Z biegiem Poru.

Por i „Jelita”. Zestawienie, powiedzmy – zaskakująco – ciekawe.
Jeśli zaznaczymy, że źródłosłów pierwszej z wymienionych nazw wywodzi się od czystości, robi się… jeszcze bardziej zaskakująco. Ale jeśli do tego spojrzymy na w miarę dokładną mapę środkowo wschodniej Polski, zwłaszcza gdy przyjrzymy się sieci hydrograficznej – wszystko stanie się jasne – przynajmniej jeśli chodzi o Por. A „Jelita”? Trzy skrzyżowane herbowe włócznie nieodłącznie towarzyszyć będą wędrowcowi, który by chciał w dowolny sposób przemierzyć dolinę tej niewielkiej przecież rzeki, lewego dopływu Wieprza, wypływającej z lessowych wzgórz nieopodal Batorza. A znaleźli się tacy, co chcieli. Dziwnym trafem wszyscy poubierani w czerwone kubraczki, kamizelki, sweterki. Cały pięćdziesięcioosobowy autokar. Działo się to dnia szóstego kwietnia 2019 r., w 390 rocznicę śmierci jednego z najwybitniejszych mieszkańców doliny Poru.
Szymon Szymonowic, twórca „Sielanek” tudzież współtwórca słynnej Akademii Zamojskiej, zmarł 5 maja 1629 roku. Dla uczczenia rocznicy śmierci poety, Koło Przewodników Terenowych O/Zamość im. Róży i Jana Zamoyskich zorganizowało trwającą trzy dni sesję krajoznawczą, zatytułowaną „Szymon Szymonowic w Zamościu i Czernięcinie”. Wspomniane wyżej autokarowe przemierzanie było nieodłączną częścią sesji. W tym kontekście czerwone przewodnickie wdzianka nikogo już dziwić nie mogą. A Czernięcin – wieś, która z nadania dzierżawy przez Jana Zamoyskiego od 4 marca 1598 roku należała do Szymonowica, położony jest właśnie nad Porem. A zatem wszystko już jasne. Por, jako drogowskaz, rzeka wyznaczająca bieg kotliny oddzielającej wał Roztocza od północnych, w mniejszym stopniu zbudowanych z lessu fragmentów Wyżyny Lubelskiej. A zarazem rzeka w której wodach, naginając trochę topografię, niegdyś przeglądał się dziś nieistniejący dwór należący do poety.
Osoba poety i dolina jednej z ważniejszych roztoczańskich rzek. Dwa motywy splecione w całość. Plus trzeci – owe „Jelita”, czyli herb rodu Zamoyskich, wywodzący się z czasów Władysława Łokietka, którego genezę barwną staropolszczyzną opisał Bartosz Paprocki w utworze z 1578 roku.
Nazajutrz po boisku onym król jeżdżący
Ujźrzał rycerza swego głowę podnoszący.
Trzema drzewy przebity był, zarazem rzecze:
Równa męka nie może być takowej męce.
On rycerz odpowiedział: więtsza męka jeszcze,
Gdy zły sąsiad w jednej wsi, co się zgadzać ne chce.
Spytał król: możesz być żyw, ja przyrzekam tobie,
Odjeżdżając kazał go swym barwierzom leczyć
A one drzewa z niego tym prędzej wykręcić.
Ten mąż, który był dziedzic prawy herbu tego,
Floryjan Szary imię było własne jego,
Ma być herb w krwawym polu z żelaznymi groty,
Laski złote złożone na krzyż na znak cnoty (…)
(Bartosz Paprocki, Jelita. 1578)
Trzy „laski złote złożone na krzyż na znak cnoty” dały się dostrzec wszędzie – na portalach i w wystroju mijanych świątyń, czy jako ornament zabytkowych budowli, że wymienię jedynie starą plebanię w Turobinie. Dolina Poru i geograficzne przyległości należały wszak do utworzonej przez Jana Sariusza Zamoyskiego ordynacji.
