Książę Jeremi Wiśniowiecki i jego niespełniony testament

Zapewne niewiele osób kojarzy tę wielobarwną postać XVII-wiecznej Rzeczypospolitej z regionem biłgorajskim. Tymczasem ów krwawy i bezwzględny pacyfikator powstania Chmielnickiego, a zarazem potężny magnat kresowy oraz wielki patriota, właśnie niedaleko Biłgoraja spisał swoją ostatnią, ukrytą przed wszystkimi zainteresowanymi, szczegółową wolę.
Sporządził ją dokładnie 28 marca, ale 372 lata temu, tj. w 1651 roku, czyli już po słynnej obronie Zbaraża (w 1649), gdzie jako regimentarz osobiście dowodził wojskami koronnymi a tuż przed zwycięską bitwą pod Beresteczkiem (w 1651), w której wspomógł króla Jana Kazimierza, będąc do tego czasu jednym z najbogatszych szlachciców na Ukrainie.
Wyraził w niej wtedy nie tylko swoją wiarę w Boga Wszechmogącego oraz wierność nauce katolickiej, zgodnie ze słowami: „wstępuję do [grobu] z takowym prawdziwemu Panu oraz Kościołowi Rzymskiemu oświadczeniem, iż credo, quod Redemptor meus vivit et ego surrecturus sum in novissima die et in carne mea videbo Deum salvatorem meum, (tzn. – wierzę, że mój Odkupiciel żyje, a ja zmartwychwstanę w dniu ostatecznym i we własnym ciele ujrzę Boga mego zbawcę), lecz także szacunek, jakim darzył swoją małżonkę Gryzeldę Konstancję z Zamoyskich, ponadto miłość do jedynego syna, który dzięki jego nieśmiertelnej sławie został nawet… kolejnym królem Polski (w 1669 roku), jak również wielką życzliwość dla swoich wiernych sług i poddanych.

Portret księcia Jeremiego Wiśniowieckiego nieznanego artysty
Co ważniejsze dla nas, zawarł w swym testamencie również dyspozycje względem własnego pogrzebu, „by odbył się [on] bez żadnych pomp światowych oraz próżnych wyniosłości, według ceremonii Kościoła Rzymskiego, [ale] w jak największej asystencji kapłanów, sług bożych i kongresie ubogich” a także zalecił kształcenie swego syna ustanowionym wówczas opiekunom „do czasu i lat sposobnych usługiwania ojczyźnie”, nie zapomniawszy o podziale dochodów z jego „państwa w państwie” na członków rodziny, fundacje kościelne (w tym na świątynie katolickie w Leżajsku i Jarosławiu) oraz na zasłużonych towarzyszy broni.
Tyle tylko, że… dotyczył on już niestety owych dóbr, które powoli tracił wskutek nieustających walk z Kozakami, pustoszącymi jego posiadłości do tego stopnia, że po swej nagłej śmierci (w sierpniu 1651 roku pod Pawołoczą), pozostawił najbliższych spadkobierców dosłownie z niczym. Dlatego też jego dumna żona – „Gryzelda Konstancja z Zamościa Korybutowa Księżna na Wiśniowcu i Łubniach”, siostra trzeciego ordynata, po prostu go zataiła przed światem, by nie wszedł w życie, gdyż nakładał na nią i jej syna zbyt wielkie obciążenia finansowe a zgodnie z jej skargą w liście, skierowanym zapewne do brata ordynata Jana „Sobiepana”, „nie miała pieniędzy nawet na ubranie służby na pogrzeb męża”.
Jak wielkie to były kwoty niech świadczy fakt, iż tylko Ojcom Karmelitom Bosym w Wiśniowcu książę zapisał wtedy sześćdziesiąt tysięcy złotych polskich, tyle samo Ojcom Bernardynom w Łubniach oraz Ojcom Jezuitom w Rumnie (na wybudowanie tam Kolegium) a chciał otoczyć jeszcze opieką wiśniowiecką cerkiew prawosławną i wznieść sześć innych kościołów. Z tego właśnie względu książę nie doczekał się nigdy nawet skromniejszego, ale za to uroczystego pochówku. Jego ostatnia droga wyglądała bowiem następująco:
Cztery wierzchowce Wiśniowieckiego przybrane kirem [poprzedzały jego ciało]. Dopiero za końmi szli pieszo hetmani, senatorowie, pułkownicy i w ogóle cała starszyzna wojskowa. Żałobnie warczały bębny. Orszak uszedł ponad ćwierć mili, po czym zatrzymał się w otwartym polu. Tu kazanie wygłosili ksiądz Czarnocki, dziwnym trafem ten sam, który przed kilkunastu laty w Zamojskiej Kolegiacie [dziś katedrze], przemawiał na ślubie Jeremiego, witając go na nowej drodze życia. Żegnał go teraz u kresu ziemskiego żywota.
Po księdzu mowy wygłosili: wojewoda bracławski Lanckoroński, towarzysz broni księcia ze Zbaraża i Beresteczka oraz Szczawiński, wojewoda brzesko-kujawski. Po tych mowach oddano trzy salwy z armat, trzy razy dały ognia wszystkie piesze regimenty, zagłuszając płacz i lament tysięcy żołnierzy, bo nic słychać nie było, prócz łez. Odbywanie takiej uroczystości w bezpośredniej bliskości nieprzyjaciela było niebezpieczne, toteż zaraz po niej dowódcy zarządzili powrót do obozu. Ale mimo rozkazów, żołnierze odprowadzali zwłoki ukochanego wodza jeszcze przez kilka mil i nikt nie śmiał wytykać im niesubordynacji”.

