Ostatni „koźlak” na Roztoczu

Kle 1

Minęła bezpowrotnie era roztoczańskich wiatraków. Z krajobrazu Roztocza znikły stare młyny wietrzne. Jeszcze przed ostatnią wojną światową licznie występowały na roztoczańskich wzgórzach. Prawie zupełnie zanikł zawód cieśli – wiatracznika, który nierzadko młynarzował w wybudowanym przez siebie „koźlaku”. W Polsce to już rzadkość zobaczyć dziś wiatrak – „na wolności” – w szczerym polu. Pochowały się przed nieuniknioną zagładą po skansenach, muzeach i parkach etnograficznych. Tam niekiedy łapią jeszcze śmigami ostatni oddech wiatru podczas pokazów dla turystów.

Kle 3 złożenie kamieni

Na skutek burzliwych losów naszego kraju, w szczególności tu na pograniczu, roztoczańska wieś utraciła wiele dóbr ze swojego dziedzictwa kultury materialnej.  Dlatego tak ważne i cenne jest uratowanie każdego obiektu dla zachowania naszej lokalnej tożsamości i świadectwa różnorodności regionalnej. Kiedy w latach 90-tych XX w. Jan Górak z Państwowej Służby Ochrony Zabytków zbierał „Materiały do historii kultury materialnej Zamojszczyzny”, sporządzona przez niego mapka, opracowana m.in. na podstawie „Księgi adresowej Polski” na 1929 r., była gęsto zapełniona młynami wietrznymi (ponad 300). W niektórych miejscowościach było ich po trzy (Gorajec, Zaburze, Giełczew, Żabno, Dragany, Rokitów, Żerniki, Poturzyn, Wólka Poturzyńska, Moniatycze). Po cztery młyny wietrzne odnotowano w Goraju, Gródkach, Turobinie i Korchowie. Rekordowo dużą ilość wiatraków, ponieważ aż dziesięć było w Bukowinie, niestety rozebrano je po wojnie. Najwięcej było „koźlaków”. Oprócz nich odnotowano cztery holendry drewniane, jeden paltrak (Karolin) i cztery turbiny wietrzne, jako swego rodzaju ciekawostki eksperymentalne. Masowej likwidacji uległy wiatraki po 1950 r. W latach 90-tych XX w.  Jan Górak wspomina jedynie o trzech (sic!) z owych trzystu. Wszystkie popadały już wtedy w runę i żaden nie był już czynny.

koło paleczne hamulec

O tamtego czasu chyba nikt nie analizował stanu wiatraków na naszych terenach. Pojawiały zaledwie wzmianki w internecie, w których pasjonaci Roztocza informowali o tym że, ktoś wędrował, a nawet nocował w wiatraku z okolic Goraja, że w 2010 r. wiatrak z Gródek jeszcze stał, ale się w końcu zawalił, że inny z Gródka „zniknął” jakieś 10 lat wcześniej. Jako jedyny wśród tych pogłosek funkcjonował wiatrak koło Huty Turobińskiej, ale ponoć został „wywieziony” gdzieś w nieznane poza Lublin. Zostały tylko stare zdjęcia i wspomnienia ludzi o wiatrakach Zamojszczyzny, których nikt nie spisał i już chyba nie spisze.

W świetle powyższych informacji można zatem stwierdzić, że niejako cudem ocalał ostatni z wiatraków Roztocza. Z taką szczęśliwą i w czas podjętą translokacją, ostatniego wiatraka z naszych terenów mamy do czynienia w Szczebrzeszynie, a ściślej w Klemensowie. Właśnie w tym roku dobiegły końca prace związane z przeniesieniem, zdemontowanego przed laty i niszczejącego w polu, „koźlaka” z biłgorajskich Gródek Wiatrak miał szczęście trafić na ludzi z pasją, którzy przywrócili go do życia. Jako ostatni i jedyny na naszym terenie, zaświadcza o kunszcie rzemieślników dawnego budownictwa ludowego.

kle 6 kle 7

Najbliższe wiatraki, z pełnym i oryginalnym wyposażeniem wnętrza, możemy zobaczyć dopiero w skansenach w Lublinie, czy w Holi. Do innych, choćby w Kolbuszowej, jeszcze dalej. Klemensowski wiatrak mamy do podziwiania wręcz na wyciągnięcie ręki. Ten drewniany „koźlak” to „oczko w głowie” p. Mirosława, który z pasją poświecił się sprawie uratowania starego wiatraka. Mało kto zna się dzisiaj dobrze na młynach wietrznych, więc musieliśmy go składać w zasadzie sami – opowiada oprowadzając. Wiatraki tego typu mają lekką konstrukcję ścian tzw. szkieletowo-ryglową. Wiatrak z Gródka częściowo utracił swoje poszycie na skutek starości, zachodziła więc konieczność uzupełnienia tego elementu. Najmniej zresztą istotnego. Elementu wymienianego w dawnych wiatrakach najczęściej, jako najbardziej narażonego na zniszczenia, podobnie jak śmigi. Pozostałe wyposażenie zachowane jest w bardzo dobrym stanie. W najbliższym czasie właściciel zamierza uruchomić pracę śmigów i obrotową funkcję kożlaka nastawianego tak jak dawniej do kierunku wiatru skrzydłami, za pomocą drewnianego dyszla.

