12 kwietnia 2024 r. minęła 400. rocznica urodzin Joanny Barbary z Zamoyskich Koniecpolskiej. Jest ona zdecydowanie najmniej rozpoznaną postacią spośród dzieci Tomasza i Katarzyny Zamoyskich i choć nie wykazała się niczym szczególnym w dziejach kraju, powinna doczekać się przynajmniej kilku słów na temat swego życia jako osoba, która wzorowo spełniła swoje obowiązki córki, siostry, żony i matki.

Pałac Koniecpolskich w Koniecpolu-Chrząstowie na Śląsku – udostępnia BN w Warszawie (Polona)
Szczęście zdawało się wreszcie zagościć na stałe w zamojskim zamku, kiedy po ciężkim porodzie i narodzinach pierwszej córki, młoda wojewodzina kijowska zaszła latem 1623 r. w kolejną ciążę. Nie zachowała się korespondencja Zamoyskich z tamtego okresu, ale można sobie z łatwością wyobrazić, jaka była radość i nadzieje związane ze spodziewanym potomkiem, który miał być wreszcie dziedzicem ordynacji. Katarzyna ciążę znosiła na tyle dobrze, że po Nowym Roku udała się wraz mężem do Warszawy i wracała stamtąd dopiero pod koniec marca, trzy tygodnie przed samym porodem. Trudna podróż Wisłą do Kazimierza i dalej do Zamościa wśród wiosennych roztopów nie była chyba dla ciężarnej aż tak uciążliwa, skoro pozwalała sobie na żarty w liście do Urszuli Meyerin[1]. Tym większe musiało być rozczarowanie, kiedy urodzone 12 kwietnia dziecko okazało się być kolejną córką. Widać to niestety niemal w każdym aspekcie życia dziewczynki. Chrzciny, jakie jej urządzono, nie były nawet w połowie tak huczne, jak jej starszej siostry, choć zachowany rejestr wskazuje, że dokonano w Lublinie całkiem pokaźnych zakupów[2]. W korespondencji Tomasza z tego okresu jednak nie ma nawet najmniejszej wzmianki na temat tego, że w jego domu pojawiło się kolejne dziecko, kazanie wygłoszone na chrzcinach przeszło bez echa i nie wydano go drukiem jak rok wcześniej. Gdyby nie dociekliwy rektor Rudomicz, to również data urodzenia małej wojewodzianki zniknęłaby w niepamięci dziejów[3]. Nawet pierwsze imię dostała po dziadku, jakby na złość, że nie jest oczekiwanym dziedzicem. Los małej Joanny został przypieczętowany i odtąd miała wzrastać w cieniu starszej siostry i młodszego brata. Rodzice w swojej korespondencji nie poświęcają jej w ogóle miejsca, nie licząc sytuacji, kiedy w wieku dwóch lat tak bardzo ciężko zachorowała, że Katarzyna obawiała się o jej życie[4] i sprawozdawała to mężowi w liście dosłownie jednym zdaniem. Niestety nie wiadomo, co to była za choroba. Zamoyska pisze tylko, że dziecku odmieniło się powietrze i niemałą miwa gorączkę . Na szczęście po kilku dniach stan dziewczynki znacznie się poprawił i od tego czasu była chyba w miarę zdrowa.
Wydawać by się mogło, że taka sytuacja odbije się negatywnie na stosunkach z rodzeństwem, ale nic bardziej mylnego. Z całej, niewątpliwie bogatej, korespondencji Joanny zachowały się jedynie dwa listy, jeden do siostry[5], drugi do brata[6] i z obydwu wyziera osoba bardzo serdeczna i troskliwa, dbająca o relacje i wyraźnie deklarująca swoje pozytywne uczucia względem adresatów. Pierwszy list, bez daty, został napisany przez około dziesięcioletnią[7] Joannę do Gryzeldy, którą rodzice zabrali ze sobą w podróż. Nie wiadomo ani dokąd pojechali Zamoyscy, ani dlaczego młodsza córka musiała zostać w domu i nie mogła towarzyszyć rodzicom. Mimo towarzystwa niezidentyfikowanej panny podkomorzanki Joanna nudziła się nieco i tęskniła za siostrą, bo wystosowała do niej taki oto list[8]:
Moja Mościa Panno Siostro!
