Kacper Solski to postać dla siedemnastowiecznego Zamościa bardzo zasłużona, był profesorem Akademii Zamojskiej, lekarzem i siostrzeńcem Szymona Szymonowica. Umierając w 1653 roku w Zamościu, pozostawił po sobie testament z hojnym legatem na rzecz uczelni. W komentarzu do biogramu Solskiego w „Wiadomości o profesorach Akademii Zamojskiej” pióra Jana Ambrożego Wadowskiego można przeczytać, że:
„Testament ten w oryginale, miał w ręku swoich [sic] Andrzej Abrek młodszy, późniejszy scholastyk a wreszcie i infułat zamojski, sławny krętacz i intrygant; a chociaż kapitały po Solskim ulokowane były natychmiast na dobrach ordynackich, czy inne rzeczy doszły do swego przeznaczenia, nie wiadomo, i w źródłach współczesnych o tem wzmianki nie zrobiono, bo i testament długo nie był ujawniony. Po czterdziestu przeszło dopiero latach, gdy Tomasz Ormiński przybył do Zamościa dla objęcia katedry Medycyny, i ożenił się z córką Adryjana Krobskiego, ten ostatni, spokrewniony z Abrekiem, wyrwał mu z papierów jego oryginał testamentu Solskiego, i oddawszy takowy Ormińskiemu, kazał mu go wnieść do akt rektorskich, dla zabezpieczenia uposażenia swojej katedry. Że zaś Krobski był wówczas rektorem, łatwo rzecz dokonaną została, dnia 18 kwietnia r. 1698. (Tamże) Nie spodziewał się Solski, aby jego zacne zamiary, tak długo nie były uskuteczniane, i to z winy prawie samych akademików.” (J.A. Wadowski, „Wiadomość o profesorach Akademii Zamojskiej”, s. 106)
Powyższy opis pokazuje, jak opłakany był obraz zamojskiej kadry naukowej. Młody Andrzej Abrek junior czuwający nad umierającym Solskim i wyrywający ostatnią wolę zmarłego z jego gasnących rąk, Adrian Krobski, szwagier Abreka, myszkujący w jego rzeczach w poszukiwaniu wartościowych dokumentów i chyłkiem je wykradający – oto obraz całkowitego upadku i rozkładu moralnego ludzi odpowiedzialnych za kształcenie młodych pokoleń. Nic dziwnego, że w oczach Wadowskiego Akademia Zamojska po 1648 roku była żałosną namiastką wielkiego zamysłu hetmana. Ten obraz pewnie przetrwałby kolejne wieki, gdyby nie powszechny dostęp do źródeł z epoki.
W „Aktach Akademii Zamojskiej” {„Acta Academiae Zamoscensis Praecipua”}, na które powołuje się ksiądz Wadowski z łatwością udaje się znaleźć wzmiankowany dokument. Poprzedzony jest on notatką, o której wspomina autor komentarza do „Wiadomości…”. Jej treść prezentuje się następująco:
„Copia testamenti Clarissimi olim Gasparis Solcii Medicinae Doctoris et Professoris
Testamenti Solciani copia, cum inter monimenta Perillustris et Reverendissimi Domini M. Andreae Abrek, S. Th. D. et Decani Infulati Ecclesiae Collegiatae Zamoscensis esset inventa et ad manus M. ac Clarissimi Viri D. M. Adriani Krobski I. U. Doctoris et Professoris, ac pro tunc Academiae Zamoscensis Rectoris porrecta illi9 suasu a me M. Thoma Franc. Ormiński Medicinae Doctore et istius ind. Professore ac interea Universitatis Decano ob aeviternam viri tanti de re literaria bene meriti memoriam hic inferitur. A.D. 1698 d. 19 Aprilis.