kle 4 kle 5

Wspaniale zachował się natomiast modrzewiowy „król” nazywany sztembrem, a czasami w młynarskim żargonie „matką”. Właśnie wokół tego drewnianego słupa obracał się wraz ze skrzydłami cały budynek wiatraka. Można zobaczyć także nieruchomą podstawę wiatraka zwaną „kozłem” od której ten typ przyjął nazwę. Świetnie zachowana jest drewniana obudowa złożenia kamieni oraz olbrzymie koło paleczne i jego system hamulcowy. Wspinając się przez poszczególne kondygnacje wiatraka zapoznajemy się z jego wewnętrzną budową, poszczególnymi elementami i funkcją jaką spełniały. Pod nogami czujemy wręcz jak wiatrak „tańczy” i tylko czeka cierpliwie na sprzyjający wiatr by wykonywać obroty o 360 stopni. Będzie miał czym wiatr pokręcić, bo skrzydła wiatraka mają 11,5 m rozpiętości, a jedno waży ponad tonę. Klemensowski „koźlak” ma już XIX wieczny mechanizm wyprofilowania kąta nachylenia skrzydeł i nachylenia przypióru (skręt stopniowy o 4 mm). Pierwsze wiatraki miały prosto osadzone skrzydła, ale te nachylone pod kątem lepiej łapały wiatr. Płachty wykonane są z klepek dębowych, gwarantując dłuższą ich żywotność. Całość elewacji wiatraka wykonana jest z modrzewia i impregnowana naturalną ropą z ziemi, tak jak to dawniej konserwowało się drewno.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA  kle 2

Wnętrze wiatraka kryje ponadto szereg przedmiotów stanowiących niegdyś wyposażenie tego wiatracznego młyna: szufle dłubanki do zboża; łyżki i miarki do mąki; taczkę do transportu worków ze zbożem i mąką; kosz zsypowy itp. Ponadto zgromadzono tu tymczasowo mnóstwo innych przedmiotów, które wkrótce wzbogacą kolejne pomieszczenia, przygotowywanego pod muzeum sprzętu i przedmiotów codziennego użytku w gospodarstwie wiejskim. Gospodarz zaciekawia opowiadaniem o rzadkim i najnowszym nabytku, czyli maszynie do sporządzania miąższu z jabłek „co to po całej wsi chodziła”. Miąższ ten wyciskano potem na innej maszynie, już ponad stuletniej wyciskarce, którą także możemy zobaczyć w sąsiednich pomieszczeniach. Sporo tu maszyn używanych w dawnym młynarstwie i gospodarstwach rolniczych:  ponad dwustuletnie maszyny do wytwarzania kaszy gryczanej i do jagły;  stuletnia drewniana „pralka”, oryginalna stara maszynka do robienia lodów oraz  inne do robienia powrozów, dachówek.  Zbiory porządkowane są systematycznie, ale ciągle potrzeba miejsca na nowe eksponaty, które p. Mirosław sam przywraca do blasku i konserwuje.

kle 10 kle 11

Obok roztoczańskiego „koźlaka” zagościła już na dobre, również w tym roku, wiejska kuźnia rodem z Szozdów, którą potem spadkobierca kowala przeniósł do Soch. Zadziwia bogactwo oryginalnego wyposażenia tej starej roztoczańskiej kuźni. Próżno szukać podobnej na naszych terenach. Jest tam prawie wszystko, czym parał się i czego używał dawniej kowal. Pan Mirosław zapewnia, że umie napalić w tym starym piecu z oryginalnego roztoczańskiego kamienia. Demonstruje pracę wspaniałego miecha, na którego wykonanie potrzeba było aż dwóch skór końskich. Obok jest nożny, przemyślnie skonstruowany pedał, którym kowal nie przerywając swej kowalskiej roboty podsycał miechy do pracy. Ileż tu różnego rodzaju, młotków, kowadeł, miarek i kształtek odlewniczych, ostrzałek („babka” do kos) i przedmiotów użytkowych wykonanych w tej kuźni ( klucze z zamkami, kłódki, pęta i końskie podkowy oraz dziesiątki innych). Kuźnia wraz z wyposażeniem jest oryginalnym roztoczańskim zabytkiem, gdzie nawet dachówka pochodzi z tego starego warsztatu pracy kowala.

