Księżnej Gryzeldy z pogrzebami rodzinnymi przypadki
Księżna Gryzelda Wiśniowiecka żyła dość, jak na standardy epoki, długo w ciekawych i burzliwych czasach, stąd też dane jej było brać udział jako uczestniczka bądź organizatorka większości pogrzebów rodzinnych. Część z nich przebiegła zwykłym trybem, zwłaszcza te, które miały miejsce w spokojniejszym czasie, ale pozostałe miały albo zaskakujący przebieg, albo w inny sposób odbiegały od przyjętej normy.
Pierwszym rodzinnym pogrzebem, w jakim uczestniczyła Gryzelda Konstancja jeszcze wtedy Zamoyska, był pochówek jej babki Anny Ostrogskiej, który odbył się w Jarosławiu w styczniu 1636 roku. Sytuacja była o tyle nietypowa, że w XVII wieku rzadko kto doczekał sześćdziesiątego roku życia tak, jak to się udało Annie. Jej pożegnanie odbyło się zgodnie z zasadami pompaefunebris, czyli sztuki urządzania wystawnych pogrzebów. I choć księżna jarosławska słynęła z surowego życia, zięciowie Tomasz Zamoyski i Stanisław Lubomirski oraz córki Katarzyna i Anna nie żałowali sił i środków, żeby godnie pochować matkę. W jarosławskich kościołach odprawiano żałobne msze i nabożeństwa, a na samej uroczystości wygłoszone zostało wspaniałe kazanie, ogłoszone potem drukiem, oraz obszerna mowa z podziękowaniem Jakuba Sobieskiego, ojca przyszłego króla i najlepszego oratora swoich czasów. Uroczystość ta przebiegła bez większych zakłóceń porządku, a ciekawa była o tyle, że Gryzelda uczestniczyła w niej jako nastoletnia wnuczka zmarłej, co wcale nie było tak częste w XVII w., gdy niewiele magnatek mogło o sobie powiedzieć, że poznało swoją babkę twarzą w twarz.
Kolejnym pogrzebem, w którym przyszło uczestniczyć pannie Zamoyskiej, był pochówek jej własnego ojca, Tomasza Zamoyskiego. Było to zdarzenie o tyle przykre, że rodzina była silnie związana ze sobą emocjonalnie, a Gryzelda musiała szybko odnaleźć się w dorosłości w obliczu faktu, że matka chorą i ledwo żywą (…) zostawała. W tej sytuacji ktoś z rodziny musiał zająć się powiadomieniem krewnych i przyjaciół oraz bieżącymi sprawami na dworze i zapewne była to właśnie najstarsza córka Tomasza. Uroczystości pogrzebowe kanclerza uczczone zostały trzema drukami, z czego jeden, rzecz godna uwagi, został dedykowany córkom kanclerza z pominięciem syna, co nieczęsto się zdarzało. Kwiecistą, ale i pełną osobistych wątków, mowę wygłosił znów Jakub Sobieski, przyjaciel zmarłego. Po uroczystości o rękę Gryzeldy poprosił książę Jeremi Wiśniowiecki. Został przyjęty, ale musiał przeczekać zwyczajowy rok żałoby, żeby móc poślubić swoją wybrankę.
Znana jest powszechnie również historia o tym, jak młodziutka księżna o mało sama nie straciła życia na pogrzebie Konstantego Wiśniowieckiego, kiedy pijany kasztelan wojnicki Piotr Szyszkowski ubliżył swojej żonie a córce zmarłego, Teofili, nazywając ją słowem niemiłym dla uszu, odnoszącym się zapewne do jej rzekomego prowadzenia się jako małżonki. Gdy usłyszała to pijana służba, podniósł się raban i wszyscy ruszyli do szabel. Nieoczekiwanie w centrum zdarzeń znalazła się nie Teofila jednak, ale Gryzelda, na którą jakiś broniący znieważonej czci niewieściej nadgorliwiec zamierzył się szablą. Od kalectwa lub nawet śmierci uratował księżnę biskup Jan Chrzciciel Zamoyski, podbijając ostrze szabli tak, że uderzyło ją na płask, a nie ostrzem.
