesłano do różnych powiatów. Transport odbywały się w okropnych warunkach (mróz, zatłoczone wagony towarowe; dzieci od drugiego roku życia; bez żywności i wody). Dzieci i starców wywożono do pow. Sokołów, Siedlce, Radomsko, Kielce itd. Najwięcej skierowano do pow. garwolińskiego gdzie rozlokowano nieszczęsnych w Stoczku, Łaskarzewie Sobolewie, Osiecku, Pilawie, Żelechowie itd. Ogółem do pow. garwolińskiego przybyło ponad dwa tysiące dzieci. Połażenie wysiedlonych jest niezmiernie ciężkie, bo jakkolwiek społeczeństwo miejscowe stara się wszelkimi dostępnymi sobie środkami przychodzić im z pomocą, to nieraz nie może podołać trudnościom. Szczególnie tragicznie przedstawia się sytuacja w Żelechowie, dokąd skierowano około 1000 osób, w tym 750 dzieci, podczas gdy całe miasteczko po wymordowaniu Żydów, liczy zaledwie 4000 ludności, na której głowę spadł tak wielki ciężar. Trudności te nie zmniejszają jednak ofiarności społecznej, przeciwnie – wzmagają ją. Wszystkie instytucje społeczne podjęły akcję pomocy, która zatacza coraz szersze kręgi”.

Hasło „Ratować Dzieci Polskie” błyskawicznie rozeszła się po okupowanej Polsce.

___________________________________________________________________________________

Generalny Plan Wschodni (Generalplan Ost) składał się z dwóch zasadniczych części: Kleine Planung i Grosse Planung. Kleine Planung zawierał projekty na najbliższą przyszłość i był opracowywany w miarę zdobywanych terenów na wschód od Rzeszy. Grosse Planung miał być realizowany po zwycięskiej wojnie ze Związkiem Radzieckim. Planowano zgermanizowanie ziem położonych na wschód od III Rzeszy w ciągu 5 – 20 lat, poprzez wysiedlenie lub wyniszczenie podbitych narodów oraz osiedlenie tam osadników niemieckich z Besarabii, Bukowiny a także z innych regionów. Ośrodkiem dyspozycyjnym i koordynującym akcję był IV departament Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (kierowany przez Adolfa Eichmanna i Rolfa Günthera) – tam opracowywano ogólne zasady postępowania z ludnością polską wysiedloną z Zamojszczyzny. Departamentowi podlegała Centrala Przesiedleńcza w Łodzi (kierował Hermann Krumey), oddział w Lublinie, filia w Zamościu. Współdziałać w procesie wysiedlenia miało Niemieckie Towarzystwo Przesiedleńczo – Powiernicze Spółka z.o.o. oraz inne instytucje. Całością akcji dowodził wyższy dowódca SS i policji w GG F. Krüger. Tryb wysiedlenia przewidywał następujące czynności: Jednostki Schutzpolizei, żandarmerii i inne oddziały miały otoczyć wyznaczone wsie, spędzić ludność na plac i tu dokonać pierwszej selekcji, następnej dokonywano w obozie dla wysiedleńców. 21 listopada 1942 r. Krumey wydał wytyczne, jak należy klasyfikować Polaków w obozach. Utworzono sześć grup, do których należało przyporządkować wszystkich przesiedlonych. I grupa obejmowała osoby nadające się do ponownego zniemczenia, II – osoby przeznaczone do wywozu do pracy przymusowej do tzw. starej Rzeszy, III – osoby, które miały zostać przesiedlone do tzw. wsi rentowych, w IV grupie znajdowały się dzieci odseparowane od rodziców. Grupa V składała się z osób wytypowanych do pracy w Generalnym Gubernatorstwie, natomiast grupa VI obejmowała osoby skierowane do obozu w Brzezince.

___________________________________________________________________________________

Obóz przesiedleńczy w Zamościu (UWZ Lager Zamość), funkcjonował od 27 listopada 1942 roku jako filia Centrali Przesiedleńczej w Łodzi. Komendantem był SS-Unterscharführer Artur Schütz , od czerwca 1943 SS-Sturmbannführer Hermann Krumey, (powstał w miejscu wcześniej istniejącego obozu dla jeńców sowieckich).

„Biuletyn Informacyjny” na bieżąco informował o wysiedleniach z Zamojszczyzny, a w numerze z 21 stycznia 1943 roku po tytułem „ Los Dzieci Zamojszczyzny” pisano: „Ze zrozumiałym niepokojem śledzi społeczeństwo los dzieci , odebranych wysiedleńcom z powiatu zamojskiego. Stan sprawy przedstawia się następująco: W czasie całej akcji trwającej od 9 do 22 grudnia, wysiedlono ponad 40 wsi, razem ok. 50 000 ludzi. Prawie trzecia część z tej liczby została wywieziona na roboty do Rzeszy, ponad 15 000 uciekło, zaś starców i dzieci – ponad 12 000 – rozesłano do różnych powiatów. Transporty odbywały się w okropnych warunkach (mróz, zatłoczone wagony towarowe; dzieci od drugiego roku życia; bez żywności i wody). Dzieci i starców wywożono do pow. Sokołów, Siedlce, Radomsko, Kielce itd. Najwięcej skierowano do pow. garwolińskiego, gdzie rozlokowano nieszczęsnych w Stoczku, Łaskarzewie, Sobolewie, Osiecku, Pilawie, Żelechowie itd. Ogółem do pow. garwolińskiego przybyło ponad dwa tysiące dzieci. Położenie wysiedlonych jest niezmiernie ciężkie, bo jakkolwiek społeczeństwo miejscowe stara się wszelkimi dostępnymi sobie środkami przychodzić im z pomocą, to nieraz nie może podołać trudnościom. Szczególnie tragicznie przedstawia się sytuacja w Żelechowie, dokąd skierowano około 1000 osób, w tym 750 dzieci, podczas gdy całe miasteczko po wymordowaniu Żydów, liczy zaledwie 4000 ludności, na której głowę spadł tak wielki ciężar. Trudności te nie zmniejszają jednak ofiarności społecznej, przeciwnie – wzmagają ją. Wszystkie instytucje społeczne podjęły akcję pomocy, która zatacza coraz szersze kręgi”.

Hasło „Ratować Dzieci Polskie” błyskawicznie rozeszło się po okupowanej Polsce.

opracowanie: Maria Rzeźniak

 

Wzmianki o Ormianach w Zamościu.

Jako jedne z pierwszych, ogólnodostępnych zapisków o Ormianach w Zamościu, są informacje zawarte w „Rysie dziejów ormiańskich” ks. Sadoka Barącza. (1) Pochodzą one w dużej części ze znanego nam przywileju lokacyjnego Jana Zamoyskiego*, wydanego w Bełzie 30 kwietnia 1585 r. Ksiądz Barącz zamieszcza tam również informacje dotyczące pierwszego kościoła ormiańskiego w Zamościu. Drewniana świątynia powstała dzięki inicjatywie Zamoyskiego, który sprowadził do Zamościa księdza Łukasza ze Lwowa, który „kościół drewniany założył, nabożeństwo urządził i ks. Kałusta osadził.” W 1623 r. nadal istniał w Zamościu drewniany kościół ormiański. W tym czasie, następca ks. Kałusta, ks. Jakub Ałtunowicz zebrał już znaczną składkę pieniężną od kupców ormiańskich, z przeznaczeniem na nowy, murowany kościół ormiański. W 1625 r. 9 maja Ormianie otrzymali od nowego ordynata, Tomasza Zamoyskiego potwierdzenie przywilejów nadanych przez ojca, Jana Zamoyskiego. W 1627 r. 6 czerwca miasto nawiedził pożar, który strawił północno-zachodnią część miasta. Płonął pałac, drukarnia, bursa akademicka. i około 100 domów wewnątrz miasta i na Przedmieściu Janowickim. Ordynat zaostrzył sankcje co do wymogów budownictwa murowanego w mieście. W roku 1628 Tomasz Zamoyski przeznaczył znaczne środki pieniężne, którymi zasilił fundusz budowy murowanego kościoła ormiańskiego.  Łącznie zebrane składki opiewały na sumę 2966 złp. Ormianin Warteres Kirkorowicz, obywatel zamojski, dołożył swoje środki do ogólnego funduszu (zapis pięciu kamienic przy kościele) i rozpoczął budowę ormiańskiego kościoła murowanego.
W dniu 25 maja 1626 r. położono kamień węgielny pod budowę murowanego kościoła pod wezwaniem Wniebowzięcia Matki Najświętszej.* W 1633 r. kolejny pożar zniszczył około 100 domów wewnątrz miasta. Pożary te skutecznie wpłynęły na właścicieli  posesji, aby budować murowane domy. Po roku 1633, jak dowodzi Ryszard Szczygieł* rozpoczął się okres intensywnej przebudowy miasta.  Według ks. Sadoka Barącza budowę murowanego kościoła ormiańskiego w Zamościu zakończono w 1633 r. (2) Kościół wyświęcono w 1645 r. Poświęcił go ks. Jędrzej, biskup ormiański Bogdanii. Nie znamy miejsca, w którym stał drewniany kościół ormiański, ale zapewne mieścił się w sektorze północno-wschodnim miasta, wyznaczonym przez Zamoyskiego dla osadników ormiańskich. Potrzeba budowy murowanej świątyni przez Ormian, wynikała nie tylko z nakazów ordynatów, dotyczących  zamiany drewnianej zabudowy miasta na murowaną, ale również z zagrożenia jakie niosły ze sobą liczne pożary w mieście. Nie mniej groźny był pożar w 1657 r., który zniszczył nowy, murowany już kościół ormiański i 85 % zabudowy miejskiej z tego okresu. Podkreślić trzeba, że po 1648 i 1656 roku twierdza zamojska była przepełniona uciekinierami po oblężeniach. Na wszystkich wolnych przestrzeniach, przy murach i na tzw. zatyłkach stawiano prowizoryczne szopy i budy. Ordynat i władze miasta nakazywały w dzień ich rozbiórki, ale nocą odbudowywano je ponownie. Skupiały się one głównie w okolicach cmentarza ormiańskiego i Rynku Wielkiego. Stanowiły,  jak widać po groźnych pożarach, olbrzymie zagrożenie dla miasta.

Gmina ormiańska w Zamościu rozrastała się sukcesywnie na przestrzeni pierwszej połowy XVII w. Wzrost liczby mieszkańców ormiańskiego pochodzenia skutkował utworzeniem oddzielnego magistratu ormiańskiego. Po upływie wieku diaspora ormiańska stanowiła znaczy odsetek mieszkańców Zamościa. W 1725 r. proboszczem był ks. Zacharyasz Krzysztof Steckowicz. Kolejny proboszcz, Kajetan Kossa zmarł w 1774 r. Jego miejsce zajął ks. Deodat Szadbej. W roku 1778 kościół ormiański był już w złym stanie. Znacznie zmniejszyły się fundusze na jego utrzymanie. Jednym z ostatnich działań, mających na celu ratowanie kościoła ormiańskiego w Zamościu, było nadanie 16 lipca 1781 r. przez Papieża Piusa VI odpustu zupełnego, dla pielgrzymów odwiedzających  ormiańską świątynię w dniu Zwiastowania Wniebowzięcia N.M.P.; św. Grzegorza, św. Antoniego Opata i św. Kajetana, którego zamojski obraz słynął cudami.  Tym, którzy odwiedzili kościół w inne uroczystości N. M. Panny, papież przyznawał siedem lat odpustu i kwadragen. Nie uchroniło to jednak kościoła ormiańskiego przed utratą wiernych. Ormian w Zamościu ubywało od dawna, a w roku 1784 nie było ich więcej jak piętnastu. Kościół ormiański wraz z jurydyką przyłączono w końcu do funduszu kościoła rzymskokatolickiego.

