Żyli wśród nas. Rzecz o radecznickich Żydach

Fot. A – Menora z drewna jałowcowego wykonana przez Stanisława Zybałę, zbiory Marianny Zybałowej
Co za czas. Świat jest taki ogromny aż po gwiazdy, a ja taki mały człowiek nie mam się gdzie ukryć. Wypędzono mnie z domu, wymordowano mi rodzinę, skazano mnie na śmierć i za co? Tyle jest ludzi i nikt nie może mi pomoc, bym mógł żyć. Przecież ja Jezusa nie zamordowałem. Ja całe życie tylko szyłem, szyłem i szyłem. Co za czas. (Icek Aszenberg, krawiec z Radecznicy)
***
Ze zróżnicowaniem narodowościowym, czy może wyznaniowym w Radecznicy spotkałem się po pójściu do szkoły w 1937 roku. W szkolnym czasie dotarła do mnie świadomość, że wśród nas  „kałamarzy”są Żydzi i nie Żydzi, i że tych nie Żydów jest więcej w szkole i na wsi.
Nie pamiętam większości żydowskich uczniów w klasie. Utrwaliło mi się tylko dwa imiona i jedno nazwisko. Pełne nazwisko to Icek Aszenberg, zapewne syn Icka Aszenberga – krawca we wsi. Drugie imię to Zelik, być może Weistuch się nazywał. Zapewne z nimi  spotkałem  się też w Okrąglaku – kąpielisku dziecięcym, przy strumyku, dopływie źródlanym spod stoku Jasińskiego. Zdarzało się nawet, że dokuczałem nieochrzczonym, chrzcząc ich w wodzie Okrąglaka z pomocą innych ochrzczonych dzieci.
Wykaz młodzieży pochodzenia żydowskiego uczęszczającej w okresie międzywojennym do   szkoły  powszechnej w Radecznicy[1]
 
Nazwisko i imię
Data urodzenia
Aszenberg Dworka
Aszenberg Henia
Aszenberg Icek
Aszenberg Jenta
Aszenberg Rajzla
Aszenberg Szaja
1920
1922
1930
1926
1925
1928
Dycher Berek
Dycher Chaim
1923
1920
Fuks Małka
1928
Fundlender Lejba
1919
Geld Adela
Geld Herszek
Geld Jenta
1916
1925
1910
Goldblit Regina
Goldblit Szolek
1908
1906
Honig Dawid
Honig Herszek
Honig Jenta
Honig Jenta
Honig Lejzor
Honig Łajka
Honig Małka
Honig Niuńka
Honig Szloma
Honig Gitla
1924
1918
1917
1907
1920
1913
1916
1922
1928
Klainer Chaim
Klainer Hejna
Kleiner Jankiel
1916
1926
1913
Mantel Cywka
Mantel Herszek
Mantel Jenta
Mantel Lejba
Mantel Rachela
Mantel Srul
Mantel Symka
1916
1925
1914
1928
1919
1913
1913
 Nycna Rajzla
1925
Samburska Sura
Samburski Samuel
1908
1910
 Strasberg Ita
1926
 Szarf Szmul
1920
Weistuch Rubin
Weistuch Sura
Weistuch Zelik
5. II. 1924
1920
Złotoczysta Cipa
Złotoczysta Estera
Złotoczysta Szprynca
1925
1924
1921
Inne  przeżycia  z liczną gromadką żydowskich dzieci w Radecznicy, to spotkanie na leśnej drodze na styku Lasu Cielęcego (położonego we wsi Zaporze) i Krzywdy (część lasu należącego do Zaporza i Radecznicy). Fakt ten był wyjątkowy i zdarzył się w lipcu 1942 roku.
Pewnego dnia tamtego czasu poszedłem z moją matką na grzyby do Latyckiego Lasu. Wracając z lasu, w miejscu jak wyżej podałem, natknęliśmy się na grupę lamentujących ludzi: dzieci i ich matek. Był wielki płacz i przerażenie tych osób. Na widok lamentujących moja matka zapytała co się stało i czego tu jesteście? Ze strony dorosłych w szlochu  wybuchła odpowiedź. Do wsi wpadła grupa hitlerowskich żandarmów, którzy wyrwali spośród rodzin parę osób i zastrzelili. Tu płaczące matki podały kogo zabili żandarmi i w którym miejscu.