6 października 1642 roku zmarła Katarzyna Zamoyska i znów obowiązek organizacji uroczystości pogrzebowych spadł na Gryzeldę i jej męża z racji tego, że Jan był zbyt młody i istniało ryzyko, że sobie nie poradzi. Księżna zwyczajowo zajęła się korespondencją, w której zawiadamiała i zapraszała krewnych na pogrzeb. Jak się potem okazało zgromadziły się na nim tłumy. Oprócz rodziny, klientów i okolicznej szlachty zmarłą przyszli pożegnać również mieszczanie czy to zamojscy, czy z innych miast ordynacji. Tłok na schodach pałacu był tak wielki, że nie wytrzymała kamienna balustrada i kilkanaście osób spadło na dół z wysokości pierwszego piętra. Sam Władysław Dominik Zasławski-Ostrogski przyprowadził na pogrzeb ciotki sześciuset hajduków, co też dało przyczynę do awantury, bo ich rozgrzane winem głowy studzić musiała zamojska piechota. Na szczęście pokaz siły wystarczył i nie doszło do regularnej bitwy. Kanclerz Radziwiłł sprawozdaje, że aby wykarmić gości, podobno bito po sto wołów dziennie, resztę wydatków pozostawiając domysłom czytelnika. Śmierć Katarzyny została uczczona żałobnymi drukami profesorów Akademii Zamojskiej, której była wielką dobrodziejką. Niestety nie utrwalono ani żadnego kazania, ani mowy wygłoszonej na pogrzebie Zamoyskiej. Przy okazji tego rodzinnego pogrzebu za mąż została wydana Joanna, jednak z zachowaniem zasad żałoby – tylko ucztowano, nie tańczono, nie przygrywała muzyka, a państwo młodzi nie mieli uroczystych pokładzin.
Od tego momentu przez dziewięć lat księżna nie pochowała nikogo z najbliższej rodziny. Katastrofa nastąpiła dwa miesiące po bitwie pod Beresteczkiem, choć z początku nic jej nie zapowiadało. Jeszcze w niedzielę 13 sierpnia, książę Jeremi przyjął na uczcie dowódców i oficerów, był wesoły i żartował. Jednak jego samopoczucie uległo dość gwałtownemu pogorszeniu w następnych dniach na tyle, że Jan Zamoyski zdecydował się przewieźć szwagra do swojego zamku w pobliskiej Pawołoczy. Informacje o chorobie księcia są niejednoznaczne, jedyne, co z pewnością można ustalić, to fakt, że dolegliwość dotyczyła układu pokarmowego. Czy jednak była to uporczywa biegunka i wymioty, czy coś innego, trudno dziś stwierdzić. Wiadomo, że wcześniej przypadłość nie dawała żadnych objawów, bo księcia uważano za całkiem zdrowego, jednak szereg chorób układu pokarmowego może przebiegać bezobjawowo, a potem sytuacja wymyka się spod kontroli i życie pacjenta ratuje tylko zabieg chirurgiczny, którego z oczywistych względów Wiśniowiecki mieć nie mógł. Jedno z pewnością można wykluczyć, tj. opowieści o truciźnie. Choć oskarżeniem tym hojnie szafowano w XVII w., to przypadków otrucia nie ma znów tak wiele, a wśród magnatów wręcz żadnego. Stan zdrowia Wiśniowieckiego pogorszył się dramatycznie w sobotę, a w niedzielę 20 sierpnia przed południem przyjął zgodnie z relacjami biografów komunię, każąc się jeszcze wyciągnąć z łóżka, i skonał niemal na rękach Jana Zamoyskiego. Ciało księcia, po którym żołnierze jako dzieci po matce płakali, odprowadzono do żony, która kochająca