Ciekawą wzmiankę na temat Ormian z Zamościa, napotkamy w książce Tadeusza Gromnickiego. (3) Wspomina o mnichu Szymonie z Zamościa, który wielce szkodził sprawie unii kościoła ormiańskiego z kościołem katolickim. Misji zjednoczenia Ormian z kościołem katolickim podjął się duchowny ormiański Mikołaj Torosowicz. W 1630 złożył wyznanie wiary i zawarł unię z kościołem katolickim, potwierdzając w 1635 r. wyznanie wiary przed papieżem Urbanem VII, tworząc tym samym zalążki kościoła katolickiego obrządku ormiańskiego. Mnicha Szymona z Zamościa sprowadził za pomocą Teatynów do Lwowa właśnie bp. M. Torosowicz, coby mniej sprawie unii szkodził. Unia w Zamościu nastąpiła ze znacznym opóźnieniem ok 20 marca 1665 r.
W 1930 r. mijała 300 rocznica unii Kościoła Ormiańskiego z Rzymem i z tej okazji V Zjazd Muzealników wyszedł (w Tarnowie) z inicjatywą utworzenia we Lwowie przy Katedrze Ormiańskiej Muzeum Diecezjalnego. Petycję skierowano do dr Józefa Teodorowicza. Dwa lata później zebrane pamiątki ormiańskie  pokazano na wystawie we Lwowie. W wydanym katalogu wystawy Aleksander Czołowski (4) opisał część zbiorów. O niektórych z nich zamieszczono zaledwie lakoniczne wzmianki. W sali wystawowej, w której prezentowano iluminowane rękopisy natrafiamy na zapiski dotyczące Zamościa. W 1603 r., a więc za życia jeszcze Jana Zamoyskiego pracował w Zamościu nad ewangeliarzem i jego miniaturami biskup Łazarz z Eudokji. W treści rękopisu kopista ewangeliarza zawarł informację, że będąc wygnanym ze swojej ojczyzny osiadł w Zamościu i tutaj poświecił się pracy nad księgą.

„Wśród tych iluminowanych rękopisów dwa szczególnie mają dla nas znaczenie. Powstały bowiem w Polsce i na polskiej już ziemi znalazłszy schronienie, iluminowali je artyści na chwałę Bożą. Jeden z nich Łazarz, biskup z Eudokji, mówi w treści rękopisu o smutnym nastroju ducha, w jakim wygnany z ojczyzny, w Zamościu w r. 1603 (127) pracował nad ewangeliarzem i jego miniaturami”.*

Powyższa wzmianka świadczy o tym, że na wystawie we Lwowie znajdował się wspomniany Ewangeliarz, redagowany i iluminowany w 1603 r. w Zamościu. W 1932 r. stanowił własność Biblioteki Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Jak znalazł się w tym mieście? – możemy się tylko domyślać. Ciekawe, że w zbiorach Biblioteki Narodowej w Warszawie znajduje się datowany na 1603 r. Ewangeliarz ormiański, pięknie iluminowany. Dla osób biegłych w znajomości języka ormiańskiego może okazać się niespodzianką przy tłumaczeniu na język polski.(5)
W zasobach Biblioteki Narodowej w Warszawie znajduje się odręcznie spisana „Historya Kościoła Zamojskiego Ormiańskiego….”. (6), której niewielki fragment udostępniamy poniżej:
2.
„Erekcya Kościoła. Radykacya. y Konsekracya.
Zebrane Jałmuzne 2966 złotych na Murowanie Kościoła bierze na siebie P. Warteres Kirkorowicz y własną substancyą przykładayąc się pracą, y pieczołowanie podeymując na wystawienie domu Bożego  Roku Pańskiego 1626 sprowadza ze Lwowa Allegata na tenczas od Patryarchy Ormięskiego z Eczmiadzyna Większey Armeniey Przewielebnego J.K. Melchisedeka y przy nim Dwoch biskupow Ich Mść. Księży Monasyusza i Oliasza na założenie pierwszego kamienia, który załozony iest dnia 25 Miesiaca Maia na cześć y na Chwałę Boga w Trojcy S. Jedynego pod Tytułem Chwalebnego Wniebowzięcia Boga Rodzica Maryei Panny I zakączywszy murowanie kościoła w Roku 1633 zachodził się i dalszą substancją swoią doskonale rąk swoich Bogu poświęcić na co zaciągnoł R.P. 1645 Jędrzeia Biskupa Bogdaniey y Poświęcenie Kościoła dnia 14 miesiąca Septembra celebrował w dzień Uroczystości Podwyższenia Krzyża s. którego dnia poświecony iest Kościoł.”

 

  

  • niektóre ze źródeł podają wezwanie kościoła jako p.w. Chwalebnego Wniebowzięcia Bogarodzicy Maryi Panny
  • Według dr Piotra Kondraciuka budowę murowanego kościoła ormiańskiego w Zamościu należy umieścić w latach 1625-1644.
  • Ryszard Szczygieł. Ruch budowlany w Zamościu w XVII w. Zamość miasto idealne. Lublin 1980, s. 110.
  • kwadragena (Quadragena) = surowy post 40 dniowy. Odpust 7 lat i 7 kwadragen znaczy tyle, że po spełnieniu warunków (pielgrzymka do kościoła) zyskać można było odpust. Inaczej: trzeba byłoby pokutować 7 lat i pościć 7 kwadragen, żeby zrównoważyć odpust nadany przez papieża.
  • Bogdania – nazwa nadana Mołdawii przez Turków, od panującej dynastii Bogdanowiczów (Bogdanili lu Kara-Bogdan).
  • opracowanie: Ewa Lisiecka
źródło:
1. ks. Sadok Barącz. Rys dziejów ormiańskich. Tarnopol 1869. Strona internetowa BN w Warszawie – Polona.
2. Piotr Kondraciuk. Sztuka ormiańska w Zamościu. w: Ars Armeniaca. Sztuka ormiańska ze zbiorów polskich i ukraińskich. Katalog wystawy. Muzeum Zamojskie. Zamość 2010. s. 22.
3. Tadeusz Gromnicki. Ormjanie w Polsce: ich historia, prawa i przywileje. BN Warszawa – Polona.
4. Aleksander Czołowski. Wystawa zabytków ormiańskich we Lwowie 196-309. 1932:przewodnik. BN Warszawa – Polona.
5. Karolina Wiśniewska. Armenian Illuminated Codicesin the Collection of the National Libraryin. Warsaw University, w: Series Byzantina. Studies on Byzantine and Post-Byzantine Art. Volume IX. Zamość 28-30.04.2010. s. 179. Na źródło to autorka artykułu natrafiła już po jego napisaniu i poniżej zamieszcza tłumaczenie części tekstu anglojęzycznego w przekładzie „Tłumacza Google”.
http://seriesbyzantina.eu/wp-content/uploads/2018/12/VOL.-IX.-2011-FULL-TEXT.pdf

Przechodząc teraz do Czterech Gos-peli, w pierwszej kolejności zwrócę uwagę na kodeks z Zamościa (I 12670). W tym miejscu warto zaznaczyć, że ta Ewangelia została spisana przez ormiańskiego księdza Lazara, który, jak wiemy z kolofonu, pochodził z Eudokii (Tokat). W inskrypcji dodaje się, że pracując w Zamościu w 1603 r. Nad Czterema Ewangeliami, Lazar był w smutnym nastroju po wygnaniu z kraju12. Jego miniatury służą powiązaniu rękopisu z oryginalną ormiańską tradycją wizualną i przywołują pewne formy. rozwinął się w ormiańskim Królestwie Cylicji. Niezwykłe miniatury zostały oświetlone dużą ilością złota i żywymi kolorami (niebieski, czerwony, zielony i żółty). Podążał również za ormiańską tradycją iluminowanych Ewangelii, łącząc strony listu Euzebiusza i ośmiu Tablic kanonicznych, a także zestawiając obrazy ewangelistów z początkowymi stronami otwierającymi każdą Ewangelię. Kompozycja każdej strony ewangelisty koncentruje się na siedzącym skrybie w aureoli, otoczonym narzędziami do pisania i książkami. W ten sposób miniaturysta kontynuuje najlepsze tradycje malarskie Armenii. Warto również zauważyć, że te wizerunki ewangelistów są malowane z największą dbałością o części twarzy i detale, takie jak draperie i pismo 12 Kodeks ten (a także III 12677 i inne rękopisy ze skarbca ormiańskiego katedry i zbioru) Aleksandra Czołowskiego) była wystawiana we Lwowie w 1932 r. Katalog tej wystawy wspomina o kolofonie i podaje pewne informacje o Czterech Ewangeliach: Wystawa zabytków ormiańskich we Lwowie, 19. VI – 30. IX 1932, Lwów 1932, s. 25–26. Cały tekst kolofonu wraz z tłumaczeniem na język francuski znajduje się w: F. Macler, Rapport sur une mission …, s. 150–152. Tadeusz Mańkowski w: Sztuka ormian lwowskich, Kraków 1934, s. 91-92 wspomniały również o tekście kolofonu i podały więcej informacji o Lazarze, który nazwał siebie biskupem Eudokii. Mańkowski pisał, że przebywał w Polsce od 1602 r. I poza Zamojem przebywał we Lwowie i Jazłowcu. Znany był również jako poeta, autor dwóch elegii, poematu pochwalnego o swoim rodzinnym mieście i pieśni pochwalnej poświęconej biskupowi Karapetowi. 185utensils. Te portrety ukazują wyszukane strony incipit, które przyciągają wzrok starannie podświetlonymi ozdobnymi literami i ozdobnymi flamastrami. Co więcej, konstrukcja niefiguralnych dekoracji brzeżnych, które charakteryzują nie tylko początkowe strony, ale także inne fragmenty tekstu, a oparta jest głównie na wysoce stylizowanych formach, jest spójna w całej książce.

6. Historya Kościoła Zamojskiego Ormiańskiego z wyrażeniem przywilejów, transakcji do kościoła tegoż należących summ i obligaciow. Rękopisy Biblioteki Narodowej w Warszawie. Strona internetowa Polona.

Kościół ormiański w Zamościu.

Dzięki uprzejmości Ewy Dąbskiej, publikujemy udostępniony nam kolejny artykuł śp. dr Bogumiły Sawy, dotyczący kościoła ormiańskiego w Zamościu. Warto przy tej okazji przypomnieć, że to Pani B. Sawa odnalazła w Wojewódzkim Archiwum Państwowym w Lublinie dokumentację, dotyczącą inwentaryzacji z natury bryły kościoła ormiańskiego z 1811 roku. Na podstawie tych dokumentów śp. prof. Jerzy Kowalczyk dokładnie opisał wygląd i architekturę kościoła. Publikacja ta ukazała się w Kwartalniku Architektury i Urbanistyki (t.XXV: 1980 z. 3-4 s. 215-232). Wśród pamiątek po śp. Bogumile Sawie zachowała się  wzruszająca dedykacja profesora dla Pani Sawy, w podziękowaniu za udostępnienie do opracowania wspomnianych materiałów: 

Pani dr Bogumile Sroczyńskiej odkrywczyni pomiarów kościoła (wg przyp. 33) z pozdrowieniem Jerzy Kowalczyk 24.VI.81.