Bardzo nam dziwno temu z jejmością panną podkomorzanką, że nas WM tak przepominasz mając tak wiele okazji do oznajmienia dobrego zdrowia Ichmości i swego, atoli my przecie z jejmością panną podkomorzanką miłość swoję WM oświadczamy. Tęskno nas, moja kochaneczko, mościa panno siostro, bez WM. Prosimy z jejmością panną podkomorzanką, żeby WM Ichmości prosiła, żeby się Ichmość do nas pokwapiali się. A zatym oddawamy się pilnie z jejmością panną podkomorzanką w łaskę WM, a prosimy obie dwie, aby WM nas nie zapomniała przed Ichmościami i uniżone posługi nasze zaliciła w łaskę Ichmości. Za tym daj Panie Boże daj, abym WM wrychle w dobrym zdrowiu oglądała.
WM wszego dobrego życzliwa siostra i służyć gotowa
Joanna Barbara Zamoyska,
podkanclerzanka koronna, starościanka krakowska, knyszyńska
Proszę bardzo, moja mościa panno siostreczko jejmości pannie Dydyńskiej, kochaneczce mojej, służby moje zalić i od jejmości panny podkomorzanki.

Kościół w Koniecpolu, zbiory Biblioteki Narodowej w Warszawie (Polona)
Jak widać dziewczynka umiała pięknie wyrażać swoje myśli, pisała wyborną polszczyzną, jakiej nie tylko matka, ale i starsza siostra mogły jedynie jej pozazdrościć. Było to zasługą ojca, który zdecydował, że obie córki będą podlegały edukacji takiej samej, jak gdyby były chłopcami. Joanna, podobnie jak jej rodzeństwo, nauczyła się dość szybko czytać i pisać, a około siódmego roku życia zaczęto uczyć ją łaciny, którą dość sprawnie posługiwała się już w wieku dziewięciu lat[9]. Potem doszły inne przedmioty, jak historia, retoryka, czy filozofia, być może języki nowożytne. Podobnie jak Gryzelda, młodsza panna Zamoyska chętnie oddawała się lekturze i zgłębiała tajniki wiedzy. O jej wysokich walorach intelektualnych zaświadczają takie osobistości jak Andrzej Abrek starszy, Stanisław Żyznowski czy Szymon Starowolski. Wychwala ją też autor anonimowego utworu ku czci świętej Katarzyny określając ją jako nie mniej mądrą niż siostra, nieleniwą naukami[10]. Dodać należy, że zarówno panegiryk na cześć jej zamążpójścia, jak i kazanie pogrzebowe zostały wygłoszone po łacinie, co jest sytuacją dość wyjątkową[11].