Domniemane szczątki księcia Jeremiego Wiśniowieckiego w krypcie na Świętym Krzyżu i herb „Korybut” Wiśniowieckich
Spod Pawołoczy ciało księcia przewieziono na zachód. Jak wiemy z testamentu wyraził on życzenie, aby pochować go w fundowanym przez niego murowanym kościele w Wiśniowcu i to „w niedziele najdalej cztery, o ile prędzej nie będzie mogło ono być [tam] złożone”. Niestety postanowienia zmarłego nie uszanowano, mimo „zaklinania przed Sądem Bożym wyznaczonych wykonawców”, gdyż jego trumnę przetransportowano nieco dalej, tzn. aż do Sokala, gdzie umieszczono ją tymczasowo w miejscowej świątyni.
Oficjalnie mówiono, że w Wiśniowcu nie byłaby bezpieczna z powodu profanacji zwłok przez Kozaków. Ale to nie był prawdziwy powód, ponieważ w czasie, gdy ciało Jeremiego wieziono do Sokala, Chmielnicki przyciśnięty przez wojska koronne i litewskie pod Białą Cerkwią podpisywał już kolejną ugodę. Tu nikt się nie liczył z najazdem kozackim. Zresztą Sokal leżał tylko 80 km na zachód od niego i drogi doń nie broniła żadna twierdza.
Zmiana jego ostatniej woli wynikała z… czystego bankructwa. Albowiem książę, który w przeddzień bitwy beresteckiej zadłużył się zbytnio na konto przyszłych dochodów ze swoich zadnieprzańskich dóbr, oczywiście na rzecz zaciągu oraz zorganizowania obrony kraju!!!, pozostawił rodzinę w opłakanym stanie finansowym. Choć zrobił to nie tylko w celu ratowania ojczyzny, lecz także… własnego majątku, pogrzeb senatora I Rzeczypospolitej, gdyż w 1646 roku został jeszcze wojewodą ruskim oraz byłego regimentarza wojsk JKM, wymagał należytej oprawy a co za tym idzie, olbrzymich kosztów.
Wdowy pozostającej po jego zgonie praktycznie na łasce u brata, który sam wojował w tym czasie na Ukrainie, nie było stać na opłacenie takiej uroczystości. Zresztą jedyne, co zrobił dla niego potem syn Michał, to ufundował mu tablicę z napisem łacińskim: „Heremias Cosacorum terror – Dux et princeps Visnioviecius – Michaelis Primi Regis Poloniae Progenitor – A.D. 1653 depositus”. (tj. – Jeremi postrach Kozaków – wódz i książę Wiśniowiecki – Michała I Króla Polskiego Rodzic – Roku Pańskiego 1653 złożony). Dokonał zaś tego w opactwie na… Łysej Górze, czyli w Świętym Krzyżu, bo tam rzekomo do dzisiaj spoczywają prochy księcia. Obecnie trudno to rozstrzygnąć, gdyż ówczesne zabudowania benedyktyńskie spłonęły w XVIII w., aczkolwiek w tymże 1653 roku Gryzelda Konstancja z Zamoyskich musiała faktycznie przywieźć ciało swego męża do tego miejsca.

