Powiat horodelski i starostwo horodelskie uległy likwidacji wraz z pierwszym rozbiorem Polski (1772). Starostwo przeszło na własność rządową Austrii. W tym czasie księgę sądów miejskich w Horodle[1] z roku 1778 otwiera rysunek godła zaborcy, orła dwugłowego z koroną. Pierwszy wydany dekret tej księgi, dotyczył sprawy, można rzec błahej, mianowicie rozstrzygnięcia „kłótni o nowożeńców”. Choć dawny świat przewracał się do góry nogami, zaborca panoszył się na naszej ziemi, w Horodle ludzkie sprawy biegły dawnym trybem. Do pracy na roli zawsze liczyły się każde ręce, ale dochodziło wówczas do sytuacji absurdalnych. Oto zapis z posiedzenia sądu miejskiego w Horodle z dnia 15 lipca 1778 r., w takiej właśnie nietypowej sytuacji:
„W sprawie i akcyi agitowanej w sądzie naszym miejskim, horodelskim, land wójtowskim i burmistrzowskim, miedzy stronami, z jednej Franciszkiem Czarneckim, aktorem, z drugiej strony Danielem Sliwinskim, pozwanym, ratione [z przyczyny] kłótni między sobą mających, które wszystkie pochodzą z dzieci ich, nowożeńców, to jest, Franciszka Czarneckiego zasynek [pasierb] pojął sobie za małżonkę córkę Daniela Sliwinskiego, Barbarę. Więc to młode małżeństwo Franciszek Czarnecki pragnie i żąda w domu swoim mieć i aby tenże zasynek dopomógł roboty i sam się jeszcze doskonalej przyedukował.
Zaś pozwana strona odpowiedziała, że córka nasza lubo poślubiona przyjacielowi, lecz cośmy im oddali i darowali ogród, więc jej kto inny nie będzie doglądał, tylko sama sobie niech dogląda. Także dają excuze [przeprosiny], że my im dali, zapisali domostwo do posiedzenia, a w domu Franciszka Czarneckiego jest przyciasno a osobliwie, że Franciszek Czarnecki lub żona jego napiwszy się kłótnie wszczynają i poswarkę [sprzeczkę], jako też i Franciszek żali się na Danielowe [żonę Daniela] Sliwinską, że często w dom jego przyszedłszy kłótnie czyni.
Więc my sąd zasiadłszy, obydwu stron dobrze wysłuchawszy i strutynowawszy, a przychylając się do porządku prawa i świętej sprawiedliwości, a zapobiegając wszelkiemu złemu i dalszym kłótniom, podług sentencji naszej tak decydujemy:
Iż Stanisław Demuszewski [nowożeniec], ponieważ już wstąpił w stan małżeński, przeto się też powinien na siebie starać, więc odtąd ma jeszcze być przy ojczymie swoim Franciszku Czarneckim przez rok jeden, ale dla kłótni między temiż, Franciszek Czarnecki temuż Stanisławowi, jakoby cudzemu czeladnikowi, będzie powinien płacić co tydzień, dwa lub trzeci grosz, a ten powinien roboty szczerze doglądać, tak jakby u majstra cudzego robił. A żona tegoż Stanisława przy swoich rodzicach siedzieć spokojnie i mężowi wolno będzie do niej przyjść w święto i każdego czasu wolnego, bez żadnej przeszkody od matki lub ojczyma. Zaś Danielowa Sliwinska lubo by się mogła kiedy znajdować w domu Franciszka Czarneckiego, tedy spokojnie, cicho i poczciwie, nie czyniąc żadnej kłótni w domu tegoż Franciszka. Tak też i Franciszek Czarnecki nie ma żadnych kłótni czynić z zasynkiem w domu, lecz zgodnie robić z sobą bez żadnych hałasów i kłótni.
A jeżeli zaś takowe i tym podobne kłótnie wszczęły się, tedy za dobrym zaświadczeniem i dowodem, z której strony by się to miało początek stać, ten popadnie winy JW. JM Wójta grzywien 30, na urząd połowę i wieży tydzień a to dla zapobieżenia dalszej kłótni i obrazy Pana Boga mocą niniejszego Dekretu.”
Ewa Lisiecka
[1] APL, Akta miasta Horodła, lata 1778-1788, Protokół dekretów i innych transakcji, sygn. 7, skan 5.