Wśród dokumentów zgromadzonych w Archiwum Zamoyskich zachował się list napisany przez Elżbietę Hazównę, córkę zamojskiego kupca bławatnego Jakuba Hass’a (Haza). Dokument nie posiada ani daty ani wskazania adresata. Z treści sporządzonego przez Hazównę regestru dołączonego do listu, a jednocześnie zażalenia skierowanego przeciwko jej byłemu mężowi Jerzemu Pauli można wywnioskować, że napisano go około 1668 r. Hazówna wspomina o upływie jedenastu lat od daty separacji* z mężem. Rozstanie było burzliwe, ponieważ mąż oskarżył ją w 1657 r. o próbę otrucia i zdradę, o czym szerzej pisaliśmy tutaj: Jakub Hass, XVII wieczny kupiec zamojski |
Zapiski w pamiętniku Bazylego Rudomicza nie do końca rozwikłały sprawę jaka zaszła pomiędzy Elżbietą Hazówną i jej mężem. Pewne luki i nieścisłości w kolejnych wydarzeniach sprawiły, że mnożyły się pytania bez odpowiedzi. Odnaleziony dokument odpowiada na kilka z nich. Po pierwsze, dowiadujemy się, że Elżbieta Hazówna została przez męża pozbawiona całego swojego majątku. Pod pretekstem domniemanej zbrodni, jakiej miała się rzekomo dopuścić na mężu, odebrano jej wszystko co otrzymała w posagu i to co dostała w spadku po śmierci ojca. Odebrano jej dzieci. Pozbawiono mieszkania. Musiała opuścić Zamość.

Zamość, kamienica przy ul. Staszica 17, zdjęcia Ewa Lisiecka
Jak czytamy w treści zażalenia składanego przez Elżbietę, mąż wręcz żądał od niej, aby udała się do klasztoru mniszek we Lwowie. Miasto musiała opuszczać chyba w pośpiechu, ponieważ jak sama pisze, nic ze sobą nie zabrała poza najpodlejszych parę koni i wóz prosty, szur na konie, półszorki. Nie wiemy gdzie dokładnie przebywała. Utrzymywała się z pracy własnych rąk. Jerzy Pauli za to opływał w dobrobyt jej majątku i nie przejmował się zobowiązaniami nakładanymi na niego kolejnymi dekretami, które nakazywały mu łożenie na utrzymanie byłej żony.
Hazówna wspomina o dekrecie wydanym przez trzeciego ordynata, zobowiązującym Paulego do przekazywania jej na rok sto sześćdziesiąt złotych. Ponieważ Pauli nadal nie wywiązywał się ze swoich zobowiązań, Elżbieta wniosła zażalenie do arcybiskupa lwowskiego. Kolejny dekret, tym razem arcybiskupa, przyznawał jej od byłego męża sto złotych na rok. Pauli odwołał się od tej decyzji, co z kolei poskutkowało przyznaniem jej sumy po sześćdziesiąt złotych na miesiąc. We wrześniu 1658 r. Rudomicz przekazywał jakiś dekret dotyczący Hazówny zamojskim rajcom miejskim, którzy byli zobligowani do egzekucji jego postanowień. Na nic zdały się dekrety, Pauli nadal nie płacił Elżbiecie ani grosza.
Przez jedenaście lat korzystał ze wszystkich dóbr, które należały w zasadzie do Hazówny. Można powiedzieć, że nie wiadomo na co trwonił jej majątek. Było tego sporo, m.in. duży folwark z browarem o wartości sześciu tysięcy złotych, odkupiony od Łukasza Zielopolskiego jeszcze przez ojca Hazówny, który dostała w wianie. W oprawie panny młodej Hazówna otrzymała: złote łańcuchy, różne klejnoty, perły, pierścienie, sztuki biżuterii, kamienice, pościel, szaty przystojne oraz inne dobra i sprzęty na sumę pięciu tysięcy złotych, według wyliczeń obowiązujących przed dekadą.
Wylicza również w liście gotówkę, którą pobrał Pauli w łącznej sumie stu trzydziestu sześciu czerwonych złotych i pojedynków osiemdziesiąt. Były również pieniądze w talarach, ortach, półtorakach i innej monecie, ale tę sumę do rozliczenia się pozostawiała sumieniu Paulego. Pobrał ponadto z Wrocławia kwotę sześciu tysięcy zdeponowanych jeszcze przez ojca Elżbiety, z czego tylko jej matka otrzymała trzysta złotych.
