Historia pradziadka.

Kijany – Carycyn – Maciejów k. Kowla

Jan Wieczorek, syn Piotra Wieczorka i Marianny z.d. Gała, urodził się w 1886 r. Najprawdopodobniej gniazdem rodzinnym jego pierwszej żony, Józefy (z.d. Gocan) Wieczorek (1883-1930) były Kijany. Jej rodzicami byli: Aleksander Gocan i Agata (z.d. ?) Gocan. Józefa miała rodzoną siostrę Florentynę, która została drugą żoną mojego pradziadka. Nie mamy, póki co, informacji o innym rodzeństwie. Józefa urodziła się w 1883 r. Jan i Józefa Wieczorkowie mieli pięcioro dzieci, z których troje urodziło się w Kijanach: Janina (ur. 1906 r.); Antoni (ur. 1907 r.); Helena (ur. 1919r.), a dwoje w Maciejowie k. Kowla: Tadeusz (ur. 1922 r.); Irena (ur. 1923 r.). Moja babcia, Janina (z.d. Wieczorek) Kapuścińska wracała we wspomnieniach do Kijan, jako miejsca swojego dzieciństwa. Jedna z kuzynek opowiada natomiast rodzinną anegdotę, że jej mama mawiała iż w Kijanach, po babci Józefie, należy się jej 20 morgów ziemi. Idąc tym nikłym tropem usiłowałam odnaleźć jakikolwiek ślad po (odebranym przez Rosjan) majątku Gocanów, ale natrafiłam jedynie na nazwisko Gocan nieopodal Kijan, w Brzeźnicy Książęcej. Potwierdzenia także wymagają w aktach  kościelnych Parafii św. Anny w Kijanach informacje dotyczące: daty urodzin i chrztu dzieci Wieczorków, daty ślubu Jana i Józefy itp. Na zdjęciu (powyżej) mój pradziadek, Jan Wieczorek w mundurze kolejarskim.
Niewiele informacji mamy z tego okresu, ale zachowały się przekazy, że pradziadek Jan pracował jakiś czas jako strażnik (stróż ?) w Banku w Lublinie, a według drugiej wersji w Sądzie. Według przekazu Teresy z.d. Wieczorek (córki Antoniego Wieczorka – syna Jana),  około 1912 r. rodzina wyjechała z Kijan do Carycyna*. Dziadka wzięli do rosyjskiego wojska. Polska w tym czasie była pod zaborami. Z opowiadań Janiny (z.d. Wieczorek) Kapuścińskiej, mojej matecznej babci pamiętam, że uczęszczała  w Carycynie do szkoły. Przypuszczać należy, że rodzina wróciła do Kijan przed 1919 r., bowiem Helena Wieczorek urodziła się w Kijanach. Polska już w tym czasie odzyskała niepodległość i Polacy wywożeni przymusowo w odległe części Rosji mogli powrócić do kraju. Na zdjęciu (powyżej) Rodzina Wieczorków: od lewej – stoi Jan Wieczorek; siedzi Józefa Wieczorek (żona) i ich dzieci: Janina i Antoni. Pozostałe osoby na zdjęciu nierozpoznane.
Przed 1922 r. Wieczorkowie musieli zamieszkać w Maciejowie k. Kowla, ponieważ tam właśnie urodziły się ich kolejne dzieci, Tadeusz i Irena. Maciejów w tym czasie leżał w granicach II RP, w województwie wołyńskim. Wcześniej w tym miejscu istniała wieś już od XIV w., ale pod nazwą Łuków. W połowie XVI w. otrzymał ją za zasługi dla kraju Stanisław Maciejewski. Otrzymany od króla przywilej zezwalał na lokację miasteczka Maciejowice i tak z czasem zaistniał Maciejów. Zbudowano tam zamek warowny, z którego do dzisiaj zachowały się fragmenty fos. Miasteczko przechodziło potem na własność Wiśniowieckich, Sapiehów, aż w końcu zakupił je wraz z przyległościami wojewoda wołyński, Atanazy Miączyński. Jego prawnuk pod koniec XVIII w. przebudował zamek na rezydencję pałacową. W rękach Miączyńskich Maciejów pozostawał do 1903 r. Mocno zadłużony majątek sprzedał Ksawery Franciszek Miączyński dla seminarium prawosławnego. W okresie międzywojennym w pałacu ulokowano zakon żeński Sióstr Niepokalanek.