w szczęściu i nieszczęściu męża, we łzach topiła się. Rolę posłańca prawdopodobnie wziął na siebie właśnie starosta kałuski. Życzeniem Wiśniowieckiego było spocząć w ufundowanym przez siebie klasztorze karmelitów w Wiśniowcu, jednak nie pozwoliła na to panująca zawierucha wojenna, ciało zatem odprowadzone zostało do Sokala i tam miało czekać na pogrzeb w asyście sług do momentu aż skończą się działania wojenne, a wojska kozacko-tatarskie zostaną ostatecznie pokonane. Niestety, rzeczy ułożyły się niepomyślnie i zamiast ostatecznej klęski doszło do ugody białocerkiewskiej. Bez odpowiedzi pozostanie pytanie, dlaczego na miejsce złożenia zwłok wybrano akurat Sokal, a nie, wydawałoby się, bezpieczniejszy Zamość. Pogrzeb księcia odwlekał się również i z innego powodu. Otóż Gryzelda Wiśniowiecka została dosłownie bez grosza przy duszy, za to z gromadą długów, gdyż książę wszystkie zasoby swoje i pożyczone włożył w wojsko, a majątki były albo zniszczone, albo zwyczajnie nieosiągalne wskutek sytuacji politycznej. Ciało Wiśniowieckiego spoczywało zatem w sokalskim kościele przez następne dwa lata. Sytuacja musiała ciążyć wdowie, bo wreszcie zdecydowała się na tymczasowy pochówek w klasztorze na Świętym Krzyżu, gdzie opatem był zaprzyjaźniony z rodziną Zamoyskich Stanisław Sierakowski. Pogrzeb ten, całkiem niewystawny, został jednak uczczony stosownym drukiem autorstwa Andrzeja Kanona i zakończył okres najcięższej żałoby księżnej. Przypuszczalnie pewien udział w organizacji tej uroczystości należy przypisać również Karolowi Ferdynandowi Wazie, autorowi dedykowanemu wspomnianego panegiryku, który miał pod swoją opieką młodego Michała.
Jednak Jeremiemu Wiśniowieckiemu nie dany był wieczny odpoczynek. Dwa lata później Rzeczpospolitą zalała fala potopu. Nie oszczędziła ona i świętokrzyskiego klasztoru, który stanowił łakomy kąsek dla najeźdźców. Szwedzi spustoszyli opactwo, a nie znalazłszy żadnych nieprzebranych skarbów, które wcześniej wywieziono w bezpieczne miejsce, weszli do podziemi kościoła, powyciągali z trumien złożoną tam szlachtę i okradali z kosztowności. Zbezczeszczone zwłoki porzucano albo niszczono i taki prawdopodobnie los spotkał również ciało Jeremiego Wiśniowieckiego, bo temat pogrzebu znika z kart historii i Gryzelda nie wspomina o nim już nigdy więcej, nawet przy okazji własnego pochówku. Księcia uczczono stosowną tablicą z informacją, że ciało zostało w opactwie złożone i to na tej podstawie formułuje się czasem zarzuty wobec króla Michała, że zaniedbał obowiązku pogrzebania ojca. Jednak, jak można wynieść z jego postępowania, gdyby było co pochować, to obowiązku z pewnością by dopełnił, choćby przy okazji pogrzebu matki. Nie trzeba dodawać, że prezentowane aktualnie na Świętym Krzyżu zwłoki definitywnie nie należą do Jeremiego Wiśniowieckiego, co wykazały badania przeprowadzone przez prof. Jana Widackiego na Katedrze Kryminalistyki Sądowej UŚ w latach osiemdziesiątych. Kostium zaś, w który są przyodziane, pochodzi z filmu Jerzego Hoffmana „Ogniem i mieczem”.