Na dwanaście tysięcy wyceniła Hazówna srebro i złoto w przedmiotach (roztruchany, półmiski, talerze, łyżki), klejnoty i perły, cynę, miedź i mosiądz, które zostały po śmierci ojca. Towar i tkaniny z dwóch sklepów ojca (bławatnego i sukiennego) wyceniła na sześćdziesiąt tysięcy złotych. Na trzydzieści tysięcy obliczyła wszelkie zobowiązania pieniężne, które pobrał Pauli. Według jej informacji kamienicę wartą dwadzieścia tysięcy Pauli spieniężył za kilka tysięcy. Dysponował ponadto sześcioma końmi z oporządzeniem, dwoma kolasami kupieckimi, pojazdem pańskim zwanym wówczas rydwanem oraz prostymi wozami, co Elżbieta wyceniała na półtora tysiąca. Wliczała ponadto w regestr wszelkie sprzęty domowe, obicia, kobierce (12), kilimy (6), obrazy gdańskie, naczynia, broń, suknie, meble, co wyceniła na łączną sumę trzech tysięcy. Pauli dysponował również przez te lata jatkami solnymi po jej ojcu, co Hazówna podsumowała w kosztach na sto złotych.
Do kogo pisała? Nie był to trzeci ordynat, ponieważ wspomina w liście, że już nie żył. Rudomicz odnotował, że sprawę Hazównej poleciła mu ponownie rozpatrzyć księżna Gryzelda Wiśniowiecka, siostra ordynata, która w tym czasie sprawowała rządy w mieście. Ta kobieta najlepiej rozumiała niesprawiedliwość jakiej zaznała Hazówna. Miała władzę i mogła jej wreszcie użyć w obronie pokrzywdzonej. W 1668 r. księżna Wiśniowiecka zażądała od Rudomicza aby sprawdzono słuszność wyroku sprzed lat skazującego Elżbietę na karę śmierci.
W tym czasie Pauli miał już w mieście opinię człowieka niegodziwego, który przed dziesięciu laty przekupił sędziów do wydania takiego wyroku, a tym samym pozbawił żonę ojcowizny. Jerzy Pauli, oficer (kapitan) piechoty cudzoziemskiej (Praefecti Militia Germanica) był człowiekiem skłóconym nie tylko z mieszkańcami miasta. Akta miejskie Trybunału Zamojskiego dla Miast[1] ordynacji zamojskiej wymieniają liczne rozprawy Jerzego Paulego m.in. z Achterlanim, Dykauffem, Różą Moszkową, Stefanowiczem. W 1670 r., ponownie z polecenia księżnej Wiśniowieckiej, Bazyli Rudomicz wraz z chorążym bracławskim, Hieronimem Żaboklickim rozpatrywali sprawę majątku Hazówny. Tym razem miała otrzymać tysiąc złotych na czynsz odkupny. Z tego dochodu miała mieć dożywotnio zapewnione utrzymanie i odzienie. Po jej śmierci główną kwotę miały otrzymać jej córki.
_____________________________________
List prywatny do interesu separacji pana Jerzego Pauli z żoną jego Hazówną[2].
Regestr
Wszystkiego cokolwiek po mnie wziął pan Jerzy Pauli, tak za żywota nieboszczyka Hasa rodzica mego, jako i po śmierci, i pretensje które mam do niego.
Naprzód, gdy mnie od wszystkich dóbr moich własnych oddaliwszy afektował {żądał} abym do Mniszek jechała do Lwowa, nie dawszy mi żadnej prowizji, ani mnie czym suplementując, ani mi miejsca postanowiwszy, przez lat jedenaście musiałam ciężko zarabiać u ludzi sztuki chleba {na chleb} i z pracy rąk moich wyżywienie sobie obmyśliwać. Nie słuchając lubo mu dekretem świętej pamięci JM Pan wojewoda sandomierski {Jan ”Sobiepan” Zamoyski} nakazał aby mi na każdy rok z dóbr moich dawał po sto sześćdziesiąt złotych, a gdy widziałam że temu dosyć nie chce, pozwałam go do JM Xędza Arcybiskupa Lwowskiego, który mu nakazał swym dekretem aby mi co miesiąc dawał po złotych sześćdziesiąt prowizji [skreślenie w oryginale] z dóbr moich po złotych sto na rok. Od tego do legata apelował i nakazano dekretem legackim aby mi dawał co miesiąc po złotych sześćdziesiąt i tego mi nie dawał, jako w sobie szerzej dekret opisuje, tedy najpierw WM Msc Państwa upraszam według opisanych dekretów, jako który dekret którego roku stanął, aby mu nakazano płacić prowizję. Dziatki niesłusznie (lubom z niem spłodzone) ode mnie oddalił a pobrał po mnie tak wedle dóbr.