Oboje z matką wysłuchaliśmy tej przerażającej wiadomości z wielkim przejęciem, no bo cóż można było zrobić innego i poszliśmy do domu. Zrozpaczeni zostali i po paru godzinach i oni wrócili do wsi, jak się później dowiedziałem.
Po pogromie, z polecenia żandarmów zabitych pogrzebano na miejscu zastrzelenia, koło chałupy Mordki Weistucha, położonej niedaleko Kaplicy na Wodzie. Ostało mi się w pamięci, że zamordowanych było siedem, a może dziewięć osób, [2] nie pamiętam czy byli tam sami mężczyźni tylko. We wsi to było bardzo przygnębiające wydarzenie według mojego dziecięcego wyobrażenia.
I jeszcze jedno moje zapamiętanie – Żydzi radeczniccy byli chyba w wielkim niedostatku, bowiem po żniwach w 1942 roku dzieci ze swymi matkami chodziły po ścierniskach i zbierały pozostałe w polu kłoski  zbóż.
Inny mój ogląd żydowskiego losu. Po pogromie lipcowym, w jakiś czas  upowszechniła się wieść, że ze wsi wszystkie rodziny żydowskie zostaną wywiezione do Szczebrzeszyna. Mówiono też we wsi, że to lepsze rozwiązanie jak pogrom, bo ludzie nie będą zabici, ale nie było też pewności, że będą tam żyć.
Wieść wywózkowa  sprawdziła się niebawem. Pod koniec września 1942 roku, z rozkazu hitlerowców, wszystkie rodziny żydowskie z Radecznicy wywieziono do Szczebrzeszyna. Dozorcą tej operacji  na teren Radecznicy był radeczniczanin Symcha – policjant żydowski, jak we wsi mówiono. W tym dniu wywieziono moich żydowskich sąsiadów: starego Mordkę, którego nazwiska nie znałem, jego córkę Ajdlę i wnuczkę Raźlę (być może nazywała się Ksyl),  starszą ode mnie bardzo ładną dziewczynkę o kruczych włosach, zaplecionych w długie warkocze.
Był październik 1942 roku. Pewnego ranka usłyszałem głośne strzały na zachód od mojej chałupy. Z ciekawością pobiegłem w tamtym kierunku, by rozpoznać co się dzieje. I oto zobaczyłem przy szosie, niedaleko zabudowań Stanisława Jusiaka (obecnie w tym miejscu stoi budynek Banku Spółdzielczego) zgromadziło się dużo ludzi. Gdy doszedłem do zebranych, zauważyłem leżące w nieładzie na ziemi ludzkie postacie, a po chwili dostrzegłem kałuże krwi obok ich głów. Nie wiem czy zbladłem ze strachu, ale wiem, że przeraziłem się tym widokiem ogromnie. Z czasem odczułem, że z tego widoku została we mnie jakaś fotograficzna klisza i tkwi we mnie do dziś.
Po ochłonięciu rozpoznałem troje zabitych, a może ktoś mi powiedział. Byli tam Gitla, Raźla i Szloma, dorosłe dzieci Lejzora Honiga.[3] Zastrzelił ich granatowy policjant z miejscowego posterunku o nazwisku Baranowski.
Fot. 1 – Lejzor Honig (siedzi, data nieznana), zbiory Marianny Zybałowej
Jak do tego doszło? Pewnego ranka funkcjonariusze niemieckiej służby leśnej, zwani forszucami wstąpili do Maciągowych Choinek (przywiejskiego starolesia) by obejrzeć znajdujący się tutaj drzewostan. W pewnym miejscu pod pagórkiem osłoniętym gałęziami zauważyli ludzkie sylwetki. Zapewne wywołali ich ze schroniska, a po oglądzie i zapytaniu kim są, pojmali ich z zamiarem doprowadzenia do Urzędu Gminy, celem sprawdzenia kim są i dlaczego się ukrywają. Prowadzących i prowadzonych spotkał we wsi jadący furmanką policjant Baranowski. Rozpoznał w prowadzonych miejscowych Żydów, zeskoczył z fury i po wymianie zdań z forszucami zaczął rozstrzeliwać pojmanych. Najpierw podobno zastrzelił Szlomę, a następnie pozostałe dziewczyny.         Opowiadano później we wsi, że jedna z sióstr zapytała policjanta – coś pan zrobił bratu? Policjant odpowiedział: zaraz zobaczysz, jak tobie zrobię to samo. Po rozstrzelaniu tej czwórki, wsiadł na furmankę i pojechał na służbę, a forszuce poszli do Urzędu Gminy.