Portret Gryzeldy z Zamoyskich Wiśniowieckiej, żony Jaremy- Muzeum w Kozłówce
Pełniło ono bowiem taką samą rolę, co późniejsza Częstochowa. Tam złożyła je również tymczasowo, czekając na lepszą sytuację finansową, Nie możemy zatem mówić, że nic dla niego nie zrobiła. Na tyle tylko było ją wtedy stać. Co prawda, sejmik lubelski wezwał w międzyczasie króla do wzięcia „pod swoją łaskę i opiekę” syna zmarłego księcia. Także szlachta sandomierska, zebrana na własnym sejmiku, wyraziła troskę o przyszłe losy książęcej rodziny, zwłaszcza zaś o środki na edukację młodego Michała a nawet pomyślała o umorzeniu długów zaciągniętych przez jego ojca na wojsko.
Dzięki temu sejm, odbyty dokładnie pomiędzy styczniem i marcem 1652 roku, przyczynił się do uchwalenia następującej rezolucji: „Mając w pamięci odważne zasługi i śmierć w ekspedycji wojennej, podjęte przez Wielmożnego Jeremiego Michała Korybuta Księcia Wiśniowieckiego, wojewody ruskiego, sumy pewne, które nieboszczyk za żywota swego na ludzi w służbie Rzeczypospolitej będących, ze skarbu koronnego pobrał, powagą Sejmu niniejszego potomstwu jego odpuszczamy”. Ale na tym się niestety skończyło.
Wypadałoby zatem poznać teraz nieco bliżej bieg życia naszego bohatera, który za swe zasługi dla kraju nie doczekał się nigdy pogrzebu od państwa. Jeremi Wiśniowiecki herbu Korybut, urodził się 17 sierpnia 1612 roku w Łubniach (obecnie miasto w napadniętej przez Rosję Ukrainie), w rodzinie prawosławnej, jako syn Michała Wiśniowieckiego, starosty owruckiego i Rainy Mohylanki, córki hospodara mołdawskiego Jeremiasza.
Już w wieku 4 lat stracił ojca, który zginął otruty przez przeciwników osadzonego przez naszych rodaków w Mołdawii tegoż hospodara. Trzy lata później zmarła również jego matka. Odtąd wychowywał go stryj Konstanty Wiśniowiecki. Kształcił się początkowo w Kolegium Jezuitów we Lwowie i z tego zapewne powodu w 1632 roku, wbrew ostatniej woli rodzicielki, przeszedł z prawosławia na katolicyzm w obrządku łacińskim. Przebywał za granicą w Rzymie, Padwie i Bolonii, gdzie już w 1630 zapisał się do albumu studentów.
Kilka lat po powrocie do kraju poślubił najstarszą córkę Tomasza Zamoyskiego, drugiego ordynata na Zamościu – Gryzeldę Konstancję. Z tego małżeństwa zawartego w 1639 roku przyszedł na świat dwanaście miesięcy później… przyszły król Polski Michał Korybut. Po swym opiekunie, zmarłym w 1641, odziedziczył pokaźny majątek, stając się arystokratą Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Początkowo nie interesował się sprawami publicznymi, tylko powiększaniem rodowych włości.
Jednak 4 kwietnia 1646 roku otrzymał urząd wojewody ruskiego i został senatorem. Dodatkowo był również starostą przemyskim, nowotarskim, hadziackim i kaniowskim. Już w 1648 roku król Władysław IV obdarzył go jeszcze obszarami naddnieprzańskimi, gdzie znajdowała się główna siedziba Kozaków. Będąc panem wielkich dóbr ziemskich na Wołyniu i we wschodniej Ukrainie, fundował wiele kościołów, cerkwi, czy nawet miasteczek i rozwijał prawosławne lub katolickie szkolnictwo.
Jako przedstawiciel województwa ruskiego brał ponadto udział w elekcji króla Jana Kazimierza, któremu pozostał wierny do końca. Wcześniej uczestniczył w wojnie smoleńskiej (1633-1634), stojąc na czele regimentu piechoty i dragonów, potem w kilku wyprawach wojennych na pograniczu polsko-moskiewskim. Dowodził odtąd własnym wojskiem prywatnym, którego liczebność podczas jednej z nich wyniosła aż cztery tysiące żołnierzy. Od 1637 do 1638 roku brał udział w tłumieniu powstania kozackiego Dymitra Huni.