Naprzód gdy mnie wziął u rodzica mego w stan święty małżeński zaraz nieboszczyk rodzimy kupił u nieboszczyka P. Łukasza Zielopolskiego folwark ze wszystkim, z browarami, kotłami, polami, z bydłem i cale ze wszystkim gospodarstwem co jeno potrzeba za sześć tysięcy złotych, ten mi nieboszczyk w posagu dał. [dopisek obok inną ręką – „Ten zgorzał w pół roku”]
W oprawę, którą mi dał nieboszczyk rodzic wniwecz potracił i nie wiem gdzie popodziewał, która była w złotych łańcuchach, klejnotach różnych, perłach, pierścieniach, w sztukach różnych i kamienicach, w pościeli, w szatach przystojnych i w innym ochędóstwie, czego było na pięć tysięcy złotych tamtych czasów.
Po śmierci nieboszczyka rodzica mego, z rodzoną moją {matką} brał, naprzód wziął portugał w którym było sto czerwonych złotych, it.{i tak:} wziął portugał w którym było dwanaście czerwonych, it. wziął portugał w którym było dziesięć czerwonych, it. znowu wziął portugał w którym było osiem czerwonych, it. wziął portugał w którym było sześć czerwonych, czerwonych pojedynków także wziął osiemdziesiąt.
A co w talarach, ortach, półtorakach i w inszej pobrał monecie (…) wiadomość moja tego wiedzieć nie może, ale niech powie pod sumieniem swoim.
Sześć tysięcy złotych przez nieboszczyka rodzica mego dysponowane były we Wrocławiu na co i recognicya[3] była, tedy i tę odebrał, niechciane mu było wybrać bez kwitu naszego, tedy daliśmy z podpisem naszym kwit i wziął pieniądze, tedy z tej sumy więcej nikomu tylko mojej rodzonej {matce} dał złotych trzysta.
W srebrze, w złocie to jest w roztruchanach[4], półmiskach, talerzach srebrnych, łyżkach, w łańcuchach złotych różnych klejnotach, w perłach, w cynie, w miedzi i mosiądzu, po śmierci nieboszczyka rodzica mego pobrał na dwanaście tysięcy.
W bławatach[5] różnych, forbotach[6] złotych i srebrnych, w suknach, w różnych postawach ze dwóch sklepów, z jednego bławatnego, a z drugiego sukiennego zabrał na sześćdziesiąt tysięcy lekko rachując.
Wina zostało ja sama nie wiem, niech sumieniem swoim powie. Zapisy różne, membrany[7], rekognicje z których i teraz długi (….) zabrał więcej niżeli na trzydzieści tysięcy.
Kamienicę ogarnął i bierze z niej wszelakiej pożytki jako słyszałam, że sumę złotych kilka tysięcy wziął na nią a dawano za nie dwadzieścia tysięcy złotych.
Koni sześć, rydwan[8], kolasy[9] dwie kupieckie, wozów prostych, nie wiem jak wiele, z tego nie wzięłam tylko najpodlejszych parę koni i wóz prosty, szur na konie, półszorki[10] to (?) przy nim wszystko, co kładę lekko na półtora tysiąca. Wszystkich tych dóbr moich i wszystkiej kamienice zażywa i pożytek bierze już w lat jedenaście.
Obicia, kobierców perskich dwanaście, kilimów sześć, obrazy gdańskie i inszego ochędóstwa[11] zabrał na trzy tysiące. Sprzęt domowy i wszystkie naczynia i wszystek hergewet w sukniach, różnej broni, strzelbie, i w różnych rzeczach zabrał na trzy tysiące. Jatki solne, które wziął po nieboszczyku złotych sto. Ostatek {na koniec}, na świątobliwy WM M. Panów rozsadek się zdaję, boć trudno pamiętać inszych rzeczy mogę.
