Pani Zuzanna kontra Gabriel Bartoszowicz

Mogłoby się wydawać, że o zamierzchłej historii domu Ormianina Bartosza Bachsze w Zamościu, rozbudowanego w kolejnych fazach do wystawnej kamienicy Gabriela Bartoszowicza, akta ormiańskie powiedziały nam już wszystko. Nic bardziej mylnego. Jedna z ksiąg wójtowsko-ławniczych prawa uprzywilejowanego ormiańskiego zamojskiego[1] ujawnia nam początek historii sklepu „u Bartoszowicza”, którego inwentaryzacji dokonano w 1647 r. Musimy się jednak cofnąć o pięć lat wstecz, czyli do 1642 r.
Stanisław Różycki, faktor Gabriela Bartoszowicza wniósł 28 grudnia 1642 r. pozew do sądu ormiańskiego w Zamościu przeciwko mieszczce i kupcowej zamojskiej, Ormiance Zuzannie Krzysztofowej Megerdyczowiczowej. Jak wynika z wyjaśnień faktora, przyjęła od Bartoszowicza w roczną arendę sklep zwierzchny. Postawiono jej jednak zarzut podnajęcia sklepu osobie trzeciej – drugiego weń wpuściła, do czego nie miała prawaTen sklep nie wiedzieć jako czy zafantowała czy zaarendowała możniejszemu to jest JM P. Bronowskiemu.
Kolejnym zarzutem przeciwko pani Zuzannie było nie zapłacenie czynszu od tegoż sklepu (ok. 40 zł) i samowolne przedłużenie arendy do dwóch lat. Dziwne zatem wydaje się, że Bartoszowicz nie upominał się o ustąpienie z arendy w 1641 r., a dopiero rok później. Faktor Bartoszowicza wyjaśniał dalej przed urzędem, że Ona na rok tylko miała i to mu derogowała. Zaczym ustąpić powinna i ten sklep uprzątnąć. Sklep był ponoć potrzebny teraz właścicielowi domu i dlatego właśnie Bartoszowicz wysłał swojego faktora do Zamościa aby odebrał zaległy czynsz i uwolnił sklep z arendy. Ponieważ pan Gabriel nie mógł sprowadzić do Zamościa swoich towarów i złożyć ich we własnym sklepie, oszacował swoje straty z tego tytułu na 500 zł, których także domagał się od Megerdycowiczowej.

Zamość, Kamienica Bartoszowiców, 1930, Polona
Panią Zuzannę wzywano do sądu trzykrotnie. Nie stawiała się. Zasłaniała się nieobecnością męża w mieście, zobowiązywała do podania odpowiedzi na piśmie, ale to nie powstrzymywało sądu od dalszych wezwań. Prosiła zatem o odłożenie rozprawy do czasu powrotu męża do miasta. Kobiety ormiańskie, zgodnie z prawem, przed sądem musiał reprezentować męski obrońca. W końcu sąd ustąpił na tyle, że jako z białogłową, która prawa nie powinna umieć, innym kazaniem tylko winą pieniężną karana być ma aby winę sądową według wpisu prawa zaraz odprawiła i … oddała.
Kara za nieposłuszeństwo w sprawie stawienia się do sądu przez Zuzannę Megerdyczowiczową, żonę Krzysztofa Megerdyczowicza, nie znalazła finału w aktach roku 1642. Sprawa przeciągała się do końca grudnia. Kolejny, ostatni wpis tej księgi, to już styczeń 1643 r. Dotyczy sprawy z 21 stycznia 1643 r. wniesionej przeciwko Annie Torosowej, ale to już historia na inną opowieść. Omawianą księgę ormiańską zamyka odręczna notatka z 1829 r., sporządzona w Szczebrzeszynie, zapewne przez osobę porządkującą archiwa zamojskich Ormian.
Możliwe, że ciąg dalszy utarczek pani Zuzanny z panem Gabrielem ujawnią w przyszłości kolejne zapisy ormiańskich archiwów, bo przecież wiemy już skądinąd, że sprawa zamknięcia sklepu znalazła rozwiązanie dopiero pięć lat później, w 1647 r. Może obie strony doszły do ugody, na mocy której sklep „u Bartoszowicza”  funkcjonował jeszcze przez pięć lat.
Ewa Lisiecka
Sklep u Gabriela Bartoszowicza | 
Gabriel Bartoszowicz Ormianin z Zamościa |
[1] APL  AMZ 65, Acta civilia advocatalia et scabinalia iuri Armenici privilegiati Zamoscensi, lata 1642-1643, skany 153-159.