Portret Rainy Wiśniowieckiej-Mohylanki, matki Jaremy
Walczył ponadto w wojnie z Tatarami w latach 1640-1646, zwyciężając nad nimi 6 sierpnia 1643 roku nad Sułą. Bił się również z nimi pod Ochmatowem (w 1644), gdzie dowodził lewym skrzydłem wojsk polskich oraz nad Merlem (w 1646 roku), pokonując ordę powracającą spod Moskwy z jasyrem. Największą rolę odegrał jednak w tłumieniu powstania Chmielnickiego (1648-1651). Uczestniczył wtedy m.in. w bitwach pod Konstantynowem, Piławcami (w 1648), w obronie Lwowa, następnie Zbaraża (w 1649), chociaż formalnie ich dowódcami, z królewskiej nominacji, byli trzej nieudolni regimentarze: Andrzej Firlej, Stanisław Lanckoroński i Mikołaj Ostroróg.
Jego ostatnia walka z kozacko-tatarską armią miała miejsce pod Beresteczkiem (w 1651), gdzie u boku króla dowodził polską jazdą. Właśnie przed nią przybył 28 marca tego roku do Krzeszowa nad Sanem, bo tu przebywała wówczas jego małżonka Gryzelda z synem Michałem. W tym miejscu sporządził też swój obszerny testament. Ale bynajmniej nie zginął w powyższej bitwie, gdyż zmarł nagle dopiero kilka miesięcy później, dokładnie w niedzielę 20 sierpnia 1651 roku w obozie koło Pawołoczy, podczas trwającej kampanii wojennej.
Młody wiek i tajemniczy zgon Jeremiego Wiśniowieckiego, po zaledwie tygodniowej chorobie, wzbudziły zrozumiale podejrzenie o jego otrucie, chociażby arsenem. Lecz sekcja zwłok tego nie wykazała a kres życia „Pana na Wiśniowcu i Łubniach”, jak widać, nie okazał się wcale końcem jego ziemskiej tułaczki. Warto jednak wiedzieć, iż jego żona, po śmierci brata Jana Zamoyskiego, przejęła bezprawnie olbrzymią Ordynację Zamojską i postanowiła, już jako matka króla polskiego, nadać pod koniec swego życia część jej ziemi… naszym Ojcom Franciszkanom pod Biłgorajem.
Piotr Flor
Prezes BTR

 

Bibliografia:
Groszkowski Marek, Rywalizacja o Ordynację Zamojską w latach 1665-1673, Wydawnic-two Neriton, Warszawa 2022.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Jeremi_Wi%C5%9Bniowiecki, Jeremi Wiśniowiecki.
Kolbuszewski Jacek, Kresy, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1998.
Kosman Marceli, Ogniem i mieczem prawda i legenda, Oficyna Wydawnicza G&P, Poznań 1999.
Romański Romuald, Książę Jeremi Wiśniowiecki, Dom Wydawniczy Bellona, Warszawa 2009.
Tomkiewicz Władysław, Testament Jeremiego Wiśniowieckiego, [w:] Miesięcznik Heraldyczny, R. IX, nr 4, Warszawa 1930.
Widacki Jan, Kniaź Jarema, Wydawnictwo Śląsk, Katowice 1984.
Witusik Andrzej Adam, O Zamoyskich, Zamościu i Akademii Zamojskiej, Wydawnictwo Lubelskie, Lublin 1978.
Witusik Andrzej Adam, Młodość Tomasza Zamoyskiego, Wydawnictwo Lubelskie, Lublin 1977.