Moja prababcia, Józefa Wieczorek zmarła na raka wątroby w Maciejowie 30.07.1930 r. W tym czasie dwoje starszych dzieci już się usamodzielniło: Janina w 1925 r. wyszła za mąż za Jakuba Kapuścińskiego, a Antoni ożenił się w 1928 r. z Marią (z.d. Borowską). Józefa osierociła młodsze dzieci (7, 8, 11), więc Jan zmuszony pracą do częstych wyjazdów z domu, poprosił siostrę rodzoną Józefy, Florentynę, aby się nimi zaopiekowała. Trzy lata po śmierci pierwszej żony, Jan Wieczorek ożenił się z Florentyną Gocan, w 1933 r. w Maciejowie. Możliwe, że Florentyna była w rodzinie nazywana potocznie Anielą, bowiem takie zachowały się przekazy ustne, co ustaliliśmy, poszukując nieznanego nam imienia siostry Józefy. W tym czasie w Maciejowie (Maciejów Stacja) mieszkał także starszy syn Jana Wieczorka, Antoni z rodziną. Na zdjęciach (poniżej) Józefa Wieczorek z trójką młodszych dzieci: Heleną (z zegarkiem na rączce); Tadeuszem i Ireną (na rekach) oraz siostra rodzona Józefy – Florentyna (z.d. Gocan) Wieczorek, druga żona Jana Wieczorka.
 
Na wykazie miejscowości byłego województwa wołyńskiego znalazłam potwierdzenie danych naszej rodziny w Maciejowie I i w Maciejowie Stacja:
67.
WIECZOREK
Jan 1886 – s. Piotra i Marianny z d. Gała, I żona Józefa 1883-1930 z d. Gocan – c. Aleksandra i Agaty, dzieci: Tadeusz 1922, Irena 1923; II żona (śl.1933) Florentyna z d. Gocan – c. Aleksandra i Agaty.
8.
WIECZOREK
Antoni 1907, żona (śl.1928) Maria 1908 z d. Borowska, dzieci: Elżbieta 1930, Stanisław 1932, Józef 1934, Irena 1939.
Uzyskałam dzięki temu informacje, których dotąd nie mieliśmy i potwierdzenie tych, o których wiedzieliśmy. Rodzina zgłaszała jednak pewne uwagi, które należy uwzględnić przy kolejnych badaniach genealogicznych. Przykładowo. Wnuczka Ireny Siemko (z.d. Wieczorek), Marta Bojko Winiarska zapamiętała z opowieści babci, że nazywała Tadeusza swoim młodszym braciszkiem. Znane nam daty urodzenia dzieci Jana i Józefy temu przeczą, ale potwierdzenia trzeba szukać w aktach urodzenia. Ponadto kuzyn Jan Antoni Wieczorek, syn Antoniego Wieczorka, który był z kolei synem Jana Wieczorka, zauważa pomyłkę w dacie urodzin swojej mamy tj. żony Antoniego Wieczorka. Według niego Maria z.d. Borowska urodziła się 9.09.1909 r., a nie jak podano na ww. wykazie w 1908 r. Brak ponadto na wykazie niektórych dzieci Antoniego, np. Henryka ur. 9.12.1937. Antoni Wieczorek i Maria (z.d. Borowska) mieli łącznie siedmioro dzieci: Elżbieta urodzona w 1930 r., która zmarła w Maciejowie w wieku 5 lat; Stanisław (ur. 1930); Józef (ur. 1934); Henryk (ur. 1937); Ryszard (ur. ….); Teresa (ur….); Jan Antoni (ur…..). Informacje zachowane w pamięci rodziny i przekazach werbalnych są bardzo istotne dla uzupełniania suchych faktów genealogicznych jak daty, metryki, zdjęcia i itp. dokumenty. Każdy z żyjących członków rodziny jest w stanie pomóc w rozwikłaniu pewnych nieścisłości i zagadek, które po odpowiednim powiązaniu faktów układają się w całość jak puzle.