„Biedni ludzie” zdjęli wierzchnie ubrania z zabitych. Wyznaczeni przez sołtysa grabarze wywieźli obnażone do bielizny cztery ciała ludzkie w Kurkowe Dołki (części obszaru Radecznicy położonej pomiędzy Wygonem a Olszynami, w roku 1946 zajęto go na pola uprawne) i tam pochowali we wspólnej mogile.
Żydzi radeczniccy wywiezieni do Szczebrzeszyna niebawem wrócili do wsi, ale już nie do swoich domów tylko do strefy leśnej. Po ich ucieczce hitlerowcy wszczęli wściekły pościg za nimi. Wydali  wyroki śmierci na Żydów i nie Żydów, którzy będą w jakikolwiek sposób im pomagać.
Pamiętam, jak nieznana mi z nazwisk grupka ściganych ukrywała się przez wiele dni w zabudowaniach gospodarczych (na strychu) rodziny Kłodnickich. Po pewnym czasie zdając sobie sprawę ze śmiertelnego niebezpieczeństwa jakie zagraża tej rodzinie opuścili gościnny strych i ukryli się w Pierwszych Dołach. Wkrótce zostali pojmani przez granatowych policjantów, doprowadzeni do wsi i rozstrzelani u ujścia leśnego wąwozu koło Gajówki.[4]
Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia w 1942 roku, z moim rówieśnikiem Stachem Jachymkiem poszliśmy w Drugie Doły po drzewa świerkowe na choinki. Idąc w kierunku od wsi ku zachodowi po dołowych zaroślach usłyszeliśmy w pewnej chwili głośne rozmowy. Uczujniliśmy się na chwilę i powoli zaczęliśmy się skradać ku miejscu z którego dochodziły głosy. Naraz zauważyliśmy w wąwozie ludzi, którzy coś robili. Wybraliśmy sobie bezpieczne miejsce na pagórze przy polu Pawła Wachowicza i zaczęliśmy obserwować co się dzieje w wąwozie po słonecznej stronie Dołów,[5] jacyś ludzie z czymś w rękach jakby coś kopali, wycinali, poruszali się w jednym miejscu. Z oglądu wywnioskowaliśmy, że ci ludzie na pewno zakopują zabitych Żydów, bo wiedzieliśmy, że gdzieś w Drugich Dołach ukrywają się w ziemiance, ale kto ich zabił? – chyba nie ci, co ich grzebią. Nie podeszliśmy do grabarzy, bo baliśmy się, ale z choinkami na plecach poszliśmy do domu. Po drodze dowiedzieliśmy się, że w Dołach wybito Żydów. Później dowiedziałem się jak to było.
Tego dnia, gdy byliśmy ze Stachem po choinki w Dołach, do Latyczyna przyjechali żandarmi z Turobina i przez Kolonię Latyczyn udali się w Radecznickie Doły. Tu z odpowiednim przewodnikiem dotarli do zakonspirowanej ziemianki żydowskiej. Wypędzili na zewnątrz jej lokatorów i rozstrzelali. Po dokonanym mordzie powrócili do Latyczyna i nakazali sołtysowi pogrzebać zabitych. Zapewne wyznaczeni ludzie z Latyczyna robili to, co myśmy ze Stachem oglądali. Zabitych pogrzebano w wąwozie u podnóża ziemianki.
W tej ziemiance mieszkało podobno 12 osób. Dziesięcioro zabito opisywanego dnia. Dwoje uszło śmierci bo byli poza obrębem siedliska. Byli to Jenta i Symcha Adlermanowie jak się później dowiedziałem. Wśród zabitych była moja sąsiadka Ajdla i jej córka Raźla, ta kruczowłosa dziewczynka. Dziadek Mordka odszedł wcześniej z tego nieludzkiego świata.