Pani dr Bogumiła Sawa napisała poniższy artykuł w 1984 r. – publikując go w Zamościu na łamach „Tygodnika Zamojskiego” Nr 46 (260) z 18 listopada 1984 r.

_____________________________________________________________________________________

Jeszcze o muzeum Ormian

Idea utworzenia muzeum zamojskich Ormian poruszyła mnie do głębi. Moim zdaniem jednak, przesadą byłoby organizowanie odrębnej placówki w jednej z obecnie restaurowanych kamieniczek północnej pierzei Rynku Wielkiego. Dla stuletniego epizodu ormiańskiego wystarczy chyba jeden rozbudowany dział w przyszłym Muzeum Okręgowym.
Zgadzam się natomiast z p. Andrzejem Kędziorą („TZ” nr 43 z 26 października 1984 r.), iż muzeum tego rodzaju to przede wszystkim odpowiedni eksponat o wyraźnie zamojskim rodowodzie. Pewnie, że zdjęcie katedry ormiańskiej we Lwowie, parę portretów osobistości pochodzenia ormiańskiego, jakaś mapa czy wykres nie zdołają przekonać ani turystów, ani tubylców, że weszli do muzeum zamojskich Ormian. Ponieważ jest ono jeszcze na etapie „być albo nie być”, chciałabym słów parę na temat przyszłych ewentualnych pamiątek. Przede wszystkim widzę już pierwszy eksponat, i to bardzo ormiański, i bardzo zamojski. Myślę o modelu kościoła z XVII stulecia, który to kościół na początku XIX wieku, po blisko dwuwiekowym żywocie, odszedł w krainę cieni.
To nic, że przyszłe pokolenia wystawiły mu w miejscu, gdzie stał, wspaniały, choć kanciasty i szarobury nagrobek w postaci hotelu „Renesans”. Te właśnie przyszłe pokolenia dokonały rzeczy jeszcze bardziej straszliwej niszcząc spychaczem fundamenty ormiańskiej świątyni. Zdawać by się mogło, iż zniweczono na zawsze możliwość odtworzenia bryły architektonicznej kościoła. I to nie jakąś tam swobodną parafrazę na temat, w stylu… G. Brauna, lecz inwentaryzację wykonaną z natury w 1811 r. przez fachowców wojskowych. Przypadek sprawił, iż w Wojewódzkim Archiwum Państwowym w Lublinie została ona odnaleziona przeze mnie w dokumentach, wśród których raczej nie można by się jej spodziewać. Dokładna analiza i opis rysunku przez przefotografowanie oryginału tejże inwentaryzacji są zasługą profesora Jerzego Kowalczyka („Kwartalnik Architektury i Urbanistyki”, t. XXV, r. 1980, z.3-4). I oto mamy kompletny materiał do wykonania modelu.
Wiadomo, że po kasacie kościoła pozostałe mobilia sprzedano na publicznej licytacji. Trudno przypuszczać, by uczestniczyli w niej mieszczanie, bowiem nikt nie potrzebował ornatów, chorągwi czy baldachimu. Zainteresowanie przetargiem przejawiać mogli jedynie duchowni innych zamojskich kościołów i oni najprawdopodobniej stali się nabywcami obrazów, sprzętów i naczyń liturgicznych. Potwierdzają to zachowane źródła archiwalne, dotyczące budowanego wtedy kościoła św. Katarzyny na Lubelskim Przedmieściu, z końca XVIII stulecia. Wymienia się w nich krzyż cynowy, dwa boczne ołtarze i obraz św. Kajetana jako kupione na tej licytacji. Sporo przedmiotów mogło tą samą drogą trafić do kolegiaty i kościoła Bazylianów (obecnie oo. Redemptorystów). Czyżby tam należało szukać oryginalnych armenianów? Nie obejdzie się rzecz prosta bez naukowej weryfikacji i za kilka lat będzie je już można zamknąć w muzealnej gablocie. Ktoś może powiedzieć, że nie taka to prosta sprawa – ustalić, co jest, a co nie jest ormiańskie. Z pewnością, ale czyż profesor Mirosława Zakrzewska-Dubasowa i profesor Jerzy Kowalczyk odmówią pomocy i rady w tym względzie?
Należy też jeszcze koniecznie zajrzeć do ciągle otwartej historii naszego miasta. W tym przypadku oferuje ona niezwykle przydatny rodzaj informatora w postaci wykazu ruchomości kościoła ormiańskiego z 1749 r. Ten obszerny dokument, przechowywany obecnie w Bibliotece Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu, daje wyobrażenie o jego stanie posiadania w schyłkowym okresie. Oto przed wielkim ołtarzem rozpraszała mrok imponujących rozmiarów srebrna lampa. Obraz wiszący w prezbiterium, migocący dwiema srebrnymi złoconymi koronami, zdobiła „aksamitowa sukienka, złotymi kwiaty adorowana”.
Wśród ołtarzy bocznych wyróżniały się: Jezusa Ukrzyżowanego i Przemienienia. Ze sklepienia zwisał „lustr spiżowy”, czyli okazały, wieloramienny świecznik. Wśród wizerunków licznego grona świętych ze złoconymi koronami, sznurami pereł i korali byli m.in. św. Grzegorz z pozłacaną infułą, św. Jędrzej ze srebrnym promykiem, św. Anna z Najświętszą Marią Panną i Matka Boska Łaskawa. Ale największą czcią i miłością otaczano obraz św. Kajetana, odznaczający się dobrym pędzlem, z „jedwabnicową zasłoną szychem przetykaną”, obłożony 12 kosztownymi wotami i oświetlony srebrną lampą. Według romantycznej tradycji dziewiętnastowiecznej zabrał ze sobą ten obraz ostatni proboszcz ormiański i zniknął gdzieś bez śladu. Bardziej prawdopodobna jednak, chociaż nie tak barwna, jest historia przeniesienia obrazu do kościoła św. Katarzyny, co znajduje potwierdzenie w źródłach. Ta sama tradycja każe szukać ormiańskiego wizerunku Matki Boskiej Łaskawej w kościele szczebrzeszyńskim. Ponieważ niedaleko, warto sprawdzić.
Inwentarz świątyni ormiańskiej wymienia ponadto 35 ornatów, 3 chorągwie, baldachim, 2 podarte dywany, 6 „zgniłych” kobierców, 2 kilimy, „sukno pod ołtarz”, wielką wazę cynową do święcenia wody, całą kolekcję cynowych i spiżowych lichtarzy oraz wiele innych przedmiotów.
Księgozbiór liturgiczny, złożony z 14 pozycji, lśniący srebrnymi krzyżykami, klamerkami i narożnikami, zawierał dwie „ewangelie Pisma”, Martyrologium Ormiańskie, Wielką Księgę Lectionum, 3 mszały ormiańskie, tyleż wielkich mszałów łacińskich, 2 brewiarze ormiańskie – drukowany Szaragan oraz „małą polską ewangelię”. Przy kościele znaj­dowała się biblioteka. Dokładny „regestr ksiąg” zawiera ponad 100 woluminów, a wśród nich 34 w języku włoskim, 35 po łacinie (m. in. „Życie Abrahama”, „Rocz­niki”, „Obrona życia Duchowe­go”, „Trąba Pokoju”, „O obrazie Częstochowskim”, „Elegia o św. Józefacie”). W bibliotece prze­chowywano także osiem ksiąg ormiańskich, których tytułów nie udało się odczytać, poza jednym „Gramatica Armenica”. Kilka rękopisów opatrzono uwagą niepotrzebne”. Ciekawy wykaz 22 ksiąg w języku polskim, warto tu przytoczyć w całości:
1. Kazania księdza Jataft Wójka
2. Roczne dzieje x. Piotra Skargi.
3. Orator Polityczny
4. Kazania niedzielne
5. Przykłady
6. Gmach Sebastiana Nuceryna
7. Żywot Joanny Fremiot
8. Rzeka pokoju
9. Monumenta Kodeńskiego Ob­razu
10. Uwagi duchowne
11. Trybunał pański
12. Książka pożyteczna
13. Aphabetum hereticum
14. Ogród liliowy św. Kajetana
15. Kazania niedzielne ks. Bielińskiego
16. Wojna duchowna
17. Apologia przeciwko Lute­ranom
18. Pieśni polskie
19. Pamiątka pasterskiego afektu
20. Chorągiew zgody i pokoju
21. Trybunał św. Ojców Greckich.
Kilka lat temu miałam moż­ność zapoznać się pobieżnie z za­sobnym księgozbiorem przechowywanym w Kolegiacie. Stare księgi nie były wówczas zinwen­taryzowane. Kiedy wracam do nich pamięcią, czuję intuicyjnie, iż wiele tytułów „ormiańskich” można by tam odnaleźć.

Życzenia świąteczne.

Koleżanki i Koledzy Przewodnicy, przyjmijcie proszę życzenia świąteczne od redakcji naszej strony internetowej, Zarządu Koła i połączcie się z nami myślą i ciepłym słowem w czasie Wigilijnym, kiedy zasiądziecie przy stole ze swoimi bliskimi. Pamiętajmy w tym szczególnym dniu o tych z naszych koleżanek i kolegów, którzy pozostaną w domach sami, o tych którzy są chorzy i nie mogą odwiedzić swoich rodzin i przyjaciół, o tych, którzy są daleko i tych całkiem blisko, o kilka ulic od nas. Niech dzieląca nas przestrzeń i przymus izolacji nie wpłynie w żaden sposób na odwieczny cykl odradzania się miłości w Osobie Tego, który przyjdzie by nas wybawić. Bądźcie dobrej myśli i dobrego słowa posłańcami, tym bardziej w tym trudnym dla wszystkich czasie.

 