Z przekazów rodziny wiemy, że zarówno Jan Wieczorek, jak i jego syn Antoni pracowali na kolei. Z pewnością jeden z nich pracował jako zwrotniczy na Stacji Maciejów. Po wielu latach zaborów, wyniszczaniu uległ duży procent taboru kolejowego: dworców, magazynów, warsztatów, urządzeń kolejowych i setki kilometrów zrujnowanych torów. Było co odbudowywać. W międzyczasie przewaliła się jeszcze przez nasze ziemie bolszewicka nawałnica 1920 r. Pradziadek nie mógł jednak porzucić pracy, bowiem każdy kolejarz, który porzuciłby pracę, mógł być skazany na śmierć. Dlaczego? Otóż z końcem października 1923 r. (15 X 1923 r. odbył się strajk powszechny kolejarzy), rząd ogłosił powołanie pracowników kolei do wojska, więc porzucenie pracy równało się dezercji. Polskie Koleje Państwowe powstały 29.09.1926 r. Stacja kolejowa Maciejów k. Kowla została otwarta jeszcze w 1877 r., podczas budowy linii Kowel-Chełm. Obecnie jest częścią Kolei Lwowskiej. Do Kowla z Maciejowa (obecnie Łukowa) jest ok 26 km. Ten odcinek stanowi część tzw. Drogi Nadwiślańskiej. Jej odgałęzieniem był odcinek Rejowiec-Chełm.
Młodsze dzieci Jana i Józefy Wieczorków uczęszczały do polskich szkół w Maciejowie. Dziewczęta, Helena i Irena, kto wie, może nawet Janina, chodziły do szkoły prowadzonej przez Siostry Niepokalanki. Siostry prowadziły szkołę powszechną dla dziewcząt, gimnazjum i Seminarium Nauczycielskie. Irena Wieczorek zakończyła edukację siedmioklasowej szkoły powszechnej w 1937 r. Seminarium Nauczycielskie Sióstr Niepokalanek wydawało czasopismo „Wspólna myśl”. W nr 1/2/3 z 1935 r. odnajdujemy wzmiankę dotyczącą „J. Wieczorkównej”. Podobnie Nr 6/8 z 1935 r. wzmiankuje „Janeczkę Wieczorek”.  Córka Jana Wieczorka, Janina była już w tym czasie zamężna, zatem nie o nią chodzi w tych wzmiankach.
Maciejów na Wołyniu zamyka pewien etap życia Rodziny Wieczorków. Zostały tam groby Rodziny, mojej prababci Józefy Wieczorek zmarłej w 1930 r. i 5-letniej Elżuni (zm. ok. 1935 r.), jej wnuczki, córki Antoniego.