Fot. 2 – Marianna Zybałowa (staraniem której upamiętniono miejsce pochówku radecznickich Żydów) podczas odsłonięcia tablicy pamiątkowej, Radecznica 2. IX. 2016, fot. R. Smoter – Grzeszkiewicz  
Fot. 3 – Tablica upamiętniająca pomordowanych Żydów w Radecznicy, fot. R. Smoter – Grzeszkiewicz (wrzesień 2016 r.)
 2 lutego 1943 roku oglądałem takie zdarzenie. Około godziny 13.00 policjant Furmaniak prowadzi człowieka. Miejsce koło domu Lejzora Honiga. Prowadzony człowiek to Mieczysław Bresler, syn Sabiny Bresler, dentystki ze Lwowa, która schroniła się do Radecznicy z prześladowanych Kresów (zginęła z drugim synem Hipolitem, także w Radecznicy, miejsce ich pochówku jest nieznane). Bresler na zapiętym łańcuszku na prawej ręce prowadzony jest gdzieś przez policjanta. Kiedy nas minęli, po pewnej chwili razem ze Stachem Jachymkiem ruszyliśmy za nimi, wiedząc co się stanie. Ale gdzie? Gdy policjant z prowadzonym doszli do Wygonu, to skręcili w prawo i poszli na zachód uroczyska. My zaś ze Stachem zatrzymaliśmy się koło Jasieczka Wachowicza, czekając co się stanie. W tym czasie Furmaniak z Breslerem doszli do Kańkowskiego[6] na Wygonie i zatrzymali się. Bresler stal zwrócony twarzą na zachód. Furmaniak cofnął się od stojącego, zdjął karabin z ramienia, wycelował w głowę, strzelił. Stojący nie upadł. Policjant powtórzył strzał, tym razem był on śmiertelny. Rozstrzeliwany człowiek  uniósł się lekko do góry i upadł na twarz. Zabójca chwilę stał nad zastrzelonym, potem zawiesił karabin na ramieniu i odszedł w kierunku z którego przyszedł. My zaś ze Stachem chyba jak prokuratorzy podeszliśmy do zabitego. Leżał na śniegu jak długi. Wokół jego głowy widniała czerwona plama krwi na śnieżnej bieli. Ręce zmarłego były brązowe z trudów bytowania. Pogrzebano go gdzieś w Kurkowych Dołach, czy w pobliżu Szlomy i jego sióstr? Nie wiem.
Fot. 4 – Odręczna mapa z zaznaczeniem miejsc pochowków osób pochodzenia żydowskiego, wykonana przez Stanisława Zybałę
Radecznicki Holocaust wygasł, a skończył się on w marcu 1943 roku też bezkadiszowym (bez odmówienia kadiszu, modlitwy za zmarłych wyznania mojżeszowego) pogrzebem siedmiorga Żydów. Pewnego marcowego dnia, roku jak wyżej, gruchnęła wieść, że w Gruszce Zaporskiej złapano ukrywających się Żydów u katolickiej rodziny Solowskich. Jakiś nieznany osobnik doniósł na policję w Radecznicy,[7]  że u Solowskich w Gruszce Zaporskiej ukrywani są Żydzi. Policja sprawdziła donos. Był prawdziwy. Ukrywających się aresztowano, przyprowadzono do Radecznicy i rozstrzelano. Podobno wśród nich był jeden warszawiak z ukrytą gwiazdą Dawida.
W trakcie rewizji Solowski usiłował uciec z domu. Został postrzelony, zawieziony do szpitala w Szczebrzeszynie zmarł wskutek odniesionych ran. Żona Solowskiego i dzieci za pomoc udzieloną Żydom nie zostali ukarani śmiercią przez policje i pozostali przy życiu. Na drugi dzień po aresztowaniu i rozstrzelaniu ukrywających się Żydów do domu Solowskich przyjechali żandarmi i zastrzelili Solowską i dwoje dzieci, uratował się jeden chłopiec, który w tym czasie przebywał u sąsiadów.
Było jednak trzech radeczniczan wyznania mojżeszowego, których nie dosięgła hitlerowska kula:
Mordechaj Klejner, wyjechał przed wybuchem wojny do Palestyny, w Radecznicy zostawił żonę Cywię i 16 letniego syna Chejnę oraz starszego Kalmana. Zginęli w lipcu 1942 roku.