W przekładzie:
Kopia testamentu Solskiego, ponieważ została odnaleziona wśród dokumentów przewielebnego i czcigodnego pana Andrzeja Abreka, doktora świętej teologii i dziekana infułata kolegiaty zamojskiej, i przekazana w ręce pana Adriana Krobskiego, doktora obojga praw i profesora, a obecnego rektora Akademii Zamojskiej, z jego namowy przeze mnie, Tomasza Franciszka Ormińskiego, doktora medycyny i profesora tejże, a w tym czasie dziekana uniwersytetu, dla wiecznej pamięci tak zasłużonego dla spraw literackich męża tutaj zostaje umieszczona. Roku Pańskiego 1698 dnia 19 kwietnia. {w tłumaczeniu pominięta została tytulatura}
Różnice są widoczne już na pierwszy rzut oka. Przede wszystkim z tekstu jasno wynika, że Andrzej Abrek junior nie dysponował oryginałem dokumentu, lecz jego odpisem. Skąd to wiadomo? Ormiński uzgadnia końcówki imiesłowów co do rodzaju ze słowem „copia”, a nie ze słowem „testamentum”. „Copia” została „inventa” (znaleziona) i „porrecta” (wręczona). Gdyby znaleziono oryginalny testament, końcówki byłyby rodzaju nijakiego „inventum” i „porrectum”, bo odnosiłyby się do słowa „testamentum”. Robienie odpisów różnych dokumentów na własny użytek było w XVII wieku bardzo popularne, czego dowodzą liczne silvae rerum, czyli właśnie takie zbiory wiedzy wszelakiej. Nie ma w tym niczego zdrożnego, ani wątpliwego moralnie, takie zainteresowanie świadczy raczej na korzyść osoby zbierającej tego typu rzeczy.
Tymczasem Wadowski podaje, że Abrek dysponował oryginałem i podkreślone zostało to aż dwukrotnie. Z daty wysnuwa przypuszczenie, że infułat zatajał go przez czterdzieści kilka lat, a potwierdzeniem tego ma być fakt, że nie ma żadnych innych źródeł na temat fundacji Solskiego. Jednak źródła są, konkretnie jedno, ale niepodważalne – księga kwestorska Akademii Zamojskiej, założona w 1664 roku przez Bazylego Rudomicza, gdzie wśród różnych fundacji pojawiają się również te pochodzące od Kacpra Solskiego (bo są nawet dwie, nie jedna). Fundacje są wymienione na samym początku, wśród innych poczynionych przez kolejnych ordynatów i profesorów Akademii, nie zostały dopisane w późniejszym czasie, lecz w trakcie rozpoczynania księgi w 1664 roku. Jednak Wadowski księgi kwestorskiej nie widział, co uwidacznia się i w innych fragmentach jego opracowania. Nie można wykluczyć, że donacje nie były realizowane, jednak nie może być mowy w tej sytuacji o zatajaniu czegokolwiek przez infułata Abreka.
Ten drobny fragment pokazuje, że obiektywizm Wadowskiego jako badacza w zasadzie nie istnieje. Z sobie tylko znanego powodu nie znosił on infułata Abreka i rozmyślnie deprecjonował go w swojej pracy. Nawet taki drobiazg, jak sporządzenie sobie kopii testamentu zasłużonego Solskiego, został rozdmuchany do monstrualnych rozmiarów i obrócony przeciwko profesorowi. Jawne kłamstwa i manipulacje wpłynęły na negatywny obraz Abreka jako księdza, pracownika Akademii i człowieka. Należałoby w związku z tym od nowa przyjrzeć się tej postaci „karierowicza i intryganta” i zweryfikować jego wizerunek, aby odpowiadał stanowi faktycznemu.
W tej notatce jednak jest jedna zastanawiająca rzecz. To data 1698. Andrzej Abrek żył wtedy jeszcze, jednak ktoś przeglądał i porządkował jego rzeczy. Osoba ta była na tyle odpowiedzialna, że gdy znalazła godny uwagi dokument, to przyszła z nim do Adriana Krobskiego, szwagra Abreka i rektora Akademii. Dlaczego nie do samego infułata? Czyżby u schyłku życia nie był on w stanie dysponować swymi rzeczami? Czy był nieobecny z jakiegoś innego powodu? A może po prostu sprzątano scholasterię po przenosinach do infułatki? Te pytania jeszcze czekają na swoją odpowiedź.