Nowosybirsk, Kurgan, Biszkek, Kazachstan
Przez dziesięciolecia prawda o deportacji Polaków z polskich terenów zajętych w 1939 r. przez ZSRR była skrywana. Dopiero wnuki, lub prawnuki zesłańców dowiadują się o losach swoich krewnych i mogą o tym mówić. Nasze dzieci muszą mieć świadomość i wiedzę, że tereny województwa wołyńskiego, na których mieszkał pradziadek Jan Wieczorek z rodziną przed II wojną światową, należały do Polski. Historycy nazywają dzisiaj proces zsyłki, sowietyzacji i kolektywizacji – wynarodowianiem tych terenów. Dotyczyło to nie tylko Polaków, także Ukraińców i Białorusinów. W głąb Rosji trafiały wielotysięczne rzesze Polaków m.in. do Kazachstanu. Były cztery etapy takich deportacji (luty 1940; kwiecień 1940; czerwiec 1940 oraz przełom maja i czerwca 1941r.). Z przekazów naszego Sybiraka, który powrócił z Syberii i przekazał informacje – Cioci Ireny Siemko (z.d. Wieczorek) – wiemy, że deportowano ich w kwietniu 1940. Znalazłam nawet dokładniejszą datę. Była to noc z 12 na 13 kwietnia 1940 r. Historycy dzisiaj ustalają te daty w rosyjskich archiwach z dokładnością zegarka. Deportowani w kwietniu 1940 r. byli określani mianem „administratiwno-wysłannyje”. Pradziadek Jan Wieczorek był jako kolejarz pracownikiem administracyjnym. Według historyków do syberyjskich łagrów trafiło w tym okresie od 800 tysięcy do 2 mln. Polaków.
Ten najgorszy etap życia pradziadka rozpoczyna data – kwiecień 1940. Rodzina została zmuszona przez Sowietów do opuszczenia Maciejowa k. Kowla (obecnie Łuków na Ukrainie), gdzie Jan pracował na kolei. Po 11.11.1939 r. pozwalniano ze stanowisk wszystkich kolejarzy Polaków. Stali się elementem niepożądanym, zdolnym do dywersji. Irena Siemko wspomina, że z Maciejowa wyjechali do Włodzimierza Wołyńskiego, skąd 29.04.1940 r. zesłano ich na Sybir, do Nowosybirska, który do dzisiaj uważany jest za nieoficjalną stolicę Syberii. Tutaj trzeba połączyć wspomnienia Ireny (Wieczorek) Siemko, z tym co zapamiętał z rodzinnych przekazów Ryszard Kapuściński, syn Janiny z Wieczorków Kapuścińskiej. Zapamiętał adres na Syberii, gdzie przebywała rodzina jego matki: Nowosybirskaja Obłost, Kurgańskij Rejon, Nasiełok Siemionskoje. Przyszła od nich wiadomość: Jesteśmy tu, pracujemy przy wyrębie lasów, wszyscy żyjemy…. dalej kontakt się urwał….. Poniżej fragment mapy z Wikipedii obrazujący położenie Nowosybirska i Kurganu na granicy z Kazachstanem (Kirgistanem). Nowosybirsk to stacja kolejowa na Trasie Kolei Transsyberyjskiej. Ten fakt tłumaczy, dlaczego od 13 kwietnia 1940 r. rodzina czekała we Włodzimierzu Wołyńskim aż dwa tygodnie, tj. do 29 kwietnia na wyjazd w głąb Rosji. Kolej Transsyberyjska została pomyślana jako jednotorowa, więc trzeba było czekać na powrót tego samego pociągu.
Jak nieludzkie były warunki pracy i życia zesłańców na Syberii relacjonują ci którzy powrócili. Do Nowosybirska razem z Janem Wieczorkiem zesłano jego drugą żonę, Florentynę (z.d. Gocan) Wieczorek i dzieci Józefy (pierwszej żony): Tadeusza i Irenę. Jana Wieczorka ostrzegano, że jest na liście do zsyłki, ale odwlekał wyjazd z Maciejowa. Z przekazów rodzinnych wiemy, że Jan nieostrożnie manifestował swoją patriotyczną postawę chociażby słowami:  jeszcze Polska nie zginęła!….Helenę wydano za mąż na niedługo przed zsyłką i tak udało się ją uratować. Młodsze dzieci były wówczas prawie pełnoletnie, ale nadal pozostawały pod opieką ojca. Na Syberii przy wycince drzew pracowali mężczyźni, kobiety i dzieci, jednakowo ciężko. Irena (z.d. Wieczorek), która powróciła z Syberii, jako jedyna z rodziny Wieczorków, nigdy nie chciała opowiadać o tamtych przeżyciach, ani swoim dzieciom, ani wnukom. Wspomnienia stamtąd były tak bolesne, że spowodowały traumę do końca życia. Jedyne co pozostawiła, to lakoniczny zapis wydarzeń i suchych faktów, niezbędny przy załatwianiu spraw dotyczących Sybiraków. Informacje te przechowywane są w rodzinie jej córek jak relikwia. Dla zobrazowania życia zesłańców, przytoczę zaledwie fragment wspomnień Sybiraków zapisany przez Ryszarda Rybickiego, dotyczący właśnie pracy przy wyrębie lasów na Syberii. Niech on zastąpi niewypowiedziane nigdy słowa Ireny Siemko.