Warto jeszcze omówić, chociażby w wielkim skrócie, prawo ormiańskie i „Statut Ormian” na wybranych przykładach dotyczących Ormian w Zamościu. Posłuży nam ku temu chociażby sprawa pozwu Pani Zuzanny Krzysztofowej Megerdyczowiczowej z 1642 r.
Zacznijmy od tego, że Pani Zuzanna stawiła się do sądu dopiero po trzykrotnym wezwaniu i to tylko po to aby sprawę odroczyć.
Zgodnie z prawem pozwany musiał się stawić na wezwanie sądu ormiańskiego. Za nie stawienie się dawne prawo przewidywało nawet chłostę. Czy stosowano ją jednak w Polsce? Brak na to potwierdzenia. Opracowany już w diasporze „Statut Ormiański” milczy na temat wymierzania kary chłosty za niestawiennictwo przed sądem.
Za nie stawienie się na wezwanie sądu statut przewidywał karę grzywny. Zlekceważenie pierwszego wezwania wójta groziło grzywną 3 gr., drugiego 6 gr., trzeciego 6 gr. plus kara więzienia. Pozwany tak długo siedział w areszcie aż nie przedstawił poręki przez osiadłych ręczycieli – poręczycieli (mieszczan zamojskich), że stanie przed sądem. Jeśli pozwany pomimo trzykrotnego wezwania nie stawił się i nie zapłacił grzywny, upadał w procesie.
Jak było w przypadku Pani Zuzanny?
Ten kto chciał pozwać do sądu ormiańskiego jakiegokolwiek Ormianina, w naszym przypadku był to Gabriel Bartoszowicz, pozywający do sądu Ormiankę Zuzannę Krzysztofową Megerdycowiczową, mieszczkę zamojską, zgodnie ze starym prawem ormiańskim powinien był to zrobić oblicznie, czyli osobiście. Tak się nie stało. Dlaczego? Bartoszowicz, mieszczanin i kupiec zamojski był w tym czasie nieobecny w mieście. W zasadzie miał w tym czasie jeszcze podwójne obywatelstwo, także lwowskie.
Złagodzenie starego prawa ormiańskiego do osobistego stawiennictwa przed sądem, w „Statucie Ormiańskim” dopuszczało już posługiwanie się pełnomocnikami w takich sprawach. Pan Gabriel zlecił zatem swoją sprawę Stanisławowi Różyckiemu, swojemu faktorowi, który miał w jego imieniu założyć w Zamościu proces przeciwko Pani Zuzannie. Tenże był obowiązany udowodnić swoje pełnomocnictwo przed zamojskim wójtem ormiańskim.
Ormianie w Zamościu stanowili osobną gminę wyznaniowo-narodowościową, rządzili się sami i mieli własne organy sądowe, zgodnie z nadanymi im przywilejami przez właścicieli miasta. Organem sądownictwa ormiańskiego był w zasadzie wójt ormiański. Wyrokował w towarzystwie starszyzny (6 stałych, potem 12, z których dobierano w razie nieobecności tych pierwszych). Statut Ormiański[1] stanowił, że w sądzie zasiadali świeccy i duchowni. Prawo ormiańskie cechowała silna sakralność.
W grudniu 1642 r. na czele zamojskiej gminy ormiańskiej stał lentwójt Warterys Aswadurowicz. Wyboru wójta dokonywano zazwyczaj corocznie. Osoba ta była mężem zaufania, sędzią, obrońcą Ormian na zewnątrz gminy ormiańskiej, opiekunem nieletnich, sierot, wykonawcą testamentów, spełniając przy tym jeszcze wiele innych obowiązków.
Przed rozpoczęciem procesu cywilnego wójt ormiański w Zamościu, wyznaczał woźnego (sługę przysięgłego), którego zadaniem było ustne wezwanie do sądu pozwanej Krzysztofowiczowej aby stanęła przed wójtem i dwoma starszymi. Gdzie obradował sąd ormiański w Zamościu? W innych miastach zazwyczaj w ratuszu miejskim, tam gdzie urzędował wójt miejski. W Zamościu, mieście prywatnym, przypuszczalnie w większej sali któregoś z domów ormiańskich.