Niewiele wiadomo o zalotnikach Joanny. Nie ma w zasadzie informacji, czy starał się o nią ktoś jeszcze oprócz Aleksandra Koniecpolskiego, a właściwie oprócz jego ojca. Z pewnością wieść o bajecznym posagu, jaki wynegocjował Jeremi Wiśniowiecki za starszą kanclerzankę[12], rozeszła się po kraju lotem błyskawicy. Podobnej kwoty można było się spodziewać również w przypadku młodszej córki kanclerza. Okazji nie omieszkał wykorzystać hetman Stanisław Koniecpolski, gdy szukał żony dla swojego jedynaka, który nota bene też był pierwszą partią na rynku matrymonialnym w tym czasie. Wstępne negocjacje musiały wypaść obiecująco, bo hetman wspiera Katarzynę Zamoyską w trybunale lubelskim już w roku 1641, kiedy jeszcze nie podjęto żadnych zobowiązań ze względu na to, że Aleksander był za młody na ślub, a kanclerzyna wciąż jeszcze spłacała zobowiązania Wiśniowieckiemu[13]. Jednak Koniecpolski nie ustępował i już w roku następnym dysponował dokumentem z datą ślubu wyznaczoną na 12 lutego 1643 r.[14], a kwotę posagu ustalono na 500 tys. zł z czego 100 tys. w samych klejnotach, złocie i srebrze. Posag był sporo niższy od tego, jaki dostała Wiśniowiecka, ale nadal nie miał sobie równych wśród pozostałych magnatek[15]. Jednak sprawy skomplikowały się po śmierci Katarzyny Zamoyskiej w październiku 1642 r. Zgodnie bowiem z wolą Tomasza Zamoyskiego opiekę nad Joanną przejmowała ciotka Anna Alojzja Chodkiewiczowa, wojewodzina wileńska[16]. Jej też przypadały w udziale klejnoty i majątki po Ostrogskich przeznaczone finalnie Joannie, kiedy ta wyjdzie za mąż. Hetman Koniecpolski zaś był świadomy tego, że jeśli wojewodzina wileńska położy rękę na majątku siostrzenicy, to dla młodych może niewiele z tego zostać. Dlatego zarządził pełną mobilizację krewnych na pogrzeb Katarzyny. Zmusił nawet do przybycia Albrychta Radziwiłła, który sprawozdał finał negocjacji małżeńskich[17]. Nie pisze on bezpośrednio, że przyczyną problemów była Chodkiewiczowa zapewne przez wzgląd na fakt, że była ona ciotką również jego własnej żony[18]. Ostatecznie po dwudniowych negocjacjach, 9 listopada 1642 r., wreszcie doszło do zawarcia związku małżeńskiego pomiędzy Joanną a Aleksandrem. Młodzi niewiele mieli tu do powiedzenia i tylko można mieć nadzieję, że Katarzyna spytała córkę o zdanie zanim w ogóle zaczęła jakiekolwiek rozmowy z Koniecpolskimi. Przyznać jednak należy, że Joanna miała dużo szczęścia. Jej wybranek był młody, świetnie wykształcony, dobrze wychowany, a kanclerzanka była jego pierwszą żoną, co jak na siedemnastowieczne warunki było niemal luksusem. Ze względu na żałobę po Zamoyskiej ślub był względnie cichy, tj. zrezygnowano z muzyki poprzestając na samym ucztowaniu, a pary młodej nie wprowadzono do łożnicy. Po ślubie nowożeńcy zamieszkali w nowo wybudowanym pałacu w Podhorcach.
Herb Koniecpolskich z panegiryku ślubnego Joanny i Aleksandra Koniecpolskich – udostępnia w domenie publicznej Biblioteka Narodowa w Warszawie (Polona)
Nie zachowała się żadna bezpośrednia korespondencja, która by mówiła o wzajemnych stosunkach pomiędzy Aleksandrem i Joanną. Pośrednie zachowane dowody takie, jak list Jakuba Golińskiego do Aleksandra[19], wskazują jednak, że Koniecpolskim układało się nadspodziewanie dobrze. Mniej więcej po roku od ślubu (nie jest znana żadna data, nawet roczna) parze urodził się syn, którego ochrzczono po słynnym dziadku imieniem Stanisław[20]. Świadectwa źródłowe są zgodne, że Koniecpolscy nie doczekali się innych dzieci, które wykroczyłyby poza wiek niemowlęcy. Trudno jednak dziś ustalić, jak wyglądała historia położnicza Joanny, niewykluczone, że rodziła inne dzieci, jednak umierały one bardzo szybko. Możliwe też, że doświadczała poronień. Zachowany materiał nie pozwala tego bezsprzecznie rozstrzygnąć. Na pewno jednak nie była matką żadnego Samuela, który miałby umrzeć po 1661 r. Tu źródła bezdyskusyjnie mówią tylko i wyłącznie o Stanisławie[21].