Kolejna strata nie dała na siebie długo czekać i niedługo po uroczystościach na Świętym Krzyżu, w grudniu 1653 roku zmarła Joanna Koniecpolska. W latach poprzedzających zgon mieszkała w Koniecpolu, w znacznym oddaleniu od siostry i brata. Pogrzeb zaplanowano w samym środku zimy na niedzielę 9 lutego. Warunki pogodowe jednak były na tyle trudne, że wyprawa z Zamościa mogła zająć nawet trzy tygodnie i wiązała się z przedzieraniem przez zaśnieżone szlaki przy bardzo niskiej temperaturze. Z zachowanych źródeł wiadomo jednak, że Jan i Gryzelda wyruszyli już na początku stycznia i że na pogrzeb dotrzeć się udało. Czy to właśnie wtedy zawiązała się nić porozumienia pomiędzy mniej więcej dziesięcioletnim synem Joanny a ciotką, której chyba za bardzo nie znał do tej pory? Gryzelda świetnie nadawała się do roli zastępczyni matki, a w późniejszych latach Stanisław aspiruje niemal do roli drugiego syna, więc niewykluczone, że były to owoce serdeczności okazanej osieroconemu siostrzeńcowi. Pogrzeb Joanny Koniecpolskiej odbył się według staropolskiego obyczaju, jednak chyba bez zbędnej pompy. Jedynym śladem ekstrawagancji jest fakt, że kazanie z jej pogrzebu ksiądz Stanisław Żyznowski wygłosił i spisał po łacinie, co nie było często spotykaną praktyką.
Jeszcze przed śmiercią siostry Gryzelda osiadła w Zamościu i mieszkała tam aż do czasu kolejnej osobistej straty. 7 kwietnia 1665 roku zmarł jej brat, Jan Zamoyski. Jego zgon poważnie komplikował życie księżnej, a jeszcze bardziej skomplikowana była sprawa jego pogrzebu. Aby uniknąć oskarżeń o otrucie Wiśniowiecka nakazała przeprowadzić sekcję zwłok trzeciego ordynata. Przy tej okazji jego serce zostało złożone w pięknej srebrnej puszce, a wnętrzności w specjalnym naczyniu. Ciało zapewne również zabalsamowano i przyodziano w strój francuski. W takiej formie miało czekać na pogrzeb. Jednak sprawa organizacji uroczystości nie była taka prosta. Do majątku po trzecim ordynacie zgłosiło się kilku pretendentów, a pogrzeb mógł stać się zarzewiem potężnej awantury, zwłaszcza gdyby pojawiła się na nim eks-wdowa ze swoim aktualnym mężem. Ponadto Gryzelda wciąż miała ogromne długi, po mężu, swoje, a teraz dodatkowo jeszcze po bracie, niewątpliwie zaś chciała pochować go zgodnie z zasadami pompaefunebris, co oznaczało niemałe wydatki. Uroczystość zatem została odłożona na lepsze czasy. Co ciekawe, nikt się o ten pogrzeb nie upominał. Przybyła na początku czerwca, Maria Kazimiera Sobieska, wcale nie śpieszyła się, żeby nawiedzić zwłoki zmarłego męża, zażądała natomiast przekazania jej władzy nad zamkiem i nad miastem. Zamoyskich też temat nie zajmował w najmniejszym stopniu. Niestety, krytyczna sytuacja finansowa i walka o utrzymanie majątku po bracie ostatecznie nie pozwoliły księżnej dopełnić tego obowiązku. Urządzono jednak żałobne egzekwie we wrześniu 1665 roku, a śmierć starosty kałuskiego została uczczona przynajmniej jednym drukiem autorstwa Ludwika Mikołaja Tainera, profesora Akademii Zamojskiej. Sprawa nie schodziła z myśli księżnej, choć dopiero w swoim testamencie nakazała Michałowi i Stanisławowi Koniecpolskiemu godnie pogrzebać trzeciego ordynata. Ostatecznie nie ma żadnych informacji o tym, w jaki sposób zakończyła się ta historia.
Gryzelda Wiśniowiecka, mal. nieznany / Muzeum Narodowe Historii Ukrainy, Kijów / reprodukcja pochodzi z książki pt. Князі Вишневецькі, wyd. Балтія-Друк, Kijów 2016.