Księżniczka Franciszka Woroniecka

Rodzina Korybut – Woronieckich* należała do najstarszych polskich rodzin szlacheckich. Pieczętowała się herbem Korybut i tytułem książęcym.* Na przestrzeni dziejów zubożała i dopiero za czasów „imperium Habsburgów”, uznano oficjalnie rycerstwo Woronieckich. Przedstawiciele rodu skupiali się w linii płockiej, lubelskiej, galicyjskiej i podlaskiej. Gniazdo lubelskich Woronieckich to Rejowiec, Kanie. Znany nam z poprzedniego artykułu, książę Mieczysław Woroniecki (1825-1849), bohater walk węgierskich, reprezentował lubelską linię rodu. Wzmiankowany  tam również książę Józef Woroniecki (stryj Mieczysława), wywodził się z galicyjskiej gałęzi Woronieckich. Główną i najstarszą linię  rodu reprezentuje księżna Franciszka Woroniecka, której dedykujemy niniejsze opracowanie.
Franciszka Wiktoria Woroniecka, jako młoda panienka, znalazła znakomitą opiekę na dworze wśród fraucymeru hetmanowej Branickiej, żony hetmana wielkiego koronnego, kasztelana i wojewody krakowskiego, Jana Klemensa Branickiego (1689-1771). Nie mogła trafić lepiej, bowiem w tym czasie białostocką siedzibę hetmana określano mianem „podlaskiego wersalu”. Rodzicami Franciszki Wiktorii byli: Franciszek Michał Korybut Woroniecki (ur. 1714 r.) i Elżbieta (Hatowska z Hatowic h. Łabędź) Woroniecka  ur. 1710 r. Franciszka miała dwie siostry: Konstancję (1744-1796) i Elżbietę ur. 1746 r. Pod koniec panowania Augusta III w Białymstoku koncentrowało się, kreowane na modłę francuską, całe polskie życie towarzyskie, rycerskie, bojowe i dyplomatyczne. Branicki uznawany był w tym czasie, za jednego z ostatnich utrzymujących „buławę szlachecką”, toteż lgnęli do niego na dwór przedstawiciele najznamienitszych rodów: Czartoryskich, Sapiehów i cały poczet Radziwiłłów. Zaglądał tam równie często, drugi z bohaterów naszej opowieści, wojewoda nowogrodzki (w latach 1755-1772), książę Józef Aleksander Jabłonowski (1711-1777) h. Prus III.
W tym czasie książę miał już za sobą niezbyt udane, pierwsze małżeństwo, ze starszą od siebie Radziwiłłówną, primo voto Sapieżynę.  Jabłonowscy to stary ród mazowiecki, który w XV w. przeniósł się na Ukrainę i tam dorobił się licznych majętności. Przybyło ich jeszcze księciu z powodu znakomitego mariażu. Samych rezydencji posiadał osiemnaście, a wśród nich m.in. zamki i pałace w: Podhorcach k. Stryja, Lachowcach; Busku, Zawałowie, Jabłonowie Litewskim, czy też liczne „palatio” w: Księżęcinie; Prussowie; Steblowie; Ziemielińcach, Ulowcach. Znakomita partia do powtórnego ożenku. Tyle tylko, że książę nie zamierzał się już żenić, doświadczony niepowodzeniami z pierwszego małżeństwa. Traktowany przez żonę „z wysoka”, bo gdzież tam równać się Jabłonowskim z Radziwiłłami i Sapiehami,  umykał z Wołpii, gdzie był tylko „sługą” rezydującej tam małżonki  i najchętniej przebywał w swoich dobrach wołyńskich. Litwy nie lubił za bardzo, chyba przez wzgląd na żonę. Synów z tego małżeństwa nie było, mieli dwie córki. Po śmierci żony, na swoją stałą siedzibę wybrał Lachowce. Kiedy wydał za mąż swoją drugą córkę, obudziła się w nim chęć ponownego ożenku.
Białystok leży przy drodze prowadzącej z Warszawy do Grodna, zatem książę Jabłonowski często bywał u Branickich.  Odwiedzał również Białystok w drodze z Wołpi do Zapałowa. Kiedy pewnego razu nie zastał Branickiego, postanowił odwiedzić jego małżonkę, Izabelę Elżbietę z Poniatowskich Branicką, która w tym czasie przebywała ze swoim fraucymerem w nieodległym Choroszczu, letniej rezydencji Branickich.  Jedna z panienek napotkanego podczas spaceru fraucymeru hetmanowej, wskazała księciu, gdzie ma jej szukać. Jabłonowskiemu od razu przypadł do gustu głos i sposób bycia panny. Zauważył, że panna „świeża, słuszna, szczupła, nie pierwszej już młodości ma wszelkie warunki na stateczną małżonkę, ale czy krew dobra?” Panienka wpadła w oko Jabłonowskiemu, który liczył sobie już wówczas ponad 50 lat. Branicka wyjaśniła mu, że to księżniczka Franciszka Woroniecka. Woronieccy wprawdzie ubodzy, ale ród dobry, stary, chociaż niczym szczególnym się odznaczył – myślał książę. Jeden biskup, jeden, czy dwóch senatorów drążkowych, początek wszak od Korybuta wywodzą. Hetmanowa Branicka zorganizowała w Białymstoku naprędce koncert, w którym oboje nasi bohaterowie wzięli udział oczywiście. Jabłonowski, nie młody już co prawda „kawaler” nader często spoglądał w kierunku Woronieckiej. Panna zachowywała się przyzwoicie i powściągliwie. Kiedy książę żegnał Branicką wyjawił jej, że poczuł inklinacyę do panny Woronieckiej i jeżeli kasztelanowa nie ma nic przeciwko temu, chciałby ją poślubić. Hetmanowa odrzekła, że nie spodziewała się, że tak stateczny człowiek, jak wojewoda będzie jej bałamucił wychowankę.
– Jak to pani rozumie – spytał zaniepokojony Jabłonowski.
– Toć przecie musiało nastąpić porozumienie, kiedy się książę oświadczasz, a nastąpiło mimo mojej wiedzy; nie obserwowałam zbliżenia żadnego.
– Ależ ja nigdy z księżniczką nie konwersowałem jeszcze.
– Więc jakże? Popęd serca i postanowienie nagłe bez jej wiedzy nawet?
– Bez jej wiedzy – odpowiedział książę – zdaje się, dodał z dumą, nie powinna w tem upatrywać uchybienia dla siebie.
Branicka szybko rozważyła wszystkie korzyści takiego ożenku podopiecznej (choć z niemłodym już panem). Los uśmiechnął się do biednej sieroty.
– Dobrze! – ciągnęła dalej Branicka – będę się starała przekonać księżniczkę, a was proszę napiszcie przynajmniej liścik do niej z oświadczeniem, toć się nam kobietom coś należy także….
Książę nie przypuszczał nawet, aby miał dostać kosza, ale w nocy po tej wizycie zastanawiał się nawet, czy sam nie popełnił niedorzeczności tymi oświadczynami, które pospolitowały, bądź co bądź, jego nazwisko. Rano napisał jednak list z oświadczynami do księżniczki Woronieckiej. Warto go tutaj zacytować w obszernym fragmencie, żeby całemu zdarzeniu nadać jeszcze większej pikanterii. Nie wiedzieć dlaczego, ale ton tych oświadczyn nie grzeszył ani delikatnością, ani skromnością i można powiedzieć, że był niejako zapowiedzią dalszych losów tego małżeństwa.
„Ja, Józef Aleksander Jabłonowski, świętego państwa rzymskiego książę, wojewoda nowogrodzki, orderów ojczystych i cudzoziemskich kilku kawaler, domu i familii mojej zaszczyt, na państwach i hrabstwach moich dziedziczny i udzielny pan.
Donoszę Waszmość Pannie, że mocno podupadły dom WMPanny i przyćmioną godność podźwignąć gotów, podaję do wiadomości, że umyśliłem kochać i ukochałem WMPannę, do czego proszę, abyś na dzień mianowany przez mojego ambasadora przybyła do dóbr moich Nakły* zwanych, gdzie z idultem i wszelką gotowością ciała mego czekać będę. Obiecuje w rekompensą statecznego (który sobie zawsze upewniam) afektu sto tysięcy złotych. Lustr i godność moja tyle sprzyja WMPannie, ile sobie życzyć możesz. Chęci zaś moje z skutków pomiarkujesz, tylko przyjeżdżaj niezwłocznie. Czekam z niecierpliwością powitania się. Adieu.”
Podglądamy dzisiaj tę prywatną korespondencję i nadziwić się nie możemy obcesowości takich oświadczyn. A jednak księżniczka Woroniecka oświadczyny przyjęła i bardziej jej się spodobało zostać wojewodziną nowogrodzką, niż z urażoną dumą w staropanieństwie zostać. Najczęściej w źródłach możemy spotkać informacje, że Jabłonowski w chwili ślubu z 15 letnią Woroniecką miał 50 lat. To błędne zapisy powtarzane przez kolejne nie sprawdzone powtórzenia. Według herbarza Bonieckiego ślub odbył się 5 sierpnia 1766 r. w Jabłonowie nad Niemnem.  Zatem książę liczył sobie wówczas 55 lat, a Franciszka (1742-1829) 24 lata. W Jabłonowie nie było kościoła, ślub mógł się odbyć zatem tylko w kaplicy wybudowanej przez księcia (zachowanej  w ruinie do dzisiaj). Obecnie takiej miejscowości nie odnajdziemy na mapie Ukrainy. Obecnie to Szczeczyce.* W roku 1740, w wyniku ślubu z Radziwiłłówną dobra te znalazły się w rękach Józefa Aleksandra Jabłonowskiego. W Szczeczycach, przy drodze obok wsi, do dzisiaj wznosi się ruina rodowej kaplicy Jabłonowskich, wybudowana w latach 1740-1764. To w niej 5.08.1766 r. wzięli ślub – księżniczka Franciszka Wiktora z.d. Woroniecka i książę Józef Aleksander Jabłonowscy. Kaplica należała (jako filia) do parafii w sąsiednim miasteczku, w Łunnej.