Kiedy podczas II wojny światowej Niemcy wypowiedziały wojnę Sowietom, dla Polaków otworzyła się szansa sformowania z zesłańców na Syberii polskiego wojska. Była to Armia Andersa – armia łagierników i zesłańców, którzy ciągnęli ze wszystkich zakątków Syberii w kierunku punktów werbunkowych. W sierpniu 1941 roku, na mocy układu Sikorski-Majski, ogłoszono tzw. amnestię dla obywateli polskich ZSRR. Uwolniono kilkaset tysięcy zesłańców oraz osadzonych w więzieniach i łagrach. Wygłodzeni i obdarci, ruszyli tysiącami do obozów formujących się Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR gen. Andersa. Rosjanie nie tak łatwo jednak zrezygnowali z darmowej siły roboczej. Wszelkimi sposobami opóźniali uwolnienia i transport ludzi. Irena Siemko wspomina, że dzięki tej „amnestii”, w październiku 1941 r. cała grupa zesłańców, wśród których pracowali przy wyrębie lasów, opuściła obóz i 130 km na piechotę przedzierali się do najbliższej stacji. Dalej pociągiem na własny koszt podróżowali do Uzbekistanu, chcąc dołączyć do Armii Andersa. Nie dotarli tam jednak nigdy. Dowieziono ich do stacji Piszpek. Stąd samochodami porozwożono ich po różnych kołchozach. Rodzina Jana Wieczorka trafiła do kołchozu im. Mołotowa w Kazachstanie. Dotarli tam 9 grudnia 1941 r. Jan Wieczorek i jego syn Tadeusz poważnie zachorowali, wykończeni zimnem, głodem i półtoraroczną pracą w tajdze. Tadeusz zachorował jeszcze w czasie 6 tygodniowego transportu, ale nie było czym leczyć ludzi i zmarł 13 grudnia 1941 r. Ojca Irena odwiozła do szpitala. Florentyna usiłowała utrzymać rodzinę przy życiu handlując z tubylcami. Najczęściej był to handel wymienny, np. ubranie na jedzenie. To była bardzo dzielna i zaradna kobieta. Wcześniej, w Polsce jeszcze, świetnie radziła sobie w handlu, zarabiając tym na życie w Lublinie przy ul. Chmielnej. Jednak droga jaką pokonywała do osad Kazachów była bardzo niebezpieczna. Czyhały na ludzi wygłodniałe zwierzęta, mogły przy przeprawie porwać rwące potoki i rzeki, a nawet ludzie odbierali życie innym z błahego powodu. Uprzedzała swoich, że któregoś dnia może nie wrócić. Tak się stało. Zaginęła bez wieści jak wspomina Irena Siemko – 12 kwietnia 1942 r. Niedługo po niej zmarł na zawał Jan Wieczorek, 22.05.1942 r. Irena została sama. Zaopiekowali się nią obcy ludzie, Rodzina Krzywańskich, z którymi potem wróciła do kraju. Kołchoz, w którym pracowali był biednym kołchozem. W lipcu 1942 r. przyjechał do niego jakiś rosyjski inżynier i wojskowy, wybrali pięć dziewcząt do pracy przy budowie lotniska. Irena pracowała tam do końca 1942 r. Była to miejscowość Tamga nad jeziorem Issyk Kul. W roku 1945 Irena Wieczorek przeniosła się do kołchozu „Krasny partyzant” i tam pracowała do wyjazdu z Krzywańskimi z Rosji (1945 r).