kle 12 kle 13

Jednak prawdziwą pasją właścicieli ww. zabytków jest kolekcjonowanie rzadkich okazów kamieni i minerałów. Bogate zbiory, których nie powstydziłoby się niejedno państwowe, a nawet zagraniczne muzeum, zgromadzono w przeszklonych gablotach dwóch pawilonów wystawienniczych. Kolekcja państwa Nogalskich liczy sobie około tysiąca eksponatów. Pośród nich zobaczymy okazy znalezione osobiście przez Nich w Hiszpanii  i na Roztoczu. Ten fascynujący świat minerałów i kamieni szlachetnych urzeka nie tylko znawców tematu, ale każdego kto odwiedzi tę kolekcję w Klemensowie.  Przy wielu z tych kamieni p. Mirosław opowiada ciekawą historię, a to związaną z wyjątkowością okazu, jego kształtem i kolorytem, miejscem, czy sposobem pozyskania,  ich zastosowaniem  itd. Warto na dłużej zatrzymać się przy niektórych, chociażby przy wspaniałym okazie turmalinu, z którego w okresie po powstaniowym, wykonywano w Polsce czarną biżuterię tzw.  ‚żałobną’, noszoną demonstracyjnie przez arystokrację na znak protestu wobec zaborców.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA kle 15

Przyciąga oczy wielka „buła” septari i pobudza wyobraźnię nawet właściciela, który zastanawia się jaki rysunek kryje wewnątrz. Przyciągają oczy kolorowe agaty, z których każdy mieni się innymi wzorami  i układem kolorów. Najładniejsze są te meksykańskie, armeńskie i tureckie wyjaśnia p. Mirosław, ale nie ma jeszcze wszystkich odmian w swojej kolekcji. Zobaczymy pośród kamieni „złoto głupców”, czyli piryt, ale także rodzime złoto z Colorado i o wiele rzadsze czyste srebro. Wspaniałe okazy rodzimej siarki; stalaktyty z hiszpańskiej Altei; rubiny z Pakistanu; liliowce z Rosji i jedną z najpiękniejszych  w Polsce „łąk liliowców” z Sahary Zachodniej o niebagatelnym rodowodzie 420 mln. lat. Można powąchać autentyczny kauczuk brazylijski, zobaczyć ząb rekina, kości mamutów, czaszkę żółwia, rzadki okaz skamieniałego drzewa z wytworzonym bursztynem, czy chociażby wspaniałe skamieliny i odciski ryb morskich. Nie sposób wszystkich okazów wymieniać, najlepiej samemu tu zajrzeć.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA kle 17

Pawilony z ekspozycją kamieni wybudowano w stylu przypominającym szwajcarsko-rosyjski charakter ówczesnego budownictwa. W tym właśnie stylu państwo Jolanta i Mirosław Nogalscy, odrestaurowali przed laty drewniany, zabytkowy (1895r.) budynek, należący do dyrektora dawnej „Cukrowni Klemensów”. Takich domów w Polsce jest zaledwie cztery informuje p. Mirosław. Większość zabytkowych, drewnianych budynków stanowiących Dziedzictwo Kultury Narodowej Miejskiej to pałace, dworki, czy kościoły. Budynek ma kształt krzyża i został odremontowany pod nadzorem konserwatorskim. Widoczny z trasy prowadzącej z Zamościa do Biłgoraja, przyciąga swoją malowniczą sylwetką i dobrą kuchnią „Restauracji Klemens” przejezdnych i stałych bywalców. Obok tego zabytkowego budynku zachowała się murowana piwnica ziemna z tego samego okresu budowy. Zabytkowa willa znajduje się na trasie Szlaku Ordynacji Zamoyskiej, licznie odwiedzanego przez turystów zaglądających na Roztocze.

_DSC1560 800

Dla dzieci przewidziano także wiele atrakcji na placu zabaw. W zadbaną, małą architekturę ogrodową wkomponowano: zjeżdżalnie, altanki, huśtawki, karuzele, oczko wodne z rybkami, zagrodę młodych kózek i obszerną klatkę z króliczkami. Na miejscu jest możliwość grilowania w kamiennym piecu, tłoczenia na zimno oleju z rzepaku, lnu. W miejscowym sklepiku dzieciaki przebierają w małych kamykach, ucząc się i poznając skarby Ziemi.

opracowanie: evel

zdjęcia E.W. Lisieccy