Czy książę Józef Aleksander wybudował, czy tylko przebudował Jabłonowski pałac, źródła nie określają dokładnie. Nie zachował się do naszych czasów, ale możemy zobaczyć jego sylwetkę na rysunku Napoleona Ordy z około 1860 r. Jako młoda małżonka Franciszka przyjęła przy Jabłonowskim rolę nie „pani wojewodziny”, ale nieomal sługi księcia. Nawet nie ochmistrzyni, bowiem gospodarstwem zarządzał sam wojewoda. Książę kochał małżonkę na swój dziwnie pojmowany sposób. Okazywał jej jednak na każdym kroku swoją wyższość, wpajał w nią uparcie wszelkie arystokratyczne zasady, którym szczerze hołdował, czyniąc ich pożycie nieznośnym i co najmniej sztucznym. Zawsze milcząca i cicha wypełniała z pokorą wszystkie jego rozkazy. Do kościoła wojewoda wchodził sam. Dopiero za nim sunęła wojewodzina, która nie zasiadała z nim w ławce kolatorskiej, tylko na krześle dostawionym obok. Franciszka była także niemym świadkiem udziwnionych rytuałów audiencji, których książę udzielał swoim  poddanym po każdej niedzielnej mszy. Niewesoło było jak widać na zamku w Lachowcach. Dziwactwa i duma gospodarza odstręczała gości. Strojono sobie żarty z wojewody, wątpiąc także w jego talenta w dziedzinie nauki, której coraz więcej poświęcał czasu. Przy obiedzie półmiski zaczynano od gospodarza, a w sypialni książę spał w ogromnym mahoniowym łożu, otulonym kotarami z herbami, a wojewodzina na skromnym i twardym tapczaniku w kącie. Rodzaj takiej separacji łoża wszedł nawet do kanonu zachowań poddanych, którzy przyjmowali ten model w łożnicy, podczas odwiedzin księcia i jego małżonki w ich domach.
Woroniecka nigdy nie odzywała się wobec męża, chyba że sam ją o coś zapytał. Była za tę skromność bardzo lubiana przez córki Jabłonowskiego. Z rodziny wojewodziny, na zamku w Lachowcach bywali: książę Maksymilian Dionizy Woroniecki, kuzyn Franciszki, szambelan Augusta III, kawaler Orderu Świętego Huberta ożeniony z Miączyńską, wdową po Radziwille oraz Szymon Szydłowski, szwagier Franciszki, mąż młodszej siostry – Konstancji z Woronieckich. Jabłonowski nie lubił kasztelana słońskiego, bowiem ten trzymał się klamki królewskiej i miał niekiedy odwagę chwalić  Augusta w jego obecności. Wojewoda przeżył to snadnie, kiedy na tron osadzono Stanisława Augusta, tegoż który po nim (po Jabłonowskim!) objął stolnikostwo litewskie, chociaż do tego urzędu nie posiadał kwalifikacji. Tylko dlatego je otrzymał, że w tym czasie nikt z godniejszych o ten urząd nie zabiegał. Po wyborze króla Jabłonowski coraz bardziej odsuwał się od polityki. Książę przez prawie 20 lat był wojewodą nowogrodzkim. Jako członek konfederacji barskiej urzędy państwowe (senatorstwo), które piastował złożył po pierwszym rozbiorze Polski.
Kiedy Franciszka powiła syna – Augusta Dobrosława (1768-1792), Jabłonowski nieco ocieplił stosunki z żoną. Nadawanie starosłowiańskich imion swoim dzieciom (Teofila Strzeżysława i Anna Dobrogniewa) świadczy o zamiłowaniu księcia do „polskości”. Dla Franciszki dziecko stało się jedyną pociechą w tym małżeństwie, chociaż miała surowo zabronione roztkliwianie malca.  W tym czasie księcia pochłaniała już bez reszty nauka. Z tego też powodu wyjechał do Saksonii, gdzie pozostał już aż do swojej śmierci. Nigdy nie wrócił do Polski. Osiadł z rodziną w Lipsku, kupując tam pałac miejski i posiadłość podmiejską, którą nazwał Jablonovbourg (zamek otoczony fosą). Tam całkowicie poświęcił się nauce. Na miejsce swojej emigracji wybrał Lipsk, a nie Drezno, bowiem było to miasto uniwersyteckie, ważne centrum wydawnicze, edukacji i drukarstwa. Jako datę wyjazdu Jabłonowskiego do Lipska źródła podają rok 1768 r. Jego jedyny syn urodził się w jeszcze w kraju r., zatem przypuszczać tylko można, że wojewodzina wyjechała z mężem niedługo po rozwiązaniu. Niektóre ze źródeł podają jako datę urodzin wojewodzica rok 1769. Jabłonowski dużo pracował, dużo dzieł wydawał drukiem i założył na obczyźnie fundację Societas Jablonoviana*, działającą do dnia dzisiejszego.  Wcześniej oferował w kraju swoją fortunę na użytek nauki co niestety, nie z jego winy, nie powiodło się. W Niemczech książę okrzepł z polskości i czuł się tam dobrze. Cudzoziemcy go szanowali, a i niekiedy odwiedzali go z Polski starzy towarzysze konfederaci, co to jeszcze nie powymierali, bywał u Jabłonowskich Karol Radziwiłł, ks. Biskup Krasiński; hetman Ogiński. Franciszka także dostąpiła zaszczytnego wyróżnienia. Została „damą gwiaździstą Marii Teresy”.* Wojewoda wydał nawet z tego powodu bal. Syn chował się zdrowo.  Książę dobrze się trzymał, chociaż od lat chorował na podagrę. W końcu choroba go zmogła. Zmarł 1 marca 1777 r. Pogrzeb był raczej cichy. Ciało złożono w kaplicy na zamku w Pleissenburg i uhonorowano nagrobkiem z marmurową tablicą.
Po śmierci męża Franciszka nie umiała odnaleźć się w nowej sytuacji. Stale „ubezwłasnowalniana” mężowskim przymusem i przyzwyczajona przez 10 lat małżeństwa do bierności, nie potrafiła zająć się finansami, spadkiem, zabezpieczeniem przyszłości syna i własnej. Poprosiła o pomoc szwagra, Szymona Szydłowskiego. Podpisała z nim ugodę przyrzekając mu za pomoc sumę 1.200.000 zł i wzięcie na wychowanie i edukację siostrzenicy, jednej z córek Szydłowskiego. Dla siebie zabezpieczyła dożywocie, dokument poświadczył ksiądz Młodziejowski, biskup poznański, kanclerz wielki koronny, który potwierdził jego ważność pieczęcią kanclerską. Prawnie, był to wielce wątpliwy dokument pomimo takiego zatwierdzenia. Wojewoda umierając nie uczynił dla księżnej żadnego bowiem zapisu. W Lipsku pozostała do czasu pozałatwiania wszelkich spraw majątkowych. Syna wysłała pod opieką Pijaneckiego do Lachowiec. Jako 40 letnia wdowa po księciu Jabłonowskim wzbudzała żywe zainteresowanie pretendentów do jej ręki. Na powtórne zamążpójście krzywo patrzył Szydłowski, obawiając się utraty tak sprytnie zdobytych wpływów. Nie miał natomiast żadnych obiekcji co do romansu, w jaki się uwikłała.  Przeżyła jednak tylko zawód sercowy w osobie barona Hoenthala, który przegrywał jej majątek po kasynach. Zapędził ją w długi, z których powtórnie ratował ją (nie bezinteresownie) Szydłowski w 1779 r.  Do kraju wróciła na początku 1782 r.
Osiadła powtórnie w Lachowcach na Wołyniu. Zaczęła tam prowadzić życie na wzór „zakodowany” jej przez nie żyjącego już małżonka. Prowadziła w tym czasie, także na wzór księcia, liczne nadania swoim włościanom, podpisując się z pańska i wcale nie tak skromnie: „Franciszka Wiktorya z książąt Korybutów Gedyminów Woroniecka, z Prussów i świętego państwa rzymskiego księżna Jabłonowska, wojewodzina nowogrodzka, na Steblowie etc. dziedziczka Dobosławska (?), Strogijska, Krasnińska, Jerniewska etc. starościna na Lachowcach, Lisiance, Zawałowie, Podhorcach,  Jabłonowach – Litewskim i Pokuckim, Grodku i Czarnym Lesie, tudzież na Kitzer i Dytmansdersun w Saksonii, jako też na całej substancyi oprawna i dożywotna pani  etc. etc.”. Podpisem tym wymienia dobra położone w starostwach nowogrodzkim, trockim i w województwie wileńskim, były one raczej skromne i nie warte więcej jak 1000 zł, ale dodawały splendoru  w podpisie.  W tym czasie zaglądał do Lachowiec książę Woroniecki mianujący się stryjem wojewodzica, zjeżdżali się także rodzinnie Jabłonowscy. Lubili wdowę, która oprócz przyjętych pomężowskich dziwactw odznaczała się dobrocią i uczynnością, wzorowo przy tym prowadząc gospodarstwo. Lud okoliczny wielbił ją i błogosławił. W tym też czasie ochłodziła stosunki ze szwagrem i przestała myśleć o powtórnym zamążpójściu. Syn dorósł i poszedł na swoje, odpisała mu ze swojego dożywocia Stablów na usamodzielnienie się. Polityką się nie interesowała, czytała dużo, szczególnie zagranicznej prasy. Do spraw krajowych miała stosunek obojętny, wręcz nabyty po mężu. Podobnym charakterem obdarzyła syna. Nie czuł w sercu polskości. Za dziecięctwa wyrwany z kraju, wcale go nie znał. Z rzewnych kozackich opowiadań swojego opiekuna z dzieciństwa*, tak sobie wyobrażał tę „kozaczą” Polskę. Matka, ani ojciec nie zaszczepili w nim miłości do kraju.