Rubin Weistuch, ranny w pogromie w lipcu 1942 roku zbiegł z miejsca mordu. Uratowany przez rodzinę Batorskich z Zaporza, z pomocą urzędników gminnych i policjanta Wawrzyńca Kowalczyka i jego żony wysłany został na aryjskich papierach na roboty do III Rzeszy, gdzie przeżył. W 1945 roku wrócił do Radecznicy, ostrzeżony przez dobrych ludzi wyjechał do Łodzi, a stąd dostał się do Hajfy. Ożenił się z czeską emigrantką Ciporą, doczekał dwóch synów. W 2000 roku odwiedził mnie w Radecznicy. Nie umiem opisać mojego spotkania z Rubinem. Było emocjonalnie mocne. Wypytywał też o policjanta Kowalczyka i jego żonę.  Dobrze wspominał tych ludzi i z wdzięcznością mówił o Kowalczykowej, jak go zaprowiantowała na drogę do Niemiec i pocałowała w czoło na pożegnanie.
Fot. 5 – Ślub Rubina Weistucha (data nieznana), zbiory Aliny Smarkala
Trzecim, którego nie dosięgła kula był Szaja Boruch Mantel. Zginął w tajemniczych okolicznościach w obrębie cegielni Bojtek (we wsi Uście, obecnie część Radecznicy) pod Latyczynem.
We wrześniu po deportacji radecznickich Żydów do Szczebrzeszyna ich domostwa opustoszały. Wyliczam je według pamięci w kolejności numerów administracyjnych:
Dom Mordki i Ajdli  – mieszkali w chałupie typowej dla wsi, krytej słomą. Ajdla miała  córkę Raźlę, z którą się przyjaźniłem. Ich chałupa znajdowała się w pobliżu naszej. Mordka codziennie ścieżką koło nas chodził po wodę do strumyka przed Okrąglakiem. W porze bezśnieżnej wodę nosił w wiadrach na nosidłach założonych na ramiona, gdy padał śnieg, Mordka woził wodę sankami w dużej blaszanej konwi. Do tego strumyka Ajdla i Raźla chodziły prać swoje ubrania, bieliznę i. t. p.
Mordechaj Klajner – mieszkał w ubogiej chałupinie na skarpie, powyżej domu Lejzora Honiga.
Lejzor Honig – miał domek kryty, zdaje się blachą, wewnątrz przestronny.
Szaja Boruch Mantel – mieszkał w domku z gankiem, krytym słomą. Domek stał pod skarpą poniżej zabudowań rodziny Jezierskich.
Jankiel Aszenberg – wynajmował zabudowania typu holenderskiego z ceramicznym kominem. W 1922 roku umarł w tym domu Aron Klajner, którego pochowano w Turobinie.
Icek Aszenberg – jego domek stał przy szosie, obok domu Oleksych. Domek był dwuizbowy, kryty gontem, szalunek ścian był z trzciny.
Symcha Adlerman –  wynajmował część dworku Waśniewskich.
Fot. 6 – Dworek Waśniewskich przed rozbiórką w 1947 roku, zbiory Krzysztofa Zybały
Arie Gield – wynajmował część domku u rodziny Miklińskich.
Chyl Honig – miał własny dom kryty gontem, był ganek. Dom znajdował się po drugiej stronie szosy naprzeciwko schodów wiodących do kościoła pw. św. Antoniego (obecnie bazylika mniejsza).
W tym domu Żydzi zbierali się na modlitwę. Nie byłem nigdy wewnątrz. Kiedyś spotkałem się z zapisem z 1915 roku, w którym podano, że Chylowi Honigowi zwrócono 15 lichtarzy zarekwirowanych chwilowo na potrzeby armii austriackiej  (było to dawno temu i niestety nie zanotowałem źródła tej informacji). Dom spłonął 25 lipca 1944 roku. Nie wiem co się się stało z wyposażeniem salki modlitewnej, może zostało wywiezione przez Niemców podczas deportacji radecznickich Żydów do Szczebrzeszyna.
Srul Samborski – jego domek był kryty gontem.
Herszek Goldblit – jego dom był najokazalszy ze wszystkich domów żydowskich we wsi, kryty blachą.