Usiłowałam na mapie prześledzić miejsca ze wspomnień Ireny Wieczorek. Pewnym drogowskazem stała się relacja współczesnego podróżnika, Roberta Danieluka, który zapędził się w te odległe strony w wyprawie turystycznej. Jezioro Issyk Kul to bezodpływowe, słonawe jezioro  w Kirgistanie w Azji Centralnej. Położone jest w kotlinie górskiej (góry Tienszan). Kirgistan graniczy z Chinami, Kazachstanem, Tadżykistanem, Uzbekistanem. To największe jezioro w kraju, a ponadto drugie co do wielkości na świecie jezioro obszarów górskich. Stacja Piszpek, obecnie Biszkek to stolica Kirgistanu. „Biszkek to okropne miasto. Nic tu nie ma. Serio. To jedno z tych miejsc, gdzie człowiek czuje się zagubiony” – relacjonuje współczesny podróżnik. W 1941 r. musiało być jeszcze gorzej. Zanim do Kazachstanu trafili nasi krewni, pierwszą grupę Polaków zesłano tam jeszcze w latach 30-tych XX w. Byli to mieszkańcy radzieckiej Ukrainy narodowości polskiej (i nie tylko), których potomkowie tam już pozostali. Kolejną partią zesłańców na te tereny była grupa wysiedleńców z lat 1940-1941, w tym rodzina pradziadka Wieczorka. Byli to obywatele polscy wywiezieni ze wschodnich terenów Rzeczypospolitej, zajętych w 1939 r. przez ZSRR. Usiłowałam sobie wyobrazić w jaki sposób pochowano na tej nieludzkiej ziemi mojego pradziadka i jego syna. Niezliczone relacje zesłańców, które wertowałam przedstawiały nikły obraz takich pochówków. Czytałam m.in. i takie wspomnienia: „Ja pamiętam te mogiły, jak umrze ktoś, to ludzie takie nasypy jak kopiec kartofli sypią”. Ludność autochtoniczna tych terenów, Kazachowie, a właściwie Kirgizi nie lubili Rosjan, a zesłańców poniekąd z nimi utożsamiali. Niekiedy bywali bezwzględni wobec obcych na swojej ziemi, obce im były także odruchy życzliwości wobec nich. Potrafili wyzyskiwać zesłańców i wręcz okazywać im swoją niechęć. Nie chcieli aby ich nazywano Kazachami. Czuli się Kirgizami (Kada ja był Kirgiz, jeł miaso, pił kumys, kada ja stał Kazach, uj, waj propał kursak (żołądek).  Byli tak samo wyzyskiwani przez Rosjan, jak i inne narodowości. Potrafili jednak być równie przyjaźni, jak niedostępni i wiele istnień zawdzięcza im przetrwanie. W archiwach rodzinnych zachowało się na szczęście kilka zdjęć i dzięki nim mogę poznać mojego pradziadka i jego najbliższych. Od nas, potomnych należy im się wdzięczna pamięć i szacunek. Na zdjęciu poniżej Jan Wieczorek z młodszymi dziećmi: Ireną, Tadeuszem i Heleną.
Podziękowania składam mojej Rodzinie z Chełma, Warszawy i Zamościa za użyczenie materiałów, zdjęć i informacji, które stały się bazą do napisania tego artykułu. Mamy nadzieję, że nasze poszukiwania genealogiczne wzbogacą w przyszłości tę rodzinną opowieść o nowe fakty i szczegóły.