W roku 1787  król Stanisław August Poniatowski, chcąc zjednać sobie księżnę Jabłonowską (jej mąż był jego przeciwnikiem) , odwiedził wdowę w Lachowcach. Dumna księżna, podobnie jak jej małżonek uważała, że to ona robi eksstolnikowi litewskiemu honor podejmując go u siebie, a nie, że to król niesie splendor domowi, który odwiedza. Przyjęła go jednak godnie, jak na dom Jabłonowskich przystało. Król przed przybyciem prosił o skromne podjęcie, czemu zadość uczyniła, chociaż uczta i oprawa pobytu i tak była wykwintna. Księżna Jabłonowska poproszona do stołu króla była „rozmowna, poważna, gościnna, ale etykietalna; przyjmowała króla, jakby go przyjmowała  każda inna królowa, nie zwykła, zamożna szlachcianka.” Zgryzoty matce dodawał tylko syn jedynak. Kiedy wróciła z zagranicy miał 15 lat. Matka chciała, żeby się dalej uczył, wchodził w kręgi rodzinne, starał się o urzędy, ale on nie chciał. Hulał w Stablowie z kozakami i w końcu „schłopiał” i „skozaczał” na prawdę. W Stablowie* zainstalował się pomiędzy 1784 a 1786 rokiem. Kiedy skończył 20 lat, w 1788 r. rozbudował oddział swoich kozaków. Majątek Stablów z dziesięcioma wioskami zamienił na gminę kozacką (300-500) głów. W tym samym roku przyjął obrządek wschodni i sprowadził Bazylianów.  W aktach zaczął się podpisywać „Awkust Mykoła, kniaź”. Jego pradziad, hetman Jabłonowski całe życie pracował nad  przywróceniem Koronie ziem ukrainnych. Senatorski syn zmarł z opilstwa w kozaczej chacie w 1794 r. Niektóre źródła wzmiankują jako datę jego śmierci 1792 rok, ale to błąd, bowiem w tymże roku cedował tylko dobra wołyńskie swojej siostrze przyrodniej, córce z pierwszego małżeństwa księcia Józefa Aleksandra Jabłonowskiego z Radziwiłłówną (Teofili Sapieżynie). Jej młodsza siostra już wówczas nie żyła.  W  dniu 1 stycznia 1792 r. w Lachowcach zmarł mąż Teofili – Józef książę Sapieha, krajczy litewski. Był dziedzicem na Lachowcach w chwili śmierci. Ostatni, znany nam,  podpis księżnej Franciszki z Woronieckich Jabłonowskiej został umieszczony na akcie darowizny, potwierdzającym nadania jej syna Augusta. Jest to data 25.10.1791 r.
Co dalej stało się z księżną Jabłonowską z.d. Woroniecką? Ślad się urywa, chociaż według genealogicznych zapisków żyła do 1829 r., lub jak chcą inne wzmianki genealogiczne do r. 1827.  Nie mamy informacji kiedy dokładnie zmarła i gdzie została pochowana. Są to  pytania na które nadal trzeba poszukiwać odpowiedzi. Jej młodsze siostry to – Konstancja (1744-1796) żona Symeona Kazimierza Szydłowskiego h. Lubicz i Elżbieta (ur. 1746) żona Felicjana Jabłonowskiego (1730-1778) z Jabłonowa, stolnika maz. Wyszogród. Na jednym z portali internetowych opisujących ród Woronieckich znajduje się informacja-ciekawostka  cyt. „Wydaje się, że linia wymienionego powyżej Aleksandra i linia Felicjana, genealogicznie są odległe. Tymczasem, zbliżyły się one do siebie, bowiem żyjący w tej samej epoce obaj panowie poślubili rodzone siostry, księżniczki Korybut Woronieckie. Felicjan ożenił się z Elżbietą, zaś Józef Aleksander z Franciszką”.
Pewne wskazówki przekazuje nam na temat Franciszki Woronieckiej drzewo genealogiczne rodu Woronieckich (link poniżej). Tam właśnie odnotowano datę śmierci Franciszki z.d. Woronieckiej Jabłonowskiej jako rok 1827. Franciszka pochodziła w prostej linii z głównego pnia rodu Woronieckich (od Marcina). Oprócz ww. sióstr miała jeszcze jedną (NN) oraz dwóch braci: Floriana (1775) i Ignacego, który  zmarł  przed 1820 r., starostę rachodoskiego. Ignacy miał trzech synów: Celestyna, Wincentego i Andrzeja. Wincenty Woroniecki jest wzmiankowany przez Romana Aftanazego jako właściciel Kamionki Wołoskiej (do 1841 r.) i Stronibab, był pułkownikiem wojsk polskich w wojnie napoleońskiej 1812 r. Florian zapoczątkował lubelską gałąź Woronieckich, właścicieli Kani, Rejowca i Gółkowa. Był generałem wojsk rosyjskich i marszałkiem szlachty guberni lubelskiej. Najbardziej prawdopodobna wydaje się hipoteza, że Franciszka po utracie Lachowiec i innych dóbr po śmierci syna, przeniosła się do innych swoich posiadłości. Przykładowo napotykamy o niej wzmiankę, jako właścicielce Kamionki Wołoskiej.
Kamionka Wołoska była znanym miejscem w Galicji, bowiem to stąd pozyskiwano glinki kaolinowe do produkcji fajansu i porcelany w Tomaszowie Lubelskim oraz fajansarni w regionie: Potylicz, Siedliska, Lubycza Królewska. Kamionka Wołoska była własnością Woronieckich do 1841 r., o czym wspominają zapiski historiograficzne (R. Aftanazy, Dzieje rezydencji…) wzmiankujące, że przeszła w ręce Woronieckich po śmierci księcia Jabłonowskiego, który otrzymał ją od rządu austriackiego,  w zamian za Jabłonów. Niektóre źródła wskazują na datę tej zamiany rok 1787.  Kamionka była wtedy największą wsią województwa bełskiego, składająca się z ogromnej liczby przysiółków. Nazwisko Jabłonowskich jest wymieniane wśród właścicieli Siedlisk oraz przy kontraktach zakupu surowców dla fajansarni. Jest to trop, którym trzeba podążać w dalszych poszukiwaniach losów głównej bohaterki naszej opowieści. Kierunek poszukiwań wydaje się jak najbardziej słuszny, bowiem Franciszka Wiktoria z Woronieckich Jabłonowska jest wzmiankowana jako właścicielka Kamionki Wołoskiej, przy zawieraniu trzyletniego kontraktu przez Franciszka Mezera, twórcy polskiej porcelany i tomaszowskiej fajansarni. Początki prac nad tomaszowską manufakturą to schyłek XVIII wieku. Starania w tym względzie, podejmowane przez Mezera, miały już miejsce w 1794 r. Spółkę zarejestrował w 1799 r. Potem, rozpoczynając już produkcję cyt. „Franciszek Mezer zawarł trzyletni kontrakt z książną Franciszką Wiktorią Jabłonowską, zapewniający mu potrzebny surowiec – glinę, którą pozyskiwano w jej majątku Kamionka Wołoska, około 40 km na północ od Lwowa ustalając cenę 2 złp za korzec.” Tomaszowską manufakturę zamknięto w 1827 r.  Franciszka Wiktorya z Woronieckich Jabłonowska zmarła w tym samym roku, w 1827 r. Mamy nadzieję, że to nie wszystko, co historia może nam przekazać na temat tej nietuzinkowej kobiety.
Opracowanie: Ewa Lisiecka
  • Ogłoszenie Heroldii Królestwa Polskiego z 1824 r. (Lista osób, którym dozwolono używać tytułów honorowych). Gazeta Lwowska z 1840 r. Nr 138 (21 listopada).
  • Nakły – obecnie wieś w powiecie ostrołęckim
  • Fundacja Jabłonowska założona przez księcia Józefa Aleksandra Jabłonowskiego działa w Niemczech, w Lipsku do dzisiaj, przyznaje stypendia i nagrody wyróżniającym się naukowcom, szczególnie  dziedzinie historii.
  • dawny Jabłonów nad Niemnem, oddalony 24 km od Mostów – rejon mostowski, kilka km od szosy Łunna-Wołkowysk
  • Stepan Matuszynenko ze Stablowa, kozak przy dworze księcia Jabłonowskiego
  • Stablów – dawniej miasteczko niedaleko Dniepru k. Korsunia
  • Tytuł książęcy należny Woronieckim został potwierdzony w roku 1784 przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Zaborca rosyjski w ramach istniejącego Królestwa Polskiego utrzymał im tytuł w 1821 r. oraz uaktualnił w 1824 r. Można powiedzieć, że księżniczka Franciszka Woroniecka utrzymała swój rodowy tytuł książęcy prawie do śmierci.
źródła:
  1. http://www.instytut-genealogii.com.pl/index.php?mod=artykuly&id=2&itemid=128
  2. Książę Józef Aleksander Jabłonowski – https://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:J%C3%B3zef_Aleksander_Jab%C5%82onowski_1.PNG
  3. Dr Antoni J. Opowiadania. serya czwarta. tom I. Senatorska Dola. Opowieść z VII stulecia. wyd. 1884
  4. http://www.rdc.pl/podcast/rody-i-rodziny-mazowsza-jablonowscy-reyowie-i-dowgiallowie/
  5. http://www.s1354735-90700.home-whs.pl/NOBLE_gen/woroniecki2.htm
  6. Krystyna Schabowska. Zarys dziejów manufaktury fajansu i porcelany w Ordynacji Zamojskiej w Tomaszowie Lubelskim. Wydanie – Politechnika Lubelska. 2015 r. s. 43. http://bc.pollub.pl/Content/12770/PDF/porcelana.pdf
  7. https://pamiecdlapokolen.pl/jablonowo/
  8. Nagrobek księcia Józefa Aleksandra Jabłonowskiego – zasoby Biblioteki Narodowej w Warszawie – strona internetowa Polona
  9. Odcisk tłoka pieczętnego Jabłonowskich. – http://51.254.200.38/wawelzbiory/node/6714