Pałac Koniecpolskich w Podhorcach/ Wikimedia Commons
W czasie trwania małżeństwa Koniecpolscy mieszkali albo w Podhorcach, albo w Brodach. Joanna miała zatem całkiem niedaleko do starszej siostry. Dopóki żył stary hetman, stosunki z Wiśniowieckimi były dobre. Sprawy skomplikowały się po jego śmierci. Wpłynęły na to dwa czynniki. Pierwszy to rywalizacja pomiędzy szwagrami o buławę polną, której ostatecznie żaden z nich nie dostał, a drugi to starostwo hadziackie, położone za Dnieprem po sąsiedzku z majętnościami księcia Jeremiego, a dzierżawione do tej pory przez Koniecpolskich. Wskutek bałaganu w kancelarii lub celowego działania wrogiego Wiśniowieckiemu kanclerza Ossolińskiego obydwaj szwagrowie otrzymali nadania królewskie na tę samą ziemię. Dodatkowo, żaden nie wiedział, że ten drugi również dysponuje legalnym dokumentem. Wiśniowiecki, przewidując problemy z cesją, przejął zbrojnie królewszczyznę, co wywołało słuszny gniew Aleksandra, który złożył skargę do sądu sejmowego. Sprawy zagmatwały się jeszcze bardziej, bo na rzeczony sąd książę nie mógł się stawić z powodu choroby. Tymczasem chorąży, zirytowany w jego mniemaniu przeciąganiem sprawy, zażądał od szwagra przysięgi, że istotnie był chory, a nie próbował niepotrzebnie przedłużać sporu i mataczyć. To doprowadziło do scen skandalicznych. Wiśniowiecki, przewrażliwiony na punkcie swojej prawdomówności, rozpuścił plotkę, że jeśli zostanie zmuszony do przysięgi, to jego ludzie wpadną na salę sejmową i będą wszystkich siec szablami. Wywołało to niemałe przerażenie wśród zebranych, jako że obydwaj panowie przybyli do stolicy z kilkutysięczną obstawą. Dołożono wszelkich sił i środków, żeby zmusić Koniecpolskiego do rezygnacji z przysięgi, i w końcu szwagrowie się pogodzili. Starostwo przypadło chorążemu, jako, że jego nadanie było wcześniejsze, ale zobowiązał się on wypłacić księciu stosowne odszkodowanie.
Cała ta sytuacja jednak rodzi wiele pytań. Czy siostry Zamoyskie w jakikolwiek sposób udzielały się w całej awanturze? Dlaczego nie załatwiono całej sprawy na szczeblu lokalnym? Przecież Koniecpolski łatwo mógł sprawdzić, czy książę go okłamuje – wystarczyło wysłać zaufanego sługę z listem, poprosić jakiegoś senatora z autorytetem jako mediatora i nie eskalować konfliktu. Nie trzeba było być geniuszem intelektu, żeby się domyślić, że książę zareaguje nerwowo na kwestionowanie jego słowa. Nie należy wykluczać, że młody chorąży został w całą sytuację wmanewrowany i umiejętnie wykorzystany przez Jerzego Ossolińskiego, który nie pomijał żadnej okazji, żeby dopiec Wiśniowieckiemu[22]. Źródła niestety są skąpe i sprzeczne. Fakty jednak są takie, że szwagrowie pogodzili się już na dobre i na złe i nie zakłóciło tego nawet przyznanie w roku następnym regimentarstwa nad wojskiem chorążemu (słynna „Dziecina”) z pominięciem księcia. Tylko domyślać się można, czy przyczyniły się do tego Joanna i Gryzelda, które w całej tej sytuacji musiały się czuć bardzo niekomfortowo, rozdarte pomiędzy posłuszeństwem mężom a lojalnością wobec siebie.
Paradoksalnie, Powstanie Chmielnickiego wywołane przecież przez dzierżawcę dóbr Koniecpolskich, nie odbiło się na Joannie tak bardzo, jak na jej starszej siostrze. Chorąży widząc, że sytuacja na Ukrainie się pogarsza, odesłał po prostu rodzinę do Koniecpola, gdzie miała bezpiecznie przeczekać burzę. Jednak chorążyna czuła się tam chyba nie do końca dobrze, bo była odcięta od najbliższych[23] i od samego męża, który walczył przecież setki kilometrów dalej na wschód.