Moszek Weistuch i Icek Mantel – ich dom był typową wiejską chałupą, pod słomianą strzechą z sienią i dwoma izbami.
Żydzi radeczniccy byli na ogół biedni, Ajdla Klajner, Szaja, Jankiel, Symcha, Chyl  i Herszek zajmowali się drobnym handlem. Najzamożniejszymi byli: Samburski, Goldblit i Lejzor Honig.
25 lipca 1944 roku wskutek potyczki polskich partyzantów z żołnierzami  Wermachtu spłonęła połowa zabudowań Radecznicy. Spaliły się wtedy mieszkania: Mordki z Ajdlą, Klajnera, zwanego we wsi Motkiem, Lejzora Honiga, Jankiela Aszenberga, Arie Gielda, Chyla Honiga, Srula Samburskiego i Herszka Goldblita. Ocalały domy: Szaji Borucha Mantela, Icka Aszenberga i Weistucha – w latach 50. ubiegłego wieku były już bardzo stare, dlatego dokonano ich rozbiórki.
Stanisław „Rozwar” – Zybała
Fot. 7 – Zaproszenie do wzięcia udziału w „Marszu Pamięci”, Radecznica 2 września 2016, zbiory Marianny Zybałowej
Fot. 8 – Dyplom dla małżeństwa Zybałów, zbiory Marianny Zybałowej
Fot. 9 – Zaproszenie na uroczystość ceremonii wręczenia nagród,  zbiory Marianny Zybałowej
 
[1]    S. Zybała, Radecznica. Słownik nie tylko biograficzny, Radecznica 2011 (maszynopis, s. 15 – 16).
[2]    W rozmowie z Rubinem Weistuchem w roku u 2000 roku dowiedziałem się, że zabito wtedy jego ojca, siostrę Surę, i jej męża, szwagra Rubina.
[3]    Lejzor Honig – właściciel sklepu wielobranżowego i własnego domu we wspólnocie wiejskiej, znajdującego się obok zabudowań Tetlaka. Był trzecim najbogatszym Żydem w Radecznicy. Zginął z żoną i synem Abrahamem (ur. 1933 roku) pod Laskiem k. Gajówki w październiku 1942 roku.
[4]    Gajówka – malutka polanka w lasku, na której stała zagroda gajowego, pracującego w Ordynacji Zamoyskiej.
[5]    Środkiem Drugich Dołów przebiegał Wąwóz Powstańców w relacji wschód – zachód. Południowa strona II Dołów była opaczną, północna osłonową, stąd słoneczna strona. W II Dołach  była 12 osobowa ziemianka. Jednymi z tych, którzy w niej mieszkali  byli Jenta i Symcha Adlermanowie – oboje utrzymywali sklep tekstylno – odzieżowy w dworku Waśniewskich. Po transporcie  we wrześniu 1942 roku do Szczebrzeszyna i ucieczce stamtąd, ukrywali się w  II Dołach do kwietnia 1943 roku. Wcześniej w listopadzie lub grudniu Jenta Adlerman urodziła w udostępnionym pomieszczeniu w mieszkaniu Klimczaków córkę, skąd zaraz po porodzie musiała opuścić gościnne miejsce i przenieść się do ziemnej kryjówki. Poród odbierała babka Kaczorka w warunkach zagrożenia życia swojego, gospodarzy i rodzącej. Dziecko zapewne niebawem zmarło wskutek trudnych warunków bytowych. Zapewne pogrzebali go gdzieś w Dołach odmawiając kadisz. Symcha Adlerman w latach 1940 – 1942 z ramienia szczebrzeskiego Judenratu [5] był żydowskim policjantem na Radecznicę. Oglądał także deportację radecznickich Żydów do Szczebrzeszyna.
[6]    Kuba Kańkowski, miejscowy stolarz i cieśla. U niego w 1940 roku  w wieku 10 lat byłem pastuszkiem bydła.
[7]    W okresie hitlerowskiej okupacji w Radecznicy funkcjonował posterunek policji granatowej. Początkowo mieścił się w budynku przy Kaplicy na Wodzie, później w zabudowaniach przyklasztornych. Komendantem był Wawrzyniec Kowalczyk, wysiedleniec z Grudziądza.