Ostatni pogrzeb, w jakim przyszło księżnej uczestniczyć, był jej własnym. Większość testamentów magnackich z XVII wieku wypełniona jest szczegółowymi instrukcjami dotyczącymi organizacji uroczystości oraz wyglądu trumny i samego zmarłego. Mamy zatem opisy różnego rodzaju materiałów obiciowych, rodzaju gwoździ, jakie mają być użyte, stroju, w jakim chciał spocząć zmarły, oraz osób towarzyszących, zwykle duchownych lub ubogich. Pod tym względem sporządzony 26 marca 1672 roku testament Wiśniowieckiej zaskakuje lapidarnością, gdyż księżna prosi by pochówek bez wszelkiej ceremonii odprawowano i w grób najmilszych rodziców (…) jako najprędzej włożono, za jednym zawodem z pogrzebem ciała JMP wojewody sandomirskiego. I tyle. W kontekście testamentów epoki i faktu, że mowa o matce królewskiej, jest to oświadczenie wręcz szokujące, bo w XVII w. nawet jeśli magnat chciał być pochowany skromnie, to też miało to swoją oprawę – obicie trumny było wtedy zwykle szare, strój zmarłego miał przypominać habit, zapraszano zakony żebracze i ubogich do asystencji zwłokom oraz hojnie rozdawano jałmużnę w postaci jedzenia i pieniędzy. Doskonale obrazuje tę sytuację pogrzeb Teofili Sobieskiej w 1662 roku, która również chciała skromnego pochówku, jednak jej dzieci uznały, że tak nie wypada, w związku z tym zrobiono pogrzeb dwudniowy. W pierwszym dniu odbyła się skromna wersja uroczystości pod hasłem „Sic mater voluit.” {tak chciała matka}, a w drugim dniu wersja na bogato pod hasłem „Sic filio decuit.” {tak wypadało synowi}. Tym większy był dylemat króla Michała, kiedy w niedzielę wielkanocną, 17 kwietnia 1672 roku, zmarła Gryzelda. Z jednej strony była wola matki zapisana w testamencie, że ma być szybko, skromnie i na miejscu, a z drugiej, gdyby się do tejże woli zastosował, opinia publiczna, niezależnie od dotąd wyznawanych sympatii politycznych, byłaby przeciwko niemu, a na to nie mógł sobie pozwolić, bo jego tron mocno chwiał się w posadach w tym czasie. Prawdopodobnie sprawę załatwiono w podobny sposób, jak w przypadku Sobieskiej, niestety źródła w tej kwestii praktycznie nie istnieją i wszystko pozostaje w sferze domysłów. Wiele wskazuje na to, że Gryzelda Wiśniowiecka została istotnie pochowana (być może wspólnie z bratem) w katedrze zamojskiej u boku rodziców na początku maja 1672 roku w ramach skromnej uroczystości. Skromność ta zapewne polegała na tym, że nie zaproszono magnaterii i znaczących osób w państwie, nie można jednak wykluczyć licznego udziału klientów domu, lokalnej szlachty i mieszczan zamojskich oraz studentów Akademii Zamojskiej, której profesorowie przygotowali co najmniej dwa druki żałobne. Po 17 maja 1672 roku król realizował postanowienia testamentu matki, więc zapewne było już po uroczystości. Jednak Michał musiał zaspokoić oczekiwania opinii publicznej, więc 10 czerwca w warszawskiej katedrze świętego Jana odbyły się wystawne egzekwie żałobne księżnej. Skąd wiadomo, że to nie był właściwy pogrzeb? Wszystkie źródła mówią zgodnie o egzekwiach, a bardzo szczegółowa relacja z uroczystości, jaka zachowała się w jednym z diariuszy, ma, jak na pogrzeb, dwa poważne braki. Przede wszystkim nie ma informacji o złożeniu ciała do grobu, co wydaje się wręcz nieprawdopodobnym przeoczeniem w sytuacji, kiedy świadek cytuje napisy na wstęgach żałobnych castrumdoloris. No i nie wspomina nawet o stypie, co również byłoby niewybaczalne w ówczesnych czasach, podaje za to, że król wrócił po południu do obrad sejmowych, co nie mieści się w głowie nawet współcześnie. Te