  • Carycyn – miasto dopiero w 1925 r. otrzymało nazwę Stalingrad, na cześć Józefa Stalina, który dowodził obroną miasta w bratobójczej wojnie białych i czerwonych. Od 10.04. do 17.11. 1961 r. był to Stalingrad. Obecnie to Wołgograd. Polacy osiedlali się na ziemiach dzisiejszej Rosji najczęściej pod przymusem, na skutek zsyłek carskich. Zesłańcy byli osiedlani przymusowo w słabo zaludnionych rejonach. Szczególnie północ i wschód Rosji był w ten sposób zagospodarowywany czynnikiem ludzkim obcych narodowości.
  • opracowanie: Ewa Lisiecka
źródła:
www.polacynawschodzie.pl
http://free.of.pl/w/wolynskie/miejsca-m/maciejow-04.html?fbclid=IwAR0e_vQ0RfHDyecVtYvxairWtRxM7aRw29LE-HfAlkQYjnIzacWwRYCuZqI
Armia łagierników i zesłańców: Polskie Siły Zbrojne w ZSRR gen. Andersa [galeria] (tytus.edu.pl)
INFORMACJE  DODATKOWE  POZYSKANE  JUŻ  PO  NAPISANIU  ARTYKUŁU:
Wśród dokumentów zachowanych po IRENIE (z.d. Wieczorek) SIEMKO  uchowało się w rodzinie „Zaświadczenie”, wystawione przez administrację lotniska, na którym pracowała w ZSRR, do czasu wyjazdu do Polski. Wydana „Sprawka” dla „Grażdanki Polskiej Respubliki – Wieczorek Ireny Iwanownej” była ważna do maja 1943 r. Ten zachowany dokument i inne poniżej (m.in o zarobkach, składkach) posłużyły do potwierdzenia zatrudnienia w czasie wojny, przy naliczaniu emerytury w Polsce. Irena Wieczorek pracując w ZSRR należała także do Związku Patriotów Polskich. Zachowała się Legitymacja przynależności. Członkiem mógł być każdy Polak zamieszkały w Związku Radzieckim, jak napisano w legitymacji: „solidaryzujący się z kierunkiem ideowym Związku i płacący składki członkowskie”. Statut  Związku dookreślał, że: „Każdy członek ZPP obowiązany jest przez swój udział w walce zbrojnej lub przez ofiarną pracę zawodową i społeczną przyczyniać się do zwycięstwa w wyzwoleńczej wojnie, która demokracje świata prowadzą z hitlerowskimi barbarzyńcami”. Ciocia Irena wspominała, że pracując na lotnisku Frunze* zarówno jej, jak i innym zatrudnionym tam Polakom powodziło się już dobrze. Nie głodowali i warunki bytowe znacznie się poprawiły. Zachowało się zdjęcie z koleżanką (z prawej) z dedykacją z tamtych lat: „Frunza 2. IV. 44  – Z chwil spędzonych razem na lotnisku”.  Po wielu latach od tych wojennych wydarzeń, 21 lutego 2005 r., w zasadzie tuż przed samą śmiercią w sierpniu tegoż roku, Irena Siemko została odznaczona przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, Aleksandra Kwaśniewskiego  „Krzyżem Zesłańców Sybiru”. Niestety, zmożona ciężką chorobą,  nie była już świadoma tego uhonorowania.

 

 

* Lotnisko FRUNZE – w 1926 r. miastu Bishkek (Biszkek) w Kirgistanie nadano nazwę od nazwiska Michaiła Frunze (rewolucjonisty Armii Czerwonej).
Wśród rodzinnych pamiątek zachowało się również zdjęcie pocztówkowe szkoły, do której w Maciejowie uczęszczała Irena Wieczorek. Niezwykle cenną pamiątką jest zdjęcie uczennic wraz z księdzem. Irena to pierwsza dziewczynka przy księdzu z prawej strony.

 

___________________________________________________________________________________________________________________