Kamienica „Hazowska”
Elżbieta Hazówna nie odzyskała swojej części kamienicy „Hazowskiej”. Na dobre rozpanoszył się w niej jej były mąż, Jerzy Pauli niemiecki oficer wojskowy w służbie ordynackiej. Nadal jako właściciel połowy kamienicy wymieniany jest w aktach miejskich w styczniu 1683 r. W tym samym roku poślubił swoją sąsiadkę, Annę Hoffmanównę, córkę Aleksandra i Jadwigi (z Lisowskich) Hoffmanów. W marcu 1684 r. notowani są w kamienicy „Hazowskiej” jego sukcesorzy (córki Hazówny?). W lutym 1686 r. Jerzy Pauli sprzedał swoją część kamienicy „Hazowska” za 3000 zł małżeństwu Reynbergerów. Piotr Reynberger aptekarz i jego żona Marianna, córka Jana Michała Linka, już w grudniu 1684 r. otrzymali zapis sumy 500 zł na kamienicy „Hazowska”. Zagadkę stanowi fakt, że zapisu tego dokonał J. M. Link. Możliwe, że jako wojskowy miał z Paulim jakąś umowę co do tej kamienicy. Małżeństwo Reynbergerów w styczniu 1686 r. dokonało zapisu 1000 zł na kamienicy „Hazowskiej” na rzecz Jana Tuszyńskiego. W październiku 1668 r. Jerzy Pauli wynajął Aleksandrowi Jarockiemu i Mariannie z Komorowa małżonkom część kamienicy (St.17) „Hazowska” na 3 lata za sumę 1500 złp. W sąsiedztwie mieszkali: (St.15) Paweł Lipowski racja i sukcesorzy (St.19) Michała Dykauffa kupca. Ta część kamienicy przeszła na Jerzego Paulego w wyniku separacji z pierwszą żoną, Elżbietą Hazówną.
Sprawa Elżbiety Hazówny wróciła ponownie pod rozpatrzenie sądu we wrześniu 1668 r. Bazyli Rudomicz odnotował w swoim dzienniku:
-
Roztrząsaliśmy i wydaliśmy polubowny wyrok w sporze pana Jerzego Paulego z panem Janem Nypką, poborcą podatkowym, o zamieszkiwanie w kamienicy i o roztrwonienie depozytu przedmiotów cynowych i złotych, a także w sprawie wychowania córek pana [Jerzego] Paulego. (Efemeros, s. 196)
-
Dalej prowadziłem sprawę sporną Elżbiety Hazówny z jej niegodziwym mężem [Jerzym] Paulim, ponieważ j. ośw. księżna [Gryzelda Konstancja Wiśniowiecka] żądała, by sprawdzić słuszność dawnego wyroku skazującego Elżbietę Hazównę na karę śmierci. Wyrok ten wymógł niegodziwy człowiek wielkimi nakładami pieniędzy, które otrzymał bezprawnie z jej ojcowizny.
-
Doprowadziliśmy do zgody pana [Jerzego] Paulego z p. Nypką, z którego pan Pauli niezadowolony próbował siłą oręża od przeciwnika coś wymusić, ale nadaremnie. (Efemeros, s. 205)
Lustracja z roku 1696, podobnie jak akta miejskie z 1698 r., wymieniają małżeństwo Reynbergerów jako właścicieli kamienicy „Hazowskiej”. W lipcu 1709 r. aptekarz zapisał kamienicę żonie Mariannie i trzem synom: Michałowi, Ambrożemu i Alesandrowi. Tego samego roku zaciągnał pożyczkę pod zastaw tej kamienicy (2000 zł) na rzecz Piotra Middletona (Mideltona), szkockiego kupca i jego żony Zuzanny. W czasie lustracji z 1709 r. kamienica „Hazowska”, a przynajmniej jej część, nadal należała do Reynbergerów. W maju 1714 r. jeden z synów Reynbergera, Ambroży, zapisał na kamienicy sumę 1200 zł na rzecz brata Michała, żołnierza w służbie królewskiej. Spis kart |
Ewa Lisiecka