szczegóły niewątpliwie wskazują, że trumna wystawiona w warszawskim kościele była tylko rekwizytem monumentalnej kompozycji, której starannie zaplanowane szkice zachowały się do dziś. Zachował się również jeden z jej elementów, tj. portret księżnej, który znajduje się dziś w kijowskim muzeum. Widoczne są na nim ślady działania wysokiej temperatury wytworzonej przez płonące lampy i świece, które o mały włos nie doprowadziły do pożaru. W całym kościele było ich kilka tysięcy. Sam obraz w trakcie uroczystości oprawiony był w ramę zrobioną z trupich czaszek i kości (oczywiście nieprawdziwych), a trzymał go wysoko pod sklepieniem archanioł Michał, stojący na czubku piramidy, trzymanej z kolei przez greckiego boga Apollona siedzącego na Pegazie. Czarno obity katafalk z trumną otaczało osiem piramid pomalowanych w klepsydry, kości i czaszki ze skrzydłami w mitrach książęcych. Na każdej z tych piramid stała postać ludzka trzymająca wstęgę z odpowiednim cytatem z Pisma Świętego, dodatkowo wejścia na stopnie strzegły dwa szkielety krzyżujące kosy nad głową wchodzącego, a trzeci szkielet stał z przodu i trzymał trzy kopie Zamoyskich w prawej ręce, a w lewej kosę. Na trumnie, na czerwonej poduszce ze srebrnymi chwostami na rogach, leżała bogato zdobiona mitra książęca, wyceniana według świadka na 800 tysięcy złotych, co jednak raczej nie jest prawdą, mamy tu prawdopodobnie do czynienia z kolejnym rekwizytem. W egzekwiach uczestniczyła para królewska, nuncjusz apostolski, senatorowie świeccy i biskupi, a kazanie wygłoszone przez Krzysztofa Żegockiego ukazało się potem drukiem w zamojskiej drukarni. Barokowemu przepychowi i teatralności stało się zadość.
Tylman z Gameren, projekt castrum doloris Gryzeldy Wiśniowieckiej/domena publiczna
Księżna Wiśniowiecka przeżyła niemal całą swoją rodzinę, a uroczystości pogrzebowe, w których brała udział lub je współorganizowała miały bardzo zróżnicowany charakter, od takich, które się formalnie nie odbyły, poprzez takie, gdzie wszystko przebiegło, jak należy, aż po własne egzekwie, które z racji pełnionej przez nią roli miały charakter państwowy i oszałamiały wręcz przepychem. Nie brakło też pogrzebów, czy raczej styp, gdzie nadmiar alkoholu pociągnął lub mógł pociągnąć za sobą kolejne ofiary. Tym bardziej zaskakuje więc brak jakichkolwiek źródeł mówiących cokolwiek o tym, gdzie ostatecznie spoczęła, wynikający być może właśnie z faktu, że chciała być pochowana bardzo skromnie. I tylko pozostaje mieć nadzieję, że kiedyś może przypadkiem się tego dowiemy.
Justyna Bartkowska
Bibliografia:
Hińcza Marcin, Złota korona: abo Kazanie na pogrzebie iasnie oświeconey xiężny Anny z Sztemberkv Ostrogskiey, hrabiney na Tarnowie, woiewodziney wołyńskiey, Kraków 1636
Kanon Andrzej, ClassicumSepulchrale, Kraków 1653.
Pamiętniki do panowaniaZygmunta III, Władysława IV i Jana Kazimierza, Warszawa 1846.
Pisma do wieku i spraw Jana Sobieskiego, wyd. F. Kulczycki, Kraków 1880.
Radziwiłł Albrycht Stanisław, Pamiętnik, Warszawa 1980.
Rudomicz Bazyli, Efemeros czyli diariusz prywatny pisany w Zamościu w latach 1656-1672, Lublin 2002.
Sobieski Jakub, Mowypogrzebowe, Warszawa 2019.
Szałapski Stanisław, Przenosiny iasnie wielmożnego pana … Thomasza Zamoyskiego … do grobu, abo kazanie krotkie miane, gdy ciało iego mści z pałacu zamoyskiego do grobu niesiono 9 dnia lutego roku pańskiego 1638, Lublin 1638.
Testament Gryzeldy Konstancji z Zamoyskich Wiśniowieckiej z 1672 roku, opr. K. Przyboś, „Genealogia. Studia i materiały historyczne” t. 15, 2003.