Jeżeli pozwany nie zgłosił się do sądu na pierwsze wezwanie przez woźnego, posyłano go ponownie. Woźny musiał go wezwać oblicznie (osobiście), a jeżeli pozywany krył się przed nim udaremniając pozew, wtedy wkraczali tzw. starsi ormiańscy, którzy usiłowali nakłonić uchylającego się do stawiennictwa. Nie wiemy jak było w przypadku Pani Zuzanny, ale z akt wójtowsko-ławniczych wynika, że pozywano ją trzykrotnie. Taki pozew można jej było przekazać nie tylko w domu, ale w każdym innym miejscu, za wyjątkiem kościoła. Pani Zuzanna była oporna i nieustępliwa. Nie stawiła się do sądu. Nie znamy przyczyn tej niesubordynacji, chociaż zapewne była świadoma grożących jej sankcji. Widocznie miała swoje powody, ale tego możemy się tylko domyślać, ponieważ akta w tej sprawie milczą. W końcu jednak, w piątek 29 grudnia 1642 r., po wezwaniu jej po raz trzeci zgłosiła się do sądu, ale tylko po to aby przerwać proces:
….przyszedłszy oblicznie uczciwa Zuzanna Megerdyczowicowa obiecała [wyjaśnienia] szerzej na piśmie podać….
….ja nie wdając się w postępek prawny jako białogłowa bez męża, a opiekuna swego, nie mogę odpowiadać i proszę o wolności (…) aż do przyjazdu męża swego….
Ponadto podważyła upoważnienie Różyckiego:
….Niechaj mi pokaże list albo [plenipotencję] od Pana swego [Bartoszowicza], gdyż ja mu wiary nie daję…….
Kobiety w sądowym prawie ormiańskim były uzależnione od mężczyzn o tyle, że nie wolno im było stanąć osobiście przed sądem bez męskiego przedstawiciela, którym mógł być mąż, opiekun, przyjaciel. Pani Zuzanna wykorzystała to prawo na swoją korzyść tym razem, tłumacząc, że męża nie ma w Zamościu i stawi się przed wójtem razem ze współmałżonkiem, dopiero po jego powrocie do miasta. W tym przypadku obowiązywała w procesie ormiańskim zasada dyspozytywności. To strony w zasadzie dysponowały swobodnie procesem, od nich bowiem zależały terminy i ich odroczenia, ustępstwa, prowadzenie sporu dalej lub przedawnienie sporu.
Pani Zuzanna usiłowała jeszcze inaczej uniknąć osobistego stawiennictwa przed sądem ormiańskim, proponując, że przekaże swoją odpowiedź na pozew Bartoszowicza pisemnie. W rezultacie chyba dopięła swego, ponieważ sprawę odłożono do czasu powrotu jej męża. Sąd nie pozwolił się jednak zlekceważyć Ormiance i orzekł zasądzenie od niej kary pieniężnej. Czy ją wyegzekwowano, akta milczą. Znamienne są słowa odnotowane przez pisarza w księgach ormiańskich: według prawa …. przez nieposłuszeństwo swoje, jednak jako z białogłową, która prawa nie powinna umieć, innym kazaniem tylko winą pieniężną karana ma być.
Ormianka poradziła sobie jednak z tym prawem znakomicie, nie wiadomo, czy przy pomocy cichych doradców i przyjaciół, czy też używając własnego rozumu i doświadczenia. Procesy ormiańskie były jawne. Nie było przepisów nakazujących tajność rozprawy.
Warto jeszcze nadmienić, że proces ormiański opierał się na zasadzie ustności. Wszystko załatwiano w drodze ustnej, bezpośrednio. Jednak uznawano także zasadę pisemności, gdyż pozwany mógł na pozew odpowiedzieć zarówno słownie jak i na piśmie. Z tego właśnie chciała skorzystać Pani Zuzanna. W rezultacie Różycki zeznał w dalszej części procesu (kwiecień 1643 r.) iż on sławetną Krzysztofową Megerdycowiczową ze wszelakich procesów prawnych i jakichkolwiek pretensji między nimi wszczętych kwituje i wolną czyni.

Ewa Lisiecka

Polona
[1] Statut Ormiański został zatwierdzony 5 marca 1519 r.  przez króla Zygmunta I. Jego zapisów dokonano w diasporze, przekładając prawo z języka ormiańskiego na łaciński. Miało obowiązywać Ormian lwowskich. W 1567 r. zatwierdzono to prawo dla Ormian w Kamieńcu, na nim również opierała się atestacja starszyzny ormiańskiej lwowskiej dla Ormian w Zamościu z 1694 r. Jeden z badaczy tego zagadnienia, Oswald Balzer twierdził jednak, że jeszcze przed tymi datami Ormianie zamojscy i kamienieccy posługiwali się Statutem Ormiańskim.