Wycieczka wzdłuż Poru dawała oczywiście okazję by przyjrzeć się z bliska innym zagadnieniom z historii, kultury i geografii Roztocza Zachodniego i Kotliny Zamojskiej. W Batorzu przewodnicka ekipa odwiedziła nieodległą Sowią Górę – miejsce gdzie 6 września 1863 roku rozegrała się jedna z bitew Powstania Styczniowego. W bitwie tej poległ powstańczy dowódca – Marcin „Lelewel” Borelowski, pochowany wraz z towarzyszami broni na batorskim cmentarzu, którego to również nie sposób było ominąć. Sama Sowia Góra i inne okoliczne wzniesienia – to kwintesencja lessowego krajobrazu. Łagodne stoki, których znaczna część pokryta jest lasami o charakterze dąbrowy świetlistej, a miejscami grądu. U progu kwietnia w lasach tych wiosna dopiero rozpoczyna swoje rządy, dając temu wyraz nieśmiałymi jeszcze zakwitami zawilców, czy żółcącej się rozległymi kępami śledziennicy skrętolistnej.
Upraszczając nieco – Batorz to w zasadzie źródła Poru. Naturalna kolej rzeczy wiodła nas zatem z biegiem wód. Dolina rozszerza się tworząc rozległy Padół (Kotlinę) Zamojski. Mamy tu cały szereg interesujących miejscowości. Zatrzymaliśmy się w Targowisku – gdzie miała swoją siedzibę jedna z najstarszych parafii na Lubelszczyźnie, położona na najdalszych krańcach ówczesnej diecezji krakowskiej. Tutaj też odnajdziemy drewnianą świątynię pod wezwaniem św. Tomasza z Canterbury, wybudowaną w 1740 roku na miejscu dawniejszej, spalonej. W sąsiedztwie świątyni Por tworzy malownicze rozlewisko, tzw. jezioro (staw) Boćków, będące krajobrazowo – przyrodniczą perełką chronioną w randze „ptasiego” Obszaru Natura 2000.
Turobin – to z kolei spotkanie z „renesansem lubelskim” w kościele p.w. św. Dominika. A po chwili najważniejszy punkt trasy – wspomniany już „szymonowicowy” Czernięcin. A ponadto zabytek drewnianej architektury sakralnej – parafialny kościół św. Katarzyny.
Radecznicy – sanktuarium św. Antoniego – nie sposób było pominąć. Zanim jednak dotarliśmy do stóp barokowej świątyni i bernardyńskiego klasztoru – prowadzący (dodajmy że we wspaniały sposób!) trasę kol. Maria Puźniak i kol. Robert Kowalski zapoznali nas z arcyciekawym miejscem – gdzie zachowała się namacalna pamiątka po granicy, jaka po I rozbiorze Polski rozdarła teren Ordynacji Zamoyskiej. Bo oto śródpolna kapliczka, dostrzegalna jedynie w „bezlistnej” porze roku stoi na miejscu dawnego słupa granicznego. Historyczna pamiątka, o której (niemal) nikt nie wie.
A gdy już minęliśmy także i Radecznicę – ostatnie kilometry doliny Poru pokonaliśmy już autokarem. Na koniec niezwykle „mocny” krajobrazowo akcent – miejsce, gdzie Por łączy się z Wieprzem. Teren oblany wodami „nieliskiego morza”. Droga wspinająca się na wyniosłość – punkt widokowy położony pomiędzy głównym zbiornikiem a jego zatoką, stanowiącą tzw. zbiornik wstępny Kulików – od nazwy pobliskiej wsi. Takie położenie powoduje że widokowy punkt ma charakter wyspy – określanej zresztą jako „wyspa Kulików”.
Aby dostać się do Nielisza trzeba było okrążyć zalew. A warto było – gdyż w położonej na jego brzegu restauracji „Marina” na sytych wrażeń i niesytych posiłku turystów czekał już gorący obiad.
Kilka słów podsumowania: w taki oto sposób przewodnicką wycieczkę wspomina lubelski gość w Zamościu. Niejedyny zresztą. Zamojskie Koło Przewodników PTTK gościło w tych dniach Koleżanki i Kolegów z Lublina, Puław, Nałęczowa, Lubartowa. I za tę gościnę chciałoby się jeszcze raz serdecznie podziękować. Tęsknimy za Wami – Koleżanki i Koledzy spod patronatu Jana i Róży Zamoyskich.

  

 

  

tekst i zdjęcia: Marcin Turski