Żołnierz pięciu chorągwi.

Życiorys niebanalny. Mógłby posłużyć za kanwę scenariusza filmowego. Prawie czterdzieści lat wojaczki w pięciu armiach: austriackiej; pruskiej; polskiej; węgierskiej i tureckiej. Przebieg jego służby w wojsku, od lat młodzieńczych do wieku dojrzałego, to jednocześnie wgląd w historię Polski poprzez losy polskiego żołnierza, który walcząc o niepodległość swojego kraju, zaciągał się pod obce sztandary, widząc w tym choćby cień nadziei na to, aby jego Ojczyzna wróciła na mapy świata. Bohater naszej opowieści nie doczekał Niepodległej. Zmarł w roku 1885, w maleńkim miasteczku na Podolu, w Jałtuszkowie. Krótki anons o jego śmierci w „Gazecie Polskiej” z grudnia 1885 r. (1) to jedyne znane, jak dotąd, epitafium należne temu żołnierzowi.
„W zakątku guberni podolskiej w miasteczku Jałtuszkowie zakończył się cichy a skromny żywot, przeto pełen rycerskiego zapału i wojowniczego ducha ś.p. Józef ze Zbaraża Korybut Książę Woroniecki, syn niegdy Wincentego pułkownika wojsk polskich  i Zuzanny z hr. Jaworskich. Ś.p. Józef  od wczesnej młodości, dzieciństwa prawie, rwał się do stanu wojskowego. którey też traktować rozpoczął niespełna w 16-tu latach życia, wstąpiwszy jako kadet  do pułku austriackiego strzelców pieszych; trafił właśnie do korpusu jenerała  Frimont’a, przeznaczonego na posiłkowanie króla neapolitańskiego Ferdynanda, przeciw spiskowi karbonarów (1821 r.). Kilka ciężkich lat przebywał we Włoszech, gdzie dosłużył się rangi oficerskiej. Następnie bawiąc na urlopie w Galicji, przerzuca się gwałtownie do b. wojska polskiego, gdzie za waleczność zostaje ozdobiony  krzyżem kawalerskim wojskowym. Po zdobyciu Warszawy  (1831 r.) ze zwyciężoną armią rejteruje do Prus. Lecz, że zawsze ciążyła na nim dezercja z wojska austriackiego, więc aby ją ukryć, jako prosty żołnierz zaciąga się do armii pruskiej. Atoli starania rodziny przy rozległych stosunkach wyjednywują mu amnestię i dymisje z wojska austriackiego. Zasiada tedy na własnej wiosce i żeni się. Lecz snadź  nie tu był koniec jego wojowniczych popędów, w roku 1848 zostaje komendantem gwardyi narodowej w Przemyślu. W roku zaś 1849, opuściwszy dom, żonę i troje dzieci, zaciąga się do węgierskich szeregów. Tam przez cały czas w Siedmiogrodzie walczy na czele osobnego oddziału, jako pułkownik. Po upadku tej sprawy, razem z patriotami węgierskimi emigruje do Turcji.: najprzód internowany w Widdynie, następnie przeniesiony do Aleppo, jako instruktor piechoty w randze pułkownika. Wszakże sprzykrzywszy sobie jednostajną służbę frontową, bez wrażeń bojowych, opuszcza armię turecką i przechodzi do Francji, pragnąc się dostać do rodziny, za którą zatęsknił; wszakże nie mogąc wrócić do kraju, czas jakiś przebywa w Marsylii, gdzie ciężko pracuje na chleb powszedni. Nakoniec w roku 1859 za staraniem rodziny powtórnie ułaskawiony wraca do Galicji, lecz już nie do własnego majątku, który uległ konfiskacie. Wtedy już po 40-tu prawie latach ciężkich prób i bojowania, przy sił utracie, nie mogąc się oddać ciężkiej pracy, przygarnął się na Podolu u siostry swej hr. Ignacji Stadnickiej, którą wszakże przeżył. Następnie postanowiwszy swoje córki, osiadł na ustroniu w Jałtuszkowie, gdzie w dniu 27 listopada 1885 r. dokonał iście rycerskiego żywota, a skromnie i bez przechwały, jak spędził wiek cały.”     
Zamieszczony wyżej wycinek prasowy znajdował się w zbiorze listów kierowanych (przez różne osoby) do Władysława Górskiego (1822-1902) h. Pobóg, ziemianina i historyka oraz jego żony Zuzanny ze Stadnickich Górskiej, w latach 1851-1896. Obok notatki prasowej umieszczono dwa listy o charakterze prywatnym, napisane przez księcia Józefa Woronieckiego, z dopiskami M. Woronieckiej. Jeden z listów wysłano z miejscowości Wołodiowce 22 grud. 874 . (1874 r.). Drugi, krótszy list datowany jest następująco: piątek 27 November. Dodatkowo dokumenty wzbogacono odręczną notatką opisującą życiorys księcia Woronieckiego. Zarówno wspomniane listy jak i notatki wzbogacają dotychczasową wiedzę na temat księcia Józefa Korybuta Woronieckiego, właściciela Lubyczy Królewskiej wzmiankowanego  w opracowaniach Z. Pizuna i R. Gawrysia . (2)  Odręczna notatka, opisująca życiorys Józefa Woronieckiego, została sporządzona 4/16 grudnia 1883 r., czyli na dwa lata przed jego śmiercią. Nie wiemy jednak kto ją zapisał. Przypuszczalnie zawarta w niej wiedza jest bazą dla wszelkich informacji pojawiających się w późniejszym czasie na temat księcia Woronieckiego, w tym anonsu o pogrzebie (o dwa lata późniejszego). Przytoczymy ją tutaj w całości dla porządku, jako źródłową wiedzę w temacie:
„Józef ze Zbaraża Korybut Xsiążę Woroniecki
Józef Książę Woroniecki syn Wincentego pułkownika Wojsk Polskich i Zuzanny z hr. Jaworskich urodził się w Galicji około r. 1806. – Mając ledwo lat 15 wstąpił do wojska austriackiego jako kadet 20 (10?) pułku strzelców pieszych; parę lat na Morawach a kilka lat spędził z tymże pułkiem we Włoszech, a mianowicie w Neapolitańskim, gdzie wojska austriackie pomagały królowi Neapolitańskiemu do uśmierzenia, a następnie trzymania w ryzach własnych poddanych, usiłujących wyłamać się z pod despotyzmu – Przy końcu roku 1830 znajdując się na urlopie u rodziny w Galicji, już jako oficer, dowiedział się o powstaniu listopadowym – i chociaż oddalony przez czas dłuższy z kraju zapomniał prawie swego języka wszelako dusza Polaka wnet się w nim odezwała, nie bacząc na jaką odpowiedzialność narażał się oficer w czynnej służbie austriackiej – opuszczający szeregi – już na początku 1831 r. był za Wisłą i zaciągnąwszy się do pułku  Kra……. przez cały czas trwania powstania walczył wraz ze swojemi – w Korpusie Dwernickiego rejterowął się do Galicji i tam został rozbrojony. Książę Woroniecki powtórnie uchodzi z Galicji i walczy w bratnich szeregach aż do końca wojny -za waleczność ozdobiony  Krzyżem Srebrnym Virtuti Militari. Po wzięciu Warszawy wraz ze swoim korpusem rejterował się do Prus – Tu w obawie by jako dezerter nie był wydany Austrii, zaciąga się pod cudzym nazwiskiem jako prosty szeregowiec do wojska pruskiego – wszelako starania rodziny i stosunki w wyższych sferach rządowych wyrobiły mu amnestię, tak że wkrótce mógł powrócić do Galicji. Tu ożenił się i zaczął gospodarować we własnym majątku. W 1848 r. był Naczelnikiem Gwardii Narodowej w Przemyślu – w 1848, kiedy Węgry powstały przeciw Habsburgom książę Woroniecki sądząc że triumf sprawy węgierskiej oddziała pomyślnie i na sprawę polską rzuca dom, żonę, troje dzieci i jako jeden z pierwszych Polaków znajduje się wśród szeregów węgierskich – w ciągu wojny jako dowódca oddzielnego korpusiku, w randze pułkownika walczy w Siedmiogrodzie, a po upadku sprawy węgierskiej kiedy rodzony synowiec jako książę Mieczysław Woroniecki został rozstrzelany w Wiedniu* cofa się do Turcji wraz z generałem Bemem …………. i wielu innymi patriotami węgierskimi – internowany czas jakiś w Widdyniu, przeniesiony następnie do Aleppo [obecnie Helab w Syrii], wstępuje do służby tureckiej jako pułkownik instruktor piechoty – Obowiązki te pełnił lat parę, a potem wyjechał do Francji i tu w Marsylii lat kilka ciężko musiał na chleb zarabiać. Na koniec w r. 1859 wrócił do Galicji ułaskawiony – zastał majątek rozgrabiony, a żona i dzieci bez własnego dachu znalazły schronienie u siostry hrabiny Ignacji Stadnickiej na Podolu. Tam też pospieszy książę Woroniecki i przez lat 20 i kilka obarczony wiekiem z siłami straconymi na usługach ojczyzny w zakątku wiejskim pędził resztki życia, zapomniany ale pełen rezygnacji i silny jeszcze duchem starzec. Pisano 1883 r. 4/16 grudnia” 
Listy księcia Józefa Woronieckiego do Władysława Górskiego, pisane odręcznie, są w niektórych miejscach trudne do odczytania, z uwagi na specyficzny charakter pisma księcia. Publikujemy jeden z nich poniżej, do wglądu dla osób zainteresowanych. Ogólnie treść listów ma charakter prywatny i wskazuje na zażyłość,  wręcz rodzinną, nadawcy i adresata. List z 1874 r. pisany w Wołodiowcach (Gubernia Podolska, dekanat Jampol, parafia Czerniejowce) nakreśla trudną sytuację materialną Woronieckiego i jego rodziny. Woroniecki zwraca się z prośbą do Górskiego o nadesłanie części z należnej mu sumy 300 zł. Wspomina również w liście o trudnej sytuacji „Kamilki”, która nie może go wspomóc, gdyż sama ma kłopoty finansowe. Z dopisku M. Woronieckiej do listu dowiadujemy się dodatkowo, że „Kamilka” jest chora od kilku tygodni. Woroniecka wspomina w liście także „Olgę” i dopytuje się Górskich, czy wyjechała już do Lwowa. Wzmiankuje również „Lucynę”, której oddała medalion, przechowywany od dwóch lat. Woroniecki kieruje swoje listy nie tylko do Władysława Górskiego, ale także do jego żony, Zuzanny z.d. Stadnickiej, używając chociażby zwrotu: „Całuję Was oboje”. W drugim liście Woroniecki dziękuje Górskiemu za przekazany tytoń, wspomina ponadto „Kamilkę” i „Oktunię”. Oba listy noszą dopiski, nieco bardziej czytelne, poczynione kobiecą ręką i podpisane –  M. Woroniecka.
Małżeństwo Władysława Górskiego i Zuznany ze Stadnickich Górskiej (ca 1838-1883) było skoligacone z Woronieckimi poprzez ród Stadnickich. Siostra księcia Józefa Woronieckiego, Ignacja z Woronieckich (ca 1798-1800-1866) h. Korybut wyszła za mąż za Piotra hr. Stadnickiego (1777-1852) i osiadła na Podolu (zmarła 25.06.1866 w Kotiużanach). Zuzanna (żona Górskiego) była jedną z córek Ignacji, czyli siostrzenicą księcia Józefa Woronieckiego. Wymienione w listach Woronieckiego <Kamilka i Olga> to: Kamila ze Stadnickich Światopełk-Czetwertyńska i Olga Aleksandra ze Stadnickich Beyzym. To kolejne córki Ignacji, tym samym siostrzenice Józefa Woronieckiego, o których wspomina w listach. Małżeństwo Piotra i Ignacji Stadnickich miało łącznie siedmioro dzieci, oprócz ww. Zuzanny, Olgi i Kamili: Amelię Stadnicką, Wincentego, Tomasza i Mikołaja Piotra Stadnickiego. Małżeństwo Górskich miało córkę Oktawię, wzmiankowaną w listach Woronieckich. Koligacje rodzinne Woronieckich ze Stadnickimi  pogłębia jeszcze jedno małżeństwo. Druga siostra księcia Józefa Woronieckiego, Anna wyszła za mąż za Kacpra Stadnickiego, brata ww. Piotra.
Roman Aftanazy, nieprzeciętny badacz „Dziejów rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej” przy opisie dworu w Kamionce Wołoskiej wymienia Woronieckich jako właścicieli tej posiadłości do 1841 r. Majętność przeszła w ręce rodu po śmierci księcia Józefa Aleksandra Jabłonowskiego (1711-1777) żonatego z Franciszką z Woronieckich. Jabłonowski otrzymał te dobra od rządu austriackiego. Kamionkę Wołoską, przechodzącą później z pokolenia na pokolenie wśród Woronieckich, na początku XIX w. odziedziczył Wincenty Woroniecki, ojciec Józefa Woronieckiego. Roman Aftanazy opisując dzieje pałacu w Kamionce, stwierdza, że nowy dwór wzniósł tam w 1829 r., w części zwanej Stara Wieś, właśnie Wincenty Woroniecki. Potem rozbudowano go, założono ogród i oranżerię. (3)
W Katalogu wystawy z 1912 r. zachowała się miniatura (243) podobizny ojca księcia Józefa Woronieckiego, księcia Wincentego Korybuta Woronieckiego, pułkownika wojsk napoleońskich. Jest to popiersie młodego człowieka, zwrócone 3/4 w prawo, w czarnym mundurze z czerwonym kołnierzem, na szyi czarna chusta, na piersiach dekoracja orderowa. Akwarela autorstwa M. Daffingera została umieszczona na płytce z kości słoniowej. Owalny ten portrecik o wymiarach 5,6 x 4,6 cm został oprawiony w nowoczesne ramki z brązu ze złoceniami. Miniatura została zgłoszona przez Wincentego Trzcińskiego z Żółkwi, ówczesnego właściciela tej podobizny, na „Wystawę  Miniatur i sylwetek” zorganizowaną we Lwowie.
Trzciński zgłosił także na tę wystawę miniaturę (395) podobizny księcia Mieczysława Korybuta Woronieckiego. W opisie miniatury w Katalogu sportretowany jest przedstawiony jako: „s. Józefa Woronieckiego t.z. oficera pięciu chorągwi, oficera sztabowego w kampanii węgierskiej„. * Źródło to zawiera dodatkowo informację, że książę Mieczysław Woroniecki został powieszony jako jeniec przez rząd austriacki.  Miniatura ukazuje postać młodego człowieka w postawie stojącej, zwróconej 3/4 w prawo, w mundurze granatowym, przybory srebrne, prawą ręką trzyma przed sobą szablę, lewą leżące obok czako. Miniatura została zdjęta w 1849 r. przez Adolfa Nigroni. Jest to akwarela na płytce kościanej oprawna i wpuszczona w metalowe ramki.  Inne źródła wzmiankują księcia Mieczysława Korybuta Woronieckiego jako „rodzonego synowca” księcia Józefa Woronieckiego, rozstrzelanego w Wiedniu. Informacji o egzekucji w Wiedniu nie potwierdzają współczesne źródła, opisujące tego bojownika powstania narodowego na Węgrzech. (4) (5)
Książę Wincenty Woroniecki i jego syn książę Józef Woroniecki reprezentowali galicyjską linię rodu. Wincenty Woroniecki (ca 1780-11.05.1826 ) ożenił się z Zuzanną Jaworską ok. 1800 r.  Jego kariera wojskowa była równie imponująca jak syna. Był szefem sztabu 10 pułku piechoty napoleońskiej (23.06.1809). Następnie został szefem szwadronu 11 pułku Księstwa Warszawskiego. Zwolniony z tej funkcji 11.01.1812 r., przeszedł jako szef szwadronu do 3 pułku szwoleżerów  Gwardii (11.08.1812 r.), a 11.04.1813 r. przerzucono go do 1 pułku szwoleżerów Gwardii. Następnie 1.08.1813 r. skierowano go jako szefa szwadronu do 7 pułku szwoleżerów. Walczył m.in. w obronie Drezna. Dostał się do niewoli austriackiej, a kiedy został z niej zwolniony, wrócił do kraju.
Koligacje Woronieckich ze Stadnickimi i Łosiami (6)
Poprzez osobę Piotra Stadnickiego, męża Ignacji z Woronieckich Stadnickiej, historia rodu Woronieckich jest poniekąd związana również z Horyńcem-Zdrój. Dziadek Piotra, Mikołaj Stadnicki, starosta bełski i baliński, chorąży podolski i kasztelan kamieniecki, kupił dobra horynieckie w 1717 r.  Schedę po nim przejął jego syn Ignacy ożeniony z Zofią z.d. Poletyło, późniejszą żoną Aleksandra Ponińskiego. Z tego małżeństwa urodził się Piotr Stadnicki i Kasper Stadnicki. Bracia poślubili  rodzone siostry Woronieckie: Ignację i Annę, czyli siostry rodzone księcia Józefa Woronieckiego. Dodatkowo koligacja ta łączy rody Woronieckich z Łosiami, bowiem Anna z. d. Woroniecka, po śmierci pierwszego męża Kaspra Stadnickiego, wyszła powtórnie za mąż za Zygmunta Piotra hr. Łosia, właściciela Werchraty z Górnikami i Monastyrkiem, Potoku i Teniatysk. Ślub odbył się w Rawie Ruskiej w 1825 r. Małżeństwo to przedłużyło linię Łosiów narolskich. Badacze historii regionu  zauważą z pewnością związek pochówku żony księcia Józefa Woronieckiego z ww. koligacjami rodzinnymi. Karolina Woroniecka zmarła w 1838 r. i została pochowana na cmentarzu greckokatolickim w Teniatyskach. Wątek ten zasługuje sobie jednak na oddzielne potraktowanie.

  

opracowanie: Ewa Lisiecka
źródło:
  1. Wycinek prasowy – „Gazeta Polska”. 1885 r. (18) 30 Grudnia Nr 289 – dołączony był do zbioru listów, adresowanych do Władysława Górskiego, t. 2.  – strona internetowa Polona Biblioteki Narodowej w Warszawie
  2. Zdzisław Pizun. Ryszard Gawryś. Właściciele ziemscy w miasteczku Lubycza Królewska (1787-1939). Rocznik Tomaszowski Nr 6 ss. 19-41.; Ziemia Lubycka. Geografia, historia, język, kultura. wyd. Lublin-Lubycza Królewska 2017. Zdzisław Pizun. Miasto Lubycza w okresie przynależności do starostwa rzeczyckiego (ok 1730-1787). s. 90.; Zdzisław Pizun. Lubycza w dawnych opracowaniach historycznych. 2013. s.71.
  3. Roman Aftanazy. Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej. Tom VI. Województwo bełskie. ss.50-51.
  4. Jerzy S. Wojciechowski. Polsko-węgierskie symbole pamięci generała Józefa Bema. Pamięć i niepodległość. Nr 31. Lublin. http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Niepodleglosc_i_Pamiec/Niepodleglosc_i_Pamiec-r2010-t17-n1_(31)/Niepodleglosc_i_Pamiec-r2010-t17-n1_(31)-s89-97/Niepodleglosc_i_Pamiec-r2010-t17-n1_(31)-s89-97.pdf
  5. Katalog Wystawy Miniatur i Sylwetek we Lwowie. 1912. https://repozytorium.biblos.pk.edu.pl/redo/resources/2450/file/scans/DEFAULT/OCR_rezultaty/100000297835_A_v1_200dpi_q60.pdf
  6. Janusz Mazur. Horyniec Zdrój – pałac i uzdrowisko. https://roztoczepoludniowe.com/horyniec/

Polski Biały Krzyż w Zamościu.

W okresie międzywojennym, działało w Zamościu Koło Opieki Załogi – Polskiego Białego Krzyża, które było terenową komórką cywilnego stowarzyszenia P.B.K. Jak dotąd, niewiele wiemy na temat  jego działalności na terenie naszego miasta, niemniej już w 1925 r. zamojskie Koło Opieki działało wspólnie z Komitetem Opieki nad Żołnierzami Korpusu Lubelskiego. Informuje nas o tym, wydany wówczas przez warszawski Z.G. P.B.K., kalendarzyk „Rok Polski 1925”. Lubelski Korpus zrzeszał ponadto podobne Koła Opieki: w Krasnymstawie, Chełmie, Puławach, Włodzimierzu, Krzemieńcu, Łucku, Sarnach, Kowlu i Równem. W tym czasie Komitety Korpusowe i Koła Opieki przy załogach realizowały przede wszystkim zadania kulturalno-oświatowe w wojsku.
Polski Biały Krzyż był instytucją cywilną. Działał na rzecz wojska w okresie II Rzeczpospolitej. Inicjatorką powstania stowarzyszenia była Helena Paderewska, przebywająca wówczas w Stanach Zjednoczonych. Powołała Polski Biały Krzyż pod koniec I wojny światowej (2.II. 1918 r.), w celu niesienia pomocy ofiarom wojny, a w szczególności żołnierzom polskim, wcielanym do trzech obcych armii: niemieckiej, austriackiej i rosyjskiej. Zorganizowała i sfinansowała nabór ochotniczek do czynnej służby pielęgniarskiej, niosącej pomoc żołnierzom walczącym na froncie. Drugim celem organizacji było szerzenie kultury i oświaty polskiej, rozbudzenie wśród walczących postaw patriotycznych oraz świadomości narodowej i obywatelskiej. Po zakończeniu I wojny światowej takie same cele organizacja spełniała wobec żołnierzy Wojska Polskiego. Cegiełki, rozprowadzane wśród społeczeństwa na rzecz pomocy żołnierzom na froncie, były jedną z form pozyskiwania środków finansowych na ten cel przez P.B.K.
W latach 1918-1921 Polski Biały Krzyż spełniał swoje zadania przede wszystkim na froncie. Natomiast w okresie międzywojennym stowarzyszenie umacniało swoje szeregi organizacyjne. W latach 1922-1933 P.B.K.  upowszechniał przede wszystkim swoją działalność terenową. W latach 1929-1933 działało w kraju 115 Kół Opieki P.B.K., które prowadziły szkolenia żołnierzy w szkołach powszechnych, na kursach specjalistycznych i merytorycznych. Prowadziły kursy instruktorskie dla oficerów i podoficerów oraz rolnicze, rzemieślnicze itp. W latach 1927-28 zorganizowano 1902 pogadanki z zakresu historii Polski; zrealizowano 161 wycieczek krajoznawczych szerzących wiedzę o Polsce współczesnej i zdobyczach kultury. Koła realizowały swoją działalność przez ponad 150 świetlic i 345 bibliotek w całym kraju.
Koło Opieki Załogi P.B.K. w Zamościu powstało w latach 30-tych XX w. Zachowany z tego okresu druk ulotki (Drukarnia Sejmiku Zamojskiego) informuje o podejmowaniu zapisów członkowskich z roczną składką 6 zł dla członów rzeczywistych Koła. W 1937 r. Zarząd Koła wydał odezwę (druk. Rady Powiatowej), z której dowiadujemy się m.in., że sekretariat Koła mieścił się w gmachu Ubezpieczalni Społecznej (pokój Nr 5). Odezwą agitowano do udziału w pracach Koła, do zgłaszania się w jego szeregi oraz apelowano o wszelką pomoc w rozwoju „działalności białokrzyskiej” na terenie miasta. W maju 1939 r. zamojskie Koło Opieki P.B.K., we współpracy z P.C.K podjęło inicjatywę zorganizowania dancingu, który odbył się w kawiarni „Europa”. Dochód z imprezy był przeznaczony na urządzenie żołnierskich świetlic w garnizonie zamojskim. Współpraca w mieście aktywistów Polskiego Białego Krzyża i Polskiego Czerwonego Krzyża w przededniu wybuchu II wojny światowej świadczy o połączeniu sił i obraniu wspólnych celów przez te organizacje społeczne. Polski Biały Krzyż został rozwiązany w 1946 r. Jego majątek przekazano Towarzystwu Przyjaciół Żołnierza.

opracowanie: Ewa Lisiecka
źródło:
  1. Sprawozdanie Zarządu Naczelnego P.B.K – wyd.1933 Biuro P.B.K. Warszawa – Polona.
  2. https://100lat.pck.pl/fakty/polski-bialy-krzyz
  3. Druki ulotne z zasobów Biblioteki Narodowej w Warszawie.

 

Ciekawostki Zamościa.

Zegar słoneczny w Zamościu.

Z historią zegara słonecznego, znajdującego się przy Katedrze Zamojskiej, zapoznają nas autorki (Marzena Gałecka i Renata Sarzyńska-Janczak) opracowania zatytułowanego „Zegary słoneczne astronoma Jana Baranowskiego – w Zamościu, Lublinie i Kozłówce”, wydanego przez Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Lublinie. Zegar jest opatrzony datą 1868 i jest najstarszym dziełem ww. astronoma. Obecnie zegar znajduje się przy południowej elewacji kościoła. Jest to jego wtórna lokalizacja z 2013 r. Oryginalne w zamojskim zegarze są: marmurowa tarcza (49 cm średnicy) i spiżowy gnomon. Kolumnowa podstawa (wys. 99 cm) i owalna obejma z kamienia józefowskiego są współczesne. Na tarczy są linie godzinowe, półgodzinowe, kwadransowe i pięciominutowe. Godziny oznaczono cyframi rzymskimi: IV rano; XII południe; VIII wieczorem. Po stronie przeciwległej dla godziny 12 umieszczono datę 1868 R. Wcześniej zegar był zdemontowany i przechowywany w zbiorach zgromadzonych w Infułatce. Nie wpisano go do Rejestru Zabytków.

W 2013 r. kamieniarz z Krasnobrodu, Janusz Gontarz usunął z oryginalnej tarczy metalową obejmę i cementową opaskę. Zegar został oczyszczony z brudu i zabezpieczony preparatem hydrofobowym. Spiżowy gnomon został wyprostowany. Tarcza zegara została osadzona w nowej, okrągłej płycie z kamienia józefowskiego i otrzymała nową kamienną podstawę, zwężającą się ku górze kolumnę.

Obecnie zegar nie znajduje się w miejscu pierwotnego usytuowania. Inwentarze Kolegiaty określały go jako: „między domem Infułackim a kościołem”. Wcześniejsza lokalizacja nie była osłonięta koronami wysokich drzew przed słońcem i zegar mógł spełniać swoją rolę. Wyboru nowego miejsca dokonała Komisja powołana w czasie trwania rewaloryzacji Katedry w latach 2010-2013. Umieszczono go przy południowo-zachodniej elewacji kościoła, w miejscu nie kolidującym z ruchem dookoła katedry i bardziej dostępnym dla turystów.  Fundację zegara przypisuje się infułatowi zamojskiemu, Walentemu Baranowskiemu,  a wykonanie jego starszemu bratu, astronomowi Janowi Baranowskiemu (1800-1879). Pierwotnie zegar umieszczono naprzeciw Kaplicy Ordynackiej w czasie jej restaurowania przez Stanisława Kostkę Zamoyskiego w l. 1867-1871. Bracia Baranowscy spoczywają na cmentarzu w Lublinie przy ul. Lipowej, a ich epitafia znajdują się w lubelskiej katedrze.

 

zdjęcie – epitafium Walentego Baranowskiego w lubelskiej katedrze – Ewa Lisiecka

źródło:

  1. Zasoby Biblioteki Narodowej w Warszawie.
  2.  https://www.nid.pl/upload/iblock/475/4751ccf9b55bd2da09ade95f712cf9ef.pdf?fbclid=IwAR3hDM6jfJU9viXGMJ3zdZ4cJbky11mb80U-EgN6DOdg-vnNhOJhGt5sTHA

Ostatnie pożegnanie.

W dniu 19.10.2020 r. zmarł Kol. Henryk Poździk. Śp. H. Poździk uczył matematyki w II L.O. w Zamościu. Z zamiłowania był także przewodnikiem turystycznym, członkiem Koła Przewodników Terenowych przy zamojskim Oddziale PTTK. Swoją ogromną wiedzą i kulturą osobistą służył wielu rzeszom turystów, oprowadzanych po Zamościu i Roztoczu. Od szeregu lat nie oprowadzał już wycieczek ze względu na stan zdrowia. Kolega Henryk wspominany jest przez starsze pokolenie przewodników z wielką sympatią. Był człowiekiem niezwykle kulturalnym, eleganckim i koleżeńskim.

Pokój Jego duszy!

Msza święta w intencji Zmarłego odbędzie się w Katedrze Zamojskiej 26.10.2020 r. o godz. 14.00. Odprowadzenie na cmentarz komunalny w Zamościu przy ul. Śląskiej.

Rodzinie, Przyjaciołom i Znajomym Zmarłego, składamy najszczersze kondolencje i łączymy się w bólu po stracie tego wspaniałego człowieka, nauczyciela i wychowawcy.

Zawiadomienie.

Z przykrością zawiadamiamy, że zmarł nasz Kolega Przewodnik – Tomasz Kawałko.

Rodzinie Zmarłego, Przyjaciołom i Znajomych składamy wyrazy głębokiego współczucia.

Niech spoczywa w pokoju.

Msza święta za duszę Zmarłego odbędzie się w Kościele p.w. św. Michała w Zamościu – 28.10.2020 r. o godz. 10:00. Pochówek na cmentarzu parafialnym przy